Strona 5 z 5
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: pn paź 26, 2026 9:08 pm
autor: Hunter Robertson
— Teraz to przeginasz, wiesz? To, że jest biedny i u Ciebie pracuje nie znaczy, że będzie kradł. Na pewno nie naraziłby posady swojej mamy, żeby zarobić trochę kasy na ukradzionych fantach. Poza tym miota się po pokojach bo pewnie wykonuje swoją pracę. Czemu masz z nim taki problem? — coś mu nie pasowało, bo Ambrose chyba nigdy nie denerwował się tak na nikogo. Miał wrogów, ale oni też musieli mu zrobić coś poważnego, a z tego co rozumiał jedyną winą chłopaka jest praca u Ambrose i brak pieniędzy. Westchnął, podejrzewając, że nic więcej nie wskóra, bo jego przyjaciel był cholernie upartą bestią. Może powinien zamknąć tę dwójkę w piwnicy i wypuścić jak się dogadają?
— Nie, dzięki. Dobrze mi tu. Z resztą ktoś musi pilnować tych rozwydrzonych braci, bo beze mnie zginą. Ale pamiętaj, żeby mnie odwiedzać albo ja przyjadę do Ciebie. Ciekawe kto będzie miał na Ciebie oko tak daleko. — zaśmiał się, czochrając mu włosy. Czuł się dziwnie ze świadomością, że jego przyjaciel mógłby wyjechać tak daleko i widziałby go jedynie sporadycznie. Oczywiście życzył mu takiej kariery jaką sobie sam zamarzył, nawet jeśli to oznacza wyjazd z rodzinnego miasta tak daleko. Sam nie umiałby wyjechać, kiedy cała jego rodzina jest tutaj.
— Może rozmawiają, ale dla mnie to trochę krępujące, wiesz? Zwłaszcza, że Hudson zawsze był taki uroczy i nie podejrzewałbym go o takie zachowanie. Co prawda ludzie robią różne rzeczy pod wpływem alkoholu, których normalnie pewnie by nie zrobili, ale i tak… jednocześnie to dziwne i przyjemne. — odparł. Poza tym nie chciał czuć się jakby go obgadywał, chociaż nie miał nic złego do powiedzenia o tamtej nocy. Było miło i jedyne co to zmieniłby poranek, nie dając Hudsonowi uciec od niego tak łatwo. Czemu stał tam po prostu jak jakiś debil zamiast od razu z nim porozmawiać i zapytać co zrobił nie tak.
— Wiem. Ale mówię Ci, że ma dużo nauki i nie chcę mu zajmować czasu. Jeszcze się zdenerwuje przeze mnie i nie zaliczy jakiegoś egzaminu. Poczekam. — mruknął. Sam starał się odwlekać tę rozmowę jak się da, żeby nie cierpieć. Chociaż nie ważne czy chodziło niewiedzę czy odrzucenie, każde bolało tak samo.
— Pójdę. Ale no mówię, niech skończy naukę. To tylko kilka dni, poza tym na razie jesteśmy tutaj, więc nic bym nie zrobił. Po prostu… zrelaksujmy się, dobra? Jeszcze jedno piwo? — zapytał, dopijając swoje i zerknął na Ambrose.
Ambrose Sinclair
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: pn paź 26, 2026 9:32 pm
autor: Ambrose Sinclair
-Jasne, oczywiście ja zawsze przeginam. A ty tak bardzo znasz się na ludziach - powiedział, lekko ramionami wzruszając. Nie miał najmniejszego zamiaru nikogo przepraszać za swoje podejście do życia, jak również prawdę, którą jedynie na głos wypowiadał. Hunter zawsze był trochę inny, niż Rose, dostrzegając dobro tak, gdzie ewidentnie go nie było. Chłopak był pewien, że przyjdzie czas, w którym ten się ostro przeliczy, dostając po dupie. Nie życzył mu tego, ale tak działał świat. Im człowiek szybciej pozna jego zasady, tym lepiej dla niego. - Bo się panoszy, powiedziałem ci to już. Nie potrzebuję kolejnej osoby w moim domu - skomentował takim tonem, który świadczył o tym, że chce uciąć tę rozmowę. Nie było sensu jej prowadzić, bo Robertson nie zrozumie o co mu chodziło. Na dodatek młody projektant zwyczajnie nie chciał się powtarzać nie wiadomo ile razy.
-Naprawdę chcesz gnić na tym zadupiu tylko dlatego, że twoi bracia pomimo wieku zachowują się jak dzieci? Nie możesz wiecznie być ich niańką, wiesz? Czas pomyśleć o sobie, bo co jak co, ale nie sądzę, żeby oni z czegoś w przyszłości zrezygnowali dla ciebie - odpowiedział. Jako jedynak nie miał tego problemu i nie dość, że nie musiał się ze swoim rodzeństwem niczym dzielić, tak dodatkowo nie musiał się nimi przejmować. Zawsze to mniej problemu. Hunter natomiast, zdaniem Ambrose, przejmował się aż za bardzo. Był pewien, że na dobre mu to nie wyjdzie. -Zaraz odgryzę ci rękę, zobaczysz - oburzył się, kiedy przyjaciel zniszczył jego idealną fryzurę, nad którą spędził niewiele czasu. Włosy same układały mu się dobrze i tylko nieznacznie musiał je poprawić. Teraz był pewien, że wygląda jak jakiś strach na wróble.
-Seks jest chyba dla wszystkich co? Może dawno z nikim nie był i tego potrzebował? A może na ciebie leci i teraz to wyszło? Fakt, że jest uroczy i delikatny nie znaczy, że nie ma własnych potrzeb - wzruszył lekko ramionami. Nie miał problemu z rozmawianiem na te tematy, zwłaszcza jeśli nie dotyczyły ściśle jego. Domyślał się, że Hunter może czuć się źle, że przespał się z kimś, kto później postanowił go unikać, ale zapewne nie pierwsza i nie ostatnia osoba w taki sposób postąpi. - Jaki ty głupi jesteś. Nauka nauką, ale chyba zasługujesz na wyjaśnienia - powiedział, kręcąc głową. Tak, Hunter też był niereformowalny. - A może ty po prostu boisz się usłyszeć prawda? - zaatakował go. Może to podziała i zmieni nastawienie przyjaciela.
-Ty to będziesz musiał beczkę wypić, żeby się zrelaksować - zauważył, ale nie pogardził, kiedy chłopak przyniósł kolejną butelkę. Może i nie miał mocnej głowy, ale przy Hunterze nic mu nie groziło. - Oglądamy coś normalnego? Nie wiem, film? - rzucił leniwie. Jakoś po alkoholu odechciewało mu się być bardziej kreatywnym.
Hunter Robertson
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: pn paź 26, 2026 9:54 pm
autor: Hunter Robertson
— Nie przeszkadza mi mieszkanie w Toronto, wiesz? Lubię to miasto. — powiedział, wzruszając ramionami. Tu się wychował i miał swoje miejsce. Pracę i przyjaciół. Jakoś nie ciągnęło go do przeprowadzki. Wyjechać na parę dni mógł, ale nie na zawsze.
— W sumie… nic nie zauważyłem, żeby patrzył na mnie inaczej. — stwierdził, wzruszając ramionami. Fakt, Hudson czasem łapał go za rękę i się przytulał, ale czy to od razu znaczyło o zainteresowaniu? Może był zbyt ślepy, żeby zauważyć jego maślany wzrok? Hudson był słodki i w jego typie. Pewnie nie miałby nic przeciwko, gdyby student był w jego życiu w ten sposób, ale najpierw musieli szczerze porozmawiać na temat tego co się między nimi wydarzyło. Potraktują to jako jednorazowy wybryk czy wstęp do czegoś poważniejszego?
Westchnął, odchylając głowę do tyłu. Pewnie, zasługiwał na wyjaśnienia, ale nie chciał do niczego zmuszać Hudsona. Nie zerwą teraz nagle znajomości bo się ze sobą przespali, więc prędzej czy później będą musieli sobie wyjaśnić co się dzieje między nimi. — Ja… sam nie wiem… — mruknął. Bał się? Pewnie. A nie powinien bo chyba już był na to za stary, żeby się tym przejmować. Stało się to się stało. Trudno.
— Nie mam chyba aż tyle. — zaśmiał się, niosąc kolejną butelkę piwa. — Niech będzie. — zgodził się, szukając jakiegoś filmu.
Obejrzeli chyba dwa filmy, zanim znowu zrobili się głodni i w końcu zmęczeni poszli spać.
Przeciągnął się leniwie na łóżku, które przypadło jemu i otworzył oczy, kiedy poranne słońce wpadło do pokoju. Łóżko nie było tak wygodne jak w jego sypialni, ale nadawało się. Narzucił na siebie jakąś koszulkę i wyszedł z pokoju.
— Śpisz jeszcze? — zapytał, nachylając się nad Ambrose, który spał na kanapie. Może nie była tak niewygodna jak im się zdawało? Dali mu przecież tyle poduszek i koców, żeby miał miękko i nie stękał, że jakaś sprężyna wbija mu się w dupę. — Zrobię śniadanie. — powiedział, kierując się od razu do kuchni, gdzie wstawił też wodę na kawę.
Ambrose Sinclair
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: wt paź 27, 2026 12:29 pm
autor: Ambrose Sinclair
-
Nie przeszkadza, bo nie widziałeś innych. Skąd możesz wiedzieć, że właśnie tu chcesz spędzić resztę swojego życia, skoro na dobrą sprawę niespecjalnie się wychylałeś poza nie? - skomentował. On osobiście nie chciał się ograniczać tylko do tego jednego miasta, kiedy na świecie było ich naprawdę sporo. Zresztą siedząc w samym Toronto nie mógł zabłysnąć tak, jak chciał. Jasne, mógł tu zaczynać, zwłaszcza, że połączenia stąd były całkiem dobre, ale to nie były miejsca, w których człowiek mógł wzbić się na wyżyny modowe. Potrzebował miejsca, w którym moda faktycznie miała znaczenie.
-Jak ty to byś nawet nie zauważył, gdyby ktoś stał przed tobą z wypisanym LOVE na twarzy - zaśmiał się. Jego przyjaciel pod tym względem był wyjątkowo nieogarnięty, więc Rose nie zdziwiłby się, gdyby ten przegapił jakieś znaki ze strony swojego crusha.
- Sam nie wiem, sam nie wiem - zaczął go przedrzeźniać. I niby ktoś taki chciał go pouczać w sprawach jego nastawienia do Valentina? No chyba nie. - To może się dowiedz, co? Jak będziesz taki niezdecydowany to zaraz się okaże, że chłop sobie ogarnął innego do ruchania - powiedział dość bezwzględnie. Ale czy nie taka była prawda? Ludzie nie lubili czekać. Przykładowo Ambrose był wyjątkowo niecierpliwy, dlatego uważał, że Hunter jak najszybciej powinien sprawę wyjaśnić, tak dla obopólnego dobra.
Następnego dnia obudził go głos Huntera nad uchem. Mruknął coś rozespany, ignorując fakt, że kanapa nie była aż tak wygodna, jak można było zakładać. Tylko czego on się spodziewał, co? Do luksusów rodem z bogatej willi było temu daleko. Przekręcił się na bok, uchylając powieki.
-Ehe - wyrzucił z siebie na wieść o śniadaniu. Nie był głodny, przynajmniej jeszcze nie.
Wstał, kierując się pod prysznic. Miał wrażenie, że jego delikatne ciało przegrało walkę z kanapą.
Odświeżony, udał się do kuchni, w której kręcił się przyjaciel.
-Tylko coś dobrego poproszę. Pamiętaj, że mój żołądek nie przyjmie byle czego - rzucił, bo nie byłby sobą, gdyby darował sobie taki komentarz. - Jakie plany na dzisiaj? Zabierzesz mnie na romantyczną wycieczkę po zadupiu czy zabawisz mnie w inny sposób? - zainteresował się, przygotowując im kawę. Co, jak co, ale bez niej nie był w stanie dnia przeżyć.
Hunter Robertson