Strona 41 z 42

tequila con muerte

: wt mar 24, 2026 11:11 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
hajdy srajdy, erotyka, prawie się ruchają, Diabeł przyszedł, nagość, i dużo ognistej miłość, w słowach i czynach, których pewnie nie powstydzili by się w piekle
Serce biło mu w piersi tak, że ten świecący wąż unosił się niespokojnie, i to już na pewno nie było spowodowane tymi farbkami, z których przecież oboje ucieszyli się jak dzieci. Bo w tym co teraz robili nie było już nic z dziecięcej niewinności. Kiedy jego palce kreśliły na jej gorącej skórze kolejne wzory, te łuski, jedna obok drugiej i żółte oczy smoka. Uśmiechnął się, bo wyszło mu... nieźle.
Nawet miał się jej zapytać co o tym myślała, ale kiedy jej palce umazane całe na czerwono przesunęły się po jego torsie zostawiając te ogniste smugi, to zamiast słów, z piersi wyrwał mu się dziki pomruk. Chciał być grzecznym chłopcem, chciał nad sobą zapanować, ale co z tego, kiedy skóra drżała pod jej opuszkami, kiedy mięśnie się spinały, a oddechy stawały się coraz płytsze.
Mieli się na siebie nie nakręcać.
Mieli się pomalować i iść na plażę.
A ona mu mówi, że wygląda kurewsko gorąco, oba kąciki ust uniosły mu się do góry.
- Como el Diablo? - jak diabeł?, zapytał i zaraz kładł ją na plecach, żeby teraz to on patrzył na nią z góry. Jego ciemne oczy praktycznie przybrały już czarną barwę, sunęły od świecącego serduszka, do serduszka, aż zatrzymały się na jej brzuchu, na którym malował uśmiechniętą buźkę, oczywiście bardzo starannie. Chociaż na jej kolejne słowa odbił gdzieś na jej boku żółte palce, chaotycznie, ale musnął jej biodro - cada centímetro de esa piel suave y caliente - każdy centymetr tej gładkiej gorącej skóry, powtórzył po niej, a jego ciepły oddech omiótł jej brzuch, kiedy pochylił się, żeby jeszcze trochę poprawić buźkę. I nie mógł się znowu powstrzymać, żeby tym razem nie musnąć ustami jej podbrzusza, nie zaczepić zębami za koronkę jej bielizny.
Nie... jak tak dalej pójdzie, to nie skończy się tak grzecznie jak zakładali.
Ale czy w zasadzie musiało?
Czy oni w jednej sekundzie nie zmieniali całych planów, nie szli w coś, co się po prostu działo?
Robili to. Cały czas.
Kiedy sunęła paznokciami po jego skórze, po umięśnionych ramionach ozdobionych czarnymi tatuażami, a zaraz tęczą, to czuł ten przyjemny dreszcz zbierający się na plecach. Powoli, ale bardzo dosadnie.
Pochylił się do jej pełnych, gorących warg, ale kiedy farba między nimi się rozmazała to się cofnął. Ostatni raz spróbował się cofnąć, opanować. Być... grzecznym chłopcem.
Tylko, że Madox nigdy nim nie był. Był Diabłem, który siedział mu pod skórą. Która teraz świeciła na pomarańczowo, na zielono i na żółto, która drżała, ale już nie pod jej kolejnym dotykiem. Teraz drżała ze zniecierpliwienia.
Schnij, kurwa, buźko.
Może nawet miał już to zignorować, ale wtedy Pilar mu powiedziała, żeby dał jej ręce. Od razu to zrobił, nawet się nie zastanowił, nie zawahał, a kiedy wycisnęła na nie sporą ilość różowe farby, to on jeszcze roztarł ją w rękach, dokładnie na każdym paluszku, tak jak chciała. On miał na to swój pomysł, ale zaraz okazało się, że ona miała chyba nawet lepszy...
- To będzie tylko mój malunek - jego ciemne oczy zawisły na jej krągłych piersiach, ale zaraz podniosły się na jej usta wykrzywione w zadziornym uśmiechu, na te piękne, czekoladowe oczy, które błyszczały wyzywająco. Przysunął się do niej i zacisnął palce na jej biuście, odbijając każdy jeden palec.
Kurwa... to nie możliwe jak jej piersi idealnie układały się w jego dłoniach, aż mocniej nabrał powietrze w płuca. Przesunął palcami zahaczając o wystające sutki.
I tyle by było z udawania grzecznego, bo już zaraz szarpnął się do niej tak, że ten Diabeł wymalowany na jego brzuchu... On się chyba właśnie całował z tą uśmiechniętą buźką na jej, kiedy ich wymalowana skóra się zetknęła. Może to rozmazał, może trochę uszkodził, ale w zasadzie miał to teraz gdzieś, bo on już przyciągnął do siebie Pilar, żeby różowymi palcami przesunąć po jej plecach, żeby oprzeć je na jej krągłych pośladkach, zacisnąć mocno, tam też odbijając jego dłonie. A później to już odbijał je wszędzie, kompletnie chaotycznie, kiedy przyciągał ją do siebie jeszcze mocniej.
- Eres tan caliente que el infierno es como... hielo - jesteś tak gorąca, że piekło przy tobie to jest... lód - wymruczał prosto w jej pełne, gorące wargi, które zaraz zamknął w pocałunku. Nie miękkim, nie oszukańczym, tylko kurewsko gorącym, prawdziwym, takim który łączył ich języki w ognistym, piekielnym tańcu. Odciski jego palców miała już wszędzie, na kształtnych piersiach, na plecach, różowe smugi ciągnęła się do krągłych pośladków. Na biodrach kiedy przyciągał ja do siebie jeszcze bliżej. Ale bliżej się już nie dało. Bo już jego serce ozdobione nieśmiertelnym wężem uderzało w piersi tak mocno, że mogła je czuć na sobie, na tych różowych paluszkach, które odcisnął na jej biuście. Nie przejmował się wcale tym, że pewnie ich misternie wykonane malunki wyglądały teraz...
Wyglądały pięknie, tak jak oni, cali upierdoleni w farbie. Madox miał ją nawet na jasnych włosach, a ona na ciemnych kosmykach które kaskadami spływały po plecach. Ciemnych, pokręconych, pięknych włosach. A gdzie te kudły? Loki też uwielbiał. Uwielbiał ją całą.
Jakimś cudem miał też tą farbę na wargach, które oderwały się od jej pełnych, gorących ust, musnęły ich kącik, a potem żuchwę.
- Tú eres... digno de cada pecado - jesteś... warta każdego grzechu, już jej to kiedyś mówił, ale tak dawno temu - aunque tuviera que venderle mi alma al diablo por ti, lo haría - nawet jakbym miał dla ciebie duszę sprzedać diabłu, to bym to zrobił, wyszeptał, muskając wargami jej szyję, na której wciąż rozcierał farbę. Była już wszędzie.
Mówił jej, że sprzedałby duszę Diabłu, za nią...
Tylko chyba ten najgorszy to siedział właśnie przed nię. A może najlepszy? Może taki Diabeł, który już właśnie duszę sprzedał, za nią. Nie sprzedał, a odkrył, zupełnie.
Pokazał się z takiej strony, z jakiejś nigdy nikomu się nie pokazywał, a przy tym zachowując cały ten swój chaos, cały ogień siedzący pod skórą, w sercu, a teraz też w głowie, która znowu fiksowała się na niej. Kompletnie.
Nawet impreza na plaży się nie liczyła.
- Te amo... como al infierno - Kocham Cię jak diabli, te słowa ułożył w załomku jej szyi wraz z kolejnym pocałunkiem.


Te amo... como al infierno 🔥✨❤️‍🔥

tequila con muerte

: śr mar 25, 2026 9:51 am
autor: Pilar Stewart
trigger warning
nagość, erotyka i wszystko co złe
Był diabłem.
To nawet nie podlegało jakiejkolwiek wątpliwości (i wcale nie z powodu 666 postów). Wiedziała to od początku. Od pierwszego dnia, kiedy Ernie przyprowadził ją do Emptiness, żeby przedstawić odpowiednim łącznikom i poznała Madoxa. Jego bezczelność, nadmierna pewność siebie i przekonanie, że każde jego słowo pozostawało bezkarne miały przygotowane specjalne miejsce w piekle w sekcji VIP. I chociaż z czasem percepcja tego diabła z Medellin możno się zmieniła, tak za nic nie mogła odebrać mu ognia. Tego, że g r z e s z y ł, gdy tylko miał okazję. Nigdy nie zastanawiał się dwa razy, po prostu brał, co chciał, targany porywami serca lub czystych płomieni, które przemieszczały się pod skórą. Nie praktykował półśrodków. Po trupach do celu. Niczego się nie bał do tego stopnia, że to co robił, niekiedy było skrajnie nieodpowiedzialne.
A ona kochała każdy kawałek jego piekielnego charakteru.
Wszystko.
Brała wszystko, co miał do zaoferowania — zaczynając przede wszystkim od tego co złe i niebezpieczne, a kończąc na zaletach, których też było kurewsko dużo. Bo sama Pilar nigdy nie była aniołem. Prędzej było jej do pieprzonego Judasza, który zdradził to co dobre i pobiegł prosto do czeluści piekła, by zabawiać się z samym diabłem. Tylko ona w porównaniu do biblijnej postaci nie miała za grosz poczucia winy i wyrzutów sumienia.
A już na pewno nie miała ich w momencie, gdy leniwie naciągała materiał koronkowego stanika, dopraszajać się, by na kształtnych piersiach odcisnął swoje silne dłonie. Mieli się zachowywać, to prawda, ale kiedy oni się kurwa stosowali do zasad? Nagminnie je łamali, robili wszystko i tak po swojemu. Madox nigdy nie był grzecznym chłopcem, mógł jedynie udawać, a Pilar? Ona już nawet to przestała robić.
Obserwowała uważnie, jak obrzydliwie różowe dłonie świecące w ciemności, przesuwają się coraz bliżej, by finalnie osadzić się w silnym uścisku na jej piersiach. Złapała w płuca więcej powietrza. Zachłysnęła się tym dotykiem, czując każdy jeden palec na gładkiej skórze, podczas gdy płynna farba przenosiła się i na nią, brudząc we wszystkich właściwych miejscach. A potem jeszcze wrażliwe sutki, po których przesunał kciukami. Mimowolnie zawięrciła się pod nim, nie potrafiąc powstrzymać przyjemnego, gardłowego mruknięcia.
I to było ich gwoździem do trumny.
Nim zdążyła otworzyć oczy, poczuła, jak zwinna dłoń wdziera się pod jej plecy i szarpie energicznie. Zdążyła jedynie spiąć mięśnie na brzuchu, by chociaż minimalnie mu pomóc. Różowe, świecące piersi od razu spotkały się z zielonym wężem, dzielnie prężącym się na klatce piersiowej, tuż obok lwa, a z ust Pilar wyleciało głośne westchnienie. Przytrzymała się silnych ramion, kiedy jego dłonie wciąż nie potrafiły znaleźć sobie miejsca, znacząc ją całą, a usta wypowiadały coraz to kolejne caliente wyznania. Wyznania, od których czuła, jak krew w jej żyłach zdecydowanie przyśpiesza. Uwielbiała, kiedy jej tak mówił. Kiedy opowiadał o tym jak gorąca była.
Uwielbiała też jego pocałunki. Każdy jeden rodzaj. Chociaż te agresywne, wygłodniałe, zdecydowanie były jej ulubionymi. Chwile, gdy ich niesforne języki mieszały się ze sobą w sensualnej salsie, usta zabierały ostatnie pokłady powietrza, a serce w piersi waliło już tak mocno, że było je słychać nawet w uszach.
Czuła chłodną farbę, która zastygała na jej rozgrzanym ciele. Była już wszędzie. Cali na różowo. A zaraz potem jeszcze na niebiesko, bo kiedy on schodził pocałunkami wzdłuż jej szyi, mówiąc jej, że była wszystkim, Pilar sięgnęła dłonią po pierwszą lepszą tubkę i nawet nie patrząc na to, co robiła, w y l a ł a prawie całą zawartość, ściskając mocno, prosto na jego plecy. Nawet się nad tym nie zastanawiała — po prostu przycisnęła dłonie do mazi i zaczęła ją rozcierać w s z ę d z i e. Gładziła go nią i drapała paznokciami. Błądziła po tak dobrze znajomej już sobie teksturze jego mięśni, a jednak jakby robiła to po raz pierwszy.
Wszystko mu umazała — plecy, ramiona, włosy i nawet spodnie, których przecież nie zdjął. Czy czymkolwiek z tego się przejęła? Ani, kurwa, trochę. Zaraz sięgnęła po kolejną tubkę, tym razem pomarańczową i nie tylko zalała jego ale i siebie. Tyle byłoby z ich rysunków, ale… to co tworzyli było równie piękne.
To jak nakreślali każdy dotyk, każde najmniejsze przesunięcie palcy. Dosłownie r e j e s t r o w a l i najdrobniejszy ruch, tworząc na sobie mapę. Mapę pożądania, która pokazywała, jak bardzo siebie pragnęli. Jak wygłodniali byli swojego ciała, bliskości.
Drżała, siedząc na nim. Sprawiał, że wariowała, podczas gdy jej dłonie wciąż nie potrafiły sobie znaleźć miejsca, a głowa delektowała się ognistym wyznaniem miłości, jakie rzucił w załomku jej szyi.
Madox… — wydyszła, czując, że ciężko łapie się jej powietrze. Że te wszystkie, po części nowe doznania, kompletnie ją przerastają i ekscytują jednocześnie. Już wcale nie myślała o imprezie na plaży, chociaż właśnie z tym zamiarem wypowiedziała jego imię — by przywrócić go do porządku. By przypomnieć mu, że zaraz mieli się zbierać. Szkoda tylko, że zamiast tego przesunęła dłoń wyżej, prosto na jego szyję, na której zacisnęła palce. Nie miękko ani delikatnie — mocno, tak że musiał na nią spojrzeć, a nadmiar farby wypłynął spod jej opuszków. — llévame al infiernoweź mnie do piekła, poprosiła z czysto czarnym spojrzeniem wbitym w jego równie ciemne oczy. Skoro był diabłem, ona chciała spłonąć razem z nim. Dlatego zaraz potem wpiła się w jego usta, wyrzucając ostatnie resztki rozumu przez okno, paćkająć go farbą na całej twarzy i włosach. Chociaż może wciąż jeszcze byli w stanie się ogarnąć? Przeciągnąć to do imprezy? Zebrać się teraz z podłogi i po prostu na nią pojechać?

Madox A. Noriega

tequila con muerte

: śr mar 25, 2026 12:57 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
jest gorąco, a nawet się nie porozbierali, pewnie są przekleństwa i jakieś gorszące rzeczy, a przede wszystkim to jest dużo o tym jaka pilar była caliente, więc no, ostrzegam nie czytajcie, bo się na nią napalicie
Lepiej iść po trupach do celu, niż samemu być trupem...
Z takiego założenia wychodził Madox, i może to właśnie ten świat, w którym się obracał go takim stworzył, zrobił z niego Diabła? Chociaż... on już za dzieciaka nie był święty, a później było jeszcze tylko gorzej.
On nigdy nie był małym aniołkiem, zawsze był diabełkiem, zawsze przyciągał do siebie kłopoty, lubił, kiedy coś się działo. Jego życie zawsze było szybkie, intensywne, bez zawahania szedł we wszystko, nie zastanawiał się, nie rozbijał nic na czynniki pierwsze, bo przecież... jutra mogło w ogóle nie być.
A jednak później na jego drodze stanęła Pilar, też nie była aniołem... chociaż dla niego chyba była. Jakimś takim głosem rozsądku, jak kiedyś był Ticiano. I powodem, żeby jednak zastanowić się nad tym co przyniesie jutro. Żeby jednak wziąć poprawkę na to, że może przed nimi być też jakaś przyszłość. Nie tylko to, co tu i teraz.
Ale też... domek z ogródkiem i huśtawka z opony, a kiedyś ślub. Nie jebany ślub w Vegas wzięty pod wpływem chwili i alkoholowo-narkotykowego haju. Tylko coś, co będzie przypieczętowaniem tego ognistego uczucia. Wspólna decyzja. Wspólna przyszłość.
Była jego aniołem, nie tym ze słodka, okrągłą buzią, nie tym dobrym aniołkiem. Była jego nadzieją na przyszłość, na jutro, była jego głosem rozsądku. Była jego kontrastem, a jednocześnie dopełnieniem, tym wszystkim, czego mu brakowało. A może po prostu wszystkim czego chciał?
Chociaż teraz chciał tylko wytatuowanymi palcami znaczyć kolejne kolorowe punkty na jej gorącym ciele. Nowe mapy, które przecież już znał, na pamięć, a teraz malował je na jej skórze. Ulubione miejsca, gdzie na dłużej opierały się jego dłonie. Na piersiach, na brzuchu i na plecach, gdy ciągnął ją do siebie.
Zawibrował mu telefon w kieszeni, wydał z siebie nawet jakiś dźwięk, ale kto by się tym przejmował?
Może to było ich gwoździem do trumny, a może to było po prostu nieuniknione? Jedyna prawda, która z nich wychodziła, a nie jakieś udawanie, że są grzeczni, bo razem nigdy nie byli. Nawet jakby mieli dziesięć lat, to też by pewnie nie byli... tymi małymi aniołkami.
Przesunął palcami po jej brzuchu, poczuł pod opuszkami to, jak spięła na nim mięśnie, gdy ją do siebie przyciągał, rozmazując uśmiechniętą buzię, ale z tymi różowymi szramami przez środek wyglądała tylko jeszcze bardziej groźnie. Zahaczył czubkami palców o koronkę jej majtek, ale zaraz sunął nimi już po jej pośladku. Ta piękna koronkowa bielizna nosiła już na sobie tyle odcisków z farby, że ciężko było dostrzec jej autentyczny kolor, krwisto czerwony.
Czerwone też były smugi, które rozcierali między sobą, gdy ich szaleńczo bijące serca się spotkały, gdy ten wąż między jej piersiami, poznał swojego nowego, zielonego kolegę na jego klacie. Czerwone też robiły się ich usta w tych gwałtownych, agresywnych pocałunkach, tak kurewsko słodkich, że kręciło się od nich w głowie, lepiej niż na każdego rodzaju haju. A Madox od tego to akurat był specjalistą. Od różnego rodzaju narkotycznych odlotów. Ale żaden nie był tak uzależniający, tak przyjemny, jak to co ona z nim robiła. Na plecach zbierał mu się ten przyjemny, intensywny dreszcz.
A zaraz wylądowała tam też ta zimna farba, poczuł ją, szczypnął zębami mocniej jej skórę na obojczyku, sunął po niej mokrym, ciepłym językiem, na którym miał już też smak tej farby, chemiczny, nienajgorszy. Nienajgorsze też były te zupełnie nowe rysunki, nie starannie wymuskane i wypieszczone, wymiziane maleńkim pędzelkiem, a prawdziwe, odciski ich spragnionych siebie dłoni, a potem jego warg, które też poodbijał już wszędzie na piersi, na żebrach i na brzuchu, a najbardziej widocznie odbił je chyba na samym środku jej koronkowych majtek.
Znowu odezwał się jego telefon w kieszeni na pośladku, ale zamilkł szybko, kiedy wylądowała tam jej dłoń.
Zalała ich kolejna farba, kolejny kolor, do ich i tak już kurewsko barwnej kompozycji. A później kolejna fala gorąca, gdy układał ogniste wyznanie na jej szyi, a ona wbijała paznokcie w jego skórę. Uwielbiał to, jej paznokcie drapiące go aż do krwi, jej biodra, które poruszały się na nim już w tylko jej znanym rytmie. Rytmie jej serca, a może tych coraz płytszych oddechów. Przyciągnął ją do siebie jeszcze mocniej, tak, że ozdobna klamra jego paska wbiła się w kolorową skórę, zaczepiła o koronkowy materiał.
Uniósł głowę dopiero, kiedy jej pełne, gorące wargi ułożył się w jego imię.
Madox, chciała go powstrzymać? A może zachęcić?
Przełknął ślinę, co mogła poczuć na swoich palcach zaciśniętych na jego gardle.
Weź mnie do piekła… Chciał. Naprawdę chciał ją teraz zabrać na samo dno piekła, żeby znowu rozbili się na nim na milion kawałeczków, w tym kurewsko przyjemnym orgazmie. I kiedy całowała go znów zachłannie, łapczywie, to wsunął rękę pod koronkę jej majtek. Był gotowy ściągnąć je z niej jednym ruchem. A potem kolejnym odpiąć swój pasek. Był na nią gotowy, serce biło mu tak szybko, że nie pozwalało się skupić.
Myśli znowu krążące tylko wokół niej, wokół tego jaka była caliente, jak bardzo go pociągała. Nakręcała do tego stopnia, że...
- Primero a la playa y luego al infierno - najpierw na plażę, a potem do piekła, mruknął w jej zmysłowo rozchylone, pełne wargi, od których ledwo się oderwał. Pokręcił głową - chociaż to jest... - nabrał mocniej powietrze w płuca, bo to było niemożliwe jak ona na niego działała. Jak zadziałało na niego to malowanie farbkami. Odsunął się od niej, podniósł z kolan, chociaż czarne tęczówki wciąż zawieszone były na jej twarzy, pociągnął ją do góry i odwrócił dwa razy wokół własnej osi, żeby mu się zaprezentowała z każdej strony.
- Hermosa - uśmiechnął się i znowu chciał ją do siebie przyciągnąć... ale znowu zawibrował mu telefon. W końcu go wyjął i spojrzał na wyświetlacz - o... kierowca napisał, że zaczeka, miło z jego strony - stwierdził, bo on właściwie zamówił im podwózkę zanim zaczęli się malować, liczył, że... szybko im pójdzie. Przesunął palcem po wyświetlaczu - dziwne... - stwierdził i już sięgał po swoją kolorową koszulę, żeby zarzucić ją sobie na grzbiet - chyba telefon w kieszeni się odebrał, rozmowa trwała jakieś... osiem minut - ciemne tęczówki podniósł na Pilar, to się chłop obsłuchał, tych ich przyspieszonych, urywanych oddechów i gorących wyznań.

Ella era su contraste y, al mismo tiempo, su complemento ִֶָ. ..𓂃 ࣪ ִֶָ🪽་༘࿐

tequila con muerte

: śr mar 25, 2026 3:37 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
erotyka, przeklaństwa i wszystko co złe
Pierdolone dzieło sztuki.
Tak właśnie można było nazwać to, co na sobie tworzyli. Moment, w którym ich dłonie umazane po brzegi w kolorowej farbie, sunęły po nagich ciałach, kreśląc tylko sobie znane ścieżki. Coś, na co człowiek nigdy nie zwracał uwagi — po prostu robił, dotykał — oni naznaczali na skórze. Każde najdrobniejsze przesunięcie palca i zadrapanie paznokciem, które przecież pod naciskiem zupełnie inaczej rozprowadzało farbę. Wszystko to było widać na plecach, ramionach i klatce piersiowej. I nie tylko, bo zaraz potem również na twarzach, gdy dłonie muskały wzajemne policzki, pomagając sobie w pogłębieniu gorącego pocałunku, który dzieliły usta.
Z powodzeniem można było postawić ich na środku galerii sztuki w takim stanie i zaprosić fanatyków na pokaz. Dokładnie w takiej scenerii — przy zgaszonym świetle, na brudnym już doszczętnie prześcieradle, dwójka ludzi, którzy przepadli we własnej bliskości; zatracili się w uczuciu, którym się darzyli, n a m a s z c z a l i się kolorem, kosumując obłędnie ognistą miłość, prezentując pierdolone połączenie dusz.
I w tym właśnie połączeniu Pilar przepadała coraz bardziej i bardziej, fiksując się na jego punkcie. Na sposobie, w jaki ją dotykał, jak całował, zabierając ostatki powietrza. Miała wrażenie, że zaraz zwariuje. Sama nie mogła zdecydować się co chciała — z jednej strony miała ochotę zerwać z niego wszystkie resztki garderoby i dać upust napięciu, które zdążyło się zgromadzić w okolicy miednicy, a z drugiej nakręcać to jeszcze bardziej, sukcesywnie przesuwać granicę, by sprawdzić, jak długo wytrzymają. Do jakiego stopnia mogli się posunąć, by sprawić, że już do reszty ich popierdoli.
Szczególnie kiedy podniósł głowę i spojrzał na nią swoimi ciemnymi, obłędnymi oczami. Oczami, w których widziała niezliczoną ilość drobnych iskierek. Naprawdę mogła się uzależnić od sposobu, w jaki na nią patrzył. Było to idealne połączenie miłości i prymitywnego pożądania, które automatycznie wywoływało gęsią skórkę na całym ciele.
Chciała, żeby zabrał ją do piekła.
A jednak on postanowił pierwsze zabrać ją na plaże.
I to nie tak, że nie chciała. Chciała. Ale kurwa nie w stanie, w jakim właśnie była. Nie po tym, co zrobili i co dopiero mieli zamiar. Czuła, jak serce zaraz wyskoczy jej z piersi. Wyrwie się do przodu, przerywając kości i skórę i przemówi mu do rozsądku.
Chociaż to jest… nie potrafił dokończyć, a ona nie miała mu w tym pomagać. Znowu poruszyła się na nim, dociskając do jego ciała.
Jodidamente agradable?kurewsko przyjemne? Mruknęła prosto w jego rozchylone usta, raz po raz składając na nich kolejne pocałunki, dociskając się do niego jeszcze bardziej. — ¿Vale la pena cada pecado? warte każdego grzechu? Dopytała i tym razem chciała naprzeć na niego tak mocno, żeby położyć go na plecy. Szkoda tylko, że telefon w jego tylnej kieszeni zadzwonił i momentalnie zadziałał na niego jak kubeł zimnej wody, sprawiając, że zerwał się z miejsca.
Westchnęła głośno, autentycznie zrezygnowana. Bo tak się, kurwa, nie robiło. Nie nakręcało się człowieka do tego stopnia, żeby potem tak po prostu go zostawiać. Dała się pociągnąć w górę, chociaż minę miała… ciężką, niemrawą, nieznośną może nawet? Tak nieznośną, jak to uczucie w podbrzuszu, które aż ją skręcało.
W piekle jest specjalne miejsce dla takich jak ty — mruknęła pod nosem i ruszyła przed siebie, odpychając go od siebie. Nic nie mogła poradzić na frustrację, która nagle w niej narosła. Był to naturalny fizyczny odruch ciała, aż dziwne, że jemu przyszło to z tak wielką łatwością, widząc jak gotowy na nią był. Nie miała zamiaru jednak o tym myśleć, więc uciekła myślami do wszystkiego innego. Nawet nie słuchała, kiedy opowiadał o tym, że zamówił taksówkę i że facet musiał słyszeć przez osiem minut jak się obściskiwali. Wyminęła wyspę i przeszła do miejsca, w którym czerwony materiał leżał pozwijany na chłodnych kafelkach. Złapała go w dłonie, a kiedy upewniła się, że ręce jej już nie plamią, wciągnęła na siebie sukienkę. Nawet nie prosiła go o pomoc z zamkiem, radząc sobie sama, jak na dużą dziewczynkę przystało.
Czeka przed domem? — spytała przelotnie, przechodząc obok niego. Tym razem nie trąciła go ramieniem, chociaż miała ochotę. Złapała jedynie torebkę, wcisnęła do niej telefon i standardowo przewiesiła sobie przez ramię. — A ty co, czekasz na specjalne zaproszenie? — podniosła na niego spojrzenie. Serce wciąż waliło jej mocno w piersi. — Vamos, Noriega — mruknęła i nawet a niego nie czekając wyszła przed dom, ładując się do taksówki.

Vamos, Noriega ( ´・・)ノ(._.`)

tequila con muerte

: śr mar 25, 2026 5:03 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
erotyka, przekleństwa, pilar wciąż hotówa, a madox wciąż pojebany, zbereźne propozycje i mały madito stojący na baczność
To zdecydowanie było pierdolone połączenie dusz, bo to jak oni się rozumieli bez słów, jak się dopełniali w każdym możliwym aspekcie, to przecież było jakieś nienormalne. I teraz Madox w tych jej dużych, błyszczących oczach widział jedno... że chciała iść na plażę. Najpierw na plażę, a potem na samo dno piekła.
Z Madoxem zawsze był taki problem, że jak on czegoś chciał, jak się na tym zakręcił, to potem myślał, że wszyscy chcą tego samego. Imprezy na plaży na przykład. Uczył się przy niej, że jego zachcianki nie są w życiu najważniejsze, uczył się tego, żeby czasem jej ustąpić, postawić ją na pierwszy miejscu w hierarchii ich potrzeb. Ale co z tego, skoro i tak często o tym zapominał? Często z tym swoim dziecięcym wręcz zacięciem dążył do tego... co on chciał.
Dlatego tak się wahał z tym pierścionkiem, i z tym, że on znowu to robi. Znowu narzuca jej swoje zdanie. Sterowane tym, że on tego chce, tylko on.
Chociaż już od tamtej pory wiele się zmieniło, już nie miał żadnej wątpliwości, że ona go chciała. To jednak znowu szedł w zaparte, w to swoje...
Nie przejmując się wcale tym, że mało im brakowało, że naprawdę by ich popierdoliło. Czuł to nieznośne napięcie, ale bardziej chyba i tak czuł tą ekscytację, która towarzyszyła myśli, że oni zaraz wylądują na plaży.
Chociaż kiedy tak mu bluźniła prosto w usta, dociskała się do niego mocniej, zasypując wargi pocałunkami, to musiał nabrać mocno w płuca powietrze. Jeszcze musiał się zastanowić. Jeszcze chwilę powalczyć ze sobą.
Kręciła go, kurewsko go kręciła, i gdyby telefon mu nie zadzwonił i nie oznajmił, że taksówka już na nich czeka, to może by się od niej nie oderwał?
Wywrócił oczami widząc jej minę, a zaraz się uśmiechnął.
- Loża VIP - mrugnął do niej jednym okiem. Zdecydowanie Madox lubił loże VIP i taka musiała na niego czekać w tym piekle. Powiódł za nią spojrzeniem, kiedy odepchnęła go od siebie, no przecież widział jej minę. Może Madox nie zawsze był domyślny, czasem kompletnie nie, ale tym razem doskonale wiedział czym to jest spowodowane. On też czuł to nieznośne napięcie, które sprawiało, że mięśnie się napinały, że... przecież on cały czas stał na baczność, a czarne oczy poleciały za nią kiedy ruszyła po sukienkę. A później na telefon, westchnął ciężko, znowu kolejne nieodebrane połączenia od Maddie, kolejne wiadomości. Pokręcił głową rozluźniając te mięśnie na karku, a zaraz schował telefon do kieszeni i zapinał już guziki koszuli.
- Co? - zapytał najpierw na to jej pytanie czy czeka przed domem, ale w końcu skinął głową, że tak. Złapał klucze i jeszcze zerknął na to upaprane prześcieradło, podłogę też uwalili, ale kto by się tym przejmował? Oni na pewno nie.
Ciemne tęczówki na moment spoczęły jeszcze na tym, telefonie, który zostawiła mu Esme, ale zaraz złapał za klucze od domu, zakręcił je na palcu i ruszył za Pilar.
- A jakie to jest specjalne zaproszenie? - zapytał ją po drodze, kiedy zamykał za nimi drzwi. Oczywiście, że po drodze do taksówki sięgnął do niej ręką, ale mu uciekła i zaraz wsiadała do auta. Madox też to zrobił, a potem w pierwszej kolejności wychylił się do kierowcy.
- Sorry, że musiałeś czekać, ale... - zastanowił się, bo skoro facet ich słuchał to przecież doskonale musiał wiedzieć co robili - właśnie się zaręczyliśmy - teraz wszystko będzie na to zganiał? Może. A może po prostu powinien powiedzieć, że jego narzeczona jest tak gorąca, że musiał odbić jej na piersiach i pośladkach różowe palce? Cali byli w tych poodbijanych palcach.
Madox wyciągnął z kieszeni portfel i dał kierowcy zdecydowanie więcej peso niż kosztował przejazd, powiedział, że reszty nie trzeba bo to za fatygę. A chłopak podziękował i jeszcze dodał, że rozumie, bo on też się niedawno zaręczył i już się spodziewają dziecka, i szykują do ślubu, a miał może... z dwadzieścia lat?
Szybko, stwierdził Madox, ale zaraz mu pogratulował. I może jeszcze by sobie pogadali, ale do dzieciaka zadzwonił telefon, jego narzeczona chyba właśnie, bo zaczęła coś szybko nadawać po hiszpańsku do słuchawki.
A Noriega opadł plecami na oparcie i zerknął w swoją szybę, ale zaraz przysuwał się już do Pilar, tak, że jego kolano zderzyło się z tym jej, w ogóle nie delikatnie. Tak, żeby ona też oderwała od szyby te swoje, ciemne, piękne oczy. Bo przecież on ją cały czas obserwował kątem oka. Pochylił głowę nad jej ramieniem, które omiótł jego ciepły oddech, a zaraz odgarnął sobie wytatuowanymi palcami drogę do jej ucha.
- Jak chcesz... to dokończę - mruknął cicho, tak, żeby tylko ona go słyszała. Jego dłoń opadła ciężko na jej kolano. Właściwie jeśli o niego chodzi, to napięcie trochę opadło, nawet nie wiedział w którym momencie, jak pomyślał o klubie? O matce? Czy gadał z tym dzieciakiem?
Kierowca nawijał coś na słuchawkach, a w międzyczasie przybliżył sobie nawigację, tak, że oni też mogli zobaczyć co na niej było. Trasa ta sama, którą jechali oni.
- Mamy jakieś piętnaście minut... ale musiałbyś być cicho - znowu mruknął do jej ucha, które już zaraz zaczepił językiem, szarpiąc zębami za jej kolczyk. Palcami za to przesunął po jej udzie, zbierając pod krótkimi paznokciami farbę.

pero tendrías que estar callado 🤫

tequila con muerte

: śr mar 25, 2026 6:15 pm
autor: Pilar Stewart
Miał prawo chcieć.
I wcale nie musiał się tego wyzbwać. Nie było nic złego w tym, że chciał jechać na plaże, ta część akurat nigdy nie była problemem, jednak skoro takie właśnie były jego pragnienia nie powinien wychodzić z inicjatywą, by robić z nią coś innego. Coś dalekiego od wizyty na plaży. Coś, co nakręci ją do granic możliwości, wznieci istny ogień pod skórą, tylko po to, żeby w momencie kulminacyjnym… po prostu przestać?
Czuła się gorzej niż wtedy na komisariacie. Wszystko ją bolało. Skóra gryzła nieznośnie, p r z e s z k a d z a ł a. Nie wspominając nawet o napięciu w okolicy podbrzusza, które ściskało nieprzyjemnie i pulsowało gdzieś między nogami. Naturalnym było, że się obruszyła. To było silniejsze od niej, bo chociaż głowa cieszyła się na imprezę na plaży, tak ciało aktualnie żyło własnym życiem. Stęsknionym i tak bardzo go spragnionym, że przez moment naprawdę zastanawiała się, czy jeszcze nie spróbować. Nie odwrócić się do niego i nie rzucić. Przycisnąć go do drzwi, które właśnie zamknął, wpić się w jego usta bez pamięci i pokazać mu jak miło mogło być.
Ale przecież Pilar nie lubiła się prosić.
Błagała go tylko w skrajnych przypadkach.
Nienawidziła być od kogoś zależna. Jako osobnik, który całe życie musiał radzić sobie sam, bez niczyjej pomocy, nie podobało jej się, że w tak trywialnej rzeczy potrzebowałaby jego. Chociaż przecież wciąż kurewsko go chciała. Jej duma jednak zabroniła dopuszczać do siebie tą myśl.
Dlatego z podniesioną piersią poszła do taksówki i zajęła odpowiednie miejsce. Facet spytał ich o imię, chcąc potwierdzić, czy na pewno trafił pod odpowiedni adres, a kiedy Noriega znalazł się w środku, ruszył praktycznie od razu. Pilar również w pierwszej kolejności zapięła pas. Chociaż na początku zrobiła to zbyt nerwowo, za bardzo szarpnęła, wciąż jeszcze targana nieprzyjemnymi emocjami i pas najzwyczajniej w świecie się zaciął.
Kurwa — fuknęła pod nosem, próbując jeszcze dwa razy, również bez skutku. Aż facet spojrzał na nią w tylnym lusterku. Westchnęła głośno, przymykając na moment oczy i opadła głową na zagłówek.
Wdech.
Wydech
.
Miała świadomość, że trzeba to było zrobić calma, dlatego za czwartym razem zacisnęła palce na pasie i s p o k o j n i e go przeciągnęła wzdłuż ciała, a charakterystyczne pstryknięcie wybrzmiało w końcu w samochodzie. Skierowała głowę w stronę szyby, naturalnie zajmując myśli na tym, co najlepiej studziło gorące serce — pracy. Pierdolonym Arthurze Seleey i sprawie, którą prowadziła z Davidem. Nawet miała sięgnąć pod telefon i nieco w nim pogrzebać, kiedy Madox przysunął się bliżej. Dotyk jego dłoni w okolicy szyi sprawił, że delikatnie zadrżała. Wciąż była wrażliwa na jego bliskość, chociaż jej wyraz twarzy ani trochę się nie zmienił. Postanowiła być nieugięta.
Nie chce — podniosła na niego ciemne spojrzenie, chociaż prawda była taka, że jej własne ciało ją za to znienawidziło. Łgała mu prosto w oczy. Oczywiście, że chciała. Zawsze go chciała. Ale jej duma też leżała gdzieś wysoko.
Spuściła spojrzenie na kolorową dłoń, która wyraźnie świeciła się w ciemnej taksówce i przez moment po prostu się jej przyglądała. To jak sunął nią w górę, zahaczając o cienki materiał czerwonej falbany. Mrowiła ją skóra, było to przyjemne, a jednak kiedy podczas wypowiadania jego kolejnych słów, muskał jej ucho, Pilar złapała więcej powietrza w płuca.
Nie musisz — rzuciła, przekręcając głowę i skutkując tym, że ich twarze znajdowały się jedna przy drugiej. Dosłownie stykali się nosami, a każde jej słowo osadzało się na jego świecących na czerwono, lekko rozchylonych ustach. — Sama sobie poradzę — złapała jego dłoń i w pierwszej kolejności przesunęła po jego skórze miękkimi opuszkami, następnie przejechała paznokciami po przedramieniu, a kiedy poczuła gęsią skórkę, która się u niego tworzyła, zacisnęła na nim palce i bezczelne zrzuciła ze swojej nogi. Ostatni raz zaciągnęła się jego o b ł ę d n y m zapachem, a potem poprawiła na fotelu akurat w momencie, kiedy facet przestał rozmawiać przez telefon.
Więc co zrobiła Pilar? Oczywiście, że zaczęła z nim rozmawiać, przy okazji wodząc dłońmi po własnych udach. Powoli, leniwie, palcami kręciła kółeczka, potem zaczęła podwijać materiał sukienki, ukazując jeszcze więcej farby na gładkiej skórze. Przy okazji dowiedziała się, że na plaży również sprzedają tego typu farbki, bo to akurat i na miejscu jest masa ultrafioletowych świateł, które jeszcze bardziej podbijają efekt, chociaż zaraz przyznał, że pierwszy raz widział, żeby ktoś był tak artystycznie umazany jak oni. Że ludzie zazwyczaj robili sobie jakieś drobne szlaczki i malunki, ale że w sumie wyglądali czadersko. Miał rację. Wyglądali kurewsko dobrze.
Tutaj będzie okej? — spytał, wskazując głową miejsce, przy którym chciał zaparkować. — Tam dalej jest straszny korek, już szybciej dojdziecie pieszo — oznajmił i chyba więcej informacji im nie było trzeba.
Tu będzie super — odpowiedziała mu praktycznie od razu, nawet nie czekając na to, co powie Noriega, a kiedy tylko taksówką się zatrzymała, Pilar zwinnie odpięła pas i wysiadła, czekając, aż Madox załatwi formalności. Muzykę było słychać już z ulicy, a raczej głośne dudnienie pomieszane z głosami tłumów, które przeplatały się wszędzie dookoła. Kilka osób tańczyło, kilka śpiewało, jeszcze inni już zataczali się idąc. Był tu cały kalejdoskop różnych typów, a jednak wszyscy mieli coś wspólnego — każde z nich było wymazane podobnymi farbkami. Chociaz trzeba było przyznać, że akurat Pilar i Madox to świecili się jak psu jajca, najbardziej ze wszystkich zgromadzonych.

Madito diablito 👹

tequila con muerte

: śr mar 25, 2026 8:22 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa wciąż
Mogła to zrobić.
Mogła go zmusić, żeby się nią odpowiednio zajął. I pewnie wystarczyłoby do tego to pchniecie go na drzwi, jeszcze jeden agresywny pocałunek. Akurat Madox wiedział, że kto jak kto, ale ona przecież nie miałaby z tym problemu, i miała swoje sposoby. Ale Pilar nie lubiła się prosić.
A Madox lubił się rządzić.
I takim sposobem wylądowali w taksówce. Ona zła jak osa, co Noriega widział po tym jak szarpała pas, nawet chciał się jej zapytać, czy jej nie pomóc, ale zwątpił. Zajął się rozmową z kierowcą, i może nie powinno go to wcale bawić, ale ta zła Pilar, taka dzikuska, jakoś tak automatycznie wywoływała uśmiech na jego ustach.
A co jeszcze gorzej pojebane, kręciła go też. Chociaż zaraz postanowiła go od siebie odepchnąć. Wypuścił mocno powietrze z płuc prosto w jej szyję.
- Czemu nie? - jęknął jej jeszcze do ucha, a ręką przesunął wyżej po jej udzie, pod materiał sukienki, tam gdzie poodbijał dużo różnokolorowych palców. Kiedy się do niego odwróciła, to chciał się do niej szarpnąć, zamknąć te jej usta, które mówiły mu, że sama sobie poradzi, w pocałunku. Ale kiedy przesunęła paznokciami po jego ręce, sprawiając, że skóra zamrowiła przyjemnie od gęsiej skórki, a później zrzuciła jego dłoń, to wywrócił oczami. Bo Madox też był uparty.
- Okej... - rzucił tylko i opadł plecami na oparcie. Ciemne spojrzenie wbił w szybę, chociaż co rusz uciekało do jej ud, po których sunęła palcami, do tych święcących w ciemności znamion, które sobie nawzajem porobili.
Przysłuchiwał się temu o czym rozmawiała z kierowcą, żeby czymś zająć myśli, odgonić je od jej gorącej, pomazanej skóry. Musiał się zgodzić z chłopakiem, że byli bardzo artystycznie upaćkani. Praktycznie żadnego skrawka czystej skóry, nawet twarze mieli brudne. Madox sięgnął ręką do jej policzka, żeby musnąć go opuszkami, zaczepić ją. Tylko, że akurat chłopak pytał czy może tu zaparkować.
- Spoko - Noriega skinął głową i wychylił się jeszcze do niego do przodu, chociaż, kiedy Pilar tak szybko wysiadła, to powiódł za nią spojrzeniem. Zapłacił i też wysiadł.
Ludzie dookoła wyglądali pięknie, tak samo zresztą jak oni, kolorowi, zadowoleni, śmiech mieszał się z rozmowami, z muzyką. A kolorowe malunki przyciągały spojrzenia. Cały deptak prowadzący do plaży zasypany był ludźmi, stragany rozłożone były dzisiaj jak za dnia, chociaż upstrzone były fluorescencyjnymi ozdobami. Wszystko świeciło, a Madoxowi aż zaświeciły oczy.
I zaraz z tym błyskiem w ciemnym spojrzeniu podszedł do niej, zatrzymał się obok. Czaił się?
On się naprawdę do niej czaił?
Chyba trochę tak.
- Daj spokój Pilar, na otwarciu jest jakaś parada i taniec ognia... - zaczął jej wymieniać i ruszył powoli do przodu, jego spojrzenie zjechało gdzieś po jej wymalowanej ręce. I chyba trochę się bał, że znowu zrzuci z niej jego palce. Ale przecież...
On się niczego nie bał. Sięgnął do jej dłoni, żeby złapać ją za rękę, zacisnąć palce na jej skórze, przyciągnąć ją do siebie. Przecież nie mogli się zgubić w tłumie, a zaraz już ją ciągnął w kierunku deptaka, miedzy ludzi, których mijali. Odwrócił się do niej przodem, przez chwilę idąc tyłem.
- Będziesz zachwycona... zobacz jak to wygląda - rzeczywiście wyglądało zjawiskowo, bo nad ich głowami rozciągały się instalacje też wykonane takimi oczojebnymi farbkami. Wszystko świeciło, ludzie, stragany, ozdoby. Madox w kogoś wlazł, bo zrobił się ciaśniej, ale tylko odwrócił się do przodu przepraszając, a zaraz już pociągnął Pila bliżej do siebie, bo dochodzili już do plaży. A tam było tylko jeszcze lepiej. Dużo świateł, scena, deski do tańczenia, instalacje na piasku i nad ich głowami. W momencie, w którym się tam pojawili, to akurat wielki świecący smok przewijał się nad tłumem.
No i co by było, jakby go przegapili?
A na scenie połykacze ognia i jakiś ognisty taniec. Smok przesuwał się wraz z paradą, która szła przez tłum, ludzie tańczyli, śpiewali, ale i tak najlepszy efekt robiły te ozdoby, motyle, smoki, jak na jakimś chińskim nowym roku. Pięknie to wyglądało.
Madox przez chwilę stał na skraju zachwycony. Bo prawda jest taka, że przecież Noriega prowadził klub, miał tam imprezy tematyczne, miał światła, tancerki i czasem też fluorescencyjne rzeczy, jakieś glow party. Ale to i tak nie to samo, co dziki Meksyk i ten cały pokaz. Na plaży. Zacisnął mocniej palce na ręce Pilar, żeby poprowadzić ją w tłum. Gdzieś między tych bawiących się w rytm muzyki ludzi. Co prawda zamierzał rozejrzeć się za Diego przy wejściu do plaży i kupić od niego kwas. Ale to raczej było niemożliwe. Za dużo ludzi. A zresztą czy był potrzebny kwas, kiedy i tak wszystko było tak obłędnie kolorowe?
Światła bijące ze sceny uwydatniały jeszcze kolory, podbijały je, a muzyka zdawała się idealnie z tym wszystkim współgrać. Cały tłum zdawał się ją czuć. Jakby wszystko tutaj grało i toczyło się w jednym rytmie. Trochę dzikim, ale mającym w sobie coś sensualnego. Jak ta latynoska muzyka, którą czasem puszczali w klubie. Można było się do niej bawić, ale można też było dać sobie chwilę na... długie spojrzenie w oczy na przykład.
I to zaraz zrobił Madox przyciągając do siebie Pilar, opierając dłonie na jej biodrach, żeby spojrzeć w jej błyszczące, ciemne oczy.

Te encantará... mira cómo se ve *ੈ🐉 ༘⋆໋✧˚

tequila con muerte

: śr mar 25, 2026 10:15 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa i wszystko co złe ble ble
Całą drogę w taksówce go ignorowała, chociaż to wcale nie było proste. Kurewsko trudne wręcz. Szczególnie kiedy jego intensywne perfumy zawładnęły całą wolną przestrzenią w samochodzie. Czuła go nawet kiedy odwracała głowę do szyby. A kiedy jego zapach mieszał się z tym, co robiła na własnej nodze… dostawała szału. Pilar Stewart niby taka silna, a jednak przy nim tak bliska złamania i to na pierdolonym starcie. Chociaż finalnie wcale tego nie zrobiła i szczerze? Nie zamierzała. Wciąż czuła między nogami skutki jego decyzji i nie miała zamiaru pozostawiać tego bez echa. Może i nie była stuprocentowym diabłem, ale swoje za uszami miała. Bycie złośliwą również.
Jednak kiedy tylko wysiadła z pojazdu, połowa z tych myśli naturalnie odpłynęła i zrobiła miejsce zachwytowi. Chociaż byli już na tej plaży wcześniej, tym razem wyglądała zupełnie inaczej. Kolory tryskały wszędzie — ze stoisk, świateł, przebrań i przede wszystkim ciał, na których ludzie mieli fluerestencyjną farbę, zupełnie jak oni. Chociaż nieskromnie musiała przyznać, że ich szlaczki wyglądały najlepiej. Można było na nich zobaczyć dokładne odciski dłoni, które chaotycznie przesuwały się po nagiej skórze. Na sam widok tych Madoxa, poczuła dreszcz na plecach na samo wspomnienie. A może też to, że wyglądał tak dobrze? Kurewsko dobrze w tej kolorowej koszuli, praktycznie całej rozpiętej, z jej liniami papilarnymi odbitymi na każdym milimetrze wyrzeźbionego torsu.
Przewróciła oczami, kiedy zaczął nawijać to swoje daj spokój, Pilar, opowiadając przy tym o paradzie i tańcu ognia. Widziała to już z daleka, chociaż przecież mieli jeszcze spory kawałek do przejścia. Faktycznie wyglądało to obłędnie, dla to wcale nie znaczyło, że miała zamiar przyznać mu rację. Wbiła w niego ciemne spojrzenie, gdy zaczął iść do niej przodem.
I dobrze. Napatrz się — zaczęła spokojnie, obserwując ludzi dookoła, gdyby ktoś chciał bezczelnie w niego wejść, raz po raz wracając spojrzeniem do jego czekoladowych oczu. — To jedyny gorący taniec, jaki dostaniesz — skwitowała, patrząc mu w oczy, chociaż gdzieś w środku dobrze wiedziała, że było to jedno wielkie kłamstwo. Czy była w stanie odmawiać mu cały wieczór? Cóż, była gotowa się przekonać.
Pozwoliła jednak przyciągnąć się bliżej, kiedy weszli na plażę. Było tam tyle ludzi, że ostatnie czego chcieli, to żeby nagle się zgubili w tłumie. Dlatego zacisnęła mocniej palce na jego dłoni, podczas gdy wzrok błądził jak oszalały dookoła. Była zachwycona tym wszystkim, co się działo. Paradą kolorów, głośną muzyką, energią, jaka tam panowała. Sprawiała, że człowiek chciał… tańczyć, skakać, upić się do nieprzytomności. I oni właśnie do takiego tłumu zaraz się wcisnęli. Wszyscy dookoła mienili się różnymi kolorami, a po środku oni — cali upaćkani, od stóp do głów. Pozwoliła mu się przyciągnąć bliżej, własne dłonie opierając na jego ramionach, ani na moment nie spuszczając z niego spojrzenia.
¿Y qué demonios? i co diable? Spytała zaczepnie, przenosząc jedną dłoń na jego krtań i zaciskając na niej palce, paznokciami delikatnie drapiąc kolorową skórę. — ¿Ya has pecado suficientes, o apenas estás empezando? wystarczy ci już grzechów na dzisiaj, czy dopiero się rozkręcasz? Czy grzechem w tym przypadku nazywała to, co zrobił jej jeszcze w domku? Zdecydowanie. I miała zamiar mu to wypominieć tego wieczoru jeszcze nie jeden raz. Chociaż akurat muzyka, która leciała z głośników i cały ten szalony klimat sprawiał, że jej biodra mimowolnie zabujały się w rytm energicznej melodii. — El d i a b l o — wymruczała mu tuż przy twarzy, a potem odepchnęła się lekko, by kawałek dalej na jego oczach wykonać dwa pełne obroty, wprawiając tym samym sukienkę w ruch, unosząc falbany i ukazując nieco więcej zamalowanych nóg. Tuż obok przechadzał się ogromny tłum, podskakując energicznie i zgarniając ludzi do siebie.
Nagle zrobiło się bardziej tłoczno niż wcześniej. Pilar zdążyła jedynie wyciągnąć rękę do Noriegi, jednak nim on ją złapał, ktoś szarpnął ją za ramię i wciągnął w tłum. Praktycznie od razu straciła go z oczu, a przez to, że wszyscy się przesuwali w przódu, za nic nie mogła się cofnąć do miejsca, gdzie go zostawili. Ktoś jeszcze bardziej oprysnął ją farbą, ktoś inny wcisnął jej w dłoń niedopalonego skręta, a jakaś kobieta zaczęła kręcić dzwoneczkami tuż przy jej twarzy, śpiewając głośno jakąś meksykańską pieśń, którą Stewart pierwszy raz w życiu słyszała.
Mieli się trzymać razem i tak świetnie im to poszło, że już się zgubili.
Zajebiście.

el diablo ⛧☾༺♰༻☽⛧

tequila con muerte

: czw mar 26, 2026 10:41 am
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa i znowu jakiś imprezowy młyn
Najgorzej, że Madox lubił też złośliwą Pilar.
Jego ciemne oczy wciąż wpatrzone były w nią intensywnie, z tym całym ogniem, ale i z miłością. No i z zachwytem, który dzielił między nią, a to co się działo dookoła. Między ten zjawiskowy festiwal kolorów, ludzi, ozdoby, światła i to wszystko. I chociaż ona była równie kolorowa, to jednak ta czerwona sukienka wciąż rzucała się w oczy, wciąż podkreślała jej ognisty temperament, który zaraz mu pokazywała.
Ale przecież on lubił, to jaka była nieugięta.
I tylko jeszcze bardziej się do niej łasił, splatając jej palce ze swoimi, sięgając do jej odkrytej skóry opuszkami, zaczepiając ją.
- Okaże się - na moment złapał jej spojrzenie, nie wierzył w to, że będzie nieustępliwa cały wieczór. Ale mogła próbować...
A on mógł ją cały wieczór powoli łamać, kolejnym muśnięciem palców na jej dekolcie, na szyi, z której odgarniał pokręcone, upaprane farbą kosmyki. Kolejnymi spojrzeniami w jej piękne, czekoladowe oczy.
Przyciągnął ją do siebie bliżej, bo chociaż wszystko dookoła mieniło się tysiącem barw, sceneria była naprawdę piękna, to i tak jego ciemne tęczówki wpatrzone były w jej popaćkaną twarz. Chciał się do niej wyrwać, chciał znów zamknąć jej usta układające się w to słowo demonios, tak pięknie, że aż po plecach przeszedł mu dreszcz, w pocałunku, tylko co z tego, kiedy trzymała go z dala od siebie układając palce na jego gardle. Przełknął ślinę tak, że mogła poczuć, jak grdyka mu zadrgała pod jej opuszkami, pod paznokciami, które za każdym razem powodowały na jego skórze to przyjemne mrowienie uwieńczone gęsią skórką.
- Esto es solo el comienzo - to dopiero początek, powiedział powoli i szarpnął się, żeby te jej palce, które trzymała mu na gardle ułożyć na swoich wargach, szczypnąć zębami skórę na jej opuszkach.
To miał być szalony wieczór, Madox czuł to od samego początku, on już czuł tą energię w domu, kiedy się malowali, a może jeszcze wcześniej, kiedy słuchał o tej imprezie? Dawno nie był na czymś takim, nie licząc imprez w klubie, równie szalonych, na których jednak często musiał ratować sytuację, a tu nie musiał nic. Tu mógł się dać ponieść. Mógł się bawić z nią do samego rana. Bez myśli, że coś trzeba... Bo tutaj wszystko było można. Co tylko się chciało.
- Te... - zaczął w odpowiedzi na jej diabła, ale nie dokończył, bo już się od niego odpychała, już wprawiała w ruch te swoje zwiewne falbany, które otoczyły jej sylwetkę ukazując pomalowane uda. Oczy momentalnie mu pociemniały. Wyciągnął do niej rękę, ale wtedy ten tłum idący w wesołej paradzie ją po prostu wchłonął, a na Madoxa też ktoś wpadł, odwrócił się, a kiedy z powrotem patrzył przed siebie, w miejsce, w którym przed chwilą stała kręcąc piruety, jej już wcale nie było. Rozejrzał się, przepchnął do przodu, ale nic z tego. Kolory mieszały się ze sobą, blendowały do tego stopnia, że ciężko było zobaczyć w tłumie krwistą czerwień jej sukienki, bo światła zmieniały barwy. Wszystko wyglądało na trzeźwo jak po najlepszym kwasie...
Chciał ją znaleźć i nawet ruszył z tą parada, gdzieś w sam środek, w pewnym momencie przystanął rozglądając się dookoła. Nie ma opcji, żeby ją tutaj znalazł, wszędzie dookoła wirowały kolory, pomazane w fluorescencyjnych farbach dłonie i zaraz taka jedna, oczojebna żółta, zacisnęła mu się na koszuli, ale to nie była Pilar.
- Tańczysz, czy tylko stoisz tutaj i dobrze wyglądasz? - rzuciła jakaś dziewczyna, była ładnie pomalowana, we wzory, od góry do dołu, nie chaotycznie jak oni ze Stewart, widać było, że ktoś spędził wiele godzin na tych malunkach. Stanęła na palcach, żeby sięgnąć do jego ucha, a zaraz dawała mu czerwony kubeczek z jakimś drinkiem. Ciemne oczy Madoxa prześlizgnęły się po jej ciele, jakoś tak odruchowo, a zaraz zatrzymały na kubku.
- Szukam kogoś... - chciał go jej oddać, ale wepchnęła mu go z powrotem do ręki.
- Możesz się napić i szukać - w zasadzie to mógł, więc wychylił kubek do dna za jednym razem, wyczuł rum i colę, zajebiście, bo to przecież jego ulubione połączenie. Już oddawał kubek dziewczynie, żeby rozejrzeć się za Pilar, ale tym razem we dwójkę wylądowali w jakimś kółku, gdzie stało kilka osób, wszyscy w wymalowanych w odciski dłoni koszulkach i śmiesznych okularach.
- Wasza kolej! - rzucił jakiś chłopak, który zaraz podszedł do nich z nowymi kubkami - pijecie, a potem łapiecie dwie nowe osoby, z którymi tańczycie - wyjaśnił, chociaż Madox nie zrozumiał za bardzo zasad, ale zaraz jego nowa koleżanka, która była już wstawiona i wisiała mu na ramieniu, ściągnęła chłopakowi okulary i założyła je Noriedze. W sumie fajnie w nich wyglądał, więc nie protestował. Nie protestował też, kiedy stuknęli się kubeczkami i znowu wychylili je do dna, tym razem wódka z jakimś sokiem.
Zaprotestowała za to jego towarzyszka.
- Ale my się dopiero poznaliśmy, to ja tańczę z nim - stwierdziła i już znowu ciągnęła go za koszulę, kompletnie już porozpinaną. Zarzuciła mu ręce na szyję i praktycznie na nim wisiała.
- Wiesz... ja mam narzeczoną i ją zgubiłem... - zaczął Madox, bo on teraz tej narzeczonej używał jak jakiegoś magicznego zaklęcia. No i zazwyczaj działało.
Ale tym razem chyba nie, bo dziewczyna przysunęła się do niego bliżej.
- A ja mam męża, ale siedzi w chacie... A wiesz co mówią o tym festiwalu? Że to co dzieje się en la playa, zostaje na plaży - Madox od razu pomyślał, że to prawie jak w Vegas, ale jego to i tak za bardzo nie przekonywało.
Zanim zdołał jakoś odkleić od siebie tą dziewczynę, to za jej plecami wyrósł jakiś łysy typek.
- Carmen! - zawołał, a ona się obejrzała, cofnęła wpadając w wymalowaną klatę Madoxa, a Noriega liczył tylko na to, że to nie jest ten jej mąż. Chociaż może lepiej jakby był? Już miał zrobić krok do tyłu, a ona go złapała za klamrę od paska, no co łysol tylko jeszcze bardziej się wkurwił.
- Ja pierdolę... ja naprawdę już stąd pójdę - rzucił Madox, ale łysek zmarszczył groźnie brwi.
- Bałamucisz moją siostrę, a teraz chcesz sobie tak po prostu stąd iść! - zaryczał. Czyli jeszcze... jej brat? I co to kurwa znaczy bałamucisz?
- Właściwie... - zaczął Madox, ale Carmen kleiła się do niego jeszcze bardziej a zaraz strzeliła rękami w niebo.
- Ricardo tylko siedzi przed telewizorem z piwem, a kiedy chcę go gdzieś wyciągnąć, to on nie ma ochoty, to co ja mam zrobić? Jestem jak ten kwiat bez wody, kiedy faceci mnie nie adorują - wyrzuciła z siebie bardzo dramatycznie, a Madox już coś podobnego gdzieś słyszał.
Znowu się cofnął, ale Carmen nie dawała za wygraną...
Tylko, że wtedy ten jej łysy brat złapał ją za rękę i szarpnął do siebie, mocno, aż krzyknęła.
No i chuj, no i cześć.
- Ej! - rzucił Madox - nie szarp jej... - po co on to powiedział? A mógł sobie po prostu iść. Ale łysol coraz mocniej ciągnął Carmen i widać było, że ją to po prostu boli. Sama też się szarpnęła, ale nie zdołała się wyrwać - zostaw ją - powtórzył jeszcze Madox, chociaż może nie powinien się wtrącać, ale z drugiej strony... on przecież wiecznie to robił.

¿Dónde estás, cariño? (,,•᷄‎ࡇ•᷅ ,,)?

tequila con muerte

: czw mar 26, 2026 5:14 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa, agresja bla bla
Jako osoba z nienaganną orientacją w terenie, kiedy tylko została pociągnięta przez tłum, Pilar pierwszy raz poczuła się kompletnie zagubiona. Nie widziała nic. Żadnego punktu zaczepienia. Jedynie setkę uradowanych głów, energicznie skaczących do muzyki. Wszystko działo się w jakimś chorym, zastraszającym tempie: ktoś wcisnął jej kubek do ręki, do drugiej skręta, jakaś dziewczyna zaczęła się o nią ocierać, ktoś jeszcze wplótł jej rękę we włosy. Przytłoczyło ją to, chociaż musiała przyznać, że sceneria dookoła wyglądała dobrze, kolorowo, obłędnie nawet.
A skoro i tak już tu była…
Wsadziła skręta między usta i zaciągnęła się mocno. Był mocny. Kurewsko mocny. Ale to dobrze, tego właśnie potrzebowała, w momencie, gdy serce panicznie tęskniło za Noriegą. Dobrze wiedziała, że paniką nic tutaj nie zdziała, dlatego postawiła na pierwsze lepsze rozluźnienie jakie dostała do ręki. I jedyne, bo nie było nawet takiej opcji, żeby wypiła cokolwiek było w tym kubku.
Popatrzyła chwile na płyn — wyglądał jak zwykły alkohol z colą, jednak po tym, co przeszła z Daltonem nawet gdyby chciała, nie byłaby w stanie tego wypić. Wypierdolić też nie miała jak, bo dookoła wszędzie byli ludzie. Postanowiła więc oddać to takim samym sposobem, jakim go dostała: po prostu przekazała kolejnej osobie, wciskając mu to pod samą klatkę piersiową.
Odmawiasz pysznego alkoholu? — odezwał się jakiś głos tuż po jej prawej. Upewniła się, że laska, której go dała odpowiednio trzymała za brzegi, a następnie się odwrociła, o mały włos nie przypalając swojego nowego rozmówcy blantem. — Jesteś abstynentką, czy tylko udajesz, że nie umiesz się bawić? — krzyknął, nachylając się w jej kierunku i próbując być głośniejszy niż muzyka. Nie było to proste, ale finalnie go usłyszała. Podniosła spojrzenie na niebieskie oczy mężczyzny. Na pewno nie był stąd. Miał na to zbyt europejską karnacje i wyjątkowo dziwny angielski akcent. Oczy za to niczego sobie. Wciąż gorsze niż te niebieskie Galena. Upił łyka ze swojego kubka, a Stewart tylko prychnęła.
A ty nie boisz się, że ktoś nawrzucał ci tam jakiś dragów? — spytała, kompletnie ignorując jego pytania, wyprowadzając własne. Nie będzie przecież jakiemuś przypadkowemu typowi tłumaczyć, że umiała się zajebiście bawić z alkoholem i bez.
A to przypadkiem nie o to chodzi na tego typu imprezach? świetnie, jak tak dalej pójdzie, to nigdy się nie dogadają, skoro będą sobie nawzajem zadawać jedynie pytania bez odpowiedzi. — Żeby mieć fazę? — dodała i wyzerował swój kubek, po czym wyrzucił go wysoko w tłum. Trafił jakiegoś łysego faceta, który odwrócił się gniewnie w ich kierunku i przez chwilę wyglądał, jakby chciał im wyjebać, jednak finalnie tłum popchał go dalej.
To chyba zależy jakie, nie? — ciągnęła ich zabawę, przy okazji rozglądajać się za kolorową koszulką i umazanym od stóp do głów osobnikiem płci męskiej, na którego widok przez sto procent czasu jej serce biło szybciej.
Każde są zajebiste — nie wiedzieć kiedy facet znowu miał pełny kubek w ręce. Do tego szarpnął za jej rękę i przystawił ją sobie do ust, by ściągnać spomiędzy palcy buszka.
Tabletki gwałtu też? — warknęła, nawet nie wiedzieć kiedy zmieniając nastawienie do chłopaka. Zdecydowanie niepotrzebnie, bo z pewnością nie miał niczego złego na myśli. Niemniej blondyn postanowił przystopować z nadmiernym wyjebanizmem i sięgnął po coś do tylnej kieszeni.
Patrz — wystawił przed jej nos niewielką małpkę czystej, ustawiajać palce na zakrętce. — Zamknięta — podał jej, żeby mogła sprawdzić. — Dalej ma na sobie zabezpieczenie. Niczego nie dało się tam dosypać.
No i?
No i napij się — uśmiechnął się zaczepnie, wypijając zawartość kubka. — Należy ci się. A ja za ten czas spróbuje znowu trafić w tego łysego — oznajmił. Przez moment się wahała ale z drugiej strony była przecież na imprezie. Odkręciła zakrętkę, jednak nim zdążyła się napić, chłopak cisnął kubkiem z łysego. Facet odwrócił się takim impetem, że trzy osoby dookoła niego dosłownie się zachwiały, a twarz miał już całą czerwoną, więc Stewart ze swoim tymczasowym towarzyszem musiała na moment przykucnąć. Wtedy też wyzerowała całą małpkę.
O kurwa, jednak nie jesteś słaby zawodnik — skwitował, a ona zawiesiła na nim ciemne spojrzenie.
A sory, miałam ci zostawić? — spytała zupełnie szczerze, zbita lekko z tropu.
No co ty, na zdrowie — puścił w jej stronę oczko i zaraz wyszarpał ich delikatnie z tłumu. — Jestem Antoine — przedstawił się, znowu łapiąc ją za rękę, gładząc skórę delikatnie kciukiem, co spowodowało, że Stewart od razu się wyprostowała.
Słuchaj, jestem tutaj z moim narzeczonym — rzuciła, nawet nie dzieląc się z nim własnym imieniem. — Byliśmy tu razem, tylko potem porwał mnie ten tłum i za nic nie mogę go znale…
To poszukajmy go! — Antoine klasnął w dłonie i nawet na moment się nie zastanawiając, znowu złapał Stewart za rękę i pociągnął w jakąś przypadkową stronę. Dopiero po chwili spytał się jej czy był równie pomazany, co ona. Wyjaśniła, że tak i nawet nakreśliła koszulkę, jaką miał na sobie. Ludzi na imprezie była cała masa, przewijali się i zataczali tuż pod ich nogami. Nie była pewna jak długo im to zajęło, ale po chwili blondyn wskazał miejsce, przy którym kręciła się jakaś bójka, a przynajmniej to się zapowiadało. Oczywiście kurwa z udziałem Noriegi, na którego widok serce Pilar od razu wyrwało się do przodu. A żeby było śmieszniej zaraz okazało się, że drugi mężczyzna, który szarpał jakąś dziewczynę to był łysy od kubeczka.
Bo co mi kurwa zrobisz?! — warknął łysy do Madoxa akurat w momencie, gdy Pilar z Antoinem przeciskali się przez ostatnią warstwę tłumu.
Nakopie ci na przykład?! — odpowiedziała dokładnie takim samym tonem z chwilą, w której wylecieli spomiędzy ludzi. Łysy spojrzał pierwsze na nią, a zaraz potem na blondyna i można było zobaczyć, jak nad jego czaszką aż się dymi, kiedy łączył ze sobą fakty. Pewnie nigdy w życiu tyle nie myślał. Ale w końcu się namyślał i domyślił się, że to oni, a dokładniej Antoine przyjebał mu kilka razy z kubeczka.
Ty… — rzucił, odrzucając dziewczynę lekko na bok. — A może teraz ja ci przypierdole, śmieciu? — krzyknął w ich kierunku. Nie wiadomo za bardzo do kogo z ich dwójki, ale blondyn wtedy zacisnął mocniej palce na ręce Pilar i… schował się za nią. Świetnie kurwa. Prawdziwy dżentelman.

un imán para los problemas ‧₊˚🧲✩ ₊˚✶⊹♡