tequila con muerte
: wt mar 24, 2026 11:11 pm
trigger warning
hajdy srajdy, erotyka, prawie się ruchają, Diabeł przyszedł, nagość, i dużo ognistej miłość, w słowach i czynach, których pewnie nie powstydzili by się w piekleNawet miał się jej zapytać co o tym myślała, ale kiedy jej palce umazane całe na czerwono przesunęły się po jego torsie zostawiając te ogniste smugi, to zamiast słów, z piersi wyrwał mu się dziki pomruk. Chciał być grzecznym chłopcem, chciał nad sobą zapanować, ale co z tego, kiedy skóra drżała pod jej opuszkami, kiedy mięśnie się spinały, a oddechy stawały się coraz płytsze.
Mieli się na siebie nie nakręcać.
Mieli się pomalować i iść na plażę.
A ona mu mówi, że wygląda kurewsko gorąco, oba kąciki ust uniosły mu się do góry.
- Como el Diablo? - jak diabeł?, zapytał i zaraz kładł ją na plecach, żeby teraz to on patrzył na nią z góry. Jego ciemne oczy praktycznie przybrały już czarną barwę, sunęły od świecącego serduszka, do serduszka, aż zatrzymały się na jej brzuchu, na którym malował uśmiechniętą buźkę, oczywiście bardzo starannie. Chociaż na jej kolejne słowa odbił gdzieś na jej boku żółte palce, chaotycznie, ale musnął jej biodro - cada centímetro de esa piel suave y caliente - każdy centymetr tej gładkiej gorącej skóry, powtórzył po niej, a jego ciepły oddech omiótł jej brzuch, kiedy pochylił się, żeby jeszcze trochę poprawić buźkę. I nie mógł się znowu powstrzymać, żeby tym razem nie musnąć ustami jej podbrzusza, nie zaczepić zębami za koronkę jej bielizny.
Nie... jak tak dalej pójdzie, to nie skończy się tak grzecznie jak zakładali.
Ale czy w zasadzie musiało?
Czy oni w jednej sekundzie nie zmieniali całych planów, nie szli w coś, co się po prostu działo?
Robili to. Cały czas.
Kiedy sunęła paznokciami po jego skórze, po umięśnionych ramionach ozdobionych czarnymi tatuażami, a zaraz tęczą, to czuł ten przyjemny dreszcz zbierający się na plecach. Powoli, ale bardzo dosadnie.
Pochylił się do jej pełnych, gorących warg, ale kiedy farba między nimi się rozmazała to się cofnął. Ostatni raz spróbował się cofnąć, opanować. Być... grzecznym chłopcem.
Tylko, że Madox nigdy nim nie był. Był Diabłem, który siedział mu pod skórą. Która teraz świeciła na pomarańczowo, na zielono i na żółto, która drżała, ale już nie pod jej kolejnym dotykiem. Teraz drżała ze zniecierpliwienia.
Schnij, kurwa, buźko.
Może nawet miał już to zignorować, ale wtedy Pilar mu powiedziała, żeby dał jej ręce. Od razu to zrobił, nawet się nie zastanowił, nie zawahał, a kiedy wycisnęła na nie sporą ilość różowe farby, to on jeszcze roztarł ją w rękach, dokładnie na każdym paluszku, tak jak chciała. On miał na to swój pomysł, ale zaraz okazało się, że ona miała chyba nawet lepszy...
- To będzie tylko mój malunek - jego ciemne oczy zawisły na jej krągłych piersiach, ale zaraz podniosły się na jej usta wykrzywione w zadziornym uśmiechu, na te piękne, czekoladowe oczy, które błyszczały wyzywająco. Przysunął się do niej i zacisnął palce na jej biuście, odbijając każdy jeden palec.
Kurwa... to nie możliwe jak jej piersi idealnie układały się w jego dłoniach, aż mocniej nabrał powietrze w płuca. Przesunął palcami zahaczając o wystające sutki.
I tyle by było z udawania grzecznego, bo już zaraz szarpnął się do niej tak, że ten Diabeł wymalowany na jego brzuchu... On się chyba właśnie całował z tą uśmiechniętą buźką na jej, kiedy ich wymalowana skóra się zetknęła. Może to rozmazał, może trochę uszkodził, ale w zasadzie miał to teraz gdzieś, bo on już przyciągnął do siebie Pilar, żeby różowymi palcami przesunąć po jej plecach, żeby oprzeć je na jej krągłych pośladkach, zacisnąć mocno, tam też odbijając jego dłonie. A później to już odbijał je wszędzie, kompletnie chaotycznie, kiedy przyciągał ją do siebie jeszcze mocniej.
- Eres tan caliente que el infierno es como... hielo - jesteś tak gorąca, że piekło przy tobie to jest... lód - wymruczał prosto w jej pełne, gorące wargi, które zaraz zamknął w pocałunku. Nie miękkim, nie oszukańczym, tylko kurewsko gorącym, prawdziwym, takim który łączył ich języki w ognistym, piekielnym tańcu. Odciski jego palców miała już wszędzie, na kształtnych piersiach, na plecach, różowe smugi ciągnęła się do krągłych pośladków. Na biodrach kiedy przyciągał ja do siebie jeszcze bliżej. Ale bliżej się już nie dało. Bo już jego serce ozdobione nieśmiertelnym wężem uderzało w piersi tak mocno, że mogła je czuć na sobie, na tych różowych paluszkach, które odcisnął na jej biuście. Nie przejmował się wcale tym, że pewnie ich misternie wykonane malunki wyglądały teraz...
Wyglądały pięknie, tak jak oni, cali upierdoleni w farbie. Madox miał ją nawet na jasnych włosach, a ona na ciemnych kosmykach które kaskadami spływały po plecach. Ciemnych, pokręconych, pięknych włosach. A gdzie te kudły? Loki też uwielbiał. Uwielbiał ją całą.
Jakimś cudem miał też tą farbę na wargach, które oderwały się od jej pełnych, gorących ust, musnęły ich kącik, a potem żuchwę.
- Tú eres... digno de cada pecado - jesteś... warta każdego grzechu, już jej to kiedyś mówił, ale tak dawno temu - aunque tuviera que venderle mi alma al diablo por ti, lo haría - nawet jakbym miał dla ciebie duszę sprzedać diabłu, to bym to zrobił, wyszeptał, muskając wargami jej szyję, na której wciąż rozcierał farbę. Była już wszędzie.
Mówił jej, że sprzedałby duszę Diabłu, za nią...
Tylko chyba ten najgorszy to siedział właśnie przed nię. A może najlepszy? Może taki Diabeł, który już właśnie duszę sprzedał, za nią. Nie sprzedał, a odkrył, zupełnie.
Pokazał się z takiej strony, z jakiejś nigdy nikomu się nie pokazywał, a przy tym zachowując cały ten swój chaos, cały ogień siedzący pod skórą, w sercu, a teraz też w głowie, która znowu fiksowała się na niej. Kompletnie.
Nawet impreza na plaży się nie liczyła.
- Te amo... como al infierno - Kocham Cię jak diabli, te słowa ułożył w załomku jej szyi wraz z kolejnym pocałunkiem.
Te amo... como al infierno