Strona 42 z 42

tequila con muerte

: czw mar 26, 2026 6:46 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, dziki, gorący Meksyk i mordobicie?
Nie chciał się bić, chciał tylko znaleźć z Pilar i potańczyć z nią do tej szalonej muzyki. Spalić skręta, może wypić kilka drinków. Zachwycać się tymi wszystkimi kolorami i malunkami, a na koniec porwać ją na plażę. Chciał patrzeć w jej duże, błyszczące oczy i ściągać kolorowe pióra z jej ciemnych, pokręconych dzisiaj, kosmyków. Chciał szarpać materiał jej sukienki i pytać jej na ucho, czy pamięta jak ją z niej zrywał w Medellin.
To przecież miał być ich wieczór, wystrzałowa impreza na plaży, która miała być zwieńczeniem tych pięknych wakacji, na których się sobie oświadczyli, nie raz, kilka razy...
A on znowu stał w samym środku jakiegoś młyna, Carmen patrzyła na niego oczami wielkości spodków, a łysy się mrużył, a do tego był już cały czerwony na gębie. Co kontrastowało z jego żółtymi malunkami, wyglądał jak jakaś diabelska pisanka, czerwono-żółta, wściekła.
Jeszcze przez głowę Noriegi przeszła jedna taka myśl, że przecież to jej brat, nie zrobi jej krzywdy, ale łysy znowu szarpnął Carmen, a ona spróbowała się wyrwać i pisnęła.
- Puść mnie! - potem to już wszystko potoczyło się szybko, bo zaraz padło to puszczaj ją, wypowiedziane przez Madoxa, a potem to bo co mi kurwa zrobisz łysola. I Nawet Noriega już otworzył usta, żeby mu odpowiedzieć. Dokładnie to, że mu nakopie na przykład, kiedy zrobiła to za niego... Pilar?
Serce aż mocniej mu zabiło, kiedy ją zobaczył, a usta chociaż wcale nie powinny wygięły się w uśmiechu. Nawet może by sobie dał z tym spokój, bo Carmen już stała wolna i rozmasowywała swoje nadgarstki. Ale łysy zaraz odwrócił się do Stewart i jakiegoś... gościa, którego trzymała za rękę?
Aż Madox uniósł jedną brew i zaraz uśmiech zniknął z jego twarzy. Carmen ruszyła się do niego, ale w tym samym momencie też jakieś zwoje w tej łysej czaszce jej brata zatrybiły i połączył ze sobą jakiejś kropki. Ruszył do Pilar i jej kolegi, z zamiarem przpierdolenia im? Jemu?
- Albo tej twojej dziwce? - jej? Naprawdę to było do Stewart? Zdecydowanie facet nie wiedział z kim zaczyna. Noriega aż się cały spiął. Zdążył nabrać powietrze w płuca i wyrwał się do przodu.
- Ej! - rzucił znowu, a łysek się zatrzymał, obejrzał na niego - no i co cabeza calva - łysa pało, rzucił a ciemne tęczówki tylko błysnęły w tym kolorowym świetle - chciałeś się napierdalać, to dawaj, zostaw dziewczynę... - jego dziewczynę? Jego narzeczoną? Najpiękniejszą dziewczynę na tym całym festiwalu? Na moment złapał spojrzenie Pilar, ale zaraz pomachał wytatuowanymi, umazanymi palcami do łysego zachęcając go do ataku. Chłop na moment zgłupiał, bo z jednej strony chciał stłuc blondyna, który chował się za Stewart, i może nawet z nim miał by większe szanse, ale z drugiej, stał Madox, a gdzieś obok niego Carmen, która patrzyła się na niego wielkimi, błyszczącymi oczami, jakby była... właściwie to była, pijana i naćpana pewnie.
Madox przechylił na bok głowę.
- No i co kurwa? Dziewczyny się fajnie szarpie, a jak ja się chciałem z tobą poszarpać to... pała zmiękła? - ostatnie słowa powiedział jakoś powoli, a zaraz jego usta wygięły się w uśmiechu. Brzydkim ładnym, prowokującym.
Łysy dłużej nie myślał, cofnął się i rzucił prosto na Madoxa. Tylko co z tego, kiedy on był na to gotowy? Kiedy on już cały się spiął i wystarczył tylko jeden właściwy ruch, żeby podciął łysola, który z impetem walnął na kolana. Mógł mu pozwolić lecieć na ten głupi ryj, jeszcze mu dowalić, ale zamiast tego to on owinął wytatuowane przedramię wokół jego szyi. Mocno. Zacisnął je jeszcze bardziej, kiedy łysol się szarpnął, aż zrobił się jeszcze bardziej czerwony na gębie. Ledwo łapał powietrze.
Carmen aż pisnęła zasłaniając się dłońmi, wydusiła z siebie jakieś puść go, chociaż tak niepewnie, że Madox aż wywrócił oczami. Poklepał łysola po tym łysym i pustym chyba też, łbie, wytatuowanymi palcami.
- No przecież jak łysolek będzie grzeczny, to nic mu nie zrobię... - mógł mu coś zrobić. Mocniej ścisnąć, żeby uszkodzić mu gardło, albo w ogóle pierdolnąć go na ziemię i spacyfikować kilkoma kopniakami. Madox też jeszcze był grzeczny - musi tylko przeprosić panią - jego spojrzenie padło na Pilar.
Może nawet łysy by to zrobił, bo Madox znowu przesunął palcami po jego łysej potylicy, ale wtedy do przodu wyrwał się ten blondyn, który przyszedł ze Stewart i się za nią chował.
- No właśnie! Przeproś ją - nagle się zrobił jakiś waleczny jak lew, zamachnął się i... strzelił łysemu plaskacza. A Madox aż otworzył ze zdziwienia usta, wypuścił mocno powietrze z płuc, bo co to miało być? Poluzował trochę uścisk.
Ale to był błąd, bo łysy wtedy go szarpnął, pociągnął na ziemię i zaraz, to Madox leżał, a łysa pała dociskała go do ziemi przedramieniem wbijając łokieć w krtań. Noriega odpowiedział od razu i walnął go kolanem, ale facet się zasłonił, zamachnął, żeby przywalić Madoxowi, on też się zasłonił, zaczęli się szarpać w parterze i chyba każdy z nich dostał jakiś cios, przetoczyli się i w pewnym momencie to Madox był na górze, ale łysy szarpnął go za włosy. A tutaj to Madox mu nie mógł oddać, znowu był na ziemi i znowu dociśnięty do gleby. Jednak łysy trochę umiał się bić.
A blondyn? Ten stał nad nimi i chyba nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Ale może kolejny plaskacz by pomógł?

La chica más guapa de este festival 💃❤️✨

tequila con muerte

: czw mar 26, 2026 9:15 pm
autor: Pilar Stewart
A miało być już spokojnie.
Mieli odpocząć, zaszaleć i dać się ponieść — cokolwiek z tego lub wszystko na raz. Na co tylko mieli ochotę. Ten wieczór miał być ich zwieńczeniem Meksykańskich wakacji. Wakacji, na której chociaż pojechali, żeby zresetować głowy, najebali sobie problemów jeszcze więcej niż w Toronto. Ciągle coś za kogoś robili, non stop komuś pomagali, rozwiązywali konflikty i łapali bandziorów, których nawet miejscowa policja nie potrafiła wcześniej wsadzić za kratki. To miał być ich dzień. Dzień już nie mógł być, bo przecież większość spędzili z jakimiś przypadkowymi dzieciakami. To może wieczór? Wieczór jak widać też nie, bo prawie od razu po przybyciu się pogubili w tłumie.
Całe szczęście z nimi już tak było, że zawsze potrafili się odnaleźć.
Przyciągali się jak magnesy.
Dlatego z chwilą, w której ich spojrzenia się przecięły, Pilar momentalnie poczuła, jak jej serce wyrywa się do przodu. Mocno. Aż do bólu. Na kilka sekund zapomniała kompletnie o łysym facecie, który chciał ją pobić, zapomniała o blondynie, który zaciskał palce na jej ręce, a tym bardziej dziewczynie, która była szarpana. Liczył się tylko on. Te kilka dzikich uderzeń serca, bo zaraz potem facet znowu się poruszył i zrobił krok w ich kierunku, sprawiając, że Stewart momentalnie oprzytomniała.
Dziwka? — warknęła, gromiąc go wzrokiem. Wielka gula urosła jej w gardle, a krew od razu przyspieszyła swój bieg. Nienawidziła takiego braku szacunku, szczególnie u facetów, którzy jedyne jak potrafili rozmawiać, to pieprzonymi pięściami. — A powiedz, złamała ci kiedyś jakaś dziwka nos? — zajrzała mu głęboko w oczy. Bo dzisiaj mógł być ten pierwszy raz. Pilar była do tego bardziej niż gotowa. No prawie, bo jednak unieruchomiona ręka, którą ściskał Antoine lekko przeszkadzała w swobodzie ruchów. Nawet spróbowała mu się wyrwać, żeby w razie czego móc się bronić, ale wtedy odezwał się Madox.
Oczywiście, że to zrobił.
Przecież ona zrobiłaby dokładnie to samo, gdyby role były odwrócone.
Chociaż kiedy została nazwana po prostu dziewczyną, jakby była o b c a skrzywiła się nieznacznie. Z drugiej strony łysy nie musiał wiedzieć, że cokolwiek ich łączyło. Mogło to tylko pokomplikować sprawy. A one już nie były najprostsze, biorąc pod uwagę, że facet finalnie postanowił rzucić się na Noriegę. Momentalnie wstrzymała oddech, zaciskając dłonie w pięści. I chwała Bogu, że bondyn się jej trzymał, bo w pierwszym odruchu chciała do nich doskoczyć i pomóc Noriedze.
Tyle że on wcale nie potrzebował pomocy. Radził sobie wręcz wyśmienicie, kiedy w kilku prostych ruchach sprowadził faceta do parteru. Pilar aż się oczy zaświeciły. Na moment nawet zapomniała, że była na niego wcześnie wkurwiona i zamiast tego stała i po prostu wpatrywała się w niego jak w obrazek.
Doskonale wiedziała, że Madox zmusi go do przeprosin. Zawsze to robił. I chociaż zazwyczaj była zdania, że wcale nie potrzebowała przeprosin od tego typu facetów, tak tutaj stanęła dumnie z wyprostowaną piersią i spojrzała z góry na łysego. Czekała. Tylko zanim łysy zdążył cokolwiek powiedzieć, Antoine wyskoczył przed szereg i… strzelił facetowi z liścia. Tak lekkiego i marnego liścia, że przybijanie piątki robiło większe wrażenie i huknięcie. Zamrugała kilkakrotnie, zaciskając usta w wąską linię, żeby się nie roześmiać. Nie powinna się śmiać, prawda? Nie wypadało, prawda? Dlatego tylko posłała porozumiewawcze spojrzenie Noriedze.
I to był błąd.
Korzystając z całego zaistniałego zamieszania, łysy od razu odwinął się Madoxowi i to tym razem wystarczająco szybko, że Noriega nie zdążył zareagować. Facet obalił go na plecy i przez kolejne sekundy tarzali się wspólnie po podłodze. Pilar drgnęła do przodu, ale wtedy podbiegł do niej blondyn. Złapał ją za ramiona i zmusił, by na moment na niego spojrzała.
Zbieraj się, spierdalamy!!!! — zapiszczał i chciał ją odciągnąć na bok. Szkoda tylko, że Stewart tym razem już nawet go nie słuchała, bo jej myśli były zajęte fiksowaniem się nad tym co na podłodze i Madoxie. Jednym, zwinnym ruchem wyszarpała się Antoinowi i doskoczyła do facetów.
Nie chciała się wtrącać. Wiedziała, że finalnie jej narzeczony sobie poradzi, ale kiedy łysy sprzedał mu kolanem prosto w brzuch, Pilar już dłużej nie mogła na to patrzeć. Podeszła bliżej i nawet się nad tym nie zastanawiając, szarpnęła frajera za kurtkę do góry, sprawiając tym samym, że podniósł głowę naturalnie i z zaskoczenia. Pilar natomiast była na to przygotowana i nim ten zdążył jakkolwiek zareagować ona wymierzyła mu tym razem swoim kolanem prosto w jego zarośniętą, skrzywioną twarz. Co prawda celowała w nos, ale łysy ruszył głową w ostatniej chwili i chrząstka walnęła mu w zęby tak mocno, że jeden z nich wyleciał i trafił tuż pod nogi Antoinego.
Oh putain!! CO TO MA BYĆ FUJ FUJ FUJ — krzyknął głośno. — Coś mu wyleciało — wydzierał się, machając rękami, ale nikt go aktualnie nie słuchał. Bo to był właśnie moment, w którym łysego odrzuciło w bok i złapał się za twarz, tym samym dając Madoxowi szansę na to, żeby wydostać się z podłogi.

juntos tenemos poder 👊🏻💥😵‍💫💫

tequila con muerte

: czw mar 26, 2026 11:06 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
łamanie nosów, przekleństwa, wybity ząb, a madox jak zwykle nienormalny
A powiedz, złamała ci kiedyś jakaś dziwka nos?
Chciał zobaczyć jak Pilar złamałaby mu nos jednym ciosem, aż się uśmiechnął, wbił w nią te ciemne tęczówki. Złamała by mu nos, a on by się znowu w niej zakochał... Ale czy dało się jeszcze bardziej?
Dało. Bo on się z dnia na dzień zakochiwał w niej bardziej.
Tylko, że Noriega przecież nie umiałby spokojnie stać i na to patrzeć. Musiał się odezwać i musiał już dać w mordę łysolowi za to jak nazwał jego narzeczoną, innej opcji nie było.
I może mógł mu właśnie tak po prostu dać po gębie i byłby spokój. Tylko, że on oczywiście musiał go zmusić do przeprosin, inaczej się nie dało. Zrobiłby to też bez problemu, bo przecież Madox umiał się bić.
Tylko zaraz się okazało, że kolega Pilar wcale nie umie. Ale chciał też chyba pokazać, że siedzi w nim jakieś waleczne serce. Które jednak jedyne co potrafiło, to dać komuś z liścia. No fajnie... może tak się bili właśnie we Francji, strzelali sobie plaskacze, ale w Meksyku to jednak mężczyźni dawali sobie po gębach.
Madox na moment złapał spojrzenie Pilar, a jak to robił, to on automatycznie się rozpraszał, i tak było też dzisiaj. Wystarczyło jedno spojrzenie w jej piękne, czekoladowe oczy. W te oczy.
Tylko nawet nie mógł się rozwodzić nad tym jakie były piękne, bo już leżał na ziemi. Już wypuścił z płuc mocno powietrze, kiedy jego plecy zderzyły się z deskami. Czuł jak wibrują pod nim od setek stóp, które po nich skakały, w rytm gorącej latynoskiej muzyki.
Nie leżał jednak długo, bo zaraz zaczęli się szarpać, za koszulę, za włosy... które jednak miał tylko Madox. Łysek szarpnął go też za te łańcuszki na szyi zaciskając je mocniej na jego skórze, ale wtedy Noriega wbił mu palec w oko. Dostał z pięści w wargę, a łysy dostał w nos środkiem dłoni. Napierdalali się, tak jak Madox przecież chciał. I chociaż dostał po gębie, to musiał przyznać, że dawno nie miał tak zaciętej walki. W ruch szły łokcie, kolana i pięści. Facet musiał coś trenować, bo odpowiednio też blokował ciosy. Madox też to robił. I pewnie bym im to jeszcze zeszło, póki któryś by się w końcu nie pomylił, albo nie zagrał nieczysto...
Oni trochę zagrali, kiedy Pilar go szarpnęła za kurtkę i uderzyła kolanem...
O kurwa.
Ona mu wybiła ząb. Na co Madox w pierwszym odruchu wstrzymał powietrze, ale nie piejąc z przerażenia jak Antoine, on je wstrzymał ze szczerego za-chwy-tu. Jednak można się jeszcze bardziej zakochać.
Na szczęście wykorzystał też sytuację, żeby się odwinąć łysolowi, no i tym razem on się nie zasłonił, Madox trafił tak, jak chciał. I to był nokaut, bo łysego zamroczyło do tego stopnia, że wylądował na Noriedze. Ale Madox zaraz go z siebie zrzucił, zaraz zbierał się z ziemi. Koszulę miał poszarpaną, włosy też, a ta czerwona farba, to pewnie w wielu miejscach była po prostu krew, ale kto by się tym przejmował?
On się nie przejmował, bo jego czarne oczy już były wpatrzone intensywnie w Pilar, już do niej sięgnął, kiedy ten blondyn chyba znowu postanowił zagrać jakiegoś odważnego i stanął między nimi wypinając dumnie pierś do przodu.
- Zostaw ją facet! Ona jest ze mną... - zawołał, a Madox się jakoś automatycznie skrzywił. Bo jeszcze przed chwilą to była z nim. Ale blondyn ewidentnie był jakiś wystrzelony, oczy mu błyszczały, a po twarzy spływały kropelki potu. Madox stwierdził, że normalnie jakby widział naćpanego Williama.
W międzyczasie przypałętała się już Carmen, która teraz zawodziła przy swoim bracie i jak wcześniej wisiała na ramieniu Madoxa i chciała z nim tańczyć, to teraz szarpała go za koszulę zawodząc, że co on zrobił.
Istny cyrk.
A pośród niego oni... Może jednak powinni zostać w domu Esme? Albo przynajmniej uważać na to z kim oni się tutaj zadają.
- Daj spokój Carmen, on przecież jest... - ogłuszony, chciał powiedzieć - nic mu nie będzie - uspokoił ją i chciał ją od siebie odsunąć, oderwać od swojej i tak już wyświechtanej koszuli jej pomalowaną rękę, tylko ona znowu go szarpnęła. A blondyn odwrócił się i złapał za rękę Pilar mówić jej, żeby z nim poszła, bo tutaj jest n i e b e z p i e c z n i e.
Madox złapał tą katem oka i naprawdę chciał go już wyjaśnić, żeby jednak z całym szacunkiem, ale... odpierdolił się od jego narzeczonej, tylko palce na jego koszuli zaciskała Carmen, która już lamentowała tak głośno, że ludzie się na nich oglądali.
Nie no kurwa.
Blondynka znowu wisiała na jego koszuli, a Madox przez moment się zastanawiał, czy jej po prostu nie zostawić, tej koszuli w jej szczelnym uścisku, a samemu się ewakuować, tak by chyba było najlepiej. Zwłaszcza, że już ten typ od plaskacza ciągnął za rękę Pilar. Ale całe szczęście to on w ogóle... Stewart by go pewnie położyła jednym ciosem. To już Carmen miała więcej siły w uścisku, bo Madox znowu próbował strzepnąć jej dłonie ze swojej koszuli. Bez skutku.
- Carmen... kurwa, puść mnie, bo ja muszę iść do mojej narzeczonej - obejrzał się na Pilar, ale co z tego, skoro pijana, naćpana i chyba najnieszczęśliwsza na świecie Carmen znowu zaniosła się łzami. Ta kolorowa, święcąca farba płynęła jej już po policzkach. Cała się rozmazała, wyglądało to źle. A Madox był trzeźwy, a i tak wyglądało mu to źle. Aż się skrzywił.

Sin embargo, puedes enamorarte aún más 💖💗🥰💞

tequila con muerte

: pt mar 27, 2026 9:03 am
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa, agresja i jeszcze raz agresja
Nie była delikatna.
W niczym, co robiła nie była nigdy delikatna — w pracy, w łóżku, podczas wymiany zdań i kiedy z kimś walczyła nawet marny sparing. Nie uznawała półśrodków. Dla niej sytuację jak ta zaistniała były czarno-białe — skoro facet nie rozumiał komunikatu rzuconego słowami, a zamiast tego sam się na kogoś rzucił, to wiadomo, że nie miała zamiaru go przegadać. Po co? W takich sytuacjach Stewart rozwiązywała agresje agresją. I ktoś może powie, że to złe, że nie wypada tak kobiecie, że przemoc rodzi przemoc… ale całe szczęście Pilar i tak miałaby to w dupie. Tak samo jak miała wszystko inne, kiedy brała zamach nogą i strzelała kolanem prosto w twarz łysego. Liczyła na złamany nos, ale ząb, który wyleciał spomiędzy jego warg musiał wyglądać równie spektakularnie, szczególnie dla Madoxa, który patrzył na to wszystko z bliska. Dla niej jednak najważniejszym było, że faceta na moment wyrwało ze skupienia, a to zaś dało przestrzeń Noriedze na przejęcie inicjatywy.
I zrobił to.
Zrobił to tak dobrze, wyprowadzając idealny cios, że Pilar aż westchnęła głośno. Nie z przerażenia, czy obrzydzenia zaistniałą sytuacją — z zachwytu. Może ona też zakochała się w nim jeszcze bardziej. Że umiał walczyć o siebie. Szczególnie kiedy w ramach kontrastu miała paniczne reakcje Antoina. Całe szczęscie jej mężczyzną był ten, który właśnie znokautował przeciwnika, a nie ten, który piszczał jak baba.
Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy wstawał i już była gotowa do niego podbiec. Zapytać o co właściwie poszło, a przede wszystkim, to powiedzieć mu, jak caliente wyglądał, zadając ten ostatni cios. No kurwa cieszyła się na jego widok, co tu dużo mówić, szczególnie że tu naprawdę były tłumy i fakt, że oni znaleźli się relatywnie szybko i tak zakrawał o cud.
Tylko co z tego co ona chciała, jak jej chwilowy towarzysz wyrósł między nimi i zaczął prawić jakieś przerażone morały. Z początku nawet na niego nie spojrzała. Nawet sekundy swojej uwagi mu nie poświęciła, bo wciąż patrzyła na Madoxa. Dopiero kiedy ją szarpnął za nadgarstek i znowu zaczął nawijać o bezpieczeństwie, oprzytomniała.
Ale co ty pierdolisz — w końcu przeniosła na niego spojrzenie. Wyszarpała mu się jednym, zwinnym ruchem. Kto jak kto, ale akurat Antoine nie miał w sobie nawet pięciu procent pokładów, by powstrzymać Stewart przed czymkolwiek. — To jest właśnie mój narzeczony — wskazała dłonią na Noriegę, na którym coraz bardziej wieszała się ta ładnie umalowana kobieta. Chociaż im dłużej płakała, to uroda spływała razem ze łzami.
Ouh, to wiele wyjaśnia… — stwierdził nagle blondyn i zabrał ręce. Przez moment Pilar miała się go spytać co wyjaśnia, czy to że oboje byli pierdolnięci, ale wtedy kobieta już na dobre zawiesiła się na Madoxiwe, a akurat na to Pilar nie miała zamiaru patrzeć. Szczególnie że wciąż w jej żyłach krążył nadmiar adrenaliny. Ruszyła w ich kierunku i kompletnie mają w dupie to, czy była to jakaś nowa koleżanka Noriegi czy nie, po prostu wplotła palce w gęste włosy dziewczyny i bezczelnie za nie szarpnęła.
Puszczaj go kurwa, bo zaraz twój brat nie będzie jedynym, który skończy bez zęba — warknęła, ani trochę się nie patyczkując. Ale co się jej dziwić, nie dość, że i tak już była cała nabuzowana, to jeszcze jakaś lafirynda wieszała się na jej mężczyźnie. A Pilar potrafiła przecież być kurewsko zazdrosna. Nie podobał się jej ten widok, więc go nieco naprawiła, szarpiąc dziewczynę jeszcze mocniej, przez co w końcu rozluźniła palce stopione w koszulę Madoxa. Dopiero wtedy i Stewart odpuściła.
Ty jesteś jakaś pierdolnięta. Wariatka normalnie! — wykrzyczała Carmen, poprawiając sobie włosy i patrząc na Pilar z wyrzutem, pomieszanym z agresją i przerażeniem,
Żebyś wiedziała — zrobiła krok w jej kierunku, a ta się zatrzęsła. — Więc jak jeszcze raz zachce ci się wieszać na cudzym mężczyźnie, to może zastanowisz się dwa razy, czy jego kobieta nie jest wariatką, która może ci zrobić krzywdę — trochę koloryzowała, bo przecież Pilar nic takiego by jej nie zrobiła. Nie wybiłaby jej zębów tylko dlatego, że uwiesiła się na Noriedze (chyba). Chciała po prostu dać Carmen lekcję na przyszłość, by lepiej zajęła się sobą. Spojrzała przelotnie na łysego, który już powoli odzyskiwał przytomność. — A twojemu bratu nic nie będzie. Załatw mu trochę lodu, to nie będzie mieć jutro siniaków — dodała równie oschle, ale przecież przekaz bardzo troskliwy! Na koniec się uśmiechnęła i poszła zgarnąć Noriegę za rękę. Serce biło jej mocno, choatycznie z całego tego nadmiaru emocji. A miało być spokojne tańcowanie przy plaży.
Już miała zaciągnąć Madoxa gdziekolwiek nie byłoby budzącego się łysola, który chciałby im najebać, ale wtedy wyrósł przed nimi Antoine. Wyszczerzył się do Pilar, trochę podejrzanie spojrzał na Noriegę, a potem znowu się uśmiechnął.
Mogę iść z wami? Muszę się napić. Wy też musicie się napić? Ale emocje, co? — nawijał jak najęty, jakby nagle coś mu się poprzestawiało w głowie. Jakby już teraz wiedział, że był bezpieczny, a przed sobą miał najbardziej walecznych ludzi na plaży, którzy mogliby ochraniać jego marną dupę. Chciał sięgnąć do Pilar, ale widząc reakcje Madoxa od razu podskoczył. — Jak coś to jestem gejem! — otworzył szeroko ręce w górę w geście obrony. — Tylko nie mówcie mojej matce.

Estás jodidamente buena cuando rompes narices, nena ᕙ( •̀ ᗜ •́ )ᕗ

tequila con muerte

: pt mar 27, 2026 11:58 am
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, bijatyki, narkotyki, i różne pojebane rzeczy, jak to u pilar i madoxa
Kłamstwem byłoby powiedzieć, że Madox nie lubił w Pilar właśnie tego, że... nie była delikatna. Ale przy tym gdzieś tam w środku, trochę była i to go tak kurewsko rozczulało, i to go w niej tak urzekało. Że w jednej chwili potrafiła się bić, przeklinać i pieprzyć jak prawdziwa dzikuska, żeby w następnej pokazać mu się z zupełnie innej strony, tej pełnej współczucia, tej dobrej, tej, która potrafiła mu opisywać miłość porównując go do całej czekolady świata.
Była najbardziej twardą kobietą, jaką znał, a przy tym też najbardziej po prostu... dobrą.
Już wyciągał do niej rękę, żeby w końcu się z nią stąd zawinąć, gdziekolwiek, z dala od tego pierdolnika. Tylko, że jego dłoń zawisła w powietrzu wyciągnięta w kierunku tego blondyna, który stanął między nimi. Madox już układał na języku to, że ma spierdalać, ale wtedy do tego całego przedstawienia wkroczyła Carmen. Jeszcze jej brakowało i tego jej szlochu.
Kurwa.
Madox tak nienawidził płaczu, irytował go, sprawiał, że włosy na karku stawały dęba. I tak już odrobinę lepiej mu wychodziła reakcja, bo przecież jeszcze jakiś czas temu, kiedy Ruby przy nim płakała, to kazał jej się po prostu zamknąć, a teraz...
Właściwie nic nie musiał już robić, bo Pilar szarpnęła Carmen za włosy. A ciemne tęczówki Madoxa od razu spoczęły na jego narzeczonej. Nie miał do niej nawet grama pretensji, wręcz przeciwnie, oczy błysnęły mu jakoś zaczepnie. Mógł gadać, że zazdrość jest pojebana, że Stewart nie miała o co być zazdrosna, ale i tak lubił kiedy była. Kiedy patrzyła na niego z tym całym ogniem i nie pozwalała, żeby inne kobiety się do niego kleiły.
Inna sprawa, że naprawdę nie miała o co być, bo Carmen mogła być najładniejszą dziewczyną na tym całym festiwalu... No nie mogła być, bo najładniejsza stała przed nim w tej czerwonej sukience. Jedyna, do której jego serce rwało się jak szalone, jedyna która mu się podobała i jedyna, która powodowała, że po plecach biegł ten przyjemny dreszcz, a ciemne oczy robiły się całe czarne.
- Estás loca, cariño - rzucił i zaraz stał już za Pilar, zaraz opierał palce na jej biodrach sunąc nimi na brzuch, żeby się w nią wtulić od tyłu, zaciągnąć obłędnym zapachem jej włosów, jej gorącego ciała - pero me pone cachondo como el infierno - ale mnie to kurewsko kręci, mruknął jej do ucha, i już mieli się ulotnić splatając ze sobą swoje palce, ale wtedy wyskoczył przed nimi ten blondyn. Madox odruchowo się skrzywił, aż odchylił do tyłu głowę. A kiedy facet sięgnął do ręki Pilar, to Noriega spojrzał na niego tak, jakby tym spojrzeniem chciał mu oznajmić, że jak ją dotknie, to mu tą rękę połamie, w trzech miejscach. Słusznie, że się odsunął.
Na to wyznanie na temat jego orientacji Madox tylko wypuścił powietrze z płuc gdzieś w szyję Stewart, z jednej strony ulga, z drugiej, co ich to interesuje, z trzeciej...
- To może... - spierdalaj? - i jesteś tu sam? Nie masz żadnych... kolegów? - chłopaków? Przyjaciół? Kumpli? Madox w zasadzie był bardzo tolerancyjny, wyznawał zasadę, że miłość to miłość, ale czasem po prostu pierdolnął gafę, tak jak teraz - może poszukaj jakiegoś gejowskiego kółka? - poczuł tylko jak Pilar wbiła mu gdzieś w bok łokieć, akurat w ten bok, w który dostał, więc znowu się skrzywił.
Antoine jednak zdawał się tym wcale nie przejąć i zaraz patrzył na nich tymi wielkimi, błyszczącymi, wypierdolonymi w kosmos, gałami.
- Przyszedłem tu z Diego... Gość sprzedawał dragi przy plaży i mnie... podrywał - to by wiele wyjaśniało, pomyślał od razu Madox. I zaraz pomyślał sobie coś jeszcze.
- Właściwie to szukałem Diego - rzucił i już stał tak blisko Stewart, że opierał jej brodę na ramieniu, klatka piersiowa wciąż unosiła mu się jeszcze w niespokojnym oddechu, po tej walce, co mogła czuć na swoim ramieniu, jak łaskotały ją w nie te jego łańcuszki - to możemy poszukać razem - stwierdził Madox. Chociaż może nie powinien tego mówić?
Antoine jednak się ucieszył, chociaż zaraz podszedł do nich bliżej zachodząc Pilar z drugiej strony, tak, że na drugim ramieniu czuła tą jego ładną, nieskazitelną koszulę, bardzo miękką.
- Ale jak w tym tłumie? - zapytał blondyn, a Madox aż wywrócił oczami.
- Gość sprzedaje dragi, nie ma nic prostszego - i nawet jak Pilar na niego spojrzała, to tylko mrugnął do niej jednym okiem, łapiąc ją mocniej za rękę. Splatając jej palce ze swoimi, bo już nie miał zamiaru jej zgubić. Pociągnął ją za sobą w tłum, a za nią ruszył Antoine, który też złapał ją za rękę. Jak nie dzieci, to ich nowy kolega gej, a gdzie ten ogień, który mieli rozpalać między sobą na tej dzikiej plaży. Tylko we dwoje?
Najpierw wpadli do jakiejś grupki, gdzie krążył blant, Madox jeszcze nawet nie zdążył się odezwać, a już go dostał. Zaciągnął się mocno, raz, a potem drugi, ten drugi już przekazując dym Pilar, w pocałunku, tak kurewsko wytęsknionym, że Antoine chyba myślał, że się od siebie nie oderwą, kiedy ich usta łączyły się namiętnie, a białe smugi dymu unosiły się im nad głowami. W końcu jednak Madox oddał Pilar skręta, a blondyn już stał nad nią, bo chyba też czekał na buszka, żeby tylko nie spijanego z jej słodkich, gorących warg. W tym czasie Noriega już zagadywał gościa od którego dostali blanta, zgadali się, że on też zna Diego, nawet gdzieś go tutaj widział i kazał pytać dalej, takich lasek, które kupiły od niego piksy.
Nie ciężko było je znaleźć. Może było ich pięć? Ale tak blisko siebie, ocierały się o siebie w sensualnym tańcu, że ciężko było to stwierdzić, do tego wszystkie były wymalowane, kolorowe, w sumie... piękne. Chociaż Madox zatrzymał się kilka kroków od nich i przyciągnął do siebie Pilar, żeby znowu się do niej łasić.
- Idź je zapytaj o Diego - rzucił do blondyna.
- A może ty? - Madox tylko pokręcił głową. Bo przecież doskonale wiedział, jak to się skończy. Co jak co, ale Noriega trochę się znał na substancjach psychoaktywnych.
I rzeczywiście, kiedy Antoine wkroczył w te laski, to zaraz znalazł się po środku, a one go otoczyły, głaskały jego śliczne blond włoski, zakręcały palce na jego miękkiej koszuli. Nawet mu nie pozwoliły dojść do głosu, bo jedna zaczęła go całować, a kiedy inna sięgnęła ręką do jego spodni, to blondyn pisnął znowu i im uciekł. Madox parsknął śmiechem chowając twarz gdzieś we włosach Stewart.
- Ja pierdole... Powiedziały, że widziały go gdzieś przy DJce, ale one są jakieś cholernie napalone - aż zamrugał. Ale Noriega nic nie powiedział, bo jego jakoś to wcale nie dziwiło, on nie takie rzeczy widział u siebie w klubie, a to był tylko klub, a nie taka wielka impreza.
Poszli do stołu DJa, tylko, że tam wcale nie było Diego. Było za to jakieś kółeczko hipisów i Madox pociągnął do niego Pilar, a za nimi poszedł Antoine. Jakaś dziewczyna we wianku na głowie zaraz podeszła do nich.
- Ale jesteście piękni - zaczęła i sięgała czubkami palców, bardzo delikatnie, do ciemnych kosmyków Pilar - mogę dać ci mój wianek? Będziesz w nim wyglądać jak Primavera - wiosna, zapytała grzecznie, a potem zdjęła go z głowy, żeby oddać go Stewart. Jeszcze coś zaczęła mówić o tym, że czuje te wszystkie kolory sercem, a muzyka wypełnia ją całą. Nie była szkodliwa, raczej wjechał kwas. Madox w tym czasie zagadał też do jej kolegi z długimi włosami związanymi w kitkę nad karkiem, zapytał go o Diego. Tym razem poprowadzili ich do baru.
Po nitce do kłębka.
Pomachali jeszcze do hipisów, kiedy się od nich oddalali i ruszyli do baru.

Te verás como la Primavera con él 🌸˚˖𓍢ִ໋🌷͙֒✧🩷˚⋆

tequila con muerte

: pt mar 27, 2026 4:49 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa i na pewno masa innych rzeczy
Była loco.
To prawda.
Ale prawdą również było to, że to właśnie o n to w niej wyzwolił. Tą najbardziej dziką stronę, która wychodziła z niej coraz częściej. Przy nim. Przez pełną akceptację jej wariacji, tylko nakręcał ją do tego, że nie musiała udawać. Że mogła sięgnąć gdzieś głęboko uśpionych części swojej osobowości i pozwolić im się rozwinąć. Była pierdolnięta. Ale w czym problem, skoro jemu to odpowiadało? Nie istniał. Szczególnie, kiedy już po chwili Madox szeptał jej na ucho jak kurewsko go to kręciło.
Uśmiechnęła się bezczelnie pod nosem i już odwracała w jego stronę, by podzielić się z nim za to czym on ją kręcił, tylko nim zdążyła cokolwiek powiedzieć Antoine już produkował się za nią, opowiadając o tym, jakie to było niesamowite przeżycie. Pilar trochę liczyła, że Madox zawodowo go spławi, ale z drugiej strony, kiedy wleciał temat Diego, momentalnie poczuła, że na chęciach temat poprzestanie. I faktycznie, zaraz się okazało, że blondyn idzie z nimi, a wszyscy razem lecą szukać ich wspólnego kumpla. Stewart przez moment nawet zastanawiała się po co im jakiekolwiek piksy, skoro tu wszystko i tak było obłędnie psychodeliczne — światła mieniły się z każdego drzewa, ludzie byli kolorowi, muzyka buzowała w uszach… czego chcieć więcej? Jak widać znaleźć Diego. To właśnie stało się ich misją. Pilar ruszyła razem z nimi, lekko niechętnie, bo jednak mieli ten czas spędzić razem, ale z drugiej strony może załatwią to szybko i załapią się jeszcze na parkiet? Miała szczerą nadzieje.
W pierwszej kolejności trafili do jakiegoś zielonego kółeczka, gdzie kilka blantów krążyło w kółko. Trochę już tego spaliła wcześniej z Antoinem, gdy byli w tłumie, więc planowała jedną rundkę sobie odpuścić, jednak kiedy Madox odwrócił się w jej kierunku i wbił w nią ciemne spojrzenie, wciąż trzymając dym w płucach, wiedziała, że tego akurat wcale sobie nie odpuści. Serce momentalnie zabiło jej mocniej, a kiedy jego wargi w końcu wylądowały na tych Pilar, poczuła dopiero wtedy, jak prawdziwe ekstazy w niej eksploduje. Nawet nie zdawała sobie sprawy, jak stęskniona była jego ust, dopóki nie poczuła znajomego smaku słodyczy, pomieszanego z krwią. Ulubione połączenie. Szarpnęła go za koszulkę jeszcze bliżej siebie i za nic nie interesując się, gdzie wylądował blant, pogłębiła pocałunek. Taka miała być dla niego oschła, a jednak w takich momentach kompletnie ją rozbrajał. Z całej, jebanej gardy.
Maldito diablo pieprzony diabeł, mruknęła prosto w jego jeszcze rozchylony usta, ostatni raz zaczepnie szturchając jego górną wargę językiem. Był diabłem. Z prawdziwego zdarzenia. I on doskonale o tym wiedział, zarówno kiedy całował ją namiętnie, jak i gdy kazał Antoinemu wcisnąć się wśród tłum lasek na piksach, które momentalnie zaczęły go obmacywać. Pilar znała wielu gejów, jednak nigdy w życiu nie wiedziała, aby ktoś był tak bardzo przerażony dotykiem kobiety jak blondyn w tamtym momencie. Nachyliła się do Madoxa.
Już nawet ząb łysola mniej go wystraszył — rzuciła rozbawiona, przypominając sobie jak Antoine zaczął skakać w miejscu, kiedy tylko zakrwawiona jedynka wylądowała przed jego adidaskiem. Chciała dodać coś jeszcze, ale wtedy okazało się, że Diego powinni szukać na DJce. Poszli tam. I co? Gówno. Bo jego wcale tam nie było. Byli za to jacyś dziwni hipisi. Nawet nie zauważyła momentu, w którym kolorowy wianek wylądował na jej głowie, za to dokładnie zakodowała chwilę, gdzie naćpany ziomek wyglądający jak Jezus, w sukience aż do kostek podszedł do Madoxa, żeby mu powiedzieć, że jego aura jest tak intensywna, że aż mu stanął. I co? I Noriega też dostał wianuszek. Trochę bardziej rozwalony, ale wciąż. Całe szczęście, że z głowy, a nie… innej główki. Do tego informacje, żeby Diego szukać przy barze.
Było ich kilka, jednak jeden niedaleko sceny, największy, przy którym stała masa ludzi, a barmanki uwijały się jak mróweczki. Pilar szarpnęła Madoxa w tłum i tym razem to jemu przypadł ten zaszczyt, by trzymać się z Antoinem za rękę. Nawet go trochę pogładził kciukiem po nadgarstku. Dobrze że Pilar tego nie widziała, bo jeszcze by była zazdrosna i sie bała, że z nim ucieknie do Vegas wziąć ślub.
Szukamy Diego — rzuciła do pierwszej lepszej dziewczyny z obsługi, która zwróciła na nich uwagę, nachylając się nad barem.
A ja szukam dobrego seksu kochana i co? — odpowiedziała bezczelnie, po czym zmierzyła Stewart od góry do dołu. — Ja pomogę tobie a ty mi? — dopytała, na co Pilar jedynie zamrugała zaskoczona. Zawsze myślała, że to ona miała niewyparzone język i ciężko było ją czymś zagiać, a jednak ta bezpośredniość zmiotła na moment nawet nią. Szczególnie, że kobieta za ladą była śliczna. — Po co wam Diego? Ja wam mogę zrobić zajebiste drinki… — nachyliła się jeszcze bliżej Pilar. — Z wkładką — dodała, zaglądając jej w dekolt.
Nie trze… — nawet nie dokończyła, bo Antoine wywalił jej z bara i wcisnął się między nie, kładąc łapy na blacie.
TO WEŹMIEMY TRZY — krzyknął, przerywając Pilar w pół słowa. — Je paie! Ja płacę! — sięgnął do kieszeni i wyciągnął jakąś złotą kartę. Cisnął ją na blat, podczas gdy dziewczyna poszła zrobić im jakieś kolorowe shoty. Pilar od razu zauważyła, że dane na karcie za nic nie pokrywały się z ich francuskim przyjacielem. Złoty plastik była na jakiegoś Jose Garcia. Czyżby Antoine ją komuś zajębał? Już miała się zapytać, ale wtedy do Madoxa przysunął się jakiś starszy facet. Dziadek nawet, chociaż i tak jego pomarszczone ciałko miał całe wymalowane farbkami.
Szukacie Diego? — zapytał niskim, ochrypłym głosem. — Jest na mojej łodzi zaraz przy plaży — wyjaśnił i zamówił kilka drineczków na wynos. Za ten czas barmanka wróciła z ich szotami i czymś w środku. Piją? Czy idą sprawdzić łódkę?

:pilar2: :madox:

tequila con muerte

: pt mar 27, 2026 7:42 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa i narkotyki
Jak miała być dla niego oschła, kiedy on parzył się w palce, w których trzymał tego blanta, tylko po to, żeby zamknąć jej gorące, pełne wargi w pocałunku. Pocałunku o smaku zioła i krwi. Kiedy ona go przyciągał do siebie za koszulę, jego wolna dłoń sunęła po jej pomalowanej skórze pod materiałem zwiewnej, czerwonej sukienki.
Nawet to maldito diablo, w które ułożyły się jej usta nie sprawiło, że się od niej odsunął chociaż na milimetr, wręcz przeciwnie swoim językiem zaczepił jeszcze ten jej, ciemne tęczówki zawieszając na moment na jej pięknych, czekoladowych oczach.
- Y por eso me amas - i za to mnie kochasz, mruknął jeszcze w jej usta, zanim oddał blanta Antoine i zanim w końcu zrobił krok w tył.
Na chwilę, tyle tylko, żeby przeszli dalej, bo przecież kiedy ich kumpel wciskał się w wesołą empatyczną gromadkę, to Madox sobie stał znowu obok Pilar. I on też się do niej łasił, jakby był na jakiejś emce - ten ząb... - zaczął Noriega i spojrzał jej głęboko w oczy, aż nabrał mocniej powietrze w płuc - lepiej bym go nie wyjebał - aż pokręcił głową. Bo może to brzmiało... źle? Ale z drugiej strony, to były słowa tak pełne uznania, które zresztą mogła widzieć w jego ciemnych oczach, wpatrzonych w nią z tą całą miłością - nie wiem już czy bardziej wolę jak łamiesz nosy, czy jak wybijasz zęby - naprawdę nie mógł się zdecydować, może nawet by jej powiedział coś jeszcze, pewnie jak bardzo go to kręciło. To, że ona w jego obronie robiła takie rzeczy, nikt dla niego czegoś takiego nie zrobił. Tylko, że już przyszedł Antoine z kolejną poszlaką.
Ruszyli do DJki, a tam ci hipisi i te wianki. Madox zrobił zeza zerkając na swój, ale tylko na moment, bo potem pokiwał głową, na słowa faceta.
- Już to gdzieś słyszałem, to znaczy o tej aurze... - stwierdził, bo to, że komuś staje od jego aury... po dłuższym zastanowieniu to też mógł słyszeć, bo Noriega przyciągał czasem naprawdę dziwne akcje.
Liczył jednak na to, że Antoine nie stanie, kiedy tak go trzymał za rękę i po niej głaskał. Bo może chłopak był śliczny, ale jednak Madox po prostu nie lubił facetów. I nawet przy takim pięknookim francuziku by mu nie stanął.
Na szczęście już stali przy barze i Madox w pierwszej chwili po prostu się rozejrzał za Diego, ale go nie widział, więc zaraz już stanął za Pilar, akurat kiedy barmanka mówiła, że szuka dobrego seksu, a potem mierzyła Stewart spojrzeniem.
- Zajebista jest w te klocki, ale zajęta - rzucił do dziewczyny za barem i nawet sobie oparł o ladę rękę obok ramienia Pilar. Chociaż później to ciemne tęczówki Madoxa przesunęły się po barmance - chyba, że... - zaczął, ale ona w międzyczasie zaproponowała im drinki, a zaraz Antoine powiedział, że biorą takie trzy.
To właściwie Madoxowi nie przeszkadzało, ale to jak szturchnął Stewart już trochę tak, bo uniósł jedną brew i otoczył ją ramieniem.
- Uważaj trochę... - wycedził przez zęby, bo go już trochę irytował ten ich nowy kolega, a właściwie to jak się po prostu wszędzie wpierdalał. A jednak szota postanowił mu nie odmówić, zwłaszcza takiego ze wkładką. Zawiesił ciemne tęczówki na barmance patrząc jak je przygotowywała, ale wtedy podszedł do niego ten dziadek. Madox się odwrócił i zaraz uśmiechnął.
- O kurwa zajebiste malunki - oczywiście, że musiał faceta pochwalić, on też zresztą zaraz powiedział, że oni z Pilar też są bardzo artystycznie pomazani, zbili nawet piątkę. Później facet zaprosił ich na łódkę, gdzie podobno był Diego. Ale też stanęły przed nimi te szoty i chociaż Madox pewnie by się nawet nie zastanawiał, bo przecież on zawsze to robił. Nie brał pod uwagę żadnych konsekwencji, to przysunął się bliżej Pilar opierając łokieć o ladę i stając plecami do Antoine, który już podniósł jeden kieliszek i czekał tylko na nich.
Ale tak szczerze, to Noriega miał to gdzieś, bo on się teraz pochylał do Stewart, jego oddech najpierw omiótł jej nagie, pomalowane ramię, a potem szyję, na koniec ucho.
- Jak nie chcesz to nie pijemy, idziemy na łódź i weźmiemy coś innego - oczywiście, że jej dawał wybór i jeszcze się pod nią zamierzał podporządkować. Chociaż Madox chciał, tak jak chciał iść na plażę, to chciał też coś tutaj zarzucić, ale to już był inny rodzaj jego chcieć, już coś takiego, co po prostu nie mógł jej narzucić. Bo jak zabierał ją na plażę, to z myślą o tym, żeby to po prostu zobaczyli tego smoka, to otwarcie. A teraz... to jednak po prostu czekał na jej decyzję. Bo przecież brał pod uwagę to co się wydarzyło z Daltonem, wszystko brał. Bo chociaż czasem odpierdalał, to traktował ją śmiertelnie poważnie.
- Albo nic... pójdziemy po prostu potańczyć - taka opcja też wchodziła w grę, mogli po prostu wziąć butelkę rumu i iść potańczyć. Znaleźć sobie jakieś miejsce w tłumie, takie tylko ich. A nie znowu bawić się ze wszystkimi dookoła.
- Bierzcie! - zawołał Antoine, a Madox spojrzał na niego przez ramię, wyjebie mu kiedyś, bo go denerwował. Barmanka też wróciła do nich i oparła się łokciami o ladę uwydatniając dekolt, ciemne oczy zawiesiła na Pilar i Madoxie.
- Za piętnaście minut kończę, mam tam znajomych, jak chcecie to możecie się podpiąć, idziemy potańczyć - zaproponowała i podsunęła jeden kieliszek Pilar pod nos. Czyli mieli kolejną opcję, brzmiała nawet spoko...
Tyle opcji, szkoda tylko, że oni chcieli spędzić ten wieczór razem. We dwoje.
Ale przecież Madox to nigdy się nie umiał zdecydować, bo on chciał wszystko, walnąłby szota, poszedł na łódź, a na koniec jeszcze umówił z barmanką. Jakby był tutaj sam.
I jakby jego myśli nie kręciły się tylko wokół Pilar i tego, że na pierwszym miejscu miało być to, żeby ona się po prostu czuła dobrze. A nie kolejne jego chcę. I chociaż to było do niego niepodobne, to... z nią się takich rzeczy uczył. Chciał się uczyć, coś zmieniać, dla niej. Po prostu.

Tu elección cariño ˚˖𓍢🌷✧˚.🎀

tequila con muerte

: pt mar 27, 2026 8:43 pm
autor: Pilar Stewart
Faktycznie za to go kochała.
Za to, że był narwany i pierdolnięty. Nieprzewidywalny. Z jednej strony zły do szpiku kości, potrafił działać z zimną krwią, a w tym samym czasie człowiek ze złotym sercem, który za ludzi których kochał, był w stanie oddać życie. Ktoś, kto chociaż dookoła mówił, że miał wyjebane w innych, wiecznie im pomagał. A to tego wszystkiego najbardziej c a l i e n t e mężczyzna na całej plaży. Albo i w całym Meksyku.
Słuchała z uśmiechem, gdy rozwodził się nad tym, jak wybiła ząb łysolowi. Chociaż nie miała zamiaru przyznawać tego na głos, Pilar również się podobało. Chociaż trenowała walkę wręcz od wielu lat, przerzucała się z kumplami z komendy na macie, naprawdę rzadko kiedy mogła sprzedać komuś tak intensywnego, soczystego kopa, a już tym bardziej tak technicznego, żeby wywalić komuś jedynkę ze zgryzu. Wyglądało to dobrze, niezależnie od tego jak źle to nie brzmiało.
Jak prawdziwa kobieta gangstera? — uniosła na niego spojrzenie, zaglądając w ciemne oczy, podczas gdy na jej twarzy wymalował się zaczepny uśmiech. Czy to właśnie tak kobiety mafii egzekwowały nieposłuszeństwo? Rozprawiały sie z osobami, którzy zadali z jej ludźmi? Jeśli tak, to ten element wymagań miała już odhaczony.
Jak i zajebisty seks, który zaraz Madox potwierdził przy barmance. Z jednej strony m i ł o, że postanowił się podzielić tym z kobietą, jednak tuż obok Antoine krzyknął jakiś zgorszony, a potem zaczął klaskać w dłonie, że homo is the shit i totalnie Pilar powinna pójść w tango z barmanką. Blondyn może i był pizdą jeśli chodzi o walkę, ale trzeba mu było przyznać, że miał tupet, żeby takie rzeczy mówić przy Noriedze. A może po prostu nie zdawał sobie sprawy, że autentycznie mógł od niego zarobić? Może w swojej ślicznej, francuskiej główce myślał, że Pilar obroni go przed wszystkim, co złe? Jeśli tak, to grubo się mylił.
Nie pomyliła się jednak kobieta za barem w proporcjach i zaraz przed nimi wylądowały trzy, pokaźnych rozmiarów szoty. Pilar przyjrzała im się uważniej. Z jednej strony wiedziała przecież, że nie będzie tam żadnej tabletki gwałtu, jednak gdzieś z tyłu głowy wciąż miała demony związane z Daltonem. Chociaż na dobrą sprawę ile czasu jeszcze miała zamiar się tak katować? Już nigdy w życiu nie wypije żadnego drinka? Przecież to nie tak, że dostała coś randomowego jak ten kubek w tłumie. Tu wszystko raczej było w ramach pewnego rozsądku. Poza tym, miała przy sobie dzisiaj coś, czego zabrakło wtedy — od początku miała przy sobie Noriegę. Noriegę, który teraz patrzył jej głeboko w oczy i dawaj jej wybór. Który nagle chciał się dostosować do wszystkiego, co będzie chciała — pić, nie pić, iść do łodzi, nie iść do łodzi, a może jednak poczekać na barmankę? W jego oczach widziała, że chciał zrobić wszystko. Bo przecież taki był Madox — on chłonął te wszystkie doświadczenia, brał wszystko, co mu los zrzucał na barki i szczerze? Cały ten klimat dookoła wraz z adrenaliną, która wciąż krążyła w jej żyłach, sprawiał, że ona również tego chciała.
Dobra, chuj — wyprostowała się, przysuwając do niego jeszcze bliżej. Wolną ręką sięgnęła do lady, by zgarnąć z niej dwa kieliszki. Jeden podała Noriedze, drugi zacisnęła między własnymi palcami. — Jesteśmy w pierdolonym Meksyku — przypomniała im. — Skoro zamiast dać mi zajebisty orgazm wolałeś przyjechać tu na plaże, to chociaż zróbmy z tego pożytek i zaszalejmy — naturalnie było w tym nieco wyrzutu, ale przede wszystkim w jej głosie była pewność i ekscytacja. Chciała to zrobić. Sprawdzić się. Kompletnie oczyścić głowę z nadmiernych myśli, które co chwile pojawiały się gdzieś z tyłu, a przede wszystkim to przeżyć z nim coś nowego. Przytrzymała go jeszcze na moment, kiedy chciał chlusnąć zawartość.
Tylko obiecaj mi jedno — ułożyła ciepłe palce na jego dłoni, przysuwając się pod samą jego twarz. — Prométeme que no me dejarás hoy obiecaj, że już mnie dzisiaj nie zostawisz, poprosiła, patrząc mu głęboko w oczy, a zaraz potem zamknęła ich usta w pocałunku. Przelotnym, krótkim, jednak wystarczająco intensywnym, by po plecach przeleciał przyjemny dreszcz, a serce wyrwało się do przodu. — Hasta el fondo, cariñodo dna, kochanie, przełożyła ich przedramiona, przeplatając je ze sobą, by mogli się napić jak na bratnie dusze przystało, kompletnie ignorując Antoina, a następnie skinęła głową i w końcu wyzerowali swoje szkła. Dopiero wtedy do głowy Pilar przyszła myśl, że nawet nie dopytali dziewczyny, czy to była dokładnie za wkładka. No ale już chuj.
Zapytała ją jednak o numer i dokładne informacje, gdzie powinni przyjść, kiedy już wrócą z łodzi, jak znajdą Diego. Dziewczyna dokładnie ich poinstruowała, a zaraz potem Pilar już zaciskała dłonie na koszulce Noriegi, czując śmieszne ciepło rozlewające się po jej ciele.
Pierwsze na łódkę, potem na parkiet — zarządziła, wyciągając go sprzed baru. Antoine też się gdzieś w tym wszystkim odnalazł, bo nawet bez zaproszenia dalej za nimi szedł, tym razem kierując się w stronę wielkiego jachtu motorowego, zacumowanego tuż przy plaży, na którym również działa się niemała fiesta.

Hasta el fondo, cariño :pilar:

tequila con muerte

: pt mar 27, 2026 10:28 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, narkotyki, mi-ło-ść, dziwnie?
- Lepiej - Madox w zasadzie na pewno widział już jakieś kobiety gangsterów, kobiety mafii, właściwie to przecież w klubie widział wiele walecznych lasek, niektóre udawały, a niektóre naprawdę potrafiły się bić, jak Maddie na przykład. Ale żadna nie robiła tego tak jak Stewart. Jej mało brakło, a ona by jego rozłożyła na łopatki. Prawie.
A potem Madox prawie wyjebał Antoine, kiedy ten zaczął się ekscytować tym, że Pilar powinna iść w tango z barmanką. Malo już brakowało, żeby szarpnął go za te jego ładne, blond włoski i walnął jego głową w ladę. Ale zamiast tego chłopak podniósł kieliszek, a Madox co... Ruszył się tylko przecież, zahaczając łokciem o jego łokieć w taki sposób, że blondyn tym kieliszkiem przywalił sobie w zęby, i w wargę, mocno, bo Madox mocno się ruszył. Ale sam sobie przywalił.
- Ej... - zaczął coś blondyn, ale Noriega spojrzał na niego groźnie.
- Uważaj... jak pijesz... - wycedził przez zęby, bo następnym razem to ten kieliszek może mu się na przykład wbić w czoło. Blondyn przejechał językiem po rozciętej wardze, ale już sam się zajął swoim szotem, bo chyba zrozumiał. Albo może nie chciał gadać do pleców Madoxa, bo on się nimi do niego odwrócił.
Jego palce delikatnie musnęły ramię Pilar, kiedy się zastanawiała, nie nachalnie, tak tylko, żeby jej zasugerować, że cokolwiek wybierze, to będzie to dobra opcja. Bo przecież z nią każda była dobra. I nawet chyba nie spodziewał się tego, że się zdecyduje, na pewno się tego nie spodziewał...
Bo kiedy powiedziała to dobra, chuj, to on aż uniósł jedną brew, aż otworzył usta i może chciał jej jeszcze powiedzieć, że nie muszą tego robić...
Ale jej kolejne słowa i te kolorowe szoty w ich dłoniach, sprawiły, że usta mu się wygięły w uśmiechu. Szczerym, szerokim, zachwyconym. Nią po prostu.
Przysunął się do niej jeszcze bliżej, obejmując ją ramieniem i kolanem.
- Dam ci dzisiaj jeszcze niejeden zajebisty orgazm - wyszeptał tak, żeby tylko ona go słyszała, tak, że jego słowa osadziły się gdzieś na jej odkrytej szyi, na której były pieczątki z jego palców, po których przesunął spojrzeniem, łapiąc powietrze mocno w płuca, wraz z jej obłędnym zapachem. Już chciał podnieść kieliszek do góry, ale go zatrzymała. Ciemne tęczówki odszukały jej piękne, czekoladowe oczy. Chciał coś powiedzieć, może zapewnić ją, żeby się nie martwiła, bo będzie nad wszystkim czuwał?
Ale zamknął się i jej słuchał.
- Te prometo que nunca te dejaré - obiecuję, że cię nigdy nie zostawię, powiedział i wyrwał się do niej, do tego pocałunku, który złożyła na jego wargach, który sprawił, że wzdłuż kręgosłupa przeszedł przyjemny dreszcz, a serce szarpnęło w piersi tak mocno, że aż zabolało - y hoy te cuidaré, aunque tenga que hacerlo... - a dzisiaj cię będę pilnował, chociaż bym miał..., i już chciał powiedzieć, że chociaż miałby to przypłacić życiem, ale akurat w ich przypadku mogło to zabrzmieć zbyt dramatycznie, albo zbyt prawdziwie nawet? - hoy eres todo mío - dzisiaj jesteś cała moja, i to jej musiało wystarczyć. Ta obietnica, że była dzisiaj jego, pod jego opieką, razem z nim po prostu. W tym jego popierdolonym, psychodelicznym świecie.
Zaczepił ręką o tę jej podnosząc nieco kieliszek, kiedy powiedziała to do dna.
- ¡Salud! - rzucił jeszcze i zaraz wychylił szkło do dna. Szot był dobry, sam w sobie, ale na dnie miał coś gorzkiego, co jeszcze nie do końca się rozpuściło, a teraz spoczęło na języku. Gorzki, chemiczny posmak, zna-jo-my.
W zasadzie... Madoxa już średnio obchodziła barmanka, i chociaż to pewnie jakieś głupie i nie na miejscu, to cieszył się jak dziecko na to, że Pilar wypiła z nim tego szota z wkładką. Ekscytował się tym, jakby był na jakiejś najlepszej imprezie w życiu i tylko czekał, aż prochy mu się wczytają.
- Brzmi zajebiście - stwierdził słuchając jej planu, splótł jej palce ze sowimi i teraz trzymał ją blisko siebie, nawet kiedy przechodzili przez tłum, kiedy zatrzymali się na moment gdzieś na deskach, bo akurat uderzyła w nich jakaś melodyjna nuta. Taka, że Madox musiał ją obrócić, a po tym piruecie przyciągnąć w swoje ramiona, blisko, ciemne oczy wpatrzone w ciemne oczy. Usta przy ustach. Może nawet by tu zostali, bo tutaj też było całkiem miło. Tylko kurwa...
Antoine, który nie zamierzał dać im chyba spokoju, póki nie odnajdą Diego już stał obok nich, bardzo blisko. Chcieli, czy nie, ruszyli w kierunku molo. Ale właściwie to chcieli.
Na łodzi, a właściwie to jachcie też kręciła się niezła impreza, muzyka była inna, bardziej masująca mózg, bardziej sensulana, w powietrzu czuć było dym z cygar, mocny, ale aromatyczny, zamiast kolorowych szotów lał się rum, chociaż na górze kilka dziewczyn tańczyło trzymając w dłoniach drinki z palemką. Wszyscy świecili i wszyscy ze sobą rozmawiali. Śmiech mieszał się z muzyką.
A po środku tego wszystkiego rzeczywiście stał Diego. Tańczył przytulańca z jakąś dziewczyną. Madox nawet nie zwrócił na to uwagi, bo on już ciągnął Pilar za rękę do tego dziadka, który ich zagadywał przy barze, a teraz grał na ukulele i śpiewał jakiejś meksykance, która bujała się do tego wesoło. I on też się chciał pobujać z Pilar, objął ją ramieniem w talii przysuwając swoje biodro do tego jej, tylko wtedy za ich plecami odpalił się Antoine.
- Diego co ty... - zaczął dramatycznie i Madox z Pilar automatycznie się odwrócili, a spojrzenie Noriegi dopiero teraz padło na Diego i na tą dziewczynę. Aż syknął Pilar do ucha. Bo może on wcześniej to by chętnie temu Antoine wyjebał, to teraz chyba obudziły się w nim jakieś uśpione pokłady empatii. Madox po pigułach to zawsze był przyjemniaczkiem, a to co mieli w drinku to na pewno była jakaś emka, pomieszana ze spidem najprawdopodobniej, ale była milusia. Madox tak milusio objął ramieniem Pilar przyciągając ją do siebie jeszcze bliżej. Jego oddech wylądował za jej uchem...
- Może się stąd zawiniemy... - zaproponował jej cicho, ale Antoine wyglądał tak biednie, a Diego się tylko jeszcze bardziej przytulił do tamtej laski mówiąc, że to jest jego dziewczyna, że serce się krajało. Blondynek przez moment stał w miejscu, ale zaraz odwrócił się na pięcie i ruszył po molo.
Nie idźmy za nim. Nie idźmy za nim. Nie idźmy za nim...
Modlił się w myślach Madox, mocniej zaciskając palce na dłoni Stewart. Ruszy ich, czy nie ruszy?

Cariño, bienvenido a mi cuento de hadas °❀⋆.ೃ࿔*:・