Strona 43 z 45

tequila con muerte

: sob mar 28, 2026 11:24 am
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, narkotyki, gejowskie złamane serduszko i filozoficzne rozmowy o miłości
Pilar Noriega to prawdziwa dzikuska i jakby Madox o tym wiedział, że to to jego nazwisko obudziło w niej tą bardziej niegrzeczną stronę, to on by chyba od razu wziął z nią ślub, tutaj na tej plaży, przed jakimś bożkiem, który by ich połączył na to wcielenie i tysiąc następnych. Nawet by się nie zastanowił, a przecież on wcale nie wierzył w takie rzeczy.
Wierzył za to, że się będą zajebiście bawić, kiedy stali w tłumie, jakby nic dookoła się nie liczyło, jakby byli tutaj sami, wpatrzeni w swoje oczy.
Wyglądasz..., uśmiechnął się kiedy zaczęła i chyba trochę czekał aż dokończy, ale oczywiście... wpierdolił im się Antoine. On to miał wyczucie czasu, a przede wszystkim w ogóle nie rozumiał tego, że jest im potrzebny jak piąte koło u wozu. Wcale.

Ale może na łódce się odczepi? Kiedy wreszcie wpadnie w ramiona Diego i zaczną się razem bawić? Tak jak Pilar bawiła się z Madoxem bujając w rytmie piosenki wygrywanej przez ukulele, jego palce już haczyły o zwiewny materiał jej czerwonej sukienki, a usta muskały skórę na szyi, kiedy odchyliła do tyłu głowę.
Było przyjemnie.

Póki Antoine nie zrobił scenki, póki oni się nie odwrócili, a Pilar nie wydęła dolnej wargi, bo Madox chyba przeczuwał co to wszystko znaczy. I chociaż jego też ruszyło, bardziej niż zwykle, bo normalnie... powiedzmy sobie szczerze miałby to gdzieś, bo normalnie liczyło się tylko co on chciał, albo Pilar… A teraz ona chciała...
- Musimy? - zapytał jeszcze oglądając się na dziadka z ukulele, dostał od niego już cygaro, które schował sobie do kieszeni koszuli. Jeszcze zerknął na Diego, bo miał od niego kupić jakiś temat, ale Stewart ściągnęła go z bara, z jednej strony zrobiła to jakoś tak seksownie, ale z drugiej.
- Sorry stary - rzucił Madox rozkładając ręce, bo on po piksach był naprawdę pokojowo nastawiony. A kiedy coś mu wypadło na buta, to oczywiście się po to schylił.
Oddać? Nie oddawać?
Może i był ciut milszy, ale to wciąż był Madox, schował zawiniątko do kieszeni, a później już ruszył za Pilar, nawet na moment nie puszczając jej ręki, chociaż rozglądał się dookoła, bo tu go przyciągała muzyka, tu ładnie tańczące pary, a tam po prostu śmiech.

Ale jednak wylądowali na jakimś murku koło blondyna. Madox sobie usiadł i już spojrzenie wbijał gdzieś w piasek, bo jakoś ładniej się na nim wiły kolorowe światła. Jednak kiedy Pilar wylądowała u niego na kolanach, to na niej się skupił, wtulając w nią, zaciągając jej obłędnym zapachem. Nie ma piękniejszego na świecie.
Nawet miał jej to powiedzieć, ale ona zaraz zaczęła rozmowę z blondynem, a potem... ręka Noriegi wylądowała na jego mięciutkich włosach. Rzeczywiście były mięciutkie, aż go po nich pogłaskał, a potem poklepał po główce jak Williama, pac pac.
- Z takimi włoskami... - już chciał powiedzieć, że znajdzie sobie chłopaka, ale Antoine wtedy załkał, że on kocha Diego, a Madox wtulił się w Pilar, bo on kochał Pilar. Słuchał jej, ale trochę odpływał myślami do tego, że mogliby sobie na przykład tańczyć na łodzi. A oni dzisiaj cały dzień udzielają wszystkim sercowych porad, jak jacyś eksperci. Chociaż specjalistka od spraw sercowych Pilar Stewart, prawie Noriega też mu się podobała, oparł jej dłoń na udzie kreśląc na nim jakieś wzroki, serduszka głównie.

Mruknął kiedy jej dłoń wylądowała w jego włosach i poczuł jej paznokcie na potylicy, mimowolnie po plecach przeszedł mu dreszcz, a z płuc wyrwało się mocne westchnie. Chociaż zerknął na te lampki, które wskazała i Madox oczywiście pokiwał głową, jakby wszystko rozumiał. No bo przecież to było pierdolone połączenie dusz, ona mu nie musiała nic tłumaczyć, a on i tak wiedział o co chodzi.
Ale Antoine nie wiedział. Madox aż wywrócił oczami. Miał coś nawet powiedzieć, może go zapytać czy co on, przygłupi jakiś? Ale Pilar kontynuowała, a on znowu jej słuchał, znowu pokiwał głową. Pięknie to powiedziała.

Chociaż jak go zapytała, czy się z tym zgadza, to musiał wtrącić swoje trzy grosze...
- Tak jest... I ja jestem czerwoną, Pilar też jest czerwoną - musiał ją zaczepić muskając wargami jej ramię, a potem znowu spojrzał na Antoine - a ty jesteś różową - no ładnie im dał kolorki - no i czasem... - czyli jeszcze będzie do tego jakaś puenta - wydaje ci się, że trafiłeś na drugą różową i to jest to, a tak naprawdę to ona jest zielona - pasowała do Diego, gościu od zielonego - zielony - i to jednak nie to, co myślałeś, ale... sięgnął ręką, żeby poklepać blondyna po ramieniu, mocniej niż chciał chyba, bo aż się zatoczył, no ale on był taki... słabiutki - jesteś na plaży i tu jest dużo lampek, w różnych kolorach i może gdzieś na ciebie czeka też różowa, więc nie ma się co łamać, trzeba poprawić włosy i koszulę i iść wyrwać jakieś laski... to znaczy chłopaków - no tak, Madox specjalista od leczenia złamanych serc podrywem. Ale u Zbycha zadziałało, więc może u Antonia też zadziała? Antoiniego? Madox nawet za bardzo nie umiał tego wypowiedzieć, ale to nic.
- Więc głowa do góry młody i działaj, bo masz zajebistą noc przed sobą - jeszcze raz go walnął w ramię i trochę liczył, że go zmotywował, przede wszystkim do tego, żeby już się od nich odpulił.
- Ale ja nie jestem za dobry w podrywaniu... - wymruczał blondyn.
No nie kurwa.
Madox już to dzisiaj słyszał. Tylko, że o ile Zbychowi mógł jakoś pomóc, to...
- Ja też nie umiem podrywać facetów, może Pilar? - ona to na pewno potrafiła. Gorzej, że jak przy Madoxie tylko udawała barmankę, która podrywa klientów, to go skręcało. Ale może po piksach nie będzie? A może w ogóle nie wpadną na to, żeby mu to demonstrowała? A może nagle spadnie im z nieba jakiś drugi samotny gej?
Proszę.


eres mi luz roja, nena 🌹💃🏻❤️‍🔥

tequila con muerte

: sob mar 28, 2026 4:21 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa i brzydki content
Pilar nie potrafiła mówić pięknie o miłości.
A jednak po emce wychodziło jej to za-je-bi-ście.
Pierdolona Pilarulo Coelho. Inaczej nie dało się nazwać kogoś, kto porównywał złamane serce do światełek, które mimo wszystko wciąż świeciły. Pomimo przeciwności losu, temu, że ktoś mówił im, że są brzydkie, że już ich nie kocha (tak, wciąż mówimy o lampkach), ona wcale się nie poddawały. Świeciły swoim najpiękniejszym blaskiem, po prostu robiąc swoje. I tego właśnie Stewart oczekiwała on Antoina — że weźmie los w swoje ręce, otrzepie się ze złamanego serca i zacznie od nowa. Nie mógł przecież aż tak kochać Diego po jednym lodzie, no kurwa. Jasne, mogło to podchodzić pod zauroczenie, ale zdecydowanie nie miłość. Szczególnie, że ten i tak ledwo kontaktował, z tego co widziała. Był pod tak mocnym wpływem, że rano z pewnością nie będzie nawet pamiętał, że był na jakiekolwiek plaży. Tym bardziej przez takiego gagatka blondyn nie powinien się załamywać.
I tego samego zdania był Madox, który zaraz dołączył się do dyskusji. Pięknie podłapał temat światełek i — co więcej — pociągnął go w odpowiednim kierunku. Nagle ta poruszająca mowa motywacyjna nie była już tylko o leczeniu złamanych dusz, a o znajdywaniu nowych, pięknych kolorów, z którymi nasze lampki naprawdę będą mogły świecić w pełni. Tak jak te ich czerwone. Czerwone jak krew, która towarzyszyła im na porządku dziennym, jak kolor sukienki Pilar i pięknego serca Madoxa, które czuła pod swoją dłonią, którą błądziła gdzieś pod materiałem jego koszulki, gdy mówił.
A mówił tak ł a d n i e.
Ślicznie. Do tego stopnia, że sama Stewart patrzyła na swojego mężczyznę jak zaczarowana. I chociaż zawsze czuła do niego ogrom miłości, tak w tamtej chwili to wszystko jakby się… potęgowało. Przejechała dłonią po jego policzku, gdy Madox klepał Antoina w pleckach, nawet nie zwracała na to uwagi, bo jej palce już sunęły po szorstkim policzku, a oczy błyszczały, odbijając setki kolorów.
Pięknie to powiedziałeś, cariño — mruknęła, przysuwająć się do niego jeszcze bliżej i łasząc bezczelnie. — Jesteś taki mądryi przystojny, wspaniały, kurewsko seksowny... znowu chciała mu powiedzieć te wszystkie rzeczy, czując kolejny przypływ miłości. Tak bardzo go kochała. Przysunęła się jeszcze bliżej, umieszczając sobie jego głowę we własnych piersiach i głaszcząc go po włosach, podczas gdy Antoine żalił się, że za nic nie umiał podrywać facetów.
Ja też nie umiem — rzuciła od razu, kiedy Madox o niej wspomniał, ale oboje spojrzeli na nią jak na wariatkę, więc przewróciła oczami. — Dobra może umiem, ale ja już mam swojego faceta — dodała zadowolona i zaraz nachyliła się w dół, żeby złożyć na twarzy Madoxa kilka pocałunków: na skroni, na oczach, policzkach i nosie. A potem jeszcze chciała przenieść się na usta, nawet zadarła w górę jego brodę, tylko wtedy Antoine szarpnął ją za ramie.
Błagam cię, Pilar, pomóż mi!! — wyjęczał, robiąc minę zbitego psa. — Potrzebuje bolca — dodała, a Stewart przez moment zaczęła się zastanawiać czy bolec po francusku to może jakiś określnik na miłość, no bo wydawało się przed chwilą, że blondyn chciał szukać bratniej duszy, a teraz wychodziło, że tylko kutasa? Ale w sumie to nawet prościej.
Skoro chcesz tylko bolca, to szybka piłka — wyprostowała się nieznacznie, zarzucając włosy do tyłu, chociaż jedna jej dłoń wciąż błądziła po twarzy Noriegi. — Podchodzisz, zagadujesz, jesteś zajebiście bezpośredni i tyle. I musisz pamiętać, że patrzeć mu głęboko w oczy i się nie bać — proste? Proste. Tu naprawdę nie było wielkiej filozofii, a przynajmniej w kwestii hetero facetów na jeden raz, wystarczyło się ładnie uśmiechnąć i lekko pokokietować. — Szczególnie tutaj, gdzie każdy już jest naćpany — bo jeszcze jak wyrywanie kogoś na trzeźwo to mogło być wyzwaniem, tak tutaj powinno to pójść dziecinnie prosto.
Ale ja się boje zagadywać — Antoine znowu jęczał, wymachując rękami. — Stresuje się wtedy i nigdy nie wiem o czym powinienem wtedy po…
To udawaj, że się potknąłeś — przerwała mu, mówiąc o tym, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Ale Antoine znowu nie czaił, bo patrzył na Pilar jakby właśnie powiedziała do niego całe zdanie po chińsku. — Kurwa no nastawiasz się, trącasz go ramieniem, a potem nawijasz o tym jak to przeznaczenie was na siebie wrzuciło bla bla bla jak dobrze idzie to bierzesz go na parkiet i tam robisz swoje — już bardziej dostanie nie dało się tego wyjaśnić, ale blondyn wciąż nie łapał. Słowa do niego nie docierały, a to znaczyło tylko jedno. — Dobra, kurwa. Pokaże ci — przewróciła oczami i niechętnie odsunęła się do Madoxa i wstała. Poprawiła sukienkę, odsłaniając dekolt jeszcze bardziej i rozejrzała się dookoła. Całkiem niedaleko ich była grupka ludzi bujająca się do muzy. Ujdzie. — Rób notatki, burro nieuku, dodała pod nosem, czego on i tak nie zrozumiał, po czym nachyliła się jeszcze do Noriegi. — No seas demasiado celosoNie bądź za bardzo zazdrosny, wyszeptała i chociaż w pierwszej chwili chciała złożyć na jego ustach w końcu ten wytęskniony pocałunek, to finalnie tylko zaczepiła językiem o jego wargi i się podniosła.
Niechętnie ruszyła w stronę grupki facetów. Nie chciała nikogo podrywać, bo przecież mężczyzna jej życia, jej mi mayor felicidad siedział na murku i czekał na nią. A teraz patrzył na jej odchodzącą sylwetkę, dlatego Pilar od razu bardziej pokręciła biodrami, rzucając mu ostatnie spojrzenie przez ramię.
Kiedy już była praktycznie przy nich, przekręciła głowę w bok, że niby nie patrzyła gdzie idzie, po czym dosłownie w l e c i a ł a w ramiona wysokiego, opalonego bruneta z tatuażami. Nie był tak piękny jak Madox, ale z pewnością przystojny. Jeszcze w locie złapała go za koszulę i wymusiła na nim, żeby uchronił ją przed upadkiem. Jego dłonie momentalnie osadziły się na podkreślonych przez sukienkę biodrach, a spojrzenie na twarzy Pilar, która już nawijała o tym, jaka to była niezdarna albo po prostu to był los, który postawił ich na swojej drodze, patrząc mu głęboko w oczy. Facet momentalnie podłapał gadkę i przez moment nawet nie podniósł jej do pionu, tylko trzymał w nachyleniu we własnych ramionach. Chociaż Madox i Antoine nie mogli słyszeć o czym dokładnie rozmawiali, z łatwością byli w stanie zobaczyć, jak Pilar uśmiecha się zalotnie do faceta, kładzie mu dłoń na klatce piersiowej, a on swoimi zjeżdża na jej pośladki i zaciska. Zaraz potem wskazał również dłonią w stronę parkietu, gdzie chciał ja zaciągnąć, ale wtedy ona pokazała mu miejsce, w którym siedział Madox i Antoine tłumacząc, że czekał na nią jej facet. Ziomek był ewidentnie niezadowolony, ale w końcu ją puścił i powiedział, że jak już się jej znudzi, to żeby go znalazła, a na pewno świetnie się zabawią.
Proste? Proste.
Podziękowała, wzięła od niego numer i wróciła do chłopaków, poprawiając włosy.
Już wiesz jak? — spytała zadowolona, przyglądając się blondynowi. — Dosłownie wpadasz, patrzysz w oczy i albo iskrzy albo nie — wzruszyła ramionami, bo według niej dokładnie tak to działało. Chociaż ze strony Pilar istrzyło tylko w jednym kierunku, w który zresztą po chwili popatrzyła, próbując wyczytać minę Noriegi.
Dobra, to faktycznie wydaje się proste. To może ja spróbuje — Antoine zerwał się nagle z murku i otrzepał gacie z piachu. — Będziecie mi tu kibicować? — spytał z nadzieją, a Pilar tylko pokiwała głową, że oczywiście. Chłopak ruszył przed siebie w stronę w stronę jakiegoś kolorowego faceta z różkami jednorożca na głowie z kubkiem w ręce, a Stewart znowu usiadła wygodnie na kolanach Madoxa. Znowu chciała go tulić i całować, teraz jeszcze bardziej niż wcześniej, bo ta cała akcja sprawiła, że kurewsko się za nim stęskniła, jednak trzeba było wspierać ich wychowanka w swoim pierwszym podrywie na spontanie.
Chód miał dobry, stabilny, chociaż kiedy znalazł się u celu, zamiast udawanie rzucić się na faceta, to Antoine się potknął i poleciał na twarz. Facet nawet nie zdążył go złapać, za to blondyn szarpnął go za koszulkę przez co nie tylko się wywalił na piach ale i spowodował, że cały drink jednorożca wylądował na twarzy francuza. Ups?

mi mayor felicidad ˚˖𓍢ִ໋🌷͙֒✧˚.🎀༘⋆

tequila con muerte

: sob mar 28, 2026 6:04 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, narkotyki i dziwne rzeczy
Może oni w ogóle powinni się przebranżowić i zamiast robić w policji, czy klubie, to po dragach prowadzić jakieś warsztaty, i głosić mowy motywacyjne na temat miłości, i szukania swojej drugiej połówki?
Bo wychodziło im to zajebiście!
Co prawda pewnie wtedy też cała widownia powinna być pod wpływem, żeby to w ogóle zrozumieć, ale przecież to wszystko jest do zrobienia, na przykład tutaj, na tej imprezie, na tym festiwalu świateł, kolorów i miłości, wszyscy byli porobieni. I jakby teraz Pilar i Madoxa postawić na scenie, z tymi ich mowami, to na pewno zebraliby owacje na stojąco. A przynajmniej według Noriegi, którego ciemne oczy wpatrzone były w Stewrat jak w najpiękniejszy na świecie obrazek.
- Tak? - zapytał, kiedy powiedziała mu to, że pięknie to powiedział i już zaciskał palce na jej udzie przyciągając ją jeszcze bardziej do siebie - a ty taka piękna... - i pewnie by sobie jeszcze tak słodzili patrząc głęboko w oczy. Bo chociaż Pilar zawsze była dla Madoxa piękna, nawet jak się budziła z włosami sterczącymi we wszystkie strony, to dzisiaj była jakoś wyjątkowo. Nie mógł od niej oderwać spojrzenia. Chociaż zaraz już Antoine znowu wylewał swoje żale, a Madox łasił się jak kot, do piersi swojej narzeczonej, zaczepił zębami za złoty łańcuszek, który spływał jej po dekolcie. Nabrał mocniej powietrze w płuca i wypuścił je nosem na jej rozgrzaną skórę.
A zaraz już obaj patrzyli na nią, kiedy powiedziała, że nie umie podrywać facetów. Nawet Madox miał jej powiedzieć, że jego przecież poderwała. Chociaż może to on poderwał ją?
Albo po prostu weszli w to razem, nawzajem się prowokując. Aż znowu zawiesił spojrzenie na jej pięknych, czekoladowych oczach.
- I bardzo dobrze, nie chcemy nowego faceta... - rzucił, kiedy powiedziała, że ona już ma swojego faceta, a zaraz wyrwał się do niej, a kiedy jej gorące pełne usta składały na jego twarzy pocałunki, ciepłe i przyjemne, tak kurewsko przyjemne, że Madox aż mruknął jak dziki kot, a kąciki jego warg uniosły się ku górze. Już zadarł głowę, żeby ją pocałować, ale wtedy Antoine ją szarpnął, i chociaż Madox wciąż był milusiński, to spojrzał na niego krzywo.
- Jeszcze raz ją szarpniesz, to ci wypierdolę, nie żartuję - rzucił, ale bardzo spokojnie, bo to, że im przerywał, czy nawet szedł z Pilar za rękę, to było jedno, ale to, że on ją bez przerwy szarpał, to już Madoxa delikatnie mówiąc, drażniło.
Znowu oparł głowę między piersiami Stewart słuchając blondyna, chociaż jak powiedział o tym bolcu, to trochę mocniej ją ścisnął, bo co oni nagle z ekspertów od spraw sercowych przeszli na jakieś sutenerstwo? I będą mu szukać chętnego chuja?
Nawet miał się tym podzielić z Pilar, ale wtedy ona powiedziała, że to akurat będzie szybka piłka. Podniósł spojrzenie na jej twarz i kiedy tak przerzuciła do tyłu włosy, to jeszcze je zgarnął palcami, wplótł je w jej ciemne kosmyki na plecach przesuwając nimi po jej kręgosłupie. Słuchał jej, a zaraz nawet pokiwał głową.
- Jakby podeszła do mnie laska i powiedziała, że zrobi mi loda na plaży, to nawet bym się nie zastanawiał - chociaż teraz się zastanowił - to znaczy... kiedyś, bo teraz bym ją odpulił - musiał to dodać, żeby nie było żadnych wątpliwości. Ale zgadzał się z Pilar, tutaj nie było to trudne, a Antoine miał dość przyjemną aparycję, inna sprawa, że był wkurwiający.
Na te słowa Pilar, żeby udawać potknięcie obaj na nią spojrzeli, Madox nawet uniósł jedną brew.
- Jak udawać potknięcie? - zapytał, ale Stewart już zaraz im to tłumaczyła, i Madox się trochę zdziwił, bo on zakładał, że to te wysokie buty i laski się tak na nich zataczają, a tu jednak się okazuje, że one mogły UDAWAĆ. No ładnie.
A potem jeszcze Pilar stwierdziła, że to zademonstruje, aż Noriega nabrał mocniej powietrze w płuca i mogła to poczuć pod swoimi palcami, jak klatka piersiowa mu się unosi i opada. Jakby był trzeźwy to na pewno by się na to nie zgodził, i w zasadzie to nawet chciał się odezwać, ale Pilar już wstawała, więc znowu tylko wypuścił mocno powietrze z płuc przez nos.
- No sé... si funcionará -nie wiem... czy się uda, mruknął w odpowiedzi na jej słowa. Szczerze, bo doskonale sobie zdawał sprawę z tego, że jest o nią zazdrosny, kurewsko. Teraz też był. Tylko teraz też był trochę po prostu Madoxem przyjemniaczkiem. Ale czy na tyle, żeby siedzieć i patrzeć jak ona podrywa innego faceta?
Odchylił się do tyłu opierając rękami na murku, a ciemne tęczówki podążyły za nią. Nawet raz się nie obejrzał na blondyna, Kiedy Pilar się potknęła i chwycił ją ten facet, automatycznie, odruchowo Madox się spiął, ale nie ruszył z murku.
- Dobra jest... Jak myślisz co mu powiedziała? Patrz jak się gość na nią obślinił - odezwał się blondyn, a Noriega wciąż nawet się do niego nie odwrócił, bo on tylko patrzył na tego gościa, którego palce zacisnęły się na pośladkach Pilar ukrytych pod cienkim, czerwonym materiałem sukienki i na jej rękę, którą ułożyła mu na torsie z zalotnym uśmiechem. Aż przechylił na bok głowę, skręcało go w środku i jakby nie te piksy, które zjedli, to na pewno już by go nie było na tym murku. Chociaż kiedy Pilar obejrzała się w ich kierunku, to mogła dostrzec, że minę miał krzywą, a spojrzenie ogniste. A jeszcze jak wzięła od faceta numer, a on się za nią oglądał coś mówiąc, to Madox myślał, że go po prostu rozpierdoli, i nawet ta empatia, która rozpierała od środka nic na to nie pomoże.
Powinien tam iść i obić facetowi mordę, tak dla zasady. I kiedy Pilar ruszyła w ich kierunku, to on nawet nie patrzył na nią, tylko na tamtych facetów, który jeszcze się za nią oglądali.
- Chyba zaiskrzyło, bo nie mogą oderwać od ciebie spojrzenia - rzucił, ale nawet na nią nie spojrzał. Skrzyżował ręce na piersi, tym samym robiąc jej miejsce obok siebie, a nie na swoich kolanach. Może w normalnych warunkach, narwany Madox to by nawet na coś takiego nie pozwolił, albo zerwał się z miejsca i po prostu dał temu facetowi w gębę i by było w porządku. Ale po piksach, jakoś go to tak dziwnie gryzło w środku, gdzieś pod skórą, wcale nie przyjemnie. Nie chciał robić awantury, ale był wkurwiony.
Skinął tylko głową, kiedy ten Antoine zapytał, czy będą mu kibicować. Madox na pewno nie będzie, bo nagle to miał to jakoś zupełnie w dupie. Chociaż powiódł za nim spojrzeniem. A kiedy Pilar koło niego usiadła, to udawał, że go tak bardzo interesuje ten ich nowy kolega i jego próba podrywu, że aż pochylił się do przodu opierając łokcie o kolana.
Chociaż to co się tam zadziało spowodowało, że Madox aż się wyprostował, bo w pierwszej chwili to myślał, że on tak dobrze udaje, ale się okazało, że on się naprawdę wypierdolił, a do tego jeszcze wylał na siebie tego drinka, którego trzymał jednorożec. Noriega parsknął śmiechem, nie powinien się śmiać, więc zaraz zasłonił się ręką, ale wciąż się śmiał. No nie mógł się powstrzymać.
Ale przy blondynie już kucał ten jego wypatrzony jednorożec i pytał pewnie, czy nic mu nie jest. Antoine wyglądał żałośnie, jakby się miał popłakać, może nawet to zrobił, tylko z daleka nie za bardzo było widać, ale jednorożec głaskał go po tych mokrych policzkach, a potem nawet mu je obtarł swoją koszulką. Jeszcze trochę posiedzieli na piasku między tańczącymi ludźmi, coś gadali, Antoine kiwał głową, a w końcu jednorożec pomógł mu wstać. Teraz już też obaj się z tego śmiali, a potem zniknęli gdzieś w tłumie, razem poszli, więc... może i nie wyszło mu to tak jak Pilar, ale chyba się udało.
Madox znowu odchylił się do tyłu opierając rękami o murek.
- Tak szybko dorastają... - rzucił kręcąc głową, bo oni już dzisiaj w drogę wysłali trójkę i teraz jeszcze francuza. Ciemne tęczówki dopiero teraz odszukały czekoladowe, przenikliwe spojrzenie Pilar. Przeszło mu? Może.

Supongo que hay química porque no pueden apartar la vista de ti ⋆✴︎˚。⋆

tequila con muerte

: sob mar 28, 2026 10:12 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa, naćpana Pilar
Nie chciała tego robić.
Naprawdę nie czuła potrzeby, że iść do tych facetów i pokazywać Antoinemu, jak powinno się wpadać na facetów. No tylko co innego miała zrobić, skoro on nalegał, a w dodatku to przecież sam Madox przywołał ją do tablicy, jako ekspertkę do wyrywania? A Pilar tego wieczoru czuła tak wielką potrzebę pomagania innym, miała w sobie jakieś nienormalne pokłady empatii, że inaczej się nie dało.
Dlatego to zrobiła.
Poszła zaczepić obcego typka, który obślinił już po pierwszym spojrzeniu w oczy, ale na dobrą sprawę nie zrobiła przecież nic złego. Dosłownie stało się to na oczach Noriegi. Gdyby chciała cokolwiek odpierdolić, z pewnością nie robiłaby tego w jego obecności. A poza tym, co z tego, co robiła, jak ona niby gadała z tym facetem, a jednak cały czas myślała tylko i wyłącznie o pieprzonym diable z Medellin. O jego ciemnych, czekoladowych oczach, najpiękniejszych jakie kiedykolwiek widziała; o tatuażach, które zdobiły jego umięśnione ciało, które chciała zacałować centymetr po centymetrze; o jego głosie, tak miękkim i przyjemnym dla ucha, że mogłaby się w nim roztopić. Cały czas kiedy gadała z tamtym facetem, tęskniła do Noriegi.
A jednak — kiedy przyszła na murek, on nawet na nią nie spojrzał. Widziała na jego twarzy irytacje mieszającą się z chęcią zajebania typkowi, który przed chwilą ją zmacał. Z jednej strony mu się nie dziwiła, bo ona sama szarpała laskę za włosy niecałą godzinę temu, a jednak z drugiej przecież to był tylko eksperyment społeczny. I to w dodatku ku ich wspólnemu dobru! Bo jeśli Antoine w końcu wyrwie jakiegoś typa, to oni będą wolni. Będą w końcu mogli robić to, na co mieli ochotę. A Pilar miała ochotę… czuć Madoxa. Dlatego chciała usiąść na jego kolanach. Łasić się do niego. Tylko kiedy spróbowała to zrobić, on się przesunął i zrobił jej miejsce obok. Spojrzała na niego zawiedziona ale on wciąż spojrzenie miał wbite gdzieś w grupkę typów.
Ej, co jest? — spytała, przysuwając się do niego bliżej. — Jesteś na mnie zły? — przekręciła głowę, przyglądając mu się uważnie. Tylko na moment, bo zaraz Antoine poszedł robić swój wspaniały pokaz, a raczej wywrotkę prosto do piachu. Pilar chociaż chciała zachować powagę, to… nie potrafiła. Pierwsze zacisnęła usta w wąską linię, a potem buchnęła głośnym śmiechem. Głośnym i szczerym. Takim, który wypełnił przestrzeń dookoła. Tak mocno się śmiała, że prawie wywinęła orła na drugą stronę murku prosto na łeb. Całe szczęście w ostatniej chwili przytrzymała się kolana Noriegi.
Faktycznie szybko dorastali, bo jak się zaraz okazało, w tym szaleństwie była jakaś metoda. Może i Antoine nie zrobił zajebistego pierwszego wrażenia, ale za to pan jednorożec zdecydowanie zwrócił na niego uwagę i nawet pomógł mu wstać z piachu, przy okazji otrzepując mu… tyłek. Stewart aż uniosła brew do góry. Świetny znak. Znajdowali się trochę daleko od nich, więc Pilar dokładnie nie widziała, czy Antoinemu przypadkiem nie leciała z nosa krew, ale z drugiej strony, co ich to obchodziło, skoro zajmował się z nim jakiś inny przystojniak? Może nawet lepiej.
Wspólne opatrywanie ran łączy — dorzuciła pod nosem, przyglądając się jak pan jednorożec wyciera mu krew spod nosa, a potem zabiera go w stronę toalet. Mimowolnie przypomniała sobie jak ona po raz pierwszy szyła Madoxa. Aż uśmiechnęła się pod nosem. — Coś o tym wiemy, nie? — szturchnęła go ramieniem, a jego skóra była tak przyjemna, że zaraz zrobiła to kolejny raz, ocierając się. Tylko on wcale na nią nie reagował, a przynajmniej nie w taki sposób, jakiego by oczekiwała. Przyjrzała mu się uważnie, mrużąc oczy.
Maaaadox — przeciągnęła jego imię, przy okazji przysuwając się coraz bliżej, a kiedy on dalej nie zwracał na nią uwagi, to zaraz zeszła z murka i kucała przed nim tak, że już musiał na nią spojrzeć. Trąciła jego nos swoim, dłonie układając na udach. — Nie możesz być zazdrosny. Jeszcze o takie coś — oznajmiła, jakby w ogóle miała prawo mówić mu, co mógł a czego nie. Chociaż to wcale nie miało mieć takiego wybrzmienia, a bardziej chodziło jej o to, że nie mógł tego robić, bo… — Przecież wiesz, że jestem tylko twoja — przysunęła do niego twarz, opierając pełne usta o ucho, a policzek do policzka. Drapał on jej skórę tak kurewsko przyjemnie, że cała się rozpraszała. Zacisnęła mocniej ręce na jego skórze przy udach. — Żaden inny facet nigdy, ale to kurwa nigdy, nie będzie mnie miał w taki sposób jak ty — mówiła z przekonaniem, dzieląc się z nim tym, co niby przecież doskonale wiedział, ale jednak ona postanowiła mu przypomnieć. Była jego. Cała. Mogła być fantazją innych mężczyzn, mogli się do niej zalecać, podrywać i podjudzać, ale przecież ona i tak kochała tylko jego. To czyniło go wyjątkowym. Bardzo. Jedynym w swoim rodzaju. — Pierwszy i ostatni... jedyny, który zdobył serce Pilar St… Noriegi — wyszeptała, z każdym słowem muskając płatek jego ucha i przesuwając się dłońmi coraz wyżej, pod materiał jego spodenek. Nigdy przed nim nikogo nie kochała i wiedziała, że już nigdy nikogo nie pokocha tak mocno jak jego. To było fizycznie awykonalne. No po prostu kurwa niemożliwe, bo to co ona do niego czuła to…
Jezu, ja cię tak kurewsko kocham, ty sobie nawet nie wyobrażasz — rzuciła po chwili odpychając się od niego i po prostu lecąc do tyłu na piach. Był przyjemny. Drapał śmiesznie w skórę, a światła, które padały na jej ciało, przyjemnie grzały, chociaż musiała aż zamknąć oczy. Zakręciła się cała, jakby chciała się wtopić w ten cały piasek, a może po prostu się przed nim wiła? Cokolwiek to było, faza, która ją łapała była za-je-bi-sta. — Jesteś moją czerwoną lampką… moim buñuelos… — wymieniała kolejne rzeczy, kręcąc się w piasku, przy okazji dotykając własnych ramion, jakby co najmniej chciała się sama przytulić. — moją normalnie... naklejką z jaguarem.

Eres mi pegatina de jaguar ⸜(。˃ ᵕ ˂ )⸝♡

tequila con muerte

: ndz mar 29, 2026 12:04 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa i mózg rozjebany
Może i Madox sam ją poleciła, jako specjalistką od podrywania facetów. I może wiedział, że to jest taka gra, że wszystko to jest udawane, ale i tak nie mógł nic poradzić na to, że go to gniotło od środka. Że samo to, że jakiś inny facet trzymał ją w objęciach i tak na nią patrzył, a ona jeszcze się do niego uśmiechała i go zagadywała, sprawiało, że skręca go od środka. Tak jak ona szarpnęła Carmen, kiedy się na nim uwiesiła, tak on miał ochotę teraz szarpnąć tego faceta i wymierzyć mu prawy sierpowy w tą oślinioną gębę.
Zrobiłby to. Gdyby nie piksy, które zjedli on na pewno by to zrobił.
Nawet by się nie zastanowił, nie zawahał, bo to by był po prostu odruch. Teraz na szczęście te jego narwane odruchy były przytłumione. Zniekształcone przez psychodeliczne substancje, dlatego on wciąż siedział na tym murku. Tylko czy to naprawdę wyszło mu na dobre?
Nawet myślał odrobinę, że go to nie obejdzie, bo przecież nie powinno. Przecież to działo się na jego oczach, było sprowokowane tylko, żeby Antoine zobaczył jak to się robi. Ale go obeszło, patrzył na tego faceta, a w głowie miał sto różnych myśli i większość z nich fiksowała się na tym, że chciałby mu obić gębę. A kolejne kręciły się wokół tego, że Pilar to zrobiła z uśmiechem na ustach i tym charakterystycznym błyskiem w ciemnych oczach. Za dużo różnych emocji się w nim kotłowało, aż go w pewnym momencie zemdliło. Przecież wiedział, że to jest wina emki, że ona podbija te przyjemne, dobre myśli, ale potęguje też te złe, ale po prostu był wkurwiony, jakby mógł to by coś rozpierdolił.
- Nic... Nie jestem - rzucił tylko w odpowiedzi na jej pytania, ale był, ale może nie na nią? Może na tego faceta? Albo w ogóle na siebie, że jej pozwolił iść?
Może dłużej by się nad tym zastanowił, ale już wpatrywali się a Antonia, a potem wybrzmiał ten ich głośny śmiech, dobrze, że Francuz go nie słyszał. I kiedy Pilar tak się zatoczyła na murku, to odruchowo wystawił rękę, żeby w razie czego ją łapać, ale ona złapała się za jego kolano.
Już miał coś powiedzieć, ale jeszcze trawił w głowie te wszystkie chaotyczne myśli i sprzeczne emocje, i wtedy odezwała się Stewart. A kiedy powiedziała, że oni coś wiedzą o tym wspólnym opatrywaniu ran, to oczywiście, że myśli Madoxa uciekły do tego jak szyła mu rękę, a potem jeszcze tą dziurę w boku, jak przykleiła go do łóżka szarą taśmą. I jak wiecznie sobie naklejali plastry, głównie on jej. Chociaż spojrzeniem powiódł jeszcze za Antoinem i jednorożcem, nie za bardzo zwracając uwagę na to, jak się o niego ocierała, to chyba już nie był na nią zły.
A może był?
Albo był zły wciąż na siebie. Nawet te jej pełne usta, które ułożyły się w jego imię nie sprawiły, że na nią spojrzał, tylko odchylił do tyłu głowę, ale już za moment kucała przed nim. Dopiero wtedy jego ciemne tęczówki odszukały jej przenikliwe spojrzenie.
- Ale jestem, po prostu mnie to... rozpierdala - wyjaśnił jej jak było, i chociaż w głowie miał jeszcze dużo różnych emocji, to jego ciało skapitulowało. Od razu poddając się jej dotykowi, mięśnie na udach mu się spięły, kiedy zacisnęła na nich palce, a klatka piersiowa uniosła się w głębokim oddechu, kiedy tylko jej usta wylądowały tuż przy jego uchu.
Słuchał jej, wiedział, że była tylko jego. I pewnie jeśli to by była jakakolwiek inna kobieta, to machnął by na to ręką, bo Noriega też szczerze powiedziawszy miał wysokie mniemanie o sobie, wychodził z założenia, że ciężko byłoby go przebić. Ale jeśli chodzi o Pilar to go to po prostu wkurwiało, myśl, że inny facet patrzy na nią w taki sam sposób jak on, albo myśl, że ona może patrzeć na innego, tak jak na niego.
I chociaż każde jej późniejsze słowo, wyznanie, dotykało go głęboko, i przecież zdawał sobie z tego sprawę, to wciąż... już tylko odrobinę, go to gryzło. Nie to, że miał co do niej jakieś wątpliwości, co do tego, że go kochała i był dla niej jedynym, który zdobył jej serce, bardziej go już chyba gryzło to, że się nie ruszył i nie jebnął tamtemu facetowi, za to jak patrzył na jego narzeczoną.
Teraz Madox też tak na nią patrzył, kiedy poleciała do tyłu, czarne oczy, w których źrenice wyjebało do cna, wbił w nią, kiedy wiła się na tym piasku. Momentalnie kąciki jego ust uniosły się wraz z jej kolejnymi słowami. Bo może dla kogoś z boku, to brzmiało to... pojebanie jakoś, ta czerwona lampka, i to buñuelos, naklejka z jaguarem, jakby mieli po dziesięć lat. Ale prawda jest taka, że Madox całe życie za gówniaka szukał tej naklejki, a znalazł ją dopiero z nią, jak wracali z Medellin. Tą naklejkę z jaguarem.
I teraz jak ten jaguar, zerwał się z tego murku i rzucił na nią, przygniatając ją jeszcze bardziej do tego piasku, który już miała wszędzie. Ale co z tego?
Podparł się nad nią na ręce, kolanem wdzierając się między jej uda, a ciemne spojrzenie osiadło ciężko na jej oczach.
- Pilar Noriega to jakaś loca chica - mruknął w jej zmysłowo rozchylone, pełne usta, zaczepił je językiem - ale chyba dlatego jeszcze bardziej ją uwielbiam - znowu jej spojrzał w oczy, a kąciki jego ust uniosły się ku górze - do szaleństwa ją kocham - te słowa osadził na jej gorących wargach, w które zaraz już wpił się zachłannie, dziko, szorstkimi od piasku opuszkami przesuwając po jej udzie. Piach już zaraz znowu mieli wszędzie. Ale kto by się tym przejmował?
Nie przejmowali się też tym, że kilka osób się na nich obejrzało, ktoś pokazał ich sobie palcami, a ten facet, z którym rozmawiała Pilar chyba stracił kompletnie nadzieję na jakąś schadzkę, no i dobrze w zasadzie.
Kiedy w końcu Madox się od niej oderwał, niechętnie, bo jednak każdy jej dotyk sprawiał, że skórę nawiedzał elektryzujący dreszcz, a ten pocałunek smakował, jakby... można było za niego umrzeć. To jednak usiadł na piasku i wyciągnął do niej rękę, żeby ją podnieść, przyciągnąć do siebie. Blisko, bardzo blisko, tak, że czuli na sobie te przyspieszone oddechy, które mieszały się w jedno.
- I dlatego, że tak cię kocham, to mnie to tak rusza, bo nigdy mnie takie rzeczy nie ruszały - powiedział jej jakoś tak szczerze - ale jak chodzi o ciebie, to mam w głowie - aż uniósł ręce nad głowę, żeby jej pokazać co on ma w głowie, mózg rozjebany, czy coś w ten deseń - chaos - zawsze miał, ale z nią to jeszcze przybierało na sile. Wszystko z nią było kurewsko intensywne, było bardziej - i nie chcę, żebyś na moich oczach dostawiała się do jakiś facetów, nawet jeśli to było na niby - znowu się do niej szarpnął, tak, żeby wpić się w jej usta, krótko, intensywnie - i nie chcę, żeby jakiś kutas rozbierał cię spojrzeniem - musnął wargami jej żuchwę - ani żeby cię dotykał - a potem jej szyję - bo mnie wtedy skręca - te słowa ułożył w załomku jej szyi wraz z kolejnym pocałunkiem.

Te amo locamente 🤯

tequila con muerte

: ndz mar 29, 2026 2:21 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa, narkotyki i świntuszenie +16
Gdyby tylko wiedziała, że to go tak ruszy, w życiu by tego nie zrobiła. Powiedziała Antoinemu, żeby spierdalał i sam wymyślił sobie sposób na wyrywanie facetów. Na początku zresztą próbowała — mówiła im przecież, że ona nawet nie umie wyrywać typków. Tylko zaraz okazało się, że umiała i to aż za dobrze.
Z jednej strony lubiła zazdrosnego Madoxa. Lubiła widzieć, że zależy mu na niej do tego stopnia, że byłby gotowy za nią kogoś zatłuc; lubiła, kiedy jego spojrzenie robiło się ciemne, władcze, kiedy chciał ją mieć tylko dla siebie. Mogłaby się od tego uzależnić. A jednak kiedy był na nią tak obrażony i wycofany, to wcale się jej nie podobało. Kiedy nawet na nią nie patrzył, uciekając spojrzeniem wszędzie, byleby nie skupiać się na jej twarzy. To zaś bolało ją bardziej niż nie jedno uderzenie, które przyjęła na macie lub podczas walki na służbie. I chociaż tego nie pokazała, jej serce również ją zabolało. Może była to kwestia emki, a może ona tylko potęgowała tą jej pojebaną potrzebę bycia przez niego kochaną.
Może dlatego zaraz potem wiła się na piachu jak wąż, który zdobił ich klatki piersiowe, ocierając nagie ramiona o szorstki piach i mówiąc na lewo i prawo, jak bardzo go kochała. Porównywała go do czerwonej lampki, do zajebistych słodyczy i przede wszystkim do naklejki z jaguarem. Bo tym właśnie był dla Pilar — unikalną naklejką, jedyną w swoim rodzaju. Czymś, czego nieświadomie szukała całe, pierdolone życie. Zupełnie jak on tej jednej naklejki. I kiedy teraz już to znalazła, za nic nie chciała go puszczać. Dlatego sama się tuliła, łapiąc za własne ramiona, jakby to miało w czymkolwiek pomóc.
Chociaż może pomogło?
Może. Bo nim zdążyła otworzyć oczy, Madox już zerwał się z murku i wskoczył na nią jak jakieś dzikie zwierze. Drapieżne. W ułamku sekundy poczuła na sobie jego ciężar. Był przyjemny, drapał skórę i sprawiał, że docisnęła się mocniej do ciepłego jeszcze od słońca piachu. Mruknęła pod nosem, delektując się tym nowym uczuciem i znowu zawierciła pod nim, żeby pogłębić doznania, a kiedy jego kolano bezczelnie wcisnęło się między rozgrzane uda aż jęknęła. Nic nie mogła poradzić na to, że wszystko co robił — chociaż przecież nie pierwszy raz — tym razem Pilar czuła jakoś bardziej, intensywniej. Każdy jego pojedynczy dotyk dosłownie d r a ż n i ł zmysły. A jego słowa jeszcze bardziej to wszystko spotęgowały.
Pilar Noriega to jakaś loca chica.
Kompletna szajbuska — przyznała mu rację, rozchylając usta. Spróbowała złapać pomiędzy wargi jego język, ale zdążył jej uciec. I znowu pięknie jej mówił, o tym, jak ją uwielbiał. — Uwielbiaj mnie — powtórzyła na jego słowa. Wszystko po nim powtarzała, prężąc się pod nim. — Kochaj do szaleństwa — i znowu. Miała mu nawet powiedzieć, że ona jego też, że czuje do niego tak wiele, że aż ją kurwa skręca od środka, że nigdy w życiu nie czuła nic podobnego, ale wtedy on niespodziewanie wpił się w jej usta (albo suta, jak kto woli xd). Energetyzujący, kurewsko przyjemny prąd przebiegł po jej plecach, a skóra zapłonęła na sposób, w jaki ją całował — mocno, agresywnie i zachłannie. Jakby była cała jego. Jakby chciał tym pocałunkiem pokazać, że należała tylko i wyłącznie do jednego mężczyzny. Przypomnieć jej, dla kogo straciła głowę. I zrobił to wszystko.
Uniosła dłoń, wplatając palce w blond włosy i przyciągnęła go sobie jeszcze bliżej, pogłębiając pocałunek. Drugą zaś nabrała piachu i przejechała szorstkimi kamyczkami wzdłuż jego ramienia, stymulując skórę jeszcze bardziej. Mieszając jej delikatny dotyk z intensywnym szuraniem piachu, potęgując na doznaniach.
Jego usta były obłędnie słodkie. Nawet ten gorzki posmak po szocie zatracił się gdzieś w wilgoci języka, którego ruchy były już tak doskonale zgrany z tymi jej. Jakby robili to od zawsze. Mocno, intensywnie i do szaleństwa. I ona przez moment naprawdę myślała, że zwariuje. Właśnie w jego ramionach, na piachu, mrucząc mu prosto w usta, odchodziła od zmysłów i już nigdy nie chciała go puszczać. Tylko on w końcu się odsunął.
Nie — rzuciła, próbując go sobie przytrzymać nogami, która zacisnęła wokół jego uda. Chciała, żeby został tam gdzie był. Żeby dotykał ją i całował. Ale on miał już inne plany. Już siadał na piachu, całe szczęście biorąc ją ze sobą, tak blisko, że mogła bez problemu czuć walące w piersi serca. Swoje i jego, w równie chaotycznym rytmie.
Nie spodziewała się po nim nagłej chwili szczerości. Że nagle zacznie mówić otwarcie o swoich wszystkich uczuciach i myślach, które zaprzątały jego głowę, a jednak to zrobił. Podzielił się z nią swoim chaotycznym mózgiem i najpiękniejszy, możliwy sposób — bezpośredni. Prezentował sprawy tak, jak się miały, a Pilar słuchała go uważnie, wodząc spojrzeniem po jego pięknej twarzy i tych ciemnych oczach, za które mogłaby zginąć.
Esto ya no volverá a suceder to się już nie stanie, obiecała mu. Sama nie miała zamiaru bawić się w tego typu zabawy, a jeśli i jemu one przeszkadzały, gryzły go, to tym bardziej. Jak ona by dla niego zrobiła wszystko, co tylko chciał. Poza tym, rozumiała go, bo przecież… — Mnie też skręca, jak inne kobiety się na tobie wieszają — wyznała, odkrywając mu jeszcze bardziej szyję, po której schodził mokrymi pocałunkami. — Jak pożerają cię spojrzeniem — przejechała paznokciami po jego karku, następnie szarpiąc na włosy i przyciągając sobie jego twarz, by zaraz wyszeptać mu do ucha. — Mam je ochotę wszystkie rozszarpać — dodała zupełnie szczerze, pozwalając, by znowu wyszła z niej ta ukryta Pilar Noriega, która wcale nie chciała dla wszystkich jak najlepiej. Bo Pilar Noriega w porównaniu do Stewart miała nieco inne priorytety. Bardziej egoistyczne. I dla swojego mężczyzny była w stanie zrobić najbardziej popierodlone rzeczy. Krzywdę też. A może tylko tak gadała… chociaz chyba nie, biorąc pod uwagę jak wyszarpała blondynkę za włosy wcześniej.
Tu eres miojesteś mój, mruknęła prosto do jego ucha i tym razem to ona rozpoczęła podróż wzdłuż jego szyi. — Solo mio tylko mój, kontynuowała zagryzając skórę, na której ostały się resztki piachu. Czuła je na języku, a potem w ustach, tylko kto by się tym przejmował? Na pewno nie ona. — Otros solo pueden mirar y desvestirse con los ojos, pero solo tú puedes…Inni mogą sobie tylko patrzeć i rozbierać wzrokiem, ale tylko ty możesz… ciągnęła, nawiązując do jego poprzednich słów, po czym złapała jego słoń i przesunęła ją sobie po piersiach, na plecy, by przesunąć jego szorstkimi palcami wzdłuż zapięcia sukienki, które tylko on mógł odbezpieczyć, kiedy tylko chciał. Następnie i już na koniec swojej wędrówki zaprowadziła go pod materiał sukienki, prosto na koronkę. Przycisnęła jego dłoń do tego najbardziej wrażliwego miejsca, mrucząc mimowolnie. Jego dotyk palił skórę. Jeszcze bardziej niż zwykle, chociaż jeszcze chwile temu myślała, że bardziej się nie da. — …tócamedotykać mnie, wprawiła ją w ruch, odnajdując jego czarne oczy. — Y haz conmigo lo que quierasi robić ze mną, co tylko chcesz, bo taka właśnie była najszczersza prawda.
Chociaż ona też miała swoje pragnienia. W tamtej chwili miała ich bardzo dużo, chociaż wszystkie ograniczały się do jednej osoby. I może jeszcze jednej, drobnej rzeczy, którą wiedziała, że Madox trzymał w kieszeni.
Weźmiemy te piksy, które zabrałeś Diego? — spytała, patrząc na niego błyszczącymi oczami. Trzeźwa i świadoma Pilar za nic by się nie poznała, ale Pilar na fazie? Chciała jeszcze więcej. Więcej doznań. Szczególnie, że te, które już miała były o b ł ę d n e.

Madox A. Noriega

tequila con muerte

: ndz mar 29, 2026 4:42 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, narkotyki i różne... inne rzeczy 🥵
Gdyby Madox wiedział, że tak go to ruszy, to by nawet tego nie zasugerował, nie puściłby jej. A potem tak spokojnie nie siedział na murku, bo zdecydowanie prościej by było tam iść i wyjaśnić kolesia.
Ale nie wiedział, bo przecież to co dotyczyło Pilar, i co w każdych innych warunkach byłoby dyktowane jego charakterem, przyzwyczajeniami, to z nią i tak... było inne.
Z nią uczył się nowych rzeczy, ale nie tylko tych dobrych, tej empatii, ludzkich odruchów. Z nią uczył się też tego, że może być kurewsko zazdrosny. Tak, że będzie go to gniotło gdzieś w środku, póki nie wyjdzie. Może w słowach, może w zachłannych pocałunkach, albo po prostu w tym, że kurwa powinien wstać i wpierdolić temu kolesiowi.
Dlatego teraz w ogóle się nie zastanawiał, czy się ruszyć z miejsca, tylko się zerwał do niej. Tylko zanim zdążyła na niego spojrzeć, to on już leżał na niej, już patrzył na nią tymi czarnymi oczami. Tak w nią zapatrzonymi, że to było aż nienormalne, że on tak nawet nie patrzył na te wszystkie swoje naklejki, kiedy miał dziesięć lat i na buñuelos, które robiła mu matka.
Czuł jej zapach, który teraz mieszał się z tym dzikim zapachem piachu i jej rozgrzanego ciała. Czuł bijące od niej ciepło i ten dreszcz, który zbierał się na plecach, kiedy skóra tarła o skórę, gdy się do niej pochylał. Gdy jego złote łańcuszki opadały na jej dekolt. Muskał wargami jej skórę, zbierając na języku jej smak, i pojedyncze ziarenka piasku, kiedy znaczył nim mokre ścieżki od jej pełnych, gorących warg, po szyi, którą szczypał zębami, na której czuł te jej pomruki. Po obojczyk, na którym złożył kolejny mokry pocałunek, na którym zostawił po sobie ślad. Na którym oparł te słowa, każde jedno sprawiało, że jej skóra drżała, czuł to pod wargami.
- Te amo locamente - kocham cię do szaleństwa, i zaraz jej to pokazał, w tym mocnym, zaborczym pocałunku, który złożył na jej zmysłowo rozchylonych ustach... Chociaż na sucie też by pewnie chętnie taki złożył, bo czuł już pod sobą jak jej pierś unosi się szaleńczo od tego szybko bijącego serca. Czuł jak reaguje na jego każdy dotyk, każdy pocałunek. Reagują jej usta, które całował do utraty tchu, reagują jej sutki i uda... które drżały, kiedy sunął po nich palcami.
Jego skóra też zadrgała pod jej szorstkim dotykiem, kiedy sunęła po niej kamyczkami, aż zamruczał w jej usta, aż te ciemne oczy błysnęły jakoś drapieżnie.
Bo Madox przecież nigdy nie był delikatny, on zawsze lubił intensywnie, do szaleństwa. I teraz też mocniej zaciskał upiaszczone palce na jej udzie, wbijał je w opaloną, gorącą skórę.
Tylko, że zaraz już się od niej odsuwał, chociaż uśmiechnął się na to jej nie, wywrócił oczami, bo to zawsze była jego kwestia no, rzucone w momencie, w którym się od niego dystansowała. Tylko, że on się nie odsunął, usiadł tylko przyciągając ją blisko do siebie, przekładając jej nogi ze swoimi, tak, że wciąż byli obok, wciąż ich rozgrzane ciała drażniły się nawzajem, a serca waliły praktycznie jedno koło drugiego. Jej mądry, piękny wąż i ten jego nieśmiertelny, un poco loco.
Zaraz już dzielił się z nią myślami, tym, co go gryzło, co siedziało gdzieś w głowie i pod skórą, która drżała z każdym jej dotykiem. Na jej obietnicę uśmiechnął się przesuwając palcami po jej policzkach zgarniając z nich jej potargane już włosy kudły. Musnął krótko jej wargi, kolejne słowa układając na jej szyi wraz z pocałunkami, a kiedy odchyliła ją jeszcze dla niego, to przesunął po niej językiem, mieszając na nim sól i piach, i jej słodki smak.
- Nie ma innych kobiet - mruknął kontrując mokre pocałunki na jej szyi uszczypnięciami zębów. Bo dla niego wcale nie było innych kobiet. Mogły być piękne, mogły wieszać mu się na szyi, ale co z tego, kiedy ta jedyna, którą on chciał, jedyna, którą widziały jego ciemne oczy, to była ona. Kiedy przesunęła paznokciami po jego karku to poczuł na plecach ten przyjemny dreszcz, a ciężkie westchnienie wyrwało mu się z płuc wraz z szarpnięciem za włosy. Lubił kiedy taka była, władcza, zadziorna... Pilar Noriega zdecydowanie go kręciła. Ciemne tęczówki odszukały na moment jej czekoladowe, ogniste spojrzenie.
- Estás loca, cariño - a najgorsze jest to, że mu to kompletnie nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, podobało mu się to. Tak jak podobały mu się jej pocałunki, które schodziły po jego szyi, po tych wszystkich tatuażach, to jak jej zęby zaciskały się na jego skórze, sprawiając, że zbierało się pod nią to elektryzujące uczucie. Był tylko jej. Bo tylko ona potrafiła go tak na sobie zakręcić, tak bardzo zafiksować każdą jedną myśl, na tym co z nim robiła, i na tym, co on chciał zrobić z nią.
Nabrał mocniej powietrze w płuca, kiedy sięgnęła po jego dłoń (słoń), jakby się spodziewał co zrobi, albo może jakby on sam chciał to zrobić. Tę drugą rękę zaciskając na jej pośladku, by jeszcze bardziej ją do siebie przyciągnąć. Przesunął palcami po jej piersi, tak jak go poprowadziła, zaczepiając kciukiem o wrażliwy sutek, na jej plecy, gdzie wyczuł pod opuszkami suwak jej sukienki, przesunął po nim paznokciami, tak żeby to poczuła. Nawet podsunął palce wyżej, żeby zaczepić nimi ten mały suwaczek.
- Ja pierdole... kto robi takie zapięcia u takich sukienek - pokręcił głową i przysunął się do niej jeszcze bardziej, tak że czoło oparł na moment o jej ramię. Bo akurat Madox nie był specjalistą w rozpinaniu takich zamków. Ale teraz... już przynajmniej wiedział gdzie on jest. Więc może mu się uda? Bez rozrywania.
Dał się jej poprowadzić niżej, cały czas sunąc palcami po jej ciele tak, żeby go czuła. A kiedy ułożyła je na koronce jej bielizny, to zaraz wsuwał pod nią czubki palców. Tylko, że ona poprowadziła go niżej, z biodra, prosto między nogi. Tam, gdzie była najbardziej wrażliwa. Przesunął palcami mocniej tak, żeby go czuła. Tak, żeby szorstki materiał koronki ocierał się o jej wnętrze, żeby czuła jego fakturę na palcach, które wbił w nią mocniej, którymi poruszył tak jak go pokierowała, a zaraz gwałtowniej, tak, żeby... krzyknęła. Spijając z jej ust ten jęk.
Chociaż zaraz już się odsuwał, kiedy pytała go o to, czy wezmą piksy, które zabrał Diego, nawet wcześniej się im nie przyjrzał, dopiero teraz sięgnął po nie do kieszeni.
- A chcesz... więcej? - zapytał i przełożył w palcach samarkę, w której były różnokolorowe serduszka z napisami, love me, kiss me, fuck me. Przysunął się do niej jeszcze bardziej, tak, że oplótł ją nogą, otworzył woreczek - ale bierzemy i idziemy potańczyć, albo na łódź, bo jak tak dalej pójdzie to skończymy tarzając się tu w piachu - stwierdził, a ciemne tęczówki odszukały jej duże, błyszczące oczy. Wyciągnął z samarki jedno serduszko, akurat to love me, które zaraz ułożył sobie na języku, jeszcze jej go pokazał, żeby mogła sobie przeczytać napis, a zaraz wyrwał się do niej, żeby przekazać jej tą pigułę w pocałunku, słodko-gorzkim. Z chemicznym posmakiem w tle, ale też słodyczą jej ust. Oblizał wargi, kiedy już się od niej oderwał. Wziął drugie serduszko, fuck me i znowu położył je sobie na języku, znowu jej go pokazał, tylko tym razem kiedy się do niego pochyliła to się odsunął, cofnął.
- To nie cukierki, ta jest moja - rzucił i cmoknął ją tylko w nos, a zaraz podniósł się z piachu, otrzepał się trochę, wyciągał do niej rękę, żeby ją też podnieść z ziemi, a kiedy już stała, to wcale jej nie puścił, tylko szarpnął ją przerzucając sobie przez ramię. Poklepał ją po krągłej pupie plącząc rękę w czerwonym materiale jej sukienki. Przesunął palcami po jej udzie, a zaraz ruszył z nią w kierunku molo. A po drodze, akurat tak się złożyło, że mijali tego faceta, którego podrywała Pilar.
- Ella es mia - rzucił Madox oglądając się na niego, i pewnie nie musiał tego robić, bo gość spojrzał na niego krzywo, ale... jakoś tak mu ulżyło - mia, mia, mia - jeszcze sobie powtórzył kilka razy pod nosem, przesuwając wytatuowanymi palcami po jej pośladkach, kiedy szli w kierunku molo, bo dopiero na nim ją postawił -mi prometida - moja narzeczona, powiedział, kiedy już stała na deskach, ciemne tęczówki zawieszając na jej pięknych, czekoladowych oczach.

love me, kiss me, fuck me 𝒙𝒐𝒙𝒐 𝒃𝒂𝒃𝒚 💋⋆˙ᐟ

tequila con muerte

: ndz mar 29, 2026 9:07 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa, ćpanie i ogólnie +16
Ona też kochała go do szaleństwa.
Było to uczucie tak skrajne i inne, że momentami naprawdę bała się, że kiedyś ją to skubi. Że przepadnie w tym do tego stopnia, że będzie w stanie nagiąć swoje wszystkie moralne zasady dla niego, że straci głowę w najgorszy, możliwy sposób. Bała się tego, jasne, była kurwa przerażona, ale w tym samym czasie te wspólne chwile z nim, przy nim, były jedynymi w swoim rodzaju. Były tak wspaniałe, że wszystko by dla nich poświęciła.
Nie miała pojęcia, jak kiedyś żyła. Jak funkcjonowała w tym skurwiałym świecie bez miłości, w którym jedynym celem na dany dzień było posadzenie jakiegoś przestępcy w pierdlu. To kurwa dopiero smutne — wyznaczać powodzenie swojego życia przez pryzmat ilości nałożonych na nadgarstki kajdanek. Ale już nie. Bo teraz Pilar już wiedziała, jak smakuje prawdziwe życie i szczerze? To był smak nie z tej planety. Smak obłędnie słodki, przemieszany goryczą z shota i doprawiony słonym piaskiem, obmytym wcześniej przez fale oceanu.
Szło się w tym zatracić i ona właśnie to robiła, kiedy usta szeptały mu do ucha wszystkie rzeczy, które tylko on mógł z nią robić, a jej dłoń zabrała tą jego na wędrówkę po ciele. Po strefach niedostępnych dla ogółu. Zadedykowanych tylko dla niego — od piersi, po plecy i pośladki, aż w końcu pod materiał sukienki, dokładnie tam, gdzie w tym momencie chciała go najbardziej. Jej ciało było rozgrzane i wilgotne, co zresztą mógł poczuć na własnej skórze, nawet przez koronkę majtek. Działał na nią jak nikt inny. Wystarczył jeden agresywny pocałunek, jedno głębsze spojrzenie w oczy, a ona już cała się przed nim rozpływała. Pragnęła go. Kochała. A emka jeszcze bardziej to wszystko podsycała. Dlatego kiedy zatoczył kilka kółek, dociskając się do niej, Pilar momentalnie rozszerzyła wargi, łapiąc łapczywie powietrze. Czuła na sobie każdy pojedynczy szew, jaki szedł przez majtki, łączył je ze sobą. Czuła również ciepło jego palców, które zaraz same przejęły inicjatywę i weszły w nią głębiej, powodując, że nie była w stanie panować nad głośniejszym jękiem, który wyleciał z jej ust, prosto w te jego.
Kilka osób spojrzało w nich kierunku, ale Pilar za nic się tym nie przejmowała. Mogli do niej przyjść i wyrazić swoje żale, a ona bardzo pięknie wyjaśniłaby im, jak bardzo miała je w dupie. Zakręciła się na nim jeszcze bardziej, dociskając biodra. Znowu chciała go tam poczuć, chciała go dotykać, pieprzyć się z nim, całować, tańczyć, patrzeć w gwiazdy i ćpać jednocześnie. Wszystko. Wszystko z nim chciała robić i sama nie mogła się zdecydować. Chociaż gdyby wiedziała, że przerwie, to co właśnie jej robił na pytanie o piksy, w życiu by tego nie zaproponowała. Westchnęła ciężko, gdy się od niej odsunął, ale jego ciemne oczy zaraz jej to wynagrodziły.
Skinęła głową, gdy spytał, czy chciała więcej. Może trochę zbyt energicznie. Było to do niej zdecydowanie niepodobne i w głównej mierze wywodziło się z tego, że Stewart po prostu nie ćpała. Ograniczała swoje fazy do zwykłego zielska… ale to dzisiaj, z nim, było kurewsko przyjemne, to jak czuła go bliżej, jak kochała go jeszcze bardziej. Chciała więcej. Ile tylko się dało. Może była to głupia decyzja, ale kiedy indziej miała ją podjąć jak nie teraz, w gorącym meksyku na pierdolonej wiksie na plaży?
Po jednej i potańczyć — skinęła głową, przyglądając się uważnie, jak przebiera w kolorowych pigułkach. Wyglądały jak cukierki dla dzieci, chociaz napisy na nich mogły sugerować, że jednak kontent szesnaście plus. — O tą chce — pokazała mu czerwoną z napisem love me i już miała po nią sięgać, kiedy Madox zrobił to pierwszy. Spojrzała na niego podejrzliwie, a kiedy ustawił ją sobie na języku i wpił się zachłannie w jej suta usta, poczuła, jak przekazuje jej tabletkę. Nie była pewna, czy powinna ją przegryźć, ale doszła do wniosku, że to jak z lekami — wtedy szybciej się rozpuści, więc rozgryzła ją na dwa razy i dopiero wtedy połknęła, czując nieprzyjemną gorycz w całej jamie ustnej.
Gorzkie — skrzywiła się jak dziecko, które po raz pierwszy próbuje cytryny, a zaraz potem chciała sięgnąć po serduszko z napisem fuck me, tylko nie wcale do tego, o czym pomyślał Madox. — Wiem, że to nie cukierki. Też ci chciałam dać o tak — wystawiła język, prezentując mu miejsce, na którym chciała położyć piksę, a potem pocałowała go nawet bez niej. I może nawet trochę by go jeszcze pomęczyła, ale on wtedy zerwał się na równe nogi. Pozwoliła mu się szarpnąć, a nim złapał ją pod nogami, ona złapała go za policzki i zajrzała głęboko w oczy, wymuszając na nim to samo.
Jeszcze jedno — rzuciła, zaglądając mu głęboko w oczy. — Następnym razem jak już we mnie wejdziesz, zrób to kurwa porządnie — wysyczała z całkiem poważną miną. Może i była na emce, może było zajebiście, ale to wcale nie tak, że jej rozgrzane ciało przechodziło obojętnie obok tego co z nią robił i przed chwilę i również w domu, zanim pojechali na plaże. Był n i e k o n s e k w e n t n y we własnych działaniach, a jej to się nie podobało. Odepchnęła go od siebie i chciała ruszyć w stronę parkietu, ale wtedy złapał ją pod nogami i przerzucił sobie przez ramię.
Krzyknęła z uśmiechem na ustach, kompletnie ignorując zawroty głowy, które nagle się pojawiły, gdy tak leciała w powietrzu, oglądając z góry jego poruszający się rytmicznie tyłek, w który oczywiście nie omieszkała poklepać. Tylko zaraz okazało się, że przechodzą obok faceta, którego wcześniej podrywała i kiedy tylko Madox krzyknął, że była jego, Pilar pierwsze zaśmiała się głośno, a zaraz potem ułożyła dłonie przy ustach, tworząc zajebisty megafon.
¡Soy suya! — wydarła się zadowolona, wtórując jego słowom i przy okazji machając w powietrzu nogami. — Tylko kurwa jego!!! — dodała jeszcze głośniej, a może po prostu przekręciła coś na swoim zajebistym megafonie, bo nagle usłyszała swoje słowa jakoś trzy levele bardziej. — I będę jego żoną, o! — pokazała pierścionek, unosząc dłoń w górę, chociaż nie była pewna, czy z takiej odległości facet mógł cokolwiek zobaczyć. No chuj, nie jej problem.
Nie była pewna, czy to jej wyostrzony słuch po dragach, czy może ziomek tak głośno krzyknął, ale kiedy tylko oni wylądowali na molo, a jej buty dotknęły desek, facet wydarł się w stronę Stewart, że jak jej się znudzi, to może do niego zadzwonić. Prychnęła i przewróciła oczami, a następnie pokazała ziomkowi środkowy palec.
Wystarczyło?
Nie była pewna, czy wystarczyło, patrząc na twarz Noriegi, który już zaglądał w tamtą stronę.
Jak chcesz mu iść wyjebać, to ja tu poczekam — rzuciła praktycznie od razu, łapiąc jego policzki i ściągając na siebie ciemne spojrzenie swojego narzeczonego. — Ja też mogę mu iść wyjebać, a wtedy ty tu czekasz — zaprezentowała drugą opcję, które również wchodziła w grę. Chociaż sama nie była pewna, czy umiałaby się napierdalać po dragach. Jeszcze nie miała szansy sprawdzić swojej koordynacji ruchowej w walce. — Albo możemy to oboje olać i robić swoje — przejechała palcami wzdłuż jego żuchwy, uśmiechając się przyjemnie i nawet chichocząc pod nosem, bo jego świeży zarost śmiesznie drapał ją w opuszki. Gilgotał nawet. Teraz to ona dawała moi wybór. Nie miała zamiaru mu niczego narzucać. Jeśli to tylko sprawi, że poczuje się lepiej, so be it.

¡Yo seré su esposa! ـــــــــﮩ٨ـ💊

tequila con muerte

: ndz mar 29, 2026 11:04 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, narkotyki, mordobicie, pojebany madox
A może oni już w tym przepadli?
Bo przecież pomimo tego, że swoje życia prowadzili w dwóch zupełnie różnych światach, to teraz mieszali je do tego stopnia, że... może starali się o tym nie myśleć, ale na pewno w Toronto było wiele osób, które chciałoby ją, albo jego, zapierdolić, za to, że się zbratali.
Madox może w tej chwili powinien siedzieć w klubie, robić jakieś nielegalne interesy i zbierać informacje, a ona powinna łapać bandziorów. A oni co?
A oni patrzyli sobie głęboko w oczy na meksykańskiej plaży.
I kurwa, jakby ktoś go w tym momencie zapytał co on odpierdala, to powiedziałby, że to co chce, to co powinien i to, co jako jedyne daje mu... szczęście. Sprawia, że serce bije jeszcze inaczej niż na adrenalinie. A kiedy ta mieszała się z tym, co do niej czuł, to już był zupełnie obłędny stan.
Tak jak obłędny był ten jęk, który spijał z jej pełnych, gorących ust, kiedy jego palce weszły w nią mocniej. Madox też miał głęboko gdzieś... a konkretnie, to w dupie właśnie, to, że ktoś się na nich obejrzał i to, że mogli kogoś gorszyć, bo może oni byli po prostu... najgorsi? Ale dla siebie najlepsi.
Może nawet wcale by nie przerywał, bo już podsunął się do niej na piasku, ale kiedy zapytała go o te piksy, to jednak sięgnął do kieszeni. Najpierw spojrzał na rękę z woreczkiem, a potem na nią. Jak zjedzą jeszcze po jednej to nic im się nie stanie. Na takich imprezach piguły nigdy nie były jakieś super mocne, podkręcały tylko empatię, odczuwanie, ale dużo roboty robił też po prostu nastrój. A ten między nimi był, dziki, energetyczny, był gorący.
- Po jednej... i będziemy tańczyć do rana - puścił jej zaczepnie oczko, ale mogło tak być, biorąc pod uwagę fakt, że już wzięli wcześniej. Ale zaraz i tak przekazywał jej kolejną, w tym pocałunku, tą właśnie którą chciała czerwoną, z love me. Oblizał wargi i uśmiechnął się na to jej gorzkie - dla mnie słodkie... Najsłodsze na świecie usta - aż pożałował, że też nie wziął sobie z nich tej swojej fuck me, ale całe szczęście i tak skradła mu całusa.
Zaraz wstał i chociaż miał inny plan, to kiedy ułożyła dłonie na jego policzkach, to wbił w nią spojrzenie.
- Zrobię, obiecuję... - no bo właściwie on to dzisiaj bardzo nieładnie odwlekał i przeciągał, ale... naprawdę skończyliby tarzając się tutaj w piachu i gorsząc pół (forum) plaży. Tylko czy to by było źle? Niekoniecznie.
Na pewno nie dla nich.
Dla nich złe też nie było zaczepianie tego faceta, a kiedy Pilar dołączyła do niego, to aż poklepał ją zaczepnie po pupie.
- Mi esposa - moją żoną, nawet powtórzył po niej stawiając ją na ziemi. I chciał naprawdę bardzo zatańczyć ze swoją przyszłą żoną, całować ją do utraty tchu i w końcu się z nią pieprzyć porządnie. Tylko kiedy ten facet znowu się odezwał. Rzucił to, że kiedy jej się znudzi, to żeby do niego zadzwoniła, to Madox aż nabrał mocno powietrze w płuca, bo znowu go gdzieś to ugryzło. Obejrzał się w tamtym kierunku, a później, na nią.
Chciał mu wyjebać, kurewsko chciał mu wyjebać.
A ta piksa, którą wzięli działała chyba bardziej pobudzająco niż poprzednia. Aż pokręcił głową rozluźniając mięśnie na karku. Przymknął na moment powieki, bo chyba się zastanawiał.
Ale nie no, przecież wiedział, że jak tego nie zrobi, to znowu go to będzie gryzło, to nie da mu to spokoju.
- Poczekaj, ale tutaj, w tym miejscu, nigdzie się stąd nie ruszaj, bo jak się ruszysz, to się nie znajdziemy, a jak się nie znajdziemy, to będzie przejebane... to serce mi pęknie na pół - nawijał jej jak nakręcony, poprawił te swoje złote pierścionki, i już się miał od niej odwrócić, ale jeszcze się do niej szarpnął, jeszcze musnął agresywnie jej pełne wargi, przygryzając dolną, zostawiając na niej to pulsujące uczucie. Nabrał znowu powietrze w płuca, a potem oparł palce na jej gorących ustach.
- Wrócę zanim minie, zanim zapomnisz jak smakuję... - i już się odwrócił, już ruszył do tych facetów, chociaż jeszcze obejrzał się na nią przez ramię - nie ruszaj się - rzucił, a zaraz na całkowitego pewniaka wszedł między tych gości. Było ich trzech... w każdym z nich inna krew. Nie no, wszyscy to byli latynosi, wzrostu Madoxa, postawy różnej. Ale Noriega nawet się nad tym nie zastanowił, nawet się nie zawahał. Bo on na prochach był... jeszcze gorzej pojebany.
Faceci popatrzyli na niego jak na wariata, bo czy to nie było jakieś szaleństwo?
Ich trzech i on jeden?
Ale on już zaraz stał przy tym wybranku Pilar.
- Możesz powtórzyć, bo nie dosłyszałem co powiedziałeś do mojej narzeczonej - rzucił Madox i zrobił krok w jego kierunku, a facet się nie cofnął, co... nawet dobrze o nim świadczyło.
- Że jak już jej się znudzi... jakiś ćpun - tutaj zajrzał w te wypierdolone oczy Madoxa - to może zadzwonić i spróbować prawdziwego faceta - jego koledzy się zaśmiali, a gość chyba myślał, że jak będzie chojraczył, to może Madox spęka. I nawet spuścił głowę, żeby zerknąć na swoją rękę, poprawić pierścionek, na którym miał jakiś ładnie wygrawerowany herb.
- W takim razie... - zaczął a te jego czarne oczy podniosły się na jego kolegów, a potem na kolesia - ty spróbuj tego - i jak się zamachnął, to my wyjebał tak mocno w kość jarzmową, że odbił mu na gębie ten swój pierścionek, i może nawet mu coś przestawił, bo coś gruchnęło, bo to już nie było ładne okładanie się, jak na macie, jak z łysym, kiedy były między nimi te jakieś niepisane zasady sportów walki. To był cios, który mu się należał od samego początku. Koleś się zatoczył, a Madox nawet nie poczekał, tylko złapał go za włosy i wyprowadził cios kolanem, w nos, teraz to go mógł złamać, krew poszła mu od razu zalewając piasek. Oczywiście, że jego koledzy postanowili pomóc, chociaż jeden się trochę zawahał. Niepotrzebnie... Bo jakby na niego skoczyli we dwóch, to dopiero byłaby zabawa. Ale finalnie ruszył jeden, i z nim też Madox nie miał jakiegoś wielkiego problemu, bo kiedy facet się na niego zamachnął, to on go zaraz zablokował i podciął, na kolana i na glebę. Proste. Coś co robił już chyba setki razy. Jeszcze się zamachnął, żeby sprzedać gościowi kopa, ale to nie on zaczął. Sami chcieli.
Ten trzeci się zawahał.
- No dawaj - rzucił do niego Madox i zrobił krok w jego kierunku, a facet się cofnął.
- Pojebało cię, zgłoszę to... - zaczął, a Madox tylko strzelił oczami.
- Jasne kurwa, idź się poskarż swojej starej - jeszcze zrobił krok do przodu, a jak facet się cofnął, to tylko się szarpnął i w niego plunął - jebane cioty, następnym razem to niech twój kumpel uważa gdzie pcha łapy, bo mu je ktoś kurwa połamie - jeszcze kopnął piachem w tego co leżał na ziemi. A zaraz się odwrócił i ruszył do molo. Jakby nigdy nic. Pojebany Madox.
Ale przecież... to nie on tutaj zaczął.
Serce waliło mu w piersi jak szalone, a adrenalina buzowała w żyłach, kostki na palcach paliły ogniem, wykwitły na nich kropelki krwi, ale za bardzo się tym nie przejął, bo te czarne oczy już były wpatrzone w Pilar, drapieżnie.
- Ale mnie wkurwili... - wydyszał między kolejnymi ciężkimi oddechami.

Volveré antes de que olvides mi gusto 💋ྀིྀི

tequila con muerte

: pn mar 30, 2026 11:36 am
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa, ćpanie, bójki
Miało być pięknie.
Wzięli kolejną piksę, na nowo zafiksowali się na swoim punkcie i w końcu przenieśli na miejsce, gdzie piasek nie wchodził do majtek. Znowu zaglądali sobie głęboko w oczy i mówili najpiękniejsze słowa, płynące prosto z serca. Znowu całowali się zachłannie do utraty tchu.
A jednak okazało się wcale nie być pięknie, kiedy facet, na którym Pilar wcześniej prezentowała swoje umiejętności, znowu się odezwał. Tym razem już o wiele pewniej niż wcześniej, intencjonalnie ich zaczepiając. I jasne, można to było zignorować. Można było po prostu pójść robić swoje, ale ona już znała Noriegę zbyt długo. Widziała, jak to wszystko nim szarpało, jak świerzbiły go dłonie, a pod skórą aż gniotło, żeby coś z tym zrobić. Nie chciał przechodzić obok tego obojętnie, ciągle patrząc w tamtą stronę, a ona nie chciała go mieć na resztę wieczoru w takim stanie.
Dlatego zaproponowała, żeby poszedł to wyjaśnić.
Nie chciała powodować bójki, liczyła, że po prostu Noriega osadzi mu jedno uderzenie gdzieś na twarzy i po prostu do niej wróci. Szczególnie kiedy kazał jej się nie ruszać z miejsca. W jej głowie nie było w tym scenariuszu nic złego. Tylko że po emce miała w niej tylko jeden, ten najbardziej optymistyczny. Nie dwadzieścia różnych wariacji jak zawsze, co pozwalało jej unikać zbędnych konfliktów. Nie. W tym przypadku umysł miała wyczyszczony z nadmiernych myśli.
A potem jeszcze poczuła na sobie jego usta w zachłannym pocałunku. Ciepło zalało jej ciało, a serce wyrwało się do przodu jak pojebane. Czuła dokładnie, jak jego zęby szarpią jej dolną wargę, pozostawiając na niej kurewsko przyjemne mrowienie. Uchyliła lekko zamglone powieki, wbijając spojrzenie w jego czarne oczy.
Wrócę, zanim zapomnisz, jak smakuję.
Tego smaku nie da się zapomnieć — odpowiedziała praktycznie od razu. Jego usta były jedyne w swoim rodzaju. Nawet przez sen byłaby w stanie wyobrazić sobie ich teksturę i smak, sposób, w jaki jego język wdziera się między jej wargi, jak pracuje na odpowiednim tempie. Wszystko to znała już na pamięć.
Jego sylwetkę również, którą zaraz obserwowała, gdy oddalała się powoli w stronę facetów na plaży. W pierwszym odruchu, chciała iść za nim. Bo co jak będzie potrzebować pomocy? Zupełnie jakby dopiero po chwili uświadomiła sobie, że ich było trzech, a to zaś zapowiadało nieuczciwą walkę. Może powinna być w gotowości.
Ale przecież kazał jej czekać.
Westchnęła głośno, zaciskając palce na drewnianej barierce, próbując się jej przytrzymać. Zostać na molo, tak jak ją o to prosił. Obserwowała uważnie, jak podchodzi do typka z tatuażami i coś do niego mówi. Z tej odległości za nic nie słyszała co, jednak mogła się domyślać. Widziała, jak poprawia sobie pierścionki, a zaraz potem unosi pięść, by przywalić facetowi.
Pilar wstrzymała powietrze.
To uderzenie było… idealne. Perfekcyjnie wymierzone. Rozmarzyła się na moment, rozpływając na barierce i kładąc na niej głowę, maślanymi oczami spoglądając na swojego przyszłego męża. Lubiła, kiedy facet potrafił się bić i walczyć o swoje, a to jak ogniście Madox podszedł do tej całej zaczepki sprawiło, że jej serce zabiło jeszcze mocniej. Nikt nigdy się o nią ani za nią nie bił. Przez moment śmiała się do siebie jak dziecko. Nie była pewna, czy to ta emka, czy może ona już wariowała, ale ze zniecierpliwienia zaczęła bujać się na drewnianej belce, nachylając do przodu, czekając, aż on już do niej wróci.
Tylko że on wcale nie planował jeszcze wracać.
Zmarszczyła brwi, gdy postanowił sprzedać facetowi jeszcze cios z kolana. Po co? Przecież dostał już nauczkę? A potem wszystko potoczyło się jak puszczone domino, bo jego kolega rzucił się na Noriegę, ale jego też z powodzeniem powalił. Pilar nawet nie zakodowała momentu, w którym jej dłonie były tak mocno wbite w drewno, że w dwóch miejscach wbiła sobie ostrą krawędź prosto w skórę.
Jak jeszcze chwilę temu r o z p ł y w a ł a się nad tym jak gorący był jej facet, gdy tak okładał się z innym o jej serce, tak kiedy sprzedał kopniaka leżącemu już typowi, wcale jej się to nie spodobało. A to splunięcie na trzeciego już ani trochę.
Serce waliło jej mocno, szaleńczo wręcz, kiedy oczy obserwowały, jak do niej wraca. Z jednej strony kurewsko kręciła ją jego waleczność, a z drugiej była wkurwiona, że zrobił więcej krzywdy niż to było potrzebne. Jak widać nie tylko Madox miotał się w tym co dobre, a co nie we własnej głowie. Dlatego kiedy tylko wrócił, ona zamiast przywitać go z uśmiechem, spojrzała na niego z ogniem w oczach.
A tego drugiego po chuj kopałeś?! — pchnęła go za ramiona na przywitanie, wymuszając, żeby zrobił krok do tyłu, podczas gdy ona podeszła w przód. — Trzeciemu też chciałeś najebać? Co ci zrobił?! — znowu na niego warknęła, biorąc zamach, żeby go pchnąć. Chociaż Pilar nie była w tym bezpośredniego udziału, czuła, jak adrenalina kręci się również w jej żyłach. Jak całe ciało płonie, serce wali jak szalone i wyrywa się do niego. — A to co zrobiłeś z pierwszym… — tu też chciała go opierdolić. Zrugać od góry do dołu, tylko problem w tym, że mimo swojego wkurwu, prawda była taka, że jej się to… podobało. W najbardziej pojebany sposób. Kręciło ją to. Ekscytowało. — …Było najgorętszą rzeczą, jaką widziałam — przyznała w końcu i tym razem zamiast go popchnąć, to złapała materiał jego koszulki i przyciągnęła go do siebie, łącząc ich usta w wytęsknionym pocałunku. Emocje, jakie czuła mieszały się w sobie, blenując w jakąś iście destrukcyjną mieszankę, która sprawiała, że Stewart autentycznie wariowała na jego punkcie. W tym samym czasie chciała go całować i udusić. Krzyczeć na niego i powtarzać jak bardzo go kochała. Chyba już naprawdę zwariowała do reszty. A jego usta były tak obłędne, że nie potrafiła inaczej niż podeprzeć się na jego ramionach i bezczelnie wskoczyć mu na biodra. Chciała poczuć go lepiej, bardziej, bliżej. Sprawić, żeby żadne z nich już nie myślało o jakiś frajerach z plaży, tylko mogli skupić się na sobie. Szkoda tylko, że jeden z nich miał nieco inny plan i już się wydzierał, że zadzwonił na psy. Można było mieć w to wyjebane, tylko z drugiej strony po co kusić los?
Uciekamy — wydyszała prosto w jego usta — Weź mnie stąd, Madox — poprosiła najpiękniej jak tylko umiała, przytrzymując się go jeszcze mocniej. I co ona oczekiwała? Że będzie z nią szedł na rękach, kiedy Stewart przyklejała się do niego jak jakaś małpa? Faktycznie. To było dokładnie to, czego oczekiwała. — Na parkiet! — wskazała ręką miejsce pod sceną, gdzie znajdował się wielki, kolorowy tłum, licząc, że to właśnie tam ją weźmie. Chociaż jak dla niej, to mógł ją uprowadzić gdzie tylko chciał.

mi boxeador privado (ง •̀_•́)ง