Strona 44 z 45

tequila con muerte

: pn mar 30, 2026 1:49 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, narkotyki, i inne złe rzeczy
Madox właściwie we własnej głowie... wiedział co jest dobre, a co złe. Problem tkwił w tym, że on miał chyba nieco skrzywione postrzeganie dobra i zła. Na pewno skrzywione, wyrobione na tym co działo się w jego kolumbijskim domu, gdzie przecież zabawiała się mafią, na tym co odpierdalało się w klubie. A w Emptiness właśnie tak samo by to rozegrał... Chociaż tam jeszcze rzuciłby się na tego trzeciego, dopóki ochrona by go nie odciągnęła.
Podszedł do Pilar, a widząc to jej zacięte, ogniste spojrzenie... jeden kącik jego ust uniósł się ku górze. Dał się jej pchnąć, bo jakby się zaparł, to by go nawet nie ruszyła, ale zrobił krok do tyłu rozkładając wytatuowane ramiona.
- Lepiej jakbym ja leżał i on mnie kopał? Rzucił się na mnie, jakbym kurwa go nie zablokował i nie powalił, to on by to zrobił, a potem mnie skopał, myślisz, że by się zawahał? Widziałaś jak się zamachnął, chciał mnie od razu znokautować, tutaj walił, o tu... - pokazał jej własną skroń, na której miał bladą bliznę, po tym jak kiedyś oberwał. Kiedy pchnęła go po raz drugi, to już przechylił na bok głowę i cofnął się tylko o pół kroku, sprawiając, że ten dystans miedzy nimi się zmniejszył. Wywrócił oczami, kiedy mówiła o tym trzecim.
- Ten trzeci był najgorszy! - aż krzyknął i teraz on zrobił to pół kroku w jej kierunku - stał i patrzył jak okładam jego kolegów, kto tak kurwa robi? - spojrzał na nią z góry - jakby ktoś bił twoich kolegów, to byś stała i patrzyła? A potem byś uciekała? Czy byś oddała? - oddałaby, tak samo jak Madox. Nawet jakby wiedzieli, że nie mają szans, to by nie stali i nie patrzyli, nawet by się nie zawahali, tylko by w to poszli. I jakby ten trzeci się nie zastanawiał, to może w dwóch by jednak powalili Madoxa, on by leżał na ziemi, a oni by go kopali. Ale stało się inaczej, a Noriega po prostu to wykorzystał.
I kiedy zaczęła o tym pierwszym, to on już też otworzył usta, to spojrzał na nią trochę z wyrzutem.
- Wiesz co on powiedział... - zaczął, bo na pewno nie wiedziała, stała za daleko. To, że nazwał go ćpunem, to nawet go nie ruszyło, nie dało się tego ukryć, że Madox przesadzał czasem z różnymi substancjami, ale to, żeby sobie spróbowała prawdziwego faceta...
A co on był nieprawdziwy?
Może jak siedział wtedy na murku i po prostu patrzył jak jakiś frajer obłapia jego narzeczoną, to mógł tak sobie pomyśleć. Bo kto normalny tak robi?
Chociaż... może normalni ludzie tak właśnie działają, rozumieją pojęcie udawania, gry i to po to, żeby pokazać Antoiniowi, ale Madox to przecież nie był normalny.
Tylko zaraz okazało się, że Pilar też nie była. Kiedy zamiast go zrugać, zrobić mu kolejny wykład, to ona już go przyciągała do siebie za koszulę mówiąc, że to co zrobił było najgorętszą rzeczą, jaką widziała.
Madox tylko wypuścił powietrze z płuc nosem, kiedy połączyła ich usta w tych ognistym pocałunku. W takim, który smakował adrenaliną, która wciąż krążyła w żyłach, ale też i tą miłością, która przecież wypełniała ich galopujące w piersi serca. Od razu zacisnął palce na jej pośladkach, kiedy oplotła go nogami, poprawił ją na sobie, przyciskając jeszcze mocniej. Jeszcze bliżej. Żeby ją czuć, całym sobą.
- Eres imposible - jesteś niemożliwa, wydyszał jej w usta między kolejnymi pocałunkami, których pewnie tak szybko by nie przerwał, tylko, że postanowił je przerwać tamten koleś, Madox aż odchylił do tyłu głowę, bo nie dość, że nie pomógł kolegom, to jeszcze jakiś pierdolony konfident. Aż się szarpnął w jego stronę i gdyby Pilar go nie szarpnęła do siebie przytrzymując za policzek, to może by się tam wrócił?
- Uciekamy? - powtórzył po niej unosząc jedną brew, no bo jak oni mieliby uciekać, kiedy oni niczego się nie bali. Chociaż na te jej kolejne słowa, kiedy jej pełne usta układały je na jego wargach, a rozszklone, duże oczy wpatrywały się w niego, to kiwnął głową - no dobra - jeszcze raz musnął zaczepnie jej usta - ale w końcu musisz założyć mundur, powalić mnie na ziemie i skuć - zaczepił jeszcze językiem jej wargę, a zaraz poprawił ją tylko na sobie, nawet nie myślał o tym, żeby ją puścić. Nawet wtedy kiedy się przeciskali przez tłum, pod scenę, gdzie muzyka dudniła, ludzie skakali w jednym rytmie, bardzo blisko siebie. To on ją tylko jeszcze bardziej do siebie przycisnął. Ocierali się o nich, a Madox łasił się do niej, kiedy jego klatka piersiowa unosząca się w szybkim oddechu, w której wciąż waliło mu serce, obijała się o tą jej, zaciskał palce na jej skórze coraz mocniej, zahaczając nimi o jej bieliznę. A ciemnych tęczówek nawet na moment nie spuścił z jej pięknych... nie czekoladowych, tylko czarnych dzisiaj, oczu. Mieniły się od tych świateł zjawiskowo. Oni przecież też wciąż umazani w tej farbie po prostu błyszczeli. Zresztą jak wszyscy.
Światła, które sprawiały, że wszystko dookoła żyło, każdy wzór, każdy malunek, muzyka, która wypełniała całe ciało, synchronizowała się z szybkim biciem serca, by zaraz je zwolnić, a potem znowu pobudzić. I te jej piękne, duże, czarne oczy, w których odbijały się... gwiazdy? Albo cały kosmos.
Nie mógł oderwać od niej spojrzenia, jakby nic innego już się nie liczyło, bo prawda jest taka, że tak było, tylko te jej oczy, tylko te gorące, pełne wargi, z których zaraz skradł kolejny pocałunek, taki który zgrał się idealnie z muzyką, która ich otaczała, gorącą, sensualną, płynną.

y esos ojos, grandes, negros, brillantes ✶⋆.˚

tequila con muerte

: pn mar 30, 2026 4:29 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa i ćpanie
Chciała być na niego zła.
Chciała krzyczeć i wyrzucać z siebie pretensje, jednak im dłużej jego pełne, umazane od błyszczącej farby usta wypuszczały z siebie argumenty, uzasadniając jego zachowanie, Pilar nie mogła już tak łatwo się z nim nie zgodzić. Wiedziała, że miał rację. Że gdyby się nie odwinął temu drugiemu, to sam skończyłby na ziemi skopany, a wtedy ona by sobie wrzucała, że nie poszła za nim i nie była gotowa do pomocy. Byłoby jeszcze gorzej.
Trzeci też był okropny, bo chociaż rozumowanie Noriegi było nagięte, tak akurat do niej przecież trafiało. Ona również nienawidziła obojętności na krzywdę bliskich sobie ludzi. Sama w życiu nie wyobrażałaby sobie stać po prostu obok i ignorować tego, jak ktoś okłada jej kumpla. Wiadomo, że od razu by wkroczyła do akcji, pokazując sprzeciw do sytuacji. A tamten? Tylko kurwa stał i pewnie gdyby tylko Madox faktycznie na niego ruszył, spierdoliłby gdzie pieprz rośnie. Nagle sama miała ochotę go opluć. Dokładnie tak, jak zrobił to Noriega.
Tylko nie miała jak tego zrobić, bo jej usta były zajęte już czymś zupełnie innym. Przyjemniejszym. Czynnością tak słodką i odurzającą, że od jej nadmiaru od razu kręciło się w głowie, a oddech przyspieszał. Oddawała się temu w całości, czując, jak każdy jego dotyk, każde muśnięcie języka drażni jej zmysły. To wszystko było tak kurewsko przyjemne, że na moment zapragnęła, by ta chwila po prostu trwała wiecznie.
Ale nie mogła.
Bo przecież coś musiało się spierdolić.
Tym razem ktoś. I to właśnie w stronę tego ktosia zaraz oboje patrzyli. Pilar z równie poirytowanym wzrokiem co jej narzeczony, jedynie z tą różnicą, że Madox chciał go iść wyjaśnić, a ona chciała po prostu iść jak najdalej. Olać temat i nawet się tym nie przejmować. Dlatego poprosiła go, żeby ją zabrał. Jak najdalej. Na parkiet, koniec molo, na łódź… gdziekolwiek. Gdzieś, gdzie będą mogli wtopić się w tłum i nie ściągać na siebie kolejnych problemów w postaci psiarni, która potencjalnie mogła ściągnąć ich na dołek. Wyglądali dzisiaj za d o b r z e, żeby kończyć na dołku.
Uciekamy — powtórzyła zaraz po nim, kiwając energicznie głową i nawet nie myśląc, żeby z niego zejść, zacisnęła mocniej nogi wokół bioder, plątając je za jego plecami. Głowę umieściła tuż przy jego uchu, żeby miał chociaż minimalny wgląd do tego, co przed nim oraz pod nogami, chociaż i tak co chwilę się o coś potykał, a Pilar śmiała mu się prosto do ucha, muskając jego płatek rozgrzanymi wargami.
Kiedy wspomniał o mundurze i tym, że czeka aż się przebierze i powali go na ziemię, uśmiechnęła się szczerze, tuląc do niego jeszcze mocniej i łapiąc w zęby ciepły płatek ucha.
Zrobię ci nawet przesłuchanie z prawdziwego zdarzenia, jeśli tylko będziesz chciał — odezwała się w końcu, mrucząc mu do ucha, by tylko on w całym tym tłumie przez który właśnie się przedzierali słyszał jej słowa. — Mogę cię nawet potraktować paralizatorem — dodała rozbawiona, chociaż nie omieszkała wbić paznokci w jego skórę na karku i przejechać po niej rażąc go odpowiednimi doznaniami. Pewnie mało miały wspólnego z tymi zadanymi paralizatorem, ale musiała pracować z tym, co miała pod ręką.
I kiedy Pilar tak świntuszyła mu do ucha, Madox już przetransportował ich na sam środek parkietu. Muzyka była tu cztery razy głośniejsza i bardziej słyszalna niż z plaży. Basy dosłownie wwiercały się w mózg i uderzały o czaszkę od środka. Ludzie ocierali się o siebie, wylewali drinki, skakali, krzyczeli, a pośrodku tego wszystkiego oni… tak bardzo w siebie wpatrzeni.
Powoli poluzowała uścisk za jego placami i opuściła długi nogi w dół, by w końcu samodzielnie dotknąć drewnianego parkietu. Jej dłonie wciąż mocno trzymały się silnych, umięśnionych ramion, po których zaraz przesunęła w dół, na przedramiona, by finalnie złapać jego dłonie i wykonać krok w tył, a następnie dać mu się obrócić. Tym razem bez przerywania kontaktu. Czerwona sukienka zawirowała w powietrzu, blendując piękną falbankę ze wszystkimi kolorami, które Stewart miała na sobie. Nie wiedziała, czy to wina narkotyków, czy po prostu tego miejsca, ale nagle czuła się coraz bardziej… lekka. Zwiewna. Trochę jak ten czerwony materiał, który miała na sobie.
Też jesteś taki leciutki, czy to tylko ja? — jeszcze raz zawirowała, mając wrażenie, że nie waży praktycznie nic. Uchyliła powieki, przyglądając się Noriedze i kurwa oczy momentalnie się jej zaświeciły. — Wow — tylko tyle była w stanie z siebie wyrzucić. — Wyglądasz… — wystawiła rękę przed siebie, by musnąć jego policzek, a zaraz potem odsłoniętą klatkę piersiową. — Obłędnie. Jak… Bóg normalnie — i to wcale nie było koloryzowanie tego, co widziała. Bo światła, które padały dookoła w połączeniu z dragami tworzyły za nim niesamowitą poświatę. Nie z tej ziemi. A jego skóra… cała się świeciła. Mieniła milionem drobnych światełek, każda w innym kolorze. W życiu czegoś takiego nie widziała. W o w.

Te ves como un dios 💫 𖤓 ૐ 🧘🏻‍♀️ ✧˖° 🪬

tequila con muerte

: pn mar 30, 2026 6:36 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, narkotyki, psychodeliczna miłość, której i tak nikt nie zrozumie, tylko oni
Madox przecież doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Pilar była... zupełnie inna niż on, ale w niektórych kwestiach była taka sama, narwana i nie stałaby obok, gdyby ktoś zaczepiał jej kumpli, a nawet nie kumpli, po prostu gdyby ktoś obrywał, to ona by na to nie patrzyła. Tak jak ten frajer, który jeszcze zaraz miał czelność do nich krzyczeć, że zadzwonił na psy. I Madox to nawet chętnie by mu wyjaśnił, co robią z takimi jak on po tej złej stronie mocy, ale jednak się powstrzymał, a właściwie to powstrzymała go Stewart, która docisnęła się do niego jeszcze bardziej, której uda poczuł mocniej na swoich biodrach.
- Nowość... - mruknął na to jej uciekamy - myślałem, że powiesz, że idziesz mu nakopać, bo wezwał psiarnię na twojego narzeczonego - podrzucił ją trochę do góry, poprawiając na sobie i uśmiechając się do niej zaczepnie. Ale rzeczywiście tylko ją tak zaczepiał, bo zaraz ruszył z nią w tłum tańczących. Potykał się po drodze o jakieś puste kubeczki, nawet raz o but, bo zerknął na dół ponad jej ramieniem. Kiedy jej usta pieściły płatek jego ucha, to mogła czuć na nagim ramieniu jego przyspieszony oddech, a może nawet te ciche pomruki? Bo Madox uwielbiał kiedy tak go zaczepiała, kiedy trącała zębami jego kolczyki.
Oczywiście musiał jej przypomnieć o tym mundurze, bo to była taka jego fantazja, która wracała do nich co rusz, a jeszcze i tak jej nie spełnili. A Noriega tak lubił mundurki. Może się doczeka na jakąś specjalną okazję?
- Przykujesz mnie do krzesła i będziesz okładać? Czy jednak będziesz robiła za dobrego glinę i zaproponujesz mi kawę i bajgla? - parsknął w jej kark, na którym skórę uszczypnął zębami. Madox nie raz był na takich przesłuchaniach. W ogóle... powinien mieć na komisariacie jaąś lożę VIP patrząc na to, jak on często tam składał zeznania. Może powinien to zasugerować Eliotowi?
Kiedy jej paznokcie sunęły po jego karku, to mogła poczuć pod opuszkami ten dreszcz, który zbierał mu się na plecach, to jak skóra zadrżała, a włoski stanęły dęba. Jej dotyk był elektryzujący, może nie tak jak ten paralizator... Na szczęście nie tak, bo przecież on ostatnio widział jak Franki takim oberwał i cały się obślinił, straszny widok. A jej dotyk był przyjemny, kurewsko. Chociaż Madox też zaraz uszczypał ją w pośladek.
- Może jakiś pejcz? Albo coś... Widziałem ostatnio paralizator w akcji, ała... - aż się skrzywił, i znowu ją sobie podrzucił przyciskając do siebie mocniej.
W końcu znalazł im trochę miejsca, właściwie w samym środku tłumu, jakieś oko cyklonu, które chyba czekało na nich. A oni przecież idealnie tutaj pasowali. W samym środeczku. Wpatrzeni w siebie jakby byli tutaj sami, chociaż Madox już poczuł jak jakaś para z tyłu się o niego ociera, trochę w nawet podobnej pozie jak oni, więc przesunął się nieco. I chociaż palcami przesunął jeszcze po udach Pilar, jakby nie chciał jej wcale stawiać, to kiedy to zasugerowała, to ją puścił. Pozwolił jej stanąć, ale nie chciał jej wcale puszczać. Nie tutaj, gdzie wystarczył pewnie jeden zgubny krok, a znowu by się zgubili. Ale... pewnie by się znaleźli. Zawsze się znajdowali, bo ich po prostu coś do siebie przyciągało i dzisiaj Madox to przyciąganie czuł jeszcze bardziej. Zacisnął palce na jej dłoniach i zaraz jedną podnosił sobie do ust, żeby musnąć jej wierzch wargami, a potem szczypnąć knykcie zębami, obrócił ją dookoła, ostrożnie, żeby na nikogo nie wpadła. Powoli, a jednak na tyle szybko, żeby czerwony materiał zawirował wokół jej sylwetki odsłaniając pomazane uda, na których teraz spoczęły jego czarne oczy. Przechylił na bok głowę, i zrobił to znowu, znowu obrócił ją dookoła wodząc spojrzeniem po jej długich, zgrabnych nogach, po tych odciskach palców, które nosiła na ciele. Jego palców.
- Ty jesteś leciutka - znowu ją zakręcił, a potem pociągnął do siebie tak, żeby wylądowała w jego ramionach, zaparła się o jego klatkę piersiową - ja jestem mięciutki - nie był w zasadzie wcale miększy niż zwykle... chociaż może nie był taki spięty? A przez to rzeczywiście miękki, na pewno jednak miękki miał mózg i to całe czucie, odchylił ją do tyłu, bo była taka leciutka, zaczepiając zębami o jej złoty łańcuszek, kiedy pochylił się nad jej dekoltem. Ale zaraz ją podniósł, zaraz odsunął od siebie w kolejnym lekkim i zwiewnym piruecie. A kiedy tak mu się przyglądała, z tymi błyszczącymi, wielkimi oczami, to zaraz się uśmiechnął, ładnie, najładniej jak umiał. Jemu też oczy aż świeciły, kiedy patrzył na nią, cały zachwycony.
- Wow - powtórzył po niej, a kiedy do niego sięgnęła, to wtulił ten mięciutki policzek w jej rękę - jak... Bóg? - uniósł aż jedną brew, a zaraz parsknął śmiechem, takim szczerym i głośnym - z Diabła na Boga, czym sobie na takie rzeczy zasłużyłem? - zapytał i znowu już ją przyciągnął do siebie, nie szarpnięciem jak zwykle, jakoś tak powoli, miękko, oparł dłonie na jej biodrach, przyciągnął ją do siebie, tak, że zderzyły się z tymi jego i teraz już wspólnie poruszały się w jednym rytmie. Przesunął palcami po jej plecach, lekko, inaczej, miękko - ty wyglądasz jak... - zastanowił się nabierając w płuca powietrze, a jego spojrzenie na moment uniosło się gdzieś do góry, żeby zaraz opaść na jej twarz, na te błyszczące na kolorowo, pełne wargi - jakbyś miała w sobie cały kosmos, wszystko co ludzie szukają całe życie, o tutaj - sięgnął palcami do jej powiek, po których przesunął lekko palcami, czuł jak jej długie, piękne rzęsy łaskoczą go w opuszki - w tych zjawiskowych oczach, które błyszczą jak galaktyka - potem przesunął palcami na jej wargi, oparł je na nich i przysunął się tak, żeby kolejne słowa wraz z ciepłym oddechem czuła właśnie na nich - i w tych ustach, które smakują jak nie z tej planety - musiał je musnąć swoimi wargami, ale tylko na moment, bo zaraz przecież kontynuował swój wywód. Madox gadał dużo, a po prochach to gadał... bardzo dużo i bardzo często od rzeczy. No i teraz też pierdolił trzy po trzy, ale to jak na nią patrzył... to chyba tłumaczyło wszystko - nie ma na świecie idealniejszej kobiety, i nawet w kosmosie takiej nie ma - pokręcił głową na potwierdzenie swoich słów, że nie ma. A palce ułożył miękko na jej biodrach - Te amo desde aquí hasta la luna, o incluso más allá - kocham cię jak stąd do księżyca, albo jeszcze dalej, skończył.

Te amo desde aquí hasta la luna, o incluso más allá ⋆⭒˚.⋆🪐 ⋆⭒˚.⋆

tequila con muerte

: pn mar 30, 2026 11:22 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa, dalej naćpani i pewnie coś jeszcze złego
Może kiedyś się doczeka. Madox tyle razy już opowiedział jej o swoich fantazjach i fetyszu do mundurów, że z pewnością miała to gdzieś z tyłu głowy. Szczególnie teraz, kiedy razem mieszkali okazji wydawać się mogło było coraz więcej. A jednak los w ostatnim czasie wcale ich nie rozpieszczał. Przed wylotem do Meksyku nie było kolorowo. Kurwa, nawet ta przeprowadzka nie była przecież podyktowana tylko i wyłącznie wiecznie narastającym uczuciem między nimi, a czystym strachem o jej bezpieczeństwo i fakt, że Stewart najzwyczajniej w świecie nie była w stanie spać czy nawet przebywać we własnym mieszkaniu. Wszystko przypominało jej o Daltonie. Myśli kręciły się wokół każdego, pojedynczego mebla, którego mógł dotykać podczas swoich niezapowiedzianych pobytów, o ubraniach i bieliźnie nawet nie wspominając. Cały tydzień przed wylotem był ciężki mentalnie, fizycznie, ale przecież i również w pracy. Została kompletnie odcięta od spraw, a to zaś wiązało się z tym, że i w normalnych ciuchach wracała do mieszkania. Może po powrocie Eliot w końcu się nad nią zlituje i pozwoli jej pełnoprawnie wrócić? A może kompletnie ją zawiesi za to, co odjebała tutaj razem z Noriegą i całą akcją z Pablo.
To jednak nie był moment, żeby o tym myśleć. Nie teraz, kiedy znajdowali się na kolorowej plaży przepełnionej tęczowymi światełkami, obłędnej meksykańskiej muzyce oraz wśród tłumu, gdzie każdy był zamalowany świecącymi farbami od stóp do głów.
A pośrodku tego wszystkiego on.
Umazany kolorowymi smugami, z jej dłońmi odbitymi na każdym centymetrze jego obłędnego ciała, gdzie linie papilarne przeplatały się z ciemnymi tatuażami. Z blond włosami, które diabelsko mieniły się w świetle i tym kurewsko pięknym ciemnym spojrzeniem, które samo w sobie sprawiało, że miękły jej kolana. Wyglądał n i e s a m o w i c i e. Obłędnie. Jak pieprzony Bóg do którego zaraz go porównała, a z którego on zaśmiał się szczerze. Nie rozumiał, jak mógł nagle z najgorszego diabła przejść na bóstwo. A dla niej? Było to dziecinnie proste.
Fácilproste, mruknęła, kiedy w końcu przyciągnął ją do siebie. Dłoń umieściła na jego szyi, którą zaraz przesunęła w górę, na obłędnie mięciutkie włosy. Miał rację: może ona była lekka, ale za to on miękki jak pieprzona chmurka. Normalnie jak te z reklamy lodów Algida, gdzie wsadzało się patyczek w chmurę i miało się loda. I n c r e í b l e. Przysunęła się jeszcze bliżej, tak, że ich biodra i klatki piersiowe mogły się ze sobą zetknać, poruszyć się razem w rytm gorącej muzyki. — Porque pareces un puto dios, pero pecas como el peor demonio Bo wyglądasz jak pieprzony Bóg, a grzeszysz jak najgorszy diabeł, wyrzuciła prosto w jego usta, akcentując każde, pojedyncze słowo, a dłonią zawędrowała w dół, na klatkę piersiową, sunąc palcami po rozmazanym zielonym wężu, napisie Medellin, który ledwo było widać pod farbą, aż po pozostałości po diable, które nachodziły na materiał spodni. Czuła każdy mięsień, pod jego skórą, to, jak reagował na jej dotyk, jak oddychał ciężko, podczas gdy ich biodra wciąż pracowały.
W jej oczach był ideałem.
Nie wstydziła się tego przyznać, odsłonić przed nim. A już na pewno nie tego wieczoru, kiedy dragi, które wzięli jeszcze bardziej podsycały te wszystkie uczucia i doznania. I jak się zaraz okazało nie tylko w niej, bo on również miał jej coś ważnego do powiedzenia.
Zadrżała, kiedy jego dłoń m i ę k k o osadziła się na jej plecach. Było to tak nowe i niecodzienne, a jednak tak kurewsko przyjemne, że skóra zaczęła mrowić. Patrzyła na niego jak zaczarowana, kiedy tak porównywał ją do kosmosu. Nieskończonej galaktyki, podróżując ostrożnie po jej twarzy. Po powiekach, które na moment przymknęła, po ustach, które nie omieszkały zahaczyć go zębami, gdy tylko podstawił jej swoje palce, aż po słowa, które kierował tylko do niej i które uderzały ją prosto w serce. Może w normalnych, trzeźwych okolicznościach miałaby na to jakąś sarkastyczną odpowiedź, żart, którym zawsze przełamywali chwile ckliwości, ale teraz? Teraz kręciła głową, jakby nie mogła w to uwierzyć i oddychała ciężko, bo cała ta miłość zaczęła rozpychać się pod jej skórą do tego stopnia, jakby lada moment miała wybuchnąć.
A ty jesteś jak… — złapała więcej powietrza. Też chciała go do czegoś porównać, do jakiejś jednej rzeczy, jak on wybrał kosmos, ale… problem w tym, że on był wszystkim. Wszystkim na raz. Nie z tej ziemi. — Jak… wszystkie, jebane żywioły — powiedziała w końcu, otwierając szerzej oczy. — Jak ogień, który pali pod skórą, sieje kompletne spustoszenie, zajmuje gorącem wszystko na swojej drodze. I jak woda… jak ten ocean, o tam, który pochłania w całości i potrafi kompletnie odebrać oddech… — patrzyła mu głęboko w oczy, mówiąc to wszystko, przy okazji bujając się bo muzyki. Jej myśli niby poukładane, a jednak przelatywało w nich setki słów i zdań, tak wiele chciała mu powiedzieć. — I jak powietrze, bo kurwa nie da się bez ciebie żyć — a przynajmniej ona nie potrafiła. Już nie. — I jak ziemia, bo sprawiasz, że jestem s… — nie dokończyła, czując jak po raz kolejny coś szarpie ją za sukienkę. Z początku myślała, że to Madox, ale przecież te jego były już pod materiałem. Spojrzała w dół.
Hokus pokus… hokus pokus — rzuciła kobieta w długich, czarnych włosach i czerwonej bandanie zawieszonej na głowie. Na pierwszy rzut oka Pilar myślała, że jest ona na tyle stara, że po prostu się garbi, przez co wydaje się niska, ale przy dłuższym przypatrzeniu doszła do wniosku, że u ich stóp stoi… karlica. Jedną rękę trzymała zaciśniętą na falbanie Pilar, a drugą na koszuli Madoxa. I znowu ich szarpnęła. Może nawet dobrze, bo przez moment Stewart myślała, że ma po prostu zwidy. — Czuje od was mocne wibracje… dużo namiętności i bólu… — sięgnęła po coś do kieszeni, a zaraz potem wyciągnęła plik kart i uśmiechnęła się szeroko. — Może tarocik?

Eres cada elemento de mi vida ﮩ٨ـﮩﮩ٨ـ♡ﮩ٨ـﮩﮩ٨ـ

tequila con muerte

: wt mar 31, 2026 3:22 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, narkotyki i... tarot
Może i impulsem do tej przeprowadzki był Dalton, ale Madox i tak wtedy zaproponował jej to, bo tego chciał. Przecież jak on się przygotowywał na jej przeprowadzkę, zrobił zakupy, pościel zmienił i wyjebał pół swojej szafy w worki, które wyniósł do klubu, żeby jej zrobić miejsce. Nigdy czegoś takiego nie robił. A dla niej zrobił. Zdecydował się i to nie dlatego, że nie chciał, żeby wracała do tego mieszkania, gdzie wchodził wcześniej Dalton. Chociaż tego też nie chciał. Ale najbardziej to chciał po prostu, żeby po pracy wracała do niego. Żeby już nie musieli spotykać się potajemnie w klubie, albo u niej. Widywać, albo nie widywać, zależy czy mieli szczęście. Teraz przynajmniej mogli złapać te kilka godzin rano, albo wieczorem. Złapać się.
I teraz też na tej dzikiej, kolorowej plaży trzymali się w ramionach, kiedy ona mu mówiła dlaczego wygląda jak Bóg.
Proste, uśmiechnął się na to stwierdzenie, bo skoro tak powiedziała... Tak musiało być. Ciemne tęczówki zawiesił na jej pięknych, dużych oczach, dzisiaj nie wpadały w ten obłędny brąz, dzisiaj były tak kolorowe, tak błyszczące, że ciężko było oderwać od nich spojrzenie.
Ich ciała poruszały się już w jednym rytmie, ocierając o siebie w ten kurewsko przyjemny sposób, skóra o skórę, szorstkie ubrania o jej delikatne, pomalowane ciało, miękki materiał sukienki o jego brzuch. Czuł to wszystko, każde muśnięcie.
- Diablo-bóg - mruknął w jej pełne, gorące wargi, które zaraz musnął zaczepnie, na których mogła poczuć jak się uśmiechnął. Przesunął palcami po jej udach, marszcząc materiał sukienki, opierając je na pomalowanej, gorącej skórze. Powoli, miękko, a jednak tak, żeby to czuła, on też czuł pod opuszkami nierówną fakturę farby, jakąś taką inną. Ale ciekawą.
Pilar zawsze była dla niego ciekawa, inna niż wszystkie kobiety, które znał. Których nigdy nie uczył się na pamięć, bo przecież... zaraz zapominał. Zaraz szukał innych doznań, czegoś nowego. A z nią... za każdym razem to dostawał, inne, nowe, intensywniejsze doznania. Jakby naprawdę odkrywała przed nim ten cały kosmos, o którym zaraz jej opowiadał, który widział w jej oczach, w jej ustach. I w sercu, które waliło równo z tym jego, tuż obok tego jego. Lew obok węża... i zielonego węża też.
Uśmiechnął się znowu, kiedy porównała go do wszystkich żywiołów, złapał jej spojrzenie, ale zaraz już pochylał się do jej ucha, które szczypnął zębami - jak ogień - powtórzył po niej, a zaraz mokrym językiem przesunął po rozgrzanej skórze za jej uchem - jak woda... - ciepły oddech osadził na jej karku - i jak powietrze - zacisnął palce na jej pośladkach, przyciągając ją do siebie jeszcze mocniej i nawet chciał coś powiedzieć o tej ziemi, tylko Pilar urwała. Madox też i zaraz oboje patrzyli na tą postać, która ich szarpała.
- A co to... - zaczął Noriega, bo myślał, że to jakiś dzieciak, ale kto przychodzi z dziećmi na taką imprezę, gdzie prochy i alkohol były wszędzie?
Zaraz jednak uświadomił sobie, że to nie dziecko, tylko karlica. Troszkę się cofnął mocniej wtulając w Pilar, i to nie tak, że Madox miał cos do karłów, one go odrobinę... peszyły? Jakiś dziwny dyskomfort w nim powodowały, chociaż dzisiaj po tych pigułach, no i przede wszystkim kiedy miał przy sobie Stewart, kiedy zaciągnął się jej bajecznym zapachem pochylając głowę nad jej ramieniem, to już spojrzał na tą małą kobietkę normalnie.
- Dużo namiętności... - powtórzył po kobiecie i wtulił policzek w szyję Pilar, bo to by się zgadzało. Chociaż ten ból też zawsze im towarzyszył, już nawet Madox chciał ją ugryźć w ramię, ale na tego tarota się cofnął i tylko ją obślinił. Ale i tak zaraz ta ślinę wytarł w swój policzek, kiedy się do niej łasił.
- Nie wiem... - zaczął, bo przecież Madox nie wierzył w takie rzeczy i na trzeźwo, to on by zaraz powiedział, że jakiś tarocik srarocik, bzdety, ale nie był trzeźwy. A przed chwilą porównywał Pilar do całego kosmosu, złapał na moment jej błyszczące spojrzenie - dobra - stwierdził w końcu, a pani karzełek wyciągnęła do nich rękę - nie tutaj, chodźcie - powiedziała i całe szczęście Pilar ujęła jej małą rączkę, a Madox splótł swoje palce z tymi Stewart. Karlica poprowadziła ich na ubocze, do małego namiociku. Był wielkości... tej szafy, którą mieli w przedpokoju, może nawet mniejszy? Maleńka wróżka weszła do niego bez problemu, a zaraz Madox odchylił przed Pilar wejście i oni też się tam wcisnęli, musieli się zgarbić. Musieli stać blisko siebie, ale to przecież nie był jakiś problem, zaraz nawet dostali poduszkę, na której wróżka kazała im klapnąć. Madox na niej usiadł... całym tyłkiem, ale zaraz pociągnął Pilar do siebie na kolana. Usiedli przed tym malutkim stolikiem, na którym leżała też szklana kula. Wróżka przetasowała karty Tarota, a zaraz kazała im przełożyć, najpierw Madoxowi… bo się pierwszy do tego wyrwał, przecież on zawsze ze wszystkim był pierwszy, a później Pilar, a kiedy to zrobili położyła na stoliku przed nimi trzy karty. Były piękne... ozdobione księżycami i gwiazdami, galaktykami. Kobieta postukała w pierwszą, tą z tyłu, najbliżej niej, małym paluszkiem.
- Przeszłość... - zaczęła i odsłoniła kartę - kochankowie - podniosła na nich spojrzenie, a Madox mocniej ścisnął Pilar - ale co... - już pytał, że co to znaczy. Ale karlica podniosła rękę i kazała mu milczeć - ja mówię, ty słuchasz - pokręciła głową urażona, a Madox aż schował się za Pilar, bo ta jej mina była taka... śmieszna. Może przez tą jej dużą, śmieszną głowę? Kontynuowała, podsuwając kartę w ich kierunku, żeby mogli się jej przyjrzeć, parze kochanków, splecionych w chwili uniesienia.
- Chemia, wybór i przyciąganie... To bardzo mocna karta na start, oznacza, że już wcześniej was do siebie ciągnęło, to nie był przypadek... To nie było coś, na co można przymknąć oko, zbyt silne, żeby to ignorować, zbyt ogniste, żeby kontrolować - przesunęła palcami nad kartą - kochankowie to też dylematy, coś co nie jest proste, a może nie ma prawa bytu? Trudne decyzje, które zostały podjęte - skończyła, ale jej słowa jakby wybrzmiewały jeszcze przez chwilę w namiocie, albo może Madox układał je w głowie? Bo przecież... to wszystko się tak z nimi zgadzało. Bo zawsze ich trochę do siebie ciągnęło. A później w Medellin, to już po prostu... wymknęło się spod kontroli, zbyt silne żeby to ignorować i zbyt ogniste, żeby kontrolować. Wypuścił powietrze z płuc prosto w szyję Pilar, bo z tymi dylematami też przecież walczyli, z tym, że to nie miało prawa bytu, kret i policjantka. To nigdy nie było proste, a jednak, w końcu przecież podjęli tą decyzje. W końcu... kurwa... Chyba postawili na tych kochanków?
Podniósł spojrzenie na wróżkę, jakaś... czarownica?
Ułożyła palce na tej karcie po środku.
- Teraźniejszość - oznajmiła najpierw, a zaraz ją odsłoniła, spojrzała na nich kostucha w pełnej krasie - Śmierć - i chociaż Madox w takie rzeczy normalnie nie wierzył, to jakoś tak nim wzdrygnęło, co Pilar mogła poczuć na sobie. Ale karlica też chyba to zauważyła - to nie jest zła karta... - zaczęła, a Noriega wypuścił powietrze z płuc z ulgą, bo jednak... W ich przypadku to oni już przecież nie raz czuli dotyk śmierci, jej oddech na plecach - to koniec czegoś, zmiana, transformacja. Coś się kończy, ale po to, żeby zmienić formę, to koniec zabawy, bo teraz zaczyna się coś... prawdziwego - podniosła na nich jasne ślepia, a Madox jakoś tak odruchowo sięgnął do ręki Pilar, gdzie miała ten pierścionek, który jej założył, który był przypieczętowaniem... zmiany. Czegoś tak kurewsko prawdziwego, że chyba bardziej się nie dało.
-Może... zaręczyny? - zapytał, a wróżka pokiwała głową - mogą być, bo już nie ma powrotu do tego co było, teraz albo wchodzicie w to głębiej, albo... to się rozpada - Madox znowu się jakoś obruszył, bo prawda jest taka, że... on zawsze parł na przód, nie cofał się, nie oglądał za siebie, brał to co dawał los.
Wszystko albo nic.
I te ich zaręczyny chyba były takim wyznacznikiem, czymś co określało ich już... na zawsze? A na pewno czymś, co nadawało tej ich relacji zdecydowanie bardziej poważny wydźwięk, prawdziwy. Koniec zabawy.
- To jakaś czarownica... - szepnął do ucha Pilar, tak żeby wróżka go nie słyszała. Przesunęła kartę ze śmiercią w ich kierunku, żeby mogli na nią spojrzeć. Kostucha była straszna, ale pod nogami miała łąkę usłaną kwiatami, a na kościstej dłoni jakiegoś ptaszka.

De los amantes, pasando por la muerte, hasta la justicia ༉‧₊˚🕯️🖤❀༉‧₊˚.

tequila con muerte

: wt mar 31, 2026 7:06 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa, taroty i te sprawy
Pilar nie wierzyła w magię.
Jako osoba, która całe życie i dotychczasową pracę opierdała na faktach, ciężko było jej uwierzyć w to, że cokolwiek mogło być zapisane w gwiazdach. Gdyby to było takie proste, to szamani i wróżki łapaliby zbirów i sądzili za zbrodnie. Zabił czy nie zabił, wyciągnij kartę i chuj. Wyrok gotowy w mgnieniu oka z praktycznie nieomylnym osądem. A horoskopy? To dopiero był jeden, wielki stek bzdur. Setki tysięcy ludzi urodzili się w ten sam dzień co ona i co, każdemu z nich miało dziać się to samo? Coś co zostało spisane w gazetce na samym końcu magazynu przez jakiegoś dziadka lat siedemdziesiąt, który dla lepszej odklejki walił kolorowe piguły, dyktował im wszystkim życie? Kompletnie tego nie kupowała.
Zupełnie tak samo jak nie kupowała tej… karlicy, która nagle zaczęła machać im przed oczami brzuchami kolorową talią kart. I to już nawet nie chodziło o same karty, a to, że z n o w u ktoś im przerywał. Jeszcze w tak ważnym momencie, kiedy Pilar chciała go porównać do wszystkich żywiołów i dodać jeszcze kilka od siebie. Poopowiadać mu prosto do ucha, jak ważny dla niej był, połasić się do niego, wiecznie nienasycona dotykiem i jego bliskością. Pragnęła więcej. Pragnęła czuć go na sobie i w sobie i w każdy inny możliwy sposób tego wieczoru, odczuwając wszystko mocniej, intensywniej.
Muzyka dudniła mocno w miejscu, w którym stali, wybijając z głowy wszelkie myśli, dlatego nim zdążyła się namyślić, co powinna odpowiedzieć, Madox już zrobił to za nią. Jego dobra odbiło się echem w jej głowie, a ciemne spojrzenie osadziła na jego twarzy. Ta jej malowała na sobie lekkie poirytowanie z zawodem. Przecież mieli tańczyć. Chociaż może karty też będą fajne? Kiedy jeszcze będą mieć okazję dać sobie powróżyć w Meksyku, na imprezie na plaży i to w dodatku przez jakąś niskorosłą szamankę. Albo wróżkę? Bo kiedy weszli do turbo małego namiociku, Pilar zobaczyła nawet kulę na stoliku. Może jednak wiedźma?
Namiot był malutki. Zapewne idealny dla karlicy, za to dla odwiedzających już nieco mniej przytulny. Oboje z Noriegą musieli się garbić wchodząc do środka, a potem ledwo udało im się jakoś usiąść jedno na drugim, by w ogóle się zmieścić. Uświadomiła sobie również, że nie tylko dotyk miała wyczulony ale również i węch. Praktycznie od razu uderzył ją dziwny odór tego miejsca — trochę waliło starą babą, trochę olejkami eterycznymi, a do tego czymś spalonym, czego nie była w stanie zdefiniować… Dopiero po chwili zobaczyła, jak karlica zgarnia do ust kilka frytek spod stołu. To wiele wyjaśniało. Zaraz potem zabrała się za tasowanie kart. Nie robiła tego jakoś imponująco — przełożyła je kilka razy i wyciągnęła przed nimi, pozwalając Madoxowi wybrać pierwszemu. Kiedy przyszła jej kolej złapała pierwszą lepszą, na którą w pierwszej kolejności zwróciła uwagę i nawet się nad tym nie zastanawiała. W końcu to i tak był jeden, wielki stek bzdur.
Ta… Dopóki baba nie zaczęła mówić.
Im więcej słów opuszczało jej usta, bym bardziej te Pilar się otwierały. Zacisnęła mocniej dłonie na tych Noriegi i aż pokręciła głową. Bo przecież to było niemożliwe, żeby odczytać ich tak dobrze po jednej karcie. Jak? Jak ona to kurwa zrobiła. Stewart momentalnie poczuła ciarki na plecach, wcale nie przyjemne.
Przyciąganie, ogień, dylematy… wszystko się zgadzało. Podsumowała ich przeszłość wręcz idealnie, a w przypadku teraźniejszości wcale dużo się nie pomyliła. Nawet z tą śmiercią, którą mignęła na karcie. Przecież oni wiecznie się o nią ocierali, narażali swoje życie i mieli świadomość, że absolutnie nic w najbliższym czasie pewnie się w tej kwestii nie zmieni. Chociaż kiedy Madox zadrżał na ten widok, Pilar momentalnie przytuliła się do niego mocniej. Dłoń przeniosła na jego policzek, a zaraz wplotła palce we włosy. Z jednej strony nie wierzyła w te wszystkie brednie, a z drugiej… ona kurwa znowu miała rację.
Coś poważniejszego.
Chciała zapytać o zaręczyny, ale Madox ją ubiegł. Zupełnie, jakby czytał jej w myślach. Przecież te ich zaręczyny… jedne, drugie jak i trzecie, to przecież decydowały o ich dalszych losach. Kto wie, jakby teraz potoczyła się ich historia, gdyby stanęło tylko na tych pierwszych, odrzuconych. Gdyby oboje nie weszli w to w całości. Może faktycznie by się rozpadli?
A ta trzecia? — wskazała na ostatnią już kartę, która wciąż zakryta leżała przed nimi. Kobieta podniosła na Pilar przeszywające spojrzenie. Jej ciemnozielone oczy dosłownie w w i e r c a ł y się w jej twarz, aż na plecach znowu poczuła ciarki.
Jesteś niecierpliwa — zauważyła, chociaż akurat to wcale nie było odkrywcze. Już miała jej to powiedzieć, tylko wtedy jej oczy przesunęły się na Noriegę. — Ale ty bardziej — wystawiła w przód rękę i wskazała na niego obrzydliwie długim, czarnym paznokciem. Pilar przez moment miała wrażenie, że z każdą sekundą robił się on coraz dłuży i dłuży, ale może była to kwestia piguły, którą wcześniej przełknęła, a która powoli zaczynała działać na marginesie swoim umiejętności.
To chyba normalne w Meksy…
Kiedyś was to zgubi — przerwała jej w pół słowa, przenosząc dłoń zakrytą kartę i postukała ją kilkakrotnie, znowu im się przyglądając. — To że nie umiecie nad sobą zapanować w swoim towarzystwie — i gdzie ona to niby wyczytała? W tej zakrytej karcie? W gwiazdach? W ich oczach? Może widziała ich wcześniej na molo? A może po prostu pierdoliła trzy po trzy, każdemu to samo i po prostu czekała, aż w końcu trafi na takich, pod których to będzie pasować? Z ich pechem była w stanie w to uwierzyć.
Może — Pilar wzruszyła ramionami, próbując ukrócić to mistyczne gadanie, bo naprawdę zaczęło robić się nieprzyjemnie. — To dowiemy się co jest w tej karcie? — gestem ręki wskazała w odpowiednim kierunku.
Przyszłość — rzuciła ostro, łapiąc za brzeg karty. — Tylko tu już nie można patrzeć, trzeba będzie opowiadać, a wy będziecie musieli to odpowiednio zinterpretować — wyjaśniła. Niby miało to sens, a jednak przypominało Pilar trochę te horoskopy z gazety. Niemniej poprawiła się lekko na Madoxie i pomasowała jego kark, chyba nawet bardziej chcąc dać sobie ukojenie niż jemu. Jakoś nagle przestało się jej to podobać. Szczególnie, gdy karlica (okropne jest to słowo xd) odwróciła w pełni kartę ukazując jakiegoś ziomka z mieczem na tronie.
Sprawiedliwość — prychnęła pod nosem, jakby zawartość wcale jej nie zdziwiła i znowu zastukała w nią paznokciem. — Oznacza kolejne decyzje i co najważniejsze… konsekwencje i prawdę, której nie będzie się dało tak po prostu zamieść pod dywan — podniosła wzrok na Pilar. — Coś będzie musiało zostać nazwane — a zaraz przeniosła spojrzenie na Noriegę — I rozliczone — zrobiła krótką przerwę, przymykając na moment oczy. Coś pomruczała pod nosem, pokręciła głową, jakby z kimś rozmawiała i znowu na nich spojrzała, a potem na kartę. — Jedno z was podejmie decyzję, ciężką… ale oboje będzie musieli z nią żyć. I przede wszystkim z konsekwencjami — jej głos był stanowczy, a jednak pod koniec spojrzała na nich jakoś… smutno. Z przejęciem. A to zaś wcale nie spodobało się Stewart.
I co, to tyle? — spytała po chwili. — Nawet nie powiesz nam co to będzie za decyzja ani czego będzie dotyczyć? — ale kobieta tylko pokręciła przecząco głową i zaraz znowu nachyliła się pod stół, żeby złapać do ust kilka frytek.
Karty nie dają wszystkiego na tacy — wyjaśniła w końcu. — Ale wasza miłość… — nachyliła się w ich kierunku, praktycznie zawisając na stole. — Jest niesamowicie silna — aż przymknęła oczy. — Czuje ją… tą energię… osobno macie wyjątkowo dużo, ale razem? — złapała ich dłonie do siebie i aż nią zatrzęsło. — Ogromna siła, która może ratować życia… albo siać kompletne spustoszenie.

𝐦𝐲𝐛𝐚𝐛𝐲.ꨄ♥︎ ꧁✮..🔮☽..✮꧂

tequila con muerte

: wt mar 31, 2026 9:00 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, narkotyki i przepowiadanie przyszłości
Zdążą jeszcze potańczyć - z takiego założenia wychodził Madox, chociaż prawda jest taka, że z nimi nigdy nic nie było wiadomo. Bo mieli robić wszystko... a póki co dwa razy się pobili, głównie Madox, zaprzyjaźnili z gejem i wyznawali sobie miłość z kosmosu, nie z tej ziemi, owianą wszystkimi ży-wio-ła-mi.
Karty też mogły być fajne, dlatego on się zaraz zgodził. Jeszcze to zawiedzione spojrzenie Pilar skontrował uśmiechem, krótkim pocałunkiem złożonym na jej ustach, zanim ruszyli za mini wróżką. Do jej mini namiociku.
- Większe posłanie ma Sombra - bo rzeczywiście pies Noriegi miał większe wyrko niż ta wróżka namiot, ale w zasadzie było przytulnie, siedzieli sobie na poduszce, to znaczy Madox na poduszce, a Pilar u niego na kolanach, więc na co mieli narzekać. Tylko ten dziwny zapach - jebie... - zaczął Madox i już miał powiedzieć, że czymś spalonym, ale Pilar wbiła mu łokieć gdzieś w brzuch - kadzidłem... - wydusił w szyję Stewart. Ale to nie prawda bo waliło tymi frytkami, które karlica wyjadała spod stolika - zjadłbym frytki - stwierdził Madox, ale tak tylko do ucha Pilar, już nawet miał jej nawijać, że może jak stąd wyjdą, to pójdą. Tylko, że wtedy się zaczęła MAGIA.
Bo mogli w to nie wierzyć, ale przecież ci kochankowie pasowali do nich jak nic. A Śmierć... nawet teraz pewnie gdzieś tam się na nich czaiła. Bo przecież i Pilar i Madox wiecznie z nią igrali. Ona na akcjach, on w klubie. Ona ścigając bandziorów, a on siadając z nimi przy jednym stole.
Madox też już chciał pytać o tą trzecią kartę, ale ubiegła go Pilar, a kiedy karlica zarzuciła jej, że jest niecierpliwa, to musnął wargami skórę na jej karku. Była, w gorącej wodzie kąpana, narwana. Tylko, że zaraz wróżka powiedziała mu, że on jest bardziej. I może rzeczywiście był bardziej? Aż znowu mocniej wtulił się w Stewart, bo ta baba była przerażająca. Może ich widziała wcześniej? Obserwowała, żeby teraz im nagadać?
- Właściwie... - zaczęli chyba równo z Pilar, ona, że to chyba normalne w Meksyku, a on, że właściwie to nie są chyba jakoś wyjątkowo niecierpliwi. Byli.
A jeszcze ta czarownica im powiedziała, że kiedyś ich to zgubi, aż Madox się skrzywił. Bo jakby to miało zgubić jego, to on by to przecież jeszcze jakoś przełknął, ale ich? Ale ją?
- A jak się nauczymy? Masz tam napisane, czy jak się nauczymy, to się nie zgubimy? - aż się pochylił do przodu nad ramieniem Pilar, ale ona zaraz znowu pytała o trzecią kartę i Madox już sięgał do jej ust, żeby je zasłonić palcami - czekaj, niech nam powie, co robić... - zaczął, ale Stewrat go ugryzła, a on dźgnął ją palcem w bok i jak tak się zaczęli wierzgać, to prawie zrzucili kryształową kulę.
- Cálmense, locos - spokój wariaci, rzuciła wróżka kręcąc głową, więc zaraz jej już słuchali, a ona odsłoniła ich przyszłość. A Madox tylko jeszcze bardziej się wtulał w Pilar, a po karku to przeszedł mu dreszcz na widok tego ziomka z mieczem, bo co teraz? Nie dość, że strzelaniny, to jakiś nożownik? I Stewart mogła poczuć, jak mu się zjeżyły włoski na karku. Ale zaraz czarodziejka zaczęła im tłumaczyć, że to sprawiedliwość, no to chyba dobrze?
Chociaż kiedy zaczęła opowiadać co to znaczy, to Noriega jakoś mocniej nabrał powietrze w płuca. Kolejne decyzje, a on przecież tak doskonale wiedział, że musi je podjąć, i chociaż chciał je od siebie odsuwać, nie myśleć o tym tutaj, w Meksyku, to teraz znowu się nad tym zastanowił. Konsekwencje, trudne konsekwencje ich decyzji, ale też tych jego sprzed wielu, kurwa lat. I prawda, której nie da się zamieść pod dywan. Zacisnął palce mocniej na udzie Pilar.
- Ale co? Powiedz coś więcej... jak to nazwane? I jak rozliczone? - znowu zapytał, ale wróżka jakby była w jakimś transie, mruczała coś pod nosem, a potem to jej nawet gałki wywróciło na drugą stronę i Madox przez chwilę myślał, że ma jakiś atak, ale zaraz zjadła dwie frytki spod stołu. A później już nawijała im o tym, że jedno z nich podejmie decyzję, ciężką, która zaważy na całym ich życiu, która będzie za sobą niosła konsekwencje.
- Ale co to za konsekwencje? - oni już z Pilar pytali jedno przez drugie o tą decyzję, o konsekwencje. Ale dowiedzieli się, że karty nie dają wszystkiego na tacy - nie zapłacę ci, jak nam nie powiesz - jeszcze jej zagroził Madox, a wróżka złapała spod stołu kolejną frytkę i zamachnęła się nią na niego, ale Noriega się uchylił, chociaż walnął się głową o jakieś wiszące kadzidła - ała... - mruknął. A tarocistka pochyliła się nad stolikiem i zaraz ściskała ich ręce i gadała o tej ich niesamowicie silnej miłości, a Madox aż westchnął.
- Już ratowaliśmy życia... to teraz kurwa to spustoszenie? - jęknął odchylając do tyłu głowę.
- Daj stówę, to ci powiem... - powiedziała nagle mini wiedźma, uprzednio brudząc im ręce tłuszczem z frytek.
- Stówę za takie coś? Powiedz co zrobić, żeby być... żeby było dobrze - rzucił Madox, a wróżka wywróciła oczami.
- Najpierw hajs, a potem ci powiem - postukała pazurem w stolik. A Noriega w końcu sięgnął po portfel i położył jej na stoliku stówę, ale gdy za nią złapała, to on też wciąż ją trzymał. Wróżbitka znowu pokręciła głową - będziesz miała z nim... Trudno - stwierdziła i spojrzała na Pilar - dwa skorpiony spotyka się wyjątkowo rzadko, ich siła nie jest w spokoju, tylko w tym, że czują... więcej, intensywniej, prawdziwiej. Pamiętajcie skorpion nie boi się końców, bo wie, że każdy koniec jest początkiem - znowu zawiesiła na nich spojrzenie, a Madox puścił pieniądze i zaraz już ściągał z siebie Pilar, żeby wstać, żeby wyczołgać się praktycznie z tego namiotu. Aż musiał wstać i to rozchodzić, bo to było... kurewsko dziwne.
A kiedy Pilar do niego dołączyła, to zaraz złapał ją za rękę i pociągnął do siebie.
- Ja jestem skorpionem, ty też jesteś? - zapytał, bo w zasadzie, to nawet nigdy o tym nie gadali, no bo przecież nie wierzyli w takie rzeczy... Ale - to było jakieś pojebane - pokręcił głową, ciemne tęczówki zawieszając na pięknych, błyszczących oczach Pilar.

Dos escorpiones se encuentran con muy poca frecuencia 🦂♏︎♏︎

tequila con muerte

: wt mar 31, 2026 10:30 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa, ćpanie i sranie
Pojebane.
Takim właśnie słowem podsumowałaby cały ich dotychczasowy pobyt w namiocie. A najgorsze w tym wszystkim było to, że Pilar sama nie wiedziała, co w tym wszystkim było najbardziej pojebane — sam fakt, że siedzieli właśnie w jakimś dziecięcym namiocie, na mini podusi u karłowatej wróżki, która wpierdalała frytki spod stołu, czy może jednak to, co im mówiła przy odkrywaniu kart.
Bo jednak jakby na to nie spojrzeć zgadzało się praktycznie wszystko. Czytała z nich jak z otwartej księgi, opisywała ich zachowania i dosłownie nawiązywała do rzeczy, które oni przecież naprawdę przeszli. Przerażające to było. Ktoś w pełni trzeźwy powiedziałby, że były to ogólniki, że tak naprawdę nie podała im nic konkretnego i co druga osoba w tym egzotycznym kraju była narwana i stawała przed jakąś decyzją, gdyby Pilar była trzeźwa pewnie też by tak pomyślała… ale nie była. Ani trochę nie była, a jej głowa chłonęła te wszystkie informacje jak gąbka. Tak jej się mózg powiększał od natłoku informacji, że w pewnym momencie miała wrażenie, jakby miało jej rozpierdolić czaszkę od środka.
I Madoxowi chyba również, bo zadawał na głos pytania, które i jej cisnęły się na język, a potem zaś jej przerywał, potem trochę się poprzepychali, chcąc dopytywać się karlicy o więcej informacji — on chciał wiedzieć jakie konsekwencje, a ona co to niby za sekrety i decyzje pod dywanem, i skończyło się na tym, że prawie wyjebali wiedźmie magiczną kulę. Wtedy dopiero by mieli pecha. Nie dość, że siedem lat nieszczęścia, to jeszcze pewnie jakąś klątwę by na nich rzuciła, a akurat problemów to mieli już i tak wystarczająco.
Musisz się tak wiercić? — spytała w końcu, odwracając się w jego stronę tak bardzo z impetem, że przywaliła mu niesfornymi kosmykami prosto w twarz. Wbiła w niego intensywne spojrzenie, w którym wcale nie brakowało ognia. — Daj jej może dwie stówki, to powie więcej — zaproponowała, bo skoro nagle za stówkę chciało jej się gadać, to może za dwieście powiedziałaby jeszcze więcej? A za trzy może i dałaby jakieś porady, jak uniknąć tych wspomnianych wcześniej konsekwencji? Może. Ale Madox walnął na stół jedynie stówką, a karlica już opowiadała Pilar, jak to nie będzie miała z nim trudno.
Ty myślisz, że ja nie wiem? — spojrzała na nią wymownie i nie omieszkała oczywiście przewrócić oczami. — Akurat to wiedziałam nawet i bez kart — wzruszyła ramionami, ani trochę nie przejmując się tym faktem. Znała Madoxa. Wiedziała, jaki był. I jeśli miałyby przeszkadzać jej jego wady, już dawno by z nim nie była. Noriega był… intensywny, pierdolnięty i chaotyczny do granic możliwości, ale to właśnie było w nim najlepsze. Ona przecież do szaleństwa kochała jego niedoskonałości i nieskromnie uważała, że idealnie się dopełniali. — Taka z ciebie wróżka, jak ze mnie kucharka, a wierz mi… — nachyliła się do przodu, akurat kiedy kobieta ładowała do ust kolejną frytkę. — Strasznie chujowa ze mnie kucharka — dodała, bo może akurat tego karlica nie widziała w swoich kartach i może myślała, że to komplement? Przyjrzała się jej uważnie, mrużąc oczy tak mocno, że ledą ją już widziała. — Ja to myślę, że ty wcale nic nie wiesz — rzuciła w końcu, prostując się nieznacznie, kiedy Madox już chciał się zbierać.
Wiem — odpowiedziała od razu karlica.
Nie wiesz.
Wiem.
To powiedz.
To zapłać.
To powiedz.
To daj dwieście.
Nie, bo nie wiesz.
Wiem — i pewnie mogły tak przekomarzać się do usranej śmierci, ale wtedy Madox postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i się pod nią poruszył, więc Pilar w końcu przeniosła ciężar ciała na nogi i wstała. A przynajmniej spróbowała wstać, jednak było za nisko skończyła z garbem, próbując się jakoś sensownie odwrócić, żeby nie wejść Madoxowi na głowę.
Gówno wiesz — tylko tyle rzuciła jeszcze na odchodne i odsłoniła jedną z kotarek. I chyba trafiła w jakiś soft point u wróżki, bo ta prychnęła oburzona i pokręciła głową.
A potem powiedziała coś, co na moment, wryło Stewart w ziemię:
Wiem na przykład to, że jeszcze znajdziesz swoją matkę — mruknęła spokojnie, ale na tyle głośno, by mogli ją usłyszeć. Pilar poczuła jak w sekundę włosy na rękach stają jej dęba, a serce zaczyna walić jak oszalałe. Aż przystanęła, a Madox wpadł na jej tyłek, wypychając ją z namiotu. I chwała Bogu, bo to… już było za dużo.
Pytał jej coś o skorpionie, ale ona na moment myślami zafiksowała się już zupełnie na innych rzeczach.
Co? — uniosła na niego ciemne spojrzenie. — No skorpion — skinęła głową. Już nawet chciała mu wypomnieć, że przecież składał jej życzenia urodzinowe, ale jakoś ta matka zakręciła się w jej w głowie do tego stopnia, że na chwile nie umiała myśleć o niczym innym.
Wyminęła go i przeszła kawałek, by przycupnąć pod jakimś drzewem na pieńku. Serce waliło jej mocno, muzyka dudniła w uszach jakby była wygłuszona, a słowa karlicy kręciły się nieprzyjemnie w głowie.
Słyszałeś co ona kurwa powiedziała? — rzuciła z niedowierzaniem, przy okazji podnosząc głowę na Noriegę. Bo może tak naprawdę one to sobie wmówiła? Może to te tabsy sprawiły, że jej głowa sama dopowiedziała sobie to zdanie? Chciała wiedzieć, a w tym samym czasie, tak bardzo czuła swoje serce w piersi, że dosłownie odbijało się jej echem w głowie. Oddech jakoś przyśpieszył, a ręce nagle zdrętwiały. Zaczęła nimi poruszać, chociaż to nic nie pomagało.
Madox — wydyszła jakoś ciężko, czując obrzydliwe ciepło, zalewające jej ciało. — Coś mi się dzieje. To normalne? — wbiła w niego zmartwione, nerwowe spojrzenie. — Ja… nie wiem… to mnie jakoś tak… tu boli i tu piecze... — próbowała mu wyjaśnić, ale nagle to wszystko w jej głowie zaczęło się kłębić, miała wrażenie, że ruchy ma wolne i ciało stało się kompletnie niespokojne. Potrzebowała, żeby jej pomógł. Żeby ściągnął z niej jakoś ten nieprzyjemny moment przejściowy, w którym nagły emocjonalny trigger wprowadził ją w bad tripa. W końcu kto jak nie on.

El único que puede calmarme 𓂃˖˳·˖ ִֶָ ⋆🌷͙⋆ ִֶָ˖·˳˖𓂃 ִֶָ

tequila con muerte

: śr kwie 01, 2026 12:17 am
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, narkotyki i bla bla bla
Zdmuchnął z twarzy jej włosy... Kudły, które połaskotały go w nos, które wchodziły mu do oczu, i które... I tak je uwielbiał, zagarniając je palcami z jej nagiego ramienia do tyłu.
- Zaraz portfel... - rzucił na to jej musisz się tak wiercić, bo musiał, wygrzebać z kieszeni pieniądze, co nie było łatwe, jak siedziała na nim, a do tego mieli w tym namiociku naprawdę mało miejsca dla siebie. Nawet łokcia nie można było wyprostować, bo Madox nim tylko w coś uderzył - ał... - znowu mu się wyrwało - to wolę ci kupić za tą stówkę... czekoladę, a nie dawać jakiejś wiedźmie - mruknął do ucha Pilar i już się do niej pochylał, żeby skraść z jej pełnych, gorących warg pocałunek, ale ona się odsunęła z tekstem, że może powinien dać wróżce trzy stówy. A Madox tylko strzelił oczami. Dał stówę i tak dużo jak na jakieś, zerknął na zegarek, dziesięć minut i trzy karty na stole. Jego tancerki, żeby tyle zarobić, to muszą pewnie zrobić szpagat, albo stanąć na głowie.
Oczywiście, że Madox poskąpił, i zaraz wróżka powiedziała, że Pilar będzie miała z nim... trudno. Każdy z nim tak miał, więc to akurat nie odkryła nic nowego.
- A ja będę z nią jak miał? Jak w raju? - już się przysuwał znowu do Pilar - lepiej się nie da? - jeszcze pewnie by dalej dopytywał, ale już Stewart zaczęła, że taka z tej karlicy wróżka, jak z niej kucharka, a Madox parsknął, tłumiąc śmiech w karku swojej narzeczonej. No bo on akurat wiedział jaka z niej kucharka. Już miał się zbierać, ale zatrzymał się na moment przysłuchując tej wymianie zdań między Pilar, a wróżbitką. Już nawet się zastanawiał, czy nie dać jej tego dwieście, ale co ona im mogła jeszcze powiedzieć?
Madox postanowił się podnieść, ale zanim wyleźli z namiotu znowu padła wymiana zdań gówno wiesz, trochę tam wiedziała, ale postanowił z tym nie dyskutować. Za to na te kolejne słowa wróżki, zatrzymał się na moment i obejrzał na tarocistkę przez ramię, ale zaraz już wypychał Pilar z namiotu i pytał ją o ten znak zodiaku. Nie skojarzył, że była skorpionem, bo Madox właściwie nigdy się nad takimi rzeczami nie zastanawiał, nad znakami zodiaku. Ale kim mogła być Stewart?
Idealny przykład skorpiona, tak jak i on.
Kiedy go wyminęła to zaraz ruszył za nią, nie odstępując jej na krok, stanął nad nią, a kiedy zadarła głowę do góry, żeby na niego spojrzeć on tą swoją skinął.
- Dużo rzeczy powiedziała... - zaczął, chociaż doskonale wiedział, że chodziło jej o tą matkę. I Madox cały czas się zastanawiał skąd ona to wiedziała. Skąd jakaś karlica z Meksyku mogła wiedzieć, że Pilar… nie miała matki, że może chciałaby jej szukać?
Chciał jej powiedzieć coś jeszcze, może, że nie powinna się tym przejmować? Albo, że ona wszystkim to mówi? Albo, że to po prostu stek bzdur? Cokolwiek, żeby tylko nie myślała już o tym. Ale kiedy wypowiedziała jego imię, tak jakoś dziwnie, z tym ciężkim oddechem, to zaraz kucał przy niej. Zaraz opierał ręce na jej udach, a potem biodrach, żeby ją objąć.
- Pilar wszystko jest w porządku, to normalne - powiedział łagodnie, zaglądając w jej ciemne oczy, a zaraz już zaciskał palce na jej ręce, przyłożył ją sobie do ciepłego, szorstkiego policzka - piecze, bo jesteś gorąca, ale to nie jest złe - musnął ciepłymi wargami jej palce, a zaraz przesunął sobie nimi po szyi - ja też jestem, tak samo, jak ty - oboje byli gorący, od krwi, która buzowała w żyłach, od emki, która jeszcze w nich siedziała. Przysunął się do niej jeszcze bliżej, między jej rozgrzane uda, a jej palce przesunął sobie na klatkę piersiową, na ten ukryty pod kolorowymi malunkami tatuaż z lwem. Czoło przysunął do jej skroni.
- Czujesz jak wali mi serce? I twoje też tak bije - czuł na sobie te szybkie uderzenia, jej były chyba szybsze, ale kiedy jego spokojny oddech osadzał się na jej zarumienionych policzkach, to liczył na to, że się zsynchronizują - i to boli... że te serca się tak do siebie wyrywają, ale to też jest normalne, szybko biją, bo jesteś obok - odsunął się na tyle, żeby znowu spojrzeć w jej błyszczące oczy. Jakieś takie spanikowane.
Te Madoxa za to były spokojne, sięgnął do niej, żeby oprzeć palce na jej rozgrzanym policzku, przesunąć po nim opuszkami na jej szyję, powoli, delikatnie - i ja jestem obok ciebie... Siempre - powiedział powoli, a zaraz ją po prostu do siebie przytulił, podsuwając się jeszcze do niej na kolanach. Oparł brodę o jej głowę, tak, żeby na policzku czuła te jego rytmiczne oddechy, uderzenia serca, a palce wplótł w ciemne kosmyki, głaszcząc ją delikatnie.
- Słyszysz muzykę z łodzi? Jest spokojna... Moglibyśmy do niej tańczyć całą noc. Albo całą noc siedzieć na piasku... Moglibyśmy cokolwiek, bo ja jestem diablo-bogiem, a ty jesteś mia - wypuścił powietrze z płuc prosto w jej kark, na którym zaraz złożył kilka miękkich pocałunków. Dał jej chwilę, żeby po prostu wyrównała oddech, uspokoiła to szybko bijące serce. Bo chociaż on też miał jeszcze w głowie mnóstwo pytań dotyczących tej wróżki, i tego skąd ona to wszystko wiedziała, to...
Nie było to wcale ważne, bo najważniejsze było to, co czuł do niej.
- Te amo... - wyszeptał jej do ucha, zakładając za nie czarne, umazane farbą kosmyki.

El único que realmente cuenta 𝑀𝒾 𝒜𝓂𝑜𝓇 ⋆˙⟡♡

tequila con muerte

: śr kwie 01, 2026 11:46 am
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa, atak paniki still i ćpanie
Temat jej matki zawsze był dla niej wrażliwy.
Za dzieciaka głównie wiązał się z ogromem łez i wielkiego niezrozumienia dlaczego to właśnie ją porzucono. Co takiego mógł zrobić ledwo urodzony noworodek, żeby zostawiać go na pierdolonej wycieraczce przed domem dziecka w środku zimy. Nawet nie w środku, nie oddać go osobiście, a porzucić.
Większość swojego dzieciństwa zastanawiała się, że dlaczego była niewarta kochania. Bo przecież w filmach i bajkach, które czytała matka kochała zawsze najmocniej. A jej nie kochała wcale. Nikt jej nie kochał. Nikt nie chciał. Spędziła w bidulu pół swojego życia, bo każda potencjalna rodzina zastępcza uważała ją za dziwną, narwaną i jakąś taką dziką. Ale co się dziwić, skoro własna matka ją oddała? Większość dzieciaków potraciła swoich w wypadkach i innych tragediach, a Pilar była skreślona od początku. I chociaż z czasem nauczyła się z tym żyć, przepracowała to w pewnym stopniu, a po części też zamiotła pod dywan, tak w momencie, gdy karlica powiedziała to na głos — coś czego przecież nikt tutaj nie powinien wiedzieć — na moment naprawdę zamarła. I jak jej dotychczasowy trip był wy-bor-ny, tak w tamtym momencie po prostu wszystko poszło się jebać.
Znała już to uczucie. Ten podskórny atak paniki, który dotychczas pojawiał się u niej jedynie na wspomnienie o Daltonie i tego, co zrobił. Tylko tutaj był o wiele gorszy, bo samo jej ciało nie dość, że reagowało o wiele bardziej intensywnie, to jeszcze głowa była jakaś wolniejsza. Przez moment czuła się, jakby stała obok i po prostu obserwowała to, co się z nią działo. Jakby straciła kontrolę, którą przecież tak bardzo ceniła w swoim życiu. Panikowała.
I wtedy pojawił się on.
Dokładniej jego głos, który swoim spokojem i opanowaniem sprawił, że była chociaż w stanie podnieść na niego spojrzenie. Pilar wszystko jest w porządku, to normalne. Słyszała go. Dokładnie. Jego miękki ton przedzierał się przez wszystkie bariery i nadmierny szum, który jej towarzyszył. Zaraz potem przyszedł dotyk, który koił jeszcze bardziej. Tekstura jego policzka, po którym przesunęła i na którym sie skupiła. Na sposobie, w jaki świeży zarost delikatnie szczypał w skórę w ten przyjemny, charakterystyczny sposób. I faktycznie — on również był gorący. Czuła to. Czuła żar bijący od jego ciała, a zaraz potem i ust, które musnęły jej palce. Kolejny ciepły prąd powędrował tym razem od dłoni do serca, ale w tym przypadku wiedziała przecież, że to było dobre, przyjemne. Może to walące serce w piersi też było?
Czuje — odezwała się w końcu, gdy spytał, czy czuła, jak jemu biło równie szaleńczo. — Jakby miało je zaraz wypierdolić w kosmos — dodała, przy okazji podnosząc spojrzenie na obłędne, ciemne oczy, w których odbijały się kolorowe światełka z plaży. Nie chciała, żeby to się stało, ale dobrze było wiedzieć, że nie tylko ona tak miała. Że on też czuł wszystko intensywnie, a przede wszystkim, to że był przy niej.
Pilar nienawidziła okazywać słabości i pewnie na trzeźwo próbowałaby to wszystko ukryć w sobie, jak robiła przed wylotem do Meksyku, ale tutaj, kiedy emka dopiero na dobre rozpływała się po jej ciele, nie była w stanie czegokolwiek hamować. Pokazywała mu się taka, jaka była — z tymi wszystkimi lękami, które przecież miała w sobie od jakiegoś czasu, a które jedynie dobrze chowała. Chociaż przy nim nie były już taki straszne. Nie kiedy przyciskał ją mocno do siebie, zamykając w szczelnym uścisku i głaszcząc po włosach. Szczerze? Nigdy nie czuła się bezpieczniej. I wcale nie zajęło jej to dużo, by sobie to uświadomić.
Złapała głębszy oddech w płuca, a potem wszystko na raz wypuściła prosto w jego gorącą klatkę piersiową, do której przyciskała policzek. Czuła, jak jego organizm cały żyje i w tym samym czasie jak ten jej się z nim synchronizuje.
Mruknęła twierdząco, gdy spytał, czy słyszała muzykę na łodzi. Słyszała. Faktycznie była powolna. Zupełnie inna niż ta spod sceny — spokojna, sensualna wręcz. I to właśnie do niej Pilar lekko wprowadziła ich ciała w ruch. Bujała nimi na lewo i prawo, dłonie układając pod kolorową koszulką Noriegi i sunąc palcami po nagich plecach. Działało. Rozluźniała się. Do tego stopnia, że kiedy powiedział ostatnie zdanie aż lekko się poruszyła, lekko uśmiechając.
Diablo-Bóg brzmi okropnie — skwitowała, delikatnie kręcąc głową, a zaraz potem nawet się od niego oderwała, by podnieść spojrzenie na ciemne oczy. — Musimy ci wymyślić jakąś lepszą ksywkę — bo ta brzmiała jak jakaś z Temu i z pewnością nie odzwierciedlała tego, że wyglądał jak Bóg i grzeszył jak najgorszy Diabeł. Chociaż co do jednej kwestii miał rację w tamtym zdaniu — była jego. To nawet nie podlegało dyskusji.
Te amo — odpowiedziała od razu, bez najmniejszego zawahania, dłoń unosząc na ciepły kark, który zaraz pomasowała kciukiem. — Gracias por estar siempre ahí cuando te necesito dziękuje, że jesteś zawsze, kiedy się potrzebuje, dodała przyciągając go do siebie jeszcze bliżej, by zaraz złączyć ich usta w czułym pocałunku. Delikatnym. Takim, który z początku jedynie muskał zaczepnie wargi, by z każdą chwilą stawać się coraz bardziej intensywnym, sensualnym. Pocałunku, który na nowo przyśpieszał bicie serc, ale już w o wiele bardziej p r z y j e m n y sposób.
Naprawdę była mu wdzięczna. Często dyskutowali o tym, że on nie przejmował się jej bezpieczeństwem, że miał to w dupie, że robił co chciał, nie zważając na konsekwencje. I może w niektórych przypadkach tak było, ale prawda była taka, że kiedy przychodziło co do czego to zawsze był. Zawsze stawiał ją na pierwszym miejscu i robił wszystko, by zapewnić jej odpowiednią opiekę. I właśnie tą wdzięczność chciała mu przekazać w każdym muśnięciu warg, przesunięciem językiem i sposobem, w jaki jej ciało się do niego łasiło, przyciskając coraz bliżej.
Jednak te wszystkie żywioły to chuj — zaczęła, ciężko oddychajać, kiedy w końcu się od siebie oderwali. — Jesteś moją bezpieczną przystanią — musiała mu to powiedzieć. To że przy nim czuła się bezpieczna. Niby wiedział, że wtedy na plaży nie mówiła poważnie, ale chciała, żeby to od niej odpowiednio usłyszał. Pochyliła się do tyłu, opadając plecami na korę drzewa i spojrzała na niego czarnym już wzrokiem. — Do tego kurewsko gorącą przystanią — dodała już z bezczelnym uśmiechem na ustach, wyciągając do niego ręce. — Kolorową… świecącą… — przejechała wzdłuż umięśnionych ramion i umazanej farbą klatce piersiowej. — Jedyną w swoim rodzaju, zajebistą przystanią — podsumowała i szarpnęła go do siebie, by znalazł sobie miejsce między jej nogami. Przed ich oczami mieli plaże, a zaraz za nią ciągnący się w nieskończoność ocean, na którego tafli mieniły się kolorowe światełka. Pilar zapatrzyła się na moment, błądząc dłońmi po obłędnym ciele Madoxa.
Próbowałam jej szukać — odezwała się po chwili. — Ale to jest sprawa skazana na porażkę. Nic po sobie nie zostawiła — nawet imienia nie miała. Nic. Niby próbowały z Heleną zhakować dane w szpitalu, ale przecież nawet to się nie udało.

Tú eres mi refugio seguro ⊹ ࣪ ﹏𓊝﹏𓂁﹏⊹ ࣪ ˖