Strona 44 z 44

kiss and tell

: wt kwie 21, 2026 9:39 am
autor: montgomery morin
Is this happines?
You're a hard man to love, and I'm a hard woman to keep track of
STATUS: AKTUALNE | 02/05
ObrazekObrazek
Poznaliśmy się po moim recitalu, lata temu. Z kieliszkiem szampana w dłoni, znudzony wysłuchiwałem, jak to mój występ był doskonały, jak otarłem się o perfekcję, jak zasługuję na wszystkie te peany zapętlone przede mną jak mantra. Ty — młoda i zuchwała, z urodą podkreśloną blaskiem pereł i gładkością jedwabiu — podeszłaś, mówiąc:

— W trzeciej wariacji za bardzo przyspieszyłeś. Celowo?

To nie była krytyka, tylko uważność. I tyle wystarczyło, żebym po raz pierwszy poczuł się widziany na salonach, na których zwykle byłem tylko częścią dekoracji.

Od tamtej pory minęło kilka lat, i nadal lubię myśleć, że nie zmieniliśmy się aż tak bardzo. Lubię myśleć, że mnie rozumiesz, bo wychowaliśmy się w tych samych kręgach — w domach, w których nie brakuje niczego oprócz miłości; w których ciszę przy kolacyjnym stole da się kroić nożem, a skandale zamiata pod dywan tak skutecznie, że po latach widać tylko idealnie prostą linię. Lubię myśleć, że jesteśmy na zawsze, nawet jeśli nasz związek opiera się głównie na bólu i sekretach.

Zaręczyliśmy się jakiś czas temu, i jak większość par w tej sytuacji milczymy mówimy o ślubie, o dzieciach. Żadnemu z nas jednak jakoś się nie spieszy, jakby od ostatecznego "tak" powstrzymywała nas jakaś niewidzialna siła.

W skrócie:
Szukam (ponownie, ups) dla Monty'ego Narzeczonej z podobnego, luksusowo-arystokratycznego tła, kobiety wychowanej w świecie konwenansów, która potrafi ukrywać tajemnice i robić dobrą minę do złej gry. Zależy mi na kimś młodszym lub w podobnym wieku do niego (więc najlepiej 25 - 40 lat); zakładam, że poznali się w Paryżu, ale w żadnym wypadku nie narzucam zawodu ani narodowości!
Dodam, że raczej nie widzę tu "długo i szczęśliwie", ale jeśli lubisz prawdziwe dramy i przepoetyzowane posty, to na pewno się dogadamy, zwłaszcza jeśli - tak jak za mną - chodzą za Tobą klimaty old money, z marmurami, szampanem, i piosenkami Lany del Rey w tle.
Chętnie ustalę już wspólnie, czy Narzeczona wie o chorobie (postępującym, reumatycznym schorzeniu, które może zakończyć jego karierę) Monty'ego, o jego przewinieniach z przeszłości (czy miał romans z przyjacielem z dzieciństwa i przyczynił się do śmierci własnego ojca? może) i jakie sekrety ukrywa sama (romanse? trauma z przeszłości? ciąża, w którą zaszła - ale nie z Monty'm?).

Dodatkowo:
Jestem na forum od dawien dawna, i planuję zostać na wieki wieków (amen). Lubię pisać raczej dłuższe i emocjonalne posty, analizować wewnętrzne życie moich postaci i plotkować o nich w kuluarach. Jeśli już się wkręcam w wątek, to całym sercem, więc proszę tylko o nieznikanie i otwartą komunikację, a ze swojej strony przychylę Ci nieba <3
Zapraszam na PW!

kiss and tell

: wt kwie 21, 2026 4:23 pm
autor: 321
Do you remember happy together?
I do, don't you? Then all of a sudden, you're sick to your stomach. Is that still true?
STATUS: BARDZO AKTUALNE | 21/04
ObrazekObrazek

Poznaliśmy się w miejscu, które miało być tylko przystankiem — jednym z tych eleganckich, chwilowych światów, gdzie ludzie spotykają się na moment, wymieniają uprzejmości i znikają bez śladu. A jednak Ty zostałaś. Pamiętam, jak wtedy patrzyłaś na mnie z czymś pomiędzy rozbawieniem a pobłażliwością, kiedy z właściwą sobie nonszalancją opowiadałem historię, którą słyszałaś już pewnie setki razy, tylko w lepszym wykonaniu. I pamiętam, że nie próbowałaś mnie podziwiać. Nie próbowałaś nawet udawać.

Byliśmy razem przez kilka lat — wystarczająco długo, żeby nauczyć się swoich nawyków oraz swoich słabości. Wystarczająco długo, żebyś wiedziała, kiedy kłamię, nawet jeśli sam jeszcze w to wierzyłem. Wystarczająco długo, żebyśmy oboje zaczęli myśleć, że może tym razem coś będzie naprawdę.

Nie było.

Nie wiem, w którym dokładnie momencie wszystko zaczęło się psuć. Może wtedy, kiedy po raz pierwszy zrobiłem coś, czego nie powinienem. Może dużo wcześniej — kiedy zamiast mówić prawdę, wybrałem wygodę. Albo kiedy uznałem, że i tak nie odejdziesz.

Odeszłaś.

I zrobiłaś to w sposób, który do dziś wraca do mnie w najmniej odpowiednich momentach. Po prostu zamknęłaś za sobą drzwi, jakbyś wychodziła z miejsca, do którego już nie zamierzasz wracać. Przez długi czas mówiłem sobie, że to bez znaczenia. Że świat jest pełen ludzi, nowych twarzy, nowych historii. I korzystałem z tego aż za bardzo — krótkie romanse, przelotne znajomości, noce, których nie pamiętam do końca, i poranki, które nic nie znaczyły. Wszystko po to, żeby nie musieć zatrzymywać się ani na chwilę.

To działało. Przez jakiś czas.

A potem przestało.

Bo w pewnym momencie zaczynasz zauważać, że każda z tych historii jest tylko bladą kopią czegoś, co już miałeś. Że śmiech brzmi trochę inaczej. Że spojrzenia nie zatrzymują się na tobie wystarczająco długo. Że nikt nie mówi ci rzeczy, których nie chcesz usłyszeć, a które powinieneś.

Że to nie Ja odszedłem.

I chyba właśnie dlatego za tym tęsknię.

Szukam kobiety, która kiedyś była moim domem, a teraz jest tylko wspomnieniem, do którego wracam częściej, niż chciałbym się przyznać. Zakładam, że minęło już kilka lat. Że zdążyłaś poukładać sobie życie — albo przynajmniej nauczyć się udawać, że tak jest. Chciałbym, żeby los znowu nas przeciął. Niezręcznie, przypadkiem, może w miejscu, które ma dla nas znaczenie — albo zupełnie przeciwnie. Chciałbym, żebyś mnie nienawidziła. Naprawdę. Żeby w Twoim głosie była chłodna uprzejmość zamiast tego, co było kiedyś. Ale jednocześnie… żeby gdzieś pod tym wszystkim zostało coś jeszcze. Coś, czego nie da się tak łatwo wymazać.

---

x Interesuje mnie relacja typu slow burn po rozstaniu — pełna napięcia, niedopowiedzeń, starych ran i rzeczy, które nigdy nie zostały wyjaśnione. Co dokładnie zrobiłem? To chętnie ustalę wspólnie — coś wystarczająco poważnego, żebyś miała powód odejść, ale jednocześnie coś, co zostawiło między nami niedomknięty rozdział.

x Szukam postaci w wieku mniej więcej 25–29 lat. Tło, zawód, inne rzeczy — pełna dowolność, chociaż przyznam, że ukocham za Josephine Langford (spójrz tylko na te gify <3)

x Z mojej strony: piszę raczej dłuższe, emocjonalne posty, lubię zagłębiać się w psychikę postaci i budować napięcie powoli, zamiast iść na skróty. Zależy mi na komunikacji i zaangażowaniu. Jeśli lubisz historie, które bardziej bolą niż cieszą, to zdecydowanie się dogadamy.



kiss and tell

: śr kwie 22, 2026 10:17 am
autor: Maria A. Perez
Lat minionych, dni minionych żadne modły już nie cofną
STATUS: BARDZO AKTUALNE | 03/05
ObrazekObrazek
#ICantLiveWithOrWithoutYou #małżeństwo #kryzys #hiszpańskanamiętność #rozpad #zdrada #staramiloscnierdzewieje #trudnamiłość #rodzina #JavierBardemlookalike #successfulbutlost #marriageincrisis #spanishblood #husbandwanted
My hands are tied, my body bruised.
He got me with nothing to win and nothing else to lose. And you give yourself away…
I can't live with or without you.

Nasze pierwsze spotkanie było niespodziewanym zderzeniem, ogłuszeni i zaskoczeni nagle nie mogliśmy funkcjonować bez siebie, choć raptem kilka chwil wcześniej nawet się nie znaliśmy. Mój świat się zatrząsł, już nic nigdy nie było takie samo - wszystko było lepsze. Kochaliśmy się gdzie popadnie, w starych samochodach i bramach, na plażach, gdzie piach drażnił nie tylko skórę, a słona woda piekła w usta. Byliśmy młodzi, czuliśmy się nieśmiertelni, my dwoje przeciwko całemu światu. Patrzyłeś na mnie tak, jakbym była twoim bóstwem, ale to ty byłeś dla mnie wszystkim - pierwszym oddechem, pierwszym buntem, pierwszym mężczyzną, który sprawił, że czułam się najważniejsza. Rozumieliśmy się bez słów, wystarczyło jedno spojrzenie… a teraz? Teraz rozmawiając ciężko nam jest się usłyszeć.
ObrazekObrazek
Czego szukam?

Poszukuję męża dla Anny Marii, który niegdyś obiecywał jej złote góry w Toronto, a ona wierzyła w każde jego słowo, bo wypowiadał je, gładząc ją po włosach z taką czułością, jakby bał się, że rozpadnie się w jego ramionach. Kiedy pojawiła się pierwsza ciąża - a było to bardzo wcześnie, bo Ana miała wtedy zaledwie 18 lat - ich uczucie się umocniło, ale też zmieniło. On pracował do utraty tchu, by zapewnić im wszystko, a ona czekała na niego wciąż z tym samym rozgorączkowanym spojrzeniem, jak wtedy, kiedy się spotkali. Niestety z biegiem lat namiętny dotyk zamienił się w przelotne i wręcz wyuczone muśnięcia, a nocne rozmowy o wspólnych marzeniach zniknęły pod komunikatami o bieżących rachunkach i sprawunkach. Jego spojrzenie błądziło chętniej po ekranie telefonu, niż po jej ciele, a ona była zbyt obciążona codziennością, by domagać się czegoś więcej.

Dwadzieścia cztery lata później niewiele zostało między nimi tego, co ich połączyło, ale to nie zniknęło. Szukam więc kogoś, kto spróbuje to dźwignąć razem ze mną i stworzy postać mężczyzny, który pamięta tamtą miłość, ale błądzi tak jak i ona, a w rezultacie nie potrafią jej odgrzebać.

W skrócie mamy Marię - żonę skupioną na trójce dzieci, trzymającą ich dom w ryzach, kobietę, która stała się dla ciebie przezroczysta, chyba, że akurat potrzebujesz czystej koszuli lub obiadu. Mamy też ciebie - pana x - stanąłeś na głowie, by odnieść sukces dla dobra naszej rodziny, ale zgubiłeś po drodze to co najważniejsze - nas. Oddaliłeś się od Marii, uwikłałeś w romanse, szukając w nich być może lekkości, którą ona utraciła pod ciężarem obowiązków i zaniedbania. Maria teraz też się zmienia, nie chce już takiego życia w cieniu, poznaje kogoś, zaczyna odżywać i to może być iskra zapalna zmian też w ich relacji.

Mąż powinien mieć między 44-46 lat, tak myślę. I nie szukam tutaj jakiegoś czarnego charakteru. Raczej faceta z krwi i kości, który nieco się zagubił, ma swoje demony (czyt. romanse), ale wciąż pamięta ich dawną miłość, nawet jeśli nie potrafi, a może boi się ją odgrzebać.

Jeśli chodzi o dzieci, to mam zaplanowaną trójkę, ale nie chcę szukać ich jako osobnych postaci, a raczej wolę zostawić je do rozegrania na naszych zasadach. Najstarsza jest córka 24 lata, kolejno 17-letni syn, a na koniec najmłodsza pociecha 10-letnia, która mogła być ostatnią próbą ratowania małżeństwa.

Ogólnie jestem bardzo otwarta na rozmowy, więc zapraszam! Nie ukrywam też, że zachwyciłby mnie wizerunek Javiera Bardem, nie jest to warunek konieczny ALE O MAMUNIU! Polecam. <3

No i nie umawiajmy się na jakieś konkretne zakończenia - nie wiem czy cokolwiek uda się im wskrzesić czy całkiem to rozwalą ale poddajmy się grze i zobaczmy, gdzie nas to zaprowadzi. <3
ObrazekObrazek

kiss and tell

: pt kwie 24, 2026 11:26 am
autor: ryland grace
When I take a look at my life and all of my crimes
You're the only thing that I think I got right
STATUS: AKTUALNE | 24/04
ObrazekObrazek
#skomplikowane #romans #enemiestolovers
Na początku wszystko układało się tak, jak powinno.

Mieli wspólne życie, które miało swój rytm i swoje miejsce. Poranki, które zaczynały się podobnie. Wieczory, które kończyły się obok siebie. Ludzie, którzy pojawiali się regularnie — znajomi, przyjaciele. Ty byłeś/byłaś jedną z tych osób. Obecny/a od dawna, wpisany/a w ich codzienność.

Później coś się rozsypało.

Nie od razu. Najpierw drobiazgi — krótsze rozmowy, dłuższe dni w pracy, niewypowiedziane rzeczy, które zaczęły się odkładać. Z czasem było ich tyle, że nie dało się ich już ignorować. Kłótnie przyszły same. Długie, wyczerpujące, kończące się trzaskiem drzwi i ciszą, która potrafiła ciągnąć się dniami.

Wtedy naprawdę chciał dziecka. Bardzo. Ona coraz częściej mówiła „nie teraz”, a potem przestała mówić cokolwiek.

Reszta potoczyła się szybko, albo tylko tak to zapamiętał. To on pierwszy wspomniał o rozwodzie. Wtedy nie podpisała papierów. Było za dużo słów, które padły za późno i za ostro, żeby dało się to zamknąć jedną decyzją. Wracali do tego tematu, krążyli wokół niego, jakby każde z nich czekało, aż to drugie zrobi pierwszy ostateczny krok, jedynie pogłębiając rosnącą między nimi przepaść.

Diagnoza przyszła nagle, chociaż pewnie od dawna była gdzieś w tle. Nowotwór był zaawansowany i pozostawił ich bez złudzeń. Poprosiła go tylko o jedno — żeby został, więc zrobił to, mimo że na tamtym etapie byli już dla siebie prawie obcymi ludźmi.

Ty byłeś/byłaś obok przez cały ten czas. Najpierw przy niej: to było oczywiste. To ona potrzebowała wtedy najwięcej — obecności, uwagi, kogoś, kto zostanie, kiedy inni zaczną się wycofywać. On był obok, ale jakby poza tym wszystkim. Z czasem coś się zmieniło. Nie od razu, raczej powoli, niemal niezauważalnie. Rozmowy, które zamiast minut, trwały godziny, spojrzenia, które zatrzymywały się o ułamek sekundy za długo. Granica, która najpierw była wyraźna, a potem przestała być czymś, co da się łatwo wskazać.

Stało się coś, do czego nie powinni dopuścić, jeszcze zanim umarła. Nie było w tym planu ani decyzji, raczej zmęczenie, napięcie i coś, czego żadne z was nie próbowało nazwać. Świadomość, że to niewłaściwe, nie wystarczyła, żeby się wycofać.

A potem jej zabrakło, a wszystko co was łączyło, powinno się skończyć. Nie skończyło się. Intensywne, nierówne, pozbawione kierunku, jakby każde z was próbowało zagłuszyć coś innego, używając do tego tej samej obecności. I w końcu to Ty odszedłeś/odeszłaś. Bez wyjaśnień, bez zamknięcia, zostawiając po sobie więcej pytań niż odpowiedzi.

Minęło trochę czasu: wystarczająco, żeby poukładać sobie życie, albo przynajmniej spróbować. I nagle znowu tutaj jesteś. Może to przypadek. Może któreś z was tego szukało. Tak naprawdę nie wiedział, ale jedno było oczywiste: to, co było między wami wtedy, nie zniknęło tak naprawdę.
płeć poszukiwanej postaci jest zupełnie dowolna, a wiek stosunkowo elastyczny (nie widzę tutaj wielkiego age gapu, ale 10 lat różnicy z założeniem, że żona mogła być od niego młodsza, nie stanowi problemu),
chcę zbudować tę relację razem, więc jeśli się zgłosisz, będzie mi bardzo miło, jak wpadniesz z jakimś pomysłem/wizją od siebie,
lubię dramy: widzę tu najbardziej kogoś z rodziny żony, ale możemy się dogadać, jeśli wolisz nie iść w te stronę,
nie jestem demonem prędkości, ale mogę zaoferować post raz na kilka dni i tego samego oczekuję w zamian.

kiss and tell

: pt kwie 24, 2026 4:06 pm
autor: Yasmine Jefferson
Narzeczony
przypadkowy, ale zadowolony
STATUS: AKTUALNE | 27/04
ObrazekObrazek
#brudne interesy #tajemnice #szczera relacja
O postaci z karty Yasmine:

„No cóż, jak wiesz moje życie miłosne nie należało do wyjątkowo ciekawych. Nawet nie mam ich na zdjęciach. No dobrze, mam, ale tak schowałam, by nikt ich nie znalazł. Nigdy mnie o nie nie pytaj!
Pewnego dnia poznałam kogoś, kto wywrócił moje życie do góry nogami. Zrobił awanturę w restauracji, gdzie siedziałam z klientami. Mówił, że jest właścicielem i zwolnił nawet wtedy jednego pracownika. Był wyraźnie wkurzony, siedział przy stoliku w kącie ze swoimi przyjaciółmi? Do dzisiaj nie wiem, jak ich nazwać. W każdym razie nasze spojrzenia się spotkały. Zapamiętał mnie, bo kiedy przyszłam następnym razem, podszedł do mnie i zagadnął. Nie byłam zainteresowana, do czasu, aż zaczęliśmy na siebie wpadać tu i tam. Nawet myślałam, że on zaczął mnie śledzić. Chyba tak było, ale się do tego nie przyznawał. A ja nie jestem pewna, co go do mnie przyciągnęło. Może brak zainteresowania z mojej strony? Słyszałam, że miał na koncie mnóstwo podbojów miłosnych, ale pozostawał kawalerem. Kiedy zobaczyłam swoje zdjęcie w Internecie, podpisane jako „kolejna zdobycz amanta”, wkurzyłam się nie na żarty. Wygarnęłam mu, że się bawi, a ja nie potrzebuję reklamy w plotkarskich portalach. Nie wiem jakim cudem, ale usunięto zdjęcia i wpisy następnego dnia.
Przeprosił mnie po raz kolejny, kiedy spotkaliśmy się znów w jego lokalu. Zapewniał o tym, że nie ma złych zamiarów i potrzebuje kogoś, kto pomoże jego siostrze w organizacji ślubu. Zgodziłam się, chociaż nie byłam przekonana do tej rodziny. Wiesz, spotkałam się z nim kilka razy, bo powiedział, że nareszcie ktoś traktuje go poważnie i nie przymila się. Miałam gdzieś jego pieniądze. Odkryłam za to, że jest nie tylko dobrym biznesmenem, ale też kochającym rodzinę człowiekiem. Miał swoje zasady i według nich postępował. Spotykaliśmy się przez prawie rok, gdy poprosił mnie o rękę. Nie pamiętam kiedy się zgodziłam, chyba byłam wtedy mocno nawalona. W każdym razie od tamtego czasu mam na palcu pierścionek i obawiam się tego, że kiedyś powiem mu „tak” przed ołtarzem. Dlaczego się obawiam? Już wyjaśniam. Okazało się, że prowadzi jakieś nielegalne interesy. I wiem, że jeśli się zgodzę, będę miała problemy. Boję się, że zniszczę sobie życie i reputację, ale kocham go, tak myślę...”
Wiek 30 – 38 lat, wizerunek dowolny (ale mile widziany brunet), bogaty, z rodzinnymi tajemnicami, ale naprawdę uważa Yas za wyjątkową kobietę i dogadują się dobrze :slodziaczek:
Czy mamy to doprowadzić do ślubu? Niekoniecznie. To, że są narzeczeństwem jeszcze nie znaczy tego, że powiedzą sobie „tak”. Fajnie, gdyby było z tego coś więcej niż przyjaźń i tak dalej, ale nie zmuszam do trzymania tego na siłę. W najgorszym wypadku mogą być przyjaciółmi (skoro ona już coś tam o jego rodzinie wie).
Kontakt PW – kiedy mam z kim pisać i posiadam najważniejszą relację, która napędza moją postać i jej czyny, nie znikam z forum (to inni przeważnie to robią :/ ). Mam nadzieję znowu tu sobie trochę popisać i mam nadzieję, że wyjdzie.

all the ties that bind

: śr kwie 29, 2026 1:25 am
autor: Sheila Jenkins
:dajtroche:

kiss and tell

: czw kwie 30, 2026 5:40 pm
autor: Eve Fitzgerald
you have a son
and a story that never should have ended the way it did
STATUS: AKTUALNE | 30/04
ObrazekObrazek
#stara_miłość #mamy_syna #nigdy_nie_przestałam_cię_kochać
Najdroższy! Najukochańszy! Najważniejszy! Skarbie!

Hej, próbuje napisać te słowa już kilka razy i za każdym razem wszystko skreślam i nic mi nie pasuje. Jak wiesz, nie umiem w emocje, a w słowa o emocjach już wcale.
Nie wiem jak to napisać w sposób, który będzie miał sens.
Pamiętam dzień naszego ślubu. Stałeś tam i czekałeś, taki przystojny jak zawsze. Wyglądałeś wtedy na pewnego to co robisz i chcesz. Ja nie byłam tego pewna, co już pewnie wiesz.
W końcu nie przyszłam do ołtarza. Bałam się, że jeśli tam podejdę, już nigdy nie będę mogła od ciebie odejść.
Nie dlatego, że cię nie kochałam. Kochałam cię bardziej, niż byłam w stanie to unieść. Problem polegał na tym, że nie potrafiłam sobie wyobrazić siebie w tej sytuacji. Miałam poczucie, że jeśli to zrobię, stracę kontrolę nad swoim życiem. To nie było racjonalne, ale wtedy wydawało się wystarczającym powodem.
Nie powiedziałam ci tego.
Wyjechałam z miasta bez wyjaśnienia. To była moja decyzja. Nie brałam pod uwagę, jak to na ciebie wpłynie. Do dzisiaj tego żałuje.
Kilka tygodni później dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Pierwszą osobą, do której chciałam zadzwonić, byłeś ty. To jest najważniejsza informacja w tym liście. Dziecko jest twoje. Nie powiedziałam ci o tym. Bałam się, że mnie znienawidzisz. Uznałam, że po tym, co zrobiłam, nie mam prawa wracać i oczekiwać czegokolwiek. W praktyce oznaczało to, że podjęłam decyzję za ciebie.
Urodziłam naszego syna. Ma na imię Max. Powinieneś był go poznać od początku. Ma sześć lat. Jest zdrowy. Rozwija się prawidłowo. Jest spokojny, ale zadaje dużo pytań. Ma twoje oczy.
Wychowuję go sama.
Przez ostatnie sześć lat pracowałam w różnych restauracjach poza Toronto. Zajmowałam się głównie kuchnią fine dining. Praca zajmowała większość mojego czasu. Max był pod opieką innych osób, kiedy byłam w pracy. To nie jest idealne rozwiązanie, ale było jedynym możliwym.
Wróciłam do Toronto pół roku temu. Kupiłam restaurację. Prowadzę ją teraz samodzielnie. Nie napisałam do ciebie wcześniej, bo uważałam, że to nie ma sensu. Teraz uważam inaczej. Masz prawo wiedzieć, że masz syna. Nie wiem, co zrobisz z tą informacją. Nie wiem, czy będziesz chciał się z nami spotkać. Nie wiem, czy w ogóle odpowiesz.
Nie oczekuję konkretnej reakcji. Jeśli będziesz chciał się odezwać, możesz to zrobić. Chciałabym cię jeszcze zobaczyć. Jeśli nie, uszanuję to.

— Eve

PS. Jeżeli napisałam jakieś głupoty to przepraszam, wiesz, że jestem w tym kiepska.

all the ties that bind

: sob maja 02, 2026 3:11 pm
autor: Misty Sloane
głos, który został w pamięci
powiedziałaś, że mogę — więc dlaczego ty nie?
STATUS: ROZMOWY | 02/05
ObrazekObrazek
#rozmowynocą #liniakryzysowa #konfrontacja #emocjonalnemambono.5
To nie było spotkanie, które zapowiadało cokolwiek.
Misty weszła do środka trochę z rozpędu, trochę z przyzwyczajenia — jak wiele rzeczy w ostatnich miesiącach. Toronto nadal wydawało jej się obce w sposób trudny do uchwycenia: znajome ulice, te same witryny, a jednak wszystko jakby przesunięte o kilka centymetrów względem tego, co pamiętała sprzed wyjazdu do Brazylii.
Zamówiła coś ciepłego. Nie dlatego, że miała ochotę — raczej dlatego, że potrzebowała czymś zająć ręce. Stanęła przy stoliku, oparła biodro o blat, pozwoliła, żeby gwar kawiarni wypełnił ciszę w jej głowie. I wtedy poczuła, że ktoś na nią patrzy. Nie od razu. To nie było gwałtowne. Raczej powolne uświadomienie — jakby to spojrzenie było tam już od dłuższej chwili, tylko Misty dopiero teraz je zauważyła. Podniosła wzrok. Nie rozpoznała tej osoby. Nic w twarzy, sylwetce, sposobie stania nie wywołało natychmiastowego skojarzenia. A jednak było w tym coś… uporczywego. Spokojnego w sposób, który nie pasował do przypadkowego spotkania.
— Rozmawialiśmy kiedyś. — Głos był równy. Bez napięcia.
Misty zmarszczyła lekko brwi, jakby próbowała znaleźć punkt zaczepienia, ale nic się nie pojawiło. Jej pamięć była pełna fragmentów — twarzy klientów, krótkich rozmów, urywków życia innych ludzi — ale żadna z nich nie pasowała do tej chwili.
— Przez telefon — padło dopowiedzenie. — Twoja rada... zadziałała. Odejście uratowało mi życie.
I wtedy coś w niej drgnęło. Nie wspomnienie. Raczej mechanizm. Te rozmowy nie miały twarzy. Nie miały ciągu dalszego. Były zamknięte w czasie i przestrzeni, odcięte od reszty świata. Tak miało być. To jednak zdanie nie pasowało do zasad, których się trzymała i do tego, co powtarzano jej na szkoleniach.
Misty poczuła, jak jej palce automatycznie zaciskają się na kubku. Napój był wciąż gorący, zbyt gorący, ale nie cofnęła dłoni. Ciepło wgryzało się w skórę, ostre i uporczywe, jakby przypominało jej, że to się dzieje naprawdę.
W jej głowie pojawiły się gotowe odpowiedzi. Wyuczone. Bezpieczne.
"To była twoja decyzja."
"To ty twój krok ku lepszemu przodu."
"Ja tylko byłam obok."
Żadna z nich nie wyszła.
— A potem twój podcast mi mignął w sieci. Chociaż wtedy nie przyszło mi do głowy, że usłyszę twój głos...
Cisza.
Misty poczuła, jak coś w niej się napina. Jakby to zdanie odbijało się gdzieś głębiej, niż powinno.
— Poznanie cię... to dla mnie ważne. Przypisanie twarzy do głosu, który mnie uratował...
Nie było w tym agresji. Nie było oskarżenia. Tylko fakt. Prosty, spokojny, nie do obejścia. Misty nie odpowiedziała. Po raz pierwszy od dawna nie miała pytania, którym mogłaby to przykryć. Nie miała tonu, który by to rozbroił. Nie miała dystansu, który by ją ochronił. Stała naprzeciwko kogoś, kto wziął jej słowa i zrobił z nich coś realnego. I nagle to nie brzmiało jak pomoc. Brzmiało jak coś, za czym nigdy nie poszła.
Jej palce jeszcze mocniej zacisnęły się na kubku. Nie przywróciło jej to równowagi.
Szukam postaci (dowolnej płci), która w przeszłości rozmawiała z Misty na infolinii kryzysowej i teraz spotyka ją przypadkiem w Toronto. To postać, która zapamiętała Sloane nie jako osobę, ale jako głos, wzięła jej słowa na poważnie i podjęła na ich podstawie realną decyzję (np. odejście z toksycznej relacji, drastyczna zmiana stylu życia typu rzucenia nałogu, wybranie siebie zamiast innych, porzucenie autoagresywnych zachowań, etc — do wyboru, do koloru.) I teraz wraca — nie po pomoc, nie po wdzięczność, tylko po konfrontację.

Fajnie byłoby oprzeć grę na subtelnej, ale niewygodnej konfrontacji bez dramatyzmu — emanującej bardziej ciszą i trafnymi zdaniami niż emocjonalnymi wybuchami.
Jej rola: być lustrem i zmusić Misty do zmierzenia się z własną niespójnością, którą zauważy u niej już podczas pierwszego spotkania.
Chcę, żeby ta relacja opierała się na napięciu wynikającym z faktu, że Misty mówi innym, żeby wybierali siebie, ale sama tego konsekwentnie nie robi. Wyobrażam sobie, że ta postać jest spokojna, świadoma swoich decyzji i emocjonalnie "domknięta na sicher". Nie potrzebuje Misty i właśnie dlatego ma nad nią przewagę w tej rozmowie.
Możemy wszystko zmodyfikować, jeżeli pierwotny pomysł nie pasuje w stu procentach i podciągnąć to pod historię Twojej postaci — wszelkie kombinacje mile widziane.
Nie gryzę, chętnych zapraszam na PW do wspólnego brainstormingu. Misty da się lubić. <3

kiss and tell

: pt maja 08, 2026 8:45 pm
autor: piper fox
Time flies, messy as the mud
on your truck tires
STATUS: NIEAKTUALNE | 11/05
ObrazekObrazek
#slow burn #second chance #age gap
Wszystko zaczęło się w Maine.
W brudnym barze z brudnymi klientami i brudnymi interesami.

Sądziłam, że poufni informatorzy istnieją tylko w filmach. Że agenci DEA działają w metropoliach, a małe amerykańskie miasteczka rządzą się swoimi prawami.
A właściwie ich brakiem.


Nie byłam pewna czy to dobry pomysł. Czy moje uszy są wystarczająco wrażliwe, żeby wyłapać to, co będzie dla Ciebie przydatne.

Na początku trochę się Ciebie bałam. Cholernie. Wieczorne spotkania sam na sam w miejscach, do których nigdy nie chciałabym zaglądać.

Mówiłeś mało, prawie wcale. Wylewałam z siebie wszystko, czując presję twojego spojrzenia.

Bez podziękowań, pochwał.
Tylko krótkie komunikaty.
Kolejne adresy.

Tamtej nocy było inaczej.
Wyglądałeś na bardziej zmęczonego niż zwykle. Musiałeś coś zażyć. Do tego jeszcze ta woń alkoholu.

Byłam trzeźwa, dopóki mnie sobą nie upiłeś.
Nie było w tym krzty delikatności czy ciepła.
Pośpiech i desperacja.

Później wszystko się zmieniło. Nie było już spotkań, kolejnych instrukcji. Czekałam.
Tęskniłam.


Po wszystkim powiedzieli mi, że coś poszło nie tak. Że szanse są marne. Dostałam zapłatę za pomoc i wyjechałam dokładnie tam, gdzie marzyłam. Do Toronto.

Wkrótce miną dwa lata odkąd Cię pochowałam tu mieszkam.


Co Ty tu robisz?
Poszukuję dla mojej dziewczyny… No właśnie – kogo? Mężczyzny, który kiedyś był agentem DEA, a to, czym zajmuje się obecnie, jest do ustalenia. Jest starszy i bogatszy o życiowe doświadczenia – jego bagaż jest ogromny, dlatego cała ich relacja jest skomplikowana.
Wyobrażam sobie ich jako parę mruków. Mówią mało, jednak myślą i czują wiele. Rozumieją się bez słów, ale funkcjonowanie bez dialogu do niczego dobrego nie prowadzi.
Spodziewam się mnóstwa emocji, trudnych decyzji i wyznań. Celuję w slow-burn, ciągłe przyciąganie i odpychanie. Moje posty są zazwyczaj dłuższe, pełne opisów wewnętrznych rozterek i miło byłoby właśnie w taki sposób prowadzić tę historię.
Nie wiem, czy ta historia znajdzie szczęśliwe zakończenie. Mam kilka pomysłów na pierwsze wątki, ale wolałabym działać jako zespół i wspólnie oraz na bieżąco wymyślać dalsze losy dla naszych postaci. Niemniej chciałabym przedstawić tę relację w sposób kompleksowy – od trudnych chwil po momenty pełne uczucia i nadziei.
Cenię sobie kontakt prywatny. Nie potrafię porozumiewać się wyłącznie poprzez wiadomości prywatne na forum, dlatego szybko proponuję przeniesienie się na dc. Lubię rozmawiać o wątku i czuć, że on żyje. Jeśli Ty też preferujesz rozmowy, dzielenie się pomysłami (nawet tymi najbardziej szalonymi) i wysyłanie sobie piosenek z dopiskiem: to totalnie o nich – to oferta idealna dla Ciebie.
Nie mam problemu z pchnięciem akcji do przodu, ale jedna osoba nie jest w stanie nieść na barkach odpowiedzialności za historię. To powinna być przyjemność, nie droga na Golgotę.
Odezwij się, a chętnie opowiem więcej o swojej postaci, wizji na pierwsze wątki oraz o tej relacji.