tequila con muerte
: pt kwie 10, 2026 5:02 pm
trigger warning
przekleństwa i w sumie nic takiegoCzęsto przecież cały jego plan potrafił się wyjebać w jednej sekundzie, ale co z tego, on wtedy wymyślał nowy, na bieżąco. Dopasowywał się. Do niej też się trochę starał dopasować. Szukać z Pilar tego złotego środka pomiędzy jego wiecznie gorącą głową, a jej chłodną. Pomiędzy jego jakoś to będzie, a jej potrzebny nam jakiś plan.
Madox nie planował, on w to wchodził i czerpał ze wszystkiego na bieżąco. I tego też nauczyła go praca, bo kiedy żyjesz na granicy pomiędzy tym co dobre, a tym co złe. Kiedy siedzisz przy jednym stole z gangusami, a zaraz potem z policją, to po prostu musisz korzystać z tego, co oni ci dają. Jedni i drudzy. I on zawsze to robił, wykorzystywał chwile, czerpał z nich. Całe Emptiness na tym stało, na fundamencie z odpowiednio wyciśniętych momentów. Całe jego życie właściwie.
I jej musimy to przegadać, musimy mieć jakiś plan. Zastanowić się co z tym zrobić. Więc Noriega też postanowił się zastanowić, do tego stopnia, że jej pozostawił decyzję o ślubie. Dużo decyzji jej pozostawiał. Liczył się z jej zdaniem. A kiedyś przecież czegoś takiego nie umiał. Bo on decydował o sobie, o klubie. Stewart w pewnym sensie wywróciła jego życie do góry nogami, ale on wcale się tym nie przejmował. Pozwalał jej na to. Na kolejne zmiany.
Bo przecież on się nigdy ich nie bał.
I jakby mu powiedziała, że oni naprawdę przeprowadzają się tutaj, żeby zamieszkać w tej budce ratownika, a od jutra zaczynają kurs, żeby się przebranżowić, to pewnie by jej odpowiedział, że zajebiście.
- A może Madox ratownik lubiłby poleżeć do dwunastej w łóżku? Bo ty byś musiała zrywać się rano, żeby wiesz... robić taką przebieżkę jak Pamela Anderson w słonecznym patrolu - zerknął na jej piersi, a nawet zaczepił o nie palcem, ale zaraz znowu się roześmiał, znowu do niej wyrwał - myślisz, że dalibyśmy radę tak codziennie imprezować? - kiedyś przecież Madox dawał. Niekończące się imprezy w Emptiness, odsypianie ich do dwunastej, a potem od nowa. A teraz co? Teraz otwierał tylko te imprezy i zwijał się gdzieś w połowie, żeby jednak złapać te kilka godzin z Pilar.
Na jej kolejne słowa spuścił spojrzenie na jej smukłe palce zaciśnięte na złotych medalikach, przechylił na bok głowę.
- Na biurku szefa... Wiesz, że... - podniósł na nią spojrzenie, wbijając ciemne tęczówki w jej piękne, czekoladowe oczy. Uśmiechnął się zadziornie. Bo wszyscy przecież zakładali, że gabinet Madoxa, ten na górze, to jest jakieś pierdolone królestwo rozpusty. Sodoma i Gomora całego Emptiness. A to nieprawda - ja właściwie nigdy nie zapraszam lasek na górę. To jest mój gabinet, jest tam moje biurko, mój pies, mój sejf, mój fotel... - może jeszcze dłużej by jej wymieniał te wszystkie jego rzeczy, które tam się znajdują, ale widział to jej ciemne spojrzenie - nigdy nie posuwałem tam żadnej laski - dodał w końcu. Ale taka była prawda, jego gabinet to trochę taka jego świętość. Chociaż w Emptiness wszyscy gadali, że Madox zaprasza tylko te panny na piętro. A tak naprawdę to on na zapleczu je obracał, albo w lożach - ale na dół cię zaprosiłem - to też musiał dodać i zaraz szarpnął się do niej, żeby musnąć wargami zaczepnie jej pełne, gorące usta. Na dole też właściwie zabawiali się jego klienci, a policja to nawet nie wiedziała o tym miejscu. Pilar mogła się czuć wyróżniona, bo nie tylko Madox nie miał przed nią tajemnic, ale jego klub też.
Jego mieszkanie też wcale nie, dlatego kiedy zapytała o te klucze, to zaraz skinął głową.
- Dostaniesz, nawet... dopiszemy cię na tej karteczce na skrzynce pocztowej - mrugnął do niej jednym okiem, zaczepnie, a na jej kolejne słowa znowu się uśmiechnął - a jaki? Zresztą jaki chcesz, papryczkę czili na przykład - pochylił się do jej nagiego ramienia, żeby szczypnąć na nim skórę zębami. Pasowałaby do niej taka ognista papryczka. Przesunął nosem po jej szyi do ucha, a kiedy mówiła o korzyściach, które czerpali z tego, że jednak Rosa i Riczi mieszkali z nimi, to pokiwał głową - i ma kto wychodzić z psem, a Rosa kiedyś nawet odkurzała - w zasadzie nie mieli takich najgorszych tych lokatorów (może zmienią zdanie jak wrócą i zobaczą, że spalili im pół kuchni, ale na razie nie wiedzieli).
Z szybkich obliczeń Madox wychodziło, że byli tu... oj grubo ponad godzinę.
Ale na jej pytanie strzelił tylko oczami w sufit, chociaż zaraz już omiatał nimi to całe pobojowisko.
- Piętnaście - rzucił i znowu pokazał jej język, ale prawda jest taka, że zdawał sobie sprawę, że to nie trwało piętnaście minut, ale chyba nie, że aż tyle. Może coś jednak jest w stwierdzeniu, że szczęśliwi czasu nie liczą? A oni dzisiaj to naprawdę byli kurewsko szczęśliwi.
Westchnął ciężko, kiedy z niego wstawała i jeszcze przesunął palcami po jej biodrze, udzie i łydce zaczepiając ją.
- Dobra, wschód słońca na molo brzmi zajebiście - rzucił w końcu i zaraz zerwał się z ziemi. Zaraz się przeciągnął i pokręcił głową rozciągając mięśnie. Rzeczywiście czuł się jak po jakimś intensywnym treningu. Wyczerpany, w ten najlepszy możliwy sposób. Wciąż na endorfinowym haju. Znalazł swoje bokserki gdzieś na lampie, jakim cudem one wiecznie lądowały w jakiś dziwnych miejscach, to nie miał pojęcia, po prostu chyba impulsywnie je z siebie ściągał i pierdolnął gdziekolwiek. Obejrzał się na Pilar wciągając je na tyłek. Zaraz zebrał też z podłogi spodnie i koszulę, akurat te dzisiaj wylądowały gdzieś pod ich nogami, gorzej z butami. Jednego znalazł pod biurkiem, a drugi... Może zrzucił go już po drodze na górę? I pasek... Pasek rozpiął już na molo.
Dopiero na to pytanie o majtki uniósł spojrzenie na Pilar. Sięgnął do kieszeni na tyłku i wyjął jej koronkową bieliznę.
- A jakby zostały na molo, to znowu jakiś szczyl by je sobie zakładał na głowę - zakręcił nimi na palcu - chociaż może ja przymierzę? - zapytał, a kiedy do niego po nie podeszła, to podniósł je w górę, żeby musiała do niego sięgnąć, skorzystał z okazji łapiąc ją za pośladek i skradając z jej ust pocałunek, zaczepny, krótki.
Oddał jej majtki, a zaraz wyszedł z budki, żeby rozejrzeć się za swoim butem - dobra chyba jest na dole - stwierdził i jeszcze wrócił się do Pilar, żeby jeszcze raz stanąć obok niej i omieść spojrzeniem to pobojowisko. Na podłodze przed nimi leżały rozsypane jakieś naklejki, koła ratunkowe i napis Gudalupe, może jakieś logo lokalnych ratowników? Madox oczywiście się schylił i... zakosił dwie takie naklejki - na lodówkę... Jedna, a druga wiesz gdzie - jeszcze ją szczypnął w pośladek zanim wyszli.
Recibirás tus llaves y todo lo que quieras ✧˚ ༘ ⋆。♡˚🏠︎