001. santa wasn’t invited
: ndz gru 28, 2025 6:34 pm
Zerkał na nią z ukosa, kiedy szukała w radio czegoś innego niż świąteczne piosenki, Madox w samochodzie zawsze odpalał muzykę z telefonu, ale dzisiaj nawet nie miał telefonu. Kiedy puściła coś normalnego, to zaczął palcami uderzać w kierownicę w rytm, bo przecież Noriega, to nie za bardzo umiał usiedzieć w miejscu, nawet w samochodzie. Ciekawe jak mu to wyjdzie podczas ich poważnej rozmowy, może jakoś się uda?
- Na stacji powiedzieli mi, że się wygrywa, że można nawet wygrać samochód - powiedział takim tonem, jakby rzeczywiście w to wierzył, ale trochę tak było, bo on miał farta do takich losów. Zawsze coś wygrywał, kolejne piwo, kolejny hot-dog, co prawda samochodu jeszcze mu się nie udało, ale może dzisiaj?
Znowu, po raz chyba setny, strzelił oczami w sufit, kiedy kazała mu się zachowywać. No przecież on dzisiaj był taki wyjątkowo grzeczny. Chociaż kiedy powiedziała o tym wlepieniu mu mandatu, to zaraz jego myśli były zupełnie niegrzeczne. Zawiesił ciemne tęczówki na jej twarzy.
- Proszę mnie skuć detektyw Stewart, najlepiej w tym swoim mundurku - puścił do niej zaczepnie oczko. Wiadomo było o czym on sobie pomyśli, bo chociaż ta ich zabawa z taśmą w pewnym momencie go tak drażniła, to jednak... wspominał ją miło.
Kiedy ona patrzyła na telefon, to on zerkał na drogę, cały czas zerkał, żeby nie było, chociaż akurat ulice Toronto znał na pamięć, mógł nimi jeździć z zamkniętymi oczami. Dopiero to jej o kurwa, sprawiło, że przeniósł na nią wzrok, ale właściwie już byli tak niedaleko jej mieszkania, że spokojnie mógł trochę zwolnić, kiedy wjechał w jakaś boczną uliczkę.
- Kolacja w ciemności? - powtórzył po niej i uniósł jedną brew - to nie będziemy widzieć co jemy? - zapytał marszcząc brwi, bo Madox lubił jeść, ale lubił też... widzieć co je? A jak mu dadzą coś dziwnego? Jakąś wątróbkę? Aż nim wzdrygnęło na samą myśl.
Słuchał Pilar, kiedy bla bla bla, czytała opis, i jeden kącik jego ust drgnął do góry. Rozbrajała go. Właściwie to nawet jej nie słuchał za bardzo, tylko się na nią patrzył, a kiedy powiedziała to zajebiście, że nie będą się musieli martwić, że ktoś ich zobaczy razem, to uniósł jedną brew.
- To teraz będziemy chodzić na kolacje w ciemności? Na... randki w ciemności? A może potajemne? - zapytał, ale dla niego to nieważne na jakie, ważne, żeby ją widzieć. Chociaż... na takiej kolacji w ciemności, to przecież nie będzie jej widział. Ale będzie mógł robić inne rzeczy. Aż się zastanowił jak to może wyglądać, a wyobraźnia oczywiście zaczęła działać.
- Zastanowię się - rzucił na te jej słowa, czy będzie chciał ją zabrać na tę kolację. A kogo miał zabrać? Jamie może?
Zaraz jednak okazało się, że to Pilar musi się zastanowić, czy zabierze jego, na co Madox parsknął krótko śmiechem.
- No tak... jest konkurencja w postaci... - tak, miał powiedzieć, że Galena Wyatta, ale w porę ugryzł się w język, całe szczęście, bo potem już ten należący do Stewart sunął po jego szyi. Przechylił na bok głowę, a zanim jeszcze skończyła, to sięgnął do niej ręką, do jej pasa. Dobrze, że Madox miał podzielną uwagę, bo kiedy parkował pod jej kamienicą, to w tym samym czasie szarpnął ją do siebie za kurtkę. Mocno, tak, że już po chwili wylądowała na jego kolanach. Przesunął ręką po jej udzie. W tej jej Toyocie nie było za dużo miejsca, więc kiedy Madox się szarpnął, żeby do niej wyrwać, żeby wpić się agresywnie w jej pełne, ciepłe wargi, to musiała czuć jak kierownica wbija jej się w bok. Noriega przyciągnął ją do siebie jeszcze bardziej opierając palce na jej policzku, przesuwając na jej kark.
- Myślisz, że kolacja w ciemności będzie caliente? - wyszeptał jej prosto w usta, które zaraz znowu pocałował, tak, że poczuł na języku smak jej krwi. Może nawet by się wcale od niej nie oderwał, bo nie chciał, bo on już też myślał tylko o tym, żeby sunąć palcami po jej gorącej skórze, żeby całować jej pełne usta, jej szyję, patrzeć w te piękne, czekoladowe oczy...
Tylko, że zadzwonił jej telefon, gdzieś miedzy nimi, w jej kurtce, i Madox otworzył drzwi, żeby jednak wysiedli z auta.
Zrobili to.
A kiedy Pilar grzebała po kieszeniach za telefonem, to Madox nawet sięgnął po zakupy, które wyzbierał z tylnej kanapy, bo chyba jednak to on był tragicznym kierowcą. Kto dzwonił do Stewart? Oczywiście Galen Wyatt, oddzwaniał, po tym jak ona zadzwoniła do niego, bo go pomyliła z właścicielką mieszkania.
Madox zamknął kolanem drzwiczki, a potem nacisnął na kluczyk, żeby zamknąć auto. Poprawił sobie torbę z zakupami i zerknął na Pilar.
Nie wiedział kto dzwoni, i nawet chyba nie chciał pytać, bo to przecież już wywołało między nimi jedną kłótnię. Teraz mieli już poważnie rozmawiać. Nie o Galenie, o nich.
- Daj mi klucze i odbierz, może to znowu właścicielka - rzucił, kiedy już znalazł się obok niej, z tymi zakupami, które musiał podtrzymywać od spodu, bo nie ufał tej papierowej torbie, zważając na to, że była wypchana po brzegi, a butelki były dość ciężkie.
Pilar Stewart
- Na stacji powiedzieli mi, że się wygrywa, że można nawet wygrać samochód - powiedział takim tonem, jakby rzeczywiście w to wierzył, ale trochę tak było, bo on miał farta do takich losów. Zawsze coś wygrywał, kolejne piwo, kolejny hot-dog, co prawda samochodu jeszcze mu się nie udało, ale może dzisiaj?
Znowu, po raz chyba setny, strzelił oczami w sufit, kiedy kazała mu się zachowywać. No przecież on dzisiaj był taki wyjątkowo grzeczny. Chociaż kiedy powiedziała o tym wlepieniu mu mandatu, to zaraz jego myśli były zupełnie niegrzeczne. Zawiesił ciemne tęczówki na jej twarzy.
- Proszę mnie skuć detektyw Stewart, najlepiej w tym swoim mundurku - puścił do niej zaczepnie oczko. Wiadomo było o czym on sobie pomyśli, bo chociaż ta ich zabawa z taśmą w pewnym momencie go tak drażniła, to jednak... wspominał ją miło.
Kiedy ona patrzyła na telefon, to on zerkał na drogę, cały czas zerkał, żeby nie było, chociaż akurat ulice Toronto znał na pamięć, mógł nimi jeździć z zamkniętymi oczami. Dopiero to jej o kurwa, sprawiło, że przeniósł na nią wzrok, ale właściwie już byli tak niedaleko jej mieszkania, że spokojnie mógł trochę zwolnić, kiedy wjechał w jakaś boczną uliczkę.
- Kolacja w ciemności? - powtórzył po niej i uniósł jedną brew - to nie będziemy widzieć co jemy? - zapytał marszcząc brwi, bo Madox lubił jeść, ale lubił też... widzieć co je? A jak mu dadzą coś dziwnego? Jakąś wątróbkę? Aż nim wzdrygnęło na samą myśl.
Słuchał Pilar, kiedy bla bla bla, czytała opis, i jeden kącik jego ust drgnął do góry. Rozbrajała go. Właściwie to nawet jej nie słuchał za bardzo, tylko się na nią patrzył, a kiedy powiedziała to zajebiście, że nie będą się musieli martwić, że ktoś ich zobaczy razem, to uniósł jedną brew.
- To teraz będziemy chodzić na kolacje w ciemności? Na... randki w ciemności? A może potajemne? - zapytał, ale dla niego to nieważne na jakie, ważne, żeby ją widzieć. Chociaż... na takiej kolacji w ciemności, to przecież nie będzie jej widział. Ale będzie mógł robić inne rzeczy. Aż się zastanowił jak to może wyglądać, a wyobraźnia oczywiście zaczęła działać.
- Zastanowię się - rzucił na te jej słowa, czy będzie chciał ją zabrać na tę kolację. A kogo miał zabrać? Jamie może?
Zaraz jednak okazało się, że to Pilar musi się zastanowić, czy zabierze jego, na co Madox parsknął krótko śmiechem.
- No tak... jest konkurencja w postaci... - tak, miał powiedzieć, że Galena Wyatta, ale w porę ugryzł się w język, całe szczęście, bo potem już ten należący do Stewart sunął po jego szyi. Przechylił na bok głowę, a zanim jeszcze skończyła, to sięgnął do niej ręką, do jej pasa. Dobrze, że Madox miał podzielną uwagę, bo kiedy parkował pod jej kamienicą, to w tym samym czasie szarpnął ją do siebie za kurtkę. Mocno, tak, że już po chwili wylądowała na jego kolanach. Przesunął ręką po jej udzie. W tej jej Toyocie nie było za dużo miejsca, więc kiedy Madox się szarpnął, żeby do niej wyrwać, żeby wpić się agresywnie w jej pełne, ciepłe wargi, to musiała czuć jak kierownica wbija jej się w bok. Noriega przyciągnął ją do siebie jeszcze bardziej opierając palce na jej policzku, przesuwając na jej kark.
- Myślisz, że kolacja w ciemności będzie caliente? - wyszeptał jej prosto w usta, które zaraz znowu pocałował, tak, że poczuł na języku smak jej krwi. Może nawet by się wcale od niej nie oderwał, bo nie chciał, bo on już też myślał tylko o tym, żeby sunąć palcami po jej gorącej skórze, żeby całować jej pełne usta, jej szyję, patrzeć w te piękne, czekoladowe oczy...
Tylko, że zadzwonił jej telefon, gdzieś miedzy nimi, w jej kurtce, i Madox otworzył drzwi, żeby jednak wysiedli z auta.
Zrobili to.
A kiedy Pilar grzebała po kieszeniach za telefonem, to Madox nawet sięgnął po zakupy, które wyzbierał z tylnej kanapy, bo chyba jednak to on był tragicznym kierowcą. Kto dzwonił do Stewart? Oczywiście Galen Wyatt, oddzwaniał, po tym jak ona zadzwoniła do niego, bo go pomyliła z właścicielką mieszkania.
Madox zamknął kolanem drzwiczki, a potem nacisnął na kluczyk, żeby zamknąć auto. Poprawił sobie torbę z zakupami i zerknął na Pilar.
Nie wiedział kto dzwoni, i nawet chyba nie chciał pytać, bo to przecież już wywołało między nimi jedną kłótnię. Teraz mieli już poważnie rozmawiać. Nie o Galenie, o nich.
- Daj mi klucze i odbierz, może to znowu właścicielka - rzucił, kiedy już znalazł się obok niej, z tymi zakupami, które musiał podtrzymywać od spodu, bo nie ufał tej papierowej torbie, zważając na to, że była wypchana po brzegi, a butelki były dość ciężkie.
Pilar Stewart