002. champagne was a bad idea
: pn sty 12, 2026 9:00 pm
- Wszystko dostaniesz, co tylko chcesz - jeszcze rzucił, bo to była kompletna prawda, że on by jej wszystko oddał, i wszystko dla niej zrobił. Nawet ładnie trzymał rączki przy sobie, kiedy już wylądowali w tych poduszkach. Nawet jej swoją ulubiona poduszkę oddał! A kiedy Pilar usnęła, to dla odmiany on jeszcze przez chwilę patrzył na to jaka była spokojna, kiedy spała. Zupełnie nie jak ona, klatka piersiowa unosiła się w miarowym oddechu, a te czarne rzęsy, które opadły leniwie na policzki, nawet nie drgnęły, kiedy jego palce przesunęły się powoli po jej biodrze kiedy jeszcze ją do siebie przytulił, mocniej. Mógłby się do tego przyzwyczaić, do tej chwili spokoju, po ciężkim dniu, z nią w ramionach.
Poranek też miał być miły, chociaż kiedy Madox otworzył oczy jej nie było już obok, a szkoda. Po kilku minutach wygrzebał się z pościeli i chociaż najpierw zamierzał wziąć prysznic, to wszedł do salonu, ubrany w jakieś szare dresowe spodnie, przeciągnął się jak kot prężąc do tyłu, tylko, że zaraz ciemne tęczówki odszukały jej postać. Nawet nie zauważył tego, że posprzątała, chociaż przechodząc przez salon nie potknął się o ten dywan, o który zawsze się potykał, a którego nigdy nie chciało mu się poprawić. Ani jemu, ani Debbie. Bo McDowell też wcale nie była jakaś porządnicka, a zresztą ona tu była wciąż gościem. Jak się zaraz okaże gościem, którego obecność Pilar już zauważyła.
- Co jest? - zapytał jeszcze zanim znalazł się przy niej, zaraz sięgał dłonią do jej ramienia, przesunął palcami po jej karku, a już po chwili dostawił sobie krzesło na przeciwko niej. Myślał, że ona się tak wciąż przejmuje tym Nickiem Daltonem, już miał jej coś powiedzieć, ale ona wtedy wypaliła, że jednak zaraz będzie się zbierać.
- Co? - wypalił najpierw - dlaczego? - tu już zaczęły pojawiać się w jego głowie różne pytania - nie - rzucił stanowczo. A potem tak samo stanowczo chwycił za nogę jej krzesła, żeby ją do siebie przyciągnąć, żeby to jej krzesło zderzyło się z tym jego, a ona znalazła się bliżej, tak blisko, że mógł patrzeć w te jej piękne, brązowe oczy.
- Zostań tutaj... - chciał dodać coś jeszcze, może jakieś proszę? A może, że mu obiecała? A może zapytać skąd ta nagła zmiana?
Tylko, że zaraz okazało się skąd.
No tak, rzeczy Debbie, które walały się po całym mieszkaniu. Pokręcił głową i pochylił ją, żeby oprzeć czoło o jej kolano, na moment. Wypuścił z płuc powietrze prosto w jej nogi.
- Nie - powiedział od razu, no bo przecież nie zamierzał jej okłamywać. Nigdy jej nie okłamywał.
Pozostała tylko kwestia jak jej powiedzieć o Debbie, delikatnie, żeby zaraz nie zrobiła się z tego kolejna wojna. Podniósł głowę, a jego ciemne tęczówki znowu odszukały jej piękne, brązowe oczy.
- Moją przyjaciółkę wyrzucili z mieszkania i zatrzymała się tu na kilka dni, póki czegoś nie znajdzie - powiedział kompletnie szczerze przecież, bo Debbie była tak jakby wciąż jego przyjaciółką? Miał do niej pewien sentyment biorąc pod uwagę fakt, że on nią przecież był zauroczony, wracali do siebie kilka razy. Może teraz też by coś z tego było, gdyby Madox wcześniej nie stracił głowy dla Pilar? Może jeszcze by próbował czegoś z Debbie, ale nie próbował. A nawet kiedy ona nocowała tutaj, to on najczęściej wybywał jednak do klubu, bo w końcu tam też miał łóżko, które Pilar widziała. Ale Debbie też rzadko tu spała, dużo podróżowała, większość czasu się mijali. Czasem tylko wpadli na siebie i zjedli razem kanapki, czy coś, co zrobiła McDowell.
- Ale ona jest stewardessą, dużo podróżuje, teraz poleciała... gdzieś tam - nawet nie wiedział gdzie, chociaż na moment się zamyślił. Do Grecji? Mniejsza o to. - Nawet nie zauważysz jej obecności, a jak będzie miała wrócić to jej wynajmę hotel - dla Madoxa to było takie proste. No bo przecież on nic złego tutaj nie robił...
Na pewno?
- Jesteś o to zła? - zapytał, bo nie umiał tego z niej wyczytać, czy znowu się na niego wściekała? Raczej nie, bo jakby tak było, to rzuciłaby w niego czymś, albo już na wstępie zwyzywała od cholernych idiotów.
- Nie pasuje ci to? - kolejne ważne pytanie, aż odsunął się od niej i opadł plecami na oparcie krzesła, chociaż to nie zmieniło faktu, że wciąż siedzieli blisko siebie - mam ją wyrzucić? Jeśli chcesz to zaraz do niej napiszę, że musi się przenieść do hotelu, zaraz jej coś zarezerwuje - sięgnął do kieszeni, tylko, że on przecież znowu nie miał telefonu, chyby o tym zapomniał, że znowu będzie musiał kupić nowy. Jak najszybciej przecież, bo nawet nie wiedział co się działo w Emptiness, a nie było go tam od wczoraj.
Chociaż teraz to bardziej niż klubem, przejął się nią. I naprawdę był gotowy wystawić Debbie za drzwi, gdyby Pilar powiedziała mu tylko słowo. Sięgnął palcami do jej stopy, musnął ją opuszkami, chciał ją jakoś zaczepić. Nie mogli zaczynać tego dnia od kolejnej kłótni. Już ten wczorajszy był cholernie ciężki, nie było im to potrzebne, nie według niego.
Pilar Stewart
Poranek też miał być miły, chociaż kiedy Madox otworzył oczy jej nie było już obok, a szkoda. Po kilku minutach wygrzebał się z pościeli i chociaż najpierw zamierzał wziąć prysznic, to wszedł do salonu, ubrany w jakieś szare dresowe spodnie, przeciągnął się jak kot prężąc do tyłu, tylko, że zaraz ciemne tęczówki odszukały jej postać. Nawet nie zauważył tego, że posprzątała, chociaż przechodząc przez salon nie potknął się o ten dywan, o który zawsze się potykał, a którego nigdy nie chciało mu się poprawić. Ani jemu, ani Debbie. Bo McDowell też wcale nie była jakaś porządnicka, a zresztą ona tu była wciąż gościem. Jak się zaraz okaże gościem, którego obecność Pilar już zauważyła.
- Co jest? - zapytał jeszcze zanim znalazł się przy niej, zaraz sięgał dłonią do jej ramienia, przesunął palcami po jej karku, a już po chwili dostawił sobie krzesło na przeciwko niej. Myślał, że ona się tak wciąż przejmuje tym Nickiem Daltonem, już miał jej coś powiedzieć, ale ona wtedy wypaliła, że jednak zaraz będzie się zbierać.
- Co? - wypalił najpierw - dlaczego? - tu już zaczęły pojawiać się w jego głowie różne pytania - nie - rzucił stanowczo. A potem tak samo stanowczo chwycił za nogę jej krzesła, żeby ją do siebie przyciągnąć, żeby to jej krzesło zderzyło się z tym jego, a ona znalazła się bliżej, tak blisko, że mógł patrzeć w te jej piękne, brązowe oczy.
- Zostań tutaj... - chciał dodać coś jeszcze, może jakieś proszę? A może, że mu obiecała? A może zapytać skąd ta nagła zmiana?
Tylko, że zaraz okazało się skąd.
No tak, rzeczy Debbie, które walały się po całym mieszkaniu. Pokręcił głową i pochylił ją, żeby oprzeć czoło o jej kolano, na moment. Wypuścił z płuc powietrze prosto w jej nogi.
- Nie - powiedział od razu, no bo przecież nie zamierzał jej okłamywać. Nigdy jej nie okłamywał.
Pozostała tylko kwestia jak jej powiedzieć o Debbie, delikatnie, żeby zaraz nie zrobiła się z tego kolejna wojna. Podniósł głowę, a jego ciemne tęczówki znowu odszukały jej piękne, brązowe oczy.
- Moją przyjaciółkę wyrzucili z mieszkania i zatrzymała się tu na kilka dni, póki czegoś nie znajdzie - powiedział kompletnie szczerze przecież, bo Debbie była tak jakby wciąż jego przyjaciółką? Miał do niej pewien sentyment biorąc pod uwagę fakt, że on nią przecież był zauroczony, wracali do siebie kilka razy. Może teraz też by coś z tego było, gdyby Madox wcześniej nie stracił głowy dla Pilar? Może jeszcze by próbował czegoś z Debbie, ale nie próbował. A nawet kiedy ona nocowała tutaj, to on najczęściej wybywał jednak do klubu, bo w końcu tam też miał łóżko, które Pilar widziała. Ale Debbie też rzadko tu spała, dużo podróżowała, większość czasu się mijali. Czasem tylko wpadli na siebie i zjedli razem kanapki, czy coś, co zrobiła McDowell.
- Ale ona jest stewardessą, dużo podróżuje, teraz poleciała... gdzieś tam - nawet nie wiedział gdzie, chociaż na moment się zamyślił. Do Grecji? Mniejsza o to. - Nawet nie zauważysz jej obecności, a jak będzie miała wrócić to jej wynajmę hotel - dla Madoxa to było takie proste. No bo przecież on nic złego tutaj nie robił...
Na pewno?
- Jesteś o to zła? - zapytał, bo nie umiał tego z niej wyczytać, czy znowu się na niego wściekała? Raczej nie, bo jakby tak było, to rzuciłaby w niego czymś, albo już na wstępie zwyzywała od cholernych idiotów.
- Nie pasuje ci to? - kolejne ważne pytanie, aż odsunął się od niej i opadł plecami na oparcie krzesła, chociaż to nie zmieniło faktu, że wciąż siedzieli blisko siebie - mam ją wyrzucić? Jeśli chcesz to zaraz do niej napiszę, że musi się przenieść do hotelu, zaraz jej coś zarezerwuje - sięgnął do kieszeni, tylko, że on przecież znowu nie miał telefonu, chyby o tym zapomniał, że znowu będzie musiał kupić nowy. Jak najszybciej przecież, bo nawet nie wiedział co się działo w Emptiness, a nie było go tam od wczoraj.
Chociaż teraz to bardziej niż klubem, przejął się nią. I naprawdę był gotowy wystawić Debbie za drzwi, gdyby Pilar powiedziała mu tylko słowo. Sięgnął palcami do jej stopy, musnął ją opuszkami, chciał ją jakoś zaczepić. Nie mogli zaczynać tego dnia od kolejnej kłótni. Już ten wczorajszy był cholernie ciężki, nie było im to potrzebne, nie według niego.
Pilar Stewart