Punta Cana
: pt kwie 10, 2026 3:31 pm
Nie umknęło jej uwadze jak bardzo się… spiął, gdy musnęła jego skórę. Spojrzała na jego skupioną twarz i aż musiała zagryźć wargę, żeby nic nie powiedzieć ani tym bardziej się nie roześmiać. Walczył ze sobą i to było na swój sposób urocze… że musiał walczyć aż tak bardzo, że było to widoczne! I chociaż przez ułamek sekundy przeszło jej przez myśl, żeby pójść krok dalej, żeby przetestować jego silną wolę, ale nie – powstrzymała się. Uznała, że nie będzie go dłużej torturować i zabrała dłoń z jego piersi.
- To akurat pasuje… będzie bardziej realistycznie. – uśmiechnęła się pod nosem, bo sugestia, że jej biust opadnie raczej nie robiła na niej większego wrażenia. Po pierwsze wiedziała, a po drugie – zawsze mogła iść pod nóż! Nie wykluczała żadnej operacji – I nie chcę, żebyś tatuował sobie moje imię. Cycki po pierwsze bardziej oddawałyby charakter naszej relacji, a po drugie… jeśli nasze drogi się rozejdą będziesz miał pamiątkę po tym, co najlepsze, a nie imię typiary, która zaczęła wyprowadzać cię z równowagi. – dodała pół żartem, pół serio, ale no… naprawdę uważała, że imiona to najgorszy możliwy wybór. Najgorszy! Później musiałby go zakrywać albo przerabiać. A poza tym w ogóle sobie żartowała i wcale nie oczekiwała, że wytatuuje sobie cokolwiek, co miało być z nią związane. W końcu nie mieli po dwadzieścia lat, żeby decydować się na tak głupio-romantyczne gesty. Nie podejrzewała też o wytatuowanie sobie na skórze czegokolwiek związanego z ukochaną babcią… tym bardziej, że nie oszukujmy się – miała kilka dobrych okazji, żeby przyjrzeć się jego tatuażom, nie były szczególnie ckliwe. Więc tą jego babcię skwitowała tylko wymownym uśmiechem i krótkim cichym parsknięciem.
Powiedzenie mu o tym było zaskakująco… łatwe? Może sama dramatyzowała bardziej niż powinna? Jasne, nie było się czym chwalić i dlatego na ten temat nie rozmawiała, ale może nie było sensu unikać pytań? – Gdybyś mnie teraz spróbował ojojać śmiertelnie bym się na ciebie obraziła, Cadwalader. Dłużej nie mam z nimi kontaktu niż tam mieszkałam, więc nie mam się czym chwalić, ale jednocześnie nie będę płakać, że tatuś mnie nie kochał. – zdążyła się przyzwyczaić, wzruszyła ramionami – Ale mam nadzieję, że teraz też chociaż trochę rozumiesz dlaczego… niekoniecznie chciałam się chwalić twoimi siniakami. – uśmiechnęła się pod nosem i obróciła do lustra, żeby faktycznie ocenić po tym czasie stan swojej skóry - szyja, nadgarstki… magicznie nie zniknęło, ale nie zamierzała się tym teraz przejmować. Byli na wakacjach. – Nawet jeśli to mój ulubiony rodzaj siniaków. – dodała, nadal mało poważnie i spojrzała na niego krótko, uśmiechając się. Nie oczekiwała, że przestanie. Ba! Nie chciała, żeby przestawał. Tak jak nie chciała, żeby musiał kogokolwiek zabijać za to, że podniesie na nią rękę. Takie rzeczy już się nie działy. No chyba, że chodziło o niego celującego w jej pośladek, ale to już zaliczało się do kategorii tych ulubionych siniaków.
- I naprawdę jesteś bezlitosny… – z tymi pytaniami! Zaśmiała się lekko, kręcąc głową, bo znowu uderzył w coś zajebiście trudnego – To bardzo ładna łazienka, ale chodźmy stąd, co? – rzuciła zanim zaczęła odpowiadać, dając sobie oczywiście dodatkowy czas na odpowiedź. Tym bardziej, że nie musiał nawet potwierdzać – sama poprowadziła ich z powrotem do dziennej części domku, bo zakładam, że to wszystko to była raczej otwarta przestrzeń. Gdzieś po drodze zrzuciła swój ręcznik, dając mu jeszcze okazję, żeby popatrzeć na jej tyłek zanim założyła jedną z jego koszulek, którą przywłaszczyła sobie do spania. Ale nie skierowała się do łóżka. Opadła na kanapę, oparła nogi na stoliku przed nim i wróciła spojrzeniem do Arvela, jeśli tylko do niej dołączył czekając na odpowiedź na swoje pytanie. Trudne pytanie!
- Problem jest chyba tego typu, że… nigdy nie miałam odwagi marzyć, więc tego nie robiłam. I chyba zostało mi do teraz. Ale chciałabym przestać się bać, przyszłości. Chociażby w naszym kontekście. – uśmiechnęła się – I chyba chciałabym psa. – przyszło jej do teraz do głowy i wiedziała, że to absurdalny pomysł… przy jej trybie życia?! – Myślałeś kiedyś o powrocie do Walii? Albo w ogóle… opuszczeniu Toronto?
Arvel Cadwalader
- To akurat pasuje… będzie bardziej realistycznie. – uśmiechnęła się pod nosem, bo sugestia, że jej biust opadnie raczej nie robiła na niej większego wrażenia. Po pierwsze wiedziała, a po drugie – zawsze mogła iść pod nóż! Nie wykluczała żadnej operacji – I nie chcę, żebyś tatuował sobie moje imię. Cycki po pierwsze bardziej oddawałyby charakter naszej relacji, a po drugie… jeśli nasze drogi się rozejdą będziesz miał pamiątkę po tym, co najlepsze, a nie imię typiary, która zaczęła wyprowadzać cię z równowagi. – dodała pół żartem, pół serio, ale no… naprawdę uważała, że imiona to najgorszy możliwy wybór. Najgorszy! Później musiałby go zakrywać albo przerabiać. A poza tym w ogóle sobie żartowała i wcale nie oczekiwała, że wytatuuje sobie cokolwiek, co miało być z nią związane. W końcu nie mieli po dwadzieścia lat, żeby decydować się na tak głupio-romantyczne gesty. Nie podejrzewała też o wytatuowanie sobie na skórze czegokolwiek związanego z ukochaną babcią… tym bardziej, że nie oszukujmy się – miała kilka dobrych okazji, żeby przyjrzeć się jego tatuażom, nie były szczególnie ckliwe. Więc tą jego babcię skwitowała tylko wymownym uśmiechem i krótkim cichym parsknięciem.
Powiedzenie mu o tym było zaskakująco… łatwe? Może sama dramatyzowała bardziej niż powinna? Jasne, nie było się czym chwalić i dlatego na ten temat nie rozmawiała, ale może nie było sensu unikać pytań? – Gdybyś mnie teraz spróbował ojojać śmiertelnie bym się na ciebie obraziła, Cadwalader. Dłużej nie mam z nimi kontaktu niż tam mieszkałam, więc nie mam się czym chwalić, ale jednocześnie nie będę płakać, że tatuś mnie nie kochał. – zdążyła się przyzwyczaić, wzruszyła ramionami – Ale mam nadzieję, że teraz też chociaż trochę rozumiesz dlaczego… niekoniecznie chciałam się chwalić twoimi siniakami. – uśmiechnęła się pod nosem i obróciła do lustra, żeby faktycznie ocenić po tym czasie stan swojej skóry - szyja, nadgarstki… magicznie nie zniknęło, ale nie zamierzała się tym teraz przejmować. Byli na wakacjach. – Nawet jeśli to mój ulubiony rodzaj siniaków. – dodała, nadal mało poważnie i spojrzała na niego krótko, uśmiechając się. Nie oczekiwała, że przestanie. Ba! Nie chciała, żeby przestawał. Tak jak nie chciała, żeby musiał kogokolwiek zabijać za to, że podniesie na nią rękę. Takie rzeczy już się nie działy. No chyba, że chodziło o niego celującego w jej pośladek, ale to już zaliczało się do kategorii tych ulubionych siniaków.
- I naprawdę jesteś bezlitosny… – z tymi pytaniami! Zaśmiała się lekko, kręcąc głową, bo znowu uderzył w coś zajebiście trudnego – To bardzo ładna łazienka, ale chodźmy stąd, co? – rzuciła zanim zaczęła odpowiadać, dając sobie oczywiście dodatkowy czas na odpowiedź. Tym bardziej, że nie musiał nawet potwierdzać – sama poprowadziła ich z powrotem do dziennej części domku, bo zakładam, że to wszystko to była raczej otwarta przestrzeń. Gdzieś po drodze zrzuciła swój ręcznik, dając mu jeszcze okazję, żeby popatrzeć na jej tyłek zanim założyła jedną z jego koszulek, którą przywłaszczyła sobie do spania. Ale nie skierowała się do łóżka. Opadła na kanapę, oparła nogi na stoliku przed nim i wróciła spojrzeniem do Arvela, jeśli tylko do niej dołączył czekając na odpowiedź na swoje pytanie. Trudne pytanie!
- Problem jest chyba tego typu, że… nigdy nie miałam odwagi marzyć, więc tego nie robiłam. I chyba zostało mi do teraz. Ale chciałabym przestać się bać, przyszłości. Chociażby w naszym kontekście. – uśmiechnęła się – I chyba chciałabym psa. – przyszło jej do teraz do głowy i wiedziała, że to absurdalny pomysł… przy jej trybie życia?! – Myślałeś kiedyś o powrocie do Walii? Albo w ogóle… opuszczeniu Toronto?
Arvel Cadwalader