Strona 6 z 6

Punta Cana

: pt kwie 10, 2026 3:31 pm
autor: Darcy Bowman
Nie umknęło jej uwadze jak bardzo się… spiął, gdy musnęła jego skórę. Spojrzała na jego skupioną twarz i aż musiała zagryźć wargę, żeby nic nie powiedzieć ani tym bardziej się nie roześmiać. Walczył ze sobą i to było na swój sposób urocze… że musiał walczyć aż tak bardzo, że było to widoczne! I chociaż przez ułamek sekundy przeszło jej przez myśl, żeby pójść krok dalej, żeby przetestować jego silną wolę, ale nie – powstrzymała się. Uznała, że nie będzie go dłużej torturować i zabrała dłoń z jego piersi.
- To akurat pasuje… będzie bardziej realistycznie. – uśmiechnęła się pod nosem, bo sugestia, że jej biust opadnie raczej nie robiła na niej większego wrażenia. Po pierwsze wiedziała, a po drugie – zawsze mogła iść pod nóż! Nie wykluczała żadnej operacji – I nie chcę, żebyś tatuował sobie moje imię. Cycki po pierwsze bardziej oddawałyby charakter naszej relacji, a po drugie… jeśli nasze drogi się rozejdą będziesz miał pamiątkę po tym, co najlepsze, a nie imię typiary, która zaczęła wyprowadzać cię z równowagi. – dodała pół żartem, pół serio, ale no… naprawdę uważała, że imiona to najgorszy możliwy wybór. Najgorszy! Później musiałby go zakrywać albo przerabiać. A poza tym w ogóle sobie żartowała i wcale nie oczekiwała, że wytatuuje sobie cokolwiek, co miało być z nią związane. W końcu nie mieli po dwadzieścia lat, żeby decydować się na tak głupio-romantyczne gesty. Nie podejrzewała też o wytatuowanie sobie na skórze czegokolwiek związanego z ukochaną babcią… tym bardziej, że nie oszukujmy się – miała kilka dobrych okazji, żeby przyjrzeć się jego tatuażom, nie były szczególnie ckliwe. Więc tą jego babcię skwitowała tylko wymownym uśmiechem i krótkim cichym parsknięciem.
Powiedzenie mu o tym było zaskakująco… łatwe? Może sama dramatyzowała bardziej niż powinna? Jasne, nie było się czym chwalić i dlatego na ten temat nie rozmawiała, ale może nie było sensu unikać pytań? – Gdybyś mnie teraz spróbował ojojać śmiertelnie bym się na ciebie obraziła, Cadwalader. Dłużej nie mam z nimi kontaktu niż tam mieszkałam, więc nie mam się czym chwalić, ale jednocześnie nie będę płakać, że tatuś mnie nie kochał. – zdążyła się przyzwyczaić, wzruszyła ramionami – Ale mam nadzieję, że teraz też chociaż trochę rozumiesz dlaczego… niekoniecznie chciałam się chwalić twoimi siniakami. – uśmiechnęła się pod nosem i obróciła do lustra, żeby faktycznie ocenić po tym czasie stan swojej skóry - szyja, nadgarstki… magicznie nie zniknęło, ale nie zamierzała się tym teraz przejmować. Byli na wakacjach. – Nawet jeśli to mój ulubiony rodzaj siniaków. – dodała, nadal mało poważnie i spojrzała na niego krótko, uśmiechając się. Nie oczekiwała, że przestanie. Ba! Nie chciała, żeby przestawał. Tak jak nie chciała, żeby musiał kogokolwiek zabijać za to, że podniesie na nią rękę. Takie rzeczy już się nie działy. No chyba, że chodziło o niego celującego w jej pośladek, ale to już zaliczało się do kategorii tych ulubionych siniaków.
- I naprawdę jesteś bezlitosny… – z tymi pytaniami! Zaśmiała się lekko, kręcąc głową, bo znowu uderzył w coś zajebiście trudnego – To bardzo ładna łazienka, ale chodźmy stąd, co? – rzuciła zanim zaczęła odpowiadać, dając sobie oczywiście dodatkowy czas na odpowiedź. Tym bardziej, że nie musiał nawet potwierdzać – sama poprowadziła ich z powrotem do dziennej części domku, bo zakładam, że to wszystko to była raczej otwarta przestrzeń. Gdzieś po drodze zrzuciła swój ręcznik, dając mu jeszcze okazję, żeby popatrzeć na jej tyłek zanim założyła jedną z jego koszulek, którą przywłaszczyła sobie do spania. Ale nie skierowała się do łóżka. Opadła na kanapę, oparła nogi na stoliku przed nim i wróciła spojrzeniem do Arvela, jeśli tylko do niej dołączył czekając na odpowiedź na swoje pytanie. Trudne pytanie!
- Problem jest chyba tego typu, że… nigdy nie miałam odwagi marzyć, więc tego nie robiłam. I chyba zostało mi do teraz. Ale chciałabym przestać się bać, przyszłości. Chociażby w naszym kontekście. – uśmiechnęła się – I chyba chciałabym psa. – przyszło jej do teraz do głowy i wiedziała, że to absurdalny pomysł… przy jej trybie życia?! – Myślałeś kiedyś o powrocie do Walii? Albo w ogóle… opuszczeniu Toronto?



Arvel Cadwalader

Punta Cana

: sob kwie 11, 2026 12:40 am
autor: Arvel Cadwalader
- Już mnie wyprowadzasz z równowagi Darcy. - spojrzał na nią, a później dość wymownie na okolice swoich genitaliów pod ręcznikiem bo przez ostatnie lata, a przede wszystkim dni zdążyła już chyba zauważyć jak bardzo wyprowadzała go z równowagi lecz w ten dobry sposób.
- I nie myślałem o twoim imieniu, to takie cliche. - przewrócił oczami - Cycki rzeczywiście masz świetne. Uwielbiam je. Sama wiesz jak bardzo, ale jakby miał wytatuować sobie część twojego ciała to byłby to raczej tyłek. Kurwa uwielbiam twój tyłek Darcy. - od razu powiedział to nieco niższym głosem wyglądając za nią bo nawet schowany pod ręcznikiem wyglądał świetnie - Jeszcze to jak wygląda kiedy mnie nim kusisz. Kuuuurrwwaaa... - syknął przez zaciśnięte zęby zaciskając swoje dłonie na blacie tak mocno, że aż mu palce zbielały.
Zdecydowanie jeśli było coś, co momentalnie było w stanie postawić go w stan gotowości to jej tyłek oraz to jak potrafiła poruszać swoimi biodrami. Nawet nie mówił o tym jak uprawiali seks. To jak z nim tańczyła, albo czasami po prostu dla zabawy zatrzęsła dla niego swoimi pośladkami, kiedy wiedziała, że nie mają czasu na pieszczoty. Tak, to była zdecydowanie ta część ciała którą kochał najbardziej gdyby miał ją wybrać. Niestety niekoniecznie był typem romantyka. Nie doszli jeszcze do momentu, kiedy może jej z pełnym przekonaniem powiedzieć, że są to jej oczy czy usta.
- Wiem, dlatego tego nie zrobię. - uśmiechnął się do niej całkiem dumny z siebie bo jednak pokazywał, że trochę ją już znał - Rozumiem. - przytaknął tylko nie zamierzając rozwijać dalej tego tematu.
- Postaram się zostawiać je tam, gdzie będzie łatwo je ukrywać. - puścił jej oczko z rozbawionym uśmiechem wyczuwając, że mogą sobie z tego już po prostu pożartować.
Cadwalader wiedział, że Darcy nie tylko zgrywała twardą babkę, ale naprawdę nią była. Nawet jeśli sama nie do końca była tego świadoma. To jednak nie była jego robota żeby ją uświadamiać na siłę. Pokaże jej to może kiedyś na swoje własne sposoby. W improwizacji był całkiem dobry. Przynajmniej za takiego się uważał.
Parsknął cicho, kiedy zobaczył jej reakcję. Naprawdę myślał, że wybierał bezpieczne pytanie! Robił to z najlepszymi intencjami, ale oczywiście takie już było jego szczęście, że uderzał w te najczulsze punkty. Ze wszystkich tematów, które mógł wybrać trafiał na te, które były dla niej niewygodne.
Oczywiście poszedł za nią. Nie miał innego wyboru, ale to zrzucenie przed nim ręcznika i pokazanie tego, co najbardziej na ten moment w niej cenił? To był cios poniżej pasa. Zagryzł dolną wargę robiąc wszystko by nie popchnąć jej znów na łóżko. Pokręcił lekko głową patrząc jak zakłada jego koszulkę. Lubił ją w tym wydaniu. Myślał, czy nie powinien się jej jakoś odwdzięczyć, ale koniec końców po prostu wciągnął na siebie nowe bokserki i opadł na kanapę obok niej.
- Słuchaj... Małymi krokami. Jedno z tych marzeń masz już ogarnięte. - zrobił chwilową pauzę patrząc jej w oczy i po chwili po prostu robiąc to, czego nie myślał, że zrobi dla jakiejś kobiety - Woof, woof. - wyszczerzył się do niej łobuzerko.
Jednak nie mogła mu chyba zaprzeczyć, prawda? Miała już od lat psa u swojego boku. Wystarczyło zmienić perspektywę. Doceniał to, że chciała dać im szansę. Dawał jej przestrzeń, której mogła potrzebować. Nie chciał jej do niczego przymuszać. To, żeby część jej obaw zniknęła było na jego barkach. Na razie czuł się na siłach.
- Do Walii? Niekoniecznie. - pokręcił głową opierając ją na oparciu i kierując twarz w jej stronę - Jeśli chodzi o sam wyjazd nie miałbym z tym większego problemu. Już raz przemierzyłem ocean całkowicie zmieniając swoje życie. - wzruszył ramionami - Więc ja jestem gotowy na zmiany. W Toronto nic prócz Ciebie mnie nie trzyma. - mówił to całkowicie szczerze, jego praca nie była czymś na czym mu szczególnie zależało.
Mógł ją wykonywać gdziekolwiek. Nie był przywiązany do akurat tego miejsca chociaż podejrzewał, że chociażby w jakiejś Kolumbii nie znalazł by pracy tak łatwo.
- Dobra, tym razem spróbuję łatwo... Co najbardziej lubisz jak robię? - spojrzał na nią z zaciekawieniem.
Czy wybierze coś związanego z ich seksem? A może coś zupełnie innego, coś czego on sam nie zauważał, a robił mimowolnie?

Darcy Bowman

Punta Cana

: sob kwie 11, 2026 1:00 pm
autor: Darcy Bowman
Prychnęła, bo tylko mu się wydawało, że go wyprowadzała z równowagi. Tylko mu się wydawało! Doskonale zdawała sobie sprawę, że potrafi być… trudna. Nie bez powodu większość relacji w jej życiu – jeszcze przed Danielem – była krótka i intensywna. Zresztą po nim również. Szybko się wypalały. Zabawnie było sobie uzmysłowić, że na dobrą sprawę… ta z nim trwa najdłużej, nawet ze wszystkimi perturbacjami, które zaliczyli po drodze, żeby dotrzeć tu, gdzie teraz byli. Miesiąc miodowy. Tylko jak długo potrwa? Kiedy okaże się, że Darcy naprawdę potrafi wyprowadzić z równowagi i wcale nie chodzi o to, że go prowokuje. Bo teraz? W tym momencie? No jak mogłaby nie rozplątać ręcznika i nie zaprezentować mu najlepszego widoki na własne pośladki, jeśli chwilę wcześniej tak ochoczo nazwał je swoją ulubioną częścią jej ciała? Oczywiście, że zrobiła to z pełną premedytacją… intencja była w każdym jej ruchu. A nawet w tym jak odwróciła się przez ramię, żeby upewnić się, że patrzy. Bo miał patrzeć. Zaśmiała się pod nosem, kończąc swoje małe przedstawienie – zaledwie krótką przerwę w ich grze, która szła… zaskakująco łatwo. Może to była kwestia wypitego dzisiaj alkoholu, może przeżytych orgazmów i tego przyjemnego rozleniwienia, które im teraz towarzyszyło, a może to, że rozmowa z nim wcale nie była taka straszna jak jej się wydawało!
Bo jej mina, gdy uświadomił jej, że przecież miała psa na wyciągnięcie ręki? Bezcenna. Zaśmiała się, karcąc lekko głową, bo był niemożliwy… ale fakt! Może nie ogonem, ale miał czym machać, gdy cieszył się na jej widok! – Po latach bycia dziewczyną gangstera skończyłam z psem… powinnam to traktować jako awans społeczny, czy wręcz przeciwnie? – prychnęła rozbawiona, bo prawda była taka, że cóż… dziewczyna mafii nigdy z niej nie była! Wpadła w nieodpowiednie towarzystwo, widziała i słyszała więcej niż powinna, ale sama nigdy nic złego nie zrobiła. To z Arvelem współpracowała, to on wyciągał z niej więcej niż ten gangsterski świat kiedykolwiek. Więc może po prostu to od zawsze było jej przeznaczenie. Wbijała w niego uważne spojrzenie, gdy odpowiadał na jej pytanie i śmieszny dreszcz przemknął wzdłuż kręgosłupa, gdy stwierdził, że tylko ona go trzymała w Toronto. Z jednej strony trudno było jej w to uwierzyć biorąc pod uwagę, że przecież długo nie mieli żadnego kontaktu, ale z drugiej… odebrał jej telefon w środku nocy i jak gdyby nigdy nic pojawił się, żeby pomóc jej ogarnąć ten bałagan. Więc może jednak?
Zaśmiała się, gdy zadał swoje pytanie. Czy było łatwe? I tak i nie… nie było niewygodne, ale jednak musiała się zastanowić.
- Jak się śmiejesz… i tak wiem, że to banał, ale mam wrażenie, że wychodzisz wtedy ze swojej roli groźnego policjanta, którego nic nie rusza i jesteś ze mną tak… naprawdę. – wzruszyła lekko ramionami – A poza tym masz bardzo sprawny język, Cadwalader, więc wszystko, co z nim robisz… w dowolnej konfiguracji i układzie ciał. – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, ale nie kłamała! Miała być szczera, więc była. A przy tym trochę też bezczelna! I pewnie mogłaby wymieniać dalej i opowiadać mu, co lubiła, gdy robił… gdy tracił nad sobą kontrolę, gdy zaciskał palce na jej pośladkach, gdy na nią patrzył od samego rana zaraz po przebudzeniu, gdy ona czuła się jak wiedźma. Ale czy to nie byłoby zbyt dużo pompowania męskiego ego? – Największa fantazja? Co chciałeś zrobić, ale nigdy nie miałeś okazji albo odwagi o tym powiedzieć? Może być o łóżku, ale wcale nie musi! – bo może fantazjował o karierze piosenkarza? Wszystko było możliwe, a ona chciała go poznać.



Arvel Cadwalader

Punta Cana

: ndz kwie 12, 2026 12:08 am
autor: Arvel Cadwalader
Pomimo bycia na swój sposób związkową amebą Arvel doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ich relacja nie będzie usłana różami. Bo właśnie tak się chyba mówi w ten romantyczny sposób? Dobrze wiedział, że Darcy potrafiła mieć silny charakter. Powiedziała mu już dzisiaj co w dużym stopniu ją ukształtowało. By się z tego podnieść trzeba było być silną babką. Ba, daleko szukać. Nawet on. Silny i poniekąd niebezpieczny policjant bał się zaprosić ją na randkę. Bał się jej reakcji. Tego, że całkowicie się od niego odsunie. To chyba najlepiej świadczyło o tym, że darzył ją w tej relacji dość dużym szacunkiem. Wiedział, że będzie potrafiła mu uprzykrzyć życie. Pewnie nie raz wyprowadzi go z równowagi nie tylko w ten seksowny sposób. Podniesie mu ciśnienie, czasami go pewnie nastraszy, ale to w tym wszystkim też było trochę ekscytujące. Nie szukał jakiejś nudnej relacji, w której wszystko idzie dobrze. Kobieta mu gotuje i oddaje się na zawołanie. Potrzebował pewnych silnych bodźców, które to właśnie Bowman była w stanie mu zapewnić. Z resztą powiedźmy sobie szczerze, z ich dwojga to pewnie on częściej będzie działać jej na nerwy, albo również w tej kwestii po prostu będą siebie warci. Może to wszystko sprawia, że się w niej zakochał? Coś, co nie mogło działać, a działało.
- To już pozostawiam do twojej własnej interpretacji. - wyszczerzył się do niej nadal dumny jak jakiś szczeniak, który wiedział, że żart był po prostu w punkt.
W odpowiednim smaku, tonie i czasie. Uderzył w świętą trójcę i nawet wypiął lekko klatę z dumy. Podobała mu się jej reakcja. Wiedziała, że się zaśmieje i cholera, ale lubił ją w tej wersji. Właśnie takiej beztroskiej. Czy to dzisiaj na parkiecie, czy to z jego powodu. Lubił kiedy się uśmiechała i otwierała. Tego właśnie od niej oczekiwał. Żeby była po prostu szczęśliwa. Najlepiej z nim. Najwyraźniej potrafił ją uszczęśliwić.
Udawał, że nie, ale uważnie patrzył na to jak odpowiadała na jego pytanie. I kiedy ta odpowiedź padła po prostu enigmatycznie się uśmiechnął. Bardziej sam do siebie niż do niej. Bo to po prostu zabawne, że przed chwilą myślał właściwie to samo, co mu powiedziała. Może to było właśnie to przeznaczenie? Ułożył ręce na oparciu sofy tak, że jego dłoń była tuż za jej karkiem na którym tę dłoń właśnie ułożył muskając jej skórę opuszkami swoich palców i bawiąc się jej włosami.
- Ten język masowałby teraz twój gdyby nie fakt, że obiecałem sobie, że na czas tej gry nie będę się do Ciebie dobierać. - puścił jej oczko z cieniem uśmiechu na ustach.
- Hmm... Jak byłem mały chciałem złapać jakiegoś sławnego przestępcę. Wiesz, być tym bohaterem, osiągnąć coś więcej niż ktokolwiek w rodzinie. - patrzył w jej stronę nadal bawiąc się jej włosami - Teraz... Ciężko powiedzieć. Jestem dość pragmatyczny. Zawsze to, czego chciałem osiągałem, to nie była fantazja, a po prostu cel. Chciałem pracować w innym państwie? To się wyprowadziłem. Chciałem zarobić? Zarobiłem. Chciałem uwieść taką jedną tancerkę..? To uwiodłem. - uśmiechnął się do niej wymownie spoglądając jej w oczy - Teraz? W tym momencie? Po naszym wyjeździe? Fantazjuję o tym żeby nam wyszło. Fantazjuję bo to pierwsza rzecz, która nie zależy tylko i wyłącznie ode mnie. - musnął jej kark z lekkim, dość nieprzeniknionym uśmiechem bo oddawanie kontroli w swoim życiu nie przychodziło mu łatwo.
- Jaki masz talent, o którym jeszcze nie wiem? - uniósł pytająco brew bo tego pytania była bardzo ciekawy.

Darcy Bowman

Punta Cana

: ndz kwie 12, 2026 4:38 pm
autor: Darcy Bowman
Jej własnej interpretacji… ale szczerze mówiąc nie wiedziała jak to interpretować. Daniel i Arvel byli tak bardzo do siebie podobni i jednocześnie tak zupełnie różni, że trudno było to jakkolwiek porównać. Jednego była pewna - teraz była dużo spokojniejsza. Tak… życiowo spokojniejsza. Nie wiedziała jednak, czy była to tylko zasługa towarzystwa Cadwaladera, czy raczej ten etap, na którym była po śmierci Daniela. Niemniej na pewno przyłożył do tego swoją rękę. I nie tylko rękę! Ten wieczór był tego doskonałym przykładem, zresztą cały ten wieczór. Gdy to proponowała - nie wiedziała, czego się spodziewać, ale dzisiaj już nie miała wątpliwości, że to najlepsza decyzja jaką w ostatnim czasie podjęła. Dawno nie była tak rozluźniona i tak dobrze się nie bawiła. Śmiech nie był zaskoczeniem, śmiała się z nim zaskakująco dużo. I może właśnie dlatego zwróciła na to uwagę u niego, odpowiadając na pytanie.
Gdy jego palce musnęły jej skórę aż zadrżała, a kącik ust drgnął jej wymownie w kierunku uśmiechu. I tak długo wytrzymał bez jakiegokolwiek dotyku… a przed oczami stanęło jej jak stał na baczność w łazience zaledwie parę chwil wcześniej. Naprawdę starał się trzymać ręce przy sobie. Potrzebnie? Może faktycznie właśnie dlatego udało im się porozmawiać, chociaż trochę. Odwróciła głowę tak, żeby na niego patrzeć i nie przestawała się uśmiechać, gdy mówił. Tym bardziej, że powiedział coś, co znowu śmiesznie zakuło ją w okolicach mostka. Musiała przyznać, że miał zaskakujący talent do mówienia rzeczy, które niewątpliwie robiły na niej wrażenie. Skubany wiedział, co powiedzieć!
- A wiesz, o jakichś moich talentach? - zaśmiała się, bo prawdę powiedziawszy… nie wiedziała. Jego pytania uświadamiały jej, że jej zdanie o samej sobie pozostawiało wiele do życzenia. Nigdy nie zastanawiała się ani nad swoimi marzeniami, ani talentami… jeszcze chwila i zapyta ją o mocne strony! - I nie wiem… umiem zawijać język w rurkę? Podobno nie wszyscy to potrafią! - wzruszyła beztrosko ramionami, bo chyba nie spodziewał się, że powie mu, że potrafi wymienić liczbę pi tysiąc miejsc po przecinku, prawda? - A zanim zostałam striptizerką trenowałam balet… to dopiero upadek społeczny. - zamiast primabaleriną została tancerka w klubie, raczej nie było czym się chwalić! Mimo wszystko wiedziała, że Arvel nie oceniał jej przeszłości, nie krzywił się na to, że tańczyła na rurce… w końcu właśnie wtedy się poznali, musiała być wystarczająco dobra, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. Opłacało się. Nie mogła też żałować takiej przeszłości, bo inaczej nigdy by się nie poznali - Chociaż nie wyglądasz na kogoś, kto chętnie chodzi na balet, więc nie ma tego złego… - uśmiechnęła się i przysunęła się w jego stronę, opierając dłoń na jego piersi i sięgnęła jego twarzy, żeby go pocałować - zaskakująco lekko i subtelnie. Mimo wszystko było to przyjemne i sprawiło, że znudziło jej się trzymać dystans, więc po prostu się przesiadła. Zajęła miejsce na jego udach, siadając na nich okrakiem, żeby móc ciągle na niego patrzeć.
- Co właściwie rozumiesz przez to, że chcesz, żeby nam wyszło? O jak dalekiej przyszłości myślisz? Jak chcesz, żeby to wyglądało? Co musiałabym twoim zdaniem zrobić, żeby nam wyszło? Jak to wygląda w twojej głowie, Cadwalader. - sunęła spojrzeniem po jego twarzy, lawirowała od oczu do ust i z powrotem, jednocześnie ciągle opierając dłonie na jego wytatuowanej piersi.


Arvel Cadwalader

Punta Cana

: ndz kwie 12, 2026 7:20 pm
autor: Arvel Cadwalader
Wiedział, że formułą do tego żeby im wyszło było nie mieć za wysokich wymagań. Po prostu dać się temu rozwinąć w swoim własnym tempie. Prawda była taka, że nie chciał tego spieprzyć. Wywierać na niej żadnej presji. To co robili teraz było bardziej w ich stylu. Nawet jeśli zaliczył poniekąd kilka wtop pytając od razu o ciężkie dla niej tematy, ale było to coś, co musieli prędzej czy później przerobić. Wydawało mu się, że mogły być o wiele gorsze okoliczności na taką rozmowę niż wakacje w ciepłym kraju.
Po reakcji Darcy na jego słowa mógł wnioskować, że w te rozmowy wcale nie był tak słaby jak mogło mu się na początku wydawać. Delikatnie muskał jej kark nie mogąc się już powstrzymywać od tego całkowitego braku kontaktu. To po prostu nie było w ich stylu. Lubili się dotykać. Od tego to wszystko się zaczęło i chciał żeby tak pozostało. Taka wersja ich rozmowy zdecydowanie odpowiadała mu bardziej niż przerabianie tego przy jakiejś kolacji. To wydawał się dobry moment. Po tym jak oboje byli, chociaż na moment, zaspokojeni, spokojni.
- Oh... Poza tymi w łóżku? Bo na te pewnie nie wystarczyłoby nam reszty wakacji. - wyszczerzył się do niej zadziornie puszczając jej oczko - Świetnie tańczysz i to nie tylko na rurce. Masz dobre wyczucie stylu, podoba mi się to jak się ubierasz. I masz świetne poczucie humoru. Wiesz jak mi dogryźć tak żebym się nie oburzył, a nawet przytaknął z uśmiechem. - zaśmiał się cicho bo do tego zdecydowanie miała talent.
Pewnie byłby w stanie wymienić jeszcze kilka rzeczy, ale nie chciał jej tak od razu zasypywać komplementami. Z resztą chciał poznać inne ukryte talenty, których niekoniecznie musiała być świadoma. Może świetnie śpiewa pod prysznicem? Kiedy to akurat on nie zajmuje jej na różne sposoby ust? Może świetnie gotuje? Maluje? Było jeszcze wiele do odkrycia i był na to całkiem podekscytowany. Jak chociażby to, że uczęszczała na zajęcia baletu.
- Cóż, w teatrze, na balecie raczej byś mnie nie poznała. Jednak nie mogę powiedzieć bym narzekał na to jaka wygimnastykowana jesteś. Zdecydowanie korzystam z tych benefitów. - poruszył wymownie brwiami z filuternym uśmiechem na ustach.
Korzystał z tego nawet dzisiaj i był cholernie zadowolony.
Mruknął cicho gdy zbliżyła się żeby go pocałować i wręcz automatycznie lekko zacisnął dłoń w jej włosach, lecz nie próbował nawet pociągnąć. Zamiast tego patrzył jak gramoli mu się na kolana. Wziął głębszy wdech zabierając dłonie z jej ciała. Zamiast tego ułożył sobie je splecione za głową znów się lekko spinając. W jego spojrzeniu dało się dojrzeć już nieco pożądania i właśnie z tego powodu musiał trzymać ręce przy sobie. Zwłaszcza, że nie miała na sobie za dużo.
- Nie ułatwiasz mi tej gry... - mruknął patrząc jej w oczy i lekko przygryzając dolną wargę.
Nie uważał ich pociągu za coś złego. Tak, zdecydowanie utrudniało rozmawianie na te poważniejsze tematy, ale nie chciałby tego zmieniać. Uwielbiał się z nią pieprzyć, uwielbiał się z nią kochać. Ta fizyczność była po prostu czymś na czym budowali tę relację i powinni to podtrzymywać. Czasami muszą to po prostu poskromić. On przynajmniej próbował.
- Ja tutaj słyszę pięć pytań. - zaśmiał się spoglądając w jej oczy z wesołymi iskierkami - Jeśli chodzi o to jak chcę żeby to wyglądało to z grubsza tak jak teraz. Chcę cię mieć przy sobie, budzić się przy Tobie. Zabierać Cię na randki. Kochać się kilka razy dziennie... - oblizał usta przesuwając swoim wzrokiem po jej sylwetce i wracając do jej oczu.
- A jak to będzie? Pewnie nie raz się pokłócimy. Pewnie przynajmniej ze dwa razy wykopiesz mnie z domu bo będziesz miała mnie dość. - wzruszył ramionami mówiąc to bez większego wyrzutu, tak po prostu będzie - Nie bój się Darcy, nie myślę od razu o małżeństwie, zaręczynach i żyli długo i szczęśliwie. Chociaż pewnie nie narzekałbym gdybyśmy się chociaż częściowo razem wprowadzili czy to do Ciebie czy do mnie. - uśmiechnął się do niej badając jej reakcję na takie plany.
- Jedyne, co musiałabyś zrobić to chyba po prostu dać temu szansę, otworzyć się na relację. Nie zamierzam Cię zmieniać Darcy. Chcę Cię taką, jaka jesteś. W takiej się zakochałem. - uśmiechnął się trochę niezręcznie nadal nie mogąc do końca wierzyć, że te usta padają z jego ust.

Darcy Bowman

Punta Cana

: ndz kwie 12, 2026 8:36 pm
autor: Darcy Bowman
Zaśmiała się i żartobliwie pacnęła go w ramię, gdy jej ukryte (przed nią samą) talenty w dużej mierze ograniczały się do łóżka. No nie zamierzała zaprzeczać i jednocześnie cieszyła się, że on to zauważał i doceniał… bo czy to nie połowa udanego związku? Szczególnie takiego, w którym ten seks odgrywał ważną rolę? Gdyby im to nie szło, gdyby nie potrafili odnaleźć wspólnego rytmu i tego, co oboje lubili - nie byłoby ich tutaj. Nie zabrnęliby tak daleko bez udanego życia łóżkowego - Nikt nigdy nie pochwalił mojego poczucia humoru, Cadwalader. Widocznie Twoje musi być równie kiepskie jeśli je doceniasz - zaśmiała się, ale taka była prawda. Nigdy nie miała się za kogoś szczególnie… skorego do żartów. Może miewała cięty język, ale poczucie humoru objawiało się u niej zaskakująco rzadko. Ale to widocznie wcale nie był problem, ważne że oboje nadawali w tym temacie na podobnych falach. W tym i kilku innych również. W sumie… w wielu - Obiecuje jeszcze przez parę najbliższych lat utrzymać formę. - puściła mu oczko, bo to nie tak, że tylko on korzystał z tych benefitów. Oboje z nich korzystali! Tak jak z tego, że był wystarczająco silny, żeby jej siedzenie mu na kolanach nie robiło na nim większego wrażenia.
- Od początku ostrzegałam, że nie będzie ze mną łatwo. Drogą przez mękę! - zażartowała, mierząc go przy tym wzrokiem i starając się zapanować nad rozbawieniem, bo jego silna potrzeba trzymania rąk przy sobie była naprawdę urocza. Tylko, że do niej znowu przyszła ta przekorna potrzeba zrobienia mu na złość. Dlatego, gdy odpowiadał na jej pytanie. - bo aż prychnęła, gdy wspomniał, że było ich więcej… było jedno, rozbudowane! - ona sunęła dłońmi po jego torsie, opuszkami palców i od czasu do czasu paznokciami drażniąc jego skórę. Uśmiechała się przy tym tak, że nie było wątpliwości, że robi to z pełną premedytacją. Ale sam przed chwilą powiedział, że takiej jej chciał, więc z taką musiał handlować.
- Nie zadałeś pytania - rzuciła swobodnie, przysuwając się do niego i nie dała mu szansy na odpowiedź, bo znowu zamknęła mu usta pocałunkiem. Takim, którego wcale nie chce się kończyć… ale zakończyła, tylko po to, żeby sięgnąć bliżej męskiego ucha - Chyba, że pytaniem miało by to, czy z tobą zamieszkam - krótko zacisnęła zęby na płatku jego ucha i zsunęła się ze swoim ciepłym oddechem na szyję, musnęła go raz i kolejny - Bo to szaleństwo, biorąc pod uwagę, że przed tym wyjazdem byliśmy tylko na jednej randce - tutaj mieli nieprzerwaną randkę - Chociaż nie jestem szczególnie randkową - dodała, przerywając swoją pocalunkową wędrówkę, prostując się i wracając spojrzeniem do męskiej twarzy - Skończyliśmy grę, możesz mnie teraz przelecieć, - rzuciła swobodnie, podnosząc się płynnie z męskich kolan.


Arvel Cadwalader