you make me mad
: pt lut 27, 2026 6:53 pm
Były momenty, kiedy Zaylee już myślała, że nie da rady. Po tym, co zgotował jej Foster, była przekonana, że stanie się wrakiem człowieka. To ją złamało. Gdyby nie Evina, nie miała pojęcia, co ze sobą zrobić. To właśnie ona była przy niej wtedy, gdy brakowało jej sił, żeby wstać z łóżka, a każdy kolejny dzień wydawał się nie do przejścia. Swanson stała się jej największą opoką i trwała przy niej nawet wtedy, pomimo że Miller ją odpychała. Czasami Zaylee robiła to nieświadomie, kierowana traumą. Innym razem była to już czysta premedytacja. Chciała być w tym swoim nieszczęściu całkiem sama. Teraz wiedziała, że to tak nie działa. Że cokolwiek się nie działo, miały swoje wsparcie. Tak było zarówno po strzelaninie w Nowym Początku, jak i po zasadzce na Blythcie.
Nie mogła się z nią nie zgodzić. Rzeczywiście, obie uwielbiały seks, któy był dla nich źródłem przyjemności, bliskości i odreagowania, ale ich relacja nigdy nie opierała się wyłącznie na fizyczności. Na początku faktycznie wygodniej było im udawać, że właśnie tak jest. Łatwiej było wmówić sobie, że chodzi tylko o chemię i chwilowe uniesienia, niż przyznać, że za dotykiem kryje się coś więcej. Z czasem przestały uciekać przed tym, co oczywiste. Przestały się wzbraniać przed emocjami, które i tak coraz wyraźniej dawały o sobie znać. Nauczyły się akceptować fakt, że ich więź jest głębsza i bardziej złożona. I że to wcale nie odbiera jej lekkości ani pasji. Upodobanie do seksu pozostało, ale przestało być centrum wszystkiego. Teraz miały jednak inne priorytety. Musiały skupić się na szczerości i wzajemnym wsparciu. Ta rozmowa była pierwszym, niezbędnym krokiem w dobrym kierunku. Krokiem trudnym, ale potrzebnym.
— Trochę jestem — zaśmiała się, bo niewątpliwie Zaylee była uzależniona od seksu. — Nawet w tym momencie nie mogę przestać myśleć o tym, jak bardzo chcę cię przelecieć — powiedziała zgodnie z prawdą. Ale to wcale nie oznaczało, że zamierzała to zrobić. Potrafiła się pohamować.
Nie mogła jednak się powstrzymać, żeby nie złapać jej dolnej wargi zębami. Tylko na chwilę i to pod wpływem tego szarpnięcia za kraj koszulki. Lubiła mieć ją bisko, dlatego jeszcze mocniej zacisnęła uda na jej biodrach. To zdecydowanie wystarczyło.
— Evina, jestem z tobą zajebiście szczęśliwa — oznajmiła szczerze, trącając nosem policzek narzeczonej. — To nie ulegnie zmianie, bo nagle przestaniesz mieć ochotę, żeby pieprzyć się zawsze i wszędzie. Znajdziemy na to sposób. Zawsze będziesz mogła popatrzeć, jak zabawiam się sama — oczywiście, że ją prowokowała. Chyba ktoś musiałby ją podmienić, gdyby tak po prostu darowała sobie takie słowne gierki. — W zasadzie dobrze, że przechodzimy przez to teraz, a nie po tym, jak Sammy z nami zamieszka. Do tego czasu może wystarczająco dobrze wypracujemy sobie sztukę rozmowy. Niech Młody widzi, że jego matki wcale nie są takie beznadziejne — uśmiechnęła się na wizję tworzenia rodziny. Gdyby jeszcze rok temu ktoś powiedziałby jej, że zapragnie stworzyć rodzinę i zaadoptować dziecko, nie uwierzyłaby w ani jedno słowo.
Evina J. Swanson
Nie mogła się z nią nie zgodzić. Rzeczywiście, obie uwielbiały seks, któy był dla nich źródłem przyjemności, bliskości i odreagowania, ale ich relacja nigdy nie opierała się wyłącznie na fizyczności. Na początku faktycznie wygodniej było im udawać, że właśnie tak jest. Łatwiej było wmówić sobie, że chodzi tylko o chemię i chwilowe uniesienia, niż przyznać, że za dotykiem kryje się coś więcej. Z czasem przestały uciekać przed tym, co oczywiste. Przestały się wzbraniać przed emocjami, które i tak coraz wyraźniej dawały o sobie znać. Nauczyły się akceptować fakt, że ich więź jest głębsza i bardziej złożona. I że to wcale nie odbiera jej lekkości ani pasji. Upodobanie do seksu pozostało, ale przestało być centrum wszystkiego. Teraz miały jednak inne priorytety. Musiały skupić się na szczerości i wzajemnym wsparciu. Ta rozmowa była pierwszym, niezbędnym krokiem w dobrym kierunku. Krokiem trudnym, ale potrzebnym.
— Trochę jestem — zaśmiała się, bo niewątpliwie Zaylee była uzależniona od seksu. — Nawet w tym momencie nie mogę przestać myśleć o tym, jak bardzo chcę cię przelecieć — powiedziała zgodnie z prawdą. Ale to wcale nie oznaczało, że zamierzała to zrobić. Potrafiła się pohamować.
Nie mogła jednak się powstrzymać, żeby nie złapać jej dolnej wargi zębami. Tylko na chwilę i to pod wpływem tego szarpnięcia za kraj koszulki. Lubiła mieć ją bisko, dlatego jeszcze mocniej zacisnęła uda na jej biodrach. To zdecydowanie wystarczyło.
— Evina, jestem z tobą zajebiście szczęśliwa — oznajmiła szczerze, trącając nosem policzek narzeczonej. — To nie ulegnie zmianie, bo nagle przestaniesz mieć ochotę, żeby pieprzyć się zawsze i wszędzie. Znajdziemy na to sposób. Zawsze będziesz mogła popatrzeć, jak zabawiam się sama — oczywiście, że ją prowokowała. Chyba ktoś musiałby ją podmienić, gdyby tak po prostu darowała sobie takie słowne gierki. — W zasadzie dobrze, że przechodzimy przez to teraz, a nie po tym, jak Sammy z nami zamieszka. Do tego czasu może wystarczająco dobrze wypracujemy sobie sztukę rozmowy. Niech Młody widzi, że jego matki wcale nie są takie beznadziejne — uśmiechnęła się na wizję tworzenia rodziny. Gdyby jeszcze rok temu ktoś powiedziałby jej, że zapragnie stworzyć rodzinę i zaadoptować dziecko, nie uwierzyłaby w ani jedno słowo.
Evina J. Swanson