When you smile I melt inside
: pn kwie 20, 2026 6:21 pm
Zmiana w mimice twarzy Liana i podłapanie tematu z uśmiechem wystarczyły, by fala ulgi przykryła także i Daniela, do ostatniego momentu niepewnego czy wydukany przekaz był zrozumiały. Każda spędzona w towarzystwie mężczyzny chwila wydawała mu się wyrwaniem nielegalnie czegoś, co nie powinno należeć do niego - działającą na jego korzyść pomyłką na kartach losu - stąd nie czuł się uprawniony do żadnych oczekiwań. A jednak raz po raz Mei dawał radę jednym słowem czy gestem wybić się wysoko ponad wszystko, czego Daniel spodziewałby się w relacjach międzyludzkich. Obchodził się z nim cierpliwie, ostrożnie i zdawał się go rozumieć, bez drwin, wytykania mu nerwów ani traktowania jak niedojrzałego dzieciaka tylko przez brak doświadczenia. Obawiał się, że go zniechęci, a wycofanie się o krok wyczerpie jego cierpliwość, a jednak otrzymał w zamian najpiękniejszy uśmiech jaki widział w życiu i bez przemyślenia dźgnął go palcem wskazującym w dołeczek jakby musiał upewnić się, że ten jest prawdziwy. Przez to z opóźnieniem dotarło do niego o czym tak właściwie teraz rozmawiali, a jego już i tak przyspieszone serce znalazło się na granicy palpitacji.
- Och... umm - skomentował elokwentnie, wcześniej mając na myśli samo całowanie, przez co przepędzenie jego nieco zbyt barwnej wyobraźni o krok dalej wywołało zwarcie. Jeśli samo siedzenie na kolanach Liana i poznanie smaku jego ust wydawało mu się nierealne, co dopiero bliżej nieokreślone więcej. - Milo mi zakazał na pierwszej randce, a-ale mogę chcieć... kie-kiedyś - potwierdził, z nieco zbyt zamglonym umysłem by poprawnie wyfiltrować co powinien, a czego nie powinien mówić na głos. Zapewnienie zawierające magiczne zawsze brzmiało obiecująco i było to więcej niż Daniel byłby w stanie poprosić. Nie miał pojęcia jak to działało, na ile ludzie robili takie rzeczy i później rozchodzili się w swoje strony, a na ile faktycznie miało to coś oznaczać. Dla niego znaczyło, zostawała mu tylko nadzieja, że nie był w tym sam. Łagodnie przechylił głowę w stronę dłoni na swoim policzku i uniósł pytająco brwi, gdy mężczyzna przerwał w połowie zdania, a dopiero wraz z nim zdał sobie sprawę z faktu spontanicznego zmienienia mu fryzury. Posłał mu nieco speszony, przepraszający uśmiech kiedy skończył łączyć kropki.
- Co to znaczy? Wcześniej nazwałeś mnie inaczej - zauważył, śledząc wzrokiem jak ten poszukuje we włosach gumki i korzystając z tej szansy na oglądanie jak czarne, luźne kosmyki okalają jego twarz i szyję. - I parę minut... od czego? - mruknął, nie do końca rozumiejąc o czym ten tak właściwie mówił. Nie oczekiwał od niego powstrzymywania się przed czymkolwiek, jednak wlał tę kwestię rozjaśnić w razie jakby umknęło mu drugie dno.
Pomimo wcześniejszej chęci usunięcia się z potencjalnie zakazanego miejsca, zapatrzył się na niego dostatecznie by chwilowo o tym zapomnieć. Nie miał pojęcia, że proces wiązania włosów jest w stanie zaprzeć dech w piersiach. Najnowsza ksywka, tym razem w języku, który rozumiał, dała radę wyciągnąć z niego ten sam niewinny uśmiech, jaki przybierał kiedy rodzice pytali go czy ten dziwny zapach w domu nie dochodzi czasem z jego piwnicy.
- Ja? Przecież nic nie robię - wytknął, wyrównując oprawki na nosie i w międzyczasie przegrywając nierówną walkę z szerszym uśmiechem rozciągającym jego usta na sugestię jakoby miał w jakikolwiek sposób wpływać na jego prezencję. Przy okazji zwrócił też uwagę na czarne, połyskujące kółeczka, zwykle daleko poza jego zasięgiem. Ostrożnie odgarnął luźniejsze kosmyki za ucho by mieć lepszy widok i musnął kciukiem jeden z kolczyków z nieskrywanym urzeczeniem, zastanawiając się po cichu jakim cudem Lian cały czas stawał się coraz bardziej atrakcyjny. Nie do końca pewny na ile przebita skóra bolała po zagojeniu, niedługo później zabrał rękę i korzystając z faktu, że Lian skończył wiązać włosy, przesunął obie dłonie w dół jego rękawów by przepleść palce między jego. Miał wrażenie, że spaceruje gdzieś wysoko nad ziemią i nie chciał schodzić na dół. Lub w tym wypadku - z kolan Liana.
- Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek będziesz chciał... Myślałem, że to głównie z mojej strony - przyznał enigmatycznie, bez konkretów, za to z nadzieją, że to także zostanie zrozumiane bez potrzeby dalszego potykania się o słowa. Był oszołomiony, prawie że pijany nowymi doświadczeniami, a wypowiedzenie tego na głos by trochę ułożyć sobie sytuację zdawało się najlepszym co mógł aktualnie zrobić.
Lian Mei
- Och... umm - skomentował elokwentnie, wcześniej mając na myśli samo całowanie, przez co przepędzenie jego nieco zbyt barwnej wyobraźni o krok dalej wywołało zwarcie. Jeśli samo siedzenie na kolanach Liana i poznanie smaku jego ust wydawało mu się nierealne, co dopiero bliżej nieokreślone więcej. - Milo mi zakazał na pierwszej randce, a-ale mogę chcieć... kie-kiedyś - potwierdził, z nieco zbyt zamglonym umysłem by poprawnie wyfiltrować co powinien, a czego nie powinien mówić na głos. Zapewnienie zawierające magiczne zawsze brzmiało obiecująco i było to więcej niż Daniel byłby w stanie poprosić. Nie miał pojęcia jak to działało, na ile ludzie robili takie rzeczy i później rozchodzili się w swoje strony, a na ile faktycznie miało to coś oznaczać. Dla niego znaczyło, zostawała mu tylko nadzieja, że nie był w tym sam. Łagodnie przechylił głowę w stronę dłoni na swoim policzku i uniósł pytająco brwi, gdy mężczyzna przerwał w połowie zdania, a dopiero wraz z nim zdał sobie sprawę z faktu spontanicznego zmienienia mu fryzury. Posłał mu nieco speszony, przepraszający uśmiech kiedy skończył łączyć kropki.
- Co to znaczy? Wcześniej nazwałeś mnie inaczej - zauważył, śledząc wzrokiem jak ten poszukuje we włosach gumki i korzystając z tej szansy na oglądanie jak czarne, luźne kosmyki okalają jego twarz i szyję. - I parę minut... od czego? - mruknął, nie do końca rozumiejąc o czym ten tak właściwie mówił. Nie oczekiwał od niego powstrzymywania się przed czymkolwiek, jednak wlał tę kwestię rozjaśnić w razie jakby umknęło mu drugie dno.
Pomimo wcześniejszej chęci usunięcia się z potencjalnie zakazanego miejsca, zapatrzył się na niego dostatecznie by chwilowo o tym zapomnieć. Nie miał pojęcia, że proces wiązania włosów jest w stanie zaprzeć dech w piersiach. Najnowsza ksywka, tym razem w języku, który rozumiał, dała radę wyciągnąć z niego ten sam niewinny uśmiech, jaki przybierał kiedy rodzice pytali go czy ten dziwny zapach w domu nie dochodzi czasem z jego piwnicy.
- Ja? Przecież nic nie robię - wytknął, wyrównując oprawki na nosie i w międzyczasie przegrywając nierówną walkę z szerszym uśmiechem rozciągającym jego usta na sugestię jakoby miał w jakikolwiek sposób wpływać na jego prezencję. Przy okazji zwrócił też uwagę na czarne, połyskujące kółeczka, zwykle daleko poza jego zasięgiem. Ostrożnie odgarnął luźniejsze kosmyki za ucho by mieć lepszy widok i musnął kciukiem jeden z kolczyków z nieskrywanym urzeczeniem, zastanawiając się po cichu jakim cudem Lian cały czas stawał się coraz bardziej atrakcyjny. Nie do końca pewny na ile przebita skóra bolała po zagojeniu, niedługo później zabrał rękę i korzystając z faktu, że Lian skończył wiązać włosy, przesunął obie dłonie w dół jego rękawów by przepleść palce między jego. Miał wrażenie, że spaceruje gdzieś wysoko nad ziemią i nie chciał schodzić na dół. Lub w tym wypadku - z kolan Liana.
- Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek będziesz chciał... Myślałem, że to głównie z mojej strony - przyznał enigmatycznie, bez konkretów, za to z nadzieją, że to także zostanie zrozumiane bez potrzeby dalszego potykania się o słowa. Był oszołomiony, prawie że pijany nowymi doświadczeniami, a wypowiedzenie tego na głos by trochę ułożyć sobie sytuację zdawało się najlepszym co mógł aktualnie zrobić.
Lian Mei