Jej ukochana zbyt często przypisywała sobie wszystkie zasługi, jakby to ona jedna doprowadziła do tego, że w ogóle się zeszły. A przecież Teddy też tam była! W tych spojrzeniach, które trwały odrobinę za długo. W tych dwuznacznych rozmowach, które niby przypadkowe, a jednak zawsze prowadziły w to samo miejsce. W tym pierwszym kroku, który może nie był głośny ani oczywisty, ale bez którego nic by się nie wydarzyło. A jednak pozwalała jej układać tę historię po swojemu i żyć w przekonaniu, że to właśnie ona pociągnęła za odpowiedni sznur. Nie mogła jej tego odbierać, skoro April potrzebowała widzieć się w tej roli i lubiła myśleć, że to ona ją zdobyła, ona wygrała i że to dzięki niej wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej.
—
Fatycznie mnie znasz — odpowiedziała uśmiechem na uśmiech, wpatrując się w nią jak zaczarowana. Finch na bank rzuciła na nią jakieś zaklęcie. Nie było na to żadnego innego wytłumaczenia. —
Tak troszeczkę. Ociupinkę — dodała na przekór. Nikt nie znał Darling w taki sposób. Nikt nie docierał do niej tak głęboko, tak naturalnie, bez wysiłku i bez zadawania zbędnych pytań. Co jak co, ale piętnaście lat przyjaźni do tego zobowiązywało. Właściwie Teddy martwiłaby się, gdyby April jednak nie znała jej w na taką skalę i w takim wymiarze.
Zaśmiała się krótko na reakcję ukochanej. Jarała ją? No to świetnie się składało, bo to działało w obie strony! Zresztą, wystarczy było tylko spojrzeć na Darling. No przecież nie widziała poza nią świata.
—
A może oczarowałaś mnie właśnie tymi wierszami? — podsunęła, chociaż przy Finch wszyscy wieszcze to chuj. —
Tego nigdy się nie dowiesz — rzuciła żartobliwym tonem, pozwalając podciągnąć się z miękkich poduszek. Aż jej się zakręciło w głowie od tych wszystkich orgazmów. Złapała jeszcze swoją lnianą koszulę, którą zarzuciła na ramiona i ruszyła w towarzystwie ukochanej i jej gitarę na antresolę.
Usiadła na na łóżku, spoglądając na April niczym innym, jak maślanymi oczami. Wedle życzenia. Warto jednak wspomnieć, że Darling gapiła się tak na nią dwadzieścia cztery na siedem. Parsknęła pod nosem, gdy partnerka zaczęła grać akustyczną wersję piosenkę KISS. Czy ona właśnie przerabiała piosenkę w taki sposób, w jaki robiła to dla wszystkich innych lasek? Czy naprawdę uważała, że Teddy nie znała tych jej numerów?
—
O nie, moja droga — przerwała jej, zanim zdążyła dobrze się rozkręcić. —
Jeśli mam wgapiać się w ciebie, jak w obrazek, to musisz się bardziej się postarać — zastrzegła i nawet opatuliła się szczelniej koszulą, żeby jej nie rozpraszać. —
Gdzie są jakieś piosenki o mnie? Tylko nie mów, że jeszcze żadnej nie napisałaś — zmrużyła oczy, wpatrując się w nią podejrzliwie. Na pewno inne dziewczyny April dostawały własne numery już po drugiej randce! A ona co? Dwa miesiące razem, piętnaście lat prawdziwej przyjaźni i ani jednego kawałka! Ładnie to tak?
razem zestarzejmy się, wciąż tak mało jest dobranych par