Strona 6 z 6

fast laps and mixed signals

: pn cze 22, 2026 9:59 pm
autor: Daisy Whitmore
Faktycznie Kira już kiedyś opowiadała jej o swoich jednorazowych podbojach. O tym, że zdecydowanie wolała szybkie numerki nad zobowiązujące związki. I może Daisy rzeczywiście powinno to wystarczyć. Wziąć to co jej wtedy dała i dać sobie spokój. Tylko Whitmore lubiła drążyć, dowiadywać się więcej, w końcu była dziennikarką, lubiła niewygodne pytania, dlatego też znowu zapytała o to Kirę, tym razem z zupełnie innej perspektywy.
No dobra i co, nie miałaś nigdy takiej, od której faktycznie nie chciałaś iść? — pociągnęła ją za język. — No wiesz, do żadnej się nigdy nie przywiązałaś? Nikt nigdy nie złamał ci serca? — przyjrzała się jej dokładniej. Finch wydawała się tak przyjemną osobą do spędzania czasu, że Daisy aż nie chciała uwierzyć w to, że ludzie tak łatwo ją sobie odpuszczali. Że nikt faktycznie nie był w stanie usidlić ją na dłużej. Zaśmiała się głośno, gdy blondynka stwierdziła, że może to ona była tą świruską z nożem. — W sumie… — Daisy przekręciła głowę i rzuciła jej rozbawione spojrzenie. — Ma to sens. Ociec prawnik, to pewnie nie raz cię wyciągał pewnie z tarapatów, jak jakąś poszatkowałaś — zaśmiała się. Daisy Whitmore! Kto by się spodziewał, że miała w sobie aż tyle sarkazmu i dobrej zabawy? Rowan jakby tu siedział, to chyba złapałby się za głowę i za nic w to nie uwierzył. A może nawet wyczuł ma odległość, że coś było w powietrzu, bo po chwili przesłał jej tego bezczelnego smsa.
Jakkolwiek źle to nie brzmiało, Daisy była to tego przyzwyczajona. Jej mąż bardzo często była zaborczy, ale ona tłumaczyła to sobie tym, że po prostu się martwił, troszczył o nią. Nigdy nawet nie próbowała doszukać się w tym drugiego dna, dlatego gdy Kira skomentowała wiadomość, Whitmore tylko wzruszyła ramionami.
On już tak ma — machnęła ręką, ignorując temat. Finch również go nie ciągnęła, za co Daisy była jej wdzięczna. Chociaż może powinna bardziej podziękować rudej wariatce, która dosiadła się do nich bez jakiekolwiek zapowiedzi, jakby była właśnie ze swoją grupką znajomych. Je długie, jasnoczerwone włosy spływały w dół, związane w niechlujne warkocze, a w oczach miała jakieś dziwne kurwiki. Usta też mówiły całkiem ciekawe rzeczy, chociaż może bardziej odklejone niż ciekawe.
Synchronizacja kosmiczna? — spytała w tym samym czasie co Kira. Zaraz się okazało, że energie miały kompatybilne, a Daisy wciąż nie rozumiała. Chociaż ona akurat nigdy nie czaiła astrologi i zajawek ludzi horoskopami. Jakoś uważała, że każdy odpowiadał za własne życie, a nie że zostało wszystko spisane w gwiazdach już od urodzenia. Ruda miała wręcz przeciwne podejście, bo kompatybilność księżyców już jej nie wystarczyła, teraz chciała znać ich znaki zodiaku.
Ja? Koziorożec — wyznała, unosząc wysoko brwi.
O. MÓJ. BOŻE! — ruda aż się uniosła. — Wiedziałam! — jasne. Skoro wiedziała, to niby po co pytała? Daisy może nawet zadałaby jej to pytanie, ale wlała w sobie zdecydowanie za mało alkoholu, żeby poszczycić się tak zaawansowaną bezczelnością i złośliwością. — No przecież te dwa znaki tworzą jedno z najbardziej harmonijnych i uzupełniających się polaczeń w gwiazdozbiorze!!!
Wiesz co, nie sądzę, żeby… — zaczęła Whitmore, jednak nim zdążyła chociażby dokończyć, na jej dłoni wylądowały blade palce kobiety.
Nie, nie, nie! Cicho — rzuciła, przekrzykując zapowiedz kolejnej osoby na scenie. — Chce to poczuć — dodała, łapiąc większy oddech, a Daisy tylko spojrzała ukradkiem na Kirę. W co one się wpakowały? — Ty jesteś wodą, widzę wodę. Dużo wody — Ruda wbiła spojrzenie w Daisy. — Jesteś jak… ocean. Z pozoru spokojna, ale w środku może szaleć burza. A ty… — tym razem zwróciła się do Kiry. — Ty jesteś ziemią. Ambitną ale samotną… Wasze energie się niesamowicie balansują, normalnie niesamowite. Woda potrzebuje ziemi, żeby nie rozpłynąć się w piasku, a ziemia potrzebuje wody, żeby nie uschnąć. Koziorożec stąpa twardo po ziemi, podczas gdy Ryba poją w obłokach, a to sprawia, że możecie się niesamowicie wiele od siebie nauczyć!! Ah! — znowu się wzdrygnęła. — Jak długo już jesteście razem?! Chce wszystko wiedzieć!!

I remember, I remember when I lost my mind

fast laps and mixed signals

: wt cze 23, 2026 12:21 pm
autor: kira finch
Pokręciła głową, dając jej do zrozumienia, że nigdy nikt nie złamał jej serca. Od łamania serc, to akurat była ona. To nie tak, że Finch nigdy nie była w żadnym związku. Próbowała się zaangażować, ale jej związki kończyły się zwykle po jakimś miesiącu. Nie zamierzała jednak wspominać Daisy, że miała problem z utrzymywaniem wierności. Nie chciała być spostrzegana przez pryzmat kogoś, kto nie potrafi złączyć nóg, żeby nie puszczać się na lewo i prawo. Jeszcze Whitmore zmieniłaby o niej zdanie i tylko byłoby z ich koleżeńskiej znajomości.
Przykro mi, ale muszę cię rozczarować. Pewnie wolałabyś usłyszeć co innego? Poznać jakąś historię o tym, jak Kira Finch cierpiała, bo ktoś dał jej kosza, a ona przez następne pół roku zalewała się potokiem łez? Twoje niedoczekanie, Whitmore — wymierzyła w nią swoją słomkę, którą zaraz na powrót umieściła s kieliszku i dopiła przez nią resztkę Apperolu. Zaraz będzie kolej na Blue Lagoon, ale najpierw miała dostać się do baru.
Tylko jak to zrobić, skoro Ruda zaczęła im czytać z gwiazd i przepowiadać przyszłość? W dodatku zaangażowała się w to tak bardzo, że chyba nawet nie przyszło jej przez głowę, żeby zostawić je w spokoju i grzecznie wycofać się do swojego stolika. Słuchała tego steku bzdur z wysoko uniesionymi brwiami, będąc święcie przekonana, że babeczka wymyśliła wszystko na poczekaniu.
Ale ja jestem Rakiem — wtrąciła, kiedy najebana Ruda wspomniała o Rybach. Przynajmniej trafiła z żywiołem, bo Rak to też woda. Chociaż tyle jej wyszło z tych farmazonów, bo reszty nie dało się słuchać.
Finch zawsze była sceptyczna wobec astrologii. Nie wierzyła w przeznaczenie, ani w to, że los ludzki był zapisany w gwiazdach. Wszystko, co mówiła nieznajoma brzmiało dla niej jak zlepek niezrozumiałych słów. Zupełnie, jakby Ruda zaczęła nagle pierdolić w obcym języku, którego Kira nigdy nie słyszała. W simlish, na przykład. Ale nie, przecież trochę grała w simsy. Wiedziała, co znaczy sul sul i hooble doobie. No to może high valyrian, którym posługiwali się Targaryenowie? Chociaż i w tym przypadku nie za bardzo, bo naoglądała się Gry o Tron. Valar morghulis, valar dohaeris i te sprawy. Umiałaby nawet okiełznać smoka za pomocą komendy lykiri.
Razem? — powtórzyła po Rudej i już miała sprostować, że tylko razem pracują, ale zamiast tego najpierw posłała Daisy rozbawione spojrzenie, a potem postanowiła iść w to dalej. — W przyszłym miesiącu to już będzie dwa lata — westchnęła udawanym rozmarzeniem. — Ależ to zleciało. Prawda, kochanie? — zwróciła się do Whitmore, licząc na to, że ta również włączy się do zabawy. A może powinna wpierw zapytać o zgodę męża?
Dwa lata, to kawał czasu! — zachwyciła się Ruda. — No dobrze, to jak się poznałyście? Na pewno połączyły was wspólne pasje! — dopowiedziała sobie od razu i Kira nie zamierzała wyporwadzać jej z błędu.
Dokładnie tak. Hobby horsing, cheese rolling i boks szachowy — pokiwała głową, żeby umocnić wypowiedziane słowa. Brzmiała w tym wszystkim tak przekonująco, że zaraz sama zacznie wierzyć w tą alternatywną rzeczywistości.

you are my destiny

fast laps and mixed signals

: śr cze 24, 2026 6:07 pm
autor: Daisy Whitmore
Wcale nie wolałaby usłyszeć coś innego. Nikomu nie życzyła złamanego serca, a już na pewno nie Kirze, którą szczerze lubiła. Skoro jej wcześniejsze relacje były na tyle pokojowe, że potem rozstawała się w zgodzie i nigdy nie miała przez nikogo złamanego serca tym lepiej dla niej. To przecież super! To że ciężko było w to uwierzyć, to już zupełnie inna kwestia, biorąc pod uwagę, jak wiele osób przewinęło się przez życie Kiry, ale skoro tak mówiła, to z pewnością tak właśnie było. Może faktycznie brak przywiązania do osób, z którymi szła do łózka był kluczem do sukcesu? Daisy nie miała pojęcia, a już na pewno nie miała zamiaru tego sprawdzać. Musiała jej wierzyć na słowo.
Nie wierzyła za grosz za to rudej wariatce, która wciąż siedząc przy ich stoliku, nawijała im o horoskopie i połączeniu tych ich w gwiazdach, coś o konstelacjach i jakiejś ziemi, gdzie Whitmore nawet nie lubiła ogrodnictwa. Kiedyś próbowała wychodować na balkonie pomidorki koktailowe i wszystko jej zgniło. Zostawiła to jednak dla siebie, bo akurat Finch poprawiała kobietę pod względem znaku zodiaku, co w sumie na swój sposób był zabawne. Tak wiele czytała z gwiazd i ich oczu, że nawet znaki się jej pojebały (bo z pewnością nie była to wina Kasi, która nie ogarnęła i jebła gafę).
Niestety ich niechciany gość wcale nie zraził się swoją pomyłką i wcale nie speszona dalej nawijała, w dodatku dochodząc do kompletnie odklejonych wniosków, jak to Kira i Daisy były parą. Whitmore spojrzała na nią jak na wariatkę, otworzyła szerzej oczy, a następnie głośno się zaśmiała. Z jej reakcji raczej nie dało się wyczytać odpowiedzi na to stwierdzenie i chociaż w pierwszej chwili otworzyła usta, żeby wyjaśnić sytuację, okazało się, że Kira ją ubiegła.
W przyszłym miesiącu będzie dwa lata.
Whitmore momentalnie spoważniała. Cały śmiech z niej wyparował, a zaskoczone spojrzenie skierowało się w stronę Kiry, wraz z wysoko uniesionymi brwiami. Czy ona naprawdę powiedziała rudej wariatce, że były razem? Aż złapała w płuca więcej powietrza. Powinna to wyjaśnić. Powinna nakreślić jak wyglądała sytuacja, że miała męża… tylko z drugiej strony to przecież była jakaś randomowa kobieta, która nie znała jej ani Romana. Która bezczelnie dosiadła się do ich stolika i zaczęła prawić morały prosto z gwiazd. Jaką szkodę mogło wywołać małe udawanie? Odpowiedź była prosta: żadne. A więc Whitmore niewiele już myśląc, wymalowała na usta uśmiech i jednym, zwinnym ruchem objęła Kirę, przyciągając ją do siebie za ramię.
Niesamowicie zleciało — zacmokała, wchodząc w tą chorą ekscytującą na swój sposób grę. — A ty dalej jesteś równie piękna — rzuciła, zaglądając Finch prosto w oczy. Akurat tu nie było co udawać, bo Kira była śliczna. To nawet nie podlegało jakiekolwiek dyskusji. Ruda oczywiście była zachwycona tym jak dziewczyny na siebie patrzyły, aż zaklaskała w dłonie cała podekscytowana i pytała jak to się poznały. Sytuacja aż prosiła się o to, żeby powiedzieć coś odklejonego, ale to, co powiedziała Finch… nie no, Whitrmore aż poprawiła się na kanapie i zacisnęła usta w wąską linię, żeby się nie roześmiać.
Mhm — kiwnęła głową, a Ruda aż się jej przyjrzała uważniej.
Wszystko dobrze?! — spytała, nachylając się nad stołem. — Jezu cała się zrobiłaś czerwona — ciekawe czemu. Wcale nie dlatego, żeby nie walnąć głośnym śmiechem. Tylko zaraz zaczęło jej brakować powietrza, a Ruda była już praktycznie przy twarzy Whitmore.
A to dlatego, że tak mi się gorąco zrobiło na samo wspomnienie — wyjaśniła, próbując jakoś wybrnąć z sytuacji. — Bo jak tylko pomyśle o tym jak turlałyśmy się po ten ser… — przerwała na moment, niby żeby się powachlować, ale tak naprawdę schować twarz w szyję Finch i zaśmiać się krótko. — Sama rozumiesz, to było tak hot. Jeszcze Kirze piersi wyleciały ze stanika i tak mnie oczarowały, że aż oddałam jej mój ser — przegięła? Nie powinna? Czy może jednak w udawaniu można było mówić wszystko? A może to ten Aperol tak na nią zadziałał? Sama nie wiedziała o co dokładnie chodziło, a szczególnie to, dlaczego jej się to tak bardzo podobało. Niekontrolowanie zaciągnęła się zapachem skóry Kiry pomieszanej z jej perfumami.
Ahh!! Ale romantycznie!!! — Ruda zapiszczała, ciągnąć się za warkoczyki i naciągając je sobie na buzię. — Ale dziewczyny, wszystko to widać w gwiazdach. I w Saturnie!! W nim też — ta na pewno. I w oczach mojej matki. — Widać ogień! Ale musicie mieć gorący seks, co? — wbiła spojrzenie z Finch, bo Daisy znowu zrobiła się jakaś czerwona i ponownie schowała twarz w jej włosach, zahaczając nosem o miedze za uchem blondynki. Co za wstyd!

kira finch

fast laps and mixed signals

: śr cze 24, 2026 9:04 pm
autor: kira finch
Nigdy nie powiedziała, że wszystkie jej krótkotrwałe relacje kończyły się przyjemnie. Nie obyło się bez awantur, bo niektóre dziewczyny nie potrafiły zrozumieć, że było miło, ale nic więcej z tego nie będzie. Kira była świadkiem trzaskania drzwiami i rzucania naczyniami. Sama też nie należała do świętych, bo dawała ponieść się emocjom, ale trudno było stać spokojnie, kiedy dupa rzucała się na ciebie z łapami. Darowała sobie jednak te toksyczne opowieści i wolała skupić się na wyimaginowanym związku, który właśnie na poczekaniu wymyśliła dla siebie i Daisy. Co więcej, Whitmore w to poszła, chociaż Finch dostrzegła zdumienie, które na chwilę pojawiło się na jej twarzy.
Och, dziękuję kochanie — ujęła dłoń menadżerki i przycisnęła ją sobie do ust. Chyba za bardzo się wczuła w to całe przedstawienie. Ale czy nie tego oczekiwała od nich rudowłosa kobieta? — Ty za to dalej jesteś obłędnie czarująca — westchnęła, w końcu puszczając jej rękę. Czy przesadziła? Na pewno nie. To była tylko zabawa, obie doskonale zdawały sobie z tego sprawę.
Kiedy Ruda wspomniała o tym, że Daisy zrobiła się poczerwieniała, Kira automatycznie przyjrzała się uważnie jej twarzy. Faktycznie wyglądała teraz jak dorodny pomidor. Sama zaczęła zastanawiać się, czy to z rozbawienia, czy jednak może ze stresu. Szybko okazało się jednak, że to wszystko przez heese rolling!
Ja w ogóle próbowałam ten ser złapać cyckami — wyparowała, zanim zdążyła pomyśleć. Brzmiało to absurdalnie, więc wystarczy sobie wyobrazić, jak to musiało wyglądać. Gdyby naprawdę się wydarzyło, oczywiście. — Cały czas mi się z nich wysmykiwał. Naprawdę ciężko złapać ser między piersi — westchnęła, na co Ruda pokiwała ze zrozumieniem głową.
No tak, w takim czymś takim pomysłowość na pewno jest dodatkowo punktowana — zgodziła się natychmiast, chociaż Finch podejrzewała, że nie miała pojęcia, o czym rozmawiały. Chyba żadna z nich niewiele wiedziała, co tutaj się właściwie działo. Ale czy to ważne?
Siorbnęła przez słomkę, spijając już z dna kieliszka roztopiony lód, a gdy kobieta zapytała je o seks, to aż się zakrztusiła. Musiała odkaszlnąć kilka razy, zanim zdołała wydusić z siebie słowo. Ruda przyszła jej z pomocą i poklepała ją po plecach. Konkretnie. Tak konkretnie, że Kirze gałki oczne wypadły z oczodołów. Spojrzała na nią z wyrzutem, ale zaraz posłała uśmiech pełen wdzięczności.
Seks jest niesamowity — odparła bez ani krzty zawahania. — Namiętny i długi. Właściwie to praktycznie nie wychodzimy z łóżka. Prawda, skarbie? — zwróciła się do Daisy, zerkając na nią z rozbawieniem. Teraz już pewnie przeginała, ale trudno było się już z tego wycofać. I to był chyba jedyny sposób, żeby w końcu kobieta przestała pierdolić te astrologiczne kocopoły.
Zbawienne okazało się pojawienie Blanki i Marco, którzy właśnie przeciskali się przez tłum. Finch wyciągnęła do nich rękę, żeby tym gestem zakomunikować, gdzie siedzą.
O matko, znaleźć w was w tym tłumie, to jakaś istna masakra — sapnęła Blanka, uśmiechając się najpierw do Daisy, a potem do Kiry. Jej wzrok ostatecznie spoczął na rudowłosej kobiecie. — A ty jesteś...— urwała, najwyraźniej nie mogąc dopisać jej imienia do żadnej znajomej twarzy. Pewnie dlatego, że jej nie znała. To by miało akurat sens!

Daisy 🌼