Feels like a game You have to play
: wt cze 23, 2026 3:42 pm
Miała wielką ochotę aż zacząć podskakiwać albo klaskać z tej radości, że będzie ją miała tylko dla siebie, ale to byłoby strasznie durne. Znaczy strasznie w stylu April. A przecież June taka nie była. To poważniejsza dziewczyna, taka dużo bardziej cool, a nie rozhisteryzowana durnota. Dlatego skinęła tylko głową, pozwalając wnętrznościom podskoczyć z tej całej radości, której nie mogła przesadnie wypuścić na zewnątrz.
— Faktycznie bardzo mi na tobie zależy — przyznała, nieco przekręcając jej słowa. Za bardzo wychodziło z niej to bycie April, cholera. Z każdą kolejną godziną chyba coraz bardziej. Narzeczona wzbudzała w niej tyle pozytywnych emocji, że nie była w stanie zbyt długo pozostawać totalnie nonszalancką i niezakochaną do szaleństwa. A nawet gdyby już teraz jej nie kochała, to po tym wieczorze na pewno byłaby ugotowana. W towarzystwie Tiffany też czuła się bardzo dobrze, nawet w momentach, gdy próbowała dać jej kosza, bo przecież byłby świetnymi kumplelkami, jeśli nie było im pisane przespanie się ze sobą.
Czekała cierpliwie, aż Tiff wymyśli, gdzie najlepiej będzie przenieść randkę. Mieszkanie odpadało, to już widziały. Wszystko przez tę głupią narzeczoną. Była bardzo ciekawa, w jaki sposób Tiffany oczarowuje swoje potencjalne partnerki. June była gotowa, by być potraktowana jak każda inna laska, byle tylko spędzić z nią więcej czasu. Da się złapać na wszystkie głupie sztuczki, w sumie co jej szkodzi? Dawno już nie uwodziła jej aż tak wyjątkowa kobieta, więc była gotowa iść w to w ciemno. Na szczęście propozycja Tiff nie okazała się niczym okropnym. Może jednak June nieco by się zawahała, gdyby usłyszała, że idą na przykład na silent disco albo do baru z małżami? Z jakiegoś dziwnego powodu żadna z tych aktywności nie była w jej stylu. Wtedy dopiero mogłaby się wynudzić i musiałaby się porządnie zastanowić, czy na pewno chce zrobić dla tej obcej laski absolutnie wszystko. Alarm został jednak zażegnany, zanim na dobre się rozpoczął.
— Ale ja już mam widok na najpiękniejsze fragmenty Toronto — zaznaczyła, puszczając do niej oczko. June nie należała do najbystrzejszych, więc niektóre z jej chwytów musiały być wyjątkowo tanie! Ale przecież wcale nie zmyślała. Nie było opcji, żeby Tiff pokazała jej jakieś lepsze widoki, ale no trzeba dać jej szansę, żeby popróbowała.
— Bardzo chętnie tam z tobą pojadę — dodała, żeby Tiff nie pomyślała, że ten głupkowaty komplement jakkolwiek wiązał się z odmową. Przeciwnie! Właściwie to była już prawie gotowa. Chciała podnieść się z miejsca i ruszyć do drzwi, kiedy nagle wyrosła obok nich kelnerka i postawiła przez April kieliszek z kolorową zawartością. Spojrzała na nią zaskoczona.
— Mówiła coś o tym, żebyś piła ostrożnie, bo to ma ci rozmiękczyć myśli, a nie sprawić, żebyś zapomniała? Sorry, nie pamiętam, jestem tu jedenastą godzinę — westchnęła ciężko, ruchem głowy wskazując w stronę baru, po czym odeszła od nich, by zająć się sprzątaniem stolika gdzieś w kącie, zanim Finch w ogóle wpadła na jakiekolwiek pytanie doprecyzowujące. Obejrzała się, by znaleźć winowajcę i dość szybko zauważyła machającą do niej Rory. Uniosła więc kieliszek w geście toastu, wyzerowała jego – jak się okazało – słodką zawartość i podniosła się z krzesła.
— No to prowadź, Tiffany — poprosiła, kierując się w stronę wyjścia z baru. Nie miała pojęcia, gdzie są najlepsze punkty widokowe i jak najszybciej dostać się tam o tej godzinie bez wydania fortuny na Ubera.
Ty znasz metodę by mnie podejść, jednym ruchem bioder. Masz w sobie to, kobieto z piekła rodem
— Faktycznie bardzo mi na tobie zależy — przyznała, nieco przekręcając jej słowa. Za bardzo wychodziło z niej to bycie April, cholera. Z każdą kolejną godziną chyba coraz bardziej. Narzeczona wzbudzała w niej tyle pozytywnych emocji, że nie była w stanie zbyt długo pozostawać totalnie nonszalancką i niezakochaną do szaleństwa. A nawet gdyby już teraz jej nie kochała, to po tym wieczorze na pewno byłaby ugotowana. W towarzystwie Tiffany też czuła się bardzo dobrze, nawet w momentach, gdy próbowała dać jej kosza, bo przecież byłby świetnymi kumplelkami, jeśli nie było im pisane przespanie się ze sobą.
Czekała cierpliwie, aż Tiff wymyśli, gdzie najlepiej będzie przenieść randkę. Mieszkanie odpadało, to już widziały. Wszystko przez tę głupią narzeczoną. Była bardzo ciekawa, w jaki sposób Tiffany oczarowuje swoje potencjalne partnerki. June była gotowa, by być potraktowana jak każda inna laska, byle tylko spędzić z nią więcej czasu. Da się złapać na wszystkie głupie sztuczki, w sumie co jej szkodzi? Dawno już nie uwodziła jej aż tak wyjątkowa kobieta, więc była gotowa iść w to w ciemno. Na szczęście propozycja Tiff nie okazała się niczym okropnym. Może jednak June nieco by się zawahała, gdyby usłyszała, że idą na przykład na silent disco albo do baru z małżami? Z jakiegoś dziwnego powodu żadna z tych aktywności nie była w jej stylu. Wtedy dopiero mogłaby się wynudzić i musiałaby się porządnie zastanowić, czy na pewno chce zrobić dla tej obcej laski absolutnie wszystko. Alarm został jednak zażegnany, zanim na dobre się rozpoczął.
— Ale ja już mam widok na najpiękniejsze fragmenty Toronto — zaznaczyła, puszczając do niej oczko. June nie należała do najbystrzejszych, więc niektóre z jej chwytów musiały być wyjątkowo tanie! Ale przecież wcale nie zmyślała. Nie było opcji, żeby Tiff pokazała jej jakieś lepsze widoki, ale no trzeba dać jej szansę, żeby popróbowała.
— Bardzo chętnie tam z tobą pojadę — dodała, żeby Tiff nie pomyślała, że ten głupkowaty komplement jakkolwiek wiązał się z odmową. Przeciwnie! Właściwie to była już prawie gotowa. Chciała podnieść się z miejsca i ruszyć do drzwi, kiedy nagle wyrosła obok nich kelnerka i postawiła przez April kieliszek z kolorową zawartością. Spojrzała na nią zaskoczona.
— Mówiła coś o tym, żebyś piła ostrożnie, bo to ma ci rozmiękczyć myśli, a nie sprawić, żebyś zapomniała? Sorry, nie pamiętam, jestem tu jedenastą godzinę — westchnęła ciężko, ruchem głowy wskazując w stronę baru, po czym odeszła od nich, by zająć się sprzątaniem stolika gdzieś w kącie, zanim Finch w ogóle wpadła na jakiekolwiek pytanie doprecyzowujące. Obejrzała się, by znaleźć winowajcę i dość szybko zauważyła machającą do niej Rory. Uniosła więc kieliszek w geście toastu, wyzerowała jego – jak się okazało – słodką zawartość i podniosła się z krzesła.
— No to prowadź, Tiffany — poprosiła, kierując się w stronę wyjścia z baru. Nie miała pojęcia, gdzie są najlepsze punkty widokowe i jak najszybciej dostać się tam o tej godzinie bez wydania fortuny na Ubera.
Ty znasz metodę by mnie podejść, jednym ruchem bioder. Masz w sobie to, kobieto z piekła rodem