Strona 6 z 7

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: czw cze 25, 2026 8:07 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Na łódce Pilar w damskim towarzystwie odnajdywała się bardzo dobrze, w ogóle dziwne było to zjawisko, że oni, którzy zawsze trafiają na jakiś dziwnych ludzi, dzisiaj trafili na takie dość sympatyczne, wyluzowane grono, w którym rzeczywiście zostali dobrze przyjęci. Może powinni sobie takich znajomych poszukać w Toronto, a nie jakiegoś Williama, Gabę, Ricza i Rosę?
Nie no, Madox ich wszystkich wymieniłby na to grono z Toronto, ale jak się nie ma co się lubi...
Tylko zaraz się okazało, że on to lubi pięć razy, a kiedy jego narzeczona zarzuciła mu kłamstwo to uśmiechnął się i uniósł jedną brew.
- Pięć cariño - powtórzył powoli i mrugnął do niej jednym okiem, ale przecież widział po jej twarzy, że albo mu nie wierzyła, albo jej to nie pasowało. Tylko po Madoxie to akurat można się było wszystkiego spodziewać, i chyba te inne laski patrząc na niego, to jednak mu uwierzyły. A Pilar też zaraz odwróciła się do niego stając na palcach i rzucając mu na ucho... to wyzwanie? To miało być wyzwanie?
Nawet by jej może o to zapytał, na pewno by to zrobił, tylko wszyscy zaczęli się zbierać, więc oni też. A Madox już przymierzał spodnie.
- To ja w nich nie idę, jak będę wyglądał w oszczanych spodniach, laski sobie pomyślą, że co... - już nadawał po tej kokainie, do siebie, ale przecież tak, że Pilar wszystko słyszała. Ciekawe w ogóle jakie laski miał na myśli, skoro akurat jedyna z której zdaniem on się w ogóle liczył, to stała obok niego. Więc kiedy Pilar powiedziała, że nawet upierdolony wygląda zajęliście, to on zaraz zadarł do góry głowę, żeby na nią spojrzeć. Nawet się uśmiechnął. A kiedy oznajmiła, że ona idzie w bikini, to on też zaraz ściągał z siebie spodnie, pierdolnął je gdzieś na środku, bo jakże by inaczej. Wygrzebał tylko z nich swój portfel i telefon, a zaraz łasił się do swojej narzeczonej, żeby mu je schowała do torebki. Ale też dlatego, że mu się podobało to bikini - i tak się nie mogę nigdy na ciebie napatrzeć, a te sznureczki wyglądają na takie, że mógłbym je jednym szarpnięciem... - musnął wytatuowanymi palcami skórę na jej karku wdzierając się nimi pomiędzy jej czarne, zmierzwione przez wiatr włosy. Pociągnął delikatnie za sznurek, ale go jej nie rozwiązał, tylko pochylił się nad jej szyją, żeby przesunąć po gładkiej skórze szorstkim policzkiem i odezwać się jej do ucha - tak jak rano dostałem nic? Całkiem było fajne to nic - szczypnął zębami płatek jej ucha, ale zaraz szukali jego okularów. Pilar ich szukała, pod leżakiem, a Madox bezczelnie gapił się jej na tyłek, a kiedy się o niego otarła, to też sięgnął wytatuowanymi palcami przesuwając nimi wzdłuż jej kręgosłupa, zaczepiając o materiał jej majtek.
- To sięgnij, a ja cię przytrzymam - tak na pewno o to mu chodziło, kiedy wbił palce gdzieś w jej biodro i on też się o nią otarł. Bo jeśli Pilar myślała, że tylko ona może go zaczepiać i nakręcać, to... Madox był gotowy podjąć rękawicę.
I kiedy posłała mu ten zadziorny uśmiech zakładając na nos okulary, to pochylił się do niej bliżej - musisz się bardziej postarać, bo ja jestem zkokszony… A ty po zielsku zawsze... na-pa-lo-na - teraz to on jej puścił oczko, a zaraz poprawił oksy. Lubił tą diabelską wersję Pilar. Pilar Noriega, dziewczyna... Diabła z Medellin. Zaraz jego żona. Ale najbardziej lubił ją jeszcze nakręcać, podjudzać, wyciągać z niej to co najgorsze najlepsze.
I może nawet dalej by ją tak męczył, tylko, że już dobili do brzegu i schodzili z pokładu. Madox jednak tylko w spodenkach do pływania i klapeczkach, a no i tych okularach za siedem stów. Nawet koszulę zostawił gdzieś na pokładzie.
Kiedy już stanęli na piachu, a on pytał co będą robić, to wywrócił oczami na to za dużo możliwości, bo jak może być za dużo?
- Możemy, wszystko dzisiaj możemy - uśmiechnął się do Pilar i nawet do niej wyrwał, bo chciał skraść z jej pełnych, gorących ust pocałunek, tylko ona już go ciągnęła do baru - po drinki, a potem tańcząc będę cię zakopywał w piachu - bo dla Madoxa to było proste. Mogli robić wszystko, bo pierwszy raz chyba byli na wakacjach bez presji, no może mieli ograniczony czas, ale jednak nie wisiało im nad głowami widmo jakiegoś meksykańskiego gangstera, albo kolumbijskie wesele. Oni po prostu mogli sobie przez te trzy godziny na plaży, robić co chcieli. I jak stanęli w tej kolejce, to Noriega nawet gotowy był w niej stać, bo on się trochę poocierał o Pilar, pobujał w rytm brazylijskiej rumby, przestąpił z nogi na nogę. A jednak kiedy jego narzeczona stwierdziła, że się nie doczekają, to obrzucił ciemnym spojrzeniem kolejkę - wbiję się tam i zaraz ci wezmę co chcesz - oznajmił, bo naprawdę by to zrobił, co za problem? Ciekawe kto by do niego podskoczył? Jeszcze biorąc pod uwagę, że był na koksie. Tylko już Stewart ciągnęła go w przeciwnym kierunku, a ten jej uśmieszek mógł jasno wskazywać, że na coś wpadła. Madox pokiwał głową na jej propozycję - w sumie, całkiem dobry tam mieli rum - stwierdził, zgadzając się z nią od razu. Oczywiście, że się wyrwał do łodzi, tylko, że okazało się, że on zostaje na pomoście i ma trzymać rzeczy Pilar. Ściągnął usta w wąską linię i wbił w nią ciemne spojrzenie, tylko zanim zdążył coś powiedzieć, to ona już rozbiegła się po pomoście, a zaraz chlusnęła do wody jak syrenka. A Madox znowu się zagapił, a później na jej sylwetkę rysującą się na tle przezroczystej, czyściutkiej wody. Założył sobie jej torebkę na ramię, przez szyję i kucnął na pomoście, obserwując ją, a kiedy mu pomachała, to oczywiście, że jej odmachał. Wodził za nią spojrzeniem i kiedy nagle mu znikła z pola widzenia, to zaraz się wyprostował i już ściągał torebkę przez głowę. Skoczyłby za nią, tylko że nagle się pojawiła, na szczęście.
- Uważaj na siebie! - krzyknął do niej Noriega, chociaż na pewno i tak nie było go słychać przez tą głośno muzykę dobiegająca z plaży. Kiedy Pilar grzebała przy barku, to on usiadł sobie na deskach i spuścił nogi, pomachał nimi, a zaraz też znowu do Stewart. Wodził za nią spojrzeniem, a gdy podpłynęła do pomostu pokazując mu co ma, to się uśmiechnął - zajebisty wybór - wziął od niej butelkę i się zamierzył, żeby otworzyć ją zębami, ale... no przecież tak się tylko zgrywał, bo by jej tak nie zostawił. Zaraz postawił obok i wychylił się, żeby złapać za rękę swoją narzeczoną, pociągnął ją do góry, trochę chyba mocniej niż zamierzał, bo kiedy wylądowała na pomoście, to wpadła prosto na niego, w jego ramiona, a on na plecy, na deski. Zaraz sięgnął do jej policzka, żeby zgarnąć z niego mokre kudły, które lepiły się jej do twarzy - możemy, a potem jeszcze zdążymy potańczyć i popływać - jeszcze przez moment patrzył w jej duże, brązowe oczy, ale zaraz podparł się ręką, żeby usiąść, a już po chwili zbierał się z ziemi i wyciągał rękę do Pilar. Splótł jej palce ze swoimi, kiedy ruszyli w kierunku plaży, a po drodze już odkorkowali butelkę i pociągnęli z niej kilka solidnych łyków. Rum był ciepły, ale przyjemnie palił przełyk i grzał od środka, odpowiednio ostry.
- Szkoda, że nie mam łopaty, albo chociaż wiadra... - nawijał Madox, tylko kiedy zeszli z pomostu i stanęli z powrotem na piasku, to okazało się, że tam była też grupka ludzi, która budowała zamki z piasku, a Noriega zaraz ciągnął w tamtym kierunku swoją narzeczoną - cześć, pożyczycie łopatę, chcę ją zakopać w piachu, bo nigdy nie była zakopana, po szyję - zagadał od razu, a dwie dziewczyny i jeden koleś popatrzyli się na nich.
- Coś ty? Nie była nigdy zakopana? A skąd jesteście, chyba nie z Rio? - zapytała dziewczyna, która też nie wyglądała jakby pochodziła stąd, ciemne włosy miała zaplecione w warkocz, a oczy intensywnie zielone, kilka piegów na nosie. Jej koleżanka za to była mulatką z czarnymi loczkami, które okalały jej przyjemną buzię, a chłopak był blady jak ściana, wysoki. Ale zaraz dał Madoxowi łopatę.
I on już miał pociągnąć Pilar gdzieś na bok, ale ekipa od zamków zaproponowała, że pomogą kopać dół. Poraczyli się wszyscy przy tym rumem, pogadali, a Madox sypnął piachem prosto w Stewart, niby udał, że niechcący, ale zrobił to specjalnie, a kiedy jego narzeczona mu oddała, to ją szarpnął do siebie i wylądowali w piasku. Drobinki lepiły się do ich rozgrzanej, wilgotnej skóry, mieli już pełno piachu we włosach, ale kto by się tym przejmował?
Na pewno nie oni. Bo wspólnymi siłami, po kilku minutach mieli ten pokaźny dół, a Madox oparł się o łopatę zaglądając do środka.

Salta al foso, cariño °.🐚⋆❀˖°🫧

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: czw cze 25, 2026 11:36 pm
autor: Pilar Stewart
No przecież uważała.
Zawsze uważała.
Oczywiście oprócz tych momentów, kiedy chodziło o jego życie. Wtedy nie uważała wcale i robiła po prostu pierwszą rzecz, jaka przychodziła jej do głowy. Tutaj jednak, na wcale nie takiej bezludnej wyspie w Rio de Janeiro wydawali się być wyjątkowo bezpieczny. Beztroscy, spędzając czas tak, jak powinni: na odpoczynku. Żadne z nich nie myślało o pracy, o Toronto, o tym, że półświatek wciąż był problemem, Eliot pewnie ich zapierdoli ani nawet o zaginięciu Luciano. Kurwa, Pilar nawet o matce przestała myśleć, a to znaczyło jedno: dobrze spędzała czas. Ze swoim narzeczonym. Jeszcze narzeczonym, bo jeśli wszystko pójdzie dobrze, to już wieczorem będzie nosiła jego nazwisko.
Przyjemny dreszcz znowu przeszedł przez jej plecy na samą myśl o tym wszystkim, po co tu przylecieli. A kiedy wyciągnął do niej rękę, żeby wyciągnąć ją z wody, ona spięła mięśnie brzucha i pozwoliła się szarpnąć. Oczywiście zrobił to mocniej, niż powinien i Stewart chcąc nie chcąc (zawsze chciała) wylądowała na nim. Podniosła spojrzenie na jego piękne, czekoladowe oczy, w których teraz odbijało się wysoko posadzone słońce. Lubiła ten moment. Zmieniały wtedy barwę na bardziej piwną, a niekiedy, pod odpowiednim kątem nawet przechodziły w prawdziwy pomarańcz. Niesamowite, niespotykane, nie z tej kurwa ziemi. Jej. Jak cały on. I może faktycznie coś tym było, że ona po zielsku była jakaś bardziej napalona na niego niż zwykle, bo już jej spojrzenie schodziło w dół, na jego pełne, lekko rozchylone usta. I do oczu. I na usta. A serce kompletnie wariowało. Wyrywało się do niego w najpiękniejszym, możliwym biciu.
Wszystko — odpowiedziała na jego listę rzeczy, które przecież mogli zrobić. — Chce z tobą robić wszystko — wyznała najszczerszą prawdę i sama sięgnęła dłonią do jego policzka. Zaczepiła go paznokciami, sunąć palcami na żuchwę. — A najbardziej, to chciałabym cię teraz…pocałować. To chciała. Tylko on już siadał, ściągając ją z siebie. Westchnęła ciężko, z leciutkim zawodem, ale przecież na to będzie jeszcze okazja.
Wstała tuż obok niego i zaraz skierowali się w stronę plaży, przy okazji pijąc rum prosto z butelki, jak ostatnie dzikusy. Ludzie dookoła mieli piękne, kolorowe drinki z palemką i trzema rodzajami słomek, a oni nagrzaną, obrzydliwie ciepłą butelkę rumu i i tak było za-je-bi-ście.
A to trzeba do tego łopatę? — spytała głupio, zadzierając głowę i patrząc na niego. — Siłą własnych rąk ci nie wystarczy? Musisz jakoś narobić ominiętą sesje na siłce — nawet do szczypnęła w bicepsa. Wciąż był kurwa ogromny. Czuła to od razu, jak wiele masy mięśniowej tam miał. Madox nie potrzebował ćwiczeń, ale przecież zaczepić zawsze go mogła, a nawet powinna. Jej narzeczony okazał się jak zwykle zaradny i już wypatrzył sobie dzieciaków, które budowały zamki z piasku, prosząc ich o łopatkę. Pilar stanęła z boku i tylko pomachała ręką, gdy tylko wszyscy się dowiedzieli, że nigdy nie była zakopana w piachu.
Nigdy — potwierdziła słowa swojego narzeczonego, a dziewczyny jeszcze szerzej otworzyły oczy. Za grosz nie mogły w to uwierzyć, więc oczywiście, że zerwali się do pomocy, przy okazji zagadując skąd byli. — Z Kanady, dokładniej z Toronto — rzuciła, przyglądając się jak chłopak kuca obok Noriegi i zaczyna kopać tuż obok niego jakieś grabkami, bo swoją łopatę mu przecież oddał. Dziewczyny też zaraz dołączyły, a na końcu nawet Pilar. Klęczeli i kopali.
Kurwa, czuje się, jakbyśmy kopali mi grób — mruknęła pod nosem, ale wszyscy mogli to słyszeć. Kilka osób się zaśmiało.
Bo trochę tak jest — odezwała się piegata dziewczyna. Pilar już miała się ich pytać, jak często oni w takim razie zakopywali się w piachu, skoro była to tak popularna zabawa, ale wtedy Madox sypnął ją pisakiem. To oczywiście, że musiała mu oddać, w dodatku prosto w twarz. I jak to się skończyło? Ano tak, że ten piasek to już mieli wszędzie. Ona oczywiście najwięcej, bo była jeszcze cała mokra z wody, wiec po chwili wyglądała dosłownie jak piaskowy potwór, tylko twarz jej było widać. A zaraz ocierała się o Noriegę, krzycząc, że zrobi mu peeling, kiedy zaczęła się o niego ocierać. Faktycznie piasek przesuwał się pomiędzy ich rozgrzanymi ciałami, a ona śmiała się z tego jakby miała kurwa pięć lat. Bo może w tamtej chwili trochę miała? W końcu nadrabiała ze te wszystkie wakacje, które spędziła w domu dziecka. Za ten stracony czas, którego nigdy nie odzyska. Całe szczęście drugie tyle życia i może nawet więcej miała jeszcze przed sobą, więc nikt nie powiedział, że nie będzie mogła tego wszystkiego nadrobić.
Po kilku minutach wszyscy stali już nad wielgachną dziurą, spoglądając w dół.
Chyba się zmieści — rzuciła jedna z dziewczyn i przyjrzała się Pilar.
Na pewno, popatrz tylko jaka jest malutka — chłopak wskazał na nią ręką, a Stewart oczywiście zrobiła gniewną minę (a przynajmniej gniewnie wyglądała ona w jej głowie) i zgromiła go wzrokiem, krzyżując ręce na piesiach.
Malutka, malutka — przedrzeźniła go. — Ale jak przyjebie… — zaczęła i może nawet chciała dodać coś o łamaniu nosów, żeby sobie nie myśleli, że z niej był taki słabeusz, ale w międzyczasie do jej głowy wpadł kolejny pomysł. A biorąc pod uwagę fakt, że była po zielsku (albo bóg wie czym), to nawet nie mogła dokończyć jednego zdania, by przejść do kolejnego. — A możemy wykopać jeszcze jedną?
A po co? — spytała pieguska.
Dla niego — wskazała paluchem na Noriegę i nawet zaraz go nim dźgnęła w klatkę piersiową. Dzieciaki popatrzyły po sobie, jakby zastanawiali się, czy w ogóle im się chciało, ale po chwili wzruszyli ramionami z pewnie na ustach i wszyscy zabrali się za kopanie drugiego dołka tuż obok tego dla Pilar. — Mieliśmy w końcu razem umierać, nie? — spojrzała na niego zaczepnie, a potem zabrała się do pomocy. Trochę się przy tym powydurniali, ale w końcu udało im się wykopać drugi, nieco większy dół.
To ja pierwsza? — popatrzyła po wszystkich, a kiedy skinęli głowami, Pilar wskoczyła do dziury. Śmiała się głośno, jak ją zakopywali, szczególnie kilka pierwszych partii, bo piasek po prostu ją łaskotał, więc wierzgała się jak szatan i połówe piachu to sama na siebie zsypała. Cóż mniej roboty dla innych. — Ale ZIMNO!!! — to było pierwsze, co zauważyła, kiedy jej ciało w większości zostało przykryte drobnymi kamyczkami. Popatrzyła na Madoxa wielkimi oczami, jakby chciała się go dopytać, czy to było normalne. A potem już kompletnie nie mogła się ruszać.
Dziwnie jej było w tej pozycji. Lekko niekomfortowo, bo przecież jako osoba, która uwielbiała kontrolę, czuła się teraz kompletnie skrępowana. Z drugiej strony to doświadczenie było świetne i nawet chciała się jej nieco rozluźniło. Madox oczywiście strzelił jej kilka fotek, a potem został wepchnięty do swojej dziury, tuż obok tej Pilar. Co prawda ona nie mogła pomóc w zakopywaniu, ale hypowała dzieciaki, że szło im świetnie, aż po Noriedze nie została tylko głowa. Pieguska porobiła im fotki też razem, a potem odstawiła telefon na torebkę Pilar tuż obok. Bo tylko to ich dzieliło do siebie. Jej torebka z sukienka i do połowy wypita butelka wina.
Jakby trzeba było wam pomóc się wykopać, to krzyczcie, będziemy tam! — szczupły chłopak wskazał odpowiedni kierunek kilkanaście metrów dalej, a potem oddalili się budować swój zamek. Pilar lekko poruszała palcami u stóp, ale wtedy piasek jeszcze bardziej się zapadł, uniemożliwiając jej ruch.
Jezu czuje się, jakbym była zamknięta w pudle — zaczęła nawijać, kręcąc głową, aż w końcu na niego nie spojrzała. — A ty wyglądasz śmiesznie — ta kurwa, jakby ona wyglądała lepiej. Szczególnie z tymi mokrymi włosami i kosmykiem, który wpadł jej na twarz i przez trzy minuty próbowała go z siebie zdmuchnąć. — I jak mamy teraz pić? — spróbowała sięgnąć po butelkę, oczywiście na nic, tylko ją lekko trąciła czołem, ale nie wywróciła. Podniosła spojrzenie na Madoxa. — Albo się całować?! — no tak, bo to już był duży problem. Przynajmniej dla niej.


Me gustaría besarte.

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: pt cze 26, 2026 8:25 am
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Fajną perspektywą było to, że Pilar chciała z nim robić wszystko, i oni już rzeczywiście mieli na swojej liście tak dużo rzeczy odhaczonych. Prawie razem umierali, rozbijali meksykański gang, grali w golfa, tańczyli salsę w Medellin, oglądali jego panoramę z dachu, rzucali butami, karmili kaczki, kłócili się i kochali... W najbardziej prawdziwy i poruszający sposób. Czasem w złości, czasem w miłości. A czasem tak po prostu, bo inaczej już nie umieli.
Jeśli kiedyś złą perspektywą było to, że ten ich związek mogą przypłacić życiem, to w tym momencie już chyba najgorszą mogłoby być to, że oni nie byliby razem. To już Madox wolałby zdechnąć niż iść przez życie sam. Tylko, że od dzisiaj zamierzał już z nią. Na zawsze. Do śmierci...
Dłużej, bo przecież gdyby umarł, to ona by go ożywiła, żeby go za to zabić, że ją zostawił.
Nie zamierzał.
I teraz kiedy tak sobie szli po pomoście, trzymając się za ręce i popijając ciepły rum prosto z butelki jak dzikusy, to on przecież wiedział, że to jest właśnie to.
Wiedział też, że potrzebuje łopaty - ale rączka mnie boli - już się skarżył podszczypując ją gdzieś w pośladek, to zdrową rączką - liczę, że potem jeszcze nadrobię - pokazał jej czubek języka w zadziornym uśmiechu, przyciągając ją do siebie i obejmując ramieniem - no wiesz... sześć rundek - jeszcze by ją może pozaczepiał, ale zauważył te dzieciaki budujące zamki z piasku, a przede wszystkim to, że mieli łopatę. No i przecież Madox od raz ich zagadał, a kiedy wszyscy się dziwili, że jak to Pilar nie była zakopana nigdy w piachu, to zaraz rzucił - ale to zajebiście, bo mogę zrobić to pierwszy... Zakopać ją w piachu, albo też w samochodzie... - nie dokończył co, bo dzieciaki spojrzały na niego dziwnie, a Madox nie wiedział, czy może tak przy nich nawijać o wszystkim, więc tylko puścił do swojej narzeczonej oczko, a zaraz wyjmował z piachu jakiś kamyk - o muszla jest na nim odciśnięta... - jak to jest, że kiedy on chce zmienić temat, to nagle znajduje kamień z odciśniętą muszelką? No właśnie jakoś tak.
A zresztą ekipa zaraz pytała skąd oni są, a Pilar już im nawijała, że z Kanady, z Toronto.
Noriega też się zaśmiał na to stwierdzenie Stewart, że czuje się jakby kopali jej grób, bo po pierwsze to on brał już w takich zabawach udział, w kopaniu grobu, a po drugie to musiał się do nie wyrwać, objąć ją w pasie i przyciągnąć do siebie - nigdy bym na to nie pozwolił - mruknął jej do ucha. Patrząc na to przez pryzmat normalnych ludzi było to dość niedorzeczne, ale... oni nie byli normalni i obracali się w takim środowisku, że takie rzeczy się działy. Madoxa nie raz wywieźli do lasu i kazali mu kopać grób, tylko on wiedział, że jeśli ktoś karze ci to robić, to jest to groźba, a nie faktycznie koniec.
Trochę się powygłupiali, potarzali w piasku, Pilar zrobiła mu peeling, a on wsypał jej garść piachu w majtki. Ale sam też miał go już wszędzie, w gaciach, we włosach i nawet w ustach, bo gdzieś po drodze nawet nim pluł. Jak dzieci. Albo gorzej.
W końcu stanęli nad dołem i Madox się zamierzył, żeby po prostu wepchnąć tam swoją malutką narzeczoną. Ale wtedy ona powiedziała o tej drugiej dziurze i Noriega tylko ją pchnął, a potem szarpnął do siebie, znowu w swoje ramiona - druga dziura dla Madoxa, zajebiście - przesunął szorstkim policzkiem po jej szyi i karku, kiedy znowu się w nią wtulał, ale zaraz siedział na klęczkach na ziemi, kopiąc swoją wcale nie łopatą, kolejny dół. Zadarł głowę do góry zerkając na Pilar, a na jej kolejne słowa strzelił oczami, chociaż uśmiechnął się delikatnie - no nie przed ślubem. I jeszcze zanim ochrzciliśmy... Jaguara - chłopak spojrzał na nich dziwnie, bo może myślała, że oni jakieś dziecko będą chrzcili, ale zupełnie nie - no i jeszcze musimy pomóc Luciano... Mamy w chuj różnych spraw, jak wyrobimy się z tym do osiemdziesiątki, to będzie dobrze - chociaż przy ich trybie życie, to pewnie szybko się ze wszystkim uporają, ale i tak, umieranie Madox stawiał gdzieś na samym, szarym końcu. I jak kiedyś on się Śmierci wcale nie bał, a czasami prowokował ją dla samej... zabawy. Adrenaliny.
To teraz priorytety mu się trochę pozmieniały.
- Ty zawsze jesteś pierwsza - bo dla niego była. Na pierwszym miejscu. Ale teraz to już ją wepchnął do dziury, a potem ostrożnie zgarnął piasek. Ale tylko na początku było o-stro-żnie, bo później to już Pilar się wierzgała, jak jakaś dzika, a oni zasypywali ją piachem, a kiedy już została sama głowa i trochę ramienia, to leżał przy niej na piasku - najpiękniejsza głowa jaką widziałem - pochylił się do jej pełnych, gorących ust, a kiedy się do niego szarpnęła, to on się odsunął i tylko dziabnął ją w to odkryte ramię, które ledwo wystawiało spod piasku - nie ma tak łatwo cariño - podniósł się podpierając na rękach, a zaraz znowu pluł piachem, tylko zanim zdążył go sobie otrzepać z brzucha i klaty, to on też już został wepchnięty do swojej dziury, a potem zakopany. Madox oczywiście kręcił się przy tym tak, że trwało to dłużej, ale w końcu się udało, a na piasku zostały same głowy.
- Albo pod taką zimną, ciężką kołdrą - dodał do tego pudła, a na kolejne stwierdzenie Pilar parsknął śmiechem - a ty wyglądasz... pięknie - nawet mrugnął do niej zalotnie jednym okiem. Ale zaraz pokręcił głową - mogliśmy im powiedzieć, żeby nam otworzyli i położyli o tu... - wskazał głową ten środek między nimi i się uśmiechnął. Chociaż kiedy powiedziała o całowaniu, to już westchnął ciężko - no najgorzej z tym - nawet się szarpnął próbując do niej wyrwać - ja pierdole... Nienawidzę, kiedy nie mogę cię... dotknąć - no tak, bo oni cały czas szukali ze sobą kontaktu. Nie przejmowali się ludźmi i niczym właściwie, tylko ciągnęli do siebie. Dotykali się... Całowali... I Madox znowu się poruszył pod piachem - ale lubię, kiedy mogę z tobą robić te odklejone rzeczy i to, że nie mówisz mi, że jestem pojebany, tylko w to wchodzisz - w zakopywanie się w piachu na przykład, albo skakanie z klifu w miejscu, którego zupełnie nie znali, żeby płynąć do jaskini Diabła, albo włamywanie się do opuszczonego teatru. Nigdy nie powiedziała mu - nie Madox, tylko kurwa łapała go za rękę i to robiła. Z nim.
I teraz on też się tak pod tym piaskiem wiercił, że udało mu się wyswobodzić jedną rękę, wyciągnął ją nad powierzchnię - najbardziej lubię to, że co by się nie działo, to jesteś... ze mną, w tych przyjemnych, odklejonych sytuacjach, ale i w tych kurewsko ciężkich - bo tak było, że kiedy wszystko dookoła się waliło, to oni mogli na siebie liczyć. I kiedy on jej tak nawijał, te wyznania płynące prosto z serca, to przy okazji też się trochę odgrzebał, a zaraz wyrwał z tego piachu do góry, podsunął do niej, znowu leżąc przed nią na brzuchu - i lubię też cię wkurwiać, bo jestem z ł o ś l i w y - to ostatnie słowo ułożył na jej pełnych wargach, których znowu nie pocałował, tylko zamiast tego przekręcił się na plecy, tak, żeby ułożyć głowę obok te jej i spojrzeć w niebo - ale najbardziej lubię cię kochać - odwrócił się do niej układając policzek na piasku, a ciemne spojrzenie zawiesił na jej pięknych, dużych oczach.

pero lo que más amo es amarte ˙✧˖°📷 ༘ ⋆。˚𓇼🫧

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: pt cze 26, 2026 3:07 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Faktycznie to nie był jeszcze ich czas na umieranie.
Mieli masę rzeczy do zrobienia, sprawę do rozwiązania i przygód do przeżycia. Bo kto niby odnajdzie Luciano jak nie oni? Kto pomoże Almie w przekazaniu pieniędzy sznatażyście? Kto inny będzie na tyle zdesperowany, żeby poszukać Sofii na drugim końcu świata? Żeby stawić czoła półświatkowi i policji, znajdując do tego złoty środek? Tylko oni. Nikt kurwa inny. Dlatego na razie musieli zadowolić się grobami wykopanymi plastikowymi łopatkami w piachu, którym zaraz ponownie ich przysypali. Pierwsze ją, potem jego.
Wyglądali… dziwacznie.
Jak chore dzieci, zamknięte w ciałach dorosłych. Wszyscy inni ludzie na wyspie w ich wieku bawili się na parkiecie i popijali drinki, a oni? Oni zakopywali się w piachu po samą głowę i ubolewali nad tym, że nie mogą napić się rumu bezpośrednio z butelki, bo leżała za daleko. D z i w a k i.
I to w tym było piękne. Że pomimo ich pojebanych żyć i ciężkich charakterów potrafili w sobie znaleźć równie dużo beztroski. Chociaż na te dwadzieścia cztery godziny. Bawić się ze sobą, cieszyć tym nowym doświadczeniem, w którym śmierć nie ciągnęła się za nimi jak smród po gaciach, a ludzie, których spotykali na swojej drodze byli po prostu… normalni. Jak te dzieciaki, które ich zakopały i sobie poszły, zostawiając ich samym sobie. Żeby mogli porozmawiać o tym, jak to piach sprawiał wrażenie pudła albo ciemnej, ciężkiej kołderki, albo jak Madox wyglądał śmiesznie, a Pilar za to pięknie. Chociaż najgorsze w tym wszystkim było to, że nie mogli się dotykać i zaraz też nad tym zaczęli ubolewać.
Też tego nienawidzę — jęknęła, odchylając głowę do tyłu, a zaraz spojrzała w jego ciemne oczy. — Kiedy jesteś daleko i mnie nie dotykasz — obrzydliwie tęskniła za jego bliskością. Pilar zarówno jak i Madox byli osobami, które ceniły sobie fizyczność. Tym wyrażali siebie, swoje uczucia; była ona ich językiem miłości. Wcale nie były to słowa, chociaż te, które Noriega po chwili zaraz wymówił w jej kierunku, sprawiły, że przez ciało Pilar przeszedł ciepły, przyjemny dreszcz. Momentalnie skontrastował z chłodnym piachem dookoła i wywołał u niej dreszcze, których on nawet nie mógł zobaczyć.
Zawsze ci mówię, że jesteś pojebany — poprawiła go, bo może i wchodziła z nim w ciemno we wszystko, co robił, ale przecież przy tym nigdy nie bała się pokazać, że coś się jej nie podoba. Nie byłaby w stanie zliczyć, jak wiele razy już mu pocisnęła, że postradał zmysły, że go pojebało, albo wyzywała go od idiotów. Te zwroty były w jej słowniku na porządku dziennym, szczególnie w kierunku Noriegi, jednak w tym wszystkim czynami jasno pokazywała mu, że zawsze stała u jego boku. Bez zawahania. Wszystko by dla niego zrobiła. Nawet nie musiałby jej o to prosić, a ona wbiegłaby za nim w ogień, a nawet nastawiła własnej piersi, żeby ocalić go przed kulką, dokładnie tak, jak on zrobił to dla niej, gdy Ruby pociągnęła za spust. Ich miłość nie była łatwa, bo łatwe to były kurwa klocki Lego Duplo, ale za t obyła jedyna w swoim rodzaju. Piękna. I przede wszystkim prawdziwa. Nie do podrobienia, nawet jeśli ktoś będzie próbował.
Najbardziej lubię to, że co by się nie działo, to jesteś... ze mną, w tych przyjemnych, odklejonych sytuacjach, ale i w tych kurewsko ciężkich.
Była.
To nawet nie podlegało wątpliwości. Niezależnie od tego, co by się nie działo, stała dumnie u jego boku. I on przy niej też, a ta cała sprawa z Daltonem pokazała to chyba najbardziej dosadnie, jak tylko się dało. To jak wiele on dla niej poświęcił, jak wiele ciosów za to przyjął, nawet od policji, jak prawie skończył pod jebanym lodem, tonąc w samotności. Wszystko to zrobił dla niej. I Pilar kurewsko to doceniała. Zawiesiła na nim spojrzenie, gdy wygrzebywał się z piachu i przesuwał się do niej coraz bliżej, aż nie skończył nad nią, a dokładniej na piachu, pod którym leżała.
Ciężki to jest ten piach, jak na nim leżysz — zaczepiła go, jeszcze próbując obrócić to wszystko w żart i kolejną zaczepkę, chociaż jej serce już tak mocno się do niego wyrywało, że aż bolała ją klatka piersiowa. Noga natomiast wybiła się w górę, a dokładniej kolano, jednak jedyne, co Noriega mógł poczuć na brzuchu to delikatne wtrząśniecie gdzieś pod nim. Gdy powiedział, że lubił ją wkurwiać, nachylając się do niej, Pilar od razu się do niego wyrwała, ale oczywiście się jej odsunął. — Strasznie mnie wkurwiasz — warknęła, chociaż tak tylko gadała. Nie zmieniało to jednak faktu, że już zaczęła się cała wiercić w tym piachu. Nie podobało jej się, że nie może go dotknąć ani zaczepić. Wierzgała się tak, że prawie udało jej się wyciągnąć rękę, ale kiedy on położył policzek na piasku i spojrzał na nią tymi przepięknymi, ciemnymi oczami, mówiąc jej że najbardziej to lubił ją kochać, Pilar przestała się rzucać i przez moment po prostu na niego patrzyła. Tak po prostu. Z całą tą miłością, którą miała w sercu i lekko przekręconą głową.
Ja też to lubię — najbardziej na świecie. Nic kurwa bardziej nie lubiła niż to, jak ją kochał. Jak okazywał jej to każdego dnia, w mniej lub bardziej przyjemny sposób. — I lubię jeszcze jak wyzywasz mnie od wariatek i mówisz mi, że jestem dzika. Jak patrzysz się na mnie tak jak teraz, jakby cała reszta świata nawet dla ciebie nie istniała. Lubię to, jak o mnie dbasz, jak się troszczysz i jak zależy ci na moim bezpieczeństwie. Lubię, kiedy się przede mną otwierasz, kiedy opowiadasz mi o swoim dzieciństwie i wszystkim innym co siedzi w tej mądrej, pojebanej do reszty głowie — znowu się szarpnęła i tym razem wyspo wodziła rękę, żeby zaraz go stuknąć w tą mądrą, pojebaną głową. A zaraz dołożyła do tego drugą, tylko tym razem oparła ją miękko na jego szorstkim policzku. — Lubię, że nie ma dla ciebie rzeczy niemożliwych. Że nawet z najbardziej chujowej sytuacji, ty potrafisz znaleźć wyjście. Że nigdy się nie boisz; że jeśli w grę wchodzą rzeczy, na których ci zależy, to wchodzisz po nie jak po swoje — szarpnęła go do siebie bliżej, a sama lekko się odkopała. — Że o mnie walczyłeś, jakbym była twoja — nawet jeśli ona sama była gotowa się poddać. Kiedy nie chciała go widzieć, bo uważała, że tak należało, a on za nic się nie poddał. Przyszedł do niej raz, przyszedł drugi. Wpierdolił się do jej życia z butami i tak już został. W najlepszym, możliwym wydaniu. — I to, że nauczyłeś mnie kochać — to też lubiła. Kochała. Że Madox pokazał jej, czym tak naprawdę była miłość. Że ten chory koncept, który zawsze uznawała za nieistniejący i przereklamowany — bo w końcu ona nawet nie miała rodziny, ktora kochałaby ją z przymusu — on przekuł w coś niesamowitego. Prawdziwego i tak kurwa silnego, że przytłaczało to nawet ją samą. Może dlatego w pełnym momencie znowu się szarpnęła i to tak mocno, że odkopała w połowie swoje ciało, akurat w momencie, gdy jej dłonie przyciągnęły go do siebie na tyle blisko, że w końcu mogła złączyć ich usta w wyczekanym, agresywnym pocałunku. Je też lubiła.

Me gusta que me hayas enseñado a amar

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: pt cze 26, 2026 10:58 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
yo ya era así
cabrón desde el primer día

ni cambiaré mi amor
con el corazón!


Oni... nie byli jak wszyscy.
Na każdym kroku to pokazywali, jak nie umieli usiedzieć w miejscu, jak wiecznie gdzieś gnali. W jednej chwili chcieli zbawić świat, a w drugiej go podpalić... Dla zabawy. Adrenaliny, która krążąc w ich żyłach podsycała jeszcze tą gorącą krew. Ogniste temperamenty grały ze sobą idealnie. Chociaż przecież ile razy oni się ze sobą spierali, ile razy mieli odmienne zdania, a potem jednak znajdowali złoty środek. Potem jednak dochodzili do porozumienia. Często w tym ogniu, w tych intensywnych spojrzeniach i słowach, których może nawet potem żałowali, ale...
Lepsze to niż milczenie.
Chociaż ich językiem miłości zdecydowanie był dotyk, to jak sięgali do siebie, jak szukali tego kontaktu, czasem wspierającego, czasem agresywnego, a czasem po prostu, żeby tylko to drugie wiedziało, że on, czy ona jest obok.
Bo przecież już zawsze chcieli być. Do grobowej deski. Na dobre i na złe. I chcieli sobie to właśnie dzisiaj obiecać.
Na jakimś dzikim Diabelskim Klifie, w Rio de Janeiro, do którego... trafili przez przypadek bo Madoxowi się coś pojebało.
Daleko od domu, ale... ich dom był chyba tam, gdzie byli oni, bo we dwójkę odnajdywali się wszędzie.
Nawet zakopani w piachu po szyję.
- Zawsze jestem blisko - rzucił, chociaż doskonale wiedział o co jej chodzi, ale prawda jest taka, że starał się być blisko. On nigdy z nikim nie był tak blisko. I chociaż czasem nie stali obok siebie, na wyciągnięcie ręki, to przecież zawsze i tak myśleli o sobie. On w klubie, a ona na komisariacie... Może kiedy kradła kolejny żabciowy batonik z szafki Eliota?
Parsknął śmiechem na jej kolejne słowa, głośno i szczerze.
- No bo jestem, ale za to mnie kochasz, bo mógłbym być też... normalny? Albo pizdą jak Juan, który boi się otwartej wody - pokazał jej język i już się tak wiercił w tym piachu, żeby się z niego wyrwać. Do niej.
Oni z Pilar nie bali się ani wody, ani ognia, ani nawet kurwa pocisków. Nie bali się też demonstrować własnego zdania i przecież czasem o to dochodzić, ale dużo się od siebie nauczyli. On trochę tego, że czasem należy ustąpić, pójść na jakiś kompromis, że jak mu zależy, to przecież nie zawsze musi być po jego. A zależało mu, kurewsko. A ona tego, żeby iść za głosem serca.
Bo kurwa.
Te ich serca przecież tak często uderzały w jednym wspólnym rytmie, jedno obok drugiego. Po bajecznym seksie, albo kiedy po prostu patrzyli sobie głęboko w oczy, albo... kiedy jedno drugie chciało uspokoić. Ona jego na tych paranoicznych zjazdach, a on ją, gdy nadchodził atak paniki.
Nie byli idealni, każdy miał coś za uszami, a jednak i tak akceptowali to, wszystkie wady. A Madox miał ich dużo. A to pewnie jeszcze nie koniec, bo on wciąż i wciąż pokazywał się jej z najgorszej strony, ale z najlepszej też.
Bo prawda chyba była taka, że Noriega dzięki Pilar stał się lepszym człowiekiem, wyciągała z niego te dobre cechy, które on przecież przez ostatnie dziesięć lat zakopywał pod swoją nową przykrywką, właściciela klubu. Bez serca, bez skrupułów, a ona zawsze widziała w nim to dobre serce, już od Medellin, gdzie on jeszcze pokazywał się jej z tej paskudnej strony.
Przekręcił się na bok, żeby już jej nie przygniatać, kiedy wypomniała mu, że jej ciężko, a zaraz już odgarnął trochę piasku z jej ramienia, ale przestał, gdy przyznała, że strasznie ją wkurwia - bo tyle emocji, co ja w tobie wywołuję to chyba jeszcze potrafią tylko te czekoladki z naklejkami żab, tak samo ci się wtedy oczy świecą - znowu złapał jej piękne, brązowe spojrzenie, a zaraz przeturlał się na bok układając na piasku, zawieszając ciemne tęczówki na jej ślicznej twarzy. Na tych długich rzęsach, które mógł się założyć, że gdy zamykała oczy, to łaskotały jej policzki. I na tych pełnych ustach, których smak znał na pamięć i mógł sobie go wyobrazić o każdej porze dnia i nocy. Najlepszy smak na świecie.
Uśmiechnął się, kiedy przyznała, że też to lubi...
To, że on ją kocha.
A na kolejne jej słowa znowu się roześmiał.
- Bo jesteś... dzika i estas loca cariño - musiał się jej wtrącić, chociaż zaraz słuchał jej z malującym się na twarzy uśmiechem. Patrząc na nią tak, jakby nic innego na tym świecie się nie liczyło, jakby na tej plaży byli sami. Tylko oni.
- Lubię ci wszystko opowiadać - to też musiał dodać, bo przecież on uwielbiał paplać, o wszystkim, o tym jak wyglądało jego dzieciństwo, albo o tym co robił w klubie, o jego spotkaniach z chłopakami. I o tym co im opowiadał o niej. Madox dużo gadał, czasami bez sensu, ale ona i tak go słuchała. A on faktycznie lubił też się o nią troszczyć, i chociaż czasem pierdolił, że wszystko musi być po jej i mu to przeszkadza, to wcale tak nie było. Bo on nawet lubił, kiedy było tak jak chciała, lubił kiedy pytał jej co o tym myśli, a ona dawała mu rady, albo mówiła jak ona to widzi. Bo Madox był chaotyczny i on do wszystkiego tak podchodził, na szybko, czasem bez zastanowienia, a Pilar często była jego głosem rozsądku... w tej pojebanej do reszty głowie. A kiedy wyrwała z piasku dłonie układając je na jego twarzy, to przekręcił na moment głowę tak, żeby musnąć wargami środek jej ręki, uszczypać zębami jeden z opuszków palca.
- To ty potrafisz znaleźć wyjście z nawet najbardziej chujowych sytuacji... - znowu jej się wcinał, a kiedy szarpnęła go do siebie to on też już do niej sięgał, żeby wyciągnąć ją z tego piachu, ciemne spojrzenie wbił intensywnie w jej duże, piękne oczy - bo jesteś moja, tylko ty tam w Medellin może jeszcze nie wiedziałaś, a ja już tak - bo Madox przecież zawsze był do wszystkiego pierwszy. Zawsze się wyrywał i szedł w zaparte, i teraz też tak się do niej szarpnął, bo chciał już z tych jej pełnych, gorących ust, które rzucały mu te piękne, szczere wyznania, skraść pocałunek. Ale zawiesił się, kiedy powiedziała to że nauczył ją kochać, bo może owszem on był tym impulsem, który kazał jej iść za głosem serca. Więcej czuć, mniej myśleć, ale przecież... - to ty nauczyłaś mnie - bo on też był w miłości kompletnie... chujowy.
Nie umiał szanować zdania innych, podchodził do kobiet przedmiotowo, nie liczył się z nikim, a ona pokazała mu, że razem mogą więcej. Mogą wszystko, rozpierdolić meksykański gang. Przeżyć gangsterskie wesele w Medellin. Karmić kaczki i buntować się Eliotowi. Mogą wodzić za nos półświatek (ciekawe jak długo) i udawać czasem szczęśliwą rodziną. Mogą zazdrość przekuć w coś wyjątkowego, a miłość celebrować i przekazywać sobie na różne sposoby. Czasem piękne, czasem popierdolone, ale zawsze ich.
Tak jak teraz w tym agresywnym, wyczekanym pocałunku. Kiedy zaciskał już palce na jej ramionach, żeby pociągnąć ją w górę, wygrzebać z tego piasku i znowu zamknąć w swoich ramionach. Kiedy całowali się na tej plaży do utraty tchu, jakby byli tu sami, jakby cały pierdolony świat nie istniał. Nie liczył się wcale.
Bo liczyło się tylko to, jak oni się kochali.
I może całe te trzy godziny, które mieli tutaj na plaży, by spędzili na patrzeniu sobie w oczy, na kolejnych pięknych wyznaniach, które trafiały gdzieś prosto w serce, gdyby...
gdzieś za plecami Madoxa nie wybrzmiał jakiś dziwnie znajomy głos.
- No i co gołąbeczki? Jak się czujecie z konsekwencjami swoich decyzji? - zaskrzeczała... WRÓŻKA KARLICA. A Madox aż podskoczył, bo po plecach przeszedł mu jakiś nieprzyjemny dreszcz. Od razu się odwrócił patrząc na nią przez ramię i przyciskając do siebie mocniej Pilar.
- Może to te prochy były jakieś chrzczone... Powiedz, że to prochy i mnie pojebało... - mruknął Stewart do ucha, opierając policzek o jej szyję. Byli cali w piasku, cali nagrzani i przyklejeni do siebie w tym obłędnym pocałunku, a tu nagle co?
Nagle znalazło ich przeznaczenie.
- Wciąż czuję od was ogromną siłę, mocną aurę dwóch skorpionów, ale jest inna... - malutka wróżka poczłapała w ich kierunku po piasku, a Madox jakoś tak odruchowo wtulił się bardziej w swoją narzeczoną.
- Co... - zaczął i chciał chyba jej pytać co ona tu robi. Z Meksyku do Rio? Jeszcze na tej samej imprezie co oni. Ale tarocistka wystrzeliła małą rączką w górę, uderzając ją w jego ramię, aż Madox zerknął na Pilar.
- Ciii! - mruknęła układając palec na swoich ustach - czuje od was dzisiaj specyficzną energię, coś zostanie określone, coś odrzucone, a coś odmieni wasze przeznaczenie... - nawet dobrze nie dokończyła, bo Madox już się jej wciął.
- Co kurwa? Nie mów takimi kolejnymi zagadkami, co odrzucone? Nie mów, że ślub... - oczywiście już nawijał. A wróżka poprawiła na czole kolorową chustę podwijając ją wyżej.
- Ślub? - zapytała i teraz przyjrzała się Pilar pochylając w jej kierunku, a Noriega aż odchylił się do tyłu ciągnąc ją za sobą.
- Chcemy tu dzisiaj wziąć ślub... - zaczął, ale wtedy karlica podeszła do nich jeszcze bliżej. Oparła im ręce na czołach, a Madox najpierw zrobił zeza patrząc na nią, a zaraz wbił spojrzenie w Pilar.
- Tak... Dzisiaj jest dobry dzień na wasz ślub, dwa skorpiony, a skorpion uważa, że każdy koniec jest początkiem - powiedziała kiwając głową. A Madox znowu się skrzywił.
- Jaki koniec? Nie dam ci nawet dychy jak nam nie powiesz - mała wróżbitka spojrzała na niego spode łba.
- Koniec bycia kawalerem - wyjaśniła, jakby to było takie proste - i panną - spojrzała na Pilar, ale już łagodniej. A Madox wypuścił ciężko powietrze z płuc w dekolt swojej narzeczonej.
- Ja jebie, to o to jej chodzi... A ja myślałem, że spierdolimy się z tego klifu, albo w ostatniej chwili się rozmyślisz i ja będę musiał się rzucić z klifu - nawijał znowu patrząc Pilar w oczy i znowu się do niej łasząc.
- Z jakiego klifu? Chyba nie Klifu Diabła? - zapytała mini czarownica.
- Właśnie, że klifu Diabła - od razu powiedział Noriega, a karlica znowu walnęła go w ramię.
- To że ty jesteś Diabłem nie znaczy, że ona pójdzie za tobą do piekła! - krzyknęła jakoś złowieszczo.
- Ale... - zaczął Madox, bo on wiedział, że pójdzie, że Pilar poszłaby za nim wszędzie, na samo dno piekła, gdzie zresztą już do odwiedzała.
- Zamknij się! - zawołała mała czarownica, a Noriega się przymknął, chociaż już zmrużył oczy, bo go drażniła - wasza rodzina się powiększy, czuję to w kościach - akurat tutaj Madox nic nie powiedział, bo on od razu pomyślał o matce Pilar, że ją znajdą i wtedy ich rodzina rzeczywiście się powiększy - czuję też, że wasza miłość dużo przeszła - znowu rzuciła jakieś wymowne spojrzenie Noriedze - ale przetrwa jeszcze więcej... że te dwa serca odnajdą się w każdym innym wcieleniu, zawsze bijąc tylko dla siebie - i chociaż Madox też to czuł, że on w każdym życiu kochałby Pilar, to wywrócił oczami.
- Jeszcze jak nam powiesz, że udzielisz nam astralnego ślubu to mnie popierdoli - rzucił, ale wróżka zaraz się ożywiła.
- Mogę wam udzielić - zaproponowała, a Madox już kręcił głową.
- Nie chcemy żadnego astralnego ślubu, ja nawet nie wiem czy mam astralny rozwód - parsknął a karlica znowu spojrzała na niego spod byka.
- Pryszcza masz tutaj na czole... - i go poklepała po czole, a Noriega oczywiście zaraz odwrócił się do Pilar.
- Mam? - zapytał ją, ale nie miał, tylko ta mała czarownica się tak z niego zgrywała.
- To chcecie czy nie? - zapytała i powiodła po ich twarzach spojrzeniem. A Madox znowu kręcił głową, że nie - no tak... Bo ktoś taki... - zaczęła wróżka, a Madox się aż uniósł.
- No jaki? I co ktoś taki? To, że nie chcę jakiegoś pojebanego astralnego ślubu... Chcę prawdziwy. Chcę, żeby Pilar została moją żoną, aż śmierć nas nie rozłączy i jeszcze dłużej, aż mi pozwoli ją zostawić, ale ja i tak tego nie zrobię, bo chcę jej, i ona jest moja, tak samo jak ja jej. Teraz i może za sto lat, w jakimś innym życiu, w którym będziemy handlować mango i mieszkać w domu przy plaży, albo jeść lody czekoladowe trzymając się za rękę i mając po dziesięć lat. I dla niej przestanę być kawalerem, bo niczego w życiu nie byłem nigdy tak pewny jak tego, że chcę ją wziąć za żonę i żeby została Panią Noriega, nawet jeśli to może nie jest najrozsądniejsza opcja... - nawijał już Madox, a wróżka trochę się krzywiła, ale Noriega wbił ciemne spojrzenie w swoją jeszcze narzeczoną - nie chcę z tobą jakiegoś gównianego astralnego ślubu, chcę z tobą prawdziwy, bo z tobą zawsze jestem prawdziwy, taki jak czuję - oparł sobie dłoń Pilar na klatce piersiowej, na tym tatuażu z dzielnym lwem, gdzie pod opuszkami mogła czuć jak wali mu serce, jak rwie się do niej - czujesz? - zapytał i pochylił się znowu do niej opierając czoło o jej skroń - ale jeśli ty chcesz, to ja z tobą wezmę astralny ślub, odklejony, kosmiczny, kościelny i każdy - chociaż podejrzewał, że Pilar to jednak by chciała ten bardziej... normalny. Który rzeczywiście przypieczętuje ich miłość. Który sprawi, że będzie mogła nosić jego nazwisko, a na palcu obrączkę, którą sama dla nich wybrała.

En cada vida y encarnación, te amaré ⋆.ೃ࿔.𖥔 ݁ ˖*:・༄

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: sob cze 27, 2026 10:27 am
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
A miało być tak pięknie…
Ile razy to już przewijało się to zdanie?
Bo nawet teraz, na pięknej, słonecznej plaży, leżącej na prywatnej w y s p i e, która jakiś bogol wynajął, żeby zrobić tu imprezę, coś musiało się wykrzaczyć. Nie mogło być za dobrze, prawda? Za dużo pięknych słów sobie powiedzieli, za dużo szczerości było w ich wyznaniach, żeby los mógł stwierdzić, że da im jeszcze trochę wolnego. Czas na to, żeby on jej odpowiedział, ona się zachwyciła, a potem te pocałunki, które zaczęli z Pilar do połowy zakopana w piasku… żeby one też trwały wiecznie.
Nie trwały nawet dobrych pięciu minut, bo kiedy Noriega w końcu ją wygrzebał, przyciągnął jeszcze bardziej do siebie, a ona usiadła na nim okrakiem, wdzierając się językiem pomiędzy jego gorące usta, wszechświat znowu się z nimi przywitał. Przypomniał o sobie. A może było to jednak to przeznaczenie, które ich dogoniło? Bo kiedy tylko Pilar usłyszała ten znajomy głos, gdzieś za ich plecami…
Nie, kurwa — wiedziała, że to była ona. Była o tym przekonana. Znała ten głos kurwa na pamięć, po tym, jak karlica jeszcze w Meksyku powiedziała jej, że znajdzie swoją matkę. Odkrywała tą scenę przez wiele dni we własnej głowie, dudniło jej to w uszach na porządku dziennym i teraz też jej słowa zabrzmiały gdzieś pod czaszką i przyprawiły o momentalny ból głowy. Madox też nie wyglądał na zadowolonego, biorąc pod uwagę, że podskoczył jak oparzony i przyciągnął ją mocniej do siebie. Całe szczęście Pilar karłów się nie bała, wiec stała dzielnie, z rękami skrzyżowanymi na piersi, jakby była ochroniarzem Noriegi.
Nie masz innych klientów do prześladowania? — spytała w końcu, wtrącając się w tą ich bezsensowną wymianę zdań i pokręciła głową. — My jesteśmy zajęci — bo byli. A ona co? Śledziła ich? No raczej nie, bo pierwsze musiałaby lecieć z nimi do Kanady, a potem tutaj. Tylko w takim razie co? Nie dowiedzieli się, bo Madox już wypaplał, że planowali tutaj wziąć ślub. Pilar od razu zgromiła go wzrokiem, bo już kurwa czuła w gościach, że to nie skończy się dobrze.
Serio? — znowu stanęła, kręcąc głową. — Aleś kurwa wywróżyła. Dowiedziałaś się, że będziemy się hajtać i wywróżyłaś koniec być kawalerem i panną? Nawet nasze psy w Kanadzie by się tego domyśliły — albo pięcioletnie dziecko. Pilar stała kompletnie niezruszona. Zupełnie jak wtedy w Meksyku i tutaj uważała, że karlica była jedną, wielką scammerką. Wróżyła im z rzeczy tak oczywistych, jak to że woda jest niebieska, a gwiazdy świecą w nocy. Madox natomiast wydawał się o wiele bardziej poruszony tymi wielkimi wywodami wróżki. Może to kwestia tego, że ona zjarała zielsko, a on wciął kreskę? Łapali zupełnie inne tripy? Niezależnie od tego, kiedy tylko karlica zarzekła się, że to, że Noriega był diabłem wcale nie znaczyło, że ona pójdzie z nim do piekła, sprawiło, że Stewart wyrwała się do przodu, spoglądając na nią z góry.
Oczywiście, że pójdę — wtrąciła się ostro. — Dokładnie to kurwa znaczy. Że pójdę za nim wszędzie. Nawet do samych czeluści piekła, przybije piątkę Hadesem i zagram w karty z Lucyferem. A ty… — zrobiła krok w jej kierunku. — Nasza mała koleżanko, nic na to nie poradzisz. Bo cokolwiek te twoje karty nie wywróżą, my i tak zrobimy to po swojemu — ale jej nagadała! Aż obejrzała się na Madoxa, uśmiechając delikatnie, no bo chyba był z niej dumny? Za taką przemowę? Niezależenie jednak od tego, czy Madox był czy jednak nie, wróżka lekko się nadąsała (pewnie za tą małą koleżankę) i coś tam pomamrotałą pod nosem. Oby tylko nie była to jakaś klątwa, bo akurat tych mieli już w Toronto od groma.
I kiedy Pilar myślała, że to może już koniec ich przygód z karlicą, że pójdzie sobie obrażona, to zaraz okazało się, że zaczęła ciskać kolejnymi przepowiedniami jak z rękawa. Rodzina się powiększy. No ta Pilar na pewno, biorąc pod uwagę, że cała jej rodzina liczyła sobie tylko ją. Gorzej już być nie mogło. Miłość dużo przeszła i przejdzie jeszcze więcej. No raczej. Żadne z nich nie rozważało żadnego innego scenariusza i nawet chyba nie chcieli próbować, bo przecież doskonale zdawali sobie psrawę, co czekało na nich w Kanadzie.
To wszystko? — spytała poirytowana, kiedy kobieta nie przestawała nawijać. Serio już miała tego dość. Męczyła ją ta kobieta. Tylko wtedy, jakby już i ta nie zmarnowali z nią kolejnego pół godziny na gadaniu, Madox wypalił o ślubie astralnym. ŚLUBIE ASTRALNYM KURWA. Aż podskoczyła i spojrzała na niego z szeroko otwartymi oczami. No czy ten człowiek ocipiał? Przecież wiadomo, że ta wariatka…
Mogę wam udzielić.
No oczywiście, że mogła. Oczywiście kurwa, że nie mogło być po ich, tylko jakiś karzeł będzie im teraz udzielał ślubu. Na piachu. Otworzyła usta, żeby powiedzieć, żeby baba spierdalała, bo przecież nawet nie mieli tu obrączek, ale wtedy wtrącił się Noriega i jasno powiedział, że on takiego ślubu od niej wcale nie chce.
No, słyszysz go? Nie chcemy — zawtórowała swojemu narzeczonemu, kręcąc głową. Tylko oczywiście baba wcale nie odpuszczała i już zaczęła, że ktoś taki jak Madox… a Madox to na to zapodał jej taki elaborat, że serce Stewart aż zabiło sto razy szybciej! Wyrwała się do niego i nawet nim porządnie skończył, nim jasno podkreślił, jak to przy niej był zawsze prawdziwy, ona już zawiesiła mu się na szyi i wpiła w jego usta. Mocno i agresywnie, na oczach tej wariatki-karlicy, kompletnie się nią nie przejmując, ani żadnym z tych ślubów. Liczył się tylko on. A kiedy się od niego oderwała, to chciała mu powiedzieć, jak piękna była ta jego przemowa o różnych życiach, tylko on już pytał jej co ona chciała.
Nie wiem, nie… — bo to chyba była właściwa odpowiedź. Docisnęła mocniej palce do jego klatki piersiowej. — Bo po chuj nam taki ślub?
Bo wasze aury już się trzymają za ręce!!! — krzyknęła gdzieś z parkietu, a oni spojrzeli na nią w dół. Stała już przy nich i szczypała ich po udach. — Nie rozumiecie? Musicie połączyć te dusze ze sobą. Widziałam znak! Ten no, dwa gołębie przeleciały tyłem, a potem kichnęłam. No przecież wszechświat wyraźnie mówi, że razem z normalnym ślubem musicie też wziąć ten astralny, właśnie żeby te wasze dusze mogły spotkać się w innych wcialeniach. Nie chcecie tego? — spojrzała na Pilar. — Nie chcesz spotkać go w każdym innym życiu? — chciała. Kurewsko chciała. Nikogo innego nie chciała na swojej drodze tylko jego, czy to faktycznie tak działało? Autentycznie zaczęła się zastanawiać. Rozważać.. Gdzie jeszcze chwile temu przecież zdecydowali, że nie.
A jak wygląda taki ślub astralny? — spytała, a wróżka od razu się wyprostowała. To była jej szansa.
Nooo jak to jak. Pierwsze przygotowanie, czyli trzeba oczyścić przestrzeń, dwie świece minimum, kadzidło i cisza wraz z intencjami, potem wejście w stan zmienionej świadomości czyli medytacja w akompaniamencie dźwięków tybetańskich, potem spotkanie waszych dusz, będziemy to wizualizować, a potem już z górki czyli ślubowanie i zamknięcie umysłu — wyszczerzyła się, opisując to wszystko, cała zadowolona, Stewart tylko zamrugała cała zmieszana.
I co? Ty masz te wszystkie kadzidła i świeczki przy sobie? — dopytała, przyglądając się kobiecie, bo jak ona jej, to nie wyglądała, jakby miała przy sobie nawet torebusię.
No nie mam — wzruszyła ramionami i zaraz podrapała się po głowie. — Ale mogę mieć! — no to z czym ona kurwa do nich przychodziła? Wciskała im jakiś ślub na połączenie dusz, mówiła że ich duchy trzymają się za ręce, a potem okazywało się, że nie ma nawet narzędzi przy sobie, żeby odprawić ten cały rytuałał?
Ale na kiedy ty to możesz mieć? — Stewart aż pokręciła głową i westchnęła głośno, bo kobieta już zaczęła nawijać jak to ważne, żeby oni chronili swoją miłość też duchowo. — Dobra, kurwa. Zrobimy inaczej — rozłożyła ręce, by ją uciszyć, a karlica jak i pewnie Madox wbili w nią spojrzenie. — Skoro mówisz, że to wszystko co z nami i z tobą to jakieś jedno wielkie przeznaczenie… przekonajmy się. Nie wiesz o której ani finalnie gdzie weźmiemy dzisiaj ślub. Jeśli faktycznie się tam pojawisz z tymi swoimi… przyrządami, zrobimy to — skinęła głową, wzroku nawet na moment nie ściągając z kobiety. — Udzielisz nam ślubu astralnego. Nawet ci za niego zapłacimy. Nawet kurwa możesz być naszym światkiem na tym ślubie — wszystko, co będzie chciała, bo wtedy to już serio będzie znak od losu. — To jak bedzie?

Adivino enano a la ofensiva

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: sob cze 27, 2026 1:28 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
To by było chyba zbyt piękne, gdyby oni rzeczywiście mogli spędzić dzisiaj trochę czasu faktycznie we dwoje. Już od samego początku nie mieli okazji, bo jak nie pojawiła się ich dawna znajoma Karen i jeszcze na dokładkę była Madoxa Dolly, to potem Theresa z jej mężem i dzieckiem. Później cała jachtowa ekipa, która teraz bawiła się gdzieś w najlepsze, dzieciaki z łopatą i jeszcze na dokładkę... Jako wisienka na torcie ich dzisiejszego szalonego dnia - wróżka karlica.
Madox aż podskoczył, bo przecież on nie lubił karłów, może się ich nie bał (bał się), ale powodowały w nim jakiś dziwny dyskomfort, dlatego zaraz cofnął się za swoją narzeczoną, kiedy ona bojowo krzyżowała ręce na piersi. Jego wojowniczka.
On ją chciał zawsze przed wszystkim bronić własną piersią, a ona... broniła go przed niziołkami i igłami, bo przecież raz przyjęła na siebie wariatkę uzbrojoną w igłę, dla niego.
- Właściwie to tak, która to już godzina, zaraz nam statek odpłynie - Madox jeszcze dodał, kiedy Pilar powiedziała, że oni są zajęci, ale nawet nie miał zegarka, bo nie chciał go zamoczyć i ubrudzić, bo był nowy, piękny, pasował mu do jego koszul... i charakteru zresztą też.
Już zacisnął palce na ręce swojej narzeczonej i chciał ją pociągnąć na bok, tylko co?
No oczywiście, że wygadał się o ślubie, bo on akurat wszystkim mógł się tym chwalić, już przecież napisał o tym Gabie, Wiliamowi, Richiemu, o Ericowi jeszcze miał, ale to może jak Pilar jednak się zgodzi i nic się nie wypierdoli po drodze.
Bo mimo, że oni byli na tym swoim ślubnym wyjeździe i chcieli to zrobić. Kurewsko chciał, nic innego na świecie tak nie chciał, jak to, żeby Pilar została jego żoną. To biorąc pod uwagę to, ile rzeczy się już wydarzyło, najpierw te turbulencje w samolocie, potem człowiek za burtą, a teraz jeszcze... karlica na plaży, to nigdy nic nie wiadomo.
Parsknął śmiechem, kiedy Stewart powiedziała, że ich psy by się tego domyśliły - Sombra to na pewno - pokiwał głową. Ale prawda była taka, że Madox potem myślał wiele razy o tej wróżbie, bo ona im się niepokojąco sprawdzała. A zresztą... On też wierzył ostatnio przecież w tą klątwę, którą nałożyła na jego rodzinę babka Carmen Sandiego. Może powinien kiedyś o tym opowiedzieć Pilar?
Tylko przecież on znał jej podejście.
I wiedział też, że Pilar pójdzie z nim wszędzie, do samych czeluści piekieł nawet, na co zaraz się uśmiechnął i już sięgał do niej ręką, żeby przesunąć wytatuowanymi palcami po jej ramieniu.
- Ograłabyś go - wtrącił i też popatrzył z góry... Z bardzo góry, na karzełkę. A palcami już sięgnął do dłoni swojej narzeczonej, którą zaraz opierał sobie na przedramieniu, którą przesunął po swoim rozgrzanym brzuchu. Oczywiście, że był z niej dumny, on uwielbiał w Pilar to, że nie dała sobie wejść na głowę, każdemu mogła przygadać, czy był dwumetrowym karkiem z ochrony, czy metrową? wróżką.
Tak jak Madox... Tylko on to zupełnie inaczej, bo on każdemu mógł wszystko wypaplać. Niby osiem lat robił pod przykrywką, a czasami sprzedał się w pół minuty.
Jak z tym ślubem astralnym, i chyba do niego dotarło dopiero, jak Pilar spojrzała na niego tymi wielkimi, pięknymi oczami. Sorry rzucił bezgłośnie, ale zaraz zreflektował się nawijając, że on nie chce tego ślubu, a jak jego narzeczona się z nim zgodziła, to skinął głową.
Szkoda tylko, że to tak nie działało, w ich przypadku praktycznie nigdy, że wystarczyło coś powiedzieć, żeby tak było. Jak oni tak rzadko dostawali to, co chcieli, musieli o to wiecznie walczyć. I o ten dzisiejszy ślub po ich też chyba musieli. Chociaż Madox później wygłosił swoją przemowę, on to jednak był dobry w tych przemówieniach, może naprawdę powinien zostać guru jakiejś sekty, tak pięknie gadał o tym połączeniu dusz.
A jak Pilar przypieczętowała to wszystko ognistym pocałunkiem, takim, który sprawił, że oni znowu na tej plaży byli... jakby sami. Jakby nic innego się nie liczyło, tylko jej gorące, pełne usta, na tych jego. Jego wytatuowane palce błądzące po jej plecach, haczące o materiał jej kusego bikini. A potem jego skroń oparta o jej czoło, kiedy pytał ją czego chciała. Skinął głową, na to nie, zgadzając się z nią, tylko wróżka znowu zaczęła nawijać. A Madox aż strzelił oczami w bezchmurne niebo.
- Ta kurwa, aury trzymają się za ręce, aury mają ręce? - spojrzał na dół i znowu się schował za Pilar, jak mini czarownica szarpała za materiał jego spodenek. Kiedy nawijała mu o tych znakach, to Madox ściągnął usta w wąską linię patrząc na nią podejrzliwie - jak dwa gołębie leciały tyłem? I też trzymały się może za ręce, a na koniec zatańczyły salsę? - pokręcił głową, bo przecież co ona pierdoliła. Tylko, że ta wiedźma okazała się w tym nawet dobra, bo zaraz jeszcze nawijała, że no jak to, to oni nie chcą się spotkać w innym życiu - moja dusza zawsze ją znajdzie... - jeszcze pięknie wtrącił Madox i już nawet miał niziołce pokazać środkowy palec, ale Pilar zapytała jak taki ślub astralny wygląda. Teraz to on spojrzał na nią spod byka. Bo mieli się z tego wykręcić, a nie wkręcić. Ale oni to byli jak dzieci, wystarczyło rzucić im jakieś odpowiednie motywacje i przecież gotowi byli w to wejść. Bo jakby wróżka jemu powiedziała, że ktoś taki jak on tego nie zrobi, to on by zrobił, jej na przekór. A Pilar…
Ją bardziej przekonywało, że chciała go spotkać w każdym, innym życiu, aż Madox znowu ja do siebie pociągnął, opierając gorący, upiaszczony tors o jej plecy.
Słuchał czarownicy, jak to by miało wyglądać, ale zaraz zerknął na Pilar.
- Brzmi jak coś kurewsko nudnego, jakieś medytowanie i wizualizowanie - znowu wywrócił oczami, tylko, że jego narzeczona pytała karzełkę, czy ona to wszystko ma, Noriega też spuścił na nią spojrzenie, nic nie miała. Ale zaraz okazało się, że może wszystko mieć. Madox znowu chciał się wycofać, ale wróżka cały czas nadawała jakie to ważne, a potem jeszcze dorzuciła coś, że jak tego nie zrobią, to może na nich spaść klątwa, bo nie można lekceważyć tak silnego przeznaczenia. Znowu klątwa...
Noriega może nawet zgodziłby się już dla świętego spokoju, ale wtedy Pilar rozłożyła ramiona i zaraz wyjaśniła jak ona to widzi. Madox skinął głową, a zaraz karlica również.
- Dobra! Ale jak przeznaczenie nas do siebie zaprowadzi, to płacicie podwójnie - uśmiechnęła się chytrze, a Madox przewrócił oczami, ale zaraz się zgodził.
- Okej, ale weź jakieś dobre kadzidła - dodał. Ale już w końcu mógł Pilar pociągnąć za sobą gdzieś w kierunku molo, bo chyba powinni się trochę opłukać z tego piachu, który mieli wszędzie. Po drodze jeszcze obejrzał się na karlicę, ale... jej już nie było, trochę przerażające.
- Pilar… ale wygadaliśmy jej, że bierzemy ten ślub na Klifie Diabła, myślisz, że tam pojedzie i będzie na nas koczować? - odwrócił się do Stewart idąc po piachu tyłem, ale nie puścił jej ręki - jak myślisz ile taki ślub kosztuje? Bo jak więcej niż stówę, to się wkurwię, w Vegas chcieli nam z Williamem dać za darmo, ale się nie zgodziłem, bo powiedziałem, że moja dusza i tak już jest sprzedana... - wyrównał z nią krok i trącił jej biodro swoim - tobie... - no tak, bo jeśli chodzi o Madoxa, to można by pomyśleć, że jakiemuś Diabłu. A tu jednak... Diablicy.

Mi alma te encontrará en cada encarnación ⋆⭒˚.⋆🪐 ⋆⭒˚.⋆

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: sob cze 27, 2026 4:27 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Nie mogło być normalnie.
Oni nie należeli do ludzi, którzy mogli po prostu zakopać się w piasku i przesiedzieć w nim trzy godziny. U nich wiecznie coś musiało się dziać. Wypierdalać po drodze, czasami do tego stopnia, że kompletnie krzyżowało im to plany. I pojawienie się wróżki karlicy prawie to zrobiło. Kiedy nawijała im o ślubie astralnym i tym, jak nie nie powinni tego ignorować, bo wielkie duchy będą chciały się zemścić i ich dopaść. Serio? A kto kuwa nie chciał? Przecież oni wiecznie ze wszystkimi walczyli, bronili się, przeskakiwali nawet te największe przeszkody rzucane prosto pod nogi przez los. Mogło być gorzej? Chyba tylko, jeśli musieliby to wszystko robić osobno, ale ta opcja akurat kompletnie nie wchodziła w grę. Bo oni już od dłuższego czasu szli ramię w ramię. Dotrzymywali sobie kroku i nie zostawiali się, kiedy robiło się niewygodnie.
Byli zgranym duetem.
I teraz również jednogłośnie ustalili, że nie będą brać w tym momencie żadnych ślubów od jakiejś jebniętej, niskorosłej baby, która nawet nie miała do tego przyrządów. To po co w ogóle męczyła im tyłki, skoro była kompletnie nieprzygotowana? Gdyby powiedzieli okej, to co by zrobiła? No chyba, że była wiedźmą do tego stopnia, że zaraz z kieszeni kolorowych spodenek, która miała na sobie wyciągnęłaby kadzidło, świece i jeszcze tybetańskich mnichów, którzy wygraliby im odpowiednią do osiągnięcia stanu zen melodie. Chociaż wtedy to chyba nawet Pilar zaczęłaby się jej bać. Ale nie bała. Szczególnie, że wróżka powiedziała, że za ślub skasuje sobie podwójnie. Od razu było widać, że pewnie chciała zakosić od nich hajs i tyle.
Pilar skinęła głową, przystając na jej warunki, jednak nim zdążyła cokolowiek powiedzieć, Noriega już szarpał ją za rękę w kierunku mola i tłumu tańczącego pod niewielką DJką A gdy sie odwrócili… jej faktycznie nie było. Cóż, może po prostu była na tyle malutka, że schowała się za jakimś kamieniem. No chyba, że…
Ty, a jak ona wpadła do dziury w piachu? – rzuciła, oczywiście się trochę przejmując. W końcu karlica była malutka, a dziury po nich… wielkie. Jej to by nawet główka nie wystawała, ale z drugiej strony, czy to był ich problem? Trzeba było patrzeć pod nogi. Poza tym, jak sie zakopie, to przynajmniej ich nie zaczepi później. Chociaż akurat Stewart uważała, że kobieta i tak tego nie zrobi. Nawet jeśli wygadali jej, że biorąc ślub na Klifie Diabła.
Wygadaliśmy? – spojrzała na niego gniewnie. – Chyba ty! – i zaraz doskoczyła bliżej niego, żeby zdzielić go po ramieniu. – Jeszcze pin do karty jej trzeba było podać – czy on właśnie dostawał zjebkę za swój niewyparzone język? Otóż tak, ale przecież Madox zawsze powtarzał, że lubił, kiedy sie tak na niego pruła i była całą gniewna. No to mógł się napatrzeć. Ale co w końcu z karlicą? – No to nie wiem, weźmiemy go gdzieś indziej – proste? Proste. A przynajmniej dla niej. Przecież oni wiecznie zmieniali plany, skoro nie na klifie to mogli to zrobić w każdym innym miejscu, nawet w kościele, czy przy śmietniku, jej to było kompletnie obojętne. Uniosła wyżej brwi, gdy Noriega tak zaczął nawijać o tym ile to mogło kosztować i że miał nadzieje, że mniej niż stówkę.
Aż tak ci żal na swoją przyszłą żonę? – zaczepiła go, szarpiąc go do siebie. Oczywiście wiedziała, że nie. Nigdy mu niczego nie było dla niej szkoda, biorąc chociażby pod uwagę prezent zaręczynowy, ale to nie znaczyło, że nie mogła się z nim podroczyć. – Damn, to nawet nie będę ci mówić, ile poszło na obrączki – zaśmiała się, bo kurwa, jak Noriega nie chciał stówki wyłożyć na ślub, to Pilar… zdecydowanie przepłaciła na pierścionki. Ale z drugiej strony, jak kurwa często się będą hajtać? No ona miała nadzieje, że to będzie sytuacja jedna w życiu i potem będą to tylko pielęgnować, no to trzeba sie było wykosztować. Może nie kosztowały tyle co Jaguar, ale… poszło na to dość sporo jej oszczędności. Jej akurat nie było szkoda ani grosza. I tak za mieszkanie płaciła co miesiąc mniej, bo Madox nikt nie chciał, ona kazała mu ją kasować, a on podawał jej tak kurwa niskie kwoty, że ledwo szło sobie za to zjeść na mieście, to chociaż tyle mogła dla nich zrobić. Poza tym, te co finalnie wzięła, na zamówienie ekspresowe były jedyne w swoim rodzaju.
Ile mamy jeszcze czasu? – spytała, łapiąc za jego nadgarstek, chcąc zobaczyć godzinę na zegarku, który mu dała. – Może zdążymy jeszcze zatańczy… a, nie masz zegarka? – szkoda że on nawet nie miał go na sobie. Może miało to jakiś sens, biorąc pod uwagę, że mógł mu się zniszczyć. Sięgnęła więc do swojej torebki, której… – Kurwa – rzuciła, łapiąc się za biodro i jakby nagle dopiero ogarniajać, że sukienka i torebka pewnie musiały zostac na plazy, w miejscu, w którym się zakopywali. – Moje rzeczy – szarpnęła go z powrotem na plaże, jednak kiedy dobiegli do miejsca, w którym były tylko ślady po dziurach w piachu, po Pilar rzeczach nie było ani widu ani słychu. Nic. Nawet butelki rumu nie było, która przecież jeszcze dwadzieścia minut temu tu stała. Stewart rozejrzała się nerwowo dookoła. Kilka ludzi kręciło się w okolicy, obok przebiegał ktoś w kapturze, jeszcze kawałek dalej jakieś dziecko kucało dziwnie przy kamieniu… No przecież to mogło być wszędzie. Ale może z fartem Noriegi i tym jego naturalnym przeczuciem, chociaż zaczną poszukiwania od dobrego miejsca? A czasu pewnie nie mieli za dużo, bo na samo zakopowyanie i siedzeniu w piachu zeszła im z godzina, a potem jeszcze pół z karlicą.

:pilar2:

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: sob cze 27, 2026 9:29 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Oni by się w tym piasku zanudzili przez trzy godziny. Piętnastu minut by nie usiedzieli, bo po pierwsze nie mogli by się dotykać, po drugie całować, a po trzecie zaraz by pewnie doszli do wniosku, że jest to po prostu nieciekawe, kiedy oni mogli robić sto innych rzeczy na raz.
Ale trzeba przyznać, że Madox był zadowolony, że mógł zakopać Pilar w piachu, i już mu nie powie, że jej obiecywał, obiecywał i co?
I faktycznie to zrobili.
A potem prawie wzięli astralny ślub, bo pewnie jakby karzełka pocisnęła ich jeszcze trochę, to oni by się w końcu na to zgodzili, dla świętego spokoju, bo kto, jak kto, ale akurat ta dwójka wcale nie była cierpliwa. I te medytacje też pewnie by im nie wyszły, nie ma się co oszukiwać.
Madox to nawet nie pomyślał o ich, a właściwie Pilar, rzeczach, kiedy ciągnął ją w kierunku molo, bo tak już chciał się oddalić od tej wróżki karlicy. Tylko zanim dotarli na deski koło DJki, gdzie w najlepsze bawiła się ich ekipa, to Stewart zagadała, że co jeśli karzełka wpadła do dołu. Madox się zatrzymał i obejrzał w tamtym kierunku.
- Jak tam wpadła to ma przejebane, ale nie chce mi się tego sprawdzać - jęknął i już chciał sięgnąć do Pilar, żeby przyciągnąć ją do siebie, ale ona doskoczyła do niego pierwsza, a zaraz jeszcze walnęła go w ramię, w to, które go bolało - nawet ty nie znasz mojego pinu do karty - zaczepił ją i jakoś tak się odwrócił, żeby tą drugą ręką, zdrową, szarpnąć ją do siebie, tak, że znowu wylądowała na jego klacie - a ja po prostu mam coś takiego, że jak się czymś jaram, to wszystkim to mówię, na przykład o naszym ślubie napisałem już Williamowi, Riczowi i Gabie - wyznał jej, ale coś w tym było. Tak samo jak Pilar nie pozwoliła mu rozpowiadać o zaręczynach, a ona zaraz powiedział wszystkim, przyjaciołom, w klubie, gangusom i babie z warzywniaka. Taki był Madox, czasem klepał co popadnie i komu popadnie, tak jak tej karlicy.
Oczywiście, że Noriega lubił kiedy jego narzeczona była gniewna i się do niego pruła, tylko, że... ona się nad nim wytrząsa, a on się do niej łasi, i jaki tu jest sens zjebki? - A gdzie? - zapytał od razu odnośnie tego, że ślub wezmą gdzieś indziej - na łodzi może? Albo może na plaży? Albo nie wiem, w jakiejś kapliczce na wzgórzu? - proszę jakie Madox miał romantyczne propozycje, aż niewiarygodne biorąc pod uwagę ich oświadczyny przy obsranych przez psa gaciach, śmietniku, albo w domu, do którego się włamali. I dzisiaj jakby on miał składać tą przysięgę, nawet przy śmietniku, to ani chwili by się nie zastanowił. Chociaż wczoraj jeszcze mówił Pilar, że chciałby, żeby to był najpiękniejszy dzień w jej życiu. Chciałby.
Ale czy ten kiedy finalnie się zaręczyli nie był?
Był pojebany, ale czy to w czymś przeszkadzało?
Zaraz się okazało, że Madoxowi jednak przeszkadzało, że ślub mógł kosztować więcej niż stówę. Chociaż na słowa Pilar zaraz strzelał oczami - stówkę to jeszcze na nią dam, ale dwie już mi szkoda - poklepał ją po pośladku. Oczywiście, że się z nią droczył, bo wszystko by jej oddał, każdą swoją torbę z hajsem, i te dwa miliony, które zarobił w zeszłym roku jego klub. Ostatnią koszulę, a w jego koszulach wyglądała zajebiście, i wszystko, co tylko by chciała. Kiedy szarpnęła go do siebie, to spojrzał na nią z góry - powiedz mi ile, po prostu ci to zwrócę, a zresztą... Po ślubie to wszystko co moje, będzie też twoje - co Madoxa nawet cieszyło, bo przecież on chciałby, żeby gdyby jemu się coś stało, oby nie, to dziedziczyła po nim właśnie Pilar. A zresztą to ten ślub działał też na ich korzyść, gdyby wylądował w szpitalu, to już jako jego żona mogłaby go legalnie odwiedzić.
Chociaż Madox teraz nie zakładał w ogóle jakiś czarnych scenariuszy... Starał się, przynajmniej nie tutaj w Rio, ale prawda jest taka, że przecież w interes wpierdalał mu się Luna, a on nawet jeszcze nie zdążył o tym powiedzieć Pilar.
Nie mógł też jej powiedzieć ile jeszcze mają czasu, bo nie miał zegarka i zaraz na jej pytanie kręcił głową - oszalałaś? Żeby mi tam weszły między kamienie ziarenka piasku? Albo jeszcze by zaparował od wody... To nie jest byle jaki zegarek... może jeszcze by jej nawijał dłużej o wyjątkowości jego nowego zegarka, ale wtedy Pilar rzuciła to soczyste kurwa, które czasem z jej ust brzmiało jak najpiękniejszy komplement. Ale widział w jej oczach, że coś jest nie tak, tylko dopiero połapał się co, kiedy Stewart mu to powiedziała. Wyrwał się pierwszy w tamtym kierunku, tylko koło dołu już nic nie było - kurwa moje okulary od Prady, siedem stów za nie dałem, na promocji - no tak... Bo teraz oksy Madoxa były najważniejsze... Złapał więcej powietrza w płuca, bo przecież tam też miał portfel, dokumenty, no i telefon. Ciekawe czy Pilar swoje miała w torebce, czy przezornie zostawiła je w domu, w bagażu na przykład. Nawet miał jej o to zapytać, ale zamiast tego to on już się przeszedł do tej grupki ludzi, która stała niedaleko i pytał ich, czy nie widzieli tutaj kogoś, bo zostawili rzeczy, ale oczywiście nikt nic nie widział, bo oni byli zajęci sobą. W zasadzie nic dziwnego, w kółku też krążył blant i butelka z wódką, z której Pilar i Madox dostali po machu, a potem jeszcze po buszku skręta, a co.
Dziecko wstało od kamienia i okazało się, że ma w rękach coś, co przypominało uschnięty bobek, na co zaraz rzuciła się do niego jego matka, z czym ty się bawisz Lotte na ustach. Dziewczynka zaczęła płakać, ale puściło swoją zdobycz. Gościu w kapturze go zdjął i stwierdził, że kurewsko mu gorąco, a ich rzeczy nigdzie nie było. Madox jeszcze raz się rozejrzał, a zaraz stanął obok Pilar - najgorzej te dokumenty... Ale czekaj, mam pomysł, no bo to jakaś prywatna impreza nie? Sami bogole, czy coś... - znowu zacisnął palce na ręce Pilar i pociągnął ją w kierunku DJki, gdzie bawiło się sporo osób - poproszę laski, żeby może zapytała o to przez mikrofon, co? Może ktoś to znalazł i gdzieś oddał... - mogło tak być w końcu ludzie tutaj po prostu świetnie się bawili, chociaż karlica na przykład szukała jakiejś okazji. Gorzej jak to ona im zabrała, ale może nie.
Noriega przecisnął się przez tłum, który poruszał się w jednym rytmie do prowizorycznej sceny, podwyższenia, na którym stała konsola, a za nią DJka z kolorowymi warkoczykami, z ramionami pokrytymi tatuażami. Madox od razu do niej pomachał, ale dziewczyna odwróciła się w drugim kierunku. A Noriega co? No ruszył się też w tamtą stronę, a zaraz opierał się o konsolę.
- Nie będę nic puszczać, to mój czas, gram to co mnie buja - rzuciła laska i tym razem wbiła w niego intensywnie zielone spojrzenie mierząc go wzrokiem - nie podoba się? - dopytała jeszcze, a Madox pokręcił głową.
- Zajebiście się podoba, ale nie o to mi chodzi... - zaczął, ale dziewczyna mu się wcięła.
- Jak chcesz mi postawić drinka, to jak zejdę - powiedziała pewna siebie, a on znowu pokręcił głową.
- Nie chcę... - i znowu nie dokończył, bo ona mu przerywała przekrzykując muzykę, darli się tam jak jacyś pojebani.
- Nie podobam ci się? - zbiła go trochę z tropu i teraz Madox zmierzył ją wzrokiem, była nawet ładna, kolorowa, rzucała się w oczy.
- Podobają mi się twoje tatuaże... Ale kurwa nie o to chodzi... - już pochylił się nad konsolą bliżej, ale ona też.
- To postaw mi drinka - rzuciła bezczelnie, a Noriega się skrzywił, da mu dokończyć, czy kurwa nie da?
- Dobra, ale słuchaj mnie - wreszcie spojrzała na niego i pozwoliła mu się wysłowić - zgubiłem swoje rzeczy, mogłabyś zapytać przez mikrofon, czy nikt ich nie znalazł? - zapytał, a laska wywróciła oczami.
- Zgubiłeś rzeczy? Chujowy tekst na podryw - mruknęła.
- Nie pod... Zapytasz czy nie? - do Madoxa chyba dotarło, że ta rozmowa mogłaby trwać i trwać, on by powiedział, że jej nie podrywa, a ona zapytała czy mu się nie podoba, a on by powiedział, że podobają mu się jej oczy tym razem na przykład.
Ale na szczęście skinęła głową i teraz ona pochyliła się do przodu eksponują biust ukryty pod skąpym bikini i siateczkowym topem - dobra, a co to za rzeczy? - zapytała. A Madox zaraz zaczął jej wszystko tłumaczyć.
- Mój portfel, czarny, z dokumentami, ale też sukienka i torebka mojej narzeczonej, no i okulary od... - nie dokończył jakie, bo laska już znowu się odezwała.
- Masz narzeczoną? Która to? - wyjrzała zza niego w kierunku podestu, na którym tańczyli ludzie, a Madox pokazał jej Pilar - ładna - stwierdziła i nawet się do niej uśmiechnęła i pomachała - to zapytam między kawałkami, ale zapytajcie jeszcze w barze, bo tam mają jakieś zgubione-znalezione, powołaj się na Laylę - poradziła mu jeszcze, a kiedy Madox miał się wycofać do swojej narzeczonej to rzuciła jeszcze za nim - ale drinka i tak mi wisisz... kończę za piętnaście minut - puściła mu oczko, a Madox obejrzał się na nią przez ramię.
- Jak znajdę portfel - odpowiedział, a laska znowu się uśmiechnęła.
- Jak nie, to ja wam postawię - Noriega wycofał się do Pilar i zaraz w nią wpadł tak, że musiał przytrzymać ją przy sobie, oczywiście, że specjalnie.
- Zapyta, ale podobno w barze mają jakieś zgubione-znalezione, może tam spróbujmy? - ciekawe tylko ile oni jeszcze mieli czasu, bo Madoxowi się wydawało, że coraz mniej, chociaż nie miał nawet zegarka.

¿Quizás deberíamos revisar la oficina de objetos perdidos? ˚˖𓍢ִ໋❀

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: sob cze 27, 2026 11:19 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Czy oni kiedykolwiek gdzieś pojadą bez gubienia rzeczy?
Pewnie nie, bo to już leżało w ich naturze. Nieuwaga, która powodowała, że kiedy za bardzo fiskowali się na swoim punkcie, kompletnie nie zauważali świata dookoła. Rzucali rzeczami na lewo i prawo, niczym się nie przejmując. Jak nie telefonem, to portfelem, to jakimiś ciuchami – cokolwiek dało się zgubić, oni to zrobili. Aż dziwne, że siebie jeszcze w tym wszystkim nie zgubili, bo to dopiero byłoby smutne. Chociaż brak torebki też był, biorąc pod uwagę, że znajdowały się tam zajebiście ważne rzeczy, jak chociażby ich telefony, dokumenty Madoxa, bo Pilar swoich nie wzięła na plaże, no i oczywiście nieszczęsne okularki od Prady, o które po chwili jej jojczał.
Jak na kogoś, kto ma kasy jak lodu, strasznie przeżywasz swoje wydatki – zauważyła, kiedy już kierowali się w stronę grupki ludzi siedzących na piasku i palących blanty. Oczywiście nie oceniała go za to, jednak akurat pod tym względem dość mocno się różnili. Pilar praktycznie do niczego nie przywiązywała uwagi, wydawała pieniądze, kiedy miała ochotę, jak chociażby kolosalne kwoty na pierścionki i nie przejmowała się zjebanym zegarkiem, czy jakąś tam biżuterią za którą dałą trochę więcej siana. Pewnie wywodziło się to z faktu, że tak do osiemnastego roku życia ona nie miała nic swojego. Wszystko albo należało do ośrodka, w którym się wychowała albo było wspólne, czyli każde dziecko mogło się częstować, ile tylko chciało.
Gdy w końcu znaleźli się w kręgu na plaży, Pilar od razu wyrwałą zapytać się grupki, czy nie widzieli ich rzeczy, ale nic podobnego nie miało miejsca. Również ściągnęła kilka buchów i rozejrzała się plaży. Nie widziała nikogo, kto mógłby potencjalnie okazać się złodziejem torebki, ale za to Madox miał już plan. Stewart uniosła spojrzenie w stronę DJki, a zaraz potem skinęła w jego stronę, że może nawet nie był to najgorszy pomysł. Biorąc pod uwagę, że była to prywatna impreza dla bogoli, raczej mało kto chciałby ukraść niemarkową torebkę, która pewnie kosztowała jakieś dwadzieścia dolców i telefony, do których nawet nie znało się kodu (chociaż ten Madoxa był pewnie tak skomplikowany jak 1234 albo cztery zera). Szybciej kupiliby sobie nowy.
Dobra idź, a ja się jeszcze rozejrze – zgodziła się z nim bez większych dyskusji i kiedy Noriega ruszył do dziewczyny za konsolą, Pilar zaczęła przeciskać się przez tłum, obserwując, co ludzie mieli na ramionach. Nigdzie jednak nie było widać jej zguby. Zerknęła w strone Noriegi – dyskutował żywo o czymś z kobietą i chwała kurwa Bogu, że Pilar nie słyszała o czym, bo skończyłoby się to źle. Dla tej kobiety oczywiście. Pomachała tylko w jego stronę, gdy wskazał na nią palcem, a potem przeszła do strefy leżaków. Pochodziła trochę po ludziach i popytała, ale również nic. Miała nadzieje, że chociaż Noriega załatwił coś konkretnego. Jak się po chwili okazało: wcale. Chociaż ten bar, to również była jakaś wskazówka.
Dobra, spróbujmy – wzruszyła ramionami, bo lepszej opcji i tak nie było. Problem w tym, że kolejka przy barze wciąż była jakaś kosmicznie długa. – Nie no kurwa, tym razem nie będę czekać – wyrwała się pierwsza, idąc wzdłuż tłumu i skanując oczami ludzi, łudziła się, że może ktoś z ich ekipy będzie akurat stał i może uda im się do niego wbić, jednak na marne. Już miała rozważać wbicie się na chama pod samą ladę z jakąś dramatyczną historią, ale wtedy jakiś wysoki chłopak, który stał prawie przy samym początku się do niej uśmiechnął.
Mogę się do ciebie wbić? – zapytała cichutko, prawie niemo, żeby ludzie z kolejki się nie oburzyli, a on skinął głową i wystawił do niej rękę. Ujęła ją delikatnie, a chłopak dosłownie wciągnął ją w swoje ramiona.
Tylko jak postawisz mi drinka – rzucił zadowolony, wbijając w nią błękitne spojrzenie. Znała już ten typ i przerażająco podobny był jej do Galena. Nawet włosy miał podobnie ułożone, chociaż akurat Wyatt różnił się tym, że pewnie złapałby ją delikatnie i zrobił jej miejsce obok siebie. W końcu był gentelmanem. No prawie zawsze, bo nie można zapomnieć o tym jednym razie na sali treningowej, gdzie wyszedł z niego prawdziwy zwierzak i szedł po Pilar jak po swoje. – Emanuel – przedstawił się, uśmiechając szeroko i wciąż trzymając Stewart za dłoń.
Fajnie. A ja–
Piękna – wtrącił się jej, nim zdążyła się chociażby przedstawić, czym kompletnie zbił ją z tropu. Oczywiście komplement ładny, więc zaśmiała się pod nosem, ale zaraz i tak kontynuowała.
Pilar – poprawiła go, wstrząsając ręką. – A tam jest mój… – już chciała przedstawić swojego narzeczonego, ale Emanuel już patrzył nad jej głową, jak sie okazało na Madoxa.
Ej stary, kolejka jest – rzucił lekko oburzony. – Panienka też już zaklepana, więc lepiej znajdź sobie własną – dodał i już chciał złapać Pilar za ramię, ale ona jednym zwinnym ruchem strząsnęła sobie jego dłoń i od razu wygięła mu nadgarstek.
Właściwie to panienka jest jego przyszłą żoną – wyjaśniła od razu. – I tobą wcale nie zainteresowana… – już była gotowa mu powiedzieć co myślała o tym jego roszczeniowym zachowaniu, oczywiście z uśmiechem na ustach, ale wtedy osoba przed nimi już została obsłużona, więc Pilar doskoczyła do lady, zostawiajać chłopaków samych za plecami. Pewnie głupi pomysł, ale w końcu grali tutaj z czasem.
Uśmiechnęła się szeroko do kobiety za barem i zaraz wyjaśniła o co chodziło i czego szukali. Ona od razu wskazała miejsce tuż za budką, gdzie znajdowała się skrzynia z rzeczami znalezionymi i poleciała tam poszukać. Pilar tylko machnęła na Noriegę, niepewna, czy w ogóle za nią poszedł, ale po przegrzebaniu całego pudła i tak okazało się, że torebki wcale tam nie było.
Kurwa.

:pilar2: