bajo el cielo de río, contigo siempre ❤︎
: czw cze 25, 2026 8:07 pm
trigger warning
przekleństwaNie no, Madox ich wszystkich wymieniłby na to grono z Toronto, ale jak się nie ma co się lubi...
Tylko zaraz się okazało, że on to lubi pięć razy, a kiedy jego narzeczona zarzuciła mu kłamstwo to uśmiechnął się i uniósł jedną brew.
- Pięć cariño - powtórzył powoli i mrugnął do niej jednym okiem, ale przecież widział po jej twarzy, że albo mu nie wierzyła, albo jej to nie pasowało. Tylko po Madoxie to akurat można się było wszystkiego spodziewać, i chyba te inne laski patrząc na niego, to jednak mu uwierzyły. A Pilar też zaraz odwróciła się do niego stając na palcach i rzucając mu na ucho... to wyzwanie? To miało być wyzwanie?
Nawet by jej może o to zapytał, na pewno by to zrobił, tylko wszyscy zaczęli się zbierać, więc oni też. A Madox już przymierzał spodnie.
- To ja w nich nie idę, jak będę wyglądał w oszczanych spodniach, laski sobie pomyślą, że co... - już nadawał po tej kokainie, do siebie, ale przecież tak, że Pilar wszystko słyszała. Ciekawe w ogóle jakie laski miał na myśli, skoro akurat jedyna z której zdaniem on się w ogóle liczył, to stała obok niego. Więc kiedy Pilar powiedziała, że nawet upierdolony wygląda zajęliście, to on zaraz zadarł do góry głowę, żeby na nią spojrzeć. Nawet się uśmiechnął. A kiedy oznajmiła, że ona idzie w bikini, to on też zaraz ściągał z siebie spodnie, pierdolnął je gdzieś na środku, bo jakże by inaczej. Wygrzebał tylko z nich swój portfel i telefon, a zaraz łasił się do swojej narzeczonej, żeby mu je schowała do torebki. Ale też dlatego, że mu się podobało to bikini - i tak się nie mogę nigdy na ciebie napatrzeć, a te sznureczki wyglądają na takie, że mógłbym je jednym szarpnięciem... - musnął wytatuowanymi palcami skórę na jej karku wdzierając się nimi pomiędzy jej czarne, zmierzwione przez wiatr włosy. Pociągnął delikatnie za sznurek, ale go jej nie rozwiązał, tylko pochylił się nad jej szyją, żeby przesunąć po gładkiej skórze szorstkim policzkiem i odezwać się jej do ucha - tak jak rano dostałem nic? Całkiem było fajne to nic - szczypnął zębami płatek jej ucha, ale zaraz szukali jego okularów. Pilar ich szukała, pod leżakiem, a Madox bezczelnie gapił się jej na tyłek, a kiedy się o niego otarła, to też sięgnął wytatuowanymi palcami przesuwając nimi wzdłuż jej kręgosłupa, zaczepiając o materiał jej majtek.
- To sięgnij, a ja cię przytrzymam - tak na pewno o to mu chodziło, kiedy wbił palce gdzieś w jej biodro i on też się o nią otarł. Bo jeśli Pilar myślała, że tylko ona może go zaczepiać i nakręcać, to... Madox był gotowy podjąć rękawicę.
I kiedy posłała mu ten zadziorny uśmiech zakładając na nos okulary, to pochylił się do niej bliżej - musisz się bardziej postarać, bo ja jestem zkokszony… A ty po zielsku zawsze... na-pa-lo-na - teraz to on jej puścił oczko, a zaraz poprawił oksy. Lubił tą diabelską wersję Pilar. Pilar Noriega, dziewczyna... Diabła z Medellin. Zaraz jego żona. Ale najbardziej lubił ją jeszcze nakręcać, podjudzać, wyciągać z niej to co najgorsze
I może nawet dalej by ją tak męczył, tylko, że już dobili do brzegu i schodzili z pokładu. Madox jednak tylko w spodenkach do pływania i klapeczkach, a no i tych okularach za siedem stów. Nawet koszulę zostawił gdzieś na pokładzie.
Kiedy już stanęli na piachu, a on pytał co będą robić, to wywrócił oczami na to za dużo możliwości, bo jak może być za dużo?
- Możemy, wszystko dzisiaj możemy - uśmiechnął się do Pilar i nawet do niej wyrwał, bo chciał skraść z jej pełnych, gorących ust pocałunek, tylko ona już go ciągnęła do baru - po drinki, a potem tańcząc będę cię zakopywał w piachu - bo dla Madoxa to było proste. Mogli robić wszystko, bo pierwszy raz chyba byli na wakacjach bez presji, no może mieli ograniczony czas, ale jednak nie wisiało im nad głowami widmo jakiegoś meksykańskiego gangstera, albo kolumbijskie wesele. Oni po prostu mogli sobie przez te trzy godziny na plaży, robić co chcieli. I jak stanęli w tej kolejce, to Noriega nawet gotowy był w niej stać, bo on się trochę poocierał o Pilar, pobujał w rytm brazylijskiej rumby, przestąpił z nogi na nogę. A jednak kiedy jego narzeczona stwierdziła, że się nie doczekają, to obrzucił ciemnym spojrzeniem kolejkę - wbiję się tam i zaraz ci wezmę co chcesz - oznajmił, bo naprawdę by to zrobił, co za problem? Ciekawe kto by do niego podskoczył? Jeszcze biorąc pod uwagę, że był na koksie. Tylko już Stewart ciągnęła go w przeciwnym kierunku, a ten jej uśmieszek mógł jasno wskazywać, że na coś wpadła. Madox pokiwał głową na jej propozycję - w sumie, całkiem dobry tam mieli rum - stwierdził, zgadzając się z nią od razu. Oczywiście, że się wyrwał do łodzi, tylko, że okazało się, że on zostaje na pomoście i ma trzymać rzeczy Pilar. Ściągnął usta w wąską linię i wbił w nią ciemne spojrzenie, tylko zanim zdążył coś powiedzieć, to ona już rozbiegła się po pomoście, a zaraz chlusnęła do wody jak syrenka. A Madox znowu się zagapił, a później na jej sylwetkę rysującą się na tle przezroczystej, czyściutkiej wody. Założył sobie jej torebkę na ramię, przez szyję i kucnął na pomoście, obserwując ją, a kiedy mu pomachała, to oczywiście, że jej odmachał. Wodził za nią spojrzeniem i kiedy nagle mu znikła z pola widzenia, to zaraz się wyprostował i już ściągał torebkę przez głowę. Skoczyłby za nią, tylko że nagle się pojawiła, na szczęście.
- Uważaj na siebie! - krzyknął do niej Noriega, chociaż na pewno i tak nie było go słychać przez tą głośno muzykę dobiegająca z plaży. Kiedy Pilar grzebała przy barku, to on usiadł sobie na deskach i spuścił nogi, pomachał nimi, a zaraz też znowu do Stewart. Wodził za nią spojrzeniem, a gdy podpłynęła do pomostu pokazując mu co ma, to się uśmiechnął - zajebisty wybór - wziął od niej butelkę i się zamierzył, żeby otworzyć ją zębami, ale... no przecież tak się tylko zgrywał, bo by jej tak nie zostawił. Zaraz postawił obok i wychylił się, żeby złapać za rękę swoją narzeczoną, pociągnął ją do góry, trochę chyba mocniej niż zamierzał, bo kiedy wylądowała na pomoście, to wpadła prosto na niego, w jego ramiona, a on na plecy, na deski. Zaraz sięgnął do jej policzka, żeby zgarnąć z niego mokre kudły, które lepiły się jej do twarzy - możemy, a potem jeszcze zdążymy potańczyć i popływać - jeszcze przez moment patrzył w jej duże, brązowe oczy, ale zaraz podparł się ręką, żeby usiąść, a już po chwili zbierał się z ziemi i wyciągał rękę do Pilar. Splótł jej palce ze swoimi, kiedy ruszyli w kierunku plaży, a po drodze już odkorkowali butelkę i pociągnęli z niej kilka solidnych łyków. Rum był ciepły, ale przyjemnie palił przełyk i grzał od środka, odpowiednio ostry.
- Szkoda, że nie mam łopaty, albo chociaż wiadra... - nawijał Madox, tylko kiedy zeszli z pomostu i stanęli z powrotem na piasku, to okazało się, że tam była też grupka ludzi, która budowała zamki z piasku, a Noriega zaraz ciągnął w tamtym kierunku swoją narzeczoną - cześć, pożyczycie łopatę, chcę ją zakopać w piachu, bo nigdy nie była zakopana, po szyję - zagadał od razu, a dwie dziewczyny i jeden koleś popatrzyli się na nich.
- Coś ty? Nie była nigdy zakopana? A skąd jesteście, chyba nie z Rio? - zapytała dziewczyna, która też nie wyglądała jakby pochodziła stąd, ciemne włosy miała zaplecione w warkocz, a oczy intensywnie zielone, kilka piegów na nosie. Jej koleżanka za to była mulatką z czarnymi loczkami, które okalały jej przyjemną buzię, a chłopak był blady jak ściana, wysoki. Ale zaraz dał Madoxowi łopatę.
I on już miał pociągnąć Pilar gdzieś na bok, ale ekipa od zamków zaproponowała, że pomogą kopać dół. Poraczyli się wszyscy przy tym rumem, pogadali, a Madox sypnął piachem prosto w Stewart, niby udał, że niechcący, ale zrobił to specjalnie, a kiedy jego narzeczona mu oddała, to ją szarpnął do siebie i wylądowali w piasku. Drobinki lepiły się do ich rozgrzanej, wilgotnej skóry, mieli już pełno piachu we włosach, ale kto by się tym przejmował?
Na pewno nie oni. Bo wspólnymi siłami, po kilku minutach mieli ten pokaźny dół, a Madox oparł się o łopatę zaglądając do środka.
Salta al foso, cariño °.