Strona 6 z 6

Poison on the inside, I could be your antidote tonight

: czw lip 30, 2026 10:59 am
autor: River Cross
Rozłożyła bezradnie ręce, bo cóż mogła poradzić na zakres swoich fantazji. Dostosowywała je do specyfiki osoby, wokół której się obracały. Te na temat Ruelle miały całkowicie osobną przegródkę w jej głowie. Albo nawet osobne archiwum.
— Tylko te związane z tobą — doprecyzowała. — Myślisz, że jest coś seksualnego, co mogłabym ci zaproponować i byś się z miejsca na to nie zgodziła? — Spojrzała na nią z nutą niedowierzania. Zakładała, że podejście jej muzy niewiele różni się od jej własnego. Poznawały coraz lepiej swoje potrzeby i coraz lepiej się do siebie dopasowywały. Nie zaproponowałaby jej niczego, co do czego miałaby podejrzenia, że nie będzie w jej guście. Z jakiegoś powodu temat trójkąta z Blair ucichł! Wierzyła, że Prescott patrzy na to bardzo podobnie, ale jednocześnie bardzo trudno było jej sobie wyobrazić cokolwiek, co mogłaby zaproponować jej modelka, co by ją odrzuciło. No chyba że zawierałoby w sobie takie akcje jak z Papim.
O wiele dziwniejsze było to, że dogadywały się tak dobrze poza łóżkiem. Wytrzymały prawie cały dzień bez kłótni i to tak bez oszukiwania, bo przecież nawet nie próbowały się rozbierać. Spotkanie wprawdzie jeszcze się nie skończyło i wiele mogło się jeszcze stać, ale przecież nie były aż tak głupie, żeby zepsuć sobie tak udany dzień. Prawda....? Na pewno nie! Teraz musi im być już tylko błogo. A tak się czuła na przykład macając Prescott po dupie. Świetna sprawa, serio.
— Przy tobie nie potrafię — przyznała i uśmiechnęła się niezawstydzona nawet o milimetr. W zwykłych sytuacjach nie była aż tak dotyklaska. Ceniła sobie bliskość drugiego człowieka, ale potrafiła bez niej żyć i nie musiała się do nikogo przyklejać, by funkcjonować w zdrowiu psychicznym. Ruelle była wyjątkiem. Dzisiaj unikała dotykania jej tylko w momencie większych nerwów. Była pewna, że to w łatwy sposób doprowadziłoby najpierw do przepychanki słownej, a potem do próby załagodzenia jej brutalnym seksem, a cały plan trafiłby szlag. Kiedy jednak złość odchodziła na dalszy plan, a stery przejmowała przyjemność ze spędzenia czasu razem, cały czas starała się mieć z nią jakiś kontakt. Krótkie objęcia, trzymanie za rękę, głaskanie po ramionach – bez znaczenia. Zachowywała się, jakby musiała stale kontrolować, czy spędzająca z nią czas dziewczyna jest wytworem jej wyobraźni.
Szła za dziewczyną bez słowa, powstrzymując się od zadawania miliona pytań, zanim dotrą na miejsce. Chciała wiedzieć wszystko od razu, ale postanowiła uzbroić się w cierpliwość, by rozegrać to na warunkach narzuconych przez Prescott. Mocniejszy uścisk na dłoni dał jej jasno do zrozumienia, że w jej randce kotłują się jakieś emocje, które pewnie chce najpierw samodzielnie opanować, więc się nie wtrącała. Chciała być po prostu obok, jak Ruelle była dla niej.
Spojrzała na nagrobek, przed którym się zatrzymały. Wiek i nazwisko zmarłej sugerowały, że była babcią albo jakąś ciotką jej randki. Rozwinięte zażyłości rodzinne nie były czymś, na czym River się znała. Zawsze miała wyłącznie matki. Spojrzała na dziewczynę, która skrzętnie unikała jej wzroku, słuchając tego, co miała do powiedzenia. Jak się okazało, zmarła babcia miała dla niej spore znaczenie i w pewien sposób ukształtowała to, kim Rue była dzisiaj.
— Przygotowałaś ją zanim zaczęłaś pracować w zakładzie? Czemu? — zapytała, skupiając się z powrotem na nagrobku. Skoro jej dziewczyna wolała unikać teraz bezpośredniego kontaktu, to chciała robić tak, by czuła się swobodnie. Przygotowywanie ciała zmarłej krewnej do pogrzebu brzmi na dość dziwne zajęcie w czasie wolnym dla dwudziestolatki, nawet jak na Prescott.

Ruelle I. Prescott

Poison on the inside, I could be your antidote tonight

: czw lip 30, 2026 12:02 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Na pytanie zadane przez Cross musiała się zastanowić przez dłuższą chwilę. Chyba faktycznie nie było takiej rzeczy. Nie sądziła, aby River kryła jakieś naprawdę obrzydliwe i ekstremalne fetysze, które mogłyby ją odrzucić. Już i tak przekraczały sporo granic, starając się wyczuć, co znajdowało się wśród ich zainteresowań.
- Maz rację... Pewnie nawet jeśli coś by mnie od razu nie przekonało to i tak bym była skłonna spróbować - odparła zgodnie z prawdą.
Nie mogły poradzić nic na to, że obie ciągnęło do eksperymentów i były bardziej niż skłonne do tego, aby jednak wypróbować czegoś przed odrzuceniem danej opcji. Osobną kwestią było to, że jednak praktycznie wszystko, co robiły sprawiało im przyjemność. Pewnie nawet te mało interesujące doznania zamieniłyby w te, które były bardziej niż cudowne.
Przywykły już do tego, że było im dobrze ze sobą w łóżku i dogadywały się wyśmienicie na tej płaszczyźnie. Odkrycie jednak, że potrafiły tego dokonać także w innych okolicznościach było czymś nieprawdopodobnym. Jednak z jakiegoś powodu tkwiły na cmentarzu, odsłaniając kolejne fragmenty siebie i wydawało się to być w jakiś sposób właściwe i niekomfortowe w taki sposób, który jednak nie był aż tak nieznośny.
- Jesteś niemożliwa - stwierdziła tylko, kręcąc głową.
Na ogół Prescott nie była szczególnie dotykalska. Lubiła bliskość i dotyk innych jedynie, gdy sama czuła taką potrzebę albo chęć. Musiało do tego dojść na jej własnych warunkach. Tylko, że z River nie przeszkadzało jej tak bardzo, że dziewczyna niemal cały czas lgnęła do niej dłońmi. Może po prostu już przywykła do tego ze względu na to, że ich relacja polegała głównie na seksie, gdzie jednak dotyk był bardziej niż wskazany.
Doceniała na pewno to, że River w tym momencie nie dopytywała. Po prostu szła za nią i była gotowa na to, aby zmierzyć się z tym, co dziewczyna zamierzała jej pokazać. Zresztą w tej sytuacji na pewno słowa były zbędne. Przynajmniej do momentu, gdy Ruelle nie musiała jej wyjaśnić, co właściwie chciała jej pokazać.
Wolała w tej chwili odsunąć się nieco. Obecność kogoś innego była przytłaczająca. Nie pozwalała na to, aby wszystko przeprocesowała i sprawiła, że emocje stawały się mniej żywe i drażniące. Stawały się zwyczajnie nie do zniesienia, gdy ktoś był obok.
- Bo to ostatnia przysługa, którą możesz oddać komuś bliskiemu - odpowiedziała powoli, starając się mimo wszystko zakorzenić w tym obecnym momencie, a nie wspomnieniach, które zaczynały się tłoczyć wokół niej.
Było tego dużo. Zdecydowanie zbyt dużo. Była świadoma tego, że o krok dalej stała rysowniczka, która praktycznie nic z tego nie rozumiała. Musiała zatem wziąć drżący oddech i wytłumaczyć najlepiej jak mogła. Tym swoim obojętnym głosem, który nie pozwalał na to, aby przelały się w niego emocje.
- Długo się nią zajmowaliśmy... Skłonność do udarów. Miesiącami karmiliśmy, podawaliśmy leki i dbaliśmy, by nie dostała odleżyn, a potem... Patrzyłam jak umiera.
Pamiętała ten krzyk matki, która przywołała ją do łóżka Eleanor, gdy ta znajdowała się w agonii. Musiała być obok, aby nie umierała samotnie i czuła, że ktoś jest przy niej. Była jej to winna. Ukochana wnuczka, która nie pozwala na to, aby babcia poczuła się zapomniana czy porzucona. Wciąż pamiętała te szkliste oczy, które miała przed sobą. Wpatrujące się w jakiś punkt poza nią. Pamiętała też świszczące urywane oddechy, które zdawały się swoim dźwiękiem wypełniać cały pokój, a potem... Wszystko ustało, a ona musiała jedynie opuścić powieki babci Ellie.
- Mama stwierdziła, że lepiej, żebyśmy same ją ubrały i przygotowały zamiast oddać ją w ręce kogoś obcego. Dlatego pomagałam - zakończyła w końcu, wzruszając ramionami jakby nie było to nic dziwnego.
Od tego się zaczęło. To była geneza tego jak odkryła, że to wszystko w zasadzie jej w pewien sposób odpowiada. Nadawała się do tego. Dlatego postanowiła się tym zająć póki nie uda jej się osiągnąć kariery, o której marzyła.

River Cross

Poison on the inside, I could be your antidote tonight

: czw lip 30, 2026 3:33 pm
autor: River Cross
Mruknęła niezadowolona, gdy Prescott zdecydowała się obdarować ją tym słodkim komplementem po angielsku, a nie hiszpańsku. Nie słyszała tego od niej pierwszy raz, ale w języku, który był dla niej względnie niezrozumiały, brzmiał jakoś tak słodziej. Zdawała sobie sprawę, że jest kompletnie niemożliwa i bardzo samą siebie za to doceniała. Nie miała też wątpliwości, że gdyby była całkiem możliwa i zwyczajna, to nie zauroczyłaby sobą Ruelle aż do takiego stopnia. Cóż, na ten moment to musiało jej wystarczyć.
Nie chciała (tym razem) wyciągać z niej komplementów na siłę. Ani w ogóle niczego. Chciała, by tanatopraktorka działała we własnym tempie. Prowadziła ją ze sobą przez środek cmentarza, ewidentnie zmierzając do jakiegoś grobu. Takie tematy przecież nigdy nie są proste. Sama miała wątpliwości, czy jest gotowa otworzyć się w ten sposób. Nie wstydziła się w żaden sposób samej Raven. Wręcz przeciwnie. Uważała, że to najlepsze, czym mogła się kiedykolwiek pochwalić. Do tej por jednak otwieranie serca przed Prescott kończyło się bardzo różnie. Niestety czasem wyjątkowo boleśnie. Była już trochę znudzona tym cierpieniem. Ileż można? Ale przecież dziewczyna pokazała jej dzisiaj, że to wcale nie musi się tak kończyć i że może traktować ją... normalnie. River bardzo tego potrzebowała i była jej za to bardziej wdzięczna niż potrafiła wyrazić. Ależ to będzie bolało, gdy w końcu spadnie z tego wysokiego konia po jakiejś obrzydliwej kłótni! Ale to nie teraz.
Skinęła głową, przyjmując do wiadomości jej tłumaczenie. Sama na pewno nigdy na takie by nie wpadła, ale akceptowała, że Ruelle mogła tak myśleć. Pasowało to do niej. Wiedziała, że takie wyznania nie przychodzą łatwo i nie są byle czym. Szczególnie w przypadku kogoś tak zamkniętego jak ona. Nie spodziewała się, że doświadczy dzisiaj takiego pokazu intymności z jej strony. Nie wtrącała się, kiedy dziewczyna opowiadała jej o ostatnich miesiącach z babcią. Zdecydowanie nie brzmiały jak lekkie chwile. Z tym również nie była w stanie się utożsamić, ale przecież nie była jakąś pozbawioną empatii wariatką. Domyślała się, jak bardzo to może boleć.
— Rozumiem to. Taka intymna forma pożegnania to na pewno dość bolesne błogosławieństwo. — Spojrzała na swoją rozmówczynię, starając się odczytać każdą z emocji, jaka w niej teraz krążyła. Zdecydowanie nie podchodziły do śmierci ani wspominania bliskich w taki sam sposób. To zdecydowanie mogło odblokować ją artystycznie, ale chyba nie powinna się teraz z tego cieszyć.
— A tobie to pomogło? W zamknięciu tej relacji, a nie w odkryciu potencjalnej kariery. — Nie chciała być niedelikatna, ale jakże miałaby odrzucić swoją bezpośredniość? Zauważyła, że w tych opowieściach Ruelle nie mówiła za dużo o sobie. Tratowała argumenty bezosobowo lub przenosiła ciężar decyzji na matkę. Nie miała pojęcia, czy to przypadkowa forma językowa, czy jednak kryło się za tym coś więcej.

Ruelle I. Prescott

Poison on the inside, I could be your antidote tonight

: czw lip 30, 2026 4:48 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Chociaż takie słowa zawsze wybrzmiewały banalnie to faktycznie River nie była taka jak inne i była niemożliwa. Niemożliwa do pojęcia przez Prescott, a także niemożliwa do tego, aby jej odmówić. Dlatego właśnie tak bardzo je do siebie ciągnęło. Przynajmniej to mógł być jeden z tych powodów.
Wszystko naprawdę toczyło się swoim tempem. Chociaż pewnie Ruelle nigdy nie zdecydowałaby się na podobny krok, gdyby nie Raven. Czuła w jakiś sposób, że była coś rysowniczce winna. Nie mogła być w końcu jedyną, która wiecznie się odsłania i pokazuje, że pod tą cudowną maską nonszalanckiej artystki, która ma wszystkich w poważaniu kryje się ktoś o wiele bardziej delikatny i wrażliwy niż można byłoby to przypuszczać. Dlatego właśnie to robiła. Nie zastanawiała się czy na pewno był to właściwy krok, ale skoro już się tu znajdowały to mogły to załatwić za jednym zamachem.
Być może wszystko szło tak dobrze przez to, że chodziło o sprawy związane ze śmiercią. Czymś, co jednak było tanatopraktorce dobrze znane zarówno ze swojego doświadczenia prywatnego, jak i tego, co obserwowała w trakcie pracy w zakładzie pogrzebowym. Z drugiej strony, gdy przychodziło do jej własnych wyznań to... Było o wiele trudniej.
Na dobrą sprawę to praktycznie z nikim nie rozmawiała na ten temat. Owszem, jej najbliżsi znajomi wiedzieli o wszystkim, bo byli obecni w życiu Prescott, gdy to wszystko się działo, ale nigdy nie opowiadała jej o tym, co w zasadzie się działo ani o większych szczegółach tych wydarzeń.
- Czy bolesne? Nie - zaprzeczyła od razu, co zabrzmiało pewnie ostrzej niż powinno, gdy wypowiadała to z tak wielkim przekonaniem. - To była rzecz, którą należało zrobić. Zadanie, na którym można było się skupić i nie myśleć. Byłam wtedy wyjątkowo spokojna... To nawet było kojące.
Może i wydawało to się dziwne, ale nie myślała wtedy kompletnie o tym, że ma przy sobie martwe ciało kogoś, kto był dla niej tak bliski. Wiedziała, że musi się nią zająć. Robiła, co do niej należało, a osoba, którą wtedy obmywała i przygotowywała do oddania była przyjaźnie wręcz znajoma. Zaskakujące jak głęboko potrafiła wszystko w sobie zakopać w tamtym momencie.
- Nie -po raz kolejny zaprzeczyła, ale tym razem odwróciła głowę, aby spojrzeć na swoją rozmówczynię. - Po prostu dzięki temu myślisz o czymś innym i robisz coś pożytecznego.
Nie miała pojęcia czy zamknęła w jakikolwiek sposób tę relację. Chyba nigdy tego nie zrobiła. Tak przynajmniej jej się wydawało. Zwyczajnie nie myślała o tym przez większość czasu. Miała to gdzieś zakopane głęboko w sobie i oswoiła się z myślą, że nigdy już nie zobaczy babci, ale... Czasami to bolało bardziej niż się spodziewała.

Orien Halcroft

Poison on the inside, I could be your antidote tonight

: czw lip 30, 2026 7:12 pm
autor: River Cross
Nie miała zamiaru w tym momencie wściekać się na nią za nieodpowiedni ton albo dziwnie dobrane słowa. Istniały przecież takie tematy, w których nie było jasnego kodeksu zachowywania się odpowiednio. Bez skrępowania wytykała Ruelle błędy w tym, jak zamieniała swoje myśli i uczucia na słowa, ale w tej kwestii oczywistym było, że odpuści. Poprawka, którą zaatakowała ją Ruelle, była przecież bardzo sensowna. Trudno jej było postawić się na jej miejscu, a takie wyjaśnienie sprawiało, że zyskiwała dostęp do nowego fragmentu jej umysłu, który tak dzielnie cały czas przed nią broni. Oczywiście, że jej się to podobało.
— Cieszę się, że masz coś takiego. Do niektórych przychodzi to dużo później — zauważyła, odnosząc się do całego rytuały przygotowywania ciała. Skoro Prescott potrafiła znaleźć w tym ukojenie nie tylko na co dzień, ale i w takim trudnym momencie, to doskonale. Odnajdywanie spokoju w emocjach było przecież bardzo trudne i Cross znała mnóstwo osób dużo od nich starszych, którzy totalnie sobie z tym nie radzili.
— Swoją drogą, to ciekawe, że nawet uspokajamy się kompletnie na odwrót. — Uśmiechnęła się pod nosem, rozczulona tym faktem. Spokojne i metodyczne działanie byłoby ostatnim, co Cross by wybrała, żeby poradzić sobie z emocjami. Im więcej ich w niej siedziało, tym większego chaosu potrzebowała. Rzucała się w wir przypadkowych zachowań, nasycających jej ciało adrenaliną albo zatracała się w sztuce, która zawsze wyrywała z niej emocje z wyjątkowo brutalną siłą. Po takim intensywnym rozdarciu się na strzępy była absolutnie wykończona, ale też spokojniejsza. Zapadała w jej wnętrzu cisza jak po wybuchu bomby atomowej. Może i wszystko wokół było w zgliszczach, ale przynajmniej było stabilnie.
Złapała z nią kontakt wzrokowy, gdy tylko obróciła się w jej stronę. Komunikat nigdy nie był pewny, jeżeli nie był przekazywany prosto w oczy. Ruelle starała się jej teraz pokazać swoje emocje, więc artystka chciała zagarnąć od niej jak najwięcej. Chciała przyjąć każdy skrawek, jakim dziewczyna będzie chciała się podzielić, bo każdego z nich była ciekawa i wszystkie utwierdzały ją w przekonaniu, że potrzebowała jej w swoim życiu. Znaczy się sztuce. Czyli w sumie w życiu.
— Coś się zmienia po dwóch i pół roku? — W jej głosie nie było nadziei na pozytywną odpowiedź. Zdawała sobie sprawę, że są aspekty związane ze śmiercią, przy których nie jest w stanie opierać się na pozytywnych emocjach. Za dwa i pół roku będzie w tym samym miejscu tęsknoty, w którym Prescott była obecnie i zakładała, że wcale nie pozbędzie się ciężaru z serca.

Ruelle I. Prescott

Poison on the inside, I could be your antidote tonight

: pt lip 31, 2026 12:07 am
autor: Ruelle I. Prescott
Tego dnia były dla siebie zaskakująco łaskawe. Nie wściekały się o ton czy użycie niewłaściwych słów. Wydawało się, że naprawdę odnalazły w ten czy inny sposób wspólny język albo przynajmniej nauczyły się nie reagować tak ostro na słowa tej drugiej. Obie wersje wydawały się być całkiem prawdopodobne oraz sensowne.
Ich rozmowy dotykały całkiem osobistych tematów i mogłyby stać się zbyt drażliwe, ale udało im się podejść do tego wszystkiego z odpowiednim szacunkiem. Nie było drwin ani łapania za słówka. Nie wdawały się w niepotrzebne dyskusje, a zamiast tego po prostu słuchały i zadawały jedynie potrzebne pytania.
- Po prostu ludzie różnie reagują i mają różne potrzeby. W zasadzie ze wszystkim tak jest - przyznała w końcu, bo trudno też powiedzieć, aby było to dla niej coś oczyszczającego.
Uznała, że się do tego nadaje. Podchodziła do tego wszystkiego spokojnie i nie bała się dotknąć ciał. Inaczej też nie mogłaby myśleć o karierze patologa, który przecież zajmował się także przeprowadzaniem sekcji. Może nawet dobrze się stało, że to wszystko się wydarzyło? Chociaż na pewno wolałaby mieć przy sobie ukochaną babkę.
- Wiem... Mało kto potrafi to zrozumieć. Mamá twierdzi, że w trudnych momentach nie należy być samym, a ja... Potrzebuję pobyć sama, aby ułożyć sobie wszystko w głowie albo się odciąć od tego wszystkiego - wytłumaczyła, spoglądając jeszcze na uśmiechającą się w jej kierunku dziewczynę.
Trzeba było przyznać, że pod tym względem tworzyły całkiem wyraźny kontrast. Przywykła już jedna do tego, że różniła się pod takimi względami od innych ludzi także nie było to dla niej coś szczególnie zaskakującego. Na pewno jednak ciekawe było to jak odmienne były od siebie z Cross, a jednak wciąż jakoś jeszcze się ze sobą dogadywały. Przynajmniej teraz, bo w przeszłości bywało z tym krucho.
Ten jeden moment i spojrzenie wydawały się wyrażać więcej niż tysiąc słów. Potrzebowały tego. Może jednak faktycznie dostarczy swojej artystce inspiracji do kolejnego komiksu? Chociaż chyba nie o to teraz chodziło. Zwyczajnie chciały nawiązać swoiste porozumienie. Był to jeden z bardziej wyjątkowych momentów w ich pokręconej na wszelkie sposoby relacji.
- Zależy dla kogo - odparła, ale nie była to chyba najlepsza odpowiedź. - Chyba po prostu naturalnie zaczynasz o tym mniej myśleć dopóki samodzielnie tego nie rozdrapujesz ani coś ci nie przypomina o tej osobie.
Przynajmniej takie było jej odczucie, ale jak zdążyły już zauważyć to jednak różniły się od siebie dosyć znacząco. Nic zatem dziwnego, gdyby w przypadku Cross zadziało się zupełnie inaczej. Zwłaszcza, że miała jeszcze ten swój projekt artystyczny.
- Może komiks faktycznie pomoże ci coś zmienić. Będzie twoim katharsis i pomoże przetworzyć wszystko w odpowiedni sposób, bo będzie służył za katalizator emocji, które na niego przelejesz... W najgorszym wypadku otrzymasz coś, co będzie na każdym kroku przypominać ci o śmierci ważnej dla ciebie osoby - powiedziała, zwracając jej uwagę na to, co musiała przemyśleć.
Z pozoru wydawało się to być dobrym pomysłem, ale może zamiast pomóc to będzie jedynie bardziej ją ranił? Obie opcje były prawdopodobne i trudno było przewidzieć, kiedy właściwie dzieło artystki mogłoby się zwrócić przeciwko niej samemu.

River Cross