Strona 6 z 7
Poison on the inside, I could be your antidote tonight
: czw lip 30, 2026 10:59 am
autor: River Cross
Rozłożyła bezradnie ręce, bo cóż mogła poradzić na zakres swoich fantazji. Dostosowywała je do specyfiki osoby, wokół której się obracały. Te na temat Ruelle miały całkowicie osobną przegródkę w jej głowie. Albo nawet osobne archiwum.
— Tylko te związane z tobą — doprecyzowała. — Myślisz, że jest coś seksualnego, co mogłabym ci zaproponować i byś się z miejsca na to nie zgodziła? — Spojrzała na nią z nutą niedowierzania. Zakładała, że podejście jej muzy niewiele różni się od jej własnego. Poznawały coraz lepiej swoje potrzeby i coraz lepiej się do siebie dopasowywały. Nie zaproponowałaby jej niczego, co do czego miałaby podejrzenia, że nie będzie w jej guście. Z jakiegoś powodu temat trójkąta z Blair ucichł! Wierzyła, że Prescott patrzy na to bardzo podobnie, ale jednocześnie bardzo trudno było jej sobie wyobrazić cokolwiek, co mogłaby zaproponować jej modelka, co by ją odrzuciło. No chyba że zawierałoby w sobie takie akcje jak z Papim.
O wiele dziwniejsze było to, że dogadywały się tak dobrze poza łóżkiem. Wytrzymały prawie cały dzień bez kłótni i to tak bez oszukiwania, bo przecież nawet nie próbowały się rozbierać. Spotkanie wprawdzie jeszcze się nie skończyło i wiele mogło się jeszcze stać, ale przecież nie były aż tak głupie, żeby zepsuć sobie tak udany dzień. Prawda....? Na pewno nie! Teraz musi im być już tylko błogo. A tak się czuła na przykład macając Prescott po dupie. Świetna sprawa, serio.
— Przy tobie nie potrafię — przyznała i uśmiechnęła się niezawstydzona nawet o milimetr. W zwykłych sytuacjach nie była aż tak dotyklaska. Ceniła sobie bliskość drugiego człowieka, ale potrafiła bez niej żyć i nie musiała się do nikogo przyklejać, by funkcjonować w zdrowiu psychicznym. Ruelle była wyjątkiem. Dzisiaj unikała dotykania jej tylko w momencie większych nerwów. Była pewna, że to w łatwy sposób doprowadziłoby najpierw do przepychanki słownej, a potem do próby załagodzenia jej brutalnym seksem, a cały plan trafiłby szlag. Kiedy jednak złość odchodziła na dalszy plan, a stery przejmowała przyjemność ze spędzenia czasu razem, cały czas starała się mieć z nią jakiś kontakt. Krótkie objęcia, trzymanie za rękę, głaskanie po ramionach – bez znaczenia. Zachowywała się, jakby musiała stale kontrolować, czy spędzająca z nią czas dziewczyna jest wytworem jej wyobraźni.
Szła za dziewczyną bez słowa, powstrzymując się od zadawania miliona pytań, zanim dotrą na miejsce. Chciała wiedzieć wszystko od razu, ale postanowiła uzbroić się w cierpliwość, by rozegrać to na warunkach narzuconych przez Prescott. Mocniejszy uścisk na dłoni dał jej jasno do zrozumienia, że w jej randce kotłują się jakieś emocje, które pewnie chce najpierw samodzielnie opanować, więc się nie wtrącała. Chciała być po prostu obok, jak Ruelle była dla niej.
Spojrzała na nagrobek, przed którym się zatrzymały. Wiek i nazwisko zmarłej sugerowały, że była babcią albo jakąś ciotką jej randki. Rozwinięte zażyłości rodzinne nie były czymś, na czym River się znała. Zawsze miała wyłącznie matki. Spojrzała na dziewczynę, która skrzętnie unikała jej wzroku, słuchając tego, co miała do powiedzenia. Jak się okazało, zmarła babcia miała dla niej spore znaczenie i w pewien sposób ukształtowała to, kim Rue była dzisiaj.
— Przygotowałaś ją zanim zaczęłaś pracować w zakładzie? Czemu? — zapytała, skupiając się z powrotem na nagrobku. Skoro jej dziewczyna wolała unikać teraz bezpośredniego kontaktu, to chciała robić tak, by czuła się swobodnie. Przygotowywanie ciała zmarłej krewnej do pogrzebu brzmi na dość dziwne zajęcie w czasie wolnym dla dwudziestolatki, nawet jak na Prescott.
Ruelle I. Prescott
Poison on the inside, I could be your antidote tonight
: czw lip 30, 2026 12:02 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Na pytanie zadane przez Cross musiała się zastanowić przez dłuższą chwilę. Chyba faktycznie nie było takiej rzeczy. Nie sądziła, aby River kryła jakieś naprawdę obrzydliwe i ekstremalne fetysze, które mogłyby ją odrzucić. Już i tak przekraczały sporo granic, starając się wyczuć, co znajdowało się wśród ich zainteresowań.
- Maz rację... Pewnie nawet jeśli coś by mnie od razu nie przekonało to i tak bym była skłonna spróbować - odparła zgodnie z prawdą.
Nie mogły poradzić nic na to, że obie ciągnęło do eksperymentów i były bardziej niż skłonne do tego, aby jednak wypróbować czegoś przed odrzuceniem danej opcji. Osobną kwestią było to, że jednak praktycznie wszystko, co robiły sprawiało im przyjemność. Pewnie nawet te mało interesujące doznania zamieniłyby w te, które były bardziej niż cudowne.
Przywykły już do tego, że było im dobrze ze sobą w łóżku i dogadywały się wyśmienicie na tej płaszczyźnie. Odkrycie jednak, że potrafiły tego dokonać także w innych okolicznościach było czymś nieprawdopodobnym. Jednak z jakiegoś powodu tkwiły na cmentarzu, odsłaniając kolejne fragmenty siebie i wydawało się to być w jakiś sposób właściwe i niekomfortowe w taki sposób, który jednak nie był aż tak nieznośny.
- Jesteś niemożliwa - stwierdziła tylko, kręcąc głową.
Na ogół Prescott nie była szczególnie dotykalska. Lubiła bliskość i dotyk innych jedynie, gdy sama czuła taką potrzebę albo chęć. Musiało do tego dojść na jej własnych warunkach. Tylko, że z River nie przeszkadzało jej tak bardzo, że dziewczyna niemal cały czas lgnęła do niej dłońmi. Może po prostu już przywykła do tego ze względu na to, że ich relacja polegała głównie na seksie, gdzie jednak dotyk był bardziej niż wskazany.
Doceniała na pewno to, że River w tym momencie nie dopytywała. Po prostu szła za nią i była gotowa na to, aby zmierzyć się z tym, co dziewczyna zamierzała jej pokazać. Zresztą w tej sytuacji na pewno słowa były zbędne. Przynajmniej do momentu, gdy Ruelle nie musiała jej wyjaśnić, co właściwie chciała jej pokazać.
Wolała w tej chwili odsunąć się nieco. Obecność kogoś innego była przytłaczająca. Nie pozwalała na to, aby wszystko przeprocesowała i sprawiła, że emocje stawały się mniej żywe i drażniące. Stawały się zwyczajnie nie do zniesienia, gdy ktoś był obok.
- Bo to ostatnia przysługa, którą możesz oddać komuś bliskiemu - odpowiedziała powoli, starając się mimo wszystko zakorzenić w tym obecnym momencie, a nie wspomnieniach, które zaczynały się tłoczyć wokół niej.
Było tego dużo. Zdecydowanie zbyt dużo. Była świadoma tego, że o krok dalej stała rysowniczka, która praktycznie nic z tego nie rozumiała. Musiała zatem wziąć drżący oddech i wytłumaczyć najlepiej jak mogła. Tym swoim obojętnym głosem, który nie pozwalał na to, aby przelały się w niego emocje.
- Długo się nią zajmowaliśmy... Skłonność do udarów. Miesiącami karmiliśmy, podawaliśmy leki i dbaliśmy, by nie dostała odleżyn, a potem... Patrzyłam jak umiera.
Pamiętała ten krzyk matki, która przywołała ją do łóżka Eleanor, gdy ta znajdowała się w agonii. Musiała być obok, aby nie umierała samotnie i czuła, że ktoś jest przy niej. Była jej to winna. Ukochana wnuczka, która nie pozwala na to, aby babcia poczuła się zapomniana czy porzucona. Wciąż pamiętała te szkliste oczy, które miała przed sobą. Wpatrujące się w jakiś punkt poza nią. Pamiętała też świszczące urywane oddechy, które zdawały się swoim dźwiękiem wypełniać cały pokój, a potem... Wszystko ustało, a ona musiała jedynie opuścić powieki babci Ellie.
- Mama stwierdziła, że lepiej, żebyśmy same ją ubrały i przygotowały zamiast oddać ją w ręce kogoś obcego. Dlatego pomagałam - zakończyła w końcu, wzruszając ramionami jakby nie było to nic dziwnego.
Od tego się zaczęło. To była geneza tego jak odkryła, że to wszystko w zasadzie jej w pewien sposób odpowiada. Nadawała się do tego. Dlatego postanowiła się tym zająć póki nie uda jej się osiągnąć kariery, o której marzyła.
River Cross
Poison on the inside, I could be your antidote tonight
: czw lip 30, 2026 3:33 pm
autor: River Cross
Mruknęła niezadowolona, gdy Prescott zdecydowała się obdarować ją tym słodkim komplementem po angielsku, a nie hiszpańsku. Nie słyszała tego od niej pierwszy raz, ale w języku, który był dla niej względnie niezrozumiały, brzmiał jakoś tak słodziej. Zdawała sobie sprawę, że jest kompletnie niemożliwa i bardzo samą siebie za to doceniała. Nie miała też wątpliwości, że gdyby była całkiem możliwa i zwyczajna, to nie zauroczyłaby sobą Ruelle aż do takiego stopnia. Cóż, na ten moment to musiało jej wystarczyć.
Nie chciała (tym razem) wyciągać z niej komplementów na siłę. Ani w ogóle niczego. Chciała, by tanatopraktorka działała we własnym tempie. Prowadziła ją ze sobą przez środek cmentarza, ewidentnie zmierzając do jakiegoś grobu. Takie tematy przecież nigdy nie są proste. Sama miała wątpliwości, czy jest gotowa otworzyć się w ten sposób. Nie wstydziła się w żaden sposób samej Raven. Wręcz przeciwnie. Uważała, że to najlepsze, czym mogła się kiedykolwiek pochwalić. Do tej por jednak otwieranie serca przed Prescott kończyło się bardzo różnie. Niestety czasem wyjątkowo boleśnie. Była już trochę znudzona tym cierpieniem. Ileż można? Ale przecież dziewczyna pokazała jej dzisiaj, że to wcale nie musi się tak kończyć i że może traktować ją... normalnie. River bardzo tego potrzebowała i była jej za to bardziej wdzięczna niż potrafiła wyrazić. Ależ to będzie bolało, gdy w końcu spadnie z tego wysokiego konia po jakiejś obrzydliwej kłótni! Ale to nie teraz.
Skinęła głową, przyjmując do wiadomości jej tłumaczenie. Sama na pewno nigdy na takie by nie wpadła, ale akceptowała, że Ruelle mogła tak myśleć. Pasowało to do niej. Wiedziała, że takie wyznania nie przychodzą łatwo i nie są byle czym. Szczególnie w przypadku kogoś tak zamkniętego jak ona. Nie spodziewała się, że doświadczy dzisiaj takiego pokazu intymności z jej strony. Nie wtrącała się, kiedy dziewczyna opowiadała jej o ostatnich miesiącach z babcią. Zdecydowanie nie brzmiały jak lekkie chwile. Z tym również nie była w stanie się utożsamić, ale przecież nie była jakąś pozbawioną empatii wariatką. Domyślała się, jak bardzo to może boleć.
— Rozumiem to. Taka intymna forma pożegnania to na pewno dość bolesne błogosławieństwo. — Spojrzała na swoją rozmówczynię, starając się odczytać każdą z emocji, jaka w niej teraz krążyła. Zdecydowanie nie podchodziły do śmierci ani wspominania bliskich w taki sam sposób. To zdecydowanie mogło odblokować ją artystycznie, ale chyba nie powinna się teraz z tego cieszyć.
— A tobie to pomogło? W zamknięciu tej relacji, a nie w odkryciu potencjalnej kariery. — Nie chciała być niedelikatna, ale jakże miałaby odrzucić swoją bezpośredniość? Zauważyła, że w tych opowieściach Ruelle nie mówiła za dużo o sobie. Tratowała argumenty bezosobowo lub przenosiła ciężar decyzji na matkę. Nie miała pojęcia, czy to przypadkowa forma językowa, czy jednak kryło się za tym coś więcej.
Ruelle I. Prescott
Poison on the inside, I could be your antidote tonight
: czw lip 30, 2026 4:48 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Chociaż takie słowa zawsze wybrzmiewały banalnie to faktycznie River nie była taka jak inne i była niemożliwa. Niemożliwa do pojęcia przez Prescott, a także niemożliwa do tego, aby jej odmówić. Dlatego właśnie tak bardzo je do siebie ciągnęło. Przynajmniej to mógł być jeden z tych powodów.
Wszystko naprawdę toczyło się swoim tempem. Chociaż pewnie Ruelle nigdy nie zdecydowałaby się na podobny krok, gdyby nie Raven. Czuła w jakiś sposób, że była coś rysowniczce winna. Nie mogła być w końcu jedyną, która wiecznie się odsłania i pokazuje, że pod tą cudowną maską nonszalanckiej artystki, która ma wszystkich w poważaniu kryje się ktoś o wiele bardziej delikatny i wrażliwy niż można byłoby to przypuszczać. Dlatego właśnie to robiła. Nie zastanawiała się czy na pewno był to właściwy krok, ale skoro już się tu znajdowały to mogły to załatwić za jednym zamachem.
Być może wszystko szło tak dobrze przez to, że chodziło o sprawy związane ze śmiercią. Czymś, co jednak było tanatopraktorce dobrze znane zarówno ze swojego doświadczenia prywatnego, jak i tego, co obserwowała w trakcie pracy w zakładzie pogrzebowym. Z drugiej strony, gdy przychodziło do jej własnych wyznań to... Było o wiele trudniej.
Na dobrą sprawę to praktycznie z nikim nie rozmawiała na ten temat. Owszem, jej najbliżsi znajomi wiedzieli o wszystkim, bo byli obecni w życiu Prescott, gdy to wszystko się działo, ale nigdy nie opowiadała jej o tym, co w zasadzie się działo ani o większych szczegółach tych wydarzeń.
- Czy bolesne? Nie - zaprzeczyła od razu, co zabrzmiało pewnie ostrzej niż powinno, gdy wypowiadała to z tak wielkim przekonaniem. - To była rzecz, którą należało zrobić. Zadanie, na którym można było się skupić i nie myśleć. Byłam wtedy wyjątkowo spokojna... To nawet było kojące.
Może i wydawało to się dziwne, ale nie myślała wtedy kompletnie o tym, że ma przy sobie martwe ciało kogoś, kto był dla niej tak bliski. Wiedziała, że musi się nią zająć. Robiła, co do niej należało, a osoba, którą wtedy obmywała i przygotowywała do oddania była przyjaźnie wręcz znajoma. Zaskakujące jak głęboko potrafiła wszystko w sobie zakopać w tamtym momencie.
- Nie -po raz kolejny zaprzeczyła, ale tym razem odwróciła głowę, aby spojrzeć na swoją rozmówczynię. - Po prostu dzięki temu myślisz o czymś innym i robisz coś pożytecznego.
Nie miała pojęcia czy zamknęła w jakikolwiek sposób tę relację. Chyba nigdy tego nie zrobiła. Tak przynajmniej jej się wydawało. Zwyczajnie nie myślała o tym przez większość czasu. Miała to gdzieś zakopane głęboko w sobie i oswoiła się z myślą, że nigdy już nie zobaczy babci, ale... Czasami to bolało bardziej niż się spodziewała.
Orien Halcroft
Poison on the inside, I could be your antidote tonight
: czw lip 30, 2026 7:12 pm
autor: River Cross
Nie miała zamiaru w tym momencie wściekać się na nią za nieodpowiedni ton albo dziwnie dobrane słowa. Istniały przecież takie tematy, w których nie było jasnego kodeksu zachowywania się odpowiednio. Bez skrępowania wytykała Ruelle błędy w tym, jak zamieniała swoje myśli i uczucia na słowa, ale w tej kwestii oczywistym było, że odpuści. Poprawka, którą zaatakowała ją Ruelle, była przecież bardzo sensowna. Trudno jej było postawić się na jej miejscu, a takie wyjaśnienie sprawiało, że zyskiwała dostęp do nowego fragmentu jej umysłu, który tak dzielnie cały czas przed nią broni. Oczywiście, że jej się to podobało.
— Cieszę się, że masz coś takiego. Do niektórych przychodzi to dużo później — zauważyła, odnosząc się do całego rytuały przygotowywania ciała. Skoro Prescott potrafiła znaleźć w tym ukojenie nie tylko na co dzień, ale i w takim trudnym momencie, to doskonale. Odnajdywanie spokoju w emocjach było przecież bardzo trudne i Cross znała mnóstwo osób dużo od nich starszych, którzy totalnie sobie z tym nie radzili.
— Swoją drogą, to ciekawe, że nawet uspokajamy się kompletnie na odwrót. — Uśmiechnęła się pod nosem, rozczulona tym faktem. Spokojne i metodyczne działanie byłoby ostatnim, co Cross by wybrała, żeby poradzić sobie z emocjami. Im więcej ich w niej siedziało, tym większego chaosu potrzebowała. Rzucała się w wir przypadkowych zachowań, nasycających jej ciało adrenaliną albo zatracała się w sztuce, która zawsze wyrywała z niej emocje z wyjątkowo brutalną siłą. Po takim intensywnym rozdarciu się na strzępy była absolutnie wykończona, ale też spokojniejsza. Zapadała w jej wnętrzu cisza jak po wybuchu bomby atomowej. Może i wszystko wokół było w zgliszczach, ale przynajmniej było stabilnie.
Złapała z nią kontakt wzrokowy, gdy tylko obróciła się w jej stronę. Komunikat nigdy nie był pewny, jeżeli nie był przekazywany prosto w oczy. Ruelle starała się jej teraz pokazać swoje emocje, więc artystka chciała zagarnąć od niej jak najwięcej. Chciała przyjąć każdy skrawek, jakim dziewczyna będzie chciała się podzielić, bo każdego z nich była ciekawa i wszystkie utwierdzały ją w przekonaniu, że potrzebowała jej w swoim życiu. Znaczy się sztuce. Czyli w sumie w życiu.
— Coś się zmienia po dwóch i pół roku? — W jej głosie nie było nadziei na pozytywną odpowiedź. Zdawała sobie sprawę, że są aspekty związane ze śmiercią, przy których nie jest w stanie opierać się na pozytywnych emocjach. Za dwa i pół roku będzie w tym samym miejscu tęsknoty, w którym Prescott była obecnie i zakładała, że wcale nie pozbędzie się ciężaru z serca.
Ruelle I. Prescott
Poison on the inside, I could be your antidote tonight
: pt lip 31, 2026 12:07 am
autor: Ruelle I. Prescott
Tego dnia były dla siebie zaskakująco łaskawe. Nie wściekały się o ton czy użycie niewłaściwych słów. Wydawało się, że naprawdę odnalazły w ten czy inny sposób wspólny język albo przynajmniej nauczyły się nie reagować tak ostro na słowa tej drugiej. Obie wersje wydawały się być całkiem prawdopodobne oraz sensowne.
Ich rozmowy dotykały całkiem osobistych tematów i mogłyby stać się zbyt drażliwe, ale udało im się podejść do tego wszystkiego z odpowiednim szacunkiem. Nie było drwin ani łapania za słówka. Nie wdawały się w niepotrzebne dyskusje, a zamiast tego po prostu słuchały i zadawały jedynie potrzebne pytania.
- Po prostu ludzie różnie reagują i mają różne potrzeby. W zasadzie ze wszystkim tak jest - przyznała w końcu, bo trudno też powiedzieć, aby było to dla niej coś oczyszczającego.
Uznała, że się do tego nadaje. Podchodziła do tego wszystkiego spokojnie i nie bała się dotknąć ciał. Inaczej też nie mogłaby myśleć o karierze patologa, który przecież zajmował się także przeprowadzaniem sekcji. Może nawet dobrze się stało, że to wszystko się wydarzyło? Chociaż na pewno wolałaby mieć przy sobie ukochaną babkę.
- Wiem... Mało kto potrafi to zrozumieć. Mamá twierdzi, że w trudnych momentach nie należy być samym, a ja... Potrzebuję pobyć sama, aby ułożyć sobie wszystko w głowie albo się odciąć od tego wszystkiego - wytłumaczyła, spoglądając jeszcze na uśmiechającą się w jej kierunku dziewczynę.
Trzeba było przyznać, że pod tym względem tworzyły całkiem wyraźny kontrast. Przywykła już jedna do tego, że różniła się pod takimi względami od innych ludzi także nie było to dla niej coś szczególnie zaskakującego. Na pewno jednak ciekawe było to jak odmienne były od siebie z Cross, a jednak wciąż jakoś jeszcze się ze sobą dogadywały. Przynajmniej teraz, bo w przeszłości bywało z tym krucho.
Ten jeden moment i spojrzenie wydawały się wyrażać więcej niż tysiąc słów. Potrzebowały tego. Może jednak faktycznie dostarczy swojej artystce inspiracji do kolejnego komiksu? Chociaż chyba nie o to teraz chodziło. Zwyczajnie chciały nawiązać swoiste porozumienie. Był to jeden z bardziej wyjątkowych momentów w ich pokręconej na wszelkie sposoby relacji.
- Zależy dla kogo - odparła, ale nie była to chyba najlepsza odpowiedź. - Chyba po prostu naturalnie zaczynasz o tym mniej myśleć dopóki samodzielnie tego nie rozdrapujesz ani coś ci nie przypomina o tej osobie.
Przynajmniej takie było jej odczucie, ale jak zdążyły już zauważyć to jednak różniły się od siebie dosyć znacząco. Nic zatem dziwnego, gdyby w przypadku Cross zadziało się zupełnie inaczej. Zwłaszcza, że miała jeszcze ten swój projekt artystyczny.
- Może komiks faktycznie pomoże ci coś zmienić. Będzie twoim katharsis i pomoże przetworzyć wszystko w odpowiedni sposób, bo będzie służył za katalizator emocji, które na niego przelejesz... W najgorszym wypadku otrzymasz coś, co będzie na każdym kroku przypominać ci o śmierci ważnej dla ciebie osoby - powiedziała, zwracając jej uwagę na to, co musiała przemyśleć.
Z pozoru wydawało się to być dobrym pomysłem, ale może zamiast pomóc to będzie jedynie bardziej ją ranił? Obie opcje były prawdopodobne i trudno było przewidzieć, kiedy właściwie dzieło artystki mogłoby się zwrócić przeciwko niej samemu.
River Cross
Poison on the inside, I could be your antidote tonight
: pt lip 31, 2026 10:09 am
autor: River Cross
Dawanie sobie nawzajem rad w kontekście radzenia sobie z problemami przy nich nie miało większego sensu. Podchodziły do nich kompletnie inaczej, a przy okazji obie były wyjątkowo uparte i zamknięte na traktowanie swoich umysłów inaczej niż zdążyły się do tego przyzwyczaić. Trzeba było się po prostu akceptować, co też nie zawsze było proste. Dzisiaj jednak przychodziło wyjątkowo łatwo..
— W trudnych momentach należy zrobić to, co doszczętnie cię nie zniszczy. Wszystko jedno, co to oznacza. — Rozumiała potrzebę zaszycia się w samotności, choć rzadko odzywały się w niej takie demony. Wiedziała też, że bardzo trudno jest wyczuć moment, w którym zaczynasz sobie szkodzić, a nie pomagać. Osoby patrzące na to z boku wcale ni oceniają tego bardziej umiejętnie. Słowem, no nie ma lekko. Nie była specjalistką od ludzkiej psychiki, daleko jej było do wyroczni, a obok kogoś, kto potrafi sobie w zdrowy sposób radzić z problemami, pewnie nawet nie stała.
Uśmiechnęła się smutno, skinąwszy głową. Mniej więcej takiej odpowiedzi się spodziewała. W tej kwestii nie ma prostych rozwiązań, ani nawet tych uniwersalnych. Trzeba było po prostu żyć dalej i trzymać kciuki, że jakoś to będzie. Unikanie rozdrapywania ran raczej nie leżało w jej naturze. Gdyby tak było, to pewnie teraz ze sobą by nie rozmawiały. Ruelle wielokrotnie już próbowała ją od siebie odsunąć w dość brutalny sposób, a Cross pakowała się w to z powrotem, udając, że wcale nie została aż tak mocno zraniona. Trzymała się myśli, że tanatopraktorka w końcu przestanie robić takie rzeczy i będzie tylko dobrze. Raven na pewno wyśmiałaby ją za takie podejście, ale na całe szczęście nie miała teraz aż tak wiele do powiedzenia. Ale czy River w ogóle by jej posłuchała, nawet gdyby przyjaciółka zmaterializowała się teraz tuż obok? Pewnie nie. Lubiła robić po swojemu i choć bardzo ceniła zdanie Vanberg, to istniały obszary, w których nie byliby w stanie kontrolować jej nawet wszechmocni bogowie. Prescott bez wątpienia była jednym z nich.
— Tak myślisz? Cóż, niewiele jest rzeczy na tym świecie, które mi nie przypominają o Raven, więc chyba bez różnicy. — Prychnęła z gorzkim rozbawieniem. Komiks pod tym względem chyba niewiele zmieni. Nie była w stanie nie myśleć o przyjaciółce. W ciągu półtora roku nie było dnia, by nie pojawiła się w jej myślach chociaż na moment i to się pewnie zbyt szybko nie zmieni. Niemniej jednak była naprawdę wdzięczna Ruelle, że się z nią tym wszystkim podzieliła i była gotowa słuchać tego, co artystka miała jej do powiedzenia. Obróciła się w jej stronę i ostrożnie sięgnęła do jednej z jej dłoni. Ujęła ją i rozłożyła szerzej drugą rękę. Skinęła zapraszająco do tanatopraktorki, ale jak raz, nie narzuciła jej dodatkowego dotyku. Przez te parę chwil dziewczyna wyraźnie starała się unikać kontaktu, co Cross starała się uszanować. Dodatkowo takie zwyczajne przytulenie, do którego ją zapraszała, nie leżało w ich naturze. Nie zdążyły się go nauczyć, bo właściwie nie miały ku temu okazji. A przynajmniej nie w ubraniach. Zakładała, że to może leżeć totalnie poza strefą komfortu Prescott, a nie chciała się w nią wpychać niepotrzebnie z buciorami.
Ruelle I. Prescott
Poison on the inside, I could be your antidote tonight
: pt lip 31, 2026 1:17 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Trudno było to wszystko nazwać radami. Bardziej po prostu dzieliły się ze sobą tym jak znosiły to wszystko. Chociaż też nie do końca. Trudno było właściwie określić czym była ta ich rozmowa. Bez wątpienia jednak było to coś niezwykłego. Nie była pewna czy jeszcze kiedyś się to powtórzy ani jak wpłynie na ich relację, ale na pewno nie będzie to im obojętne.
- Ujęłaś to wyjątkowo poetycko - zauważyła, gdy tylko River dorzuciła swoją mądrość.
Obie miały zupełnie inne potrzeby. Ruelle potrzebowała samotności, aby się wyciszyć i odzyskać nad sobą kontrolę. Nie wychodziło jej to w towarzystwie kogoś innego. Nienawidziła tego uczucia, gdy przestawała sprawować żelazną ręką władzę nad swoimi emocjami. To ją za bardzo obciążało. Zwłaszcza, że nie umiała i nie lubiła ich wyrażać.
Zdawała sobie sprawę, że te wszystkie rady mogą nie mieć zastosowania, gdy chodziło o artystkę, która chciała zawsze czuć jak najwięcej i jak najmocniej. Pod tym względem jednak różniły się drastycznie. To, co Prescott zostawiała w spokoju to rysowniczka rozgrzebywała bez końca. Prawdziwe przeciwne krańce biegunów. Oby tylko z całym tym nastawieniem River przeżyła więcej niż kolejne dwa lata, bo jeszcze zachciałoby jej się dołączyć do legendarnego Klubu 27 dla wiecznej chwały.
- Tak jak mówiłam: może ci pomóc, ale nie musi - powtórzyła, ale skoro już i tak było źle to co szkodziło spróbować?
Przynajmniej ktoś taki jak Raven zostałby uwieczniony w komiksie. Jej śmierć nabrałaby większego znaczenia. Albo i nie. Wszystko zależało jak zwykle od punktu widzenia, a ten bywał nadzwyczaj kapryśny.
Miały za sobą dosyć poruszającą wymianę zdań na dość przykry i wyjątkowo niewdzięczny temat. Wydawało się jednak, że dzięki temu osiągnęły wspólnie inną wrażliwość i zbliżyły się do siebie w innym sensie niż ten czysto fizyczny.
Dotychczas unikała kontaktu z artystką, ale rozmowa została zakończona. Nie było już nic innego do dodania. Dlatego też zacisnęła palce na jej dłoni, a widząc ten zachęcający gest, po prostu westchnęła i przylgnęła do jej boku.
- Możesz mnie odprowadzić do domu - mruknęła, zerkając jeszcze na nagrobek.
Chyba naprawdę nie zostało nic innego do dodania. Mogły zatem bez problemu ruszyć w kierunku Don Mills, aby oficjalnie zakończyć tę randkę pod domem Prescottów.
River Cross
Poison on the inside, I could be your antidote tonight
: pt lip 31, 2026 1:55 pm
autor: River Cross
Jak na prawdziwą artystkę przyznało, podchodziła do wszystkiego dość... artystycznie. Na pewno byłaby dużo zdrowsza i spokojniejsza, gdyby traktowała świat na chłodno i pragmatycznie, ale po prostu tak nie potrafiła. Prescott dodatkowo wzbudzała w niej tyle emocji, że zachowywanie przy niej w pełni trzeźwej i rozsądnej głowy było po prostu niemożliwe. Pozostawało jej tylko mieć nadzieję, że to poetyckie podejście do życia mimo wszystko podoba się jej modelce. Sposób myślenia Cross chyba nie irytował jej aż tak bardzo, skoro spędziła z nią cały dzień głównie rozmawiając, prawda? Cóż, logika podpowiadałaby, że tak, ale rysowniczka zdążyła się już nauczył, że z tą to nigdy tak naprawdę nie wiadomo i w każdej chwili była gotowa ją zaskoczyć.
Uśmiechnęła się ciepło, gdy tanatopraktorka jednak się do niej zbliżyła. Nie było w tym za dużo entuzjazmu, ale to akurat nic złego. W takim wypadku Cross była gotowa zapewnić go sobie samodzielnie. Przycisnęła ją do siebie mocno, obejmując szczelnie ramionami. Wtuliła twarz w jej włosy, raz jeszcze chcąc uspokoić się ich miękkością i zapachem.
— Mhm — cichym pomrukiem potwierdziła, że mogą już iść do niej. Ale nie ruszyła się z miejsca, ani nie wypuściła jej z objęć. To nie tak, że potrzebowała po tej rozmowie dodatkowego pocieszenia. Nie była już na etapie ciągłego roztrzęsienia stratą. Domyślała się, że Prescott też ma to dawno za sobą. Dziewczyna tak ją dzisiaj rozpieszczała bliskością, że nie umiałaby sobie odpuścić niespróbowania zagarnięcia jej dla siebie w takiej formie. Rozkoszowała się otaczającą je ciszą i ciepłem, które zalewało jej ciało dzięki bliskości Prescott. Kto by pomyślał, że uda jej się ukraść od Ruelle trochę czułości i to akurat w środku nocy na cmentarzu? No dobra, akurat pora i miejsce były czymś, co mogłaby zgadnąć. Z tanatopraktorką im bardziej absurdalnie, tym poprawniej. Niestety nie były w stanie sterczeć tak w nieskończoność. Którejś w końcu skończy się cierpliwość, pochłonie je piekło albo po prostu zastanie świt. Oderwała się od niej i zaraz złapała z powrotem za rękę, żeby w takiej konfiguracji mogły ruszyć do wyjścia z cmentarza.
Randka nieuchronnie zbliżała się do końca. W ocenie River wyszła naprawdę dobrze, prawie idealnie, ale wolała nie zakładać, jak to wszystko widziała Prescott, żeby się potem nie zawieść. Chętnie poszłaby z nią okrężną drogą i przeprowadziła wokół całego Toronto, zanim trafiłyby do jej dzielnicy, ale przecież nie może tak oszukiwać. Głównie przez to, że Ruelle znała to miasto i wiedziała lepiej od Cross, gdzie mieszka. Trzeba było wziąć to po prostu na klatę i zmierzyć się z pożegnaniem, które majaczyło już za następnym skrzyżowaniem.
Zatrzymała się, hamując przy okazji swoją modelkę. Przyciągnęła ją do siebie bliżej, po czym puściła dłoń i objęła ją uwolnioną ręką w talii. W głowie jej się nie mieściło, jakim cudem ta dziewczyna wyglądała aż tak dobrze nawet w tak skąpym świetle. Nachyliła się, chcąc odruchowo zatracić się w pocałunkach, ale się powstrzymała. To też byłoby oszukiwanie.
— Więc? — Wyprostowała się powoli i spojrzała na nią wyczekująco. Komunikat jednak nie był chyba zbyt precyzyjny.
— Decyzja należy do ciebie — dodała, skupiając się na jej oczach. Czuła, jak serce przyspiesza w oczekiwaniu na odpowiedź. Pisała jej, że po takim spotkaniu śmiało będzie mogła powiedzieć jej prosto w oczy, że ma dość i nie chce mieć z Cross nic więcej wspólnego, a ona to uszanuje. Nie miała zamiaru wycofywać się z tej deklaracji, ale też bardzo nie chciała usłyszeć takiej decyzji.
Ruelle I. Prescott
Poison on the inside, I could be your antidote tonight
: pt lip 31, 2026 3:11 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Trzeba przyznać, że było ciekawiej z tym jak podchodziły do życia. Miały zupełnie inne charaktery i może dzięki temu byłyby w stanie stworzyć harmonijny duet. Tylko, że raczej miały więcej wspólnego z burzą sprzeczności niż czymkolwiek bardziej związanym z równowagą.
Te różne doznania, których samodzielnie na pewno nie miałyby okazji zakosztować. Przynajmniej pod tym względem ich znajomość była wyjątkowo interesująca i obfita w kolejne doświadczenia. Na razie na to nie narzekała. Głównie dlatego, że rysowniczka była w stanie dopasować się do jej gustu.
Krótkie mruknięcie mówiło jedno, a zaciskające się wokół niej ramiona drugie. Chwilowo nie próbowała się z nich uwolnić. Był moment, gdy poczuła się niezręcznie z tym przedłużającym się uściskiem, który absolutnie nie miał nic wspólnego z rozleniwieniem po nadzwyczaj udanym seksie, a zamiast tego krył w sobie nieprzyzwoitą wręcz ilość czułości. To nie było coś dla niej.
Przez chwilę obejmowała rysowniczkę. Później jednak rozluźniła objęcia, czując się niepewnie. Artystka wciąż jednak nie zamierzała jej puszczać. Z czasem tanatopraktorka oswoiła się z tym gestem niczym lekko spłoszone zwierzę, wtulając się w nią z nieco większą pewnością.
Chyba obie zdołały wyciągnąć z tej randki więcej niż się kiedykolwiek spodziewały. Na pewno udało im się lepiej poznać, bo to nie ulegało jakiejkolwiek wątpliwości, ale wieczór nieuchronnie zamieniał się w noc, a ich wspólny czas tym razem był ograniczony przez pewnego rodzaju przyzwoitość.
Nie oponowała, gdy rysowniczka chwyciła ją za rękę, a zamiast tego splotła za sobą ich palce i posłusznie skierowała się do wyjścia z cmentarza. Wszystko wydawało się iść zgodnie z planem. Nic nie zapowiadało też dodatkowych przystanków czy zbaczania z kursu, gdy kierowały się w znajome rejony Don Mills, gdzie mieszkała Prescott. Z tym, że chyba wciąż coś chodziło po głowie rysowniczce.
Zatrzymała się, gdy poczuła szarpnięcie za rękę i odwróciła się do niej. Przekrzywiła lekko głowę, gdy tylko artystka objęła ją w talii, aby przyciągnąć bliżej siebie, ale oczekiwany pocałunek nie nadszedł. Zamiast tego usłyszała niejasne pytanie, które sprawiło, że spojrzała na nią spod ledwie otworzonych powiek.
Decyzja należała do niej? Teraz mogła myśleć tylko o jednym. Ułożyła dłoń na karku River i przyciągnęła ją do siebie. Wpiła się łapczywie w jej wargi, bo potrzebowała tego bardziej niż czegokolwiek innego. Sądziła też, że posłuży jej to za wystarczającą odpowiedź.
- Chodźmy - wypowiedziała ściszonym głosem tuż przy jej ustach, gdy już zdołała się od nich oderwać. - Może zasłużysz na pocałunek pod domem.
Tyle miała jej do powiedzenia. Wysunęła się z jej objęć i chwyciła za rękę, aby raz jeszcze pociągnąć ją w odpowiednim kierunku. To było jedyne, co miała jej chwilowo do powiedzenia.
River Cross