Rozdział III. Too late, still you.
: czw sie 20, 2026 9:34 pm
trigger warning
przekleństwaCo mówiło?
Za czym tęskniło? Do kogo?
Wiedział.
- Lubi się bawić, ale tylko w procę, naklejki i wyścigi, lalkami nie - rzucił mówiąc o tym swoim sercu, które kiedyś to uwielbiało. Gdy mieli po dziesięć lat, i ścigali się z jej mamą, strzelali z procy i zbierali naklejki. A potem tyle rzeczy się wydarzyło. A przez ostatnie lata to serce bardzo się zmieniło. A może w ogóle uschło i nie potrafiło już kochać?
Znowu się zamyślił, ale z tego stanu wyrwał go krzyk dziewczynki.
A ja człowiekiem! - parsknął śmiechem, tak szczerze i miło. Tak jak jeszcze chyba się przy niej nie śmiał, ale zaraz zainteresował się tym dzikim zwierzem - a jakim? - zapytał Madox, bo on zawsze w jej wieku chciał być dzikim kotem, wtedy mógłby całe dnie łazić po drzewach i nikt by o to na niego nie krzyczał. Albo mógłby się wylegiwać na gałęzi, chodzić swoimi ścieżkami i mruczeć.
Mariana zaraz jednak wyjaśniła, że to o pojazd chodzi, a Madox zerknął na nią z ukosa z niemym dzięki wymalowanym w spojrzeniu.
A kiedy Amra wyrwała się tak, żeby zobaczyć jego motocykl, to też spojrzał na jej nianię, ale schylił się znowu po czekolady.
- Jak... ona ci pozwoli - właściwie nie wiedział kim była dla niej dziewczyna, nie znał jej, ale podejrzewał, że może jakąś opiekunką, sąsiadką? Koleżanką Pilar? - A co będzie na kolację? A co jak brokuły? Też je zjesz? - zaczepił jeszcze dziewczynkę, ale jej opiekunka już się zgodziła, a mała krzyknęła, że to super. Madox też od razu zamierzył się do wyjścia, ale no tak... czekoladki.
Dobrze, że chociaż jeden odpowiedzialny dorosły tu z nimi był.
I nie był to na pewno Madox, bo kiedy tylko wyszli przed sklep, to on już odwracał się do dziewczynki, idąc tyłem po parkingu. A oczy błyszczały mu pewnie tak, jak tej małej. Śmiesznie to mogło wyglądać z boku, biorąc pod uwagę, że był łysym typem z dziarami, w motocyklowej kurtce.
- Na tym można bardzo szybko jeździć, ale wtedy jest najlepiej - no tak, bo Madox zawsze lubił szybką jazdę, a później on przecież kupił ten swój wymarzony motor i co? I jechali na nim z Pilar tylko raz, wtedy na tą plażę. A później przez sześć lat nie jeździł wcale. Siedział w pace i mógł o tym tylko pomarzyć, a czasem to nawet nie. Bo myśli zaprzątały mu inne rzeczy, bo nie liczył na to, że szybko wyjdzie. W pewnym momencie myślał nawet, że nigdy.
Ale w końcu mu się udało, nic więc dziwnego, że kiedy tylko się wyrwał, to zaraz kupił sobie samochód, chociaż prawa jazdy jeszcze nie miał, a potem też motocykl.
A skąd miał na to pieniądze? Ciekawe to było...
To że wynosił ze swojego mieszkania torby pełne gotówki, jedna za drugą.
- Twoja mama jest... - zaczął, a zaraz się potknął i nie dokończył, bo musiał złapać równowagę, ale chciał powiedzieć, że Pilar to dzikuska, nie dziwiło go wcale, że jeździła szybko. Że lubiła szybką jazdę.
Znowu wracał myślami do tego jak mieli po osiemnaście lat, jak marzyli, że wezmą ślub, a potem kupią motocykl, żeby jeździć nim po wybrzeżu. Mało brakowało, żeby to się stało. Dwa. Kurwa. Dni.
- Co? - spuścił spojrzenie na dziewczynkę, kiedy go zaczepiła wystawiając w jego kierunku czekoladkę - pokaż - wziął od niej batona i najpierw spróbował palcami, ale papierek mu się w nich ślizgał, więc... pomógł sobie zębami - a jaką byś chciała? - zapytał odnośnie naklejki, zerkając do środka, zanim go jej oddał. Już widział, że wylosował jej się koliberek, a kiedy Amra szarpnęła go za nogawkę, to oddał jej batonik.
- O tam jest mój motocykl - powiedział pokazując im zaparkowany niedaleko czerwony ścigacz. Był duży i błyszczał w świetle słońca. Honda Fireblade od razu rzucała się w oczy.
I Amra też zawiesiła na niej spojrzenie, a zaraz wyrwała się do przodu, tylko chyba nie przekalkulowała tego, bo w rączkach miała batonik, tu chciała podbiec do motocykla, wszystko na raz po prostu, i się potknęła. Poleciała w przód i pewnie już by miała pozdzierane kolana i ręce, gdyby Madox do niej nie doskoczył i jej nie złapał, bo Mariane ruszyła w ich kierunku dopiero gdy Noriega chwycił dziewczynkę pod pachy i wziął na ręce. Czyli jakiś Anioł Stróż dzisiaj nad nią czuwał.
- Wow, musisz bardziej uważać, bo byłaby gleba - uśmiechnął się do niej lekko, trzymając ją na ramieniu, ale zaraz spojrzał na jej opiekunkę - a ty musisz być trochę szybsza niż takie narwane... Trzylatki? Cztero? - strzelał przechylając na bok głowę. Ale założył, że Pilar nie tak od razu poleciała w ramiona Galena Wyatta. Chociaż kto ją tam wie... ślub brali później. Słyszał o nim w więzieniu. Dużo później.
Postawił dziewczynkę dopiero przy swoim czerwonym motocyklu, ściągnął z niego czarny kask z ciemną szybką, żeby go jej pokazać - furia roja, tak go nazwałem - wyjaśnił przesuwając palcami po karoserii. A zaraz schylił się, żeby wsadzić na niego Amrę. Nie dostawała nawet do kierownicy, więc ją przytrzymał opierając się obok niej o motocykl - a to jest na głowę - pokazał jej kask, jakby nie wiedziała, a potem założył go jej na mały łebek.
Amra