one weekend. no disasters. hopefully.
: sob sie 29, 2026 8:47 pm
Oczywiście, że zamierzał bronić tego nieszczęsnego tatuażu i zdecydowanie nie planował – ani wtedy, tuż po jego zrobieniu, ani tym bardziej po tak długim czasie – zakrywać go niczym innym. Zwyczajnie… chyba po prostu miał do niego sentyment. Przez okoliczności, w jakich ten powstał – bo przecież nie codziennie ma się okazję zrywać kogoś w porze, co do której można mieć poważne wątpliwości, czy wciąż powinno się ją nazywać nocą, czy może jednak bardzo wczesnym porankiem. I to tylko po to, by zaproponować wizytę u poznanego kilka chwil wcześniej wątpliwej jakości tatuażysty… A jeszcze rzadziej ma się pewnie okazję trafić na kogoś, kto po tak brzmiącej ofercie – niezależnie już od pory – rzeczywiście zdecydowałby się na coś podobnego. Poza tym – jakkolwiek wiele można byłoby zarzucić jakości wykonania, to wciąż był przecież pierwszy tatuaż. A do tych zawsze miało się jednak sentyment – niezależnie od tego, jak kiepskie mogłyby być. I… pewnie znalazłoby się jeszcze co najmniej kilka powodów, dla których Dante mógłby wciąż upierać się przy zajebistości tego konkretnego dzieła. Choć bardzo możliwe, że większość z nich i tak pozostawałaby zrozumiała – czy też jakkolwiek logiczna – tylko dla niego. Jak choćby to, że ten skreślony – i ponownie zapisany z dokładnie tym samym błędem – napis był zwyczajnie zabawny.
– No tak, twój zdecydowanie musiał być jakiś wybrakowany… – zauważył więc, gdy zasugerowała niezgodność stosowanych przez nich słowników. Bo to chyba oczywiste, że to właśnie jego definicja była tą jak najbardziej prawidłową. Nawet, jeśli zdecydowana większość najpewniej przyznałaby w tej kwestii rację Elsie.
Tym razem to on uniósł jednak wymownie brwi, kiedy już wspomniała o tej możliwej alternatywnej formie zarobku. Choć raczej wątpliwe było, by miał to potraktować jakkolwiek serio, skoro wciąż na jego twarzy dość wyraźnie widoczny był uśmiech. A ten raczej nie byłby ani trochę na miejscu, gdyby rzeczywiście choćby trochę prawdopodobne było to, żeby jego dziewczyna planowała zacząć zarabiać w ten właśnie sposób.
– Twój kumpel z szuflady pewnie mógłby zyskać na popularności… Jesteś pewna, że jest już gotowy na to, żeby pokazać się światu? – a skoro nie zamierzał brać jej słów ani trochę na poważnie, to… nic nie stało na przeszkodzie również pod tym względem, by nieco przeciągnąć ten dość oczywisty żart…
Nie miał za to pojęcia, czy ten niespodziewany pocałunek – na który nawet mimo zaskoczenia i tak odpowiedział bez choćby chwili zawahania – faktycznie miał jakkolwiek podziałać na dwie przypadkowe dziewczyny, jednak… z całą pewnością był wystarczający, by Dante nie zwrócił na żadną z nich nawet przelotnej uwagi. Chociaż… prawdopodobnie i bez tego byłoby dokładnie tak samo. Nawet nie zauważył przecież tego puszczonego w jego stronę oczka, w tamtym momencie zamierzając raczej odwrócić się, żeby zerknąć na Murphy’ego. Zwłaszcza, że ten – tak dla odmiany – najwyraźniej dość żywo zainteresował się kierowanymi pod jego adresem pochwałami. Jakby faktycznie mógł je w ogóle zrozumieć… O ile jednak do tej pory musiał całą tę wycieczkę uważać za dość nieciekawą i od momentu wypłynięcia podejrzanie grzecznie leżał na swoim miejscu – możliwe, że jednak nadmiar wody dookoła nieco go przerastał – o tyle słysząc te zachwyty pieskami w kamizelkach poderwał się momentalnie, odpowiadając nawet kilkoma szczeknięciami i energicznym merdając ogonem. Zanim więc miałby wpaść na genialny pomysł, żeby na przykład wyskoczyć do wody, Dante – ignorując kompletnie tę część wypowiedzi, która miała najwyraźniej odnosić się do niego – wolał odwrócić się w jego stronę i jakoś temu zapobiec. Tyle, że… ewidentnie coś pilniejszego całkiem skutecznie go rozproszyło.
– Mhm… I od kiedy niby przejmujesz się takimi tępymi kredkami…? – od zawsze pewnie byłoby tu całkiem trafną odpowiedzią… Bo przecież nie sposób byłoby nie zauważyć, jak niemal za każdym razem reagowała czy to na durne uwagi Ashley, czy też jakiejkolwiek mniej lub bardziej znajomej dziewczyny, kiedy te wypowiadane były akurat w jej obecności. Tak, jakby do tej pory nie dał jej jeszcze dość dowodów na to, że naprawdę podobne wypowiedzi nie robiły na nim żadnego wrażenia. Tak samo jak puszczane oczka, czy cokolwiek innego, co miałyby do zaoferowania ktokolwiek, kto nie był nią.
Chociaż nawet znając tę najbardziej trafną odpowiedź na swoje pytanie, zwyczajnie nie mógłby odpuścić sobie zadania go. Z wyraźnym rozbawieniem, którego nawet nie próbował w żaden sposób maskować. A które pewnie jeszcze bardziej by się nasiliło, gdyby tylko miał okazję zobaczyć ewidentnie zniesmaczoną minę dziewczyny, której Elsa zafundowała cały ten pokaz.
Słysząc jednak jej kolejne słowa, musiał pozwolić na to, żeby chwilowo całe to rozbawienie ustąpiło miejsca dość szczeremu zaskoczeniu. Bo… jasne, faktycznie miał jakieś doświadczenie jeśli chodziło o tatuowanie, zdarzyło mu się nawet przez jakiś czas pracować w ten sposób podczas jego rocznego wyjazdu poza Toronto, ale… chyba nie do końca spodziewał się, że faktycznie Elsa miałaby chcieć, żeby to on wykonał jej ten pierwszy malunek na skórze. I to nie w formie szablonu, który ktoś inny miałby przenieść na wybrane miejsce na ciele – co pewnie byłoby opcją nieco mniej zaskakującą. I przy okazji z mniejszą odpowiedzialnością, gdyby coś jednak miało pójść nie do końca tak, jak powinno.
Zwłaszcza, że istniał przynajmniej jeden problem, który mógł dość mocno komplikować zrealizowanie tego pomysłu…
– W takim razie trzeba byłoby znaleźć kogoś, kto chciałby podzielić się sprzętem. Wiesz, że to może być trochę trudniejsze niż po prostu znalezienie ci tatuażysty, nie? – uśmiechnął się ponownie, bo w zasadzie… wciąż mimo wszystko nie było to zadanie kompletnie niewykonalne. Nieco bardziej skomplikowane – zwłaszcza, że wolałby jednak nie korzystać w tym wypadku z maszynki pożyczonej od kogoś pokroju Kyle’a czy tam Cole’a – ale wciąż jednak całkiem realne. No i jednak kłamstwem byłoby stwierdzenie, że w żaden sposób nie schlebiało mu to, że faktycznie to właśnie jemu chciałaby ten pierwszy tatuaż powierzyć…
Elsa Eriksen
– No tak, twój zdecydowanie musiał być jakiś wybrakowany… – zauważył więc, gdy zasugerowała niezgodność stosowanych przez nich słowników. Bo to chyba oczywiste, że to właśnie jego definicja była tą jak najbardziej prawidłową. Nawet, jeśli zdecydowana większość najpewniej przyznałaby w tej kwestii rację Elsie.
Tym razem to on uniósł jednak wymownie brwi, kiedy już wspomniała o tej możliwej alternatywnej formie zarobku. Choć raczej wątpliwe było, by miał to potraktować jakkolwiek serio, skoro wciąż na jego twarzy dość wyraźnie widoczny był uśmiech. A ten raczej nie byłby ani trochę na miejscu, gdyby rzeczywiście choćby trochę prawdopodobne było to, żeby jego dziewczyna planowała zacząć zarabiać w ten właśnie sposób.
– Twój kumpel z szuflady pewnie mógłby zyskać na popularności… Jesteś pewna, że jest już gotowy na to, żeby pokazać się światu? – a skoro nie zamierzał brać jej słów ani trochę na poważnie, to… nic nie stało na przeszkodzie również pod tym względem, by nieco przeciągnąć ten dość oczywisty żart…
Nie miał za to pojęcia, czy ten niespodziewany pocałunek – na który nawet mimo zaskoczenia i tak odpowiedział bez choćby chwili zawahania – faktycznie miał jakkolwiek podziałać na dwie przypadkowe dziewczyny, jednak… z całą pewnością był wystarczający, by Dante nie zwrócił na żadną z nich nawet przelotnej uwagi. Chociaż… prawdopodobnie i bez tego byłoby dokładnie tak samo. Nawet nie zauważył przecież tego puszczonego w jego stronę oczka, w tamtym momencie zamierzając raczej odwrócić się, żeby zerknąć na Murphy’ego. Zwłaszcza, że ten – tak dla odmiany – najwyraźniej dość żywo zainteresował się kierowanymi pod jego adresem pochwałami. Jakby faktycznie mógł je w ogóle zrozumieć… O ile jednak do tej pory musiał całą tę wycieczkę uważać za dość nieciekawą i od momentu wypłynięcia podejrzanie grzecznie leżał na swoim miejscu – możliwe, że jednak nadmiar wody dookoła nieco go przerastał – o tyle słysząc te zachwyty pieskami w kamizelkach poderwał się momentalnie, odpowiadając nawet kilkoma szczeknięciami i energicznym merdając ogonem. Zanim więc miałby wpaść na genialny pomysł, żeby na przykład wyskoczyć do wody, Dante – ignorując kompletnie tę część wypowiedzi, która miała najwyraźniej odnosić się do niego – wolał odwrócić się w jego stronę i jakoś temu zapobiec. Tyle, że… ewidentnie coś pilniejszego całkiem skutecznie go rozproszyło.
– Mhm… I od kiedy niby przejmujesz się takimi tępymi kredkami…? – od zawsze pewnie byłoby tu całkiem trafną odpowiedzią… Bo przecież nie sposób byłoby nie zauważyć, jak niemal za każdym razem reagowała czy to na durne uwagi Ashley, czy też jakiejkolwiek mniej lub bardziej znajomej dziewczyny, kiedy te wypowiadane były akurat w jej obecności. Tak, jakby do tej pory nie dał jej jeszcze dość dowodów na to, że naprawdę podobne wypowiedzi nie robiły na nim żadnego wrażenia. Tak samo jak puszczane oczka, czy cokolwiek innego, co miałyby do zaoferowania ktokolwiek, kto nie był nią.
Chociaż nawet znając tę najbardziej trafną odpowiedź na swoje pytanie, zwyczajnie nie mógłby odpuścić sobie zadania go. Z wyraźnym rozbawieniem, którego nawet nie próbował w żaden sposób maskować. A które pewnie jeszcze bardziej by się nasiliło, gdyby tylko miał okazję zobaczyć ewidentnie zniesmaczoną minę dziewczyny, której Elsa zafundowała cały ten pokaz.
Słysząc jednak jej kolejne słowa, musiał pozwolić na to, żeby chwilowo całe to rozbawienie ustąpiło miejsca dość szczeremu zaskoczeniu. Bo… jasne, faktycznie miał jakieś doświadczenie jeśli chodziło o tatuowanie, zdarzyło mu się nawet przez jakiś czas pracować w ten sposób podczas jego rocznego wyjazdu poza Toronto, ale… chyba nie do końca spodziewał się, że faktycznie Elsa miałaby chcieć, żeby to on wykonał jej ten pierwszy malunek na skórze. I to nie w formie szablonu, który ktoś inny miałby przenieść na wybrane miejsce na ciele – co pewnie byłoby opcją nieco mniej zaskakującą. I przy okazji z mniejszą odpowiedzialnością, gdyby coś jednak miało pójść nie do końca tak, jak powinno.
Zwłaszcza, że istniał przynajmniej jeden problem, który mógł dość mocno komplikować zrealizowanie tego pomysłu…
– W takim razie trzeba byłoby znaleźć kogoś, kto chciałby podzielić się sprzętem. Wiesz, że to może być trochę trudniejsze niż po prostu znalezienie ci tatuażysty, nie? – uśmiechnął się ponownie, bo w zasadzie… wciąż mimo wszystko nie było to zadanie kompletnie niewykonalne. Nieco bardziej skomplikowane – zwłaszcza, że wolałby jednak nie korzystać w tym wypadku z maszynki pożyczonej od kogoś pokroju Kyle’a czy tam Cole’a – ale wciąż jednak całkiem realne. No i jednak kłamstwem byłoby stwierdzenie, że w żaden sposób nie schlebiało mu to, że faktycznie to właśnie jemu chciałaby ten pierwszy tatuaż powierzyć…
Elsa Eriksen