Strona 6 z 6

'Te amo, te amo', she said to me

: pt wrz 11, 2026 1:27 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Właśnie tego typu konwersacji Ruelle się obawiała. Nie chciała teraz wysłuchiwać całej tyrady na temat tego, że ukrywa wszystko przed rodziną i dystansuje się od nich... W zasadzie to robiła. Ostatnie miesiące były dla niej ciężkie i zapewne sama była wyjątkowo nieznośna dla wszystkich wokół.
Studia, praca, a dodatkowo jeszcze to wszystko w co się uwikłała z artystką zdecydowanie odciskały swoje piętno na tanatopraktorce, która potrzebowała zdecydowanie więcej czasu w samotności swojego pokoju, aby wszystko to przetworzyć i zrelaksować się po tych wszystkich potwornych stresach dni i nocy. Parę razy już zdążyła się zetrzeć z Isabel, która miała problem z tym jak często córka spędzała noc lub większą jej część u kogoś innego, zasłaniając się najczęściej koleżankami. Zdecydowanie nie odpowiadał jej ten powtarzający się problem.
Zdecydowanie powinny poświęcić więcej czasu na kwestie związane z komiksem. Nie wykorzystały odpowiednio potencjału tego tematu, który mógłby okazać się o wiele ciekawszy i przyjemniejszy do omawiania niż to, co działo się pomiędzy dwójką dziewczyn sterczących w kuchni przed Portorykanką. Czemu naprawdę nie mogła się uczepić czegoś innego? Albo osaczyć Rue w momencie, gdy ta była sama? Tak byłoby zdecydowanie uczciwiej.
Ruelle chciała od tego uciec. Nie miała jednak zbytnio pojęcia jak miałaby w ogóle to zrobić. Nie miała pojęcia, co właściwie mogłoby przekonać jej nadopiekuńczą w latynoski sposób matkę. Zawsze twierdziła, że ta próbuje się aż za bardzo interesować jej życiem i stroniła od mówienia jej zbyt wiele. Zwłaszcza, że sporo z rzeczy, które się w nim działo mogłoby stawić ją w złym świetle, a nie chciała tak się prezentować własnej rodzicielce.
Nic jednak nie działało. Nie umiała się postawić sama z siebie. Zamiast tego zamieniała się przy Isabel w dziecko, które bało się krytyki i rozczarowania rodzica. Nie sądziła nawet, że kiedyś pokaże się Cross z tej strony, a jednak... Wszystko przez cholerną Isabel, która powinna lepiej ją zdzielić klapkiem po tyłku zamiast prowadzić przesłuchanie w sprawie romansu córki.
Nie spodziewała się tego, że River tak śmiało wystąpi do przodu i stanie w jej obronie. Pani Prescott chyba również nie oczekiwała takiego obrotu spraw. Przez moment obie tylko mogły wysłuchać tego wyzwania, które rysowniczka postanowiła rzucić Portorykance, stając przed nią z wysoko uniesioną głową.
Isabel wydawała się być pod wrażeniem. Jej złość zelżała na chwilę, gdy tylko artystka postanowiła wziąć Ruelle w obronę. Chciała nawet zadać jakieś pytanie, ale nie zdążyła nawet go wyartykułować, bo w tym momencie córka pociągnęła swoją dziewczynę za rękę, aby odsunąć ją od Latynoski.
- River, wystarczy. Déjalo - poleciła jej, nie zwracając uwagi na to, że dziewczyna nie rozumie przecież hiszpańskiego, a następnie spojrzała na swoją matkę. - Y tú también.
Nie planowała się stawiać, ani sięgać po jakieś większe wyznania, ale chyba w tym momencie nie miała większego wyboru. Odetchnęła ciężko i spojrzała prosto w oczy Isabel, tak podobne do jej własnych.
- Tak. Sypiam z nią. Nie powiedziałam ci, bo nigdy na dobrą sprawę nie byłyśmy razem, a to nie są rzeczy, o których się mówi matkom - powiedziała w końcu i sama nie miała pewności czy w jakikolwiek sposób jej ulżyło czy może jeszcze bardziej ją ścisnęło w środku. - Teraz już wiesz. Możesz być zawiedziona, możesz mnie oceniać... No me importa. - Zacisnęła jeszcze mocniej palce na ręce rysowniczki, aby ukryć ich drżenie, gdy pełnym emocji głosem zwracała się do swojej rodzicielki.
Isabel wyraźnie zmiękła, ale na razie nie zdobyła się na to, aby powiedzieć, coś jeszcze. To był chyba jeden z tych nielicznych momentów, gdy po prostu nie potrafiła się zdobyć na wydobycie z siebie głosu.

River Cross

'Te amo, te amo', she said to me

: pt wrz 11, 2026 10:09 pm
autor: River Cross
Rozmowa z Isabel dała jej więcej informacji na temat Ruelle niż mogła przypuszczać. Żaden z mebli w tym domu nie zrobiłby tego samego – a w tym kolosalnym domu na pewno była cała masa ciekawych przedmiotów. Obserwowanie na własne oczy, jak dziewczyna się zmienia i jaki wpływ ma na nią jej matka było bardzo interesujące. Przynajmniej teraz nie miała żadnych wątpliwości, po kim miała temperament. Tylko czemu nie używa go w starciu z Isabel? Z jakiegoś powodu nie postawienie się jej nie było dla niej proste. W rozmowie z Cross nie bała się ani bezpośredniości, ani krzyku. Tutaj było inaczej. Ruelle sprawiała wrażenie przegranej, zanim pojedynek na dobre się rozpoczął.
Nie miała pojęcia, czy Isabel odpowie na jej obronę czy może będzie zbyt zaskoczona, że w ogóle się jej postawiła, żeby się buntować. W tym wypadku było jej wszystko jedno. Była gotowa brnąć dalej w każdą opcję. Nie da się zaskoczyć tej kobiecie. Nie ma takiej opcji. Chciała obronić Rue przed kolejnymi atakami. To nie jest forma nerwów, której dziewczyna potrzebowała. Nie wtrąciłaby się, gdyby obie po prostu zaczęły się na siebie wściekle wydzierać albo prowadzić dyskusję jak równa z równą. To jednak nie było uczciwym układem. Miała wrażenie, że zobaczyła w oczach kobiety coś nowego. Czyżby nieco się uspokoiła dzięki temu aktowi buntu? Może była jedną z tych matek, które nie chciałyby, żeby ich córka skończyła z kimś, kto nie był gotowy za nią walczyć? Cóż, w takim razie świetnie trafiła.
Nie odrywała jeszcze przez moment spojrzenia od oczu Isabel, nawet gdy Rue pociągnęła ją za rękę. W końcu jednak skierowała spojrzenie na młodszą Prescott. Sprawiała wrażenie, jakby udało jej się wziąć w garść. Cross nie była jeszcze pewna, czy to są tylko pozory, ale pozwoliła jej działać. Obserwowała klatkę piersiową dziewczyny poruszającą się w głębszych oddechach, gdy zbierała myśli, zanim się odezwała.
Zaskoczyła ją. Może wciąż strasznie ją uprzedmiotowiała, ale przynajmniej wreszcie odważyła się powiedzieć to komuś trzeciemu! Czyż to nie było urocze? Na swój bardzo pokręcony sposób ma się rozumieć. Niemniej jednak była z niej dumna. Domyślała się, że opanowanie nerwów nie mogło być proste. W oczach rysowniczki od razu pojawiła się czułość. Położyła wolną dłoń na jej potylicy i delikatnie przysunęła głowę dziewczyny bliżej. Ucałowała jej skroń, chcąc okazać jej dodatkowe wsparcie w sposób, do którego nikt nie powinien mieć pretensji.
— To może jednak już pójdę, co? — zasugerowała ciszej, obniżając głowę i szukając jej spojrzenia. Jej dłoń zsunęła się na kark Latynoski. Atmosfera i tak już trochę siadła, a nie chciała odbierać im możliwości porządnego pokłócenia się w rodzinnym gronie.
— Przyjdę w twoje urodziny, ale gdzieś cię zabiorę. Pasuje? — dodała, a jej palce przemknęły przez ramię tanatopraktorki aż do barku. Nie zwracała większej uwagi za stojącą obok Isabel. Jak zwykle ograniczyła swój świat wyłącznie do Ruelle i jej nastroju. Nie miała zamiaru ruszyć się z miejsca, póki nie pozna jej zdania w obu tych kwestiach.

Ruelle I. Prescott

'Te amo, te amo', she said to me

: sob wrz 12, 2026 12:56 am
autor: Ruelle I. Prescott
Nie było wątpliwości,, co do tego po kim Ruelle mogła odziedziczyć temperament. Z drugiej strony to River jednak nie miała okazji do tego, aby zbytnio poznać Jonathana. Trudno jednak było przypuszczać, aby mógł on posiadać charakter zbliżony do tego małżonki. Inaczej z pewnością już dawno ich dom stałby się jakąś sceną zbrodni.
Nie potrafiła się postawić Isabel. Nie była dla Ruelle taka jak inni, którym potrafiła się raz dwa odgryźć. W końcu to była matka. Była wyjątkową osobą i traktowała ją zupełnie inaczej niż całą resztę. To ona ją ukształtowała, dbała o nią i... Chciała być dla niej dobrą córką, a pewne rzeczy zwyczajnie nie pasowały do podobnego obrazu idealnej latorośli.
Gdyby nie to jak zareagowała River, zapewne nigdy nie odważyłaby się przyznać otwarcie do tego, jak się sprawy miały między nimi. Mówiła zwyczajnie szczerze. Nie ukrywała kompletnie nic. Nie musiała w końcu chyba zasypywać ją szczegółami dotyczącymi swojego pożycia, aby przekazać wystarczająco przekonujący komunikat.
Bała się. Oczywiście, że się bała. Zdradzał to jej oddech, sztywna postawa i sposób w jaki spoglądała w kierunku kobiety. Całe szczęście, że nie widać było tego jak drżą jej dłonie. Bo nie było tego widać, prawda?
Cross miała wyjątkowe właściwości kojące. Tylko, że mimo wszystko trudno było jej się rozluźnić w tym momencie. Wciąż była spięta w momencie, gdy River ułożyła dłoń na jej głowie, aby przyciągnąć ją do tego drobnego pocałunku. Mimo wszystko w końcu pochyliła się ku niej i odetchnęła głęboko.
Nie chciała jej sprowadzać po raz kolejny wyłącznie do seksu, ale czy właśnie nie to najbardziej interesowało Isabel? Chciała wiedzieć od kiedy były razem, czy ze sobą sypiały... Właśnie w tej kwestii udzieliła jej odpowiedzi. Pewnie niezadowalającej, ale to nie miało znaczenia. Przynajmniej młoda Prescott to sobie wmawiała, gdy jej matka przypatrywała się temu w jak czuły sposób rysowniczka traktuje tanatopraktorkę.
- Zależy ci, co? - zapytała jeszcze już bez tej dziwnej ostrej nuty w głosie.
Ruelle uznała jednak, że pewnie lepiej jest zignorować pytanie Isabel i zamiast tego skupić się lepiej na tym, co mówiła do niej Cross. Głównie na tej pierwszej kwestii. Nie chciała jej tu dłużej trzymać. W końcu nie powinna w ogóle być wciągana w ten dziwny rodzinny konflikt. Było jej naprawdę głupio, że rysowniczka musiała tego wysłuchiwać.
- Chodź. Znajdę ci coś do przebrania - zaproponowała i pociągnęła ją za rękę w stronę schodów.
Delikatny dotyk artystki wciąż nie sprawił, że jej spięte mięśnie mogły się rozluźnić. Wyminęła spokojnie Isabel, która, całe szczęście, nie próbowała ich zatrzymać i ruszyła na górę. Po drodze zobaczyła jeszcze jak przebrany w piżamę i szlafrok Jonathan wygląda z zajmowanej sypialni. Jego zmierzwione kasztanowe włosy świadczyły o tym, że musiał wygrzebać się z łóżka.
- Wszystko w porządku? - zapytał głosem, w którym pobrzmiewało zmartwienie.
Najwyraźniej musiał dosłyszeć podniesione głosy dobiegające z kuchni. Ruelle westchnęła tylko i skinęła głową. Nie miała siły, aby mu wszystko tłumaczyć. Najwyraźniej tylko wystarczyło ojcu. W normalnych okolicznościach pewnie jeszcze próbowałby ją do siebie przyciągnąć, ale najwyraźniej nie chciał zwiększać ryzyka zarażenia jej.
W końcu dotarła do swojego pokoju i zamknęła za nimi drzwi. Niemal od razu skierowała się do szafy, aby znaleźć coś, co mogłaby użyczyć swojej rysowniczce. Może i nie miały takich samych wymiarów, ale zawsze znalazłaby się jakaś spódniczka, która leżałaby idealnie na długonogiej Azjatce.
- Nie przejmuj się urodzinami... I tak ich nie obchodzę, ale zawsze organizują jakąś rodzinną imprezę - odpowiedziała, nie patrząc w jej kierunku, a zamiast tego, wciąż poświęcała swoją uwagę otwartej szafie z ubraniami.
Tak było prościej. Na razie nie chciała spoglądać na nią. Czuła się zwyczajnie durnie z tym, że pokazała jej się od tak emocjonalnej i słabej strony. River nigdy nie powinna tego wszystkiego uświadczyć, a jednak... Co za wstyd. Wręcz palił ją od środka.

River Cross