Strona 6 z 7
'Te amo, te amo', she said to me
: pt wrz 11, 2026 1:27 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Właśnie tego typu konwersacji Ruelle się obawiała. Nie chciała teraz wysłuchiwać całej tyrady na temat tego, że ukrywa wszystko przed rodziną i dystansuje się od nich... W zasadzie to robiła. Ostatnie miesiące były dla niej ciężkie i zapewne sama była wyjątkowo nieznośna dla wszystkich wokół.
Studia, praca, a dodatkowo jeszcze to wszystko w co się uwikłała z artystką zdecydowanie odciskały swoje piętno na tanatopraktorce, która potrzebowała zdecydowanie więcej czasu w samotności swojego pokoju, aby wszystko to przetworzyć i zrelaksować się po tych wszystkich potwornych stresach dni i nocy. Parę razy już zdążyła się zetrzeć z Isabel, która miała problem z tym jak często córka spędzała noc lub większą jej część u kogoś innego, zasłaniając się najczęściej koleżankami. Zdecydowanie nie odpowiadał jej ten powtarzający się problem.
Zdecydowanie powinny poświęcić więcej czasu na kwestie związane z komiksem. Nie wykorzystały odpowiednio potencjału tego tematu, który mógłby okazać się o wiele ciekawszy i przyjemniejszy do omawiania niż to, co działo się pomiędzy dwójką dziewczyn sterczących w kuchni przed Portorykanką. Czemu naprawdę nie mogła się uczepić czegoś innego? Albo osaczyć Rue w momencie, gdy ta była sama? Tak byłoby zdecydowanie uczciwiej.
Ruelle chciała od tego uciec. Nie miała jednak zbytnio pojęcia jak miałaby w ogóle to zrobić. Nie miała pojęcia, co właściwie mogłoby przekonać jej nadopiekuńczą w latynoski sposób matkę. Zawsze twierdziła, że ta próbuje się aż za bardzo interesować jej życiem i stroniła od mówienia jej zbyt wiele. Zwłaszcza, że sporo z rzeczy, które się w nim działo mogłoby stawić ją w złym świetle, a nie chciała tak się prezentować własnej rodzicielce.
Nic jednak nie działało. Nie umiała się postawić sama z siebie. Zamiast tego zamieniała się przy Isabel w dziecko, które bało się krytyki i rozczarowania rodzica. Nie sądziła nawet, że kiedyś pokaże się Cross z tej strony, a jednak... Wszystko przez cholerną Isabel, która powinna lepiej ją zdzielić klapkiem po tyłku zamiast prowadzić przesłuchanie w sprawie romansu córki.
Nie spodziewała się tego, że River tak śmiało wystąpi do przodu i stanie w jej obronie. Pani Prescott chyba również nie oczekiwała takiego obrotu spraw. Przez moment obie tylko mogły wysłuchać tego wyzwania, które rysowniczka postanowiła rzucić Portorykance, stając przed nią z wysoko uniesioną głową.
Isabel wydawała się być pod wrażeniem. Jej złość zelżała na chwilę, gdy tylko artystka postanowiła wziąć Ruelle w obronę. Chciała nawet zadać jakieś pytanie, ale nie zdążyła nawet go wyartykułować, bo w tym momencie córka pociągnęła swoją dziewczynę za rękę, aby odsunąć ją od Latynoski.
- River, wystarczy. Déjalo - poleciła jej, nie zwracając uwagi na to, że dziewczyna nie rozumie przecież hiszpańskiego, a następnie spojrzała na swoją matkę. - Y tú también.
Nie planowała się stawiać, ani sięgać po jakieś większe wyznania, ale chyba w tym momencie nie miała większego wyboru. Odetchnęła ciężko i spojrzała prosto w oczy Isabel, tak podobne do jej własnych.
- Tak. Sypiam z nią. Nie powiedziałam ci, bo nigdy na dobrą sprawę nie byłyśmy razem, a to nie są rzeczy, o których się mówi matkom - powiedziała w końcu i sama nie miała pewności czy w jakikolwiek sposób jej ulżyło czy może jeszcze bardziej ją ścisnęło w środku. - Teraz już wiesz. Możesz być zawiedziona, możesz mnie oceniać... No me importa. - Zacisnęła jeszcze mocniej palce na ręce rysowniczki, aby ukryć ich drżenie, gdy pełnym emocji głosem zwracała się do swojej rodzicielki.
Isabel wyraźnie zmiękła, ale na razie nie zdobyła się na to, aby powiedzieć, coś jeszcze. To był chyba jeden z tych nielicznych momentów, gdy po prostu nie potrafiła się zdobyć na wydobycie z siebie głosu.
River Cross
'Te amo, te amo', she said to me
: pt wrz 11, 2026 10:09 pm
autor: River Cross
Rozmowa z Isabel dała jej więcej informacji na temat Ruelle niż mogła przypuszczać. Żaden z mebli w tym domu nie zrobiłby tego samego – a w tym kolosalnym domu na pewno była cała masa ciekawych przedmiotów. Obserwowanie na własne oczy, jak dziewczyna się zmienia i jaki wpływ ma na nią jej matka było bardzo interesujące. Przynajmniej teraz nie miała żadnych wątpliwości, po kim miała temperament. Tylko czemu nie używa go w starciu z Isabel? Z jakiegoś powodu nie postawienie się jej nie było dla niej proste. W rozmowie z Cross nie bała się ani bezpośredniości, ani krzyku. Tutaj było inaczej. Ruelle sprawiała wrażenie przegranej, zanim pojedynek na dobre się rozpoczął.
Nie miała pojęcia, czy Isabel odpowie na jej obronę czy może będzie zbyt zaskoczona, że w ogóle się jej postawiła, żeby się buntować. W tym wypadku było jej wszystko jedno. Była gotowa brnąć dalej w każdą opcję. Nie da się zaskoczyć tej kobiecie. Nie ma takiej opcji. Chciała obronić Rue przed kolejnymi atakami. To nie jest forma nerwów, której dziewczyna potrzebowała. Nie wtrąciłaby się, gdyby obie po prostu zaczęły się na siebie wściekle wydzierać albo prowadzić dyskusję jak równa z równą. To jednak nie było uczciwym układem. Miała wrażenie, że zobaczyła w oczach kobiety coś nowego. Czyżby nieco się uspokoiła dzięki temu aktowi buntu? Może była jedną z tych matek, które nie chciałyby, żeby ich córka skończyła z kimś, kto nie był gotowy za nią walczyć? Cóż, w takim razie świetnie trafiła.
Nie odrywała jeszcze przez moment spojrzenia od oczu Isabel, nawet gdy Rue pociągnęła ją za rękę. W końcu jednak skierowała spojrzenie na młodszą Prescott. Sprawiała wrażenie, jakby udało jej się wziąć w garść. Cross nie była jeszcze pewna, czy to są tylko pozory, ale pozwoliła jej działać. Obserwowała klatkę piersiową dziewczyny poruszającą się w głębszych oddechach, gdy zbierała myśli, zanim się odezwała.
Zaskoczyła ją. Może wciąż strasznie ją uprzedmiotowiała, ale przynajmniej wreszcie odważyła się powiedzieć to komuś trzeciemu! Czyż to nie było urocze? Na swój bardzo pokręcony sposób ma się rozumieć. Niemniej jednak była z niej dumna. Domyślała się, że opanowanie nerwów nie mogło być proste. W oczach rysowniczki od razu pojawiła się czułość. Położyła wolną dłoń na jej potylicy i delikatnie przysunęła głowę dziewczyny bliżej. Ucałowała jej skroń, chcąc okazać jej dodatkowe wsparcie w sposób, do którego nikt nie powinien mieć pretensji.
— To może jednak już pójdę, co? — zasugerowała ciszej, obniżając głowę i szukając jej spojrzenia. Jej dłoń zsunęła się na kark Latynoski. Atmosfera i tak już trochę siadła, a nie chciała odbierać im możliwości porządnego pokłócenia się w rodzinnym gronie.
— Przyjdę w twoje urodziny, ale gdzieś cię zabiorę. Pasuje? — dodała, a jej palce przemknęły przez ramię tanatopraktorki aż do barku. Nie zwracała większej uwagi za stojącą obok Isabel. Jak zwykle ograniczyła swój świat wyłącznie do Ruelle i jej nastroju. Nie miała zamiaru ruszyć się z miejsca, póki nie pozna jej zdania w obu tych kwestiach.
Ruelle I. Prescott
'Te amo, te amo', she said to me
: sob wrz 12, 2026 12:56 am
autor: Ruelle I. Prescott
Nie było wątpliwości,, co do tego po kim Ruelle mogła odziedziczyć temperament. Z drugiej strony to River jednak nie miała okazji do tego, aby zbytnio poznać Jonathana. Trudno jednak było przypuszczać, aby mógł on posiadać charakter zbliżony do tego małżonki. Inaczej z pewnością już dawno ich dom stałby się jakąś sceną zbrodni.
Nie potrafiła się postawić Isabel. Nie była dla Ruelle taka jak inni, którym potrafiła się raz dwa odgryźć. W końcu to była matka. Była wyjątkową osobą i traktowała ją zupełnie inaczej niż całą resztę. To ona ją ukształtowała, dbała o nią i... Chciała być dla niej dobrą córką, a pewne rzeczy zwyczajnie nie pasowały do podobnego obrazu idealnej latorośli.
Gdyby nie to jak zareagowała River, zapewne nigdy nie odważyłaby się przyznać otwarcie do tego, jak się sprawy miały między nimi. Mówiła zwyczajnie szczerze. Nie ukrywała kompletnie nic. Nie musiała w końcu chyba zasypywać ją szczegółami dotyczącymi swojego pożycia, aby przekazać wystarczająco przekonujący komunikat.
Bała się. Oczywiście, że się bała. Zdradzał to jej oddech, sztywna postawa i sposób w jaki spoglądała w kierunku kobiety. Całe szczęście, że nie widać było tego jak drżą jej dłonie. Bo nie było tego widać, prawda?
Cross miała wyjątkowe właściwości kojące. Tylko, że mimo wszystko trudno było jej się rozluźnić w tym momencie. Wciąż była spięta w momencie, gdy River ułożyła dłoń na jej głowie, aby przyciągnąć ją do tego drobnego pocałunku. Mimo wszystko w końcu pochyliła się ku niej i odetchnęła głęboko.
Nie chciała jej sprowadzać po raz kolejny wyłącznie do seksu, ale czy właśnie nie to najbardziej interesowało Isabel? Chciała wiedzieć od kiedy były razem, czy ze sobą sypiały... Właśnie w tej kwestii udzieliła jej odpowiedzi. Pewnie niezadowalającej, ale to nie miało znaczenia. Przynajmniej młoda Prescott to sobie wmawiała, gdy jej matka przypatrywała się temu w jak czuły sposób rysowniczka traktuje tanatopraktorkę.
- Zależy ci, co? - zapytała jeszcze już bez tej dziwnej ostrej nuty w głosie.
Ruelle uznała jednak, że pewnie lepiej jest zignorować pytanie Isabel i zamiast tego skupić się lepiej na tym, co mówiła do niej Cross. Głównie na tej pierwszej kwestii. Nie chciała jej tu dłużej trzymać. W końcu nie powinna w ogóle być wciągana w ten dziwny rodzinny konflikt. Było jej naprawdę głupio, że rysowniczka musiała tego wysłuchiwać.
- Chodź. Znajdę ci coś do przebrania - zaproponowała i pociągnęła ją za rękę w stronę schodów.
Delikatny dotyk artystki wciąż nie sprawił, że jej spięte mięśnie mogły się rozluźnić. Wyminęła spokojnie Isabel, która, całe szczęście, nie próbowała ich zatrzymać i ruszyła na górę. Po drodze zobaczyła jeszcze jak przebrany w piżamę i szlafrok Jonathan wygląda z zajmowanej sypialni. Jego zmierzwione kasztanowe włosy świadczyły o tym, że musiał wygrzebać się z łóżka.
- Wszystko w porządku? - zapytał głosem, w którym pobrzmiewało zmartwienie.
Najwyraźniej musiał dosłyszeć podniesione głosy dobiegające z kuchni. Ruelle westchnęła tylko i skinęła głową. Nie miała siły, aby mu wszystko tłumaczyć. Najwyraźniej tylko wystarczyło ojcu. W normalnych okolicznościach pewnie jeszcze próbowałby ją do siebie przyciągnąć, ale najwyraźniej nie chciał zwiększać ryzyka zarażenia jej.
W końcu dotarła do swojego pokoju i zamknęła za nimi drzwi. Niemal od razu skierowała się do szafy, aby znaleźć coś, co mogłaby użyczyć swojej rysowniczce. Może i nie miały takich samych wymiarów, ale zawsze znalazłaby się jakaś spódniczka, która leżałaby idealnie na długonogiej Azjatce.
- Nie przejmuj się urodzinami... I tak ich nie obchodzę, ale zawsze organizują jakąś rodzinną imprezę - odpowiedziała, nie patrząc w jej kierunku, a zamiast tego, wciąż poświęcała swoją uwagę otwartej szafie z ubraniami.
Tak było prościej. Na razie nie chciała spoglądać na nią. Czuła się zwyczajnie durnie z tym, że pokazała jej się od tak emocjonalnej i słabej strony. River nigdy nie powinna tego wszystkiego uświadczyć, a jednak... Co za wstyd. Wręcz palił ją od środka.
River Cross
'Te amo, te amo', she said to me
: sob wrz 12, 2026 1:47 pm
autor: River Cross
Domyślała się, że zdjęcie jej z barków całego tego ciężaru nie będzie proste, ale zależało jej, by pomóc choć trochę. Jak tak dalej pójdzie to Prescott ich relacja będzie kojarzyć się wyłącznie ze stresem, a wtedy już na pewno będzie się kulić i uciekać przy każdej możliwej okazji. Tego River bardzo nie chciała. Kiedy spotkały się z jej matkami, miała wrażenie, że Rue przeżyła to dość kiepsko, ale dopiero teraz widziała, że wtedy poszło wyjątkowo gładko. To sugerowało jej, że potencjalna kolacja, na którą tak ochoczo zapraszała je Georgia, mogłaby skończyć się jakąś wyjątkowo spektakularną tragedią. Trudno. Może odrzucić przecież ten pomysł. Nie będzie jej żal. No może odrobinkę.
Była gotowa udzielić Isabel odpowiedzi we własnym imieniu, ale milczenie Rue przekonało ją, że nie warto się wychylać. Wystarczyło jej, że sama tanatopraktorka doskonale wiedziała, że River zależało. A przynajmniej powinna to wiedzieć. Cross nie miała wątpliwości, że w drugą stronę działa to podobnie. Problemem jest tylko wyciąganie tego z Rue. Trzeba wierzyć, że kropla drąży skałę.
Pozwoliła poprowadzić się w stronę schodów. Rzuciła Isabel ostatnie spojrzenie. Nie chciała jej traktować przecież jak swojego wroga, ale nie miała też zamiaru wycofywać się tylko ze względu na to, że była obcą i starszą od niej osobą. Takie podstawy budowania autorytetów nigdy na River przecież nie działały. Zdanie Isabel nie miało dla niej aż takiego znaczenia, póki nie zacznie wpływać na opinię jej córki. Na razie się na to nie zapowiadało. Nie próbowała też wchodzić w żadne dyskusje z jej ojcem. Może jeszcze trafi się okazja, żeby go poznać, ale na pewno nie dzisiaj. Uśmiechnęła się tylko do niego, gdy Ruelle pociągnęła ją dalej w stronę własnej sypialni.
W pokoju rozejrzała się w celu zlokalizowania własnych rzeczy. Podobał jej się pomysł pożyczenia ubrań od swojej dziewczyny, bo te poimprezowe nie pachniały zbyt zachęcająco. Zabrzęczała biżuterią, która leżała na szczycie kupki, ale wybrała z niej tylko jedną rzecz. Nałożyła na szyję łańcuch i zapięła kłódkę, zadowolona, że dzięki kluczykowi wreszcie będzie mogła nosić to jako zwykłą ozdobę. Dopiero wtedy podeszła do stojącej przy szafie dziewczyny. Przylgnęła do jej pleców i objęła ją jedną ręką w pasie. Drugą odgarnęła na bok jej ciemne włosy, odsłaniając szyję.
— Chcę po prostu spędzić z tobą czas — zapewniła, po czym złożyła delikatny pocałunek na skórze za jej uchem. Nie miała zamiaru wpraszać się na rodzinną imprezę, jeżeli Ruelle jej tam nie chce. Wspólny dzień albo nawet wieczór był jednak zbyt kuszącą opcją, żeby całkowicie z niej zrezygnować.
— Zawsze traktuję cię, jakbyś miała urodziny Mogę zachowywać się na odwrót i przez cały dzień powstrzymywać się od wychwalania cię pod niebiosa, jeżeli tak wolisz — zaproponowała, opierając podbródek na jej ramieniu. To byłoby dla niej ogromne wyzwanie, ale jeżeli się postara, to na pewno się uda. Objęła ją mocniej z rozkoszą niemalże wtapiając się w jej ciepłe, drobne ciało.
Ruelle I. Prescott
'Te amo, te amo', she said to me
: sob wrz 12, 2026 2:56 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Trudno było powiedzieć z czym dokładnie jej się kojarzyło spotykanie z River. Na pewno z ogromną przyjemnością jaką dziewczyna potrafiła jej sprawić, ale jednocześnie jednym ze stałych elementów ich relacji były równie intensywne kłótnie. Stres, który im towarzyszył nie był jednak w żadnym stopniu porównywalny z tym, co czuła podczas konfrontacji z dowolną matką, w tak się składało, że w ich przypadku była mowa nawet o trzech egzemplarzach zamiast standardowych dwóch. To tylko pogarszało sprawę.
Z drugiej strony jeśli przeżyła konfrontację z Isabel to może młoda Prescott także dałaby sobie radę z Minju i Georgią? Chociaż lepiej nie. Ich relacja była zdecydowanie zbyt zagmatwana i niejednoznaczna (nawet pomimo ostatnich wyznań), aby mogły się zwyczajnie pakować w podobne rodzinne scenariusze. Ruelle na pewno nie wstydziła się swojej artystki, ale chyba lepiej było nie wplątywać się w jakieś dziwne rodzinne układy oraz relacje. Tak będzie najlepiej.
Uznała rozmowę za przynajmniej chwilowo zakończoną. Nie chciała się dłużej w to wszystko bawić. Lepiej było to wszystko urwać jak najszybciej. Zresztą, River również nie kwapiła się do tego, aby udzielić Portorykance jakiejkolwiek odpowiedzi na swoje pytanie. Przynajmniej mogły odejść w spokoju.
Jeszcze przez jakiś czas atmosfera w pokoju wydawała się napięta. Z drugiej strony pewnie była to tylko ułuda wywołana tym, że cały ten stres i napięcie próbowało ją teraz przygnieść. Nie miała już w sobie dostatecznie wiele adrenaliny, aby nie czuć tego gargantuicznego ciężaru, od którego starała się oderwać, starając się skupić na przeglądaniu szafy w poszukiwaniu odpowiednich ubrań.
Miała chwilę dla siebie. Potem poczuła obecność River za swoimi plecami. Rysowniczka przylgnęła do niej, a jakiś dziwny węzeł zaciskający się wokół jej trzewi w końcu puścił. Może nie całkowicie, ale na tyle, aby to odczuła. Był to już zdecydowanie jakiś sukces. Odetchnęła głęboko i postanowiła na tę krótką chwilę zapaść się w jej ramionach. Dziwne, że po tym wszystkim dalej odnajdywała w nich jakiś komfort.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że jak przyjdziesz to będziesz główną atrakcją imprezy? - mruknęła w odpowiedzi, bo nie była pewna czy podobny scenariusz w ogóle przyszedł jej do głowy.
Zdecydowanie artystka wzbudziłaby największe zainteresowanie. Ruelle nigdy nikogo nie miała. Nie była w żadnym związku, nie przedstawiła nikogo rodzinie, ani też nie opowiadała o nikim. Nie chciała jej wystawiać na coś podobnego. To byłoby niczym rzucenie Cross hienom na pożarcie. Nawet dla kogoś takiego jak ona mogło to być za dużo atencji.
- To byłoby zdecydowanie coś nowego - mruknęła, wzdrygając się lekko od tego drobnego pocałunku.
Przez moment pozwalała na to, aby zapanowała między nimi cisza. Dopiero po dłuższej chwili spędzonej w mocnych objęciach Cross, uniosła jedną z dłoni, aby położyć ją na nadgarstku swojej rysowniczki.
- Przepraszam, że musiałaś przy tym być... - powiedziała w końcu cicho.
Nie tak miał wyglądać ten poranek. Nie spodziewała się nagłego powrotu rodziców, ani podobnej konfrontacji z matką. Nawet jeśli nie była to jej wina to miała wrażenie, że wciągnęła w to wszystko River, a zdecydowanie nie powinna tego robić.
River Cross
'Te amo, te amo', she said to me
: sob wrz 12, 2026 3:27 pm
autor: River Cross
Zamknięta z nią w pokoju poczuła się dużo spokojniejsza. Nie miały tu tyle swobody, ile w mieszkaniu artystki, ale to nie szkodzi. Ta przestrzeń chwilowo była wyłącznie dla nich, a to jej wystarczało. Miała nadzieję, że to pomoże zrelaksować się również Ruelle, choć domyślała się też, że prawdziwą ulgę poczuje dopiero, kiedy zostanie sama. Rysowniczka chciała jednak wyszarpać dla siebie jak najwięcej z tych ostatnich chwil tego dnia, które spędzą wspólnie. Przebywanie w tej samej przestrzeni, w której znajdowała się jej modelka, było dużą radością. Nie byłaby jednak sobą, gdyby w końcu nie poczuła palącej potrzeby dotknięcia jej. Zawsze przecież musiała mieć co robić z rękami, a obejmowanie Prescott było dużo przyjemniejsze niż zwyczajne bawienie się ołówkiem albo słoiczkiem z przyprawami jak wcześniej.
Rozkoszowała się bliskością i otulającym ją zapachem. Woń skóry tanatopraktorki nie mieszała się ani z alkoholem, ani dymem, ani perfumami, ani nawet malarskim rozpuszczalnikiem. Oferowała jej siebie w najczystszej postaci. Jak niemal każda z wersji, ta również cholernie się River podobała. Miała nadzieję, że nie widzi jej w takim wydaniu po raz ostatni.
— To świetnie. Kocham być w centrum uwagi — przyznała bez żadnego zawahania. Wolałaby oczywiście, żeby to uwaga Ruelle się na niej skupiała, a nie jej wszystkich bliskich, ale darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, prawda?
— Jeżeli nie chcesz mnie na tej imprezie, to nie przyjdę. Ale wtedy musisz zorganizować osobną tylko dla mnie — dodała, nie chcąc zostawiać jej z samymi żartami. Nie potrzebowała bardziej dosadnych tłumaczeń. Zrozumiała już jak skomplikowanym tematem jest dla Ruelle jej rodzina. Nie chciała podchodzić do tego taką lekką ręką jak ostatnio, bo znowu może okazać się, że ręka Rue jest z kolei wyjątkowo ciężka. Wizja spotkania z tą pokręconą rodziną jej nie przerażała. Dała sobie radę z Isabel, to da ze wszystkimi. Nie należała przecież do tych, którzy boją się konfrontacji albo trudnych pytań.
— Przestań — poprosiła łagodnie i tym razem złożyła delikatny pocałunek na zgięciu między jej szyją a ramieniem. Przeprosiny w tej kwestii były ostatnimi, jakich potrzebowała. Nazbierałoby się trochę innych kwestii, ale w nich Rue nie była taka skora do szastania tym słowem.
— Nie musisz mówić im niczego, na co nie masz ochoty, wiesz? Mi to nie przeszkadza — zapewniła, choć nie była to w stu procentach prawda. Wolałaby być tematem, o którym Rue mówi chętnie. Powinna się nią chwalić. Zdawała sobie jednak sprawę, że tym wymaganiem mierzy modelkę swoją miarą, a to było niesprawiedliwe. Musiała się po prostu przyzwyczaić.
Ruelle I. Prescott
'Te amo, te amo', she said to me
: sob wrz 12, 2026 8:24 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Zapewne przez długi czas nie poczuje jeszcze ulgi. Nie sądziła, aby było to możliwe po tym wszystkim. Za dużo się zadziało na przestrzeni ostatnich paru godzin, aby mogła to na spokojnie przeprocesować w stosunkowo krótkim czasie. Najpewniej będzie ją to gryzło jeszcze przez jakiś czas. Była też pewna, że impreza urodzinowa pewnie doda swoje trzy grosze do jej wyjątkowego stanu zestresowania. Tak ju wyglądało życie w rodzinie Prescottów.
Na razie jednak wolała się skupić na aktualnym momencie. Ramiona, które oplatały ją w pasie sprawiały, że mogła wyrwać się ze szponów swoich zmartwień przynajmniej na krótką chwilę i spróbować się skupić na bardziej przyjemnych doznaniach. Właśnie to aktualnie robiła. Przylegające do niej drugie ciało, spokojny oddech, który napierał na jej ciało za każdym razem, gdy klatka piersiowa rysowniczki się unosiła czy subtelny zapach znajomego szamponu na pewno pomagały je oderwać się od nieprzyjemnych myśli.
- Zauważyłam, że to uwielbiasz - niemal się uśmiechnęła, bo ego artystki naprawdę wymagało sporej uwagi.
Westchnęła jeszcze ciężko, bo musiała się zastanowić nad tą odpowiedzią. Nie była pewna. Przez moment myślała czy nie odwrócić się i nie spojrzeć na swoją artystkę, ale chyba nie chciała jeszcze na nią spoglądać, gdy znajdowała się w tak emocjonalnym stanie.
- Zastanawiam się czy chce mi się kolejny rok z rzędu wysłuchiwać tych wszystkich życzeń i komentarzy, żebym znalazła sobie kogoś czy może wolę to uciąć... Chociaż wtedy pewnie też by się od nas nie odczepili i zadawali masę pytań... - przyznała szczerze.
Nie chciała obciążać Cross tym wszystkim, ale może faktycznie jej obecność była czymś, czego potrzebowała? O ile rzecz jasna, nie zostaną zamęczone uwagą wszystkich ciotek, kuzynów i innych uczestników imprezy. Na pewno musiała się nad tym wszystkim zastanowić. W końcu, kto mógłby zapewnić jej lepszą rozrywkę niż River?
Z pewnością nie mogła się powstrzymać od przeprosin. Na ogół słowo to nie chciało jej przejść przez gardło, ale w tym momencie znajdowała się w prawdziwym dołku. To wszystko było zdecydowanie inne niż wszystkie ich spięcia, kłótnie oraz cała masa mniej przyjemnych momentów. Wtedy zwykle towarzyszyła jej złość i nawet jeśli żałowała potem swoich słów lub czynów, to nie znajdowała się przy boku River w momencie, gdy poczucie winy ją mocno zżerało.
- Jakbyś nie zauważyła to moja mama jest... intensywna. Nie wszystko z nią przejdzie - odpowiedziała, wysłuchując jej słów.
Nie wszystko mogła przemyśleć, a były momenty, gdy okłamywanie Isabel zwyczajnie jej nie wychodziło. Dzisiaj została również zapędzona w kozi róg. Nie wiedziała jeszcze jakie to będzie miało konsekwencje. Powoli odwróciła się w jej ramionach. Przynajmniej dzięki temu mogła ją swobodnie przytulić i schować twarz w zagłębieniu jej szyi. Potrzebowała jakiegoś bezpiecznego oraz spokojnego miejsca, aby odetchnąć, a River właśnie w tej chwili zapewniała jej tę przestrzeń. Nawet jeśli była niewielka.
River Cross
'Te amo, te amo', she said to me
: sob wrz 12, 2026 9:18 pm
autor: River Cross
Potrzebowała atencji. W ogromnych ilościach. Wychodziła z założenia, że to domena wszystkich artystów. Jeżeli ktoś nie lubi być w centrum uwagi, to nie wystawia swoich prac na widok publiczny. Prosty mechanizm. Niektórzy udawali fałszywie skromnych, innych naprawdę zżerał stres, momentami większy od determinacji. River nie należała do żadnej z tych grup. Lubiła się wyróżniać. Chciała być tematem dyskusji i jeszcze bardziej chciała w tej dyskusji uczestniczyć, by poprawiać ewentualne bzdury, które ludzie mogli na jej temat wymyślić. Nie istniała rodzina, która mogłaby ją przerazić albo pokonać. Była zbyt pewna siebie, żeby jakaś banda Latynosów ją pokonała! Oby tylko nie wypowiadała w głowie tych złów o złej godzinie.
— To niech zadają. Mogę zaspokoić ich najgłębiej skrywaną ciekawość — zapewniła, jakby to faktycznie była najprostsza rzecz na świecie. — Chyba że mi o czymś zabronisz mówić. Tylko daj mi porządną listę przed imprezą, żeby potem nie było na mnie. A jak będziesz miała dość, to powiedz, a ja nas zabiorę w taki sposób, żeby to akurat było na mnie — przedstawiła swój plan. Była z niego bardzo zadowolona. Uśmiechnęła się nawet, dumna ze swojego sprytu i intelektu. To nie były cechy, które ceniła w sobie najmocniej, ale może powinna zacząć? Cwana z niej bestia, jak jakaś Ślizgonka czy coś. Była w stanie zdradzić Prescottom wszystkie swoje najgłębsze sekrety, jeżeli tylko uznają, że mają prawo słuchać. Jedynymi granicami, jakie będzie respektować, będą te nałożone przez Ruelle. Wbrew pozorom nie zawsze chciała robić dziewczynie na złość. Teraz rysowniczce szczególnie zależało, by pokazać, że jest w stanie uszanować jej granice. Skoro ostatnio doprowadziło to do tak silnego rozłamu, to miała pewność, że teraz warto się postarać.
— Pouczasz mnie w kwestii buntowania? Litości. Zawsze da się być bardziej upartym niż ta druga osoba — odpowiedziała. Brzmiała, jak to ona, na wyjątkowo pewną siebie. Skoro ona była w stanie zbuntować się przeciwko wszystkiemu, to Ruelle też da radę. Wolała nie dodawać, że jej dotarcie do tego momentu zajęło lata. Już w liceum była niesamowicie pyskata, ale wtedy jeszcze takie akcje ją stresowały. Szła w zaparte, ignorując nerwy i dzisiaj nie miała takich problemów. Jeżeli w ogóle się stresowała, to przy Ruelle.
Oplotła ją drugim ramieniem, gdy tylko obróciła się przodem. Zacisnęła mocno palce na wysokości żeber dziewczyny. Nie chciała sprawić jej bólu, a raczej pokazać, że naprawdę tu dla niej jest. Ten nowy rodzaj dotykania swoich ciał, bez podtekstów i prób przejścia do kolejnej bazy, bardzo jej się podobał. Mogłaby tak sterczeć choćby do wieczora. Była spokojna i nawet zapomniała, że powinna teraz cierpieć z powodu kaca.
— Chcesz mnie tu przytrzymać aż do imprezy? — zapytała cicho po kolejnej długiej chwili milczenia. Odsunęła się nieznacznie, by móc ująć podbródek dziewczyny w dłoń i delikatnie go unieść. Nie żeby miała coś przeciwko, ale weszły na górę, by Cross mogła się ogarnąć i dać Prescottom przestrzeń na... cokolwiek mieli zamiar zrobić. Musnęła wargi swojej modelki, co zdecydowanie nie było wystarczające. Czuły pocałunek też nie okazał się tym, co zaspokoiłoby jej potrzeby. Chciała, żeby Ruelle nieco się rozchmurzyła, zanim będzie musiała wejść w burzę. Przygryzła więc zaczepnie jej dolną wargę i pociągnęła za nią.
Ruelle I. Prescott
'Te amo, te amo', she said to me
: sob wrz 12, 2026 10:22 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Kto jak kto, ale River Cross zdecydowanie posiadała ego artystki. Była wyczulona na punkcie swojej sztuki oraz uwielbiała, gdy tylko ludzie rozmawiali na jej temat. Byle tylko nie analizowali zbyt dosłownie i powierzchownie jej prac oraz nie wypowiadali bzdur, które byłyby powielane przez całe tłumy. Chociaż... Może, gdyby to jeszcze były jakieś intrygujące plotki to pozwalałaby im żyć własnym życiem. Mimo wszystko, Ruelle dalej nie była pewna tego czy na pewno uda im się znieść jakoś to jak potrafiła zachowywać się jej rodzina z obojga stron.
- Myślę, że powinno być dobrze tak długo jak nie zaczniesz opowiadać mojej rodzinie o naszym życiu seksualnym lub zażywanych używkach - stwierdziła, co nie było raczej szczególnie długą listą. - Szczerze? Wolałabym w ogóle się nie pojawiać, ale taka opcja nie ma racji bytu.
Dlatego naprawdę doceniłaby, gdyby rysowniczka postanowiła ją wykraść w trakcie przyjęcia w dyskretny sposób. Tak, aby faktycznie nie miała potem z tego powodu zbytnich problemów Nie chciała wysłuchiwać zbytnio ostrych komentarzy na temat tego, co wypadało, a co nie.
- Może powinnam włożyć sukienkę od ciebie - zaczęła, roztaczając na pewno przyjemną dla Cross wizję po czym uśmiechnęła się jakby w jej głowie pojawił się jakiś iście szatański plan. - A jak uda nam się zniknąć to może i zrobimy użytek z innego prezentu.
To również wydawała się niezwykle miła wizja. Może jednak jej urodziny nie będą wcale tak okropne? O ile tylko faktycznie pewnej artystce uda się wymyślić coś, aby uwolnić ją od tych wszystkich najbardziej wkurzających elementów rodzinnych imprez. Tylko, że zapewne było to jak oczekiwanie niemożliwego.
- No tak... Rozmawiam z ekspertką. Tylko, że teraz wrzucam cię na legendarny poziom trudności - mruknęła, gdy tylko Cross rzuciła coś na temat tego, że nie powinna jej pouczać.
Doprawdy wkurzająca dziewczyna. Dlaczego w ogóle ją polubiła? Nie miała pojęcia. Mogła jedynie żywić nadzieję, że faktycznie River wiedziała w co takiego próbowała się wpakować. Wciąż trudno było jej uwierzyć, że rozważały coś podobnego. Kiedyś naprawdę nie byłaby w stanie sobie wyobrazić, aby mogła dopuścić w jakikolwiek Cross w pobliże swojej rodziny.
Uwielbiała jej dotyk, odnajdywała w nim komfort i zawsze potrafiła zapomnieć o reszcie świata, gdy tylko się zatracała w tej ciepłej obecności. Była zwyczajnie zmęczona i najchętniej również uciekłaby z domu, aby móc odetchnąć zupełnie innym powietrzem.
- Nie wiem... Ale to ty zaczęłaś - mruknęła bez większego ładu i składu, a następnie spojrzała z pewnym zdziwieniem na dziewczynę, która się od niej odsunęła.
Powinny zapewne wrócić do poszukiwania ubrań do przebrania się, ale na razie nie miała głowy, aby o tym myśleć. Na pewno nie w momencie, gdy River ujęła jej podbródek i przyciągnęła ją do lekkiego pocałunku. Takiego, który na pewno nie był w ich stylu.
Mruknęła coś niezadowolona tego krótkiego gestu, ale nie mogła narzekać zbyt długo. Raz jeszcze poczuła jej usta, a następnie zęby przygryzające i ciągnące ją za dolną wargę. To było to.
Zarzuciła ramiona wokół jej szyi, aby przytrzymać ją jak najbliżej siebie i móc bezkarnie rozkoszować się kolejnymi pocałunkami, które zdecydowanie nie miały wiele wspólnego z niewinnością czy delikatnością. Nie zdążyła się nią właściwie nasycić przed powrotem rodziców. Teraz musiała to w jakiś sposób nadrobić.
River Cross
'Te amo, te amo', she said to me
: sob wrz 12, 2026 11:06 pm
autor: River Cross
Pokiwała grzecznie głową, zgadzając się na jej warunki. Była w stanie unikać tematu używek bez żadnego problemu. Trochę gorzej będzie w żaden sposób nie nawiązywać do ich życia seksualnego, jeżeli zaczną ją pytać o... w sumie cokolwiek. Głównie o sztukę, ale Cross z każdym kolejnym tygodniem miała wrażenie, że jej modelka wdziera się również do sfer życia, o które nigdy wcześniej by jej nie podejrzewała.
— Doprawdy? — mruknęła zadowolona, lekko przeciągając słowo. Nie potrzebowała dodatkowych zachęt. Była przekonana, że chce przyjść odkąd tylko dostała zaproszenie. Argumenty, które wytłoczyła teraz Ruelle sprawiły co najwyżej, że zapragnęła w jakiś sposób przyspieszyć czas i obudzić się w dniu jej urodzin. To śmieszne, że to piszę, biorąc pod uwagę dzisiejszą datę. Kto by pomyślał, że marzenia tak łatwo się spełniają?
— Obdarowywanie gości to jakaś portorykańska tradycja? Teraz nie wiem, czy mój prezent okaże się godny — przyznała z udawanym zmartwieniem. Trudno będzie wybrać coś, co dorówna propozycjom Prescott. River właściwie czuła się, jakby to ona miała mieć urodziny i to miały być jej podarunki. Aż strach pomyśleć, co dziewczyna będzie miała jej do zaoferowania w prawdziwe urodziny. Może jednak wolałaby się obudzić w styczniu?
— Pójdę dla ciebie na wojnę z kim tylko chcesz — zapewniła takim tonem, jakby mówiła jej najsłodszy z komplementów. Przycisnęła palce mocniej do jej skóry, chcąc szybko pozbyć się tej niepotrzebnej irytacji, która zaczynała się w niej rodzić. Domyślała się, że kłótnia jej i Isabel na imprezie byłaby wydarzeniem niesamowicie spektakularnym, ale mogłoby się nie spodobać solenizantce. Cross będzie pewnie musiała postarać się momentami trzymać język za zębami. Niedobrze.
Satysfakcja przemknęła wzdłuż jej kręgosłupa w postaci mocnego dreszczu. Uśmiechnęła się z triumfem, który zawsze odczuwała, gdy tanatopraktorka traciła dla niej głowę. Bardzo szybko przeszła od delikatnych pocałunków do takich, przez które Cross zapominała, o czym przed chwilą rozmawiały. I ona się dziwiła, że River zakochała się w niej do szaleństwa? Inna opcja nawet nie wchodziła w grę. Przytrzymała ją mocno przy sobie ramieniem, którym wciąż obejmowała ją w pasie. Drugą, chwilowo wolną ręką, zamknęła drzwi szafy. Nie przerywając pocałunków zsunęła dłonie pod jej uda i podniosła ją. Zrobiła krok w stronę szafy i oparła dziewczynę plecami o drzwi. Nie popchnęła jej brutalnie, jak miała w zwyczaju. Wyraźnie uważała, żeby nie narobić jakiegoś niepotrzebnego hałasu. Ciche stuknięcie kompletnie rozpłynęło się gdzieś w tle jej świadomości. Przez cały umysł przemknął jej własny gardłowy pomruk zadowolenia. Zdecydowanie zbyt długo nie miała okazji smakować jej w ten sposób. Bardzo trudno było jej się skupić na tym, że nie może przeginać. Oderwała się od jej ust i od razu się nachyliła, by przejechać językiem po skórze na szyi Otworzyła usta, chcąc wgryźć się w wilgotne miejsce. W ostatniej chwili zmieniła zdanie. Nie wgryzła się w nią tak, by od razu zostawić ślad. Nie odmówiłaby sobie jednak uszczypnięcia skóry zębami.
Ruelle I. Prescott