002. champagne was a bad idea
: wt sty 13, 2026 5:10 pm
Wywrócił oczami no to jej mam być pierwszą byłą, która to zrobi, wiadomo, że nie chciał, żeby była jego byłą. Nawet walczył wciąż o to, żeby była obecną. Teraz nawet chciał na pięści o to powalczyć. Żeby bez pyskowania się do niego wprowadziła, przypieczętowała w ten sposób, to co między nimi było, tylko, że przecież on wiedział, że ona i tak będzie to robiła. Dogadywała mu. A on nie byłby sobą, gdyby nie odbił piłeczki.
- Jak tak dalej to będzie wyglądać, to możliwe, że tak... Ale na pewno mi nie wpierdolisz - uniósł jedną brew, drażnił się z nią. Bo prawda była taka, że tak łatwo by się go nie pozbyła. Może nie byłby tak napastliwy jak Nick Dalton, ale łatwo by się nie poddał. Nigdy się nie poddawał, był upierdliwy i wcale, a wcale, nie umiał odpuszczać. A już zwłaszcza kiedy mu na czymś zależało tak bardzo jak na niej. Wystarczy spojrzeć na jego klub, który budował od zera, który nie raz, nie dwa dał mu w kość.
Nawet teraz kiedy tak ją przyparł do ściany, kiedy patrzył w jej brązowe, piękne oczy, nie zamierzał dać za wygraną, no przecież musiała się złamać, on by tego na pewno nie wytrzymał.
- Nunca - nigdy, rzucił na to jej pytanie, bo takie były fakty, że on prędzej spędził by tu z nią cały dzień namawiając ją do tego, żeby go w końcu uderzyła, niż się z nią zgodził i sobie poszedł. Niż dał jej sobie stąd pójść. Nie po to ją tutaj przywiózł, w kolejne swoje miejsce, żeby mu uciekła.
I on też nie mógł już uciekać, kiedy robiło się poważnie, źle, czy nie do końca miło, chociaż przecież zawsze to robił. Ale z Pilar chciał postąpić inaczej, przynajmniej spróbować. Nie umiał rozmawiać o uczuciach. Ale może mogli je z siebie wyrzucić w jakiś inny sposób?
Znowu strzelił oczami na jej kolejne słowa...
- Nie Madox, ja wcale nie mówię o ruchaniu... - parsknął i dmuchnął jej w twarz wprawiając w ruch ciemne kosmyki. A przed chwilą to ona mu zarzucała, że jest monotematyczny. Że mówi o jebaniu, kiedy ona miała na myśli... bierki?
Chociaż nie zmienia to faktu, że przecież o tym pomyślał. I teraz też to jej spojrzenie, błyszczące, ogniste, sprawiło, że jego ciemne tęczówki spoczęły na jej pełnych, miękkich ustach. Nawet dzisiaj nie dostał buziaka na dzień dobry, tylko od razu zjebę, westchnął ciężko. I to był błąd, że on się tak rozproszył, bo zaraz z jego płuc wyrwało się kolejne mocne stęknięcie, gdy walnął plecami o matę. Poczuł to, bo jeszcze czuł po wczorajszym, że ma całe plecy poobijane od tego upadku na lodzie. Skrzywił się lekko, ale zaraz uśmiechnął, zaraz się do niej szarpnął opierając palce na tym jej kolanie.
- Do pięciu... - powtórzył - sabelotodo - cwaniaro, nie miał jej wcale tego podstępu za złe, chciał ją do siebie pociągnąć, ale ona już się prostowała, już zostawiała go na macie. Zawiesił spojrzenie na jej sylwetce.
Może to nie będzie takie proste, jak to sobie wyobrażał?
Usiadł na moment, kiedy grzebała po szafkach, ale zerwał się na równe nogi, kiedy ściągała z siebie jeansy. Dobrze, że jednak nie postanowiła tego robić nago, bo wtedy to już kompletnie nie miałby szans.
Kiedy stanęła przed nim w tym swoim nowym wydaniu, to nie mógł się powstrzymać, żeby nie parsknąć śmiechem, krótko, ale szczerze.
- Trochę jakbyś miała zrobić tutaj zaraz jakiś pokaz capoeiry - znowu parsknął śmiechem, a później wyciągnął do niej rękę i pomachał palcami - dawaj Eddy Gordo - nawiązał do Mortal Combat, bo mu się to wydawało śmieszne. Chociaż Pilar chyba nie, bo zaraz wyprowadziła mu cios, tylko, że Madox na szczęście już się bardziej skupił, zdecydowanie był na to lepiej przygotowany i zanim jej ręka wylądowała tam gdzie miała, to on już ją chwycił, szarpnął mocniej do przodu i tym razem sam ją podciał, tak, że wylądowała na macie na brzuchu, nie z całym impetem, bo jednak ją trochę przytrzymał za rękę wykręcając ją przy okazji do tyłu. Nie mocno. Bo dawał jej jeszcze trochę taryfy ulgowej, nawet kolanem jej nie przycisnął, tylko klepnął drugą ręką w pośladek.
Coś czuł, że mu się za to oberwie, że jeszcze wcale nie podszedł do niej na poważnie, ale nie umiał, chociaż wcale jej nie puścił. Pochylił się tylko nad jej uchem.
- No to jeden - jeden - przez chwilę chciał się podnieść, pomóc jej wstać, ale co to za napierdalanka, jak się tak będą głaskać po główkach i traktować z taryfą ulgową. Chociaż ona go tak nie potraktowała, kiedy powaliła go na matę z bara. Może on też nie powinien? Może powinien pozwolić Stewart reagować z parteru?
- Podnosimy poprzeczkę, kto ląduje na macie to musi... coś wyznać - znowu się nad nią pochylił - pięć, tyle dziewczyn miałem w Toronto - dużo? Jak na dziesięć lat? Jak na niego? Chyba nie tak do końca, biorąc pod uwagę fakt, że z niektórymi był krótko, bardzo nawet.
- Teraz twoja kolej Pilar - chodziło mu chyba o to wyznanie, którym ona też już powinna się z nim podzielić, w końcu leżała na macie...
Żeby tylko nie zrozumiała opacznie i mu nie oddała. Chociaż... na to też liczył.
Pilar Stewart
- Jak tak dalej to będzie wyglądać, to możliwe, że tak... Ale na pewno mi nie wpierdolisz - uniósł jedną brew, drażnił się z nią. Bo prawda była taka, że tak łatwo by się go nie pozbyła. Może nie byłby tak napastliwy jak Nick Dalton, ale łatwo by się nie poddał. Nigdy się nie poddawał, był upierdliwy i wcale, a wcale, nie umiał odpuszczać. A już zwłaszcza kiedy mu na czymś zależało tak bardzo jak na niej. Wystarczy spojrzeć na jego klub, który budował od zera, który nie raz, nie dwa dał mu w kość.
Nawet teraz kiedy tak ją przyparł do ściany, kiedy patrzył w jej brązowe, piękne oczy, nie zamierzał dać za wygraną, no przecież musiała się złamać, on by tego na pewno nie wytrzymał.
- Nunca - nigdy, rzucił na to jej pytanie, bo takie były fakty, że on prędzej spędził by tu z nią cały dzień namawiając ją do tego, żeby go w końcu uderzyła, niż się z nią zgodził i sobie poszedł. Niż dał jej sobie stąd pójść. Nie po to ją tutaj przywiózł, w kolejne swoje miejsce, żeby mu uciekła.
I on też nie mógł już uciekać, kiedy robiło się poważnie, źle, czy nie do końca miło, chociaż przecież zawsze to robił. Ale z Pilar chciał postąpić inaczej, przynajmniej spróbować. Nie umiał rozmawiać o uczuciach. Ale może mogli je z siebie wyrzucić w jakiś inny sposób?
Znowu strzelił oczami na jej kolejne słowa...
- Nie Madox, ja wcale nie mówię o ruchaniu... - parsknął i dmuchnął jej w twarz wprawiając w ruch ciemne kosmyki. A przed chwilą to ona mu zarzucała, że jest monotematyczny. Że mówi o jebaniu, kiedy ona miała na myśli... bierki?
Chociaż nie zmienia to faktu, że przecież o tym pomyślał. I teraz też to jej spojrzenie, błyszczące, ogniste, sprawiło, że jego ciemne tęczówki spoczęły na jej pełnych, miękkich ustach. Nawet dzisiaj nie dostał buziaka na dzień dobry, tylko od razu zjebę, westchnął ciężko. I to był błąd, że on się tak rozproszył, bo zaraz z jego płuc wyrwało się kolejne mocne stęknięcie, gdy walnął plecami o matę. Poczuł to, bo jeszcze czuł po wczorajszym, że ma całe plecy poobijane od tego upadku na lodzie. Skrzywił się lekko, ale zaraz uśmiechnął, zaraz się do niej szarpnął opierając palce na tym jej kolanie.
- Do pięciu... - powtórzył - sabelotodo - cwaniaro, nie miał jej wcale tego podstępu za złe, chciał ją do siebie pociągnąć, ale ona już się prostowała, już zostawiała go na macie. Zawiesił spojrzenie na jej sylwetce.
Może to nie będzie takie proste, jak to sobie wyobrażał?
Usiadł na moment, kiedy grzebała po szafkach, ale zerwał się na równe nogi, kiedy ściągała z siebie jeansy. Dobrze, że jednak nie postanowiła tego robić nago, bo wtedy to już kompletnie nie miałby szans.
Kiedy stanęła przed nim w tym swoim nowym wydaniu, to nie mógł się powstrzymać, żeby nie parsknąć śmiechem, krótko, ale szczerze.
- Trochę jakbyś miała zrobić tutaj zaraz jakiś pokaz capoeiry - znowu parsknął śmiechem, a później wyciągnął do niej rękę i pomachał palcami - dawaj Eddy Gordo - nawiązał do Mortal Combat, bo mu się to wydawało śmieszne. Chociaż Pilar chyba nie, bo zaraz wyprowadziła mu cios, tylko, że Madox na szczęście już się bardziej skupił, zdecydowanie był na to lepiej przygotowany i zanim jej ręka wylądowała tam gdzie miała, to on już ją chwycił, szarpnął mocniej do przodu i tym razem sam ją podciał, tak, że wylądowała na macie na brzuchu, nie z całym impetem, bo jednak ją trochę przytrzymał za rękę wykręcając ją przy okazji do tyłu. Nie mocno. Bo dawał jej jeszcze trochę taryfy ulgowej, nawet kolanem jej nie przycisnął, tylko klepnął drugą ręką w pośladek.
Coś czuł, że mu się za to oberwie, że jeszcze wcale nie podszedł do niej na poważnie, ale nie umiał, chociaż wcale jej nie puścił. Pochylił się tylko nad jej uchem.
- No to jeden - jeden - przez chwilę chciał się podnieść, pomóc jej wstać, ale co to za napierdalanka, jak się tak będą głaskać po główkach i traktować z taryfą ulgową. Chociaż ona go tak nie potraktowała, kiedy powaliła go na matę z bara. Może on też nie powinien? Może powinien pozwolić Stewart reagować z parteru?
- Podnosimy poprzeczkę, kto ląduje na macie to musi... coś wyznać - znowu się nad nią pochylił - pięć, tyle dziewczyn miałem w Toronto - dużo? Jak na dziesięć lat? Jak na niego? Chyba nie tak do końca, biorąc pod uwagę fakt, że z niektórymi był krótko, bardzo nawet.
- Teraz twoja kolej Pilar - chodziło mu chyba o to wyznanie, którym ona też już powinna się z nim podzielić, w końcu leżała na macie...
Żeby tylko nie zrozumiała opacznie i mu nie oddała. Chociaż... na to też liczył.
Pilar Stewart