Strona 7 z 10

pact with the devil

: pt lip 31, 2026 3:47 pm
autor: Giovanni Salvatore
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
Navi Salvatore

pact with the devil

: pt lip 31, 2026 7:49 pm
autor: Navi Salvatore
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Giovanni Salvatore

pact with the devil

: ndz sie 09, 2026 9:28 pm
autor: Giovanni Salvatore
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Navi Salvatore

pact with the devil

: czw sie 13, 2026 11:10 am
autor: Navi Salvatore
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Giovanni Salvatore

pact with the devil

: ndz sie 23, 2026 9:57 pm
autor: Giovanni Salvatore
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

  — Nie zamierzałem — odpowiedział dopiero teraz na jej wcześniejszą prośbę. Przesunął kciukiem po jej dolnej wardze, a następnie ujął ją pod brodą, zmuszając, aby na niego spojrzała. — Ale ty miałaś nie błagać — wytknął z błyskiem w oku. Pochylił się i złożył na jej ustach krótki pocałunek pozbawiony tej wcześniejszej zachłanności. Następnie sięgnął po pozostawiony na podłodze telefon. Na ekranie widniały kolejne nieodebrane połączenia od Damona oraz wiadomość, której treść przeczytał bez widocznej reakcji.
  Carabinieri wciąż czekali.
  Odłożył urządzenie na blat, po czym sięgnął po miękki ręcznik i bez pośpiechu zamknął jej drobną sylwetkę w jego połach. Podał Navi szlafrok, pomógł jej wsunąć go na jej ramiona, a następnie sam poprawił jego materiał i to jak układał się na jej skórze.
  — Teraz możemy iść — stwierdził. — Nie będą rozmawiać z tobą beze mnie — powiedział spokojnie. — A jeśli spróbują nas rozdzielić — dodał, unosząc nieznacznie kącik ust — pozwolisz mi się tym zająć.
  Nie miał wątpliwości, że Navi sobie poradzi. Funkcjonariusze policji byli nikim, w porównaniu do ciotki Aurelii, z którą musiała się zmierzyć. I choć najpewniej uważała spotkanie za porażkę – on ocenił je z notą bardzo dobrą. Wiedział, że nie otrzymałaby dobrej noty, bo ta z góry była już ustalona przez Aurelię. Jednak sposób, w jaki poprowadziła z nią dialog pozwolił mu przyjąć, że żonę miał biegłą w perswazji i odpowiednio wprawną w prześlizgiwaniu się przez cudzą narrację.
  Poprawił swoją przesiąkniętą wodą, czarną żonobijkę, gdy schodzili po schodach. Bandaż dalej smętnie wisiał na jego łokciu i niemal od razu przykuł uwagę lekarza, siedzącego na jednej z sof. W towarzystwie dwójki obcych – jak mniemał, funkcjonariuszy. Concetta polewała im herbatę, a Damon najpewniej stał pod ścianą i nasłuchiwał, jak Rohan grał na czas, opowiadając jedną z medycznych anegdotek.
  Policjanci wstali na widok Salvatore, obaj przywitali się z kobietą i Włochem.
  — Państwo Salvatore — zaczął jeden z nich, zaraz po tym jak się przedstawił i błysnął odznaką. — Będziemy mieć parę pytań.

Navi Salvatore

pact with the devil

: pn sie 24, 2026 4:46 pm
autor: Navi Salvatore
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Kącik ust jej drgnął wyżej w zmęczonym, sprowokowanym rozbawieniu.
Następnym razem się uda — powiedziała, aby zaraz spotkać się z nim w połowie drogi i połączyć usta w słodkim pocałunku, by mogła spić z jego warg resztki własnego podniecenia.
Gdy jej mąż sięgał po telefon, ona zsunęła się z blatu, aby stanąć na nogi. Czuła jak miękkie jeszcze były, ale z każdą kolejną sekundą coraz bardziej dochodziła do siebie po tym, co wydarzyło się przed chwilą. Przeczesała palcami mokre włosy, starając się je chociaż częściowo ułożyć. W końcu teraz czekało ją spotkanie z funkcjonariuszami.
Zrobiła dwa kroki w kierunku Giovanniego i zatrzymała się, gdy okrywał ją miękkim ręcznikiem. Przejęła od niego swój biały, satynowy szlafrok i pozwoliła mu sobie pomóc przy jego wkładaniu. Zawiązała go w pasie i obejrzała się jeszcze w lustrze, aby się upewnić, że wygląda odpowiednio dobrze. I że nic, przypadkiem, nie prześwituje.
Podniosła spojrzenie na męża, a łagodny uśmiech wstąpił jej na twarz.
Jak zawsze.
Nie stresowała się spotkaniem z funkcjonariuszami, bo prędzej czy później mogła się spodziewać, że się pojawią. W końcu to, co wydarzyło się na ich weselu nie mogło pozostać bez echa. Zginęły tam dziesiątki ludzi. Także dzieci. Dym po pożarze widać było w całym mieście, a do jego ugaszenia potrzeba było wiele jednostek straży pożarnej.
Oczywiście, że ktoś musiał z nimi porozmawiać.
Instynktownie zerknęła w stronę bandaża na jego ramieniu, który odsłaniał brzydką ranę, która zostawi po sobie ślad. Ślad, który do końca życia będzie jej przypominał o tym co zaszło w najpiękniejszym i jednocześnie jednym z najgorszych dni jej życia.
Zeszła z mężem na parter domostwa, gdzie już czekali na nich funkcjonariusze policji, ale także Damon z ich lekarzem oraz Concettą.
Mam nadzieję, że znajdziecie tego, kto za tym stoi. — Wyglądała na szczerze przejętą tym, co się wydarzyło. W końcu, kto by się spodziewał, że akurat na ich weselu będzie miała miejsce taka tragedia?
— Staramy się to ustalić — stwierdził jeden z mężczyzn. — Zacznijmy od podstaw. Byliście państwo na miejscu przez większość czasu?
Oczywiście, to było nasze wesele. — Jako para młoda, musieli znajdować się na miejscu.
— A czy zauważyli państwo przed pożarem coś nietypowego? Kogoś obcego? Jakieś zamieszanie?
Dla Navi większość tam osób była obca, ale wszyscy mieli zaproszenie. No, prawie wszyscy.
W zasadzie... to jedną osobę — zaczęła niepewna, bo przecież to byłoby niemożliwe, aby ten ktoś stał za czymś tak okropnym. — Mojego byłego męża
— Był obecny na weselu? — spytał policjant, gdy drugi coś notował.
Tak. . — Powiedziała, a jej ton głosu był skruszony, jakby zawstydzony, że dała się znaleźć.
Czyżby to on mógłby stać za tą straszną, rodzinną tragedią?
— Wiedział pan o tym? — spytał funkcjonariusz, przenosząc wzrok na Giovanniego.

Giovanni Salvatore

pact with the devil

: sob sie 29, 2026 10:19 am
autor: Giovanni Salvatore
  Zanim jeszcze zszedł na dół zdołał przeanalizować każdy możliwy wariant tej rozmowy. Carabinieri nie przyjechali przecież po to, aby poznać prawdę a po to, aby zebrać wystarczającą liczbę elementów, z których mogliby ułożyć jej możliwie najbardziej prawdopodobną wersję. Kalabryjska policja była skorumpowana, ale wciąż potrzebowała zachowywać pozory i wiarygodność przed całą resztą trzonu.
  Nim jednak zdołał zabrać głos w tej rozmowie i poprowadzić ją wybranym torem, Navi przejęła inicjatywę. Przeniósł na nią spojrzenie, nie zamierzając przerywać. Słuchał i analizował. Był świadkiem, jak podawała policjantom prawdę, ale nie w całości. Manipulowała nią, ale nie kłamała. Wskazała jedyną osobę, która rzeczywiście pojawiła się na przyjęciu bez jej zgody, miała powód, aby ją skrzywdzić i niedługo później uprowadziła pannę młodą z jej własnego wesela. Podała funkcjonariuszom fakt, a jednocześnie pozostawiła im wystarczająco dużo przestrzeni, aby samodzielnie zbudowali wokół niego resztę historii.
  Nie mógł być bardziej zadowolony z niej.
  Gdyby sam nie znał prawdy, również mógłby uwierzyć, że sama dopiero teraz zaczęła zastanawiać się nad tym, czy Subin odpowiadał za tragedię.
  Przeniósł wzrok na funkcjonariusza.
  — Nie — odpowiedział spokojnie na zadane mu pytanie. — Dowiedziałem się o jego obecności dopiero wtedy, kiedy człowiek odpowiedzialny za bezpieczeństwo mojej żony poinformował mnie, że została uprowadzona. — Nie wskazał, który człowiek, ani też nie spojrzał w stronę Damona. W zasadzie – nie musiał tego robić, by policjanci mogli się domyślać, skoro Koreańczyk znajdował się w pomieszczeniu, a jego opatrunek usztywniający kolano akurat trudno było przeoczyć.
  — Uprowadzona? — powtórzył jeden z funkcjonariuszy.
  — Jej były mąż wcześniej ją zaatakował. Ślady powinny być nadal widoczne na policzku i nadgarstku. — Nie spojrzał przy tym na Navi. Zapamiętał każde zaczerwienienie i każdy siniec wystarczająco dokładnie, aby móc odtworzyć ich rozmieszczenie bez patrzenia. Zapamiętał je jako swoją porażkę. Nie Damona a swoją. Gdyby odpowiedzialnością za ślady zamierzał obarczyć Koreańczyka ten nigdy nie dostałby od niego telefonu z instrukcją, aby przeszedł na parking. — A potem ją porwał.
  — I wtedy opuścił pan własne wesele?
  — Jeśli sugeruje pan, że powinienem był pozostać na przyjęciu, kiedy ktoś wywoził moją żonę wbrew jej woli, obawiam się, że nie będę w stanie spełnić pańskich oczekiwań.
  Przez chwilę w pomieszczeniu panowała wymowna cisza. Przerwał ją dźwięk odstawianej przez Concettę filiżanki i skrobanie długopisu po kartkach notesu, gdy młodszy z policjantów wszystko skrzętnie zapisywał. W tym czasie Rohan podniósł się z sofy i bez pytania podszedł do Salvatore, najwyraźniej uznając, że zwisający z jego ramienia bandaż obrażał go już wystarczająco długo. Zajął się więc ponownym opatrzeniem rany, najpierw całkowicie ściągając z niej przemoczony materiał, który do niczego się już nie nadawał.
  — Czy to świeża rana? Z dzisiaj? Jak do niej doszło? — zapytał funkcjonariusz, wskazując długopisem na odsłonięte, przeorane tkanki.
  — Dzisiaj, podczas wyciągania żony z samochodu.
  — Tego samego, którym została uprowadzona?
  — Tak.
  Nic z tego, co mówili, nie było kłamstwem. Wszystko było po prostu starannie wyselekcjonowanymi kawałkami prawdy, które miały podsunąć funkcjonariuszom to, czego szukali. Nie ćwiczyli zeznań, nie układali ich wspólnie – Navi po prostu nadała kierunek, a on go bezproblemowo podjął.
  — A w jaki sposób były mąż pańskiej żony znalazł się na zamkniętym przyjęciu? — padło następne pytanie.
  — Nie znajdował się na liście przygotowanej przez nas — odpowiedział. — Ktoś musiał go zaprosić poza nami i umożliwić mu wejście.
  — Wie pan kto?
  Tym razem zamilkł na moment; nie zastanawiał się tak naprawdę, bo odpowiedź była dla niego oczywista. Ale gdyby podzielił się z nią od razu, byłoby to mało wiarygodne – jak gdyby myśleli o tym wcześniej. Jak gdyby w ogóle się nad tym zastanawiali, a przecież byli straumowani.
  — Mam podejrzenia — przyznał w końcu. — Ale zakładam, że interesują panów fakty.
  — Interesuje nas wszystko co ma związek z tą sprawą, panie Salvatore — odpowiedział młodszy funkcjonariusz, którego zdążył już sklasyfikować jako młodego, ambitnego i niekoniecznie zaznajomionego jeszcze z rozkładem sił w tym regionie. — Kogo państwo podejrzewają? — spytał aspirant, przesuwając spojrzeniem pomiędzy małżonkami, ostatecznie zatrzymując je na Navi.

Navi Salvatore

pact with the devil

: sob sie 29, 2026 1:18 pm
autor: Navi Salvatore
Navi potrafiła udawać. Całe życie przecież grała. Była świetną aktorką. Grała oddaną, wierną, kochającą żonę. Grała kogoś, kim nie była. Słabą, usłużną, poniżoną, grzeczną, wycofaną. Przybierała różne role. Nie miała problemu z tym, aby kłamać bez mrugnięcia okiem. Potrafiła być bardzo przekonująca, zwłaszcza, że na co dzień była też osobą, którą nigdy nikt by nie podejrzewał o cokolwiek złego i niezgodnego z prawem.
Teraz była przejętą żoną. Przerażoną i zdezorientowaną, że na ich weselu stała się taka tragedia. W końcu to miał być ich przepiękny, wymarzony dzień, a doszło do czegoś takiego. Tyle osób zostało zamordowanych… i nie wiadomo dlaczego. Oraz przez kogo.
Nie odzywała się, kiedy Giovanni przejął inicjatywę w rozmowie z funkcjonariuszami. Stała przy jego boku, przysłuchując się wszystkiemu. Temu, jak opowiada o jej uprowadzeniu, które miało miejsce ledwo kilka godzin temu. Chociaż jej mąż skutecznie zmył zapach i dotyk Subina z jej ciała, to czerwone ślady i siniaki wciąż zdobiły jej ciało. Więc gdy zostały one wspomniane, momentalnie poczuła na sobie wzrok policjantów, którzy szukali potwierdzenia słów Salvatore. Dowód, że to co mówił, było prawdą.
Przede wszystkim jednak czuła na sobie wzrok młodego policjanta, który wszystko dokładnie zapisywał. Miała wrażenie, że jakby mógł, to zrobiłby jej portret pamięciowy, aby potem do niego wrócić i znaleźć jakiekolwiek nieprawidłowości.
Czy mieli podejrzenia? Ona nawet miała pewność, zwłaszcza, że ta osoba się przyznała do wszystkiego i osobiście ją wydała w ręce dawnego męża psychopaty. Ale jakby ktoś pytał, to przecież nie miała pojęcia kto mógł za tym stać.
Dopiero dzisiaj poznałam większość rodziny męża — powiedziała, kiedy poczuła na sobie wzrok funkcjonariuszy. — Wiem, że to może zabrzmieć dziwnie, biorąc pod uwagę okoliczności, ale... wszyscy byli dla mnie uprzejmi. Rozmawiali ze mną, składali nam życzenia. Nie zauważyłam niczego, co mogłoby sprawić, że zaczęłabym podejrzewać któregoś z nich o coś takiego. — Była to w większości prawda. Cały wieczór, z widoku osoby trzeciej, mógł sprawiać wrażenie fantastycznego. Goście się bawili, pili, tańczyli. Część osób się śmiało, a reszta rozmawiała. Muzyka grała i jakby ktoś pytał, wszyscy byli zadowoleni. Nie było żadnego podziału, zwłaszcza, że dziewięćdziesiąt dziewięć procent gości, była rodziną jej męża.
Kto by się spodziewał wojny domowej.
Oczywiście, nie znam ich wystarczająco dobrze, żeby ręczyć za kogokolwiek — podniosła wzrok na funkcjonariusza. — Ale nie chcę też wskazywać przypadkowej osoby tylko dlatego, że wydarzyła się tragedia — dodała. Jako łagodna, wystraszona żona, nie umiała przecież wskazać kogokolwiek, bo wszyscy byli dla niej mili. Oficjalnie.
— Ale to była rodzina pani męża. Nie zna pani tych ludzi.
Właśnie dlatego nie chcę ich oskarżać — odpowiedziała spokojnie. — Nie znam ich wystarczająco dobrze.
Młodszy policjant przechylił lekko głowę, zapisując coś. Jako jedyny spoglądał na nich z wyjątkową podejrzliwością i nieufnością, jakby uważał, że kłamią, chociaż nie mówił tego na głos.
— A więc komu pani ufa? — spytał, zatrzymując długopis.
W tej chwili? — spytała. — Tylko mojemu mężowi. — Jej wzrok przeniósł się na mężczyznę przy jej boku, zaraz wracając do policji. Automatycznie sięgnęła do dłoni Salvatore w geście zaufania, jakby to miało potwierdzić policjantom, że Giovanni jest jedyną osobą, której wierzyła.
Był jej mężem. I ochronił ją przed psychopatą. Samemu ryzykując.
Funkcjonariusze przez chwilę się nie odzywali, mierząc spojrzeniem małżeństwo. Starszy wyglądał na przekonanego, ale młodszy wciąż miał ten charakterystyczny wyraz twarzy człowieka, który chciał drążyć dalej.
— W porządku — powiedział ten z notesem. — To jeszcze jedno pytanie, panie Salvatore. Domyślam się, że odnalazł pan dawnego męża pańskiej żony, który chciał ją porwać. Co się z nim stało? Uciekł? — spytał, podejrzewając, że mogło się z nim stać coś innego, niż odejście za porozumieniem stron.

Giovanni Salvatore

pact with the devil

: ndz sie 30, 2026 9:16 pm
autor: Giovanni Salvatore
  Automatycznie przesunął spojrzenie na ich dłonie, gdy palce Navi zacisnęły się na jego własnych i domknął uścisk. Przesunął kciukiem po obrączce, upewniając się, że cały czas znajdowała się na swoim miejscu.
  Tylko mojemu mężowi.
  Wiedział, że te słowa były częścią przedstawienia. Navi nie powiedziała niczego przypadkowo, podobnie jak nieprzypadkowo sięgnęła do jego dłoni dokładnie wtedy, gdy funkcjonariusze zaczęli podawać w wątpliwość jej zdolność do oceny ludzi, których dopiero poznała. W ten sposób nie tylko odsuwała od siebie konieczność wskazania konkretnej osoby, ale jednocześnie nadawała wiarygodność wszystkiemu, co powiedział wcześniej on. Jeżeli ufała wyłącznie mężowi, to naturalnym było, że nie podważała przedstawionej przez niego wersji wydarzeń.
  Navi widziała go zaledwie kilka godzin wcześniej, gdy skazywał własną rodzinę na śmierć i obserwował jej agonię bez najmniejszej chęci cofnięcia wydanego rozkazu. Wiedziała, że to on odpowiadał za płomienie, spalone ciała i krzyki, które najpewniej pozostaną z nią znacznie dłużej niż zapach dymu na ich ubraniach. Miała wszystkie informacje, które zwykle sprawiały, że ludzie zaczynali się go bać – widzieć w nim potwora, a mimo to za jedyną osobę godną zaufania wskazała właśnie jego.
  Zacisnął palce na jej dłoni nieznacznie mocniej, a później przeniósł uwagę na młodszego funkcjonariusza.
  — Nie uciekł — odpowiedział spokojnie. — Został w samochodzie, kiedy ten spadł z klifu.
  — Jak do tego doszło?
  Wtedy opowiedział im o zderzeniu na nadbrzeżnej drodze, a także samochodzie zatrzymanym na krawędzi urwiska oraz kierowcy, który zginął przygnieciony zniszczoną konstrukcją pojazdu. Nie skracał tej historii, nie pomijał żadnego szczegółu. Głównie dlatego, że tworzyło to po prostu większy mętlik. I konieczność odsiewania informacji przez nadambitnego funkcjonariusza.
  — Jej były mąż odzyskał wtedy przytomność — dodał. — Złapał ją za kostkę i próbował wciągnąć z powrotem do samochodu. Pojazd stracił stabilność pod wpływem jego ruchów.
  Wciąż czuł nieprzyjemne echo wypowiedzianych wtedy słów Subina i frustrację, która zacisnęła się w nim, gdy tamten po raz kolejny nazwał Navi swoją. Nie miało znaczenia, że wydarzyło się to zaledwie kilka sekund przed jego śmiercią. W tamtej chwili nie wiedział jeszcze, że samochód zaraz runie, a Subin zniknie razem z nim w wodzie. Wiedział wyłącznie, że obcy człowiek trzymał jego żonę i próbował odebrać mu coś, co do niego należało.
  Paskudne uczucie.
  — Próbował mu pan pomóc? — zapytał młodszy z nich.
  Cóż za skrajnie głupie pytanie.
  — Nie.
  Odpowiedź padła bez zawahania, bo nie było żadnej rzeczywistości, w której zachowałby się wtedy inaczej. Jego żona była zagrożona, a miałby ratować kogoś, kto do tego doprowadził?
  — Moja żona została przez niego uprowadzona i prawie zginęła. To chyba oczywiste, że nie próbowałem mu pomóc.
  Przeniósł spojrzenie na swoją partnerkę. Miał poczucie, że pozwalając Subinowi runąć z samochodem w dół tak naprawdę okazał mu łaskę. Spotkałby go ze znacznie gorszym losem, niż to, gdyby miał możliwość. A Subin na łaskę nie zasługiwał. Zasługiwał na coś znacznie gorszego niż to, z czym spotkał później całą swoją rodzinę. Być może gdyby przeżył, to Salvatore oszczędziłby gości. Być może.
  — No nic — podjął starszy z funkcjonariuszy, kiedy zauważył, że młodszy otwiera usta, by coś powiedzieć. — Chyba na ten moment wiemy już wszystko. Mamy zeznania od wszystkich tu obecnych, więc nie będziemy państwa na razie niepokoić.
  — Ale na wszelki wypadek proszę nie opuszczać miasta — dodał młody służbista.
  — Oczywiście — odpowiedział Salvatore, lokując w nim swoje uważne spojrzenie. Zapisywał jego twarz w swojej pamięci, by później podjąć odpowiednie działania. Drugi z policjantów najwyraźniej rozpoznał sposób, w jaki patrzył Włoch i popędził tylko kolegę, by później, po pożegnaniu się, opuścić willę.

Navi Salvatore

pact with the devil

: ndz sie 30, 2026 10:10 pm
autor: Navi Salvatore
Paradoksalnie, był najstraszniejszą, najbardziej przerażającą i niebezpieczną osobą jaką znała, a jednocześnie uważała go za swoją jedyną, bezpieczną przystań. Za dom i kogoś, komu w pełni ufała. Był potworem, ale też jej mężem, którego świadomie wybrała i którego szczerze, niezaprzeczalnie kochała. Przysięgała być po jego stronie dopóki śmierć ich nie rozłączy i nawet do głowy jej nie przyszło, aby w jakikolwiek sposób go wydać policji. I to nie dlatego, że wiedziała o korupcji oraz tym, że Salvatore był praktycznie nietykalny.
Ruszył za nią, gdy Subin ją zabrał. Zamordował wszystkich, bo byli dla niej zagrożeniem. I nawet jeśli wśród ofiar znalazły się też dzieci… to miała to być cena, którą byli w stanie zapłacić. Nawet jeśli obrazy i zapach palonych ciał będą ją nękały jeszcze długo po zamknięciu oczu, to teraz była to jej nowa rzeczywistość. Brutalna część życia w którą się wżeniła i której stała się nieodłączną częścią. Coś, do czego musiała przywyknąć odkąd nosiła nazwisko Salvatore.
W milczeniu przysłuchiwała się zeznaniom, które zdawał funkcjonariuszom jej mąż, ściskając wciąż jego dłoń. Słuchała prawdy na temat tego, co się wydarzyło. I gdy opisywał wszystkie szczegóły, mimowolnie wróciła się myślami do tego, co miało miejsce zaledwie kilka godzin temu. Czuła jak żołądek jej się kurczy na samo wspomnienie pierwszego spotkania z Subinem na jej weselu. Jak skóra ją pali w miejscach, które dotykał. Jak niechciany, ale pierwotny strach podchodził jej do gardła, mimo, że nie chciała go okazywać.
Opuściła wzrok na czas opowieści, wiedząc, że będzie to oznaka nieprzyjemnych wspomnień. Potwierdzenie słów jej męża, że ta sytuacja miała miejsce i odbiło to na niej piętno. Nawet jeśli nie płakała i nie okazywała otwarcie oznak traumy, to subtelnie dawała znać, że ciężko jej było ponownie o tym słuchać.
Co z tego, że podświadomie cieszyła się ze śmierci byłego męża.
Podniosła wzrok na Giovanniego, gdy wyczuła na sobie jego spojrzenie. Zacisnęła mocniej dłoń na jego palcach, unosząc nieznacznie kącik ust w marnej próbie uśmiechu. Wróciła do funkcjonariuszy, którzy w dalszym ciągu im się przyglądali. Młodszy z nich wciąż nie wyglądał na przekonanego. Ewidentnie był zbyt ambitny, aby pozostawić tą tragedię z ich wesela samej sobie. W końcu ktoś musiał być winny, prawda?
Tylko dlaczego państwo młodzi mieli zabijać swoich gości?
Navi ostatni raz posłała delikatny uśmiech funkcjonariuszom, w podzięce za ich służbę oraz zainteresowaniem się ich, jakże okropną, sprawą weselną, ale gdy tylko zniknęli za zamkniętymi drzwiami, ten uśmiech zniknął w ułamku sekundy.
Młody coś podejrzewa — powiedziała, utrzymując spojrzenie w drzwiach, wciąż jednak nie wypuszczając dłoni swojego męża.
— To się go pozbędziemy — stwierdził Damon, który przez cały ten czas podpierał plecami ścianę nieopodal, będąc w gotowości do ewentualnego działania. W końcu nie miałby problemu, aby zabić jednego i drugiego policjanta na znak Giovanniego. — Załatwić go?
W końcu zawsze mógł za nimi ruszyć.

Giovanni Salvatore