Strona 7 z 7

fast laps and mixed signals

: sob cze 27, 2026 8:36 pm
autor: Daisy Whitmore
Występ Kiry był świetny!
Daisy aż nie mogła się napatrzeć, jak świetnie szło jej na scenie, nie wspominając już nawet o predyspozycjach wokalnych. Z Whitmore nie była żadna ekspertka, jednak uważała, że raczej miała dobre ucho i potrafiła ocenić, czy ktoś wpadał w odpowiednią tonację. Kirze wyszło to wyśmienicie. Aż nie chciała uwierzyć, że z początku miała co do tego takie opory. 
Całe szczęście Daisy odpowiednio wcześnie ją namówiła i teraz mogła pod samą sceną podziwiać talenty Finch inne niż motoryzacja. Tłum również ją pokochał i zaraz pół sali znajdowało się na parkiecie, skacząc i obracając się wokół własnej osi. Dawet Daisy dała się ponieść i nie wiedzieć kiedy zaczęła twerkować. A potem ujęła dłoń Kiry, by ta mogła obrócić ją dookoła. Wykonały tak kilka piruetów aż piosenka nie dobiegła końca, a cały tłum nie ryknął głośnymi oklaskami. 
BRAWO!! – krzyknęła Whitmore, układając dłonie w tubę dla lepszego wydźwięku i zaraz jeszcze pisnęła, jakby była prawdziwą groupie. I prosze jak się opłaciło – Kira zaciągnęłą ją do baru, oznajmiajać, że postawi jej drinka! (Bo to wcale nie tak, że już wcześniej się na to umawiały).
Żartujesz?! — spojrzała na nią wielkimi, niebieskimi oczami. — Poszło ci zajebiście!! — Daisy Whitmore, co to za słownictwo? Przecież ona normalnie wcale nie przeklinała, a tu proszę. Istniało wielkie prawdopodobieństwo, że był to efekt nadmiernej produkcji endorfin, spowodowanej tańcem pod sceną i świetną zabawą. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. — Ruda to robiła dżdżownice na podłodze, nie wiem czy widziałaś — bo Daisy widziała i to wcale nie był najlepszy widok. Prawie wszystkie zęby sobie powybijała, kiedy kilka razy uderzyła twarzą o twardą posadzkę, ale grunt to dobra zabawa, nie?
Uśmiechnęła się do barmanki, kiedy ta rozstawiła kawałek od nich cztery wysokie szklanki i rozpoczęła przygotowywanie zamówionych trunków. A zaraz potem do Kiry, gdy blondynka spytała ją o pseudonim, jaki zapisała pod własnym imieniem.
A co dostane jak ci powiem? — spytała zaczepnie, trochę nie w swoim stylu, wciąż na tym dobrym humorze i całej aurze tego miejsca. — Crazy Daisy — dodała po chwili, patrząc wymownie na Kirę. No czy to nie było genialne? Nie dość, że się rymowało, to jeszcze bardzo oddawało charakter Whitmore na scenie, bo akurat tam nie Miałą w sobie za grosz wstydu. Co prawda wolałaby, żeby Blacki i Marco jeszcze nie było, ale jak się nie ma co się lubi…
A teraz zapraszamy Crazy Daisy!! — krzyknęła DJka prosto do mikrofonu, zapowiadając przy okazji odpowiednią piosenkę. A właściwie tą, którą powinna śpiewać Kira. W tym samym momencie drinki zostały przed nimi postawione, a Whitmore złapała za jednego i prawie na raz… wyzerowała. To by było na tyle z pilnowania się z alkoholem przed jutrem.
IDĘ — krzyknęła w stronę sceny, a po chwili zaczęła przedzierać się przez tłum, żeby odebrać mikrofon. — BRANDFORD JAK SIE BAWICIE?! — krzyknęła w drodze na podium, wyrzucając rękę w górę, a spora liczba osób faktycznie zagwizdała i rzuciła jakimś świetnie. Kilka osób na nowo zerwało się ze stolika∑ i podbiegło na parkiet, kiedy tylko rozpoczęły się pierwsze dźwięki melodii znanego utworu.
This was never the way I planned, Not my intention. I got so brave, drink in hand, lost my discretion. It's not what I'm used to, just wanna try you on!! — rozpoczęła w punkt. I chociaz nie było to najpiękniejsze wykonanie, jakie słyszały te ściany, było ono wystarczająco energiczne, by porwać ludzi do tańca. — I’m curious for you, caught my attention — mimowolnie zawiesiła spojrzenie na Finch, uśmiechając się przy tym, co było nie tylko widać, ale również i słychać w jej głosie. I wtedy wpadł jej do głowy kolejny świetny pomysł. — I kissed a girl and I liked it. The taste of her cherry ChapStick — machnęła w stronę Kiry, a zaraz zeskakiwała ze sceny, żeby zabrać ze stolika DJskiego drugi mikrofon. Pomachała nim w stronę blondynki, zapraszając ją do siebie na scenę. A jeśli Finch miała jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, ruda Anabelle już przesuwała się w jej kierunku przez tłum, żeby wyszarpać ją osobiście na środek sceny.

kira 🌻

fast laps and mixed signals

: ndz cze 28, 2026 11:49 am
autor: kira finch
Niby wiedziała, że poszło jej zajebiście - świadczyły o tym gwizdy i wiwaty pod sceną - ale nie spodziewała się, że aż do tego stopnia. Na wieść, że Ruda odpierdoliła na parkiecie coś w stylu dżdżownicy, zaśmiała się głośno. To samo w sobie musiało być widokiem trudnym do opisania i jeszcze trudniejszym do zapomnienia. Szkoda tylko, że Finch nie było dane tego zobaczyć. Może gdyby nie była tak zafiksowana na Daisy, która znienacka pojawiła się w tłumie, zauważyłaby coś więcej niż tylko własną menadżerkę. Kręceniem głowy dała jej do zrozumienia, że niestety przeoczyła ten pokaz wieczoru. No nic, może Annabelle jeszcze to powtórzy?
A co chcesz dostać? Nie wiedziałam, że twój pseudonim artystyczny to jakaś wielka tajemnica — westchnęła z udawaną ciężkością, a kiedy barman zaczął rozstawiać szklanki na ladzie, zabrała łokieć, robią mu więcej miejsca. Na szczęście ksywka sceniczna Whitmore nie była żadnym sekretem. A nawet, jeśli tak, to menadżerka szybko go zdradziła. — Crazy Daisy? — powtórzyła po niej, nie mogąc powstrzymać cisnącego się na usta uśmiechu. — No przecież to jest genialne! — stwierdziła i już chciała podsunąć jej, żeby następnym razem zgłosiła ją do występu jako Kira-Zdzira, ale wtedy DJ-ka zaprosiła Crazy Daisy na scenę. I Daisy okazała się być naprawdę kajnda krejzi, bo chcąc dodać sobie animuszu, opróżniła swojego drinka na hejnał.
Finch uniosła wysoko brwi, ale postanowiła tego nie komentować. Kim była, żeby ją w czymkolwiek hamować? Zamiast tego po prostu zamówiła jeszcze jedną kolejkę i poprosiła barmana, żeby jednak dostarczono im Blue Lagoon do stolika, bo sama się z tym wszystkim nie zabierze. Sama za to powędrowała pod scenę, na której Whitmore już zachęcała ludzi do wspólnej zabawy. Stanęła tak blisko, jak tylko się dało, wsłuchując się w pierwsze wersy utworu, co jakiś czas wyłapując spojrzenie menadżerki. W pewnym momencie poprosiła ją, żeby dołączyła do niej na podeście, więc Finch automatycznie uniosła ręce w obronnym geście. Przecież przed chwilą tam była! I nie dość, że Daisy pomyliła utwory, to jeszcze zamiast śpiewać sama, to chciała ją wkręcić w duet? Oszustwo!
Na nic jednak zdało się to całe wzbranianie, bo zaraz ktoś popchnął ją lekko w kierunku schodów prowadzących na scenę. Pewnie Annabelle, bo kto inny? Kira łypnęła na nią przez ramię, ale dziarskim krokiem dołączyła do menadżerki. Złapała za mikrofon i zaczęła śpiewać, ponaglana nie tylko aplauzem, ale też wzrokiem Whitmore.
It felt so wrong, it felt so right, don't mean I'm in love tonight. I kissed a girl and I liked it. I liked it! — dokończyła refren, ale zwrotki zostawiła Crazy Daisy, żeby mogła się popisać przed tak rozszalałą publicznością. Ona natomiast postanowiła zabawić zgromadzonych tańcem i wyeksponowanym dekoltem, na który zareagowano bardzo entuzjastycznie. Kilka osób nawet cyknął jej fotki. A wśród nich znalazła się Harriet Gourin, która najwyraźniej - bardzo dziwnym trafem - postanowiła przyjść do tego samego lokalu, co Finch.

Daisy 🌼

fast laps and mixed signals

: ndz cze 28, 2026 2:24 pm
autor: Daisy Whitmore
Szło im ś w i e t n i e.
Spektakularnie.
A przynajmniej według samej Whitmore. Tylko czy jej zdanie było wystarczająco obiektywne? Kobiety, która zazwyczaj śpiewała piosenki Disneya albo inne rzeczy, które za nic nie pasowały do jej wieku, a tym bardziej profesji i wysokiego stołka, jaki zajmowała w Toronto Sun. Daisy na co dzień potrafiła zachowywać powagę i pełen profesjonalizm, jednak na scenie czuła się jak zupełnie inne człowiek. Można nawet powiedzieć, że przybierała maskę idealnego ekstrawertyka, obok którego ludzie po prostu chcieli przebywać, co zresztą pokazywała w swoim wykonie.
Do The Voice pewnie by jej nie przyjeli, ale za to tłum zdawał się bawić przednio. Ludzie skakali i wykrzykiwali znane teksty piosenek. Dziewczyny z panieńskiego również się poderwały i zaczęły balować, całując się po polikach. A Whitmore? Ona wyrwała się w pewnym momencie do Kiry i tym razem to ona ją obróciła kilkakrotnie, wprawiając blond włosy w ruch.
Ruda znowu zaczęła robić dżdżownice, więc kiedy tylko Daisy to zauważyła, od razu szturchnęła Kirę za ramię i wskazała ręką odpowiednie miejsce, by dziennikarka na własne oczy mogła zobaczyć ten niesamowity taneczny ruch. Chociaż może komiczny był bardziej odpowiednim słowem do tego, co tam się odpierdalało.
Na ostatniej prostej, Whitmore przysunęła się do Kiry, żeby mogły nieco poocierać się bioderkami, krzycząc o tym, jak to pocałowały dziewczynę i im się podobało. Szkoda tylko, że Daisy nawet nie miała pojęcia jak to jest. Całować dziewczynę. Nigdy nie miała okazji, więc trochę czuła się jak oszustka śpiewając ten refren. Szczególnie, że kiedy tylko skończyły, lądując w końcu stabilnie na scenie i ciężko oddychając, ktoś w tłumie krzyknął no to całuj. Zapewne była to Anabelle, ich fanka numer jeden, ale zaraz po niej prawie wszyscy, którzy znajdowali się na parkiecie skandowali i domagali się pocałunku. Daisy spojrzała zaskoczona na Kirę. Bo może szybki całus w policzek szok faktycznie nie byłby taki najgorszy? Szczególnie że krew w żyłach przelewała się szybko, a adrenalina rozpościerała po ciele. Nawet zrobiła minimalny krok w jej kierunku, wciaż nie do końca pewna. Tylko wtedy, zupełnie niezapowiedzianie i już na pewno nieproszenie, na scene wskoczyłą sama Harriet Gourin we własnej osobie. Z całą swoją pewnością siebie stanęła pomiędzy nimi, wbijając swoje zielone oczy prosto w Finch. A potem bez jakiegokolwiek ostrzeżenia, po prostu szarpnęła ją za koszulkę i wpiła się w jej usta. Zachłannie.
Ludzie pod sceną oszaleli, rozpoczęły się wiwaty, a Daisy stała tam obok jak ostatni kołek i po prostu patrzyła, jak ich usta mieszają się ze sobą, czując… no właśnie co? Zazdrość? Była zazdrosna? O co, jak przecież ona i tak by tego nie zrobiła. Była w związku, miała męża. Nie powinna nawet myśleć o takich rzeczach! No więc przełknęła nieprzyjemną gorycz, jaka nagle się w niej pojawiła i po prostu zaklaskała razem z tłumem, po chwili schodząc ze sceny. Pokazująć oczywiście, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.

kira (˶˘ ³˘(´͈ ᵕ `͈˶)

fast laps and mixed signals

: ndz cze 28, 2026 3:54 pm
autor: kira finch
Autentycznie dawały czadu. Może powinny pomyśleć o zmianie profesji i porzucić dziennikarstwo na rzecz kariery muzycznej? No dobra, Kirę trochę ponosiła wyobraźnia, ale trudno było się dziwić przy takiej reakcji publiczności. Przynajmniej dzięki temu na moment przestała skupiać się wyłącznie na Daisy i wreszcie zauważyła Rudą, która po raz kolejny postanowiła zaprezentować na parkiecie swoją popisową dżdżownicę. Całe szczęście, że Whitmore szturchnęła ją w bok. Gdyby przegapiła coś takiego, chyba do końca życia miałaby sobie to za złe.
Sama bawiła się zresztą wyśmienicie. Śpiewanie o całowaniu dziewczyny przychodziło jej wyjątkowo naturalnie - w końcu nie mogła narzekać na brak doświadczenia w tej dziedzinie. Przez lata zdążyła zasmakować całkiem sporo kobiet, więc przynajmniej wiedziała, o czym śpiewa. Nie miała też najmniejszych oporów, żeby położyć dłonie na biodrach Whitmore, kiedy ta zaczęła rytmicznie poruszać się w rytm muzyki. A gdy rozbawiony tłum zaczął domagać się pocałunku, Finch tylko roześmiała się pod nosem, nastawiła policzek i przycisnęła do niego palec, dając menadżerce do zrozumienia, że jeśli już musi spełnić życzenie publiczności, to właśnie w taki sposób. Wszystko oczywiście z przymrużeniem oka, bo im bardziej ludzie się nakręcali, tym większą frajdę sprawiało jej podsycanie całego tego zamieszania.
Ale wtedy na scenę wpadła Harriet, która bezceremonialnie szarpnęła Finch za koszulkę i pocałowała ją żarliwie. Kira nawet nie miała większej szansę na reakcję i nie pozostawało jej nic innego, jak odwzajemnić ten gest.
Tłum oszalał. Dosłownie. Chyba najbardziej dziewczyny, które świętowały wieczór panieński. Same zaczęły się obściskiwać między sobą. Nawet panna młoda, bo to był ostatni moment na takie szaleństwa, zanim stanie na ślubnym kobiercu. Finch w końcu zdołała oderwać usta od ust Gourin i ukłoniła się teatralnie, dziękując wszystkim fanom za tak liczny doping. A potem nachyliła się do Harriet i wyszeptała jej coś na ucho. Co konkretnie? Tego nikt nie mógł usłyszeć. Po chwili już zbiegała ze schodków, żeby dołączyć do Whitmore.
To było coś! — zawołała i wystawiła do niej rękę, żeby zbić piątkę. — Nie ma opcji, żeby ktokolwiek przebił nas swoim występem — dodała, zmierzając w kierunku stolika, przy którym Blanka i Marco wciąż klaskali jak nienormalni.
Byłyście niesamowite! — skomentował od razu Marco i wstał z miejsca, żeby poklepać każdą z osobna po plecach. — Serio! Bezkonkurencyjne — oznajmił takim tonem, jakby do wygrania było sto tysięcy dolarów i samochód. W rzeczywistości do wygrania było nic i można było to odebrać nigdzie.
To prawda! — zgodziła się z nim Blanka. — A ta akcja na samym końcu? Kto to właściwie był? — spojrzała z zaciekawieniem na Kirę.
Dawna znajoma — wzruszyła tylko ramionami i wzniosła swoją szklankę z niebieskim drinkiem, żeby wznieść toast za spotkanie i udany występ. Przystawiła szkło do tego, które znalazło się w dłoni Daisy i uśmiechnęła się całą sobą.
Znajoma? — Blanka nie dawała za wygraną. — A ty ją znasz? — zwróciła się do Whitmore, jakby w ogóle miało to jakiekolwiek znacznie.

i get a little bit daisy dizzy

fast laps and mixed signals

: pn cze 29, 2026 5:50 pm
autor: Daisy Whitmore
Występ faktycznie był świetny. Zjawiskowy! Taki, jakiego mury tego baru jeszcze nie widziały. A przynajmniej nie dzisiaj, biorąc pod uwagę wszystkie małe misie i rude wariatki, które występowały przed nimi. Przy nich Finch i Whitmore były jak prawdziwe gwiazdy muzycznej sceny! Tłum również tak uważał, więc domagał się pocałunku. Pocałunku, którego Daisy w końcu nie dane było złożyć na policzku Kiry, bo Harriet, która wyskoczyła jak Filip z konopii uznała, że świetnym pomysłem będzie skraść show.
I szczerze? Daisy nawet nie była zdziwiona, że tłum oszalał. Sama zaklaskała kilkakrotnie. Oczywiście po tym, jak przeszedł jej pierwszy szok. Nie była zazdrosna — ani o Kirę ani o aplauz, który się jej nie tyczył, bo przecież nie było o co, ale gdzieś tam może coś ją delikatnie ugodziło. Może fakt, że dzieliły razem moment, do którego ktoś bezczelnie wszedł z buciorami bez zaproszenia? A może po prostu nie lubiła Harriet i tyle w temacie. Opcji było wiele, jednak Whitmore wybrała tą, w której zeszła ze sceny i poszła usiąść przy stole, gdzie już czekał na nią niebieski drink. Upiła kilka łyków, od razu zbierając pochwały od Blanki i Marco.
Ale żałujcie, że rudej nie słyszeliście. Ta to dopiero była dobra — zażartowała Daisy, kiedy Kira już do nich dołączyła. Whitmore poszalała jej delikatny uśmiech, a potem już skupiła się na scenie, na której rozstawiała się kolejna osoba, tym razem z jakimś smętnym Coverem Adele (ale wcale nie wyglądała, jakby ją zjadła). Dopiero temat koleżanki Kiry sprawił, że Daisy wróciła uwagą do stolika i rozmowy, która się przy nim toczyła.
Ja? — zdziwiła się, gdy Blanka spytała ją o Harriet. — Nie, ale Kira zna ją chyba bardzo dobrze — rzuciła, lekko chyba nawet złośliwie, przyglądając się jej ukradkiem, a następnie sięgnęła po drinka. — Jak dobrze pójdzie, to może jednak będę miała łóżko całe dla siebie — dodała, owijając usta wokół słomki. No bo skoro tutaj już tak odważnie poszły w ślinę, to pewnie zdążyły już się ustawić na potem w hotelu. Whitmore była przekonana, że Kira z pewnością skorzysta, no bo jak tu odmówić takiej Harriet? Jeszcze po takim pocałunku? Aż nie chciało się wierzyć, że faktycznie spotkały się tylko raz i to na przelotny romans. chociaż z drugiej strony musiała też pamiętać, że niekorzy ludzie mieli o wiele mniej wstydu od niej i zero zobowiązań, będąc szczęśliwymi singlami.
No co wy mówicie? — Blanka oczywiście nachyliła się bardziej nad stołem, gotowa chyba na jakieś świeżutkie ploteczki. Marco zaś zdawał się zainteresować zupełnie innym tematem.
Mega dziwna akcja z tymi pokojami, nie? — wtrącił, drapiąc się po wąsie. — Aż zadzwoniłem do żony zapytać, czy mogę. Ale w sumie już się podzieliliśmy z Blanką, że ja będę spać na kanapie.
Już ci mówiłam, że jak chcesz, to możesz wziąć łóżko — pacnęła go w ramię. — Ostatnio sam mówiłeś, że miałeś problemy z plecami, ty stary dziadku! — zaśmiała się i dochodzili się tak jeszcze całkiem pokaźną chwilę. Daisy za ten czas wyzerowała swojego drinka i pod pretekstem pójścia do toalety pobiegła do DJki, żeby pod wpływem chwili zapisać Blankę i Marco do wykonania Survivor od Destiny’s Child.

kira ⋆‧°𓏲ּ𝄢

fast laps and mixed signals

: pn cze 29, 2026 9:55 pm
autor: kira finch
Blanka i Marco wyglądali tak, jakby szczerze żałowali, że przegapili występ Rudej. Chyba naprawdę uwierzyli, że poszło jej rewelacyjnie i aż przykro byłoby wyprowadzać ich z błędu. Rozszalały tłum, który jeszcze chwilę wcześnie wiwatował pod sceną, momentalnie uspokoił się, gdy z głośników poleciał utwór Adele, a jakaś dziewczyna zaczęła śpiewać, że nieważne, ale znajdzie sobie kogoś takiego, jak ty. Jak kto konkretnie? Nie wiadomo. Jak ktoś na pewno.
Kira upiła łyk drinka, wsłuchując się w łyk drinka. Wychwyciła nutę złośliwości w głosie Daisy, na co zareagowała wysoko uniesionymi brwiami i parsknięciem w szklankę.
Z tym bardzo, to trochę przesadziłaś — upomniała ją, nie mając pojęcia, skąd u menadżerki wziął się ten nieco pretensjonalny ton. — Przykro mi, ale będziesz musiała się ze mną użerać, bo powiedziałam Gourin, żeby sobie za dużo nie wyobrażała — wzruszyła lekko ramionami. Właśnie dokładnie to wyszeptała jej na ucho. Pocałunek był fajny, ale nie zachęcił jej wystarczająco, żeby zawitała tej nocy w jej pokoju.
Ach, czyli łączy was coś więcej! — podekscytowała się niezdrowo Blanka i nawet wyciągnęła szyję, żeby odnaleźć w tłumie Harriet. Chyba nawet jej się udało, bo szturchnęła Marco łokciem i wskazała podbródkiem na stolik na drugim końcu lokalu.
Łączyło, jeśli już — sprostowała Kira. — O ile tak w ogóle można nazwać jeden, kompletnie niezobowiązujący numerek — dodała, a de Virion wydała z siebie przeciągłe uuuu!
A potem przez chwilę przekomarzała się jeszcze z Marco i aż trudno było uwierzyć, że tę dwójkę łączyła jedynie przyjaźń. W sumie Finch widziałaby ich razem, gdyby nie fakt, że Reyes był żonaty. Ale jak to mówią - każdy wagon da się odczepić. Kira odprowadziła menadżerkę wzrokiem, ale zaraz skupiła się na sączeniu swojego drinka.
A teraz zapraszamy na scenę Koleżankę Blankę i Gorącego Marco! — odezwał się głos z głośników, co świadczyło o tym, że Daisy wcale nie poszła do łazienki. Kłamczuszka! Oczywiście oboje zaczęli się zapierać, że nie ma mowy i nigdzie nie idą, ale w końcu zostali zachęceni do wyjścia na scenę przez strasznie głośny doping.
Dobra, no już chodź — Blanka pociągnęła mężczyznę za rękaw koszulki, zmuszając go do wstania z miejsca. W tym samym czasie do stolika wróciła Whitmore, która wyglądała na bardzo zadowoloną z własnego pomysłu.
Sprytnie — pochwaliła ją Kira, przyglądając jej się znad swojego drinka. Blue Lagoon było kwaśne i barman zdecydowanie nie pożałował w nim wódki i curacao. Nieźle klepało, a warto wspomnieć, że Daisy opróżniła przy barze całą szklankę duszkiem. — O co chodziło z Harriet? — zapytała, obracając słomkę językiem. — Byłaś trochę kąśliwa, kiedy o niej mówiłaś — zauważyła, zresztą całkiem słusznie. I nie zamierzała udawać, że tego nie zarejestrowała. Finch zawsze mówiła wprost o tym, co aktualnie chodziło jej po głowie. Nie przepuszczała niczego przez flitry, jeśli nie było to konieczne. A teraz absolutnie nie było. Zostały same, więc nie musiały tłumaczyć wszystkiego de Viron i Reyesowi, którzy właśnie zostali powitani gromkimi brawami.

⋆౨ৎ˚⟡˖ daisy ࣪⋆𐙚₊˚⊹♡

fast laps and mixed signals

: wt cze 30, 2026 9:11 pm
autor: Daisy Whitmore
Skąd u niej taka złośliwość?
Nie miała zielonego pojęcia.
Normalnie Daisy wcale się tak nie zachowywała. Nie chowała urazy, a jednak w tej malowniczej scenerii pod koniec utworu I Kissed A Girl, coś ją ugodziło. Prosto w jej godność i ego. I to wcale nie musiało leżeć u podłoża romantycznego, w końcu o koleżanki też bywało się zazdrosnym, szczególnie, że to był jej wykon, do którego zaprosiła Finch. Nie umiała dokładnie wyczytać emocji i sygnałów, jakie wysyłało jej ciało. I szczerze? Trochę nawet nie chciała. Bała się do jakich wniosków mogłaby dojść.
Szczególnie, że gdy tylko Kira oznajmiła, że tak naprawdę odpuliła Harriet i kazała jej sobie za dużo nie wyobrażać, Whitmore znowu poczuła jakieś ukłucie w brzuchu. Już mniej negatywne, ale ono faktycznie się pojawiło wraz z podniesionym spojrzeniem na Finch. Można było to zwalić na ilość alkoholu jaką w siebie wlewała i brak jedzenia, zdecydowanie.
Pewnie była bardzo smutna — wtrąciła, wzruszając ramionami i sięgając po drinka. Nie powinna się cieszyć z takich rzeczy, a jednak lekki uśmieszek pojawił się pod jej nosem, słuchając wyjaśnień Kiry. I jakoś wcale nie było jej przykro, że resztę wieczoru i tak będą musiały spędzić razem. A na podkreślenie swojego odzyskanego świetnego humoru nawet poszła zapisać Blankę i Marco do śpiewania. Nie spodziewała się jednak, że stanie się to tak szybko, że nawet dobrze nie zdąży wrócić do stolika, a DJka już ich wyczyta. Cóż, mogło to być związane z ich świetnymi występami i jebaną Adele, która uśpiła połowę publiczności.
No dalej!!! — poddymała jeszcze, gdy Marco się wahał. Poklepała go po ramieniu i wypchnęła w stronę sceny. Chłopak serio musiał się nieco rozerwać, bo ewidentnie chodził jak z kijem w dupie. Finalnie udało się go przekonać. Oboje z Blanką ruszyli po mikrofony, a zaraz potem na scenę.
Tylko nie oczekujcie, że będziemy tak dobrzy jak nasze koleżanki — Virion powiedziała z rozbawieniem, a potem wskazała na stolik, przy którym Daisy już siadała obok Finch. Kilka osób krzyknęło radośnie, widząc wykonawczynie koniecznego występu do Katy Parry, a ruda to nawet im pomachała. Nikt jej jednak nie odmachał, bo Kira już chwaliła Whitmore za jej sprytny pomysł.
Widzę w nich potencjał — skwitowała zadowolona, jednak jej uśmiech zaraz lekko się starł na kolejne pytanie dziennikarki. — A co z Harriet? — udała zaskoczenie, patrząc na Kirę z szeroko otwartymi oczami. — Ja kąśliwa? No co ty, tak mi się powiedziało — wzruszyła ramionami, ucinając temat. Daisy nie za bardzo wiedziała, jak się wytłumaczyć ze swoich złośliwości, więc postanowiła obrócić je w coś, co nawet nie miało miejsca. W końcu dziewczyny nie raz sobie żartowały z siebie nawzajem, prawda?
Muzyka wybrzmiała, a Blanka z Marco zaczęli śpiewać. Faktycznie nie szło im za dobrze. Marco wył, jakby słoń mu nadepnął na ucho; wchodził w zupełnie złych momentach. Dopiero kiedy Blanka odwróciła się w jego stronę i złapała go za rękę, próbując go jakoś nakierować na odpowiednie takty, zaczęło iść im o wiele lepiej. Nawet porwali tłum, a na koniec dostali oklaski. A w ramach tego wybornego występu Blanka postawiła wszystkim po drinku. A potem jeszcze Marco po jednym. I takim cudem Daisy Whitmore znowu się wstawiła, a przecież dzisiaj miało być grzecznie.

kira ⸜(。˃ ᵕ ˂ )⸝♡

fast laps and mixed signals

: wt cze 30, 2026 11:29 pm
autor: kira finch
Czy Harriet Gourin była smutna? Na pewno była zawiedziona. Kira widziała to w jej oczach, kiedy schodziła ze sceny. Chyba naprawdę liczyła, że spędzą razem noc. Nie zamierzała jej jednak dać jej takiej satysfakcji i pokazać, że można sobie ją tak po prostu mieć. Chociaż tak naprawdę to Finch mogła mieć każda, która ją odpowiednio zainteresowana. Najwyraźniej tego wieczoru reporterka z TSN nie była wystraczająco interesująca.
Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy Blanka tak wychwalała ich występ przed publicznością, a ludzie aż zawyli z zachwytu. Oczywiście wierzyła mocno, że jej i Marco pójdzie równie dobrze, a może nawet i lepiej.
Kto wie, może mają jakieś ukryte talenty? — wskazała podbródkiem w kierunku podestu. Niestety umknęło jej machanie Rudej. Coś Finch nie miała dzisiaj szczęścia do tego, żeby zobaczyć, co robi. Ale o czym tu w ogóle mowa, jakie dzisiaj? Przecież one się nawet nie znały i szansa, że jeszcze kiedyś się spotkają była równa zeru.
Spojrzała na nią trochę pobłażliwie. Bujać to ona, a nie ją. Kira nie była głupia, potrafiła rozpoznać złośliwość od zwykłego tak mi się powiedziało. Ale dobrze, niech jej będzie, nie zamierzała wnikać. Albo i zamierzała, ale to dopiero po tych kolejkach, które zafundowali im de Virion i Reyes. Jednak szło im fatalnie, więc musieli się jako zrekompensować.
Czyli jest ci zupełnie obojętne, czy będę spać dzisiaj u Harriet? — zagadnęła niby ot tak, korzystając z okazji, że dwójka ich znajomych jeszcze pobiegła po występie do baru na szota, żeby w ten sposób pogratulować sobie rewelacyjnego wykonu. Rewelacyjnego oczywiście tylko i wyłącznie w ich przekonaniu.
Patrzyła, jak Whitmore zeruje kolejnego drinka z prędkością, która na pewno jej zaszkodzi. Nie powinna tak szaleć. Ale kim była Finch, żeby o tym decydować? Już wcześniej zauważyła, że menadżerka zachowuje się trochę jak pies spuszczony ze smyczy. Nie mogła jej się dziwić, skoro na co dzień mąż nie pozwalał jej na takie wybryki. Ani pewne nawet na wychodne.
Zapomnij, że o to zapytałam — machnęła ręką, jakby sama chciała puścić to w niepamięć. Niby z jakiej racji Daisy miałoby cokolwiek obchodzi, gdzie Finch szlaja się po nocach i z kim sypia? To nie miało żadnego sensu. — Czekamy na nich, a potem zawijamy się do hotelu? — zaproponowała, dokańczając swojego drinka. Sama była lekko wstawiona, ale bez przesady.
Kątem oka dostrzegła, jak Ruda dopada do Blanki i Marco. Pewnie musiała osobiście pogratulować im występu. Na bank według niej byli dzisiaj najlepsi. Pewnie powtarzała to wszystkim, którzy zdecydowali się zaśpiewać. A może zaraz coś im wywróży ze znaków zodiaków i stwierdzi, że są ze sobą kompatybilni jak nikt inny na świecie? Blanka (oczywiście!) wydawała się zachwycona, kiedy Annabell do nich zagadała. Od razu wdała się z nią w rozmowę, jakby były najlepszymi przyjaciółkami. Marco patrzył na wszystko z boku z niewzruszoną miną, ale pilnował, że de Virion znowu nie wychlała czegoś, co Ruda zostawiła na cudzym stoliku.

જ⁀➴daisy⋆˙⟡