Italian dream
: śr lip 22, 2026 8:13 pm
Całe szczęście, że nie próbował z nią dłużej dyskutować o zasadności jego obecności na sali. Była chyba zbyt zmęczona, żeby wchodzić z nim w dłuższą rozmowę i przedstawiać w kółko te same argumenty. Dlatego, pomimo nienajlepszej formy, zamierzała go po prostu wyciągnąć z tego auta. Wcześniej oczywiście wręczając prezent w postaci kolorowanki i kredek. Uśmiechnęła się szeroko, widząc jego reakcje na ten w ogóle niespodziewany podarunek. Przecież sam jej mówił, że to właśnie kolorowanki go przekonały, aby tutaj z nią przyjechać, więc musiała dotrzymać słowa! Całe szczęście, że dostała je na recepcji, bo chyba nie mieli tyle czasu, aby biegać jeszcze po kioskach bądź innych sklepach papierniczych.
— Przecież zawsze się oszczędzam. Nigdy jeszcze nie musiałeś mnie cucić, więc… to chyba dobrze, nie? A co do zabawek na następne podróże… w samolocie dobrze idzie ci spanie, ale mogę zacząć zabierać jakieś zabawki. Ta lalka, co bawiłeś się nią z Sofii będzie okej? — Uśmiechnęła się do niego przez założoną już maseczkę i tak jak planowała od początku, dosłownie zaciągnęła do środka ogromnej sali, w której to mieli spędzić dobrych kilka godzin.
Nie wiedziała tak naprawdę co bardziej ją zaskoczyło — ten głos Dolore, który wybrzmiał tuż przy jej uchu czy to jak Dante przyciągnął ją do siebie. Z jednej strony, choć Włoch naruszał jej przestrzeń osobistą, to robił to już tak często, że chyba zdążyła już do tego przywyknąć, co oczywiście nie oznaczało, że jakkolwiek jej się to podobało. Ale z drugiej… czyżby jej chłopak był choć odrobinę zazdrosny? Tak… tyci tyci? A może zrobił to po to, aby ta zbyt hojnie nie dzieliła się swoimi zarazkami? W końcu byloby dosyć niezręcznie, gdyby projektant całej przedstawianej kolekcji miał się nie pojawić na finale przez przeziębienie, które sprzedała mu fryzjerka.
I choć mogłaby o tym rozmyślać jeszcze krótką chwilę, to mężczyzna zapowiedział jakieś przedstawienie. Cóż… chyba zarówno Elsa jak i Dante nie spodziewali się, że jego główną aktorką miała zostać właśnie Beatrice.
W chwili, gdy do niej podeszła i zaczęła się na nią wydzierać, rzucając jakimiś dziwnymi oskarżeniami, czuła nieprzyjemne ukłucie gdzieś pod żebrami. Nie wiedziała czy to z powodu powracającego temu rzekomej zdrady Dantego, czy tego, że została przy wszystkich oskarżona o załatwienie sobie pracy przez łóżko pana projektanta. Na dodatek to jej spojrzenie… przez chwilę się bała, że Beatrice zaraz złapie za coś twardego i spróbuję to rozbić na jej głowie.
Ale na szczęście zareagował ten, na którego ratunek najbardziej liczyła. Liczyła, a jednocześnie obawiała się tej jego konfrontacji z modelką… no, po tej całej akcji może nawet już byłą? Bo skoro to Elsie mógł Włoch załatwić wilczy bilet za coś, czego nie zrobiła… to co dopiero jej? Założyła jeszcze szybko nową maseczkę, a starą podniosła z ziemi i schowała do kieszeni spodni. Choć akurat na tę konkretną lafiryndę to z chęcią by nakichała.
— Odwal się? — zapytała z lekkim niedowierzaniem w głosie. Na moment przeniosła rozbiegany wzrok na ukrytą za jego plecami Norweżkę, zaraz jednak wracając nim z powrotem do chłopaka. — W klubie ładniej do mnie mówiłeś! Co, przy niej się boisz przyznać do tego wszystkiego, co było między nami? Do tego jak nam było dobrze? Mam zdjęcia, na których wszystko widać! Jak bardzo byłeś napalony i że w ogóle o niej wtedy nie myślałeś! Chcesz zobaczyć? Przy tobie pewnie nigdy nie miał takiego uśmiechu!
Słyszała jak ta wręcz sapała z wysiłku jaki wkładała w całą tą kłótnię. A Elsa zastanawiała się tylko czy to prędkość wypluwanych słów ją tak męczyła czy może wymyślanie na poczekaniu tych bajeczek.
— A te zdjęcia… — zapytała dość słabym głosem, który tłumiony był jeszcze przez sam materiał maseczki. — Wykupiłaś wersję premium, żeby AI ci je przerobiło? I jeśli myślisz, że nigdy nie widziałam jak zjarany Dante się uśmiecha… no mylisz się, no.
Widziała jak Beatrice zamarła, a stojący obok niej Dolore parsknął śmiechem. Chyba żadne z nich nie spodziewało się takiej reakcji.
Ale to było tak absurdalne, że przez moment nie wiedziała nawet, czy sama powinna się roześmiać, czy popukać się w czoło. Ta laska
naprawdę uważała, że jeśli wystarczająco głośno wypowie kilka odpowiednio dobranych słów, Elsa nagle zacznie podważać wszystko, co wiedziała o swoim chłopaku? Że zobaczy jakieś rzekome zdjęcia i od razu go zostawi? Elsa nie była aż tak głupia. W ogóle nie była głupia. Ale przede wszystkim znała tego, którego tak bardzo kochała. Może czasamidoprowadzał ją do szału. Może potrafił być największym gamoniem, jakiego kiedykolwiek spotkała. Może jego decyzje niejednokrotnie sprawiały, że miała ochotę własnoręcznie udusić go poduszką. Ale znała go. Nie zrobiłby jej takiego świństwa, a nawet jeśli… to upewniłby się, że nikt go nie fotografował.
Dante Levasseur
— Przecież zawsze się oszczędzam. Nigdy jeszcze nie musiałeś mnie cucić, więc… to chyba dobrze, nie? A co do zabawek na następne podróże… w samolocie dobrze idzie ci spanie, ale mogę zacząć zabierać jakieś zabawki. Ta lalka, co bawiłeś się nią z Sofii będzie okej? — Uśmiechnęła się do niego przez założoną już maseczkę i tak jak planowała od początku, dosłownie zaciągnęła do środka ogromnej sali, w której to mieli spędzić dobrych kilka godzin.
Nie wiedziała tak naprawdę co bardziej ją zaskoczyło — ten głos Dolore, który wybrzmiał tuż przy jej uchu czy to jak Dante przyciągnął ją do siebie. Z jednej strony, choć Włoch naruszał jej przestrzeń osobistą, to robił to już tak często, że chyba zdążyła już do tego przywyknąć, co oczywiście nie oznaczało, że jakkolwiek jej się to podobało. Ale z drugiej… czyżby jej chłopak był choć odrobinę zazdrosny? Tak… tyci tyci? A może zrobił to po to, aby ta zbyt hojnie nie dzieliła się swoimi zarazkami? W końcu byloby dosyć niezręcznie, gdyby projektant całej przedstawianej kolekcji miał się nie pojawić na finale przez przeziębienie, które sprzedała mu fryzjerka.
I choć mogłaby o tym rozmyślać jeszcze krótką chwilę, to mężczyzna zapowiedział jakieś przedstawienie. Cóż… chyba zarówno Elsa jak i Dante nie spodziewali się, że jego główną aktorką miała zostać właśnie Beatrice.
W chwili, gdy do niej podeszła i zaczęła się na nią wydzierać, rzucając jakimiś dziwnymi oskarżeniami, czuła nieprzyjemne ukłucie gdzieś pod żebrami. Nie wiedziała czy to z powodu powracającego temu rzekomej zdrady Dantego, czy tego, że została przy wszystkich oskarżona o załatwienie sobie pracy przez łóżko pana projektanta. Na dodatek to jej spojrzenie… przez chwilę się bała, że Beatrice zaraz złapie za coś twardego i spróbuję to rozbić na jej głowie.
Ale na szczęście zareagował ten, na którego ratunek najbardziej liczyła. Liczyła, a jednocześnie obawiała się tej jego konfrontacji z modelką… no, po tej całej akcji może nawet już byłą? Bo skoro to Elsie mógł Włoch załatwić wilczy bilet za coś, czego nie zrobiła… to co dopiero jej? Założyła jeszcze szybko nową maseczkę, a starą podniosła z ziemi i schowała do kieszeni spodni. Choć akurat na tę konkretną lafiryndę to z chęcią by nakichała.
— Odwal się? — zapytała z lekkim niedowierzaniem w głosie. Na moment przeniosła rozbiegany wzrok na ukrytą za jego plecami Norweżkę, zaraz jednak wracając nim z powrotem do chłopaka. — W klubie ładniej do mnie mówiłeś! Co, przy niej się boisz przyznać do tego wszystkiego, co było między nami? Do tego jak nam było dobrze? Mam zdjęcia, na których wszystko widać! Jak bardzo byłeś napalony i że w ogóle o niej wtedy nie myślałeś! Chcesz zobaczyć? Przy tobie pewnie nigdy nie miał takiego uśmiechu!
Słyszała jak ta wręcz sapała z wysiłku jaki wkładała w całą tą kłótnię. A Elsa zastanawiała się tylko czy to prędkość wypluwanych słów ją tak męczyła czy może wymyślanie na poczekaniu tych bajeczek.
— A te zdjęcia… — zapytała dość słabym głosem, który tłumiony był jeszcze przez sam materiał maseczki. — Wykupiłaś wersję premium, żeby AI ci je przerobiło? I jeśli myślisz, że nigdy nie widziałam jak zjarany Dante się uśmiecha… no mylisz się, no.
Widziała jak Beatrice zamarła, a stojący obok niej Dolore parsknął śmiechem. Chyba żadne z nich nie spodziewało się takiej reakcji.
Ale to było tak absurdalne, że przez moment nie wiedziała nawet, czy sama powinna się roześmiać, czy popukać się w czoło. Ta laska
naprawdę uważała, że jeśli wystarczająco głośno wypowie kilka odpowiednio dobranych słów, Elsa nagle zacznie podważać wszystko, co wiedziała o swoim chłopaku? Że zobaczy jakieś rzekome zdjęcia i od razu go zostawi? Elsa nie była aż tak głupia. W ogóle nie była głupia. Ale przede wszystkim znała tego, którego tak bardzo kochała. Może czasamidoprowadzał ją do szału. Może potrafił być największym gamoniem, jakiego kiedykolwiek spotkała. Może jego decyzje niejednokrotnie sprawiały, że miała ochotę własnoręcznie udusić go poduszką. Ale znała go. Nie zrobiłby jej takiego świństwa, a nawet jeśli… to upewniłby się, że nikt go nie fotografował.
Dante Levasseur