Strona 7 z 7

Italian dream

: śr lip 22, 2026 8:13 pm
autor: Elsa Eriksen
Całe szczęście, że nie próbował z nią dłużej dyskutować o zasadności jego obecności na sali. Była chyba zbyt zmęczona, żeby wchodzić z nim w dłuższą rozmowę i przedstawiać w kółko te same argumenty. Dlatego, pomimo nienajlepszej formy, zamierzała go po prostu wyciągnąć z tego auta. Wcześniej oczywiście wręczając prezent w postaci kolorowanki i kredek. Uśmiechnęła się szeroko, widząc jego reakcje na ten w ogóle niespodziewany podarunek. Przecież sam jej mówił, że to właśnie kolorowanki go przekonały, aby tutaj z nią przyjechać, więc musiała dotrzymać słowa! Całe szczęście, że dostała je na recepcji, bo chyba nie mieli tyle czasu, aby biegać jeszcze po kioskach bądź innych sklepach papierniczych.
— Przecież zawsze się oszczędzam. Nigdy jeszcze nie musiałeś mnie cucić, więc… to chyba dobrze, nie? A co do zabawek na następne podróże… w samolocie dobrze idzie ci spanie, ale mogę zacząć zabierać jakieś zabawki. Ta lalka, co bawiłeś się nią z Sofii będzie okej? — Uśmiechnęła się do niego przez założoną już maseczkę i tak jak planowała od początku, dosłownie zaciągnęła do środka ogromnej sali, w której to mieli spędzić dobrych kilka godzin.
Nie wiedziała tak naprawdę co bardziej ją zaskoczyło — ten głos Dolore, który wybrzmiał tuż przy jej uchu czy to jak Dante przyciągnął ją do siebie. Z jednej strony, choć Włoch naruszał jej przestrzeń osobistą, to robił to już tak często, że chyba zdążyła już do tego przywyknąć, co oczywiście nie oznaczało, że jakkolwiek jej się to podobało. Ale z drugiej… czyżby jej chłopak był choć odrobinę zazdrosny? Tak… tyci tyci? A może zrobił to po to, aby ta zbyt hojnie nie dzieliła się swoimi zarazkami? W końcu byloby dosyć niezręcznie, gdyby projektant całej przedstawianej kolekcji miał się nie pojawić na finale przez przeziębienie, które sprzedała mu fryzjerka.
I choć mogłaby o tym rozmyślać jeszcze krótką chwilę, to mężczyzna zapowiedział jakieś przedstawienie. Cóż… chyba zarówno Elsa jak i Dante nie spodziewali się, że jego główną aktorką miała zostać właśnie Beatrice.
W chwili, gdy do niej podeszła i zaczęła się na nią wydzierać, rzucając jakimiś dziwnymi oskarżeniami, czuła nieprzyjemne ukłucie gdzieś pod żebrami. Nie wiedziała czy to z powodu powracającego temu rzekomej zdrady Dantego, czy tego, że została przy wszystkich oskarżona o załatwienie sobie pracy przez łóżko pana projektanta. Na dodatek to jej spojrzenie… przez chwilę się bała, że Beatrice zaraz złapie za coś twardego i spróbuję to rozbić na jej głowie.
Ale na szczęście zareagował ten, na którego ratunek najbardziej liczyła. Liczyła, a jednocześnie obawiała się tej jego konfrontacji z modelką… no, po tej całej akcji może nawet już byłą? Bo skoro to Elsie mógł Włoch załatwić wilczy bilet za coś, czego nie zrobiła… to co dopiero jej? Założyła jeszcze szybko nową maseczkę, a starą podniosła z ziemi i schowała do kieszeni spodni. Choć akurat na tę konkretną lafiryndę to z chęcią by nakichała.
— Odwal się? — zapytała z lekkim niedowierzaniem w głosie. Na moment przeniosła rozbiegany wzrok na ukrytą za jego plecami Norweżkę, zaraz jednak wracając nim z powrotem do chłopaka. — W klubie ładniej do mnie mówiłeś! Co, przy niej się boisz przyznać do tego wszystkiego, co było między nami? Do tego jak nam było dobrze? Mam zdjęcia, na których wszystko widać! Jak bardzo byłeś napalony i że w ogóle o niej wtedy nie myślałeś! Chcesz zobaczyć? Przy tobie pewnie nigdy nie miał takiego uśmiechu!
Słyszała jak ta wręcz sapała z wysiłku jaki wkładała w całą tą kłótnię. A Elsa zastanawiała się tylko czy to prędkość wypluwanych słów ją tak męczyła czy może wymyślanie na poczekaniu tych bajeczek.
— A te zdjęcia… — zapytała dość słabym głosem, który tłumiony był jeszcze przez sam materiał maseczki. — Wykupiłaś wersję premium, żeby AI ci je przerobiło? I jeśli myślisz, że nigdy nie widziałam jak zjarany Dante się uśmiecha… no mylisz się, no.
Widziała jak Beatrice zamarła, a stojący obok niej Dolore parsknął śmiechem. Chyba żadne z nich nie spodziewało się takiej reakcji.
Ale to było tak absurdalne, że przez moment nie wiedziała nawet, czy sama powinna się roześmiać, czy popukać się w czoło. Ta laska
naprawdę uważała, że jeśli wystarczająco głośno wypowie kilka odpowiednio dobranych słów, Elsa nagle zacznie podważać wszystko, co wiedziała o swoim chłopaku? Że zobaczy jakieś rzekome zdjęcia i od razu go zostawi? Elsa nie była aż tak głupia. W ogóle nie była głupia. Ale przede wszystkim znała tego, którego tak bardzo kochała. Może czasamidoprowadzał ją do szału. Może potrafił być największym gamoniem, jakiego kiedykolwiek spotkała. Może jego decyzje niejednokrotnie sprawiały, że miała ochotę własnoręcznie udusić go poduszką. Ale znała go. Nie zrobiłby jej takiego świństwa, a nawet jeśli… to upewniłby się, że nikt go nie fotografował.

Dante Levasseur

Italian dream

: śr lip 22, 2026 9:14 pm
autor: Dante Levasseur
Zachował mimo wszystko dla siebie wątpliwości co do tego, czy i tym razem będą mieli dość szczęścia, by podczas jej pracy miało obejść się bez cucenia jej. Choć te akurat były całkiem spore i w dodatku chyba nie tak zupełnie bezzasadne. Bo jasne, może i Elsie udało się całkiem skutecznie zamaskować to jej dziwne samopoczucie poprzez odpowiedni makijaż, ale… to akurat mogło przekonać kogokolwiek innego, ale na pewno nie kogoś, kto w ostatnim czasie przebywał z nią praktycznie ciągle
I oczywiście, że ani trochę nie podobało mu się to, że jakiś cholerny Włoch tak po prostu rościł sobie prawo to naruszania jej przestrzeni osobistej. Chociaż pewnie nawet sam przed sobą nie byłby w stanie stwierdzić, czy rzeczywiście to odruchowe przyciągnięcie jej do siebie, miałoby być wynikiem tylko i wyłącznie potencjalnej zazdrości. Bo przecież mógłby uznać równie dobrze, że zamierzał odsunąć ją od ewentualnych pretensji i zarzutów, jakie mogłyby paść ze strony Włocha. I to wcale nie tak, że najchętniej odsunąłby ją w ten sam sposób od… w zasadzie wszystkiego innego, co mogłoby paść ze strony tamtego. I to najlepiej nie tylko w ten nieznaczny sposób, a raczej wybierając znacznie bardziej rozsądną odległość.
Tak na przykład na drugi koniec sali…
Możliwe zresztą, że tę opcję rzeczywiście mógłby nawet rozważyć, gdyby w tym momencie Beatrice nie zdołała skupić na sobie całej uwagi. I to ewidentnie nie tylko Dantego, czy Elsy, którzy zostali w to jej przedstawienie mimowolnie wciągnięci, ale też stanowczo większego grona. Może i łatwo było przeoczyć, że rozmowy prowadzone w pobliżu słyszalnie przycichły, a przynajmniej kilka par oczu zwróciło się w ich stronę, ale rzeczywiście właśnie tak było. I chyba nawet trudno byłoby się dziwić. W końcu przedstawienie zapowiadało się chyba całkiem interesująco…
Nawet jeśli spora część tego nieszczęsnego wieczoru wciąż mogłaby stanowić dla niego jedną wielką niewiadomą, zdecydowanie nie miał wątpliwości co do tego, że pomiędzy nim i Beatrice nie zadziało się absolutnie nic. Przez jedną krótką chwilę mógł się jednak zastanowić, czy również Elsa – zwłaszcza słysząc o tych rzekomych zdjęciach, którymi modelka tak chętnie chciała się podzielić – tych wątpliwości właśnie nie nabrała… Słysząc jednak jej słowa, nie mógłby chyba zareagować inaczej, jak tylko krótkim rozbawionym parsknięciem oraz nieznacznym uniesieniem jednego kącika ust. Prawdopodobnie mógłby też w duchu pogratulować samemu sobie, że nawet mimo wszystkich tych odstawianych niejednokrotnie durnot, przynajmniej nigdy nie dał swojej dziewczynie powodu, żeby mogła jakkolwiek zacząć podejrzewać go o brak wierności. Podobne gratulacje musiały jednak jeszcze chwilę poczekać…
Między nami…? – tym razem to on powtórzył po Beatrice, unosząc lekko brwi i pozwalając sobie na kolejne parsknięcie. – Nie było kompletnie nic, widocznie koleżanki za słabo trzymały za ciebie kciuki. Albo po prostu nawet po pijaku nie ma szans, żebyś dała radę w czymś przebić Elsę.
Ktoś chyba musiał uznać wreszcie, że wypadałoby to przedstawienie mimo wszystko zakończyć. Zwłaszcza, że akurat ani on, ani Elsa chyba pierwotnie nie mieli nawet brać w nim udziału, więc… nawet jeśli kończenie konfliktów nie leżało zbytnio w naturze Dantego – zdecydowanie większą wprawę miał w ich zaczynaniu – tym razem widocznie postanowił wziąć tę rolę na siebie. Wzruszywszy jeszcze ramionami na zakończenie tego ostatniego zdania, odwrócił się w jej stronę, żeby objąć ją ramieniem i odprowadzić w jakieś spokojniejsze miejsce. Choćby i tym miało okazać się po prostu stanowisko, przy którym miała oddać się pracy na kolejnych kilka godzin – póki co w zupełności wystarczyło, że nie kręciła się przy nim żadna rozhisteryzowana modelka, by uznać je za całkiem odpowiednie.
Chyba trochę spóźniłaś się z tym zakładaniem słuchawek… – zauważył, zerkając w jej kierunku i zajmując miejsce na kanapie, na której to on z kolei miał spędzić tych kolejnych kilka godzin. – Chociaż wygląda na to, że może przynajmniej nie będą ci już potrzebne w trakcie pracy.
Możliwe, że było coś w jego uśmiechu, co mogłoby w jakiś sposób sugerować, że może jednak wciąż nie do końca był przekonany, czy faktycznie Elsa miałaby nie mieć kompletnie żadnych wątpliwości w związku z jego wieczorem spędzonym w towarzystwie Beatrice. Co gorsza, maseczka na jej twarzy dość skutecznie utrudniała odczytywanie malujących się na niej emocji, więc… skoro nie zamierzał poruszać tematu wprost – zwłaszcza mając dookoła stanowczo zbyt liczną publikę, która może i nieco straciła zainteresowanie całą sprawą w momencie, gdy oddalili się od Włoszki, ale wciąż pewnie nie pogardziłaby potencjalną kolejną awanturą – pozostawało chyba tylko postawić na ten odrobinę niepewny uśmiech oraz udawanie, że rzeczywiście wszystko mogłoby być w porządku.

Elsa Eriksen

Italian dream

: czw lip 23, 2026 12:04 am
autor: Elsa Eriksen
Może nie świadczyło to o niej najlepiej, że chowała się za swoim chłopakiem, licząc, że obroni ją przed ewentualnym atakiem chyba niekoniecznie najbardziej trzeźwej kobiety. Nie oczekiwała, że ten miałby od razu dopuścić się rękoczynów, co najwyżej zablokować te chaotyczne ręce nim ponownie by jej sięgnęły i tym razem zrobiły coś gorszego niż zwykłe ściągnięcie maseczki.
Ale naprawdę czuła się bezpieczniej ukryta za jego plecami skąd mogła obserwować całe zajście oraz ich rozmowę. Od chwili gdy złapał Beatrice za nadgarstek i odsunął od Elsy, jak nie pozwalał jej się ponownie do niej zbliżyć i odpierał jej ataki dotyczące ich rzekomego romansu. Nawet kiedy wspomniała o tych rzekomych zdjęciach… Dante nie wyglądał jakby przestraszył się groźbą pokazania ich wszystkich. Jakby był pewny, że takie nie mogły w ogóle powstać. A skoro nie on znajdował się na tych fotografiach to musiała być to przeróbka. W dobie dzisiejszych możliwości technologicznych, wygenerowanie takiego zdjęcia zajmowało dosłownie kilkanaście sekund. Nie wspominając o tym, że przy odpowiedniej opłacie Beatrice mogłaby się znaleźć w posiadaniu także niecenzuralnych filmików z udziałem jej, Dantego… a jakby chciała to także i Riccardo.
Słysząc jednak jak wspomniał, że modelka nie miała żadnych szans, aby w czymkolwiek być lepszą od niej, mimowolnie się uśmiechnęła, o czym mogły świadczyć lekko przymrużone oczy.
— Co? Ona? Lepsza ode mnie? To dlaczego z nią nie chodzisz na imprezy, co? Nudzisz się i tyle! I nawet ci się nie…
— Dobra, koniec przedstawienia, twój czas minął. — Nagle wtrącił się Dolore, nie pozwalając swojej byłej pracownicy na dokończenie zdania. Do tej pory trzymał się raczej na uboczu i przysłuchiwał całej tej jakże interesującej rozmowie, ale ta najwyraźniej zaczęła go nudzić skoro postanowił ją ukrócić. —Eriksen, do roboty, masz dziś trzy godziny… a ty… jesteś zwolniona. Wyjdziesz sama czy mam zadzwonić po policję, żeby zabrali naćpaną kobietę na dołek?
Elsa nie słyszała już kontynuacji całej tej konwersacji między projektantem a modelką. Dante objął ją ramieniem i zabrał z tego całego cyrku wprost do miejsca, gdzie powinna zacząć pracę, ale najpierw rozpakować wszystkie swoje rzeczy i przygotować podajnik. Kucnęła wiec przed walizką i po otwarciu jej zabrała się za układanie wszystkich potrzebnych kosmetyków i akcesoriów na swoich standardowych miejscach. Obiecała sobie jednak, że tym razem będzie patrzyła po co konkretnego sięga. Obawiała się bowiem, że rozkojarzenie związane z nienajlepszym samopoczuciem mogłoby spowodować, że znów włożyłaby łapki nie tam gdzie powinna.
I choć starała się skupić na swojej pracy i na tym, żeby czerpać z niej jak najwięcej przyjemności, to gdzieś echem odbijały jej się w głowie słowa Beatrice. Jeszcze nie tak dawno samo jej imię wywołało u niej może nie tyle atak paniki co nieprzyjemny ścisk pod żebrami. Tyle ile się nasłuchała o jej wiadomościach dotyczących upojnej nocy z JEJ chłopakiem, a potem jeszcze to niefortunne porównanie jej do słynnej ukochanej jeszcze słynniejszego włoskiego pisarza. I może gdyby ta zrzuciła na nią bombę w postaci zdjęć jeszcze przed rozmową na pomoście. Gdyby wysłała je do niej, jak byli u państwa Russo jeszcze przed tym całym świętem pomidora. Wtedy z pewnością zareagowałaby inaczej. Ale przecież on tyle razy powtórzył, że ją kochał, że nie zamierzał zostawać… jednak czy aby na pewno się z nią nie nudził? Do niej wracał z miłości, ale wychodził do innych, potrzebując mocniejszych wrażeń, intensywniejszych bodźców i to wszystko…
— Co? — zapytała, unosząc lekko głowę, aby spojrzeć na Dantego, który siedział już sobie wygodnie na kanapie. Najwyraźniej tym razem zamierzał spędzić cały ten czas przy niej, nie zamierzając integrować się już z żadną z modelek. Ale to z powodu jej przeziębienia, chęci spędzenia tego czasu blisko niej czy może wiedział, że gdy miał ją w zasięgu wzroku bądź ręki to mógł się łatwiej oprzeć pokusie głupich pomysłów.
— A tak, słuchawki… w sumie to planowałam je założyć dopiero jak ona miałaby usiąść na fotel, ale skoro jej nie ma to sobie odpuszczę. — otworzyła pudełko z nitrylowymi rękawiczkami i założyła na dłonie różową parę.
— Postaram się szybko skończyć. A Ty siedź grzecznie i koloruj. — Zsunęła na moment z ust maseczkę, aby ten mógł zobaczyć jej czuły uśmiech. Zaraz jednak z powrotem umieściła ją na pierwotnym miejscu, bo zebrało jej się na lekki kaszel. Dała mu jeszcze tylko znać, że czuła się dobrze i nie musiał się martwić, po czym zabrała się do pracy.
I skończyła ją po dwóch godzinach. Sześćdziesiąt minut przed czasem.
Prawda była jednak taka, że nie robiła sobie żadnych przerw. Przyjmowała modelkę za modelką, odchodząc od fotela bądź myjki tylko po to, aby zapisać uwagi w swoich papierowych notatkach, ta najważniejsze zaznaczając — kto by się spodziewał — śnieżynkami. Ale skończyła. I Dolore nie miał się do czego przyczepić. Oby.
Ściągnęła z dłoni entą parę rękawiczek i padła na kanapę obok Dantego, od razu się w niego wtulając. I nawet nie zdążyła słowa powiedzieć, bo oczywiście, że musiał pojawić się ON. Tak jakby samymi — niekoniecznie przychylnymi — myślami go przywołała do siebie. Ale nie rzucił żadną głupią uwagą. Przyglądał jej się ze zmarszczonymi brwiami i bez uprzedzenia ułożył dłoń na jej czole.
— Ty… masz gorączkę czy tak się przy suszarce zgrzałaś?
Elsa od razu pokręciła głową, aby strzepac z niej niechcianą rękę, bo sama nie miała siły, aby unieść swoje.
— Poradziłam sobie, tak? To najważniejsze… ale chciałabym już pójść. Jutro na pokazie wolałabym być w lepszej formie — wymamrotała cicho, ale nawet nie drgnęła. Dalej leżała na kanapie i dalej wtulała się w swojego ukochanego.

Dante Levasseur

Italian dream

: czw lip 23, 2026 10:52 am
autor: Dante Levasseur
Chyba śmiało można było założyć, że w zasadzie każdy powód, który zdążył jej przyjść do głowy, był tym całkiem trafnym, jeśli chodziło o to, dlaczego tym razem wolał spędzić cały ten czas blisko niej. Zarówno to, że jakoś tak niespecjalnie miał ochotę na to, by wdawać się w dłuższe rozmowy z którąkolwiek z modelek – zwłaszcza, że mógł się chyba domyślić, jaki byłby główny powód tych rozmów, a na to… nie miał ochoty tym bardziej. Zdecydowanie wolał też mieć ją na oku, żeby upewnić się, że faktycznie pamiętała o tym, żeby przynajmniej trochę się oszczędzać – a chociaż co do tego mógł mieć jednak pewne zastrzeżenia, musiał widocznie dojść do wniosku, że jakakolwiek interwencja i tak na niewiele by się zdała, więc… równie dobrze można było sobie ją odpuścić. A w końcu – musiał też zdawać sobie sprawę z tego, że znajdując się w pobliżu Elsy, zminimalizuje przynajmniej ryzyko wcielenia w życie jakiegoś durnego pomysłu, jeśli taki akurat zupełnie przypadkiem wpadłby mu do głowy. Zwłaszcza słysząc jej słowa, zgodnie z którymi miał tu po prostu siedzieć grzecznie i zająć się kolorowaniem.
Na te zareagował zresztą krótkim śmiechem, przekartkowując jednak wręczoną mu kolorowankę. Mógłby pewnie uznać za swego rodzaju rozczarowanie fakt, że wśród kolejnych rysunków nie wypatrzył żadnego, który już od pierwszej chwili mógłby wydawać się dobrą podstawą na to, by odpowiednio się nim zająć, ale… najwyraźniej wcale nie miało to stanowić jakiegoś problemu. Poza konturami, miał przecież jeszcze tę pustą przestrzeń, która znajdowała się po drugiej stronie zadrukowanych kartek, prawda? I to właśnie na jeden z nich miał się wkrótce skupić, a z rysowanych bez większego zastanowienia scenek rodzajowych mogło powstać kilka, na których różowowłosa – bo taką kredką akurat dysponował, a poza tym… chyba właśnie ten kolor z jakiegoś powodu uważał za najbardziej charakterystyczny – postać siedząc na brzegu pomostu całowała siedzącą jej na otwartej dłoni, nieco skonsternowaną żabę. A także ta, w której ta sama postać usiłowała pozbyć się z włosów paru glonów, nie zauważając widocznie, że poza nimi znalazłoby się jeszcze kilka małych rybek, ślimak i coś, co mogłoby być chyba kołem sterniczym. Nie zdążył natomiast dokończyć tego, w którym postać – grająca najwyraźniej główną rolę w całej tej twórczości – z promiennym uśmiechem na twarzy ścigała kogoś, dzierżąc w ręku ogromne nożyczki. Zagadką miało pozostać to, czy uciekający miałby okazać się Włochem, czy jednak Włoszką, bo akurat przed tym, jak ta mogłaby się rozwiązać, Elsa opadła na kanapę, skutecznie przekonując tym samym Dantego do odłożenia kolorowanki na bok, by mógł zamiast tego odruchowo odgarnąć jej z twarzy ten jeden kosmyk, który jakoś w trakcie jej pracy musiał uznać, że miał dość tkwienia w koku.
Również nie zdążył się jednak odezwać, zanim tuż obok nich pojawił się cholerny Włoch. Powstrzymał się mimo wszystko przed chęcią bezceremonialnego zrzucenia ręki tamtego z czoła Elsy. Zwłaszcza, że w tym jednym mógł mu chyba nawet przyznać rację – biło od niej stanowczo zbyt intensywne ciepło, by można było to tak po prostu zignorować…
Widząc jednak, że ta – wbrew wypowiedzianym właśnie słowom – najwyraźniej wcale nie miała zamiaru ruszać się z miejsca, pozwolił sobie na krótkie westchnięcie. Bo wyglądało na to, że rozwiązanie było tylko jedno…
Mam cię zanieść do samochodu…? – w zasadzie nie czekał nawet na jej odpowiedź, niemal od razu podnosząc się z kanapy i bez zastanowienia podkładając ręce pod jej łopatki i kolana, by móc w ten sposób ją podnieść. – Czy raczej od razu iść cię zakopać?
Choć i na to drugie pytanie nie potrzebował chyba odpowiedzi, dając jedynie krótką chwilę cholernemu Włochowi na to, by ewentualnie mógł dojść do jedynego słusznego wniosku, że kolejnego dnia Elsa powinna zająć się przede wszystkim odpoczynkiem i zdrowieniem, a nie czyimiś włosami. Chociaż na tę chyba i tak zbytnio nie można było liczyć – Dolore nie miał przecież chyba nikogo innego, kto mógłby ją wyręczyć. A nawet gdyby miał… jakoś mało prawdopodobne wydawało się, by miał się na taką zmianę zdecydować tuż przed ostatnim pokazem…
Na szczęście nawet z tym dodatkowym obciążeniem droga do samochodu nie była jakoś szczególnie wymagająca – w końcu obciążenie wcale nie było aż tak znaczne, biorąc pod uwagę jej drobną posturę… Również droga powrotna do hotelu – choć może zamiast tego powinien zabrać ją do jakiegoś lekarza…? – nie sprawiła większych problemów, dzięki czemu wkrótce mogli ponownie rozgościć się w pokoju.
Nie wiem jakie miałaś plany na dzisiaj, ale mam nadzieję, że był to szybki prysznic i pójście spać – odezwał się, kiedy już drzwi się za nimi zamknęły, a misję przetransportowania względnie żywej Elsy do hotelu można było uznać za zakończoną sukcesem.
Upewniając się jeszcze tylko, że miała poradzić sobie przez chwilę sama, Dante wybrał się do hotelowej restauracji, gdzie udało mu się nawet zdobyć herbatę jaśminową i – co było już nieco mniej spektakularnym osiągnięciem – coś ciepłego do jedzenia. Bo może pomiędzy te plany związane z prysznicem i spaniem, warto było jeszcze dorzucić coś, dzięki czemu jego dziewczyna miałaby tak przy okazji nie umrzeć z głodu.
Nie wyglądasz jakbyś do jutra planowała wrócić do pełni sił… – trzeba było przyznać, że mógł to być dość nietypowy komplement, trudno jednak byłoby zdobyć się na jakikolwiek inny, kiedy już wrócił do pokoju. – Jesteś pewna, że nie powinniśmy poszukać ci jakiegoś lekarza?
Może i mogłoby okazać się to zadaniem dość skomplikowanym – choć chyba można było zakładać, że z lekarzem powinni przynajmniej bez większego problemu dogadać się po angielsku – jednak… chyba nie najgorszym, skoro wyglądało na to, że zakupione wcześniej w aptece leki jakoś niespecjalnie jej przy tym całym przeziębieniu pomagały…

Elsa Eriksen

Italian dream

: pt lip 24, 2026 11:58 pm
autor: Elsa Eriksen
W pracy uwijała się jak mała mrówka i to ta, której portret wisiał na ścianie mrowiska z podpisem "Robotnica miesiąca". Do tego stopnia, że przez cały ten czas upiła może ze dwa łyki wody. Nawet nie pamiętała czy to ona poprosiła Dantego, żeby jej coś przyniósł, czy może sam to zrobił albo też jakieś inne dłonie dobrej duszyczki postanowiły zadbać o jej nawodnienie. W każdym razie była tak zajęta i skupiona, że ta rzekoma prośba mogła być jedynym wypowiedzianym w jego stronę zdaniem. Kiedy jednak biegała między myjką a stanowiskiem z lustrem, zerkała kątem oka, uśmiechając się na widok jego nad wyraz skupionej twarzy. Dała mu te kolorowanki raczej w żartach, może żeby pokazać, że skoro dalej ma siły do podobnych gestów to nie było z nią wcale tak źle. Nie spodziewała się, że weźmie na poważnie polecenie o grzecznym siedzeniu i kolorowaniu. Nie mogła się jednak doczekać aż zobaczy, co takiego wymyślił, bo znając go — a kto jak kto, ale ona znała go bardzo dobrze — kontury narysowanych kształtów były tylko i wyłącznie delikatną sugestią.
A jak się czuła? Wcześniejsze dziwnie zdawało się być naprawdę dobrym określeniem. Niby bolały ją mięśnie, niby głowa była cięższa niż normalnie, ale adrenalina skutecznie pomagała w zignorowaniu wszystkich symptomów choroby i pozwalała zapieprzac na dwieście procent. Nic trudnego. W końcu Elsa była świetna w udawaniu, że nie widzi znaków ostrzegawczych, czerwonych flag bądź innych lampek, które świeciły jaśniej niż Toronto w okresie bożonarodzeniowym. Całe szczęście, że przynajmniej tych drogowych nie traktowała jako zwykłe wskazówki.
Ale kiedy w końcu opadła na kanapę obok Dantego, wszystko z niej puściło, a ona ledwo się ruszała. Choć bardzo chciała zobaczyć jego artystyczne dzieła, jakoś ręce odmawiały jej posłuszeństwa, aby sięgnąć po odłożoną na bok kolorowankę. Podobnie było zresztą z odtrąceniem tej włoskiej dłoni, która z dziwną troską sprawdzała jej temperaturę na czole. A to tylko dlatego, że nie była tą samą, która chwilę wcześniej odgarniała zbłąkanego kosmyka z jej lekko zaczerwienionej twarzy.
Słysząc jednak pytanie Dantego, uśmiechnęła się lekko, czego stety bądź niestety nie mógł zobaczyć przez nadal założoną maseczkę, jednak kiedy była już w jego ramionach, nagłym przypływem siły zgarnęła jeszcze z kanapy porzuconą kolorowankę. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby tak porzucili ulubioną zabawkę jej chłopaka…
— Tak, jak prawdziwą księżniczkę. Chociaż Elsa była chyba królową, więc no… — powiedziała może nazbyt entuzjastycznym tonem, zaraz opadając głową na ramię swojego tragarza i oddając się w jego łaskę.
Nie odpowiedziała już nic na pytanie odnośnie zakopywania jej zwłok, chociaż delikatne drgnięcie ciala, które tak pewnie trzymał w swoich rękach powinno wystarczyć mu na dowód, że rozbawił ją tym nawiązaniem do ich poprzedniej rozmowy. Miała jednak nadzieję, że pamiętał o słonecznikach. Bez tego to nawet nie powinien zaczynać szukać łopaty.
Nie była pewna czy przez tę krótką drogę autem udało jej się zdrzemnąć na te przysłowiowe pięć minut czy może spod przymrużonych powiek obserwowała co się działo za szybą samochodu. Zdawała się być jednak dosyć zaskoczona, kiedy zatrzymali się przed hotelem, nie wiedząc do końca czy powinna się martwić ile to przepisów Dante musiał złamać, aby w tak dosłownie ekspresowym tempie dowieźć ich do miejsca ich noclegu.
Uparła się, że do pokoju dotrze o własnych siłach. Chyba chciała udowodnić sobie, że wcale nie było z nią tak źle jak wyglądała, jednak kiedy drzwi za nimi się zamknęły, dosyć zdyszana usiadła na łóżku i ściągnęła z twarzy maseczkę, żeby móc zaczerpnąć powietrza bez zbędnych utrudnień.
— Myślałam wprawdzie o jakimś shoppingu. Wiesz… jesteśmy w Mediolanie, chciałam kupić jakąś sukienkę i chwalić się wszystkim, że mam ją z europejskiej stolicy mody… no i jeszcze ta… no… książka dla twojego ojca… ale to może jutro uda nam się zwiedzić kilka księgarni i antykwariatów… — odparła cicho, robiąc kilka przerw nie tyle na oddech, co żeby pozbierać myśli rozbiegane i najwyraźniej równie zgrzane co sama ich właścicielka. — Prysznic i spanie brzmią dobrze — dodała jeszcze nim Dante wyszedł z pokoju. I oczywiście, że poszła pod prysznic. Sama. Bo przecież była samodzielną, niekoniecznie w pełni sił, ale dorosłą kobietą. I na szczęście chłopakowi zajęło trochę czasu ogarnięcie herbaty i czegoś do jedzenia, bo kiedy wrócił, ta już siedziała przy toaletce z dyfuzorem w dłoniach, próbując wysuszyć włosy. Jeśli ktoś myślał, że Elsa Eriksen pozwoliłaby sobie na nie mycie kłaków drugi dzień z rzędu… to niech pomyśli jeszcze raz.
— Mój bohater i wybawca… — jęknęła żałośnie, widząc jakie dobrocie jej przyniósł, ale chyba najbardziej cieszyła się z jaśminowego napadu, którego aromat wyraźnie czuła pomimo zatkanego nosa. Odłożyła na moment suszarkę i nawinęła widelcem makaron z sosem pomidorowym, wsuwając zaraz porcję do ust, jednak… żuła go zdecydowanie za długo jak na jej normalne standardy. I choć finalnie przełknęła do cała miała w buzi…
— Rośnie mi w dziobie… nie dam rady zjeść — mruknęła zawieziona, wydymając smutno wargi. To był naprawdę pyszny makaron! Dlaczego więc… cholerna choroba!
— Lekarz mi powie, że mam leżeć w łóżku i odpoczywać… a oboje wiemy, że mogę tak tylko do jutra do piętnastej… potem mam co robić… ten ostatni raz… — Westchnęła cicho, stukając palcami w malowniczy kubek, w którym parzyła się herbata.
— Wiesz… to co mówiła Beatrice… to bardzo brzydkie bajeczki. Chociaż z taką wyobraźnią mogłaby napisać kilka, ale może niekoniecznie dla dzieciaków… — Uśmiechnęła się pod nosem. Cóż, pewnie nie chciał, żeby ten temat znów nad nimi wisiał, ale właśnie dlatego go poruszyła. Musiała go wreszcie zamknąć. — Przecież nie mógłbyś nawet jej tknąć tak jak ona by chciała, wiedząc, że czekam na ciebie. … prawda…?

Dante Levasseur

Italian dream

: śr lip 29, 2026 9:41 pm
autor: Dante Levasseur
Możliwe, że faktycznie mógł złamać kilka przepisów, chcąc dotrzeć do hotelu bez zbędnego marnowania czasu. Tym jednak niespecjalnie się przejmował – zwłaszcza, że nie zapewniło im to dodatkowych urozmaiceń w postaci miłej pogawędki z włoskimi stróżami prawa, którym musiałby w miarę przekonująco wyjaśnić, że po prostu chciał dojechać do hotelu zanim jego dziewczyna miałaby tak po prostu zejść w samochodzie. Chociaż może – gdyby tylko jakiś policjant rzucił okiem w stronę Elsy – te przekonywania wcale nie wymagałyby zbyt wiele wysiłku. Zwłaszcza, że już na miejscu Dante co najwyżej lekkim powątpiewaniem mógł zareagować na jej chęć samodzielnego dotarcia do pokoju. Nie zamierzał jej w tym jednak przeszkadzać, po prostu zostając dość blisko, żeby upewnić się, że gdzieś po drodze miałaby się mimo wszystko nie rozmyślić, padając po prostu gdzieś w połowie drogi pomiędzy wejściem i ich pokojem.
Co…? A, no tak. Książka. Obstawiam, że nic się nie stanie, jak po prostu mu jej nie kupię – o ile wzmiankę o rzekomym shoppingu mógł skwitować krótkim śmiechem, tak ta o książce rzeczywiście zmusiła go do tego, żeby przez moment zastanowić się, po co właściwie miałby kupować jakąś książkę swojemu ojcu. Bo widocznie o swoich wcześniejszych planach dawno już zdążył zapomnieć, co chyba dość jasno wskazywało, że raczej nie był to prezent, bez którego on lub Julien mieliby nie móc się obejść.
Skoro mamy cię jakoś utrzymać przy życiu przynajmniej do jutra, to… – urwał na moment, siadając na łóżku i przyglądając się temu, jak bez większego przekonania przeżuwała przyniesiony przez niego makaron. – No dobra, nieważne. Może jest jakaś szansa, że do jutra nie zdążysz umrzeć akurat z głodu…
Nie zamierzał przecież wciskać w nią tego nieszczęsnego makaronu na siłę – nawet jeśli zdawał sobie sprawę z tego, że w ciągu całego dnia nie zjadła praktycznie niczego. Jeśli nie liczyć śniadania zjedzonego jeszcze u rodziny, u której nieplanowo przyszło im spędzić noc. Chociaż to akurat zdawało się już dość odległe, by i o nim móc niemal kompletnie zapomnieć.
Pewnie mógłby się zgodzić z tymi najbardziej prawdopodobnymi radami, jakie mogłaby usłyszeć od lekarza. Tyle, że oczywiście na zastosowanie się do nich i tak nie było przecież najmniejszej szansy, toteż… pozostawało chyba jedynie skwitować jej słowa dość wymownym westchnięciem. Za to przynajmniej bez upierania się, że odpoczynek w łóżku faktycznie mógłby jej pewnie pomóc znacznie bardziej niż próba zajechania się w pracy ten ostatni raz.
Chociaż może jednak powinien podjąć ten zbyt pochopnie porzucony temat wizyty u lekarza. Istniała przecież jakaś szansa na to, że dzięki temu rzeczywiście mógłby ich ominąć ten, do którego naprawdę nie miał najmniejszej ochoty wracać. Skoro jednak na to było już trochę za późno, a udawanie, że miałby nie usłyszeć jej słów raczej nie mogłoby wypaść zbyt przekonująco… Z kolejnym westchnięciem podniósł się z łóżka, podchodząc do Elsy i zatrzymując się za nią, by móc spojrzeć na jej odbicie w lustrze toaletki.
Jasne, że nie – odgarnął wciąż lekko wilgotne włosy z jej karku, by móc w kolejnej chwili nachylić się i zostawić na jej skórze czułego całusa. – Mam przecież ciebie i naprawdę nie potrzebuję już niczego ani tym bardziej nikogo innego…
Tego akurat był całkowicie pewny – niezależnie od tego, jak niewiele pamiętał z tego nieszczęsnego wyjścia z Beatrice. Ewentualne wątpliwości – choć na te i tak nie pozostawało przecież miejsca – mogło dodatkowo rozwiewać dość niewyraźne wspomnienie z tamtej nocy, kiedy to modelka rzeczywiście napomknęła coś o możliwości powrotu do hotelu z nią. I gdyby fakt, że rano obudził się w pokoju współdzielonym z Elsą nie był wystarczającym dowodem na to, że z tej jakże atrakcyjnej oferty nie zamierzał skorzystać, to… prawie na pewno przypomniał wtedy Beatrice o tym, że miał już dziewczynę i że w związku z tym niespecjalnie miał ochotę spędzać resztę nocy w towarzystwie kogoś innego. Zwłaszcza, gdyby to spędzanie czasu miało odbywać się nie w jakimś klubie czy barze, a w hotelowym pokoju.
Nie wiem po co Beatrice wymyśliła sobie to wszystko, ale na pewno nie musisz się tym przejmować – dodał jeszcze, wciąż mimo wszystko mogąc liczyć na to, że same te zapewnienia miałyby jej wystarczyć. Ale przecież… chyba powinny. Skoro jak dotąd nigdy nie dał jej powodów do tego, by miała szczerze podejrzewać, że jego wyjścia miałyby skutkować nawiązywaniem zbyt bliskich relacji z innymi, a fakt, że Beatrice wykrzykiwała dziś najróżniejsze bzdury pozostawał raczej bezsprzeczny, to… może faktycznie same te zapewnienia powinny być wystarczające, a temat mógłby zostać zamknięty. Nieco skuteczniej niż po ich rozmowie na pomoście. Zwłaszcza, że raczej niewiele wskazywało na to, by którekolwiek z nich miało jeszcze kiedyś mieć jakikolwiek kontakt z tą konkretną modelką…
Masz zamiar się wreszcie położyć, czy za bardzo popsuje to twój plan na wykończenie się jeszcze przed tym ostatnim pokazem…? – uniósł wymownie brwi, raczej nie sugerując tego wykończenia się tak zupełnie bezpodstawnie. Tym bardziej, że wciąż mógł mieć chyba całkiem uzasadnione wątpliwości co do tego, czy kolejnego dnia Elsa faktycznie będzie w stanie podnieść się z łóżka – nie wspominając już o zadbaniu o uczesanie modelek podczas pokazu…

Elsa Eriksen

Italian dream

: czw lip 30, 2026 1:03 pm
autor: Elsa Eriksen
Zmarszczyła lekko brwi, kiedy stwierdził, że nic się nie stanie, gdyby jednak nie kupił ojcu wspomnianej książki. Tylko problem polegał na tym… że stałby się. I to bardzo wiele. Już sam fakt, że w ogóle pomyślał o nim, kiedy Elsa wołała psa ich ówczesnych gospodarzy mówił więcej, niż sam byłby skłonny przyznać. Oczywiście, dałoby się to jakoś racjonalnie wyjaśnić, choćby tym, że przecież to jego ojciec był odpowiedzialny za wymyślenie mu tego jakże włoskiego imienia, ale… ona jak widzi skarpetki z Frozen to nie biegnie do kasy i nie prosi, żeby zapakować je na prezent dla Caspera.
Zwłaszcza, że przecież Dante nie utrzymywał z ojcem jakichś ciepłych relacji. Czasem coś o nim wspominał, jednak raczej tylko w takich sytuacjach, kiedy to Elsa pierwsza podejmowała ten temat. A jednak był gotowy faktycznie znaleźć dla niego tę książkę. Co ją w tamtym momencie naprawdę rozczuliło. Bo przecież nie był człowiekiem, który godzinami zastanawiałby się, czy powinien coś zrobić. Jeśli jakiś pomysł wpadł mu do głowy — a im głupszy tym lepszy — realizował go szybciej, niż ktokolwiek zdążyłby mu powiedzieć, że może jednak warto pomyśleć nad konsekwencjami. No, może czasem jej udawało się na czas złapać go za rękę i zmusić do wzięcia kilku głębszych oddechów bądź policzenia do dziesięciu. Albo chociaż do zatrzymania swojej szanownej pupy i wysłuchania tego, co ona myślała o tych jakże odpowiedzialnych poczynaniach.
— I akurat z tego pomysłu zamierzasz zrezygnować? Nie wiem… nie mogłeś go zamienić z… innymi głupotami, które przychodzą ci do głowy? — wymamrotała z delikatnie skwaszoną miną. Bo tak naprawdę była tyle od podania mu dosyć konkretnego przykładu w postaci jego nocnych spacerków z Beatrice, ale chyba ostatecznie mózg jej podpowiedział, że nie miała wystarczająco energii na podejmowanie tego tematu… jak się później okazało — tylko do czasu.
— Wiesz, że już ci tego nie odpuszczę? Ale żeby było sprawiedliwie to możesz pomyśleć od razu nad jakimś prezentem dla mamy. — Wcześniej nie zdarzało im się rozmawiać o jego rodzicach. Nawet nie miała pewności czy widział się z nimi po swoim powrocie do Toronto. Czy odwiedził matkę z Ivy? Czy jego była zjadła obiad przygotowany przez panią mamę? Czy była świadkiem przepychanki słownej między nim a Dougiem? Poszła do jego dawnego pokoju, położyła na tym łóżku, na którym to Elsa te kilka lat temu zasnęła zmęczona płaczem? I jeśli tak… to dlaczego tak bardzo miałoby jej to przeszkadzać? Przecież sama nie była święta, próbowała sobie ułożyć życie bez niego choć większość tych relacji okazywała się być przelotnymi znajomościami. Ale poznanie rodziców to był przecież inny poziom…
Talerz z jedzeniem odsunęła na bok, co jakiś czas sięgając jednak po kubek herbaty, aby upić z niego kilka łyków gorącego naparu. Zdawało się być to zdecydowanie łatwiejsze zajęcie niż dalsze suszenie włosów. Jako fryzjerka i osoba mająca całkowitego fioła na punkcie zdrowia i kondycji włosów powinna dokończyć zabawę dyfuzorem, ale jako chodzące choróbsko zaczynała rozważać opcję, aby zostawić je wilgotne i pozwolić im doschnąć naturalnie. Jak raz pójdzie tak pójdzie spać to chyba nie powinna obudzić się łysa… prawda?
Obserwowała w lustrze jak Dante podnosi się z łóżka i podchodzi do niej. Jak delikatnie odgarnia jej włosy… czując jednak subtelne muśnięcie jego palców na swojej szyi, a potem czuły pocałunek na rozgrzanej skórze, westchnęła cicho przez zaciśnięte wargi. Najwyraźniej choroba nie sprawiła, że przestała być wrażliwa na podobne pieszczoty. Ba! Ona chyba tylko to spotęgowała.
Przeniosła zaraz jednak spojrzenie na swoje odbicie. Bez makijażu było widać wszystkie oznaki choroby — podkrążone oczy, blada skóra, na której jedyny kolor stanowiły policzki płonące od gorączki i to przygaszone spojrzenie. Ten widok nieco jej się kłócił z tymi zapewnieniami, które usłyszała od chłopaka kilka sekund wcześniej. Bo jak mógł mieć wysoką, zgrabną modelkę o błyszczącej i miękkiej oliwkowej skórze, drapieżnym, ciemnym spojrzeniu to dlaczego miałby wybrać to coś, na które patrzyła od paru chwil? Chociaż… kto jak kto, ale on ją widział już chyba w każdym możliwym wypadaniu i nigdy jeszcze nie uciekł z krzykiem. Może powinna go zabrać do okulisty?
— Może naoglądała się za dużo filmów? Wiesz, w tych wszystkich klasycznych romansidłach ta „zła” bohaterka za wszelką cenę próbuje udowodnić, że to właśnie ona jest idealną partnerką dla głównego bohatera. I… ja chyba nigdy nie rozumiałam tej logiki. No bo nawet jeśli facet zdradził swoją dziewczynę, to po tym, jak tamta kobieta bez skrupułów go sprzedała, chyba ostatnią rzeczą, jakiej by chciał, byłoby wiązanie się właśnie z nią… Nie? — Uśmiechnęła się dosyć szeroko jak na swój obecny stan. Bo chyba inaczej nie dało się na to zareagować jak całkiem szczerym rozbawieniem. Dla Elsy w końcu wszystko musiało być dosyć logiczne albo chociaż ocierać się o tę rzekomą logikę, a tutaj choćby szukała jej po mikroskopem… to nie mogła nigdzie dojrzeć.
Spuściła zaraz wzrok na leżącą na toaletce nową, jeszcze zapakowaną, maseczkę. Czy powinna ją założyć? Może podczas zwykłego chodzenia po pokoju, ale chyba kładzenie się w niej spać byłoby największą głupotą jaką mogłaby sobie w tej chwili zrobić. Ale z drugiej strony przecież ostatnie czego chciała to zarazić Dantego. Podniosła jednak szybko głowę — zdecydowanie za szybko, bo aż zobaczyła lekki mroczki — kiedy między wierszami wręcz kazał jej się wreszcie położyć. No tak… miała odpoczywać i nie potrzebowała do tego zaleceń lekarza, aby o tym wiedzieć, a mimo to robiła wszystko, aby tylko w tym łóżku nie wylądować.
— Zostajesz ze mną? Wiesz, że nie musisz… nie po to przyleciałeś do Włoch, żeby siedzieć w pokoju — odparła spokojnie i sięgnęła po kupione rano tabletki, popijając je herbatą. Zaraz po tym podniosła się z krzesła i ciągnąć za sobą Dantego — nieważne, że jeszcze chwilę temu mówiła, że nie musi się z nią użerać tylko spokojnie wyjść na miasto — wdrapała się na łóżko i ułożyła wygodnie po swojej stronie.
— Tak się ostatnio zastanawiałam… czy jakbym wtedy cię olała i nie przyszła na imprezę do Chrisa… albo gdybyś nie musiał interweniować w sprawie Trevora i byśmy nie poszli na tył domu… albo gdybym wtedy nie próbowała cie pocałować, co finalnie i tak ty musiałeś zrobić, bo stchórzyłam, bojąc się, że ci się nie spodoba… myślisz, że bylibyśmy razem? — wymamrotała cicho, zamykając oczy i podkulając lekko nogi. Mógł uznać, że przez gorączkę trochę majaczyła… zwłaszcza, że zaraz znikąd wypaliła z kolejnym tekstem.
— Apropo imprez… Apropo Bestrice… czy myślisz, że dalbys radę przystopować z imprezami i pitym tam alkoholem? Nie żebym ci nie ufała i nie wierzyła… ale po co jakieś głupie małpy mają to wykorzystywać… no i zdrowszy będziesz… rano nie będziesz zdychał…

Dante Levasseur

Italian dream

: czw lip 30, 2026 2:44 pm
autor: Dante Levasseur
Problem z tymi wszystkimi – zwykle wyjątkowo durnymi – pomysłami, które pojawiały się w jego głowie, chyba nie do końca polegał tylko na tym, że najczęściej realizował je od razu, bez poświęcenia choćby chwili na zastanowienie się nad możliwymi konsekwencjami. Drugą kwestią było to, że jeśli faktycznie któryś z nich decydował się odłożyć na później, to zwykle nigdy już do niego nie wracał, kompletnie o nim zapominając. Albo wpadając na coś jeszcze – głupszego – lepszego. A książka dla ojca… może i wtedy, w ogrodzie jakiejś przypadkowej włoskiej rodziny mógł uznać, że był to całkiem niezły pomysł. Może nawet przez chwilę lub dwie przeszło mu przez myśl, by tę po prostu zgarnąć z półki, gdy przypadkowo wyłapał ją wzrokiem. Ostatecznie musiał jednak najwyraźniej uznać, że nie było to nic na tyle istotnego, by dłużej zawracać sobie tym głowę. Zresztą… wciąż przecież istniała całkiem spora szansa na to, że zanim faktycznie miałby spotkać się z ojcem po powrocie do Kanady, zdążyłby raz jeszcze kompletnie zapomnieć o jakiejś tam książce, nawet gdyby przywiózł ją ze sobą z Włoch. Bo może i nie mieli wcale jakichś najgorszych relacji – z pewnością można byłoby je określić po stokroć lepszymi od tych, jakie łączyły Dantego z jego ojczymem – to jednak… widocznie obydwaj byli na co dzień zbyt zajęci własnymi sprawami, żeby znaleźć jeszcze dostatecznie wiele czasu na jakieś tam rodzinne spotkania.
Słysząc za to o tym, że przy okazji miałby wybrać też jakiś prezent dla mamy… tak, to chyba był najlepszy możliwy moment, by wyjść z pokoju – w końcu misja zdobycia herbaty i czegoś do jedzenia była na tyle ważna, że nie można było jej dłużej odkładać w czasie. Kwitując więc jej słowa klasycznym mhm, zniknął po prostu za drzwiami, dopiero po dłuższych paru chwilach wracając z jedzeniem i herbatą.
Chociaż do tematu włoskich pamiątek dla rodziców wracać ewidentnie nie zamierzał.
Właściwie… chyba nawet trudno byłoby mu jednoznacznie określić, czy wolałby zająć się właśnie nim, czy może jednak poświęcić jeszcze trochę czasu Beatrice, opowiadanym przez nią bzdurom i temu wyjątkowo niefartownemu wyjściu do klubu.
Skoro jednak padło na to drugie… chyba i tak nie mógłby powiedzieć jej nic innego, jak to, co usłyszała poprzedniego wieczora na pomoście i to, co miał jej do powiedzenia przed momentem. Bo nie, nawet patrząc na to jej blade i zmęczone chorobą odbicie w lustrze, ani przez chwilę nie przeszło mu przez myśl, że jakaś tam modelka miałaby być w czymkolwiek lepsza od niej. A przy tym nie sądził też, by koniecznie musiał wybierać się z tego powodu do okulisty…
A to przypadkiem nie tak, że w tych klasycznych romansidłach, ostatecznie to ta zła bohaterka i tak zostaje sama, bo nic jej z wszystkich genialnych pomysłów nie wychodzi…? – odpowiedział uśmiechem na ten, który pojawił się na jej twarzy. Chociaż w przeciwieństwie do niej, chyba raczej nie widział potrzeby, żeby w tym wszystkim doszukiwać się jakiejkolwiek logiki. Bo w końcu… tej – również w przeciwieństwie do Elsy – za bardzo nie potrzebował ani w tym konkretnym przypadku, ani w ogóle, bez problemu mogąc zaakceptować fakt, ze coś było po prostu absurdalne, nie miało kompletnie żadnego sensu i… takie po prostu było. Zresztą, czasami przecież właśnie w tym braku logiki tkwił cały urok.
Wiem, że nie muszę. Ale i tak zostaję – chyba zresztą nie musiał nawet mówić tego na głos, skoro bez jakiegokolwiek protestu dał się jej pociągnąć w stronę łóżka. I chociaż sam też pewnie powinien wcześniej udać się pod prysznic, żeby myśleć o zostawaniu w nim na dłużej… to chyba mogło jeszcze chwilę poczekać. Nie zamierzał przecież kłaść się jeszcze spać, kiedy układał się obok Elsy i kiedy nie przejmując się za bardzo tym, że faktycznie mogłaby zarazić również jego, zupełnie odruchowo objął ją ramionami. Po prostu chciał się upewnić, że tym razem faktycznie postanowi zastosować się do tego całego odpoczywania i lada moment zaśnie.
Chociaż na to chyba się nie zanosiło…
Po pierwsze… nie było opcji, żebyś nie poszła wtedy do Chrisa – stwierdził z rozbawieniem, ale też z absolutnym przekonaniem. Bo przecież nie powinna chyba zapominać o tym, że nie tylko ona już w liceum była całkiem uparta. A chociaż na pewno nie zakładał wtedy, że właśnie tak miałoby skończyć się wyciągnięcie jej na tę konkretną imprezę… chyba nie dało się zaprzeczyć, że naprawdę chciał żeby tam poszła. I pewnie mogłaby się spodziewać, że osobiście pofatygowałby się do jej domu, żeby ją stamtąd wyciągnąć, gdyby po umówionym czasie nie zjawiła się pod domem ich wspólnego znajomego. A cała reszta… jakoś po prostu się zadziała. – Ale nawet gdyby, to… pewnie tak. W końcu przecież dałabyś się chyba gdzieś kiedyś wyciągnąć, nie?
Możliwe, że bardziej zasadne byłoby zastanowienie się, czy mogliby być razem, gdyby Douglas nie postanowił wtrącać się w coś, co kompletnie nie powinno go dotyczyć i gdyby nie załatwił mu tych nieszczęsnych korepetycji. Tyle, że w takim wypadku odpowiedź mogłaby nie być już aż tak oczywista – bo… jaka w takim razie byłaby szansa na to, że którekolwiek z nich miałoby w ogóle zwrócić uwagę na to drugie? Nie wspominając już o okolicznościach, które miałyby zmusić ich do jakiejś dłuższej rozmowy i przekonania się, że pierwsze wrażenie w przypadku obydwojga mogło być dość mocno mylące…
Co? Przecież nie… – zmarszczył za to brwi, słysząc jej kolejne słowa i tym razem dochodząc chyba do wniosku, że po raz kolejny kontynuowanie pojawiającego się tematu… może nie do końca było tym, na co mógłby mieć ochotę w tym konkretnym momencie. Albo jakimkolwiek innym. Stąd pewnie krótkie westchnięcie, które miało zastąpić ewentualne zakończenie rozpoczętego zdania. – Nie wiem. Może. Nie miałaś przypadkiem spać…?
Może i stwierdzenie, że wcale nie imprezował aż tak często – a już tym bardziej to, że podczas tychże imprez nie przesadzał wcale z alkoholem… i nie tylko – niekoniecznie pokrywałoby się z rzeczywistością, ale… wcale nie uważał przecież, że miałby jakoś bardzo mocno przesadzać. Tyle, że może niekoniecznie była to dyskusja, którą powinni odbywać właśnie teraz. Bardziej taka, którą dużo wygodniej byłoby odłożyć na później, by za jakiś czas zupełnie o niej zapomnieć i nigdy już do niej nie wracać.

Elsa Eriksen

Italian dream

: czw lip 30, 2026 10:50 pm
autor: Elsa Eriksen
Nawet jeśli uciekł bez słowa odnośnie prezentów dla jego rodziców to grubo się mylił, myśląc, że temat został zamknięty. Tak jakby nie znał Elsy… przecież ona — choć ledwo przytomna — już zaczęła się zastanawiać czy Doug wolałby butelkę dobrego wina bądź ziarna z lokalnej palarni kawy, albo czy jego mama ucieszyłaby się z jakiejś ładnej biżuterii bądź apaszki z mediolańskiego butiku. Przy okazji zrobiła w telefonie listę rzeczy, które mogłaby kupić Casperowi i Eline, i oczywiście Larsowi. Jednakże prezentami dla nich zdawała się w ogóle nie stresować, w końcu dobrze wiedziała, co mogłoby im się spodobać. To bardziej ewentualne spotkanie z przyszłymi niedoszłymi teściami sprawiało, że czuła lekki ścisk w żołądku.
Chociaż mógł być on też związany z totalnym brakiem apetytu na co wskazywał praktycznie nietknięty makaron przyniesiony przez Dantego. A zdawał się być naprawdę smaczny! Dobrze, że chociaż była w stanie napić się herbaty, bo inaczej by się chyba rozpłakała z rozpaczy.
— Może nie obejrzała ich nigdy do końca… — odparła, wzruszając lekko ramionami. Mogła w sumie wspomnieć jeszcze o tych serialach dla nastolatków, które oglądała wieczorami, gdy tylko skończyła odrabiać lekcje. Tam główna antagonistka przechodziła wewnętrzna przemianę za sprawą jakiegoś miłego chłopaka — najczęściej brata bądź przyjaciela głównego bohatera. I oczywiście zawsze kończyło się wielką miłością. Może w takim razie należałoby zeswatać Beatrice z Erikiem? Albo jakimś innym kumplem Dantego? W każdym razie, zostawiła te przymuszenia dla siebie i grzecznie poszła do łóżka. Ale jeśli ktokolwiek by się spodziewał, że ta tak po prostu pójdzie spać… No… no nie. Oczywiście, że musiał jej się włączyć słowotok, który tym razem spokojnie mogłaby zrzucić na gorączkę i majaczenie pod jej wpływem.
W odpowiedzi jednak na to czy dałaby się w końcu gdzieś zaprosić w tych licealnych czasach, uśmiechnęła się delikatnie i wtuliła w niego, zapominając o jakimkolwiek ryzyku zarażenia go swoimi wirusami. Była przekonana, że wtedy zaprosił ją na tamtą imprezę, bo chciał jej zrobić na złość, ponabijać się z niej przy wszystkich, pokazać jaką była sztywniarą… nie podejrzewała, że gdzieś podświadomie mogła mu się w ogóle podobać. W końcu byli z totalnie różnych światów, a gdyby nie te wcale nie takie nieszczęsne korepetycje to pewnie mieliby okazję pogadać jakby palił z kumplami za drzewem, pod którym ona akurat się uczyła i… na pewno nie byłaby to miła pogawędka.
— Idę… — wymamrotała jeszcze tylko i faktycznie za moment Dante mógł usłyszeć jej spokojny, trochę świszczący oddech.
I pospała naprawdę długo, bo kiedy uniosła powieki i zerknęła na widzący na ścianie zegarek to było kilka minut po ósmej. I czuła się znacznie lepiej! Najwyraźniej końska dawka leków przed snem wreszcie zadziałała. A widząc śpiącego obok Dantego, uśmiechnęła się do samej siebie. Jego widok samego rana zawsze działał na nią tak… uspokajająco. Ale nie zamierzała go budzić! A przynajmniej nie od razu…
Bo oczywiście przed pokazem wyciągnęła go na wspomniane zakupy! I pamiątki dla rodziny oraz przyjaciół. Oczywiście, pomimo jakiejkolwiek współpracy ze strony Dantego, zwłaszcza, gdy chodziło o upominek dla jego ojczyma, postawiła na swoim i dla każdego coś znalazła. Musieli się nachodzić, ale finalnie była naprawdę zadowolona z zakupów.
I o piętnastej dotarli na miejsce pokazu, który przebiegł tym razem bez większych dramatów. W sumie to wyglądał praktycznie jak każdy do tej pory, z tą różnicą, że na sam koniec wszyscy pracownicy zostali wywołani na scenę i oficjalnie nagrodzeni brawami i kwiatami. I choć Elsa dostała przepiękny bukiet słoneczników to oddała go jednej z modelek. W końcu bała się, że rośliny nie przeżyją podróży samolotem, na którą udali się zaraz po tym, gdy tylko Norweżka spakowała wszystkie swoje rzeczy z podajnika.
I sam lot tez przebiegł spokojnie, głównie w ciszy, bo gdy tylko zaświeciły się kontrolki o możliwości odpięcia pasów, Elsa zasnęła, wtulając się w ukochanego. Bo może czuła się lepiej w porównaniu do poprzedniego dnia to jednak nadal była osłabiona, a intensywna praca przed finałowym pokazem wycisnęła z niej całą energię.
Lądowanie miało miejsce o godzinie trzeciej w nocy czasu Toronto. Nie było więc sensu jechać do jej rodziców po psy. Choćby niewiadomo jak bardzo Dante nalegał, twierdząc, że to świetny pomysł, aby obudzić jej ojca, który z pewnością ucieszyłby się z takiej nocnej wizyty. Dlatego z lotniska pojechali prosto do ICH domu. Ich dom… jak to pięknie brzmiało.
— Było cudownie… dziękuję, że tam ze mną poleciałeś. Bez ciebie to nie byłoby to samo… przy tobie to wszystko zdawało się naprawdę łatwiejsze. Nawet jak tylko siedziałeś i kolorowałeś to ja byłam dużo spokojniejsza… Kocham cię… — wymruczała, gdy drzwi już się za nimi zamknęły, a ona mogła wreszcie odetchnąć. Bo choć włoską przygoda była spełnieniem jej marzeń to tyle ile stresu i nerwów ją to kosztowało… no mógł wiedzieć tylko on.


Koniec < 3


Dante Levasseur