Strona 7 z 8

There is always something in the way I wanna have you to myself for once

: czw lip 02, 2026 9:54 pm
autor: River Cross
Powinna docenić te przeprosiny. Czy dostała od niej kiedykolwiek lepsze? Trochę nie mam jak się w tym momencie przescrollować, ale pewnie nie! To był prawdopodobnie szczyt możliwości Prescott. I to ona miała pretensje do swojej rysowniczki o bycie niewychowaną? Szczyt wszystkiego. Przepraszać też trzeba potrafić. River była w tym absolutnie świetna! Nie okazywała tego zbyt często, ale znała się na rzeczy. A w ogole miała ją za co przepraszać? Raczej nie. Skoro Ruelle odpuściła sobie wypowiadanie jakichkolwiek pretensji na głos, to najwyraźniej nie bolało ją to aż tak bardzo i tego się River będzie trzymać.
- Moich? - drgnęła niepewnie jak nastolatek, który wraca ze spaceru który nie miał niczego wspólnego z rozprostowywaniem nóg, a służył do kompletnego spizgania się na poziomie Snoop Dogga. Cross doskonale wiedziała, jakie to uczucie. Matki jednak były dużo bardziej czujne i domyślne niż Rue, więc liczyła, że tym razem jej się upiecze.
- Żebyś na nie lżyła i powtarzała, jak nie radzę sobie z rysowaniem oprócz ciebie? Niespecjalnie mi się to opłaca. Chciałam cię dokształcić, żebyś wyniosła z tego konwentu coś wartościowego. No i, nie uwierzysz, chciałam ci po prostu sprawić przyjemność - dopowiedziała już dużo pewniejszym, typowym dla siebie tonem. Musiała nauczyć się odzyskiwać przy niej grunt pod nogami dość szybko i była w tym coraz lepsza. Z jakiegoś tajemniczego powodu niespecjalnie miała ochotę pokazywać jej swoje książki, a najwyraźniej wychodziła z założenia, że Prescott ma jej twórczość w na tyle głębokim poważaniu, że w życiu sama po nie nie sięgnie. Nie była w stanie przecież tak naprawdę ich przed nią ukrywać, ale jej poziom olewczości i poczucia wyższości akurat w tej kwestii powinien River pomóc.
Będzie pewnie potrzebowała jeszcze trochę czasu, by przyzwyczaić się do tego, że Ruelle potrafi jej uważnie słuchać, gdy mówi o czymś, co nie jest nią samą. To również było zadziwiająco przyjemne. Chciała z nią rozmawiać, po prostu spędzać czas, totalny szok. Nie było nic dziwnego w tym, że River wzbudzała w ludziach takie emocje. Wiedziała, że jest interesującą kompanką do rozmowy, ale żeby dla Prescott?
- Doskonale. Kto wie, może wyrośnie z ciebie komiksiara? Jak się domyślasz, mam w zanadrzu jeszcze tysiąc innych rekomendacji. - Uśmiechnęła się nawet i to tak bez żadnego dziwacznego podtekstu. Jeżeli niebo nie zacznie im się sypać zaraz na głowę, to będzie naprawdę dziwne. Może wszechświat po prostu próbował im udowodnić, że naprawdę są warte czegoś więcej niż ciągłego ruchania się z wściekłością?
Przylgnęła do niej, popychając tak, żeby teraz ona położyła się wygodnie na plecach. Objęła ją w pasie i wtuliła twarz w zagłębienie między jej szyją a ramieniem, niemalże znikając pod jej skórą... chociaż nie, to było tylko wrażenie jej kompletnie zauroczonej zmęczonej głowy. I nawet na moment znów się przymknęła, chcąc w pełni nacieszyć się ciepłotą jej skóry.
- Cotywłaściwiestudiujesz? - wymamrotała nie odsuwając się ani na milimetr od jej ciała, przez co wszystko zabrzmiało dość niewyraźnie, ale chyba nie na tyle, by musiała się powtarzać. Nawyraźniej zdała sobie sprawę, że to jest bardzo zasadne pytanie na pierwszej randce, a chyba na takiej były, skoro pierwszy raz to z ust Prescott padło to określenie?

Ruelle I. Prescott

There is always something in the way I wanna have you to myself for once

: pt lip 03, 2026 1:17 am
autor: Ruelle I. Prescott
Wiedziała, że jeśli tylko poruszą w jakikolwiek sposób kwestię obrazu lub czegoś z nim związanym to się niechybnie pokłócą. Rozmawianie o czymś, co w jakikolwiek sposób dotykało strefy emocjonalnej po prostu przekraczało ich możliwości. Samo otworzenie się przed sobą było czymś wyjątkowo trudnym, a dodając do tego fakt, że Ruelle sama nie miała pojęcia co się z nią dzieje można było osiągnąć prawdziwą katastrofę.
Przytaknęła jedynie na to jedno pytające słowo. Czy to było aż takie dziwne? Cross chciała jej się pokazać na konwencie, więc pokazanie tanatopraktorce prac, które wcześniej stworzyła stanowiłoby w jakiś sposób swoiste przedłużenie tej ekspozycji na jej komiksowy świat. Z drugiej strony mogłoby to być faktycznie aż zbyt wielkie obnażenie się, a przecież właśnie tego unikały.
- Faktycznie ciężko w to uwierzyć. Dotychczas chciałaś mi sprawiać przyjemność wyłącznie w łóżku - dorzuciła, odnosząc się jedyne do ostatniej części jej wypowiedzi.
Chciałaby zaprzeczyć i powiedzieć, że na pewno nie krytykowałaby ostro twórczości Cross, która nie była związana z ich dziwną relacją, ale tego nie mogła być w żaden sposób pewna. Nie miała pojęcia jak prezentowały się komiksy, które wyszły spod ręki River to raz, a dwa... Istniała opcja, że jednak w którymś momencie rysowniczka zaszłaby jej za skórę, a wtedy trudno było przewidzieć jakie słowa mogłyby opuścić jej usta. Chyba miała zwyczajnie skłonności do tego, aby być dla artystki, aż nadto okrutną.
Ten weekend jednak naprawdę mógł wiele zmienić. Widziała w końcu już jeną dziewczynę, która podeszła do rysowniczki, aby pochwalić jej debiutancki tom, a entuzjazm z jakim o nim mówiła sprawił, że Ruelle zrobiła się naprawdę ciekawa tego, co też mogło wywołać w niej aż tak wielkie emocje.
Dziwnie jej było tak po prostu z rysowniczką rozmawiać. Nie próbowały się zagryźć, a pomimo wyjątkowej bliskości nie starały się jej zamienić w kolejną próbę seksu, co było wyczynem godnym odnotowania. Chyba coraz lepiej szła im swoista samokontrola lub były zbyt zmęczone... Ewentualnie wszystko było winą jakiegoś glitcha w Matrixie.
- Nie wątpię, że masz ich sporo, ale nie oczekuj, że nagle się w to wszystko wciągnę - ostrzegła ją, uśmiechając się z pewnym rozbawieniem na samą myśl, że nagle miałaby się stać fanatyczką komiksów za sprawą jednej tylko dziewczyny.
Z drugiej strony czy na pewno było to takie trudne do zrealizowania? W końcu już Cross potrafiła odcisnąć swoje piętno na jej życiu w nieoczekiwany sposób. Czemu więc nie miałaby także w jakiś sposób wpłynąć na jej zainteresowania? Chociaż już i tak zdarzało jej się myśleć o niej zbyt często, więc wprowadzenie dodatkowej zmiany w życiu Prescott na pewno byłoby już sporą przesadą.
Cokolwiek spowodowało, że teraz magicznie zaczęły się ze sobą porozumiewać w inny sposób niż zwyczajnie za pomocą wyjątkowo namiętnego dotyku i systemu niewyraźnych pomruków, sprawiło, że nagle odkryły jak dobrze potrafiło im być w swoim towarzystwie. W normalnych okolicznościach Prescott już dawno byłaby za drzwiami i starała się dostać do swojego domu tak, aby nie pobudzić domowników. Teraz jednak nie musiała się kompletnie niczym przejmować, a jedynie wydała z siebie pełen zadowolenia pomruk, gdy River zmieniła ich pozycję i znalazła się na niej z twarzą wtuloną w zagłębienie szyi.
Roześmiała się nawet krótko i szczerze, gdy tylko uświadomiła sobie jakie pytanie zdecydowała się jej zadać dziewczyna. To było naprawdę zbyt banalne, ale z drugiej strony chyba wypadało uzupełnić braki w tak podstawowej wiedzy.
- Serio teraz o to pytasz? - zapytała, ale zamiast wykpić ją, zwyczajnie wplotła palce w jej włosy, żeby przycisnąć ją jeszcze bliżej siebie. - Medycynę.
Nie sądziła, żeby było to w jakiś sposób szczególnie interesujące dla River, ale mogły na chwilę skupić się na takich szczegółach z życia. Chyba zresztą nawet nie miały sił na cokolwiek bardziej ambitnego w tej chwili.


River Cross

There is always something in the way I wanna have you to myself for once

: pt lip 03, 2026 11:03 am
autor: River Cross
Tanatopraktorka na całe szczęście nie pociągnęła tematu w sposób, który mógłby jakkolwiek zaszkodzić dumie River. Faktycznie było z nią prościej niż z matkami! Chyba by zwariowała, gdyby trafiła w życiu na kogoś równie dociekliwego albo równie spostrzegawczego, co Min-Ju i Georgia. A może to jest objaw mommy issues? Znalazła sobie taką skrajnie niepodobną do swoich matek, żeby nie popadać w schematy, a ostatecznie okaże się, że pod wieloma względami jest identyczna?
— Rysowanie cię łechtało twoje ego też poza łóżkiem — wytknęła najbardziej oczywistą kwestię. Nie zająknęła się nawet w kwestii ginu, który zaczęła z jakiegoś powodu kupować, ani na temat strojów, którymi już kilkakrotnie próbowała ją oczarować. Nie wspomniała ani słowem o hektolitrach komplementów, którymi ją zalewała, nie było szans, by dodała coś o uszytej dla niej obroży, którą mogła spokojnie włączyć do codziennej garderoby. Darowała sobie nawet wyjaśnianie, jak starannie podchodziła do szkiców i że wbrew pozorom erotyka nie była w każdym z nich najważniejsza. Schowała te wszystkie szczegóły głęboko w sobie, nie chcąc dopraszać się teraz o uwagę, której najwyraźniej w Ruelle bardzo brakowało.
— Niczego od ciebie nie oczekuję — zapewniła dużo chłodniejszym tonem niż miała w planach. Powstrzymywanie emocji szło im coraz lepiej, ale Cross zawsze była w tym dużo gorsza od Prescott, więc nic dziwnego, że i tym razem to u niej pojawiło się drobne pęknięcie. Nie pociągnęła tego dalej, skupiając się tylko na wtulaniu się w ciało swojej muzy. Raczej nie zakładała, że dziewczyna pokaże w jakiś sposób, że przypinka, którą River sobie dzisiaj kupiła, była całkowicie prawdziwa.
Przekręciła nieznacznie głowę, by nie łaskotać jej skóry przy każdym słowie i oddechu, ale nie odsunęła się. Nie chciała rezygnować z tej bliskości najlepiej już nigdy. Do tej pory powstrzymywała się od dokładnego stalkowania jej przez jakiekolwiek social media, więc nie wiedziała, jakiej odpowiedzi ma się spodziewać.
— Czyli tu się zgromadziła cała ta inteligencja? — mruknęła z rozbawieniem, ale bez zbędnych uszczypliwości. Medycyna to przecież nie żaden kierunek, któremu należały się kpiny. Właściwie nie myslała tak o żadnym, ale medycyna wzbudzała powszechnie dodatkowy respekt. Sama w życiu by się pewnie na nią nie dostała, a nawet jeśli, to w jej trakcie umarłaby z nudów.
— I jaką planujesz specjalizację? Chirurgię dziecięcą? — parsknęła, nie mając zamiaru powstrzymywać się od tego typu żartów. Musiały przecież balansować na granicy dobrze znanych im docinków oraz bycia po prostu szczerymi.
— Opowiedz mi o tym — poprosiła już dużo łagodniej. Sprawiała wrażenie szczerze zainteresowanej. Skoro wpuściła Ruelle do swojego życia, pokazując jej nie tylko swoją sztukę, ale i część codziennej pracy, to miała nadzieję, że otrzyma od niej to samo. Tak przecież robili normalni ludzie, prawda? To nic, że jej studia niespecjalnie leżały w sferze zainteresowań Cross. Miała ochotę słuchać o czymkolwiek, co Prescott chciała jej opowiadać. Miarowo głaskała ją po biodrze, wsłuchując się w rytm narzucany przez jej ciało, choć raz bez żadnych podtekstów. Wtulona i całkowicie uspokojona mogłaby równie dobrze zasnąć w jej ramionach.

Ruelle I. Prescott

There is always something in the way I wanna have you to myself for once

: pt lip 03, 2026 3:23 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Była zadziwiająco łaskawa dla swojej artystki. Być może dlatego, że ją samą zaczynały męczyć niektóre rzeczy. Dlatego właśnie unikała wszystkiego, co mogłoby wywołać swoistą kłótnię. Niezwykle miłe z jej strony zagranie. Jeśli zaś chodziło o kwestie związane z domyślnością to cóż... Obie wymykały się w swoisty sposób z ram tego, co było uznawane za normalne, więc oczywistym wydawało się, że Prescott nie rozwikła zbyt przyziemnego wytłumaczenia dla pewnych zachowań River. Zwyczajnie spodziewała się po niej czegoś... O wiele bardziej skomplikowanego.
- W trochę inny sposób, ale masz rację - przytaknęła, bo nie dało się zignorować tego, że pławiła się w uwadze rysowniczki.
Tylko, że to było coś zupełnie innego niż takie kupowanie sobie jakichkolwiek prezentów. Nie myślała nawet wcale o tych innych w miarę... zwyczajnych rzeczy. Nie była świadoma tego jak bardzo River starała się, aby jej dogodzić drobiazgami. Jasne, może i ubrała się tak, aby jej się przypodobać, ale czym to się różniło od tych sytuacji, gdy drażniła ją swoim dotykiem, aby doprowadzić ją do szaleństwa. Zwyczajnie tym razem mogła stawić na nieco inny zmysł, aby tego dokonać.
- Nie? Nie liczysz na to, że będę do ciebie przychodziła pożyczyć komiksy? Albo poczytać je z tobą przy pizzy i coli? - zasugerowała mrukliwym tonem, wyraźnie chcąc się z nią podroczyć w dosyć szczeniacki sposób.
Nie nabijała się z niej. Chociaż na pewno trudno jej było sobie wyobrazić ten scenariusz, w którym spotykają się, aby robić takie spokojne rzeczy. Zwyczajne siedzenie obok siebie z jakimiś przekąskami i muzyką w tle? Kiedyś naprawdę to byłoby nie do pomyślenia, ale właśnie ze sobą rozmawiały w pozbawiony nadmiernej złośliwości sposób, a do tego wcale nie próbowały w żaden niecny sposób wykorzystać faktu, że znajdowały się w łóżku Cross pozbawione całkowicie ubrań.
Poczuwszy ruch, przekręciła głowę, aby na nią spojrzeć po czym pacnęła ją jeszcze ręką, gdy tylko usłyszała jej zaczepny komentarz. Lekko. Na tyle, że zaraz mogła przyciągnąć ją do siebie na tyle blisko na ile to było możliwe po czym odchyliła się wygodniej na poduszki, starając się znaleźć na siebie dogodną pozycję. Doprawdy ta dziewczyna jeszcze ją doprowadzi do szału.
- Myślę, że nikt, włącznie ze mną, nie chciałby tego, abym się kręciła przy dzieciach - odpowiedziała, podłapując żart i przesunęła dłonią po jej plecach, badając palcami linię kręgosłupa jakby chciała policzyć wszystkie znajdujące się w nim kręgi.
Wiedziała, że to, co zaraz powie może okazać się w pewien sposób banalne, bo River stwierdzi, że mogła się tego po niej jak najbardziej spodziewać, patrząc na całokształt. No, ale skoro chciała słuchać o tym jaką przyszłość sobie wybrała Prescott to chyba nie mogła jej odmówić.
- Patologię - odpowiedziała prosto, a jej dłoń w końcu ulokowała się na karku River, który zaczęła leniwie drapać. - Po prostu ciekawi mnie to... Wiąże się też nieco z kryminalistyką. No i nie zaszkodzę już pacjentowi.
Nie miała pojęcia czy doceni żart, ale jak dla Ruelle był on całkiem niezły. No, ale przynajmniej już podzieliła się z rysowniczką swoimi nadziejami. Wciąż nie mogła mieć pewności czy dostanie się dokładnie na tę specjalizację, którą chciała. Czy będą miejsca? Czy będzie odpowiednią kandydatką? Liczyła jednak na to, że wakat się znajdzie i nie będzie miała zbyt wielkiej konkurencji.

River Cross

There is always something in the way I wanna have you to myself for once

: pt lip 03, 2026 4:09 pm
autor: River Cross
Czy każda próba sprawienia przyjemności Ruelle w linii prostej prowadziła właśnie do łóżka? Może. Czy w tym wszystkim było dodatkowe dno, w którym próbowała jej przekazać, że nie jest jak kobiety, mężczyźni i wszystkie osoby pomiędzy, z którymi sypia zazwyczaj? Oczywiście! Trafił jej się jednak wyjątkowo trudny przypadek, do którego dociera wyłącznie, jak mówi się dużymi literami, a wtedy i tak trzeba trzymać kciuki, żeby nie odbiła tego od własnych myśli z premedytacją.
— Nie liczę, bo założyłam, że oczywistym jest, że taki jest następny etap. To znaczy, przepraszam, następny po tym, jak poznasz moje matki. — Nie poczuła się w żaden sposób urażona. była przyzwyczajona do wyjątkowo szczeniackiego poczucia humoru Prescott. To nie tak, że jej żarty nie były zabawne. River po prostu się z nich nie śmiała. Że co? Że to oznacza dokładnie to, że nie są śmieszne? Ach. No w sumie racja. Cóż, to nie jest wina Cross.
To pacnięcie było tak pozbawione jakichkolwiek seksualnych podtekstów, że powinni je sprzedawać jako środek ochronny przed molestowaniem seksualnym. Głupi żart? Przepraszam. W każdym razie stało to tak daleko od sposobu, w jaki się zazwyczaj dotykały, że brakowało skali. To było tak skrajnie po drugiej stronie idei, że nie są w stanie nawet się kłócić bez flirtowania ze sobą, że w sumie szipuję te dwie kwestie. Rysowniczce jednak to wszystko nie przeszkadzało. Nie była przecież jakimś zimnym potworem pokroju topielca, który w życiu nie nawiązał ciepłej relacji z drugim człowiekiem. Był chociażby Caspar! A jutro – jak to dobrze rozegra – będzie ta dziewczyna, która przyszła pochwalić jej komiks. Super sprawa. Cieszyła się również, że Ruelle nie miała zamiaru angażować się w żadną specjalizację powiązaną z nieletnimi. Nie wyglądała na kogoś, kto potrafi dogadać się z dziećmi, a raczej jak ktoś, o kim się mówi dzieciom, że przyjedzie po nie Czarną Wołgą, jeśli nie będą grzeczne. Co ciekawe, okazało się, że w jej specjalizacji niespecjalnie będzie miała też do czynienia z dorosłymi. Znaczy no dobra, pewnie będzie obcować z ludźmi w każdym wieku, ale nie będzie musiała zamienić z nimi ani słowa. A to mała cwaniara! River najpierw uniosła wysoko brwi, bo nie była pewna, czy się przesłyszała, czy może Prescott zaraz doda, że it's a prank, bro. Po sekundzie milczenia po prostu parsknęła śmiechem. Śmiała się głośno i totalnie szczerze. Można powiedzieć, że skisła, ale nie przyznawajmy się do tego, że jesteśmy milenialsiami. Gdyby ze sobą pisały, wysłałaby jej jedno iks i bardzo dużo de. Nie, chwila, to brzmi nawet starzej. W każdym razie była prawdziwie rozbawiona... ale chyba nie z tego wybitnego żartu.
— Jesteś jak wyciągnięta z komiksu. Jeszcze powiedz, że pracujesz w domu pogrzebowym — zażartowała jeszcze, numerantka jedna. Była posklejana z dość niesamowitego zestawu klisz. Cross zdecydowanie mogłaby o niej stworzyć doskonałą opowieść. I pewnie dostałaby za nią Eisnera. Cholera, jak mogłaby nazwać ten tomik? Jakoś tak chwytliwie. Proste słowo. Może imieniem bohaterki? Tylko musiałaby zmienić jej personalia. Może... Tuesday? Nie, to jakiś debilizm. A w sumie czy to w ogóle było potrzebne? Ruelle Isadora Prescott nazywała się bardzo komiksowo.
Przekomarzanie się z nią naprawdę miało jakąś uspokajającą moc. Czuła jak robi jej się coraz cieplej, ale nie w sposób, który parzył jej skórę, jak zazwyczaj, a raczej taki, który wywołuje zimą termofor albo ulubiona herbata. Nic dziwnego, że w końcu jej mięśnie zaczęły się rozluźniać coraz bardziej, a jej odeszła jakakolwiek ochota na odzywanie się. Gdzieś w wyjątkowo odległym tle z głośników nadal sączyła się cicha muzyka, która w jej głowie zlewała się w jakiś jeden, szumiący dźwięk. Nie miała pojęcia, w którym momencie zasnęła.

Ruelle I. Prescott

There is always something in the way I wanna have you to myself for once

: pt lip 03, 2026 5:29 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Prawda wyglądała tak, że w ich przypadku wszystko w ogólnym rozrachunku sprowadzało się tylko do jednego. To był ich schemat. Może i w gruncie rzeczy banalny jakby się zastanowić, ale na pewno znajomy i chyba chwilowo nie planowały z niego rezygnować... Na pewno nie świadomie. Przynajmniej w przypadku Prescott tak było. U niej wszystko wychodziło tak: organicznie. Nie było w tym szczególnego pomyślunku. Zwyczajnie oddawała się każdemu momentowi, który spędzała z rysowniczką bez zastanawiania się, co właściwie mogły one oznaczać.
- A zwykle nie jest na odwrót? Spotkanie matek to chyba krok ostateczny - mruknęła w odpowiedzi.
Ciągle traktowała to jako żart, bo nie umiała sobie zwizualizować w żaden sposób tego jak w ogóle mogłaby poznać matki River ani jak to całe spotkanie mogłoby wyglądać. Dlatego też pozostawały w sferze całkowicie fikcyjnego scenariusza, w którym obie zaprzyjaźniają się na tyle, aby pożyczać od siebie komiksy i pewnie jeszcze oglądać razem na kanapie ich adaptacje na różnych platformach streamingowych. Brzmiało aż zbyt surrealistycznie.
Żartowały sobie. Tak zwyczajnie. Leżały razem w łóżku i rzucały komentarze, które nie okazywały się nagle czymś na wzór obrazy majestatu i nie próbowały się wciągnąć w kolejną bezsensowną kłótnię. Po raz pierwszy były zwyczajnie spokojne, a nagle ich całkowicie nietypowa relacja stała się nagle nieco bardziej... przyjacielska? Chyba to byłoby odpowiednie określenie. Rozmawiały tak swobodnie jak pewnie mogłyby to robić w liceum, ale wtedy wolały zamiast tego wolały zwyczajnie obrać ścieżkę wojny z niewiadomego powodu.
Wiedziała, że jej słowa mogą być lekko przewidywalne, ale z pewnością nie spodziewała się po niej aż tak żywiołowej reakcji. Nic dziwnego zatem, że zwyczajnie ściągnęła brwi jakby była naprawdę niezadowolona z tego nagłego wybuchu śmiechu, ale całe szczęśnie nie było w nim nic, co mogłoby sprowokować ostrzejszą reakcję tanatopraktorki. Głównie dlatego, że widziała na twarzy dziewczyny szczere rozbawienie, które nie miało nic wspólnego z jakąkolwiek złośliwością.
- No tak... Wpadłaś na mnie jak wychodziłam z pracy... A raczej twój szkicownik na mnie spadł - przypomniała jej, bo chyba faktycznie jeszcze nie miała okazji, aby jej o tym wspomnieć.
Komentarz o tym, że stanowiła postać z komiksu na pewno był komplementem, gdy wypowiadał go ktoś taki jak River Cross. Dlatego też nie mogła się o to w żaden sposób gniewać. Mogły dyskutować ze sobą jeszcze na wiele tematów, które nie były szczególne istotne i przekomarzając się w ten nowy sposób, ale w końcu słowa zaczęły uciekać, a zmęczenie wkradało się coraz bardziej w każde wypowiadane zdanie.
Zmęczenie było zbyt silne by je zwalczyć i w końcu obie zasnęły przy dźwiękach jakiejś nieistotnej całkowicie składanki, ciesząc się swoją bliskością oraz ciepłem bijącym z umęczonych ciał...
Ruelle zwykle nie spała tak dobrze. Zwłaszcza w obcym łóżku. Była chyba jednak zbytnio wykończona poprzednim dniem pełnym wrażeń oraz minionym tygodniem na uczelni, który był dla niej aż nadto intensywny. Zapewne nadrabiała cały ten brak snu, który wkradł się do jej życia.
Nie zmieniło to jednak faktu, że obudziła się jakoś w godzinach porannych. Przeciągnęła się, czując jak dosyć niechętnie jej ciało powstaje do życia, nie mogąc się pogodzić z tym, że umysł wybrał bycie aktywnym o takiej porze po czym uchyliła ostrożnie powieki. Przywitał ją widok spokojnie śpiącej River, co było z pewnością... Ciekawym zjawiskiem. Głównie ze względu, że wyglądała zupełnie inaczej niż zwykle. Jakoś tak... bezbronnie? Nie miała pojęcia jak to określić.
Nie chciała jej wyrywać ze snu. Dlatego też powoli wyłuskała się z jej objęć, wysuwając się spod ramienia rysowniczki, które miała przerzucone w pasie i ostrożnie zeszła z łóżka. Prysznic był jej pierwszą potrzebą. Czuła, że całe jej ciało jest lepkie i wymagało z pewnością kontaktu z zimną wodą, która pomoże jej się rozbudzić. Wpierw jednak musiała znaleźć coś do narzucenia na siebie. Nie chciała sięgać po wczorajsze ubranie. Skoro miała się czuć jak u siebie to nie widziała problemu w tym, aby przejrzeć szafę Cross w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby się na nią nadać. Później jej odda.
Właśnie z taką myślą ruszyła do łazienki, aby wziąć chłodny prysznic. Z tą oraz taką, że całe szczęście nie jest jedną z tych osób, dla których śniadanie jest z rana priorytetem. Przynajmniej nie mogła narzekać na stan kuchni Cross, która nie oferowała kompletnie nic do stworzenia nawet prostego posiłku. Bez problemu mogła poczekać jeszcze, co najmniej dwie lub trzy godziny nim zgłodnieje.

River Cross

There is always something in the way I wanna have you to myself for once

: pt lip 03, 2026 6:30 pm
autor: River Cross
Ich drogi w liceum rozeszły się dość szybko, choć raczej po cichu. Nie doszło przecież do żadnej większej kłótni. Nigdy nie były przyjaciółkami, żeby w ogóle móc uznać ich relację za prawdziwie zmienioną albo zakończoną, ale jednak w międzyczasie wydarzyło się coś, co sprawiło, że zgryźliwość, która była między nimi zawsze, zaczęła coraz szybciej chłodnieć aż przed końcem szkoły zniknęła całkowicie, by w końcu rozpłynąć się w niebyt. Może i mogłyby być dzisiaj w zupełnie innym miejscu, ale po co tak gdybać, skoro to konkretne było aż tak interesujące? Może nie było perfekcyjne, ale Cross ideały nudziły.
Fakt, że Ruelle pracuje w domu pogrzebowym przyjęła kolejną salwą śmiechu. Przy ich pierwszym spotkaniu po latach w ogóle nie przyszło jej do głowy, że mogła mieć coś wspólnego z domem pogrzebowym, przy którym na siebie wpadły. Uznała, że przechodziła tamtędy całkowitym przypadkiem, bo nigdy nie miała okazji poznać nikogo, kto pracował w takim miejscu, szczególnie w tym wieku. Z drugiej strony, same przecież się nie obsługiwały. Ktoś musiał robić to wszystko, więc wszechświat najwyraźniej wylosował Prescott. Było w tym wszystkim coś rozczulającego. W ogóle jej nie przeszkadzało to, jak odklejona była Ruelle. Była dziwaczna właściwie pod każdym względem, ale przynajmniej miała pewność, że nigdy nie pomyli jej z żadną inną.
Nie miała pojęcia, która z nich zasnęła pierwsza. A może zmorzyło je mniej więcej w tym samym momencie? Skoro dochodziły już prawie równocześnie, to może i w tym przypadku to działało? Jakież to romantyczne! Nie przekładało się to na razie na wspólne pobudki. Kiedy River otworzyła oczy, była w łóżku sama. Podniosła się niechętnie do siadu, próbując ogarnąć sytuację, w której się znajduje. Jej pierwszą myślą był fakt, że miała po prostu wyjątkowo dziwny sen. Rozejrzała się wokół. Do ramy łóżka ciągle były przywiązane szarfy, które opadały teraz luźno wzdłuż materaca. Na stoliku nocnym leżał wibrator, a obok mebla na podłodze leżały łańcuszki z klamerkami. Okej, czyli ten fragment nocy nie był snem. Podobnie jak cały dzień konwentowy, co wynikało jedno z drugiego. Potarła kark, próbując przypomnieć sobie moment, w którym Ruelle wyszła w nocy do domu. Nie kojarzyła, żeby się żegnały, ale przecież nie zasnęłaby bez odprowadzenia jej wzrokiem do drzwi. Przesunęła wzrokiem po reszcie mieszkania, szukając kolejnych poszlak. Na uporządkowanym stole pojawiły się niedbale rzucone ubrania, które zdecydowanie nie należały do niej. Obróciła głowę na dźwięk powiadomienia w telefonie i już chciała sięgnąć po urządzenie, ale zauważyła, że niedaleko łóżka leżą dwa i nie zaświecił się ten jej. Ściągnęła brwi, nie mogąc przez sekundę pojąć, gdzie w takim razie była Prescott. Sięgnęła po swój telefon i wyłączyła muzykę, która wciąż nie dawała im spokoju i dopiero wtedy usłyszała jakąś krzątaninę w łazience. Zsunęła się z łóżka i podeszła do okien w kuchni, żeby otworzyć je na oścież, bo to mieszkanie i jej mózg zdecydowanie potrzebowały tlenu.
Wypity kieliszek tequili nie wpłynął w żaden sposób na jej pamięć. Ruelle faktycznie została na noc i to z własnej woli. To ostatnie, czego by się po niej spodziewała. Naciągnęła na siebie jakąś luźną koszulkę wyciągniętą z szafy, której używała zazwyczaj jako piżamy, bo poczuła się nagle przesadnie naga. Z kartonu stojącego pod biurkiem wyjęła energetyka i skierowała się do kuchni, po czym wróciła się, wzięła jeszcze jedną puszkę i dopiero wtedy usiadła przy stole.
— To są chyba jakieś jaja — mruknęła, spoglądając na dziewczynę na obrazie. Nie miała pojęcia, jak interpretować to wszystko i czy w ogóle powinna zaczynać, biorąc pod uwagę, jakim podejściem do tej pory gasiła ją Prescott. Pewnie najprościej byłoby ją po prostu zapytać, ale to było ostatnim, na co miała ochotę. Otworzyła swoją puszkę i sięgnęła po swój telefon, żeby nadrobić wrażenia uczestników w tym międzykonwenciu i żeby odczytać wszystkie wiadomości od Caspara. W odpowiedzi na nie wyciągnęła rękę przed siebie i włączyła przednią kamerę, po czym pokazała do obiektywu środkowy palec. Wysłała zdjęcie i podniosła głowę, usłyszawszy, że Rue wróciła z łazienki.
— Dzień dobry. Przygotowałam ci śniadanie. Jakby co mam jeszcze ze dwadzieścia dokładek. — Ruchem głowy wskazała na puszkę grejpfrutowego RedBulla leżącą po drugiej stronie stołu. Niestety nie miała wiele więcej do zaoferowania. Ewentualnie papierosy. Przesunęła wzrokiem po całej jej sylwetce, z lekkim zaskoczeniem zauważając, że z kolei te ubrania zdecydowanie należały do niej.
— W ramach przedłużania spłacania długu za bilet na konwent, mogę ci coś zamówić — dodała i wzruszyła ramionami. Bardzo się starała, żeby brzmieć tak obojętnie i nonszalancko, jak tylko się dało, przez co chyba nawet zabrzmiała trochę dziwnie. Tak źle i tak niedobrze.

Ruelle I. Prescott

There is always something in the way I wanna have you to myself for once

: pt lip 03, 2026 7:23 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie sądziła, że to wszystko okaże się dla River aż tak zabawne. Przewróciła oczami, gdy tylko dziewczyna zaśmiała się na wzmiankę o zakładzie pogrzebowym i zdecydowała się na to, żeby jednak nie wdawać się w żadną przesadną dyskusję na temat tego jak bardzo przesadzą postacią się wydaje. Była dziwna. To fakt. Zdawała sobie z tego od zawsze sprawę. Nie zależało jej jednak na tym, aby być taką jak inne i dopasować się bardziej do swojego otoczenia. Było jej dobrze z tym jaka była. Miała też przy sobie ludzi, którzy na pewno nie widzieli problemu w tym, że Prescott odbiega od przyjętych norm.
Reszta nocy minęła im naprawdę spokojnie. Ruelle miała wręcz wrażenie, że ktoś odciął ją całkowicie od rzeczywistości na dobre kilka godzin i umieścił w jakiejś dziwnej próżni. Ewentualnie mogłaby powiedzieć, że czuje się jak jakiś humanoidalny clanker, który został wyłączony i nie zdawał sobie sprawy z tego, że pozostawał nieaktywny. Z pewnością jednak pomogło jej to odzyskać siły... Powiedzmy.
Zimny prysznic był czymś, co powoli ożywiało jej ciało i sprawiało, że stawała się na nowo świadoma każdego nerwu. Zupełnie jakby te również potrzebowały jakiegoś dodatkowego bodźca, aby zacząć normalnie funkcjonować. Przede wszystkim jednak mogła w końcu poczuć się czysto i to była najlepsza zaleta tej porannej wizyty w łazience.
Nie miała pojęcia czy dźwięk wody mógł obudzić River. Głównie dlatego, że jednak w mieszkaniu jeszcze grała muzyka, która najwyraźniej żadnej z nich nie przeszkadzała tak długo, aż świadomość nie zaczęła się przebijać na powierzchnię z sennego niebytu. Nie mogła jednak przeoczyć tego, że gdy tylko znalazła się poza ścianami łazienki, mieszkanie zalewała kojąca cisza.
Dostrzegła ją w kuchni. Siedzącą przy stole z RedBullem, co chyba nie powinno być dla Prescott szczególnym zaskoczeniem. Niezwykle w stylu River. Związała jeszcze szybko na wpół wilgotne włosy gumką w luźną i niską kitkę po czym podeszła do gospodyni, witającej ją puszką energetyka.
- Cześć - przywitała się dosyć neutralnie, podchodząc bliżej. - Nie trzeba. Nie jadam tak wcześnie.
Pewnie mogłaby się bez trudu zgodzić na tę propozycję, ale nie widziała większej potrzeby. Skoro obie nie miały ochoty na porządny posiłek to mogły raczej odpuścić. Poza tym Ruelle sięgnęła jeszcze do otwartej już puszki napoju i wyciągnęła ją bezceremonialnie z dłoni rysowniczki, aby upić łyk. Zmarszczyła jednak brwi i wydała z siebie niezadowolony pomruk, gdy tylko poczuła na języku smak energrtyka.
- Za słodki - podsumowała swoje wrażenia i oddała puszkę dziewczynie, a sama ruszyła w kierunku sypialni, gdzie wciąż znajdował się jej telefon.
Podeszła do szafki nocnej, odnotowując jeszcze, że zostawiły po sobie prawdziwy bałagan, ale chyba żadna z nich nie kwapiła się do tego, aby posprzątać to wszystko.
- Zawsze mogłabyś wskoczyć na stół i zapewnić mi ciepły posiłek - skomentowała krótko, przeglądając swoje powiadomienia.
Starała się usilnie ignorować obecność nowego obrazu na sztaludze w sypialni, który w świetle dnia działał jej na nerwy chyba jeszcze mocniej niż wieczorem.
Zachowywała się dosyć nonszalancko. Nie przypisywała sobie zbyt wielkiej wagi do tego, że spędziła u niej całą noc. Było może przez jakiś czas aż nadto miło i intymnie, ale przecież to nic nie znaczyło, prawda? Było tym, co zawsze... Choć w lekko innym wydaniu.

River Cross

There is always something in the way I wanna have you to myself for once

: pt lip 03, 2026 8:13 pm
autor: River Cross
Obserwowała ją z wielką uwagą i ani myślała przestać, gdy podeszła bliżej. Wręcz przeciwnie. Skorzystała z faktu, że ma lepszy widok. Sto lat nie widziała jej w świetle poranka, a w takim stanie, nie widziała jej przecież nigdy. Lustrowanie nawet obcych na ulicy było dla niej całkowicie naturalne, a co dopiero kogoś, kto zdążył się wryć w jej głowę z taką siłą. Chciała dostrzec i zapamiętać jak najwięcej detali. Pragnęła ją poznać z każdej możliwej strony, a nie wiadomo, czy będzie miała jeszcze okazję oglądać ją w takim wydaniu. Trzeba było z czego czerpać, póki miała na to czas. Rozluźniła grzecznie uchwyt na puszce, pozwalając jej skosztować. Niby studiowała medycynę, a zarazków się nie bała! Może ją okłamała z tą medycyną? Albo to kwestia ilości płynów ustrojowych, które i tak już wymieniły, więc co za różnica.
— To grejpfrut. Bez cukru — powiedziała bardziej do siebie albo do puszki niż do Prescott. Obróciła napój w dłoniach, gdy dostała go z powrotem, jakby zastanawiała się, czy ktoś przypadkiem nie wlał do środka czegoś innego, ale nie. Najwyraźniej gorzki owoc to za mało dla tanatopraktorki. Musi zapamiętać, by nie dawać jej w prezencie żadnych słodyczy. Podniosła wreszcie wzrok znad puszki i powiodła wzrokiem za Ruelle. Dziewczyna nie robiła absolutnie niczego podejrzanego, co też było bardzo podejrzane. Wzięła kilka porządnych łyków, odstawiła puszkę na stół i podeszła do swojej modelki.
— Nie umyłam nawet zębów, a ciebie już nosi? — zapytała mrukliwym tonem tuż za nią. Wygląda na to, że miała zamiar przywitać ją w podobny sposób jak wczoraj. A nie, jednak nie. Od razu objęła ją w pasie i przylgnęła torsem do jej pleców. Skorzystała z faktu, że szyja dziewczyny była odsłonięta i złożyła na niej kilka drobnych pocałunków.
— Ale szkoda, że poszłaś pod prysznic beze mnie — dodała, zsuwając dłoń z jej biodra na udo, na którym zacisnęła mocno palce. Najwyraźniej wróciła jej cała energia, którą wyciągnęła z niej wczoraj Prescott. Musiała się jednak ogarnąć, żeby całkowicie wbić się w rytm tego dnia.
— Wyglądasz w tym wszystkim tak dobrze, że ci wybaczę. — Przygryzła skórę na jej ramieniu, zanim się wyprostowała. Zawsze było jej bardzo twarzy w jej ubraniach, ale tym razem wyglądała jakoś tak... lepiej. Może przez to, że Cross była w stanie myśleć o kilku innych rzeczach niż natychmiastowe pieprzenie się z nią pod ścianą, przy której stały? Bardzo dziwne! Wypuściła ją z objęć i sama zniknęła w łazience, żeby doprowadzić się do porządku. Pod prysznicem znów bardzo starała się tego nie analizować. Wyspała się, co wcale nie było dla niej normalne. Zasnęła bez żadnych przeszkód, co również nie stanowiło normy. Często miała problemy ze snem, który albo nie przychodził wcale, albo był wyjątkowo lekki i wielokrotnie w ciągu jednej nocy przerywany. Tym razem zasnęła bez żadnych problemów, nawet nie kojarzyła kiedy i czuła się wyśmienicie. Była aż tak fizycznie zmęczona? A może to te liczne interakcje z obcymi ludźmi wyciągnęły z niej całą energię do życia? Nie widziała żadnego innego powodu. To akurat jest kłamstwo. Oczywiście, że widziała, nie była tak niedomyślna jak ten powód, ale za nic w świecie nie chciała tego przyjąć do wiadomości. Czuła, że jej to cholernie zaszkodzi i będzie miała kolejną okazję przekonać się, czy cierpiący artyści tworzą najlepsze dzieła.
Do otwarcia drugiego dnia konwentu miała jeszcze sporo czasu, nie musiała się zacząć przygotowywać. Wyszła z łazienki nie dość, że nieumalowana, to jeszcze zdecydowanie nieodjebana z takim zamysłem, jak wczoraj. Nawet nie zastanawiała się, czy aby nie odstraszy Rue swoją sauté wersją, bo po pierwsze, uważała się za piękną w każdej, a po drugie zakładała, że dziewczyna już dawno zmyła się do domu. Jakież było jej zdziwienie, gdy zobaczyła ją nadal w mieszkaniu. Przeczesała wilgotne włosy, zastanawiając się, czy to też mógł być jakiś omam, ale raczej nie zemdlała pod prysznicem, prawda? Cóż, trzeba było to sprawdzić. Podeszła więc bliżej dziewczyny, która... siedziała przy biurku, bo tam nie było przynajmniej bałaganu znak zapytania i nachyliła się, by złożyć pocałunek pachnący pastą na zębów na jej wargach. I zerknąć bezczelnie na telefon, którym się bawiła.

Ruelle I. Prescott

There is always something in the way I wanna have you to myself for once

: pt lip 03, 2026 10:24 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Była przyzwyczajona do tego, że niemal permanentnie czuła na sobie jej spojrzenie. Nie było to niczym dziwnym. Była w końcu jej muzą, co znaczyło, że była praktycznie stworzona do tego, aby River na nią patrzyła. W tym momencie też po raz pierwszy mogła ją obserwować w chwale poranka, a w dodatku jeszcze miała na sobie ubrania należące do rysowniczki. Miała pewność, że ten widok przy okazji wyjątkowo działał na Cross. W końcu obie lubiły zawłaszczanie.
- Ale dziwnie smakuje - odparła, bo nie była wielką fanką energetyków.
Nie sięgała po nie szczególnie często. Nie przepadała za tym jak smakowały, a dodatkowo nie przepadała za szprycowaniem się jakimiś specyfikami tylko po to, aby uzyskać więcej energii. Tacy ludzie byli zbyt żałośni i słabi, żeby żyć... Ale tego na głos nie powie przy River.
Przeglądała powiadomienia, zdążyła już nawet napisać krótką wiadomość do swojej matki, aby zapewnić, że wszystko w porządku i będzie pewnie w domu pod wieczór oraz sprawdzić jeszcze jedną czy dwie rzeczy, gdy poczuła za sobą obecność rysowniczki.
- Nie nosi. Po prostu wytykam twój brak gościnności objawiający się brakiem dobrego śniadania - odpowiedziała, przenosząc ciężar ciała na tyle, aby móc się o nią swobodnie oprzeć.
Odchyliła jeszcze głowę na tyle, aby dać jej lepszy dostęp do swojej szyi i mruknęła z zadowoleniem w odpowiedzi na składane tam drobne pocałunki. Nie umknął jej też sposób w jaki zaraz dłoń rysowniczki zacisnęła się na jej udzie.
- Obstawiam, że wtedy żadna z nas by się porządnie nie umyła - odpowiedziała cicho, czując, że jeszcze chwila, a mogłaby naprawdę jej ulec.
Przed chwilą wyszła spod zimnego prysznica, a Cross wystarczyło jedynie kilka gestów na to, aby ją na nowo rozpalić. To było aż niepoważne jak mocno na nią działała. Miała już się odwrócić w jej stronę, ale wtedy poczuła ugryzienie na swoim ramieniu, które sprawiło, że rozchyliła wargi z krótkim westchnięciem.
- Po prostu chciałaś mnie zobaczyć w swoich rzeczach - mruknęła w odpowiedzi i pozwoliła jej na to, aby uciekła do łazienki.
Mogłaby nieco ogarnąć mieszkanie, ale skoro nie należało do niej to czemu miałaby to robić? Zamiast tego zwyczajnie zebrała swoje rzeczy, które wciąż walały się w okolicach łóżka i schowała je do torby, którą miała ze sobą na konwencie.
W międzyczasie dostała też cały szereg wiadomości od Caspara, który namierzył ją na instagramie i teraz postanowił zalewać ją całym potokiem pytań. Chyba powinna naprawdę do tego przywyknąć, bo zapowiadało się na to, że łatwo się nie uwolni od Fernwooda, którego interesowało w tej chwili to czy przypadkiem Ruelle nie jest gdzieś z River, bo ta mu nie odpisuje... Czy to było pytanie podchwytliwe?
Nie potwierdziła jego przypuszczeń. Rzuciła mu jakiś zaczepny komentarz, a później nie miała już okazji do tego, aby napisać cokolwiek więcej, bo tuż przed nią pojawiła się Cross.
Pocałunek pojawił się nagle, ale i tak rozchyliła wargi, odwzajemniając go z pełnym zaangażowaniem. Na chwilę zapomniała o telefonie i złapała za skraj koszulki rysowniczki, aby wciągnąć ją na swoje kolana. Dopiero wtedy mogła się od niej oderwać.
- I kogo tutaj nosi? - zapytała z pewnym rozbawieniem, ignorując całkowicie fakt, że dziewczyna zaglądała jej w ekran telefonu, gdzie pewnie miała okazję do tego, aby poczytać fragment jej rozmowy z Casparem.

River Cross