Strona 7 z 11

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: wt sie 11, 2026 11:21 am
autor: River Cross
Powinna cisnąć w nią jakimś zaklęciem i sobie stąd pójść, zostawiając ją na pastwę losu. To byłoby bardzo Ślizgońskie. Ale przecież nie była taką wredną pizdą. Nie rozumiała, czemu Ruelle ją nadal prowokuje. Testowała jej odwagę czy może zaczynała robić sobie jakieś durne żarty?
— Nawet nie zaczęłyśmy, a ty już jesteś mokra. Liczę na to samo — odparła z pokładami pewności siebie, które spadły na nią prawdopodobnie z kosmosu. Aż dziwne, że nie przygniotły jej do podłogi, zmuszając, by padła przed swoją potencjalną panią na kolana. Ale to chyba byłoby za dużo? Żołądek ściskał się ze stresu, ale nie chciała dać tego po sobie poznać albo się wycofać dla świętego spokoju. Na pewno nie pozwoli jej wygrać w takiej sytuacji. Nie mogła się poddać i pozwolić Prescott na czerpanie satysfakcji ze zwycięstwa w tej dziwaczniej grze. Nie chciała znowu poczuć, że Krukonka robi z niej idiotkę.
Złapała się ze serce, rozchylając wargi w totalnym oburzeniu. Jak mogła ją tak ranić? Że niby jej rysunki nie były doskonałe i czasami odbiegały od anatomicznych norm? No dobra, na pewno się tak zdarzało, ale nie trzeba było tego od razu roztrząsać!
— Zapamiętam — odpowiedziała krótko. Na pewno długo zachowa w sobie tę urazę! Zapamięta też bardzo dobrze, że Krukonka lubiła jej rysunki, na których pojawiają się ludzie. Nie była pewna, czy ma na myśli tylko portrety czy również ruchome memy, bo oczywiście Prescott - jak zwykle - musiała mówić na około, ale to nic. Zrobiło jej się po tej pochwale bardzo miło.

Wspólne leżenie w łóżku było... dziwaczne. I to było dziwaczne. Czy czułaby się tak, gdyby obok leżał ktokolwiek inny z tego pieprzonego zamku? Pewnie nie. Czemu więc aż tak się stresowała w tym momencie? Powinno być jej raczej miło. To nie jest sytuacja, o której by nigdy wcześniej nie myślała, a jednak kiedy przyszło co do czego, trudno było jej sobie z nią poradzić.
Sen nie był tej nocy dla niej łaskawy. Stres wynikający z obecności Ruelle w końcu minął. Przyzwyczaiła się do jej ciepłej obecności tuż obok i bardzo chciała po prostu odpocząć, ale jej ciało miało inne zdanie na ten temat. Budziła się co chwilę, choćby przez najmniejszy szmer. Już lepiej było w ogóle nie zasypiać niż tak się męczyć. Nie odsunęła się, gdy Krukonka do niej przylgnęła i to wcale nie przez to, że nie miała gdzie. W pewnym momencie do łóżka wrócił Bazgroł, który położył się na poduszce nad ich głowami i od razu zasnął. Szczęściarz. Na moment odwiedziła ich też Menda. River została otoczona przez urocze stworzenia. Ślizgonka obserwowała, jak bura kotka układała się w ich nogach i jak wymyka się z łóżka, gdy tylko Krukonka poruszyła się lekko w nieznany dla niej sposób. Leżała z zamkniętymi oczami i wsłuchiwała się w spokojny oddech swojej towarzyszki, upewniając się przy okazji, że klątwa nie próbuje zrobić jej krzywdy przez sen. Kilkukrotnie kontrolowała ciepłotę jej skóry, muskając ją ostrożnie palcami, żeby upewnić się, że z Krukonki nie wycieka życie i żeby znaleźć sobie pretekst do głaskania jej.

— Ruelle... — szepnęła, trącając lekko jej ramię. — Ruelle, obudź się — powtórzyła, nie wiedząc nawet, jak dziwne dla innych światów byłoby, że zwraca się do niej po prostu po imieniu. Na zewnątrz już świtało. Szkoła za moment zacznie budzić się do życia, a uczniowie wypełzną spod kołder.
— Dobrze się czujesz? Chodź, pomogę ci wyjść bez wzbudzania sensacji. — Odezwała się, gdy Krukonka otworzyła oczy. W żaden sposób nie dała po sobie poznać, że robiło na niej jakiejś wrażenie to, jak blisko niej leżała i że zdecydowanie nie była już obrócona plecami. Miała już na głowie szlaban i esej, wolała nie dokładać sobie nowej kary, zanim nie odbębni tamtych. Podniosła się ostrożnie w łóżka, nakazując jej gestem, żeby zaczekała. Rozejrzała się uważnie po sylwetkach śpiących koleżanek, aż w końcu zatrzymała wzrok na siedzącej na swoim łóżku Raven. Przyjaciółka uniosła brew i przyglądała się z politowaniem. Oczywiście, że akurat ona musiała się obudzić. Cross chyba jednak wolałaby szlaban. Wywróciła oczami, doskonale wiedząc, jakiego rodzaju wykład szykowała dla niej przyjaciółka.
— Ani słowa — zastrzegła tylko, odchylając kotarę, żeby pokazać Krukonce, że też może już zejść z łóżka. Vanberg nie odezwała się, ale nie spuściła z nich wzroku aż nie zniknęły za drzwiami dormitorium. Cross poszła pierwsza, by upewnić się, że w pokoju wspólnym nikogo nie ma. Na szczęście był pusty. Zniknął nawet śpioch z siódmego roku. Podeszła z Krukonką do wyjścia, rzucając tylko krótkie spojrzenie jakieś ogromnej i absurdalnie kolorowej rybie, która przepłynęła wzdłuż ściany na przeciwko.
— To... widzimy się na zajęciach. Dawaj znać, jakby klątwa uznała, że powinnaś skoczyć z wieży astronomicznej czy coś. — Skrzyżowała ręce na piersi i oparła się ramieniem o ścianę, chcąc dodać temu dziwacznemu pożegnaniu nieco nonszalancji.

Ruelle I. Prescott

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: wt sie 11, 2026 5:27 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Ich relacja na przestrzeni ostatnich dwóch dni z pewnością ewoluowała i stała się naprawdę bardzo dziwna. Tak już chyba się działo, gdy ktoś przechodził przez zdecydowanie zbyt bliskie spotkanie ze śmiercią oraz aktywację potwornej klątwy w czyimś towarzystwie. Tylko czy na pewno to było odpowiedzialne za wszystko, co między nimi się działo? Czy może zwyczajnie miały teraz pretekst do pewnej bliskości oraz spędzenia z sobą odrobiny więcej czasu? To było na pewno jeszcze do wyjaśnienia.
Mimowolnie zarumieniała się, gdy tylko usłyszała jej butną odpowiedź, która zaczęła działać na jej wyobraźnię w... nieodpowiedni sposób. Zdecydowanie nie powinna o tym myśleć. To miały być tylko wymieniane docinki, ale jednak uderzały jej za mocno do głowy. Potrzebowała snu. To na pewno pomoże jej oczyścić umysł i pozbyć się z niego tych wszystkich karygodnych myśli. Nawet nie mogła znaleźć odpowiedniej odpowiedzi na coś podobnego.
Przynajmniej River zdobyła od niej nieco bardziej rozbudowaną wypowiedź związaną z jej szkicami niż zwykle. Fakt, że zawierała ona zarówno pozytywne jak i negatywne punkty sprawiał, że brzmiała ona jak najbardziej szczerze i prawdziwe. Chyba był to powód do tego, aby świętować, bo zwykle trudno było cokolwiek z Krukonki wyciągnąć. No, ale przynajmniej dzięki temu miała coś do przemyślenia i wyciągnięcia wniosków na przyszłość.

Nie była świadoma w zasadzie większości rzeczy, która działa się w nocy. Spała głęboko. Czasem nieco niespokojnie, co mogło być spowodowane jakimś snem, który wywoływał w niej poruszenie. Poza tym jednak wydawała się być zaskakująco spokojna. Na pewno też klątwa nie ujawniała się w żaden sposób, który mógłby wywołać szczególny niepokój w Ślizgonce. Jej skóra wydawała się nieco chłodna w dotyku, ale czy nie była to wina panującej w lochach temperatury? Z pewnością tak. Może zatem bliskość River i puchowa kołdra pomogą jej się rozgrzać, gdy kuliła się tuż przy niej przez sen.
Poruszała się również wtedy, gdy czuła przez sen dotyk Cross. Parę razy mruknęła coś i wydawało się, że za chwilę się obudzi i spojrzy prosto w oczy dziewczyny, ale nic takiego się nie wydarzyło. Zamiast tego dalej spała twardym snem tuż obok, nie przebudzając się aż do samego rana, gdy już słońce wzeszło nad błoniami.
Łagodny głos powoli przebijał się do jej świadomości, ale miała ogromną ochotę go zignorować. Zwłaszcza, że wciąż była zmęczona. Dlatego też w pierwszej kolejności jedynie mocniej naciągnęła na siebie kołdrę i wcisnęła twarz w poduszkę, aby uwolnić się od natarczywca, który chciał ją brutalnie obudzić.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że głos należał do River. Otworzyła zatem oczy i spojrzała na Ślizgonkę po czym niepewnie skinęła głową na jej pytanie. Na razie czuła się dobrze. Chyba. Nie miała wrażenia, że cokolwiek jej dolega, a to chyba dobrze. Miała tylko lewą rękę nieco ścierpniętą... Czy to przez klątwę czy przez to, że przeleżała na niej zbyt wiele czasu w łóżku. Trudno było to ocenić.
Podniosła się powoli z posłania i wtedy jej spojrzenie natrafiło na postać Raven, która siedziała już na sąsiednim łóżku. Już miała otworzyć usta, aby się wytłumaczyć, ale Cross szybko jej przeszkodziła. Ani słowa. W porządku. Niech River się tym zajmie. W końcu chodziło o jej współlokatorkę.
Przeżyła jeszcze jeden niezręczny moment, gdy stała w drzwiach dormitorium pod czujnym okiem Vanberg, czekając na to, aż Cross upewni się, że faktycznie mogły przejść przez pokój wspólny w kierunku wyjścia z siedziby Slytherinu. Teraz czekała ją wyjątkowo niewdzięczna wycieczka do wieży.
- Jasne... Do zobaczenia - pożegnała się, powoli odchodząc w swoją stronę.
Całe szczęście, że w zamku istniały przejścia i skróty, które sprawiały, że nie musiała się wspinać z lochów aż na samą górę zamku, aby trafić do dormitorium Krukonów. Może i jej wejście pozostałoby niezauważone, gdyby nie głośne miauczenie Salema, który postanowił ją powitać w wyjątkowo wylewny sposób nim zaczął się ocierać o jej łydki czym zaalarmował wszystkich w pomieszczeniu.
- No proszę... A gdzieś ty się podziewała? - usłyszała pytanie, które doszło do niej od strony łóżka Violetty, która teraz wpatrywała się w nią wyczekująco.
Niemal odruchowo Ruelle zasłoniła się dotąd luźno zarzuconym szlafrokiem i burknęła jakąś niewyraźną odpowiedź. Dobrze jednak wiedziała,, że przyjaciółka będzie wyjątkowo ciekawska, a lepiej będzie wytłumaczyć jej wszystko już teraz zamiast robić to w Wielkiej Sali, gdzie zawsze znalazł się ktoś wytężający ucho na nowe plotki.

Orien Halcroft

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: śr sie 12, 2026 11:01 am
autor: River Cross
Wpatrywała się jeszcze przez moment w drzwi, za którymi zniknęła Ruelle. Nie miała pojęcia, co powinna o tym wszystkim myśleć, ale każdy pomysł wydawał jej się wyjątkowo głupi. Naprawdę nie wiedziała, jak interpretować jej zachowania, a głupio jej było w tym momencie się nad tym solidnie zastanawiać. Powinna przecież poświęcać myśli temu, by jej pomóc, bo była w – jak ustaliły – chujowej sytuacji. Tylko co ona niby mogła zrobić poza przybieganiem na każde wezwanie Krukonki? Jej wiedza o klątwach była wyjątkowo żałosna. Powinna się douczyć. Najlepiej zaraz.


Naprawdę mogłaś mnie obudzić, wiesz?Raven westchnęła ciężko, wpatrując się w sufit. Streściła jej to, co wydarzyło się w nocy, gdy tylko zostały same w dormitorium. Przyjaciółka również nie spodziewała się, że klątwa okaże się tak uciążliwa.
— Nie mogłam — burknęła tylko, nawet nie obracając twarzy w jej stronę. To całe prawienie kazań zaczynało jej się już nudzić. W ciągu ostatnich dwóch dni nasłuchała się ich mnóstwo, nawet jak na siebie.
Przecież bym spróbowała pomóc i... Zatrzymała się w połowie zdania. Spuściła wzrok na leżącą na jej udach Cross. Przestała nawet głaskać ją po włosach, więc ewidentnie zaczęła się nad czymś zastanawiać. River miała wrażenie, że jej myśli próbują wyżłobić się na jej potylicy, ale nadal nie obróciła się w jej stronę.
To jej ma się robić od tej klątwy gorzej czy tobie?zapytała, znów przeczesując palcami włosy Cross. Nie wiedziała, co mądrego mogłaby jej na to odpowiedzieć.
Nie chcę wyjść na pizdę, która ignoruje fakt, że nasza koleżanka umiera, ale może jednak powinnam, żeby do ciebie coś dotarło?Starała się mówić do niej łagodnie, ale to wcale nie sprawiało, że Cross czuła się lepiej. Podniosła się do siadu i spojrzała na przyjaciółkę.
— Taka propozycja, może po prostu raz w życiu na nią nie wychodź i się przymknij — warknęła, coraz bardziej bojowo nastawiona. Na Vanberg nie zrobiło to wrażenia.
I przez nią jeszcze chcesz się ze mną pokłócić?Zadawała strasznie dużo kretyńskich pytań, które wyraźnie zaczynały męczyć młodą rysowniczkę. Odwróciła wzrok gdzieś na bok i dała sobie chwilę na ochłonięcie, nie chcąc palnąć w nerwach czegoś, czego tak naprawdę nie myślała.
— Mam po prostu serce ze złota i bardzo chcę pomóc, gdy tylko widzę kogoś w potrzebie. Przecież wiesz — mruknęła w końcu, wzruszając ramionami. Spojrzała z powrotem na Vanberg, już mniej skoro do bitki, a raczej nieco przybita. Przyglądały się sobie w milczeniu dłuższą chwilę, aż w końcu Raven na nią skinęła.
Zaklęcia są za czterdzieści minutpowiedziała, co miało być chyba wyciągnięciem ręki na zgodę. Nie powinna przystawać na to, by przyjaciółka musiała omijać przez nią śniadanie, ale bardzo chciała skorzystać z chwili spokoju. Uwaliła się na niej ponownie i przymknęła oczy.


Chciała odbębnić kary jak najszybciej. To było skrajne marnotrawstwo czasu, a ona miała lepsze rzeczy do roboty. Spięła się i udało jej się ogarnąć zarówno czyszczenie, jak i esej w rekordowym czasie. Profesor Cassowary była pod wrażeniem, ale była też podejrzliwa. Zrobiła jej krótką pogadankę na temat marnowania talentów i zbyt luźnego podejścia do życia, gdy oprócz wypracowania wręczyła jej magiczne rysunki na zadany temat stworzone w bezsenną noc. Nie dała jej za to nowej kary, a to Ślizgonce wystarczyło.


Przez następne dni nie miały okazji do spędzenia czasu z Ruelle tylko we dwie. Krukonce najwyraźniej nie przydarzyło się żadne okropieństwo albo po prostu uznała, że nie warto informować o nim Ślizgonki. River z kolei wychodziła ze skóry, by jej się przesadnie nie narzucać. Wtedy Raven zaczęła się o nią naprawdę martwić. Nienarzucająca się River to River nadająca się do Świętego Munga. Ujebała sobie w głowie, że tak będzie najlepiej i tyle. Nie chciała wyjść na jakąś totalną desperatkę. Korciło ją piekielnie, by się jednak narzucać. Bolało ją fizycznie odmawianie sobie tak częstego zaczepiania Ruelle, jak miała ochotę, ale jakoś trzymała się swojego postanowienia. Na pewno byłoby łatwiej, gdyby to Krukonka lgnęła do niej jak ćma do lampy, ale to raczej nie było w jej stylu. Jakby tego było mało, udało jej się namówić Vanberg, by zaszyła się z nią jednego z wieczorów w bibliotece. Ta propozycja tak zaskoczyła przyjaciółkę, że Cross była w szoku, że po tym Raven samodzielnie nie zamordowała Prescott, pozbywając się aury klątwy, która psuła mózg River, na dobre.


Podciągnęła nogi i usiadła na murku po turecku. Oparła łokieć o kolano i obserwowała papierową sporą kawkę i mniejszą ziębę, które krążyły wokół dziedzińca, szukając idealnego miejsca do wylądowania. Zza rogu wreszcie wyłoniła się sylwetka Ruelle. Cross automatycznie drgnęła, a ptaszki zboczyły z kursu i skierowały się w stronę Krukonki. Usiadły jej na ręce, gdy tylko ją wystawiła. Wewnątrz pierwszego ptaszka znajdował się rysunek przedstawiający śpiącą Prescott. Leżała na boku i oddychała miarowo. Pojedyncze kosmyki opadały jej na twarz, przez co raz na jakiś czas marszczyła lekko nos, który łaskotały włosy. Rysunek był dużo bardziej dopracowany i szczegółowy niż większość jej prac, narysowanie go zdecydowanie nie zajęło kilkudziesięciu minut w trakcie jakiejś lekcji. Na jednym z odsłoniętych ramion dziewczyny widoczne były ochronne runy, które stworzyła łamaczka klątw. Nie miały żadnych magicznych właściwości, bo to tylko zwykły rysunek, ale były oddane całkiem wiernie. Ślizgonka miała zadziwiająco nieprzydatną pamięć do takich detali i sporo czasu, by pooglądać sobie Rue kilka nocy temu. Wewnątrz drugiego ptaszka narysowała pióro, które kreśliło słowa.
Znalazłam coś pojebanego, ale może się przydać na Twój... problem. Znajdziesz dla mnie dzisiaj chwilę, czy masz cały kalendarz wypełniony dramatycznym cierpieniem i umieraniem?
Wpatrywała się w Krukonkę znajdującą się po drugiej stronie dziedzińca, próbując dostrzec jakąkolwiek reakcję na jej twarzy na to wszystko. Ze stresu robiło jej się coraz goręcej.

Ruelle I. Prescott

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: śr sie 12, 2026 11:24 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Powrót nad ranem do dormitorium, gdy spędzało się noc w czyimś innym łóżku był prawdopodobnie jednym z najbardziej upokarzających doświadczeń w jej życiu. Niby to nie był jej pierwszy taki powrót, ale chyba wszystko było związane z faktem, że wracała z dormitorium Slytherinu, gdzie spała w jednym łóżku z Cross. To już z pewnością nie mieściło się jej w głowie. Z jakiegoś powodu miała wrażenie, że na jej ciele powstało jakieś kolejne piętno, które wszem i wobec oznajmiało wszystkim, co się zadziało pod osłoną nocy.
Violetta patrzyła na nią pobłażliwie. Zupełnie jakby wiedziała coś, czego nie wiedziała sama Prescott i uśmiechała się w dziwny sposób, gdy wysłuchiwała jej tłumaczeń na temat wydarzeń z podziemi, które rozegrały się w przeciągu ostatnich kilku godzin.
- I co? Tak po prostu? Spałaś obok niej w łóżku i nic? - zapytała, unosząc brew, gdy rzucała jej przenikliwe spojrzenie czarnych oczu.
- No tak, a co? - odparowała na co Strauss jedynie szerzej się uśmiechnęła jakby chciała jeszcze zarzucić jakimś komentarzem, który miał ugodzić w Ruelle, ale zamiast tego zdecydowała się zamilknąć.
Reszta dnia minęła zaskakująco spokojnie. Nie licząc może lekcji zaklęć z profesorem Vengenbergiem, na których Viol przywitała River głośno słowami Hej Cross! Jak się spało?, czym zarobiła sobie krótkie uderzenie w ramię od idącej obok niej przeklętej Krukonki. Czemu ona lubiła ją tak zawstydzać?
Kolejne kilka dni minęło im całkiem zwyczajnie... Przynajmniej można było tak powiedzieć. Ataki klątwy powracały z różną intensywnością, ale jakoś sobie z tym radziła. Odbyła też jedną rozmowę z Cassiopeią Ainsworth, która przestawiała jej jak wyglądała sytuacja związana z klątwą. Udało jej się ustalić już pewne szczegóły, ale wciąż znajdowało się przed nimi dosyć sporo pracy, aby pozbyć się z Prescott ciążącej na niej zakazanej magii.
Robiła swój własny research, spożywała zdecydowanie zbyt wiele eliksirów oraz unikała River... Dlatego, że przez jakiś czas czuła się nieco niezręcznie, gdy tylko pomyślała o tym jak wygodnie było jej w ramionach Ślizgonki i jak bezpiecznie się czuła, gdy tylko ta przyciskała ją do swojego ciała. To było naprawę bardzo dziwne.
Przechodziła właśnie przez dziedziniec, gdy w pobliżu pojawiły się dwa papierowe ptaki. Od razu wiedziała od kogo była to wiadomość, bo nikt inny nie wysyłał jej ożywionego origami. Wyciągnęła ufnie rękę w stronę posłańców, a ci posłusznie przysiedli na jej dłoni, aby pozwolić się rozwinąć.[/akapit]
Szkic, który zauważyła we wnętrzu kawki szkic zaskoczył ją mnogością szczegółów oraz tym jak realistycznie oddawał jej urodę. Czy tak właśnie wyglądała, gdy te kilka dni temu spała w łóżku należącym do River? Było to całkiem możliwe. Na samo wspomnienie zarumieniła się mimowolnie po czym spojrzała na wnętrze zięby, która oferowała jej jedynie wiadomość tekstową.
Kiedy tylko przeczytała komunikat, jej spojrzenie od razu powędrowało ku postaci Ślizgonki. Musiała odetchnąć głęboko i dopiero wtedy mogła podejść o siedzącej po turecku dziewczyny, mając nadzieję, że cokolwiek udało jej się znaleźć to może okazać się pomocne w walce z tą uciążliwą klątwą.
- Co takiego znalazłaś, Cross? - zapytała, czując dziwną nerwowość, która jeszcze nigdy nie towarzyszyła jej przy dziewczynie.
Chyba naprawdę nie powinna wtedy zostawać w dormitorium Slytherinu. Od tamtego momentu miała wrażenie, że jej relacja z River uległa pewnej niewytłumaczalnej zmianie.

River Cross

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: czw sie 13, 2026 10:34 am
autor: River Cross
Obserwowanie jej z takiej odległości nie przynosiło zbyt wielu rezultatów. Widziała, że rozwinęła oba ptaszki i zapoznała się z ich zawartością, ale czy zareagowała na nie jakoś... inaczej? Chyba nie. Reakcje Krukonki były wyjątkowo nieekspresyjne. Jak zwykle. Dostrzeżenie rumieńca pod słońce i przy dzielących je metrach nie mogło się przecież udać. Z perspektywy Cross wszystko wyglądało po prostu zwyczajnie.
Wyprostowała się, gdy zauważyła, że dziewczyna zmierza w jej stronę. Od razu poczuła rosnącą w ekscytację. Serce zabiło jej mocniej, gdy dziewczyna wreszcie znalazła się na wyciągnięcie ręki, czego przez ostatnie dni strasznie Cross brakowało. Cały entuzjazm ulotnił się z niej jednak jak z balonika przebitego szpilką, gdy Prescott się z nią przywitała. Nie, właściwie nie zrobiła nawet tego. Od razu odniosła się do treści wiadomości, a jej ton wydawał się jakiś taki... inny? Ślizgonka sama już nie wiedziała, czego się spodziewała. Wszystkie wyimaginowane scenariusze zniknęły z jej głowy gwałtownie jak pęknięta bańka mydlana. Dobrze, że była tylko człowiekiem, bo pewnie klapnęłyby jej teraz uszy, jasno dające wszystkim znać, że coś jest nie tak. Napięte w oczekiwaniu barki się wyluzowały, a serce wróciło do normalnego tempa. Musiała przestać zachowywać się przy niej jak dziecko, to przecież strasznie głupie. Ewidentnie za dużo sobie wyobrażała. Mogła zachować dla siebie rysunek, którego dziewczyna nie skomentowała ani słowem. Mogła jej wysłać swoje znaleziska sową, taką prawdziwą. Mogła nie wyciągać żadnych wniosków z ich wspólnej nocy. Mogła posłuchać Raven. Generalnie wiele rzeczy mogła. Ale pieprzyć teraz to wszystko. Miały sprawę do załatwienia.
— Te rzeczy nie odnoszą się bezpośrednio do twojej klątwy, a raczej do przeróżnych trudnych do zbadania, ale może akurat coś uznasz za odpowiednie? — Sięgnęła do torby, z której wyjęła zwinięty pergamin i podała go Krukonce. Na nim znajdowała się lista metod radzenia sobie z klątwami wraz z krótkim opisem i tytułem książki, z którego pochodziły. Część z nich musiała pochodzić z Działu Ksiąg Zakazanych. Wśród metod znalazła się na przykład kąpiel w eliksirze rozrzedzającym, który powinien osłabiać skutki klątw rzucanych głównie ustnie i na całe pokolenia, ale w sumie to do końca nie wiadomo. Kolejnym punktem była próba rzucenia zaklęcia cichego świadka, za pomocą którego można było odtwarzać wieloletnie ślady magii. Jedynym problemem był fakt, że to mogło pogorszyć sprawę. Opisała też rytuał drugiej skóry, która miałaby powstać na miejscu tej prawdziwej i przyjmować na siebie ewentualne obrażenia, ale zebranie potrzebnych składników graniczyłoby z cudem. Znalazło się miejsce dla techniki oklumencji, która powinna zablokować myśli wywoływane przez klątwę i dla odwróconego atramentu, który powinien wymazywać ślady, zamiast je tworzyć. Na końcu opisała wyjątkowo podejrzanie brzmiącą metodę zastosowania bibliotecznego pasa bezpieczeństwa, którym zabezpieczano fikające książki, na ludzkim ciele i zwyczajne przeniesienie klątwy na kogoś innego. Do każdego z punktów był dołączony również niewielki rysunek, na którym Rue i River robiły to, czego wymagała metoda.
— To z pasem i przeniesieniem znalazła Raven. Fajne, co nie? W sumie nie wiem, czy którakolwiek z tych rzeczy jest do zrobienia, bo niektóre wymagają jakichś dziwactw typu żółć akromantuli, twojej krwi albo włókien z pióra, którym zapisywano klątwę, ale myślę, że wszystko da się ogarnąć i... — Nakręciła się w tym całym opowiadaniu, zanim zdała sobie sprawę, że z tym też powinna nieco przystopować. Kompletnie zapomniała, że miała się przecież nie narzucać nieproszona.
— Znaczy no to są tylko takie luźne pomysły. Możesz je podrzucić Ainsworth, jeśli chcesz. Chyba że zdążyła wymyślić już coś lepszego, bo w sumie nie wiem... ale pewnie tak, w końcu to profesjonalistka. No w każdym razie... takie tam. — Wzruszyła ramionami i przeniosła wzrok gdzieś na bok. Spojrzała w stronę Gryfonów grających kawałek dalej w szachy czarodziejów, ale kompletnie nie rejestrowała tego, co robią. Musiała po prostu odwrócić głowę, by nie zapaść się pod ziemię z żenady. Dopiero teraz wpadło jej do głowy, że Ainsworth mogła znaleźć już tysiąc mądrzejszych metod. Prescott nie zdawała River ze swojego stanu żadnych raportów, ale przecież nie miała takiego obowiązku. Ślizgonka mogła po prostu to wszystko sobie odpuścić.

Ruelle I. Prescott

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: czw sie 13, 2026 3:48 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Z jej postawy raczej niewiele dało się wyczytać, gdy zamarła z rozwiniętymi wiadomościami w dłoniach. Nic nie zmieniło się w napięciu jej mięśni ani w otaczającej ją aurze. Być może dlatego właśnie, że tak wiele rzeczy trzymała w sobie. Nie przywykła do zbytniego wyrażania emocji, a w takich momentach to tym bardziej nie wiedziała jak powinna reagować.
Nie miała pewności jak powinna też się czuć po tej wspólnej nocy z Cross... W czasie której na dobrą sprawę nic się nie wydarzyło. Nie miała też kompletnie pojęcia jakie podejście do tego wszystkiego miała River. Faktem było, że przez ostatnich kilka dni wiecznie się mijały. Trudno było im wrócić do w miarę naturalnego rytmu po tym wszystkim, co miało miejsce w Dziale Ksiąg Zakazanych oraz na następny dzień. Coś się zmieniło... Tylko, że Ruelle nie miała pojęcia do końca o co właściwie chodziło. Bo na pewno ten flirt w klasie eliksirów nie była na poważnie... Prawda? Violetta pewnie by ją teraz wyśmiała chociaż sama była miotłozjebem, który aż tak się nie interesował związkami.
- Czyli masz więcej niż jeden sposób? - zapytała, siadając obok niej po turecku i zignorowała dreszcz, który przeszedł ją, gdy tylko jej palce zetknęły się z tymi należącymi do Cross przy przejmowaniu od niej pergaminu.
Starała się jej nie dotykać. Nie chciała się rozpraszać. Wolała skupić się na zadaniu, bo tak było po prostu prościej. Dzięki temu nie roztrząsała tego dziwnego napięcia, które pojawiło się między nimi i była naprawdę wdzięczna za to, że River zagaiła ją w kwestii klątwy, bo dzięki temu miała zająć czym myśli i przejść od razu do rzeczy zamiast brnąć przez jakieś dziwne kurtuazyjne wymiany zdań.
Była naprawdę zafascynowana tym, co Ślizgonka dla niej przygotowała. Musiała przyznać, że zrobiła całkiem porządny research. O części metod Ruelle zdążyła już zasłyszeć od łamaczki klątw, z którą rozmawiała jakiś czas temu. Wiedziała na przykład, że kąpiele w eliksirze rozrzedzającym były starym sposobem, który nie był do końca skuteczny, a dodatkowo niósł ze sobą poważne skutki uboczne. Wiedziała też, że sama Ainsworth przez moment rozważała zastosowanie odwróconego atramentu, ale ten z książki za bardzo wgryzł się w skórę Krukonki, zostawiając czarnomagiczne blizny, w których tkwiła jej esencja. Nie można było jej tak łatwo wywabić jak innych. Oklumencja zapewne przydałaby się, gdyby klątwa Sznadora miała bardziej mentalny charakter, ale nic nie gnieździło się w umyśle Prescott, ani nie próbowało w jakiś dziwny sposób w niego ingerować. Dlatego też nawet te solidniejsze opcje nagle wydawały się być wyjątkowo nieefektywne.
- Fajne, ale... Na czym to miałoby polegać? Te pasy nie mają przypadkiem ograniczonych funkcji? - zapytała, przyglądając się rysunkom poglądowym wykonanym przez River, który starał się jak najlepiej przedstawić sposób aplikacji pasa.
Przez moment wyraźnie zastanawiała się nad tym, co właściwie powinna powiedzieć Cross. Przygryzała dolną wargę w zamyśleniu, walcząc z różnymi myślami. Była naprawdę poruszona tym jak bardzo Ślizgonce zdawało się na niej zależeć. Do tego stopnia, że specjalnie dla niej przekopała się przez tyle ksiąg i jeszcze zaprzęgła do pomocy swoją przyjaciółkę. Doceniała to.
- Przeniesienie to niegłupi pomysł, ale musiałoby zostać dokonane w odpowiednim momencie... Gdy klątwa zostanie już osłabiona. Tylko do tego potrzebuję wypełnić wolę Szandora - stwierdziła, a to nie było taką łatwą kwestią.
Cała ta sprawa naprawdę mocno ją wykańczała. Nie chciała uginać się woli klątwy, ale wyglądało na to, że była to jedna z najłatwiejszych dróg, choć niezwykle niebezpiecznych, aby w końcu pozbyć jej się na dobre.

River Cross

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: pt sie 14, 2026 1:04 pm
autor: River Cross
Powinna skupić się na dyskutowaniu o potencjalnych metodach radzenia sobie z klątwą, a nie wyłapywać najmniejsze zmiany w zachowaniu Krukonki. Cała jej uwaga powinna zostać skierowana na merytorykę, a nie na dziewczynę, która usiadała obok niej. Zdawała sobie z tego sprawę, ale to było przecież takie trudne. Ledwo dotknęły swoich dłoni, a Ślizgonka i tak już zapominała o bożym świecie i sensie tego spotkania. Niespecjalnie różniło się to od jej koncentracji na lekcjach. Zdecydowanie zbyt często na przedmiotach, na które uczęszczały razem, jej myśli uciekały w stronę Ruelle, zamiast całkowicie poświęcić się temu, co próbowali wtłoczyć im do łbów nauczyciele. Dobrze, że przynajmniej w tym roku nie czeka ich żaden poważny egzamin. Bo są na szóstym? Czy siódmym? Jak na siódmym, to przejebane. Wątpiła, że matki odpuszczą jej, gdy wytłumaczy, że jakakolwiek ocena poniżej Zadowalającego na Owutemach to właściwie wina Prescott.
Jej myśli mknęły przed siebie jak szalone w czasie, gdy dziewczyna skupiała się na studiowaniu notatek. Zaczęła intensywnie zastanawiać się nad tym, czy fakt, że usiadła blisko, ale tak, żeby się przypadkiem nie zetknęły, był celowy. A jeżeli był celowy, to czemu to robiła? Aż tak bardzo nie podobała jej się bliskość tamtej nocy? Wtedy Ślizgonka miała całkowicie inne wrażenie. Myliła się aż tak bardzo? A może jednak Ruelle nie jest tu tą pierdolniętą i to River powinna przestać szukać dziury w całym? Krukonka przecież po prostu... usiadła. Na pewno nie było w tym żadnej dwuznaczności i nawet przez myśl jej nie przeszło, że mogłaby usiąść w jakiś specjalny sposób. Ale w takim razie, czemu jej nie przeszło? Nie powinna jednak się zastanawiać, czy nie warto usiąść obok River jakoś... specjalnie? Była jej aż tak obojętna? Cholera, bycie nastolatką było wykańczające.
— Nie jest to najlepsze rozwiązanie świata, a raczej takie doraźne. No wiesz, na przykład na noce, żebyś mogła je przesypiać w spokoju. Potencjalnie miało to wyciszać niekontrolowaną i buzującą magię, kiedy człowiek sam nie jest w stanie nad nią panować — wyjaśniła pokrótce. Na rysunku obok tego punktu Ruelle leżała na łóżku na plecach, a River poprawiała zapięcie pasów, które przytwierdzały ją do łóżka trochę jak w szpitalu psychiatrycznym.
Martwiła się, czy jednak nie zrobiła z siebie kretynki. To całe zaangażowanie raczej nie przyniesie wymiernych rezultatów, bo ani Cross, ani Vanberg nie znały się na takich rzeczach. Chciały dobrze, ale wiadomo przecież co jest wybrukowane dobrymi chęciami. Krukonka niby skorzystała raz z pomocy River, ale w sumie to tyle. Może jednak za bardzo wchodziła z buciorami w jej sprawy? Ba, na pewno tak było. Ale od kiedy ona się takimi rzeczami przejmowała?
— A wiesz już, czego od ciebie chce? To jednak jakiś krwawy rytuał? Moja oferta jest nadal aktualna. — Ożywiła się nieco, dostrzegając nadzieję na rozwiązanie problemu. Wyciągnęła w jej stronę przedramię i stuknęła wierzchem drugiej dłoni w nadgarstek, napinając lekko mięśnie, by znajdujące się tam żyły stały się bardziej widoczne. Od tego całego wiercenia się zupełnie niecelowo zbliżyła się do dziewczyny, a ich kolana się zetknęły. Ścisnęło ją w żołądku ze stresu, gdy zdała sobie z tego sprawę, ale nie wycofała się. To byłoby dziwniejsze. Tak mogła przynajmniej udawać, że nie zauważyła i się po prostu nie odsuwać.

Ruelle I. Prescott

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: pt sie 14, 2026 11:55 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Chyba obie miały drobne problemy ze skupieniem się na tym, co było istotne w momencie, gdy znajdowały się tak blisko siebie. Chociaż Ruelle nieco łatwiej przestawiła się na myślenie o klątwie, starając się przekierować wszelkie swoje myśli właśnie w jej stronę, bo przecież to była w tej chwili najważniejsza kwestia. To, co działo się lub nie działo między nią a River nie miało tak wielkiego znaczenia i na pewno nie powinno teraz zaprzątać jej głowy. Najwyżej będzie się nad tym zastanawiać, kiedy już upora się z cholerstwem, które chciało jej ukrócić życie.
Czuła na sobie jej spojrzenie, gdy przyglądała się kolejnym pozycjom, które były wyszczególnione przez Cross w jej notatkach. Starała się tym jednak nie przejmować i jak najlepiej zapoznać się z tekstem, grafikami i objaśnieniem, ale kilka razy musiała wrócić do tekstu parę linijek wyżej, aby mieć pewność czy na pewno go dobrze przeczytała oraz zrozumiała. Z jakiegoś powodu ten wzrok ją dekoncentrował i sprawiał, że chciała zapytać wprost o co chodzi, ale jednak nie bardzo potrafiła. Wolała ignorować ten temat i zamiast tego poświęcić się temu, co wydawało się dużo istotniejsze.
- Czyli wszystko sprowadza się do tego, że chcesz mnie przywiązać do łóżka? - zapytała zanim jeszcze zdołała sobie uświadomić jak to wszystko brzmiało.
Nie powinna podnosić na nią spojrzenia. Coś ścisnęło ją w żołądku, gdy tylko spostrzegła te ciemne oczy Ślizgonki, które z tej perspektywy wydawały jej się posiadać jeszcze głębszy kolor niż można byłoby sądzić na pierwszy rzut oka. Dlaczego, na brodę Merlina, teraz dostrzegała takie szczegóły?
Musiała przyznać, że naprawdę uderzyło w nią to jak bardzo River zaangażowała się w to wszystko. Zależało jej i chyba właśnie to było najdziwniejsze, ale i najbardziej poruszające. Doceniała to wszystko i nawet jeśli żaden z tych sposobów nie miałby się okazać przydatny to jednak ktoś spędził sporo czasu nad tym, aby się upewnić, że wyjdzie z tego wszystkiego.
- Według Ainsworth był zafiskowany na punkcie jednego artefaktu, który Godryk Gryffindor podobno ukrył w sercu Zakazanego Lasu... Najwyraźniej chciał go zdobyć - powiedziała w końcu i dopiero po chwili zarejestrowała ten gest, który w jej stronę wykonała Cross.
Nagle zdała sobie sprawę z tego jak blisko siebie siedziały. Poczuła jak jej kolana stykały sięz tymi należącymi do Ślizgonki, a ta zastygła przed nią z odsłoniętym bladym nadgarstkiem, na którym rysowała się bladoniebieska sieć żył niczym na modelowym obrazku anatomicznym.
Gdyby tylko była wampirem to z radością zatopiłaby kły w tak idealnym obiekcie, aby zaspokoić swój głód. Daleko jej jednak było do krwiożerczej bestii, więc nie powinna myśleć o tym jak to byłoby przytknąć wargi do tej odsłoniętej skóry i sprawdzić czy była tak miękka na jaką wyglądała.
- Cieszy mnie jednak twoją chęć pomocy... Jeśli będę potrzebowała ofiary na rytuał to z pewnością zwrócę się do ciebie - odparła, ale czuła przez cały czas jakby gardło próbowało jej się zacisnąć na każdym kolejnym słowie.
River ją zepsuła. Nie mogła tego określić w inny sposób. Dlaczego tak bardzo o niej myślała? Nie powinna jej w żaden sposób prowokować, a zamiast tego dalej rozmyślać o tym czy naprawdę chciała tak ryzykować, żeby pozbyć się klątwy... Z drugiej strony jeśli nie zrobi nic to i tak umrze, więc podjęcie nawet ogromnego ryzyka i ruszenie w ciemno do Zakazanego Lasu brzmiało lepiej niż nie zrobienie absolutnie niczego.

River Cross

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: sob sie 15, 2026 10:36 am
autor: River Cross
Wyszczerzyła się od razu, słysząc jej pytanie. To zdecydowanie zdjęło część ciężaru z barków dziewczyny. Nic tak dobrze nie rozładowywało napięcia jak durnowate żarty albo flirtowanie, a połącznie tych dwóch rzeczy na raz było właściwie perfekcyjne. Problem robił się dopiero później, gdy analizowała tego typu rozmowy w bezsenne noce, próbując pojąć, czy to wszystko było bardziej żartem czy jednak flirtem. Zazwyczaj potrafiła odpowiedzieć sobie na to pytanie bez większego problemu, ale oczywiście i pod tym względem Prescott musiała być jakimś pieprzonym wyjątkiem.
— Masz mnie. Te wszystkie metody to zmyślone bujdy, chodzi jedynie o przywiązanie cię do łóżka. Od razu ostrzegam, że Raven też przy tym będzie. To w końcu jej pomysł. — Zrzucenie winy na przyjaciółkę było doskonałym pomysłem. Vanberg nie były raczej w głowie takie igraszki, a już na pewno nie w takiej konfiguracji, ale to nic. Przecież to tylko głupie żarty. A może jednak zaproszenie? Cholera, jeżeli Krukonka weźmie to jednak na poważnie i się zgodzi to... co wtedy? Cross nie miała pojęcia, jakim cudem miałaby do tego namówić Raven, ale zrobiłaby to za wszelką cenę.
— W sercu Zakazanego Lasu? Wow. Czemu to zawsze muszą być takie tandetne lokalizacje, co? Pewnie jak go chował, to wydawało mu się, że jest totalnie cool i edgy. — Wywróciła oczami totalnie załamana brakiem kreatywności Godryka. Ale w sumie czego miała się po nim spodziewać? Facet nie widział zbyt wiele poza czubkiem własnego nosa, podobnie zresztą jak większość jego podopiecznych. Gryffindor na pewno był z siebie bardzo dumny, gdy wymyślił tę metodę. Pewnie od razu poleciał pochwalić się Heldze, a ona w dobroci swojego serca nie była w stanie mu powiedzieć, że jest debilem i powinien wybrać jakieś mniej oczywiste miejsce. Wiadomo przecież, że w tym wszystkim nie chodziło o ukrywanie się, tylko o jakiś prestiż.
Uśmiechnęła się bez żadnego cwaniactwa ani prób prowokacji, gdy obiecała wciągnąć ją w potencjalny krwawy rytuał. Czy od czegoś takiego powinno jej się zrobić miło? Na pewno nie. Miała wrażenie, że słyszy jak Raven wywraca teraz oczami. Może powinna jednak udać się do Skrzydła Szpitalnego? Albo – o zgrozo – z powrotem do biblioteki. Skoro istniały takie eliksiry jak Amortencja, to musiało też istnieć coś odwrotnego. Tylko czy działałoby to na długo czy byłoby tak ograniczone jak eliksir miłosny? Wszystko jedno, może przecież zrobić go w hurtowych ilościach i po prostu zawsze mieć przy sobie! Tylko czy ona na pewno chciała pozbywać się tego uczucia łaskotania pod żebrami, które pojawiało się za każdym razem, gdy Krukonka zaszczycała ją spojrzeniem?
— No dobra, czyli trzeba iść do Zakazanego Lasu, tak? Myślałam, że będzie gorzej. Wiemy co to za artefakt czy szukamy czegoś wystarczająco pretensjonalnego i błyszczącego, żeby pasowało do gustu Gryffindora? No i kiedy właściwie idziemy? — Entuzjazm wracał do niej w coraz większym stopniu. Skupienie się na zadaniu było prostsze niż rozkładanie na czynniki pierwsze każdego gestu Krukonki.
— Znaczy ten... jeżeli chcesz — dodała speszona, zdając sobie sprawę, że umieściła się w tym planie w dość bezczelny sposób. Pewnie kilka dni temu nie uznałaby tego za przesadę, ale teraz wciąż wisiała w zawieszeniu pomiędzy byciem sobą, a byciem rozsądną i niezrażającą do siebie wszystkich na około Ruelle.

Ruelle I. Prescott

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: sob sie 15, 2026 11:30 am
autor: Ruelle I. Prescott
Czuła jak palą ją policzki od tego pytania, które przecież sama zadała. Wypaliła je jednak o wiele wcześniej niż zdążyła pomyśleć, a wydarzenia z ostatnich kilku dni sprawiały, że nagle takie żarty i zaczepki wydawały się posiadać drugie dno, którego wcześniej Ruelle nie dostrzegała. Właśnie przez to wszystko robiło się jeszcze bardziej niezręcznie.
- To może lepiej, żeby Raven mnie związała? Wiesz... Jak Kruk Kruka - rzuciła, starając się przy tym zachować jakąś lekkość żartu, ale chyba nie bardzo jej to wyszło.
Z drugiej strony może faktycznie, gdyby przy chęci zastosowania tej metody zwyczajnie pozwoliła na to, aby to Vanberg ją związała zamiast River? Nie, żeby nie ufała tej jednej Ślizgonce, ale to mogłoby być zdecydowanie zbyt dziwne... Chociaż może druga opcja wcale nie była lepsza...
- Bo Godryk uznał, że najlepiej będzie ukryć istotny artefakt w niebezpiecznym miejscu, aby był trudny do wykradnięcia, a jednocześnie znajdował się na tyle blisko, żeby mógł go mieć cały czas na oku - wytłumaczyła, bo Gryffindor wydawał się być dosyć specyficznym typem, który kierował się swoją własną logiką.
Może w jakiś sposób to działało, ale tylko, gdy czarodziej znajdował się na miejscu. Nie był tym, który słynął ze sprytu i inteligencji, bo od tego mieli Rowenę, co czasami było widać. Zdecydowanie nie przemyślał niektórych słabych punktów proponowanych przez siebie rozwiązań różnych problemów mogących dręczyć społeczność czarodziejów.
Uśmiech Cross sugerował, że nie wyłapała tego, że Ruelle żartowała o tym, że złoży ją w ofierze, z której Ślizgonka mogłaby nie wyjść żywą. To jednak wydawało się nie mieć dla niej kompletnie żadnego znaczenia. Chyba właśnie dlatego Slytherin był na drugim miejscu w najczęstszej śmiertelności uczniów Hogwartu. Byli tylko odrobinę gorsi od Gryfonów o czym właśnie zaświadczyła River.
- Dokładna lokacja nie jest znana. Musiałabym prześledzić kilka woluminów poświęconych samemu Godrykowi oraz ewentualne mapy czy wskazówki, które mogłyby nas naprowadzić na choćby przybliżony punkt... - zaczęła, ale zaraz opanowała się, bo jeszcze nie powiedziała o co właściwie chodzi. - Korona Avalonu. Według legend zapewniała noszącemu ją czarodziejowi ogromną moc. Potrafiła pomóc mu nakłonić rzeczywistość do jego woli... Chociaż często opisy ze starszych ksiąg bywały zbyt przesadzone.
Przez moment przyglądała się Ślizgonce, która była aż nadto chętna do tego, aby pakować się z nią w podobną kabałę. Tylko, że naprawdę chciała zrobić to razem z nią. Nawet jeśli to był zły pomysł. River wydawała się odpowiednią osobą do tego, aby pójść z nią w serce Zakazanego Lasu.
- Może pod koniec tygodnia... Sobota? Tak, abyśmy miały cały dzień i nie wzbudzały sensacji swoim zniknięciem. Wpierw jednak poproszę Viol o to, aby pomogła mi w szukaniu informacji na temat korony i jej położenia... - odpowiedziała, spoglądając na dziewczynę.
Wciąż zastanawiała się nad tym dlaczego w pewnym momencie ta chciała się wycofać ze swojej propozycji, gdy już oświadczyła, że będą mogły pójść razem? To do niej nie pasowało. Prescott jednak szybko otrząsnęła się z tych myśli, stwierdzając, że może nie powinna nadto analizować tego, co było aż nadto związane z dziewczyną.

River Cross