'Cause it's nice out and we could get high
: sob sie 15, 2026 3:14 pm
Zgodziła się posłusznie, by wziąć na klatę ewentualne dramaty związane z pomarszczeniem. Była w stanie jakoś to przełknąć. Podobnie zresztą jak rodzynki. Nie była z tych, którym od tej przekąski robiło się słabo, więc nic dziwnego, że miała zamiar w pełni zaakceptować swoją narzeczoną. Ze starością na pewno też będzie jej bardzo do twarzy. Przecież Darling w każdej sytuacji wyglądała pięknie. Uwielbiała ją obserwować zarówno zmęczoną po dyżurze, jak i rozczochraną z samego rana, no i oczywiście odwaloną jak marzenie, gdy wybierały się na romantyczne randki. Czemu cokolwiek miałoby się zmienić z wiekiem? Pech chciał, że przecież Finch będzie starzeć się dokładnie w tym samym tempie. Nie mogłaby odrzucić pomarszczonej narzeczonej, gdy sama taka będzie, bo to też byłoby totalnie niesprawiedliwe, a na to sobie pozwolić nie mogła.
Cieszyła się, że narzeczona nie zaczęła kręcić nosem na cenę domku. Tego typu spontaniczne wydatki nie były czymś dziwacznym dla April, ale Darling miała przecież kompletnie inne podejście do pieniądza. Ten wieczór tym bardziej zapowiadał się na absolutnie wyjątkowy, skoro strażaczka była gotowa udawać, że nie widzi w tym wszystkim żadnego problemu.
Zajęła się ogarnięciem potrzebnych formalności i zapłatą za domek. W końcu zgarnęła klucze i te wszystkie graty, po czym skierowała się do domku. W środku było... w porządku. Wiadomo, że liczyła na większe luksusy, ale to jej tym razem wystarczy. Przy kolejnej okazji naprawdę muszą się szarpnąć na coś absurdalnie drogiego i opływającego w luksusy, bo coś ostatnio za często godziła się na takie spartańskie warunki! Nie no, wiadomo, że nie było tak źle. Łóżko sprawiało wrażenie wygodnego, nie brakowało ciepłej wody, a balia na tarasie była odgrodzona bambusowym płotkiem, dzięki czemu nikt nie będzie mógł zaglądać i sprawdzać, co takiego wyczyniają. Perfekcyjnie! Finch odłożyła rzeczy na bok i uważniej rozejrzała się po wnętrzu. Na szczęście domek oferował nie tylko ręczniki, ale i jakieś podstawowe środki higieny osobistej. Nie miała pojęcia, czy szampon, żel pod prysznic i pasta do zębów powinny pachnąć tak samo, ale należało się chyba pogodzić z faktem, że tu tak po prostu jest. Co ciekawe, ten zapach w jakiś dziwaczny sposób przypominał jej o szotach z baru, ale wolała się nad tym nie zastanawiać.
Zdjęła z siebie koszulkę i spodenki, zostając w samych majtkach. Miały przecież wymoczyć dupska, więc czemu od razu się do tego nie przygotować? Szkoda, że nie pomyślały o zgarnięciu strojów kąpielowych. No trudno, trzeba będzie siedzieć tam nago! Już chciała brać się za studiowanie instrukcji obsługi balii, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Podeszła do nich i uchyliła małą szparkę, by spojrzeć przez nią, kto to taki. Kasztaniaki. Wcale nie, to Teddy. Otworzyła więc drzwi szerzej i wpuściła ją do środka. Narzeczona mogła przecież oglądać jej nagi biust bez końca.
— A słyszałaś kiedyś o istnieniu toreb na zakupy? — spojrzała z rozbawieniem na wszystko, co ze sobą przyniosła. Kiedy pieprznęła tym wszystkim na łóżko od razu chciała się zabrać za rozdysponowanie zakupów w odpowiednie miejsca, ale nowe koszulki kompletnie ją rozproszyły.
— Ale zajebiste! Tym to już na pewno mogłaś wygrać konkurs — zawołała rozentuzjazmowana jak czterolatek na widok pogrzebu. Od razu naciągnęła jedną z nich przez głowę, obróciła się w stronę narzeczonej i rozłożyła szeroko ręce, ewidentnie oczekując komentarze na temat tego, jak w tym wyglądała.


Cieszyła się, że narzeczona nie zaczęła kręcić nosem na cenę domku. Tego typu spontaniczne wydatki nie były czymś dziwacznym dla April, ale Darling miała przecież kompletnie inne podejście do pieniądza. Ten wieczór tym bardziej zapowiadał się na absolutnie wyjątkowy, skoro strażaczka była gotowa udawać, że nie widzi w tym wszystkim żadnego problemu.
Zajęła się ogarnięciem potrzebnych formalności i zapłatą za domek. W końcu zgarnęła klucze i te wszystkie graty, po czym skierowała się do domku. W środku było... w porządku. Wiadomo, że liczyła na większe luksusy, ale to jej tym razem wystarczy. Przy kolejnej okazji naprawdę muszą się szarpnąć na coś absurdalnie drogiego i opływającego w luksusy, bo coś ostatnio za często godziła się na takie spartańskie warunki! Nie no, wiadomo, że nie było tak źle. Łóżko sprawiało wrażenie wygodnego, nie brakowało ciepłej wody, a balia na tarasie była odgrodzona bambusowym płotkiem, dzięki czemu nikt nie będzie mógł zaglądać i sprawdzać, co takiego wyczyniają. Perfekcyjnie! Finch odłożyła rzeczy na bok i uważniej rozejrzała się po wnętrzu. Na szczęście domek oferował nie tylko ręczniki, ale i jakieś podstawowe środki higieny osobistej. Nie miała pojęcia, czy szampon, żel pod prysznic i pasta do zębów powinny pachnąć tak samo, ale należało się chyba pogodzić z faktem, że tu tak po prostu jest. Co ciekawe, ten zapach w jakiś dziwaczny sposób przypominał jej o szotach z baru, ale wolała się nad tym nie zastanawiać.
Zdjęła z siebie koszulkę i spodenki, zostając w samych majtkach. Miały przecież wymoczyć dupska, więc czemu od razu się do tego nie przygotować? Szkoda, że nie pomyślały o zgarnięciu strojów kąpielowych. No trudno, trzeba będzie siedzieć tam nago! Już chciała brać się za studiowanie instrukcji obsługi balii, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Podeszła do nich i uchyliła małą szparkę, by spojrzeć przez nią, kto to taki. Kasztaniaki. Wcale nie, to Teddy. Otworzyła więc drzwi szerzej i wpuściła ją do środka. Narzeczona mogła przecież oglądać jej nagi biust bez końca.
— A słyszałaś kiedyś o istnieniu toreb na zakupy? — spojrzała z rozbawieniem na wszystko, co ze sobą przyniosła. Kiedy pieprznęła tym wszystkim na łóżko od razu chciała się zabrać za rozdysponowanie zakupów w odpowiednie miejsca, ale nowe koszulki kompletnie ją rozproszyły.
— Ale zajebiste! Tym to już na pewno mogłaś wygrać konkurs — zawołała rozentuzjazmowana jak czterolatek na widok pogrzebu. Od razu naciągnęła jedną z nich przez głowę, obróciła się w stronę narzeczonej i rozłożyła szeroko ręce, ewidentnie oczekując komentarze na temat tego, jak w tym wyglądała.