Strona 7 z 7
Toronto Project X
: pt paź 09, 2026 5:12 am
autor: Cassandra Wildbird
Zapraszając na imprezę Victora oraz jego ekipę Cassie nie podejrzewała, ze będzie miala tak emocjonujące starcie z nowa dziewczyna byłego. Liczyła, ze po prostu w więcej osób zabawa będzie lepsza i pewnie nadal żyłaby w takim przekonaniu, gdyby muppet z tynkiem na twarzy nie dotknął włosów Wildbird. Już nawet wszystkie wcześniejsze słowa mógłby zignorować, przechodząc z nimi do porządku dziennego, ale sam fakt dotkniecia jaj rudych pukli tymi zbrukanymi wszystkim co najgorsze dlonmi bylo prawdziwa zniewaga. Takiego czegos nie mozna bylo olac i Cassandra rad byla, ze jej przyjaciele murem stanęli na wiolonczelistka, prezentując gamę umiejętności godnych najlepszych i najseksowniejszych superbohaterów.
-Ej, to, ze ich zaprosiłam nie znaczy, ze chciałam żeby siali zamęt. Chociaż tylko ona sieje - skrzywiła się zerkając na Shereen. Nie miala w planach nikogo atakować, a tym bardziej niszczyć urodzin Alexandra, który tego dnia zasługiwał znacznie wiecej, niz jakies fochy zranionej blondynki. Wstała jednak z trawy, posyłając Lindsay jedno z najgorszych spojrzeń, z którego aż było pogarda oraz jawna niechecia. I kto wie, może nawet szybko zapomnieliby o całej sytuacji, gdyby nie pojawienie się policji. Niby fajnie, ze sąsiedzi czuwali, ale niekiedy było to nad wyraz upierdliwe.
Wildbird skrzywiła się lekko, kiedy została przywołana przez jednego z funkcjonariuszy.
-Prosze posluchac Przystojny Panie Władzo. To ona zaczela i trochę jej się należało. Może nawet bardziej, bo nie dość, ze zachowanie to jeszcze prosze spojrzec na poziom reprezentowania mody i dobrego smaku - wyrzuciła z siebie, zanim w ogóle policjant zdążył się odezwać. - Ale niech bedzie, ze biore polowe na siebie tylko nie chce iść do aresztu. Imprezy tez prosze nie konczyc, bo to urodziny Alexa i on się musi wyszaleć, wie pan - dodała, tym razem posyłając mężczyźnie szeroki uśmiech. To zawsze dzialalo wiec teraz nie mogło byc inaczej,
Moze to wlasnie za sprawa uśmiechu, a może błagań innych osób, ale ostatecznie policjanci dali tylko ostrzeżenie, zostawiając ich samych sobie, co już teraz powinno podejść pod jakieś paragrafy, bo każdy szanujący się człowiek nie puściłby takiej patologii.
-Nie ma sprawy, Victor. To nie twoja wina, ze panna, z którą się umawiasz ma jedna komorke mozgowa na emeryturze - uśmiechnęła się do byłego chłopaka, wyrażając przy tym chęć wyskoczenia gdzieś jutro, o ile będzie w stanie po wypitym alkoholu funkcjonować normalnie. - Ej, on nie był nigdy taki zły. Ale z toba tez sie umowie, Jason! - rzuciła do Azjaty, dostrzegając jego spojrzenie pełne politowania i miliona innych emocji, nad którymi się nie chciał rozwodzić.
-Zaprosiłam, ale nie wyszło tak jak powinno. Victor nie jest taki zły, ale ta wykreowana przez AI na komputerowych dragach panna troche odjebala - westchnela, przeczesujac rude wlosy, kiedy August chwycila ja za reke, wręczając nawet piwo i ciągnąć do kuchni, w której mieli zjeść super frytki. Tym razem Wildbird nie wyrywała się do pomagania, bo zapewne zaraz cala chata Erika by spłonęła i nawet jeśli ktoś z ekipy pozwoliłby mu u siebie zamieszkać, tak szkoda było tak ładnego domu. Zamiast tego skupiła swoja uwagę na szopie, na którego patrzyła rowniez August. - O em dżi, musimy go nakarmić! Na pewno jest głodny. Alex, a nie chcesz dostać jeszcze szopa? ja ci go złapać mogę, August mi pomoże. Co ty na to? Zagramy w grę Polowanie na szopa - rzuciła, wychylając potężny łyk piwa, które powinno smakować gorzko, a było całkiem smaczne, co dawało jawne potwierdzenie, iż Cassie ostatecznie zaczyna byc pijana.
Nie czekajac na ostatecznie potwierdzenie, chwycila kilka gotowych i niespalonych frytkow, bo jednak szopa truc nie chciała, i wyleciała z chaty, żeby poczęstować zwierzaka. Dzisiaj miala tak zajebiste szczęście do zapraszania do nie swojego domu osobistości, ze pewnie owy szop też okaże się mieć wściekliznę. Ale przynajmniej Alex nie będzie mógł narzekać, ze nic się na jego imprezie nie dzialo!
-Kici, kici szopie! Ej, August, jak się wola na szopy? Moze jednak szopi szopi szopie?! - zawołała do dziewczyny, kiedy jej urocza buźka pojawiła się na progu.
Birthday Boy Kamyczek marzeń Fluffy body TikTok Boy Dealer Cake boss Cute bubu Szeri szeri lady
Toronto Project X
: sob paź 10, 2026 9:39 pm
autor: Łoś Superktoś
PODSUMOWANIE - TURA VI
gratulacje!
Tajne Kroniki Projektu X: Tura VI — Psi patrol wersja z temu, gorące frytki i szopy
Przez ostatnie godziny impreza urodzinowa Alexa dostarczyła wszystkim zdecydowanie więcej atrakcji, niż ktokolwiek mógł sobie życzyć. Były tańce, alkohol, mniej lub bardziej udane podrywy, nieproszeni goście, a w ramach atrakcji specjalnej — bójka, policyjna interwencja i fryzjerskie zapędy Gabrieli. Trudno powiedzieć, czy solenizant właśnie tak wyobrażał sobie swoje urodziny, ale jedno było pewne: o tej imprezie raczej nikt szybko nie zapomni. Kiedy radiowóz wreszcie zniknął za rogiem, a ostatnie ostrzeżenie funkcjonariuszy przestało odbijać się echem w głowach uczestników, na posesji Erica zapanowała niezręczna cisza. Nie trwała jednak długo. W końcu byli w Toronto, a nie na spotkaniu anonimowych alkoholików miłośników ciszy i spokoju.
W kuchni pojawiły się frytki, sosy i resztki przekąsek. Pomysł Jasona na prawdę czy wyzwanie również zyskał szansę na uratowanie tego, co jeszcze pozostało z wieczornej zabawy. Eric, jako człowiek, który właśnie otrzymał od policji bardzo wyraźne ostrzeżenie, postanowił przez resztę nocy zachowywać się jak odpowiedzialny gospodarz. A przynajmniej spróbować. Dopóki nikt nie urządzał kolejnej walki na trawniku, mógł udawać, że wszystko pozostaje pod kontrolą.
Nie oznaczało to jednak, że wszyscy nagle zapomnieli o wcześniejszej awanturze.
Cassie i Lindsay raczej nie zostaną najlepszymi przyjaciółkami po wspólnym szarpaniu się za włosy, a ostatnie spojrzenia i słowa obu dziewczyn nie zwiastowały polepszenia relacji. Gabriela również nie wyglądała na osobę, która następnego ranka obudzi się z nagłym przypływem skruchy. Jeśli już, to prawdopodobnie uzna, że następnym razem warto lepiej zaplanować własne działania. Najlepiej bez świadków, policji i konieczności tłumaczenia się z posiadania ostrego narzędzia — powodzenia, gurl!
Victor zdążył przeprosić Cassie i zaproponować jej wspólne jedzenie następnego dnia. Czy była to próba naprawienia dawnych relacji, zwykły gest dobrej woli, czy początek kolejnego skomplikowanego wątku uczuciowego — tego nie wiedział nikt. No, może poza samym Victorem, o ile w ogóle wiedział, co właściwie robi.
Tymczasem reszta ekipy próbowała wrócić do normalności. August i Cassie zajęły się kuchennymi sprawami, Alex starał się rozruszać towarzystwo, a Jason, który przez większość wieczoru próbował powstrzymać wszystkich przed wzajemnym pozabijaniem się, mógł wreszcie odetchnąć. Nawet Gabriela znalazła sobie mniej ryzykowne zajęcie niż wymierzanie sprawiedliwości za pomocą scyzoryka. Szop, który wcześniej wzbudził zainteresowanie August i Cassie, zdążył już zniknąć w ciemności. Być może doszedł do wniosku, że nawet darmowe frytki nie są warte uczestniczenia w ludzkich dramatach.
Eric rano mógł wreszcie zacząć odzyskiwać swój dom, choć widok kuchni i podwórka prawdopodobnie nie napawał go przesadnym optymizmem. Alex natomiast, jako solenizant, otrzymał w prezencie wspomnienia, których nie dało się kupić w żadnym sklepie. Czy wszyscy dobrze się bawili? To zależało od tego, kogo zapytać. Czy wszyscy wyszli z imprezy bez konsekwencji? Tego również nie można było zagwarantować. Czy ktoś następnego dnia obudzi się z bólem głowy, moralnym kacem albo nieodpartą potrzebą sprawdzenia, jak właściwie wyglądają jego włosy? Na to ostatnie pytanie odpowiedź wydawała się wyjątkowo oczywista.
Jedno było pewne: urodziny Alexa dobiegły końca, a noc, która zaczęła się jak każda inna impreza w gronie znajomych, zakończyła się w sposób godny Projektu X.
Pozostało tylko posprzątać, odespać i spróbować udawać, że wszystko to było całkowicie normalne.
Powodzenia.
KONIEC ZABAWY!
W tym momencie Łoś Superktoś kończy swoje uczestnictwo w wydarzeniu. Wciąż możecie wymieniać się postami, dopóki macie na to ochotę. Możecie rozegrać jeszcze prawdę czy wyzwanie, dlaczego nie? Wytypowana przez Was osoba zakończy wątek swoim postem. Dziękuję, było super prowadzić ten wątek i miłej zabawy moi kochani, jesteście najlepsi 
PS: PROSZE ROBIĆ PIĘKNE ALBUMY I KOLAŻE Z FOTAMI I WRZUCIĆ JE W POŚCIE, POPATRZYMY SOBIE.
Besos, Kasia

Prowadzący:
Shereen Winfield
Alex Eric Erika Jason Gabriela Cassandra Jamie august
Toronto Project X
: śr paź 14, 2026 1:57 am
autor: Erika Lindberg
Na Alexa zawsze można było liczyć. Może nie na to, że będzie miał faktycznie dobry pomysł, ale przynajmniej skuteczny… w jakiś sposób. Niestety z nimi to tak już było, że jak byli razem to najczęściej wpadli na takie pomysły, które były słabe, ale wykonanie również było chujowe.
— Oni nie zasłużyli. Dali mi dzwonek na fona — zaprotestowała jeszcze na wzmiankę chłopaka, ale może to nie był najlepszy temat do rozmów skoro prawie została odstrzelona przez ten sygnał połączenia, bo uznano ją za nazistkę.
Spojrzała jedynie na Jamie, która znalazła się tuż obok i zaczęła ich uspokajać. Tylko, że ewidentnie nie przeżyła i nie wiedziała tego, co oni. Wspomnienie tego, co działo się w warzywniaku powracało do nich, co jakiś czas niczym flashbacki z Wietnamu i od tego z pewnością nie było żadnej ucieczki.
— Nie znasz ich tak jak my! — syknęła w kierunku Azjatki, która na pewno nie mogła się pochwalić tak ciekawym życiorysem jak Hall i Lindberg: wybrańcy świecącej miski.
Po tym jak gliniarze z łaskawości swojej odjechali bez robienia komukolwiek krzywdy, impreza musiała zdecydowanie spuścić z tonu i stać się spokojniejszą. Tyle dobrego, że Erika była na to gotowa i przytachała ze sobą na samym początku nieco gier planszowo-imprezowych. Może znajdą jeszcze coś dla siebie jeśli butelka lub prawda czy wyzwanie okażą się niewystarczające.
Sama Lindberg poświęciła ten czas na to, aby nieco bardziej poświęcić się koncie na Tinderze. Nie powinna na pewno pisać po pijaku do ludzi, bo te flirty mogły różnie wychodzić. Powinna raczej się skupić na frytkach, których zaczęła pożądać bardziej niż swoich bliźnich cieleśnie.
— Ej, Gabs, ale podzielisz się tymi fryt… — zaczęła, ale zmarła tylko, gdy ujrzała jak wiele frytasków Blais kupiła, a jeszcze chwilę temu była przekonana, że mają tylko paczkę dla niej. — Chrystusie Nazareński, kocham cię!
Mogłaby naprawdę ją ucałować. W sumie… Kto jak kto, ale pewnie Gabriela by doceniła. Zamiast tego jednak tylko przytuliła ją od tyłu, łasząc się do niej niczym łasica. Choć pewnie bardziej przypominała tego szopa pracza zza okna przez rozmazaną maskarę po tym jak wylało się na nią morze szampana w stylu Coyote Ugly.
Przez jakiś czas bawiła się telefonem. Bawiła się też niezwykle dobrze w otoczeniu znajomych. Rzucali sobie z niektórymi frtyteczkami do ust, co było przecudowne. Tylko, że wszystkie imprezy oraz śmieszki musiały w końcu dojść do końca.
W końcu dopadł ich świt, a urodziny Alexa oficjalnie się zakończyły. Mogli tylko pomóc, co nieco w sprzątaniu i uzbrojeni w nowe wyjątkowe wspomnienia powrócić do siebie, aby uporać się z konsekwencjami całonocnych baletów jak smutni, dorośli ludzie.
Eric Stones Shereen Winfield Cassandra Wildbird Jason Choi Gabriela R. Blais Jamie Park Alexander Hall august winters
zt dla Ericzki
Toronto Project X
: pt paź 16, 2026 12:05 pm
autor: Gabriela R. Blais
Smerfy. Rozróba oraz kiła i mogiła. Idealna mieszanka imprezowa, która nawet na trzeźwo nie była taka zła. Chociaż będzie lepiej, gdy wpakuje sobie garść fryteczek prosto do mordki i odleci w ekstazie hormonów. Gromadka dziewczyn zebrała się w kuchni, żeby obserwować, jak szef kuchni Hall wysypuje ziemniaczki na blaszkę i cyk ładuje, to cudo do piekarnika. Hero. Czekanie nie było wpisane w jej gen, więc już na samym wstępie zapytała pięć razy Alexa za ile będą frytunie. Od tej męki uratowała go jego dziewczyna, która zrobiła przegląd lodówki i narobiła im smaka na lody. Tutaj też było jedno wielkie rozczarowanie, bo zamiast słodkiej mrożonej masy znaleźli zieleninę. A potem...
Szop.
Kurwa, zajebisty turbo słodki szop. Razem z August robiły oh i ah, wskazując na okno palcem, jak wariatki. - O Boże, czy to Pan Wąsik? Grałam kiedyś z szopem w karty. Ograł mnie. - sprzedała August całą historię o Panu Wąsiku i zgodnie uznały, że to na bank jakiś jego kuzyn i muszą sprawdzić, czy on też gra w karty. Znalazły razem z Cassie gdzieś talię i wyszły na zewnątrz z paczką chipsów, bo to jedyne co zostało na stole i nie było zalane alkoholem. A frytki jeszcze się robiły. I okazało się, że szop zżarł pół paczki i zajebał im karty. - Pewnie chce pograć z kumplami. - ta wersja na bank była bliska prawdy.
- Wyzwanie! - przyklasnęła od razu na wejściu i przytuliła się do Jasona od razu marszcząc nosek. - Paliłeś. - odsunęła się i pokiwała głową. Kto by się spodziewał, że kiedyś ją, Gabrielę Blais odrzuci od tego typu używek. Świat się kończył. Apokalipsa jest bliska. Czy coś tam. A skoro Jason cuchnął fajkami i Eric, jak się później okazało, to przytulała się do Eriki w kuchni, czekając na wyżerkę. Nawet zaglądała jej przez ramię, jak wypisywała do ludzi na Maplinder. I oczywiście się oburzyła, gdy jej najczarniejsza gwiazda na niebie nazwała ją tylko koleżanką. Skandal. Ta zniewaga wymagała naprostowania, ale wszystko rozeszło się po kościach i po chwili dwa głodomorki rzucały sobie frytunie do ust. Wywijała kuperkiem z Eriką w rytm latino i nawet wszyscy strzelili partyjkę w prawdę czy wyzwanie, które wcześniej zaproponował Jason. Pomogła Sher trochę posprzątać ten syf, który zostawili i odwiozła każdego najebusa do domu.
Amen
Alexander august Erika Eric Shereen Cassandra Jason Jamie
Toronto Project X
: ndz paź 18, 2026 10:22 pm
autor: Jason Choi
Do grania w prawdę czy wyzwanie jak sie okazało, chętnych początkowo nie było, bo wszyscy skupili się na frytkach - tak jakby te miały im przynieść jakieś zbawienie. I może tak było, wszyscy potrzebowali jakiejś porządniejszej pożywki niż chrupki i alko żelki. Jason też skierował się do kuchni, łapiąc w ramiona Gabrielę, która zapragnęła skraść mu przytulasa.
- Przyłapany - zaśmiał się cicho, wzruszając ramionami.
Faktycznie było to niecodzienne, żeby Gaba narzekała na zapach fajek, ale przecież w ciąży słyszało się już o dziwniejszych zachciankach, przeczuleniach i nagłych zmianach nastroju, więc nie był specjalnie zdziwiony. Może jej się zmysł węchu nagle niespodziewanie wyostrzył, a może po prostu głód nikotynowy dawał o sobie znać i przez to zapach ją drażnił. Nie dociekał.
Jason w końcu postanowił założyć znów koszulkę - może i był hot ale nawet jego nie kręciło aż tak siedzenie cały czas nago. Poza tym szczerze mówiąc, zdążył kapkę zmarznąć podczas tamtej posiadówy na dworze, pogoda w końcu nie była już wcale taka ciepła.
Prawda czy wyzwanie finalnie się odbyła, rozegrano nawet kilka rund. Jason nie był specjalnie zaskoczony kiedy większość wyzwań, które padały, dotyczyła całowania się albo wysyłania jakichś pszypałowych wiadomości z cudzych telefonów. Kiedy zbierali się taką kupą, ich IQ zwyczajnie leciało na łeb na szyję i cofali się mentalnie mniej więcej do czasów podstawówki. Szczególnie kiedy jeszcze wszyscy nawalili się tak jak dzisiaj.
Pomimo alkoholu w swoim systemie, Jason był nadal całkiem na chodzie kiedy impreza dobiegała już końca. Kusiło go pójść na jeszcze jednego fajka, ale mając w pamięci komentarz Gabrieli powstrzymał się - nie chciał jej potem śmierdzieć w samochodzie. Jego pomoc przy sprzątaniu ograniczyła się do pozbierania pustych butelek - za naczynia się nie łapał, uznając że woli nie ryzykować, że je potłucze.
- No to jeszcze ostatni raz, sto lat Lexiu. Wycałowałbym cię ale nie zrobię tego, żeby się na mnie krzywo nie patrzyła twoja dziewczyna - parsknął cicho, ostatnią część zdania wypowiadając konspiracyjnym szeptem - Nie wpierdol od razu całości swojego prezentu ode mnie. Liczę, że się podzielisz! - poklepał go jeszcze po ramieniu, zbił żółwika z Eryczkiem, obcałował na pożegnanie policzki każdej dziewczyny, a następnie wgramolił się do autka Gaby, czekając grzecznie aż ich mamcita odwiezie go do domku.
Eric Stones Alexander Hall Gabriela R. Blais Erika Lindberg august winters Cassandra Wildbird Shereen Winfield Jamie Park