'Te amo, te amo', she said to me
: ndz wrz 13, 2026 12:32 am
Biorąc pod uwagę jak wielką rolę seks i rzeczy z nim związane odgrywały w ich relacji to można byłoby nawet się pokusić o stwierdzenie, że River mogłaby w zasadzie nie mówić nic. Była jednak pewna, że w razie potrzeby uda jej się skomponować jakąś cudowną wypowiedź, dzięki której nie wyjdą na zwyczajną parę dewiantek.
- Chciałabyś, co? Lubisz, gdy mam na sobie twoje rzeczy - zamruczała tuż przy jej ustach.
Dotychczas, poza obrożą, River nie miała okazji do podziwiania na żywo tanatopraktorki w rzeczach, które dla niej stworzyła. Co najwyżej mogła patrzeć na nią w tym, co dziewczyna ukradła z jej szafy po jednej czy drugiej nocy. Na pewno byłoby to dla niej wyjątkowa okazja do tego, aby nacieszyć wzrok tym jak jej modelka prezentowała się niemal całkowicie owinięta w nią i jej dzieła.
- To byłby dla mnie idealny prezent. Nie potrzebuję żadnych innych - stwierdziła, bo może nawet zawoalowane teksty typu ty jesteś mim najlepszym prezentem były wyjątkowo banalne, ale tak brzmiała prawda.
Nie potrzebowała żadnych fizycznych podarków. W zasadzie większość rzeczy, które pragnęła mogła sobie kupić samodzielnie. Nie posiadała listy potencjalnych prezentów, jakie mogłaby przyjąć. Nie miała pomysłu, co właściwie chodziło rysowniczce po głowie, ale była pewna, że tego nie pożałuje.
- Jestem tego pewna. Moja wojowniczka... - mruknęła z zadowoleniem, starając się nie wizualizować sobie jednak totalnej wojny w trakcie przyjęcia urodzinowego.
Tylko River potrafiła sprawić, że tak krótki i z pozoru niewinny pocałunek szybko zamieniał się w prawdziwy pokaz namiętności. Wyjątkowo szybko traciły dla siebie całkowicie głowę. Przynajmniej dzięki temu Ruelle mogła skuteczniej zapomnieć o jakichkolwiek komplikacjach życia prywatnego. Zamiast tego skupiała się na tym cudownym języku, który ocierał się o jej własny w serii kolejnych pocałunków rozpalających jej całe ciało. Czuła elektryzujący dreszcz promieniujący od kręgosłupa i rozprzestrzeniający się na najmniejsze nerwy.
Ledwie zarejestrowała fakt, że dziewczyna zamknęła drzwi szafy. W ogóle nie oponowała, gdy poczuła jej uścisk na udach, gdy rysowniczka postanowiła ją podnieść. Zamiast tego ułatwiła jej zadanie i owinęła nogi wokół jej bioder, uczepiając się jeszcze mocniej rękoma jej ramion. Znów ścisnęło ją w podbrzuszu, gdy River przycisnęła ją z wyczuciem do powierzchni mebla. Mniej więcej tak właśnie wyobrażała sobie wydarzenia z imprezy urodzinowej, która jeszcze nie zdążyła nadejść. Tylko, że ta wizja była o wiele śmielsza.
- River... - jęknęła wyjątkowo cicho imię dziewczyny w momencie, kiedy ta przejechała po jej szyi językiem, aby delikatnie podszczypnąć znajdującą się tam skórę zębami.
Potrzebowała jej dotyku tak bardzo... Nie chciała jednak się zapominać w momencie, gdy po domu wałęsali się jej rodzice, którzy w każdej chwili mogliby chcieć zajrzeć do jej pokoju.
River Cross
- Chciałabyś, co? Lubisz, gdy mam na sobie twoje rzeczy - zamruczała tuż przy jej ustach.
Dotychczas, poza obrożą, River nie miała okazji do podziwiania na żywo tanatopraktorki w rzeczach, które dla niej stworzyła. Co najwyżej mogła patrzeć na nią w tym, co dziewczyna ukradła z jej szafy po jednej czy drugiej nocy. Na pewno byłoby to dla niej wyjątkowa okazja do tego, aby nacieszyć wzrok tym jak jej modelka prezentowała się niemal całkowicie owinięta w nią i jej dzieła.
- To byłby dla mnie idealny prezent. Nie potrzebuję żadnych innych - stwierdziła, bo może nawet zawoalowane teksty typu ty jesteś mim najlepszym prezentem były wyjątkowo banalne, ale tak brzmiała prawda.
Nie potrzebowała żadnych fizycznych podarków. W zasadzie większość rzeczy, które pragnęła mogła sobie kupić samodzielnie. Nie posiadała listy potencjalnych prezentów, jakie mogłaby przyjąć. Nie miała pomysłu, co właściwie chodziło rysowniczce po głowie, ale była pewna, że tego nie pożałuje.
- Jestem tego pewna. Moja wojowniczka... - mruknęła z zadowoleniem, starając się nie wizualizować sobie jednak totalnej wojny w trakcie przyjęcia urodzinowego.
Tylko River potrafiła sprawić, że tak krótki i z pozoru niewinny pocałunek szybko zamieniał się w prawdziwy pokaz namiętności. Wyjątkowo szybko traciły dla siebie całkowicie głowę. Przynajmniej dzięki temu Ruelle mogła skuteczniej zapomnieć o jakichkolwiek komplikacjach życia prywatnego. Zamiast tego skupiała się na tym cudownym języku, który ocierał się o jej własny w serii kolejnych pocałunków rozpalających jej całe ciało. Czuła elektryzujący dreszcz promieniujący od kręgosłupa i rozprzestrzeniający się na najmniejsze nerwy.
Ledwie zarejestrowała fakt, że dziewczyna zamknęła drzwi szafy. W ogóle nie oponowała, gdy poczuła jej uścisk na udach, gdy rysowniczka postanowiła ją podnieść. Zamiast tego ułatwiła jej zadanie i owinęła nogi wokół jej bioder, uczepiając się jeszcze mocniej rękoma jej ramion. Znów ścisnęło ją w podbrzuszu, gdy River przycisnęła ją z wyczuciem do powierzchni mebla. Mniej więcej tak właśnie wyobrażała sobie wydarzenia z imprezy urodzinowej, która jeszcze nie zdążyła nadejść. Tylko, że ta wizja była o wiele śmielsza.
- River... - jęknęła wyjątkowo cicho imię dziewczyny w momencie, kiedy ta przejechała po jej szyi językiem, aby delikatnie podszczypnąć znajdującą się tam skórę zębami.
Potrzebowała jej dotyku tak bardzo... Nie chciała jednak się zapominać w momencie, gdy po domu wałęsali się jej rodzice, którzy w każdej chwili mogliby chcieć zajrzeć do jej pokoju.
River Cross