Strona 8 z 9

pact with the devil

: wt wrz 01, 2026 9:20 pm
autor: Giovanni Salvatore
  Przeniósł spojrzenie z zamkniętych drzwi na Navi. Miała rację. Młody funkcjonariusz nie uwierzył w pełni w ich historię i nie potrafił tego odpowiednio ukryć. Za długo przyglądał się im po każdej odpowiedzi, wracał do rzeczy, które już zostały wyjaśnione i zapisywał zdecydowanie więcej niż jego starszy kolega. Był nadambitny. Był nowy w strukturach kalabryjskiej policji. Przemawiał za tym nie tylko wiek, który nietrudno było ocenić, ale wyrywność. Zwłaszcza w tym domu. ‘Ndragheta kontrolowała policję w tym regionie, choć wiedzieli to tylko oni i sama struktura. Aspirant jeszcze się na tym nie poznał, albo nie chciał przyjąć tego do świadomości.
  To mogło stać się problemem.
  Propozycja Damona sprawiła, że Giovanni przeniósł na niego swoje uważne spojrzenie.
  — Nie. — Nie potrzebował nawet zastanawiać się nad tą opcją, bo zabicie młodego funkcjonariusza było jednym z najgłupszych rozwiązań, jakie mogli teraz wybrać. Dopiero opuścił ich willę, wcześniej otwarcie podważał ich zeznania, a do tego wystosował wobec nich ostrzeżenie, aby nie wyjeżdżali z miasta. Jeżeli teraz zginie w wypadku, zostanie napadnięty albo po prostu zniknie, wszystkie jego podejrzenia nagle zaczną wyglądać znacznie bardziej wiarygodnie. Policja mogła ich chronić, ale nie przed głupimi ruchami.
  — To potrzebuje finezji i precyzyjnego działania. Ty już swoje dzisiaj zrobiłeś — odpowiedział, unosząc nieznacznie podbródek. Nie cechował tonu swojego głosu szczególnym sarkazmem, ale wydawało mu się, że nie musiał czynić tego przytyku jeszcze bardziej oczywistym, niż było samo zdanie. Zawiódł go, fakt. Wciąż jednak był użyteczny i zdołał dowieść swojej przydatności we wcześniejszych zadaniach. — Sam się tym zajmę.
  Wypuścił w końcu dłoń Navi i sięgnął po telefon. Zapamiętał nazwisko funkcjonariusza, kiedy ten przedstawiał się po wejściu do willi. Tak samo jak stopień, numer odznaki i jednostkę, do której należał. Miał więc wszystko, czego potrzebował, aby dowiedzieć się o nim znacznie więcej, nie stawiając przy tym nikogo pod jego domem i nie wzbudzając kolejnych podejrzeń.
  Samo zabicie człowieka nie było szczególnie skomplikowane.
  Znacznie trudniej było sprawić, aby sam zrezygnował z tego, co zamierzał zrobić, będąc przy tym przekonanym, że była to wyłącznie jego decyzja. A on przecież zajmował się podobnymi rzeczami przez większość życia. Nie potrzebował do tego broni, ludzi Damona ani kolejnego ciała, które ktoś musiałby później znaleźć.
  Przesunął kciukiem po ekranie, odnajdując nazwisko człowieka, który mógł udzielić mu pierwszych informacji. Nie zamierzał grozić młodemu funkcjonariuszowi ani próbować go przekupić, zanim w ogóle dowiedział się, z kim miał do czynienia. Najpierw chciał wiedzieć, czego ten rzeczywiście szukał i jak daleko zamierzał się posunąć.
  Dopiero później zdecyduje, w jaki sposób go zatrzymać.
  — Myślę, że pora zakończyć ten dzień — dodał po chwili, odkładając telefon z otwartą kartą kontaktu. Kierując się jego logicznymi wytycznymi ten dzień mógł określić jako porażkę. Nie patrzył na wszystko przez pryzmat emocji, przez świadomość ślubu – tego nie uznawał szczególnie, biorąc pod uwagę to, jak się wszystko potoczyło, ale jednocześnie nie negował ich przysięgi. Nie doszukiwał się pozytywów w tym, jak to wszystko się potoczyło. Widział tylko błędy i niedociągnięcia, których dało się uniknąć, a których nie uniknęli, bo on nie był wystarczająco dobrze przygotowany.
Ślady na ciele Navi były jego winą, bo on nie ochraniał jej dostatecznie dobrze.
  — Odpocznij — rzucił do Damona, kiedy wraz z Rohanem oddalali się. — Jutro masz się dowiedzieć, co z Aurelią.
  Przeczucie podpowiadało mu, że pożar był zbyt prostym rozwiązaniem, żeby zamknąć temat ciotki i wuja. Ta sama kalkulacja nie pozwalała mu nawet założyć, że byli jeszcze na miejscu, kiedy to wszystko się wydarzyło.
Podniósł się z kanapy i wyciągnął dłoń w kierunku Navi.
  — Też musisz odpocząć. — Pozornie ton jego głosu nie różnił się od tego, którym zwracał się do Tae. Zmiana była niemal niewydoczna, ale była w tym miękkość, którą dedykował Navi i tylko niej. Świadomie, z intencją, dostosowując się do niej i do funkcjonowania w bliskiej relacji z kimś, kogo tego potrzebował.

Navi Salvatore

pact with the devil

: śr wrz 02, 2026 4:32 pm
autor: Navi Salvatore
Nie.
Damon zamilkł. Zatrzymał swoje spojrzenie na szefie. Szanował jego zdanie i nigdy się nie kłócił jeśli chodziło o decyzje. On był tylko narzędziem, które miało wykonać dane zadanie. A teraz i tak wiedział, że zawiódł na pełnej linii, kiedy nie ochronił jego żony. Będzie to sobie długo wyrzucać, głównie też dlatego, że sam nienawidził porażek, których łatwo szło uniknąć. Dopiero teraz wiedział jakie błędy popełnił i jak żenujące one były.
Trochę za późno.
Przytaknął na jego słowa, nie mówiąc już nic więcej, gdy Włoch oznajmił, że sam się zajmie młodym, nad ambitnym funkcjonariuszem, który chciał się popisać. Jeśli będzie potrzebował, to możliwe, że go wyśle. Albo zdegraduje go do poziomu jakiegoś Mascarpone. Chociaż patrząc na to, że wszyscy jego ludzie obecni na weselu zostali spaleni, a on nie… to może miał jeszcze szanse na to, aby się zregenerować.
Navi za to była zmartwiona. Z jednej strony można było uważać mężczyznę za „nic takiego”, ale z drugiej nie należało go ignorować, bo wystarczyła jedna osoba, aby zniszczyć spokój. A jeśli była jeszcze zbyt podejrzliwa, to tym bardziej należało mieć na nią oko. Skoro oficjalnie nosiła nazwisko Salvatore i przysięgała wierność mężowi, to była po jego stronie.
W zasadzie i bez pierścionka po niej była.
Damon odsunął się od ściany, jak na znak, że to koniec dzisiejszego dnia i należy wyjść. Wrócić do siebie. Zerknął w kierunku medyka, który również się ruszył i wraz z nim skierował się w stronę drzwi. Zatrzymał się w pół kroku słysząc głos i odwrócił głowę z bok, by zerknąć w stronę Włocha.
— Tak jest — powiedział automatycznie i skinął lekko głową.
Wiedział, że będzie go czekał intensywny dzień, aby odkupić swoje winy. Chociaż w ciągu dwudziestu czterech godzin tego raczej nie zamknie.
Navi odprowadziła spojrzeniem mężczyzn, zaraz przeskakując nim na wyciągniętą ku niej dłoń. Podniosła wzrok na swojego męża i sięgnęła do jego ręki. Wstała z kanapy, nie puszczając jego palców.
Jeśli żyje, to będzie szukać odwetu, prawda? — spytała, czując lekką obawę.
Aurelia była niebezpieczna. Udowodniła to, a dzisiejsza sytuacja na weselu była tylko tego potwierdzeniem. Zdołała zaprosić tu jej dawnego męża i zadbać o to, aby ją zabrano. Siłą. Pomiędzy ogromem ludzi. Gości. Rodziny, która była na jej weselu. I nikt nie mógłby powiedzieć, że to ona. A nawet jeśli by mógł, to by tego nie chciał.
Navi nie była groźna. Miała niebezpiecznego męża, ale ona sama była słaba i łagodna. Nie umiałaby kogoś skrzywdzić. Potrafiła kłamać, grać, łgać i udawać, ale nie miała w sobie tyle mocy, aby zrobić komuś realną, fizyczną krzywdę. Dlatego obawiała się, że jeśli Aurelia przeżyła i była świadkiem tego, jak jej rodzina umiera….
Nie zostawi tego tak — dodała, uciekając spojrzeniem w stronę drzwi, jakby ciotka miała zaraz tamtędy wejść jak gdyby nigdy nic.
Z drugiej strony, Aurelia miała gdzieś rodzinę, patrząc na to, co zrobiła na weselu. A może to po prostu Navi nie przypadła jej do gustu, jako to słabe ogniwo, które nie powinno nosić tak potężnego nazwiska.


Giovanni Salvatore

pact with the devil

: czw wrz 03, 2026 6:22 pm
autor: Giovanni Salvatore
  — Żyje — odpowiedział. Nie posiadał oczywiście żadnego potwierdzenia, bo Damon miał mu je dopiero dostarczyć, ale zbyt dobrze znał ciotkę Aurelię, aby pozwalać sobie na założenie, że została na weselu, gdy tylko dotarło do niej, że on je opuścił i udał się w pościg za Subinem. O tym wiedziała na pewno. Inni mogli być na tyle pijani albo po prostu głupi, żeby przeoczyć zniknięcie pana młodego, ale plansza Aurelii była zdecydpwanie mniej zatłoczona. Interesowały ją tylko konkretne figury, a jego obserwowała od samego początku.
  Nie chciał też zwodzić Navi pustym zapewnieniem, że ciotka zginęła i nie stanowiła już dla nich zagrożenia. Nawet jeżeli uważał, że to wszystko było jego problemem do rozwiązania a ona, jako jego żona, miała po prostu pozwolić sobie być zaopiekowaną i ochronioną.
  — Nie będzie jednak szukała odwetu a przynajmniej nie teraz — dodał. — ’Ndrangheta, a dokładniej to, co z niej zostało, szybko się odbuduje według jej porządku i będzie dalej funkcjonowała. Z tą różnicą, że my wyszarpnęliśmy się z niej.
  Nie konsultował z Navi decyzji o odejściu, ale też nie uważał, że musiał. Podjął ją w chwili, w której kazał wysłać samolot do oprysku wypełniony benzyną zamiast pestycydami, a następnie odpalić flarę, która miała być iskrą prowadzącą do tragedii. Wymordowanie części własnej rodziny nie było wyłącznie zemstą za to, co zrobili jego żonie. Stanowiło także wiadomość dla tych, którzy przeżyją i będą musieli ułożyć strukturę od początku.
  Oddzielił siebie i swoją rodzinę – Navi od organizacji grubą linią.
  Zrealizował coś, co powinien zrobić już dawno temu. Bossowie poszczególnych gałęzi la famiglia widzieli w nim zagrożenie i nie dało się ich winić za to, że byli wystarczająco bystrzy, aby dostrzec, czym faktycznie mógł się dla nich stać.
  Wcześniej nie było to dla niego aż tak problematyczne bo funkcjonowanie w ramach organizacji wciąż przynosiło mu korzyści dlatego więc nie widział sensu zrywać z nią tylko z powodu urażonej dumy. Ale wtedy jedyną osobą, którą uwzględniał wtedy przy kalkulowaniu ryzyka, był on sam. Jeżeli coś zagrażało wyłącznie jemu, mógł to zaakceptować, kontrolować albo po prostu wybrać ryzyko świadomie.
  Dzisiaj okazało się, że przeciągał to zbyt długo. Nie był już jedyną osobą, którą musiał brać pod uwagę.
  Aurelia odpowiednio wcześnie dostrzegła Navi jako jego słabość i postanowiła wykorzystać ją przeciwko niemu. Głupio łudził się, że ’Ndrangheta da Navi ochronę jeszcze przez pewien czas. Że nazwisko, które jej dał, powstrzyma jego rodzinę przed skrzywdzeniem jej. Jego porażka.
  Czas był im potrzebny również z innego powodu. To nie tylko ’Ndrangheta musiała odbudować swoje struktury po tym, co wydarzyło się na weselu, w końcu on także stracił ludzi, zasoby i kontakty, które do tej pory otrzymywał przez organizację.
  — My również musimy się odbudować — powiedział, zamiast prowadzić ją dalej po schodach. — Mam dalej Toronto ludzi, którym jestem w stanie trochę zaufać, ale to wszystko i tak trzeba będzie zweryfikować.
  Trochę było w jego przypadku odpowiednim określeniem. Nigdy nie ufał nikomu w pełni. Jedynym wyjątkiem była Navi, chociaż ją również sprawdzał. W jej przypadku jednak nie przez brak zaufania, że świadomie wybierze coś, co jest dla niego złe, ale aby upewnić się, czy czegoś nie przeoczyła przypadkowo.
  Do tej pory uważał, że wystarczy odsunąć ją od większości spraw i pozwolić jej funkcjonować obok tego wszystkiego. Miał ją chronić, a ona nie musiała wiedzieć, przed czym dokładnie. Tyle tylko, że Aurelia wykorzystała właśnie tę niewiedzę; Navi nie znała ludzi, zasad ani zależności pomiędzy poszczególnymi członkami rodziny, więc nie mogła dostrzec zagrożenia i teraz to rozumiał. Jego porażka. Druga.
  Nie zamierzał drugi raz doprowadzić do tej samej sytuacji.
  — Muszę sprawdzić wszystkich, którzy dla mnie pracują. Konta, kontakty, przepływ informacji i to, kto może być dalej związany z ludźmi Aurelii — wyjaśnił. Mówił jej więcej, niż powiedziałby komukolwiek innemu, ale rozumiał już, że Navi nie chciała i nie powinna być wyłącznie ochroniona. — Nie wiem jeszcze, ilu ludzi straciliśmy i kto uzna, że po odejściu od ’Ndranghety nie opłaca mu się pozostać po naszej stronie.
  Formalnie dodali sobie potężnego wroga.
  — Chcę, żebyś w tym wszystkim była, Navi — powiedział w końcu. — Bo wiem, że ty tego chcesz. I tak będziesz bezpieczniejsza. — Znacznie bardziej niż wtedy, gdyby po prostu żyła w niewiedzy i dawała się chronić.

Navi Salvatore

pact with the devil

: pt wrz 04, 2026 5:22 pm
autor: Navi Salvatore
Oczywiście, że żyła. Czuła to w kościach, a jednak jakiś procent nadziei gdzieś tam miała, że kobieta nie będzie stanowić już zagrożenia. Bo co z tego jeśli to była ciotka Giovanniego, skoro była w stanie zaplanować coś tak okrutnego. Mogła się spodziewać, że cała rodzina od strony jej męża będzie niebezpieczna, ale podobno przyjęcie nazwiska, miało dać jej jakąś ochronę. Jak widać nie zmieniało to zbyt wiele, a jedynie naraziło na niebezpieczeństwo także samego mężczyznę. Bo oficjalnie miała uchodzić za jego słaby punkt.
Chciała więc wierzyć, że Aurelia przez jakiś czas będzie siedziała cicho i im nie zagrozi. A przynajmniej jej. Ale właśnie sobie też uświadomiła, że to, co miało miejsce na weselu, było nie tylko spalonymi gośćmi, ale też spalonymi mostami, które za sobą pozostawili, gdy pokazali środkowy palec organizacji.
Co to będzie dla nas znaczyć? — spytała, podnosząc na niego spojrzenie.
On zapewne miał już kilka kroków do przodu zaplanowane, ale ona dopiero wchodziła w cały ten świat. Przez większość czasu przecież żyła w słodkiej, niewinnej niewiedzy. Prowadziła swoją restaurację, zajmowała się przyziemnymi rzeczami takimi jak remont, kupno składników czy zatrudnienie ludzi. Oczywiście wiedziała już czym zajmował się jej partner, ale osobiście w tym nie uczestniczyła. Nie siedziała tak głęboko, aby znać powiązania oraz cenę niektórych decyzji.
Ufała mu całkowicie. Powierzała mu swoje życie nie raz. Robiła to każdego dnia na nowo. Nawet jeśli był potworem, to nie był nim dla niej. Był człowiekiem, który grubą linią oddzielał ją od całego syfu… aż w końcu to, czego unikała, uderzyło w nią ze zdwojoną siłą i prawie zabiło. Wiedziała, że jego rodzina jest groźna, ale dopiero dzisiaj poczuła na własnej skórze co dokładnie to znaczyło.
Szybko wyciągała wnioski. I szybko się uczyła.
My również musimy się odbudować.
Podniosła na niego wzrok i zatrzymała się na przed ostatnim schodku prowadzącym na piętro, gdzie znajdowała się, między innymi, ich sypialnia. To, że dzielił się z nią swoimi przemyśleniami, a także planami było swego rodzaju nowością. Gdyby zapytała, zapewne by jej nie okłamał, bo on nie kłamał. Ale ona też nie pytała, nie chcąc wtrącać nosa w nie swoje sprawy. Tylko odkąd go poślubiła, a Aurelia chciała się jej pozbyć, to wszystko stało się też jej sprawami.
I to, że jej o tym wszystkim mówił było jakimś dziwnie miłym połechtaniem jej ego. Przyjemnym uczuciem i poczuciem bycia z nim, a nie obok niego. Skoro miał jej dać miejsce przy stole, to zamierzała naprawdę przy nim usiąść.
W milczeniu sięgnęła dłonią do jego policzka, by powoli przesunąć po jego skórze kciukiem. Może nie zdawał sobie z tego sprawy, ale fakt, że chciał, aby była w tym wszystkim z nim, miła dla niej ogromne znaczenie.
Zbudujemy własne imperium od podstaw, carissimo — powiedziała spokojnie, raz jeszcze przesuwając kciukiem po jego policzku. — Nie będę udawać, że wiem jak się za to zabrać… ale wiem, że ty wiesz gdzie postawić pierwszy krok. A ja będę przy tobie przy każdym następnym — dodała, a jej dłoń zsunęła się z jego policzka na kark. Nie wiedziała jak poruszać się w jego środowisku, ale miała się dowiedzieć. Tym razem w pełni. — Pokaż mi, jak wygląda ten świat od środka. Nauczę się go. — A była dobrym, pojętnym uczniem, zwłaszcza jeśli chciała się o czymś dowiedzieć.
Na studia iść nie mogła, to wykorzysta swoją ambitność w inny sposób.
Od czego chcesz zacząć?

Giovanni Salvatore

pact with the devil

: sob wrz 05, 2026 12:32 pm
autor: Giovanni Salvatore
  Nie poprawił jej, chociaż określenie od podstaw nie było do końca właściwe. Nie zostali bez niczego. W końcu miał dalej Toronto, pieniądze, legalne firmy i ludzi, którzy pracowali bezpośrednio dla niego, a nie dla nazwiska Salvatore czy ’Ndranghety. To, że w tym momencie nie ufał żadnej z tych rzeczy, nie oznaczało, że nagle przestały istnieć. Musiał tylko sprawdzić, z czego dalej mógł korzystać bez ryzyka, że informacja o każdym jego ruchu trafi do Aurelii.
  Własne było jednak odpowiednim określeniem.
  Nigdy nie zamierzał przejmować ’Ndranghety wyłącznie po to, aby zostać kolejnym człowiekiem na jej czele i dalej stosować się do zasad ustalonych długo przed jego urodzeniem. Nawet gdyby pozbył się wszystkich pozostałych bossów, zawsze znalazłby się ktoś, kto oczekiwałby od niego szacunku dla tradycji, więzów krwi albo decyzji podjętych przez ludzi, których uważał za mniej inteligentnych od siebie.
  Teraz nie musiał uwzględniać żadnej z tych rzeczy.
  Mógł zbudować strukturę według własnego porządku i pozbyć się każdego elementu, który uzna za niepotrzebny. Wadą było oczywiście to, że nie mógł już korzystać ze wszystkiego, co wcześniej zapewniała mu organizacja, ale nawet zanim podjął decyzję o spaleniu własnego wesela, zaczął zabezpieczać część swoich interesów na podobną ewentualność.
  Nie przewidział jedynie, że będzie musiał wykorzystać te zabezpieczenia tak szybko.
  Patrzył na nią, kiedy jej dłoń przesunęła się z jego policzka na kark. To, że chciała być częścią tego świata, wcale go nie zaskoczyło. Zauważył już dawno Navi nie lubiła, gdy podejmował za nią wszystkie decyzje, nawet jeżeli później godziła się z nimi, bo ufała, że wiedział, co robi. Tym razem jednak nie chodziło tylko o ich relację. Jeżeli miała rzeczywiście usiąść przy stole, musiała wiedzieć, kim byli pozostali ludzie, dlaczego się przy nim znaleźli i czego mogli od nich chcieć.
  Nie zamierzał dawać jej wyłącznie miejsca, które wyglądało dobrze z zewnątrz, ale nie miało żadnego znaczenia.
  — Nie zaczniemy od podstaw — odpowiedział, ciągnąc spojrzeniem po jej tarzy. — Najpierw sprawdzimy, co dokładnie nam zostało. Dopiero później zdecyduję, co trzeba zbudować od nowa.
  Damon miał odnaleźć Aurelię i ustalić, kto razem z nią opuścił wesele. To jednak była tylko jedna z rzeczy, których potrzebował. Musiał wiedzieć, które konta zostały naruszone, jakie transporty zatrzymają się bez zgody organizacji oraz kto z jego ludzi zdążył już skontaktować się z Kalabrią. Nawet jeden telefon wykonany w niewłaściwe miejsce mógł być wystarczającym powodem, żeby przestał traktować danego człowieka jako lojalnego.
  — Jutro dostaniesz listę ludzi, którzy zajmują się najważniejszymi rzeczami w Toronto — powiedział. — Dowiesz się, czym się zajmują, do czego mają dostęp i od jak dawna dla mnie pracują.
  Navi szybko się uczyła, ale przede wszystkim zauważała rzeczy, które dla niego czasami nie miały większego znaczenia. Rozumiała emocje z poziomu doświadczenia. Mogła więc dostrzec coś, co on uznałby za nieistotne.
  — Chcę najpierw usłyszeć, co sama o nich pomyślisz. Zanim powiem ci, którym z nich nie ufam i dlaczego — wyjaśnił. — Pokażę ci wszystko, co powinnaś wiedzieć — powiedział, znów przesuwając spojrzeniem po jej twarzy. Chwilę potem odsunął się i podjął kroku w stronę sypialni. — Ale dzisiaj zaczniemy od tego, że oboje odpoczniemy. Zbudowanie imperium może poczekać do rana.
  Sam potrzebował doprowadzić się do porządku. Wciąż pachniał dymem i morzem.

Navi Salvatore

pact with the devil

: sob wrz 05, 2026 4:18 pm
autor: Navi Salvatore
Domyślała się, że zanim Giovanni spuścił benzynę i dużą część swojej rodziny na weselu, miał już obmyślone kolejne kroki. Wiedział jakie będą konsekwencje oraz jak je podźwignąć. Pływał wśród piranii od lat. Znał ich zagrywki, sposób myślenia, a także asy w rękawie. Wiedziała, że to on rozstawiał przez większość czasu pionki na planszy. Nie spodziewała się jednak, że jednym z jego największych wrogów okaże się ciotka Aurelia. Ale skąd mogła to wiedzieć, skoro przy jego boku żyła w słodkiej niewiedzy. Zajmowała miejsce partnerki. Zadbanej, odciętej od tego parszywego świata, chociaż miała świadomość czym zajmował się jej, wtedy, narzeczony.
Teraz miało się to zmienić.
Po raz pierwszy w życiu, nie miała być tylko ładnie wyglądającą kobietą u boku mężczyzny. Teraz miała być żoną oraz partnerką w zbrodni.
Była całkowicie zielona, ale szybko się uczyła. Zależności, koneksji, ludzkich zachowań. W pewnym stopniu się stresowała światem do którego wchodziła, ale z drugiej strony była podekscytowana, że jej życie nabierze pewnego, niespodziewanego kierunku. Jej rodzina pewnie zawału by dostała, zwłaszcza, że jako kobieta miała stać po prawej stronie tak potężnego mężczyzny. I to nie po to, aby mu usługiwać.
Wysłuchała go, analizując to co mówił. Kroki, które mieli podjąć. Sprawy, które musieli załatwić i ludzi, których musieli sprawdzić. To, że mówił o wszystkim, włączając ją do działań, było miłym połechtaniem jej ego, które odznaczało się lekko uniesionymi kącikami ust.
Oficjalnie wchodziła głębiej. Miała się dowiedzieć o wszystkim, co wcześniej ją omijało. O każdym, liczącym się szczególe. Miała dostać to, co dla Giovanniego było najważniejsze – informacje. Te, których bronił. Te, które jednocześnie mogły go pogrążyć. Bo jeśli w pewnym momencie zdecydowałaby się iść z tym do osób, które chciały go zniszczyć, to miałaby wszystko.
To był ogromny gest zaufania, którego nie zamierzała zaprzepaścić.
Jasne — odpowiedziała spokojnie, gdy się odsunął, wycofując swoją dłoń z jego karku.
Nie podążyła jednak za nim, gdy skierował się do sypialni. Pozwoliła mu odejść, a gdy zniknął za drzwiami pomieszczenia, jej wzrok osunął się na złotą obrączkę, która zajmowała miejsce na jej palcu. Tuż nad pierścionkiem zaręczynowym.
Nie ruszyła się ze swojego stopnia na schodach. Obejrzała się dookoła, po ogromnym korytarzu i pomieszczeniach, które były u spodu domostwa. Teraz panowała tu dziwna cisza. Spokój. Od dzisiaj nosiła nazwisko Salvatore, a od jutra miała poznać wszystko to, przy czym żyła, ale nigdy w tym otwarcie nie uczestniczyła. To wszystko było… nierealne. Jeszcze nie tak dawno temu nigdy by nie wierzyła, że znajdzie się na takim etapie swojego życia.
Gdy usłyszała jak woda leje się z deszczownicy w łazience przy ich sypialni, ruszyła przed siebie, aby zagrzać miejsce w łóżku do którego miał wkrótce dołączyć jej mąż.
Następnego dnia wstała szybciej, jak to zwykle miało miejsce w ostatnim czasie. Budziły ją nieprzyjemne nudności, które na szczęście dość prędko przechodziły. Nie wracała jednak później spać. Zamiast tego, ogarniała się w łazience w trakcie gdy Giovanni jeszcze spał i szła do kuchni, aby przygotować im świeżo mieloną, włoską kawę. Nie prosiła nawet o to Concetty, bo dalej nie była przyzwyczajona do tego, że ktoś inny miał jej usługiwać.
Zwykle to ona dbała o wszystko w domu.
Zajęła się też przygotowaniem śniadania ze świeżych składników, bo chociaż ona budziła się szybko, to gosposia wstawała chyba jeszcze godzinę szybciej, aby z samego rana iść na pobliski targ. Kilka razy musiała zapewniać kobietę, że nie potrzebuje pomocy i może zająć się innymi rzeczami. Bo gotowanie ją w pewien sposób relaksowało. Zwłaszcza, gdy włączała sobie muzykę, aby grała w tle.
Krzątała się, ogarniając ostatnie detale, gdy odwróciła się akurat w momencie, jak jej mąż wchodził do kuchni. A może był tu już wcześniej, tylko ona go nie zauważyła zajęta przygotowaniami?
Kąciki ust drgnęły jej wyżej na jego widok, rozpromieniając jej twarz.
Dzień dobry — przywitała się. Sięgnęła po parujący kubek z kawą i podeszła, podając mu go do rąk. — Proszę. Możesz siadać, zaraz podam śniadanie — powiedziała, odwracając się, aby wrócić do przygotowań i ustawić pojedyncze dania na stole. W tym słynne cornetto. — Buon appetito.

Giovanni Salvatore

pact with the devil

: sob wrz 05, 2026 8:38 pm
autor: Giovanni Salvatore
  Obudził się, kiedy Navi wstawała z łóżka, ale nie otworzył wtedy oczu. Zarejestrował ruch materaca, później odgłos zamykanych drzwi łazienki i dopiero po chwili pozwolił sobie zasnąć ponownie.
  To również było zaufanie w jego języku.
  Kiedy zszedł na dół, był już ubrany, a opatrunek na jego ramieniu został zmieniony zgodnie z instrukcjami Rohana. Rana dalej ograniczała ruch i nieprzyjemnie ciągnęła przy każdym ruchu ręki, ale starał się skrzętnie to ignorować. Zwłaszcza że telefon od momentu przebudzenia zdążył poinformować go o kilkunastu wiadomościach, trzech nieodebranych połączeniach i pierwszych stratach, które ktoś w końcu zaczął odpowiednio podliczać.
  Zatrzymał się w wejściu do kuchni, obserwując przez chwilę krzątającą się Navi. Zachowywała się tak, jakby poprzedniego dnia nie została uprowadzona z własnego wesela, a on nie spalił później większości zaproszonych na nie gości.
  Nie widział powodu, żeby jej w tym przeszkadzać. Poza tym gotowała lepiej od Concetty, chociaż strategicznie nigdy nie powiedziałby tego przy starszej kobiecie. Miał wystarczająco dużo problemów, aby nie dodawać do nich urażonej dumy Włoszki zarządzającej jego domem.
  — Dzień dobry — odpowiedział, przyjmując od żony kubek. Pochylił się przy tym, aby złożyć krótki pocałunek na jej skroni. — Grazie.
  Pierwszy poranek po ślubie zapewne powinien wyglądać inaczej. Choć tak naprawdę on nie posiadał w tym zakresie szczególnych oczekiwań, ale nawet on rozumiał, że małżeństwa zwykle nie rozpoczynały wspólnego życia od ustalania liczby zabitych krewnych i sprawdzania, czy organizacja przestępcza zamierza rozpocząć z nimi wojnę.
  Nie otrzymał jeszcze żadnej wiadomości od Damona i nie spodziewał się jej tak szybko. Zlecił mu odnalezienie Aurelii zaledwie kilka godzin wcześniej, a samo ustalenie, że jej ciała nie było wśród pozostałych, nie stanowiło informacji wartej raportowania. To przecież sam założył już wcześniej. Robota dla Damona była nieco szersza, bo musiał sprawdzić nagrania, samochody opuszczające posiadłość, ludzi, którzy zniknęli razem z nią oraz miejsca, do których mogła udać się zaraz po ucieczce.
  Usiadł, zgodnie z poleceniem, przy stole. Odblokował telefon i przesunął go po blacie w stronę Navi. Na ekranie znajdowała się lista nazwisk uzupełniona zdjęciami oraz informacjami dotyczącymi tego, czym każda z osób zajmowała się dla niego w Toronto.
  — To są ludzie, o których mówiłem ci wczoraj — wyjaśnił. — Finanse, transport, ochrona i przepływ informacji. Nie wszyscy wiedzą oczywiście, dla kogo faktycznie pracują.
  Część była przekonana, że wykonywała zlecenia dla samego Avalonu. Tylko niewielka grupa posiadała dostęp do informacji, które po odejściu od ’Ndranghety mogły stać się problemem. I to właśnie od nich musiał zacząć. A to oznaczało, że niedługo Damon będzie miał ręce pełne roboty.
  Na obecny moment poszukiwanie Aurelii nie miało większego sensu, jeżeli jednocześnie w jego własnych strukturach dalej znajdował się ktoś, kto przekazywał jej informacje. Każdy wykonany przez nich ruch byłby wtedy widoczny, zanim zdążyliby wykorzystać jego przewagę. Najpierw należało więc odciąć ją od Toronto i pozamykać źródła informacji.
  Aurelia wyznawała podobną zasadę co i on – informacja była najwięskzą walutą. I tak naprawdę to ona go tej zasady nauczyła.
  — Przy każdym nazwisku masz wyjaśnione, czym ta osoba się zajmuje i do czego posiada dostęp — dodał. — Nie chcę, żebyś zapamiętywała samą listę. Powiedz mi, jeżeli kogoś rozpoznajesz albo jeśli coś w tych informacjach nie będzie ci pasowało.
  Nie zamierzał wcześniej mówić jej, których ludzi podejrzewał, chociaż sam już taką listę podejrzanych sporządził. Nie mówił jej o tym, bo nie chciał podpowiadać jej jakiegokolwiek kierunku.
  Zatrzymał spojrzenie na Navi, kiedy zamiast usiąść, ponownie zajęła się układaniem śniadania. Dopiero wtedy przypomniał sobie, że nie pierwszy raz obudził się ostatnio już po tym, jak opuściła łóżko.
  — Ale przede wszystkim usiądź i zjedz — powiedział, wskazując wolne miejsce naprzeciwko siebie. — Możemy zacząć od tej listy a przy okazji wyjaśnisz mi, dlaczego wstałaś tak rano i zastępujesz Concettę. Wygląda na urażoną. — Nie robiło to oczywiście na nim większego wrażenia. Było ledwie spostrzeżeniem.

Navi Salvatore

pact with the devil

: sob wrz 05, 2026 9:16 pm
autor: Navi Salvatore
Starała się zapomnieć.
Wczoraj miała, według wielu, najpiękniejszy dzień w życiu, a ona starała się o nim zapomnieć. Z drugiej strony, czuła dziwną, niezwykłą ulgę. I to nie dlatego, że Aurelia uciekła i nie wiadomo gdzie była. Nie dlatego, że mogła planować kolejny atak na jej osobę. Nie dlatego, że właśnie wtargnęła w sam środek niebezpiecznego środowiska i musiała nauczyć się jak w nim funkcjonować, bo inaczej w nim zginie.
Ale dlatego, że Subin był martwy.
Z jakiegoś powodu czuła się dziwnie… wolna. Kamień spadł jej z serca, łącznie z ciałem jej dawnego męża, który utknął w tamtym pieprzonym aucie. To było traumatyczne zdarzenie, które będzie pamiętać do końca życia, ale jednocześnie cholernie oczyszczające. Jej największy wróg, człowiek, który latami niszczył życie jej oraz jej rodziny o którą niegdyś dbała, w końcu zniknął na dobre z jej życia. I miał już nigdy nie wrócić.
Przygotowanie śniadania było czymś… naturalnym. Czymś do czego nikt jej nie zmuszał. Jakby nie było, to była do tego przygotowywana całe życie.
Spojrzała na telefon, gdy ten przesunął się w jej stronę. Sięgnęła po niego i palcem wskazującym spojrzała na wszystkie zdjęcia, opisy i nazwiska, które się wyświetlały.
Szybko zaczynamy. — Przynajmniej powiedzieli sobie „dzień dobry”.
To było sporo ludzi. Dużo nowych informacji, nowych twarzy, które miała chociaż częściowo zapamiętać, a na pewno się z nimi zapoznać. Różny wiek, różne narodowości, różne płcie. Każdy odpowiadał za coś innego, a jednak wszyscy pracowali dla jednego człowieka.
I wszystkich teraz należało sprawdzić.
Podniosła na niego spojrzenie.
W porządku, zaraz się tym zajmę — obiecała, odkładając telefon z powrotem na blat.
Na razie nikogo nie rozpoznała. Było tam dużo ludzi, ale też spoglądała na listę bardzo pobieżnie. Nic nie zwróciło jej uwagi, przynajmniej na ten moment. Miała jednak trochę czasu na to, aby wszystko nadrobić.
Musiała najpierw dokończyć donoszenie śniadania.
Zostałam wychowana, aby być kurą domową, pamiętasz? — rzuciła luźno, oglądając się na niego przez ramię, gdy zabierała jedno z naczyń, które wcześniej przygotowała. — Przygotować śniadanie, zaparzyć kawę. — Zrobić pranie, posprzątać, zetrzeć kurze, a potem zebrać opierdol za to, że jedzenie nie było smaczne, w domu jest brudno, a ona siedzi i nic nie robi, gdy jej partner zapierdalał cały dzień w pracy. — Poza tym, lubię to, odkąd przygotowuję dania dla ciebie — dodała, odstawiając na stół jeden z półmisków ze świeżymi warzywami. Gdy robiła to dla Subina, każdy poranek był przykrym obowiązkiem. Teraz chociaż odzyskała radość z gotowania. — Relaksuje mnie to. — A od wczoraj potrzebowała tego, aby zająć czymś głowę. Niektórzy woleli siedzieć i myśleć, popadać w skrajność, a ona przeistaczała swój częściowy niepokój w czynność. Wiele kobiet sprzątało w nerwach. Ona zwykle gotowała na potęgę.
Odłożyła ostatni półmisek.
No i, i tak nie mogę długo spać, bo od rana męczą mnie nudności — przyznała otwarcie. Nie było to nic nowego w jej stanie. Nie wiedziała jak inne kobiety, ale wydawało jej się, że i tak nie jest tak źle, jak mogło być. Z tego co czytała, niektóre kobiety miały o wiele gorzej. Normalnie pewnie zapytałaby się o to matki… ale ta zapewne dalej jest przekonana, że jej córka zaginęła i prawdopodobnie już nie żyje.
Była więc zdana sama na siebie. I na fora internetowe.
Więc zamiast się położyć, wolę przygotować ci śniadanie — przyznała, zasiadając naprzeciwko niego. Sięgnęła po połowę bajgla na słodko. Żołądek jej się już uspokoił, więc mogła wziąć jednego kęsa. I napić się kawy.
Przysunęła do siebie z powrotem telefon, wracając do otwartej na nim listy ludzi.
Mam jakiś okres czasu, aby się z tym zapoznać? — spytała, palcem sunąc po ekranie, aby powoli przewijać kolejne nazwiska. Zwracała uwagę na wszystkie przedstawione osoby, jakby każda z nich miała być podejrzana o zdradę.

Giovanni Salvatore

pact with the devil

: sob wrz 05, 2026 10:30 pm
autor: Giovanni Salvatore
  Pamiętał, że wcześniej przygotowywanie śniadania dla męża nie było dla niej wyborem, tylko jednym z obowiązków, z których Subin rozliczał ją tak samo, jak ze wszystkiego innego. Sam nie zamierzał porównywać się do niego, bo w jego odczuciu nie było pomiędzy nimi żadnego podobieństwa. Już od dawna spotykał Navi z nieco odmienionym porządkiem, w którym nic nie musiała robić dla niego. A wszystko miało być jej wyborem.
  Przesunął spojrzenie na starszą kobietę która akurat krzątała się po drugiej stronie pomieszczenia, ale ta nie wydawała się szczególnie rozbawiona.
  Kiedy Navi powiedziała mu o ciąży, poznał możliwe objawy jeszcze zanim zdążyła opowiedzieć mu o większości z nich. Później zapamiętywał wszystko, o czym wspominała, nawet jeżeli ona sama mogła uznać to za nieistotne. To, o której godzinie zaczynała czuć się gorzej, po czym nudności stawały się silniejsze i ile czasu potrzebowała, żeby móc cokolwiek zjeść. Były to dane; nowe zmienne dotyczące jej zdrowia, które powinien uwzględniać – w końcu jej bezpieczeństwo było dla niego najistoniejsze. Dlatego wyczulony był na każdy detal. Każdy odchył od normy.
  Po wczorajszym dniu nie zamierzał jednak automatycznie zakładać, że każde gorsze samopoczucie było zwyczajnym objawem ciąży.
  Navi została uderzona, wywieziona z posiadłości i spadła z klifu. Sam fakt, że siedziała teraz naprzeciwko niego i była w stanie przygotować śniadanie, nie oznaczał jeszcze, że wszystko było w porządku. Powinien kazać Rohanowi jeszcze raz, bardzo dokładnie, ją zbadać.
  — Takie same jak wcześniej? — zapytał, przyglądając się jej w charakterystyczny dla siebie, badawczy sposób — Czy od wczoraj są silniejsze?
  Jeżeli coś by się zmieniło to najpewniej zorganizowałby lekarza na już zaraz. I nie chodziło o Rohana – nie był ginekologiem. Nie miał w posiadłości też specjalistycznego sprzętu, aby przeprowadzić większości z badań kontrolnych.
  Przesunął jednak swoją uwagę w kierunku powierzonego jej, chwilę wcześniej, zadania. Od samego początku było widać, jak ambitnie podchodziła do tego wszystkiego. Mógł się jedynie spodziewać, że fakt, iż postanowił ją włączyć do całego procesu mocno osiadł jej na ambicji.
  — Do wieczora — odpowiedział. — Nie musisz zapamiętywać wszystkich informacji. Zaznacz osoby, które kojarzysz. Albo wydaje ci się, że kojarzysz. — Mogła widzieć któregoś z nich w restauracji, w Toronto albo w pobliżu domu. Ktoś mógł próbować z nią rozmawiać, wypytywać o ślub albo pojawiać się częściej, niż wymagały tego jego obowiązki. Dla niej mogło nie mieć to wtedy żadnego znaczenia a dla niego teraz miało. — Zapisz również każde pytanie, które przyjdzie ci do głowy podczas czytania — dodał. — Odpowiem na nie później.
  A jeszcze nie tak dawno temu nie przekazałby jej nawet połowy tych informacji. Sam uznałby, że wystarczy, jeżeli powie jej które osoby powinny zniknąć z ich otoczenia, a całą resztą zajmie się bez jej udziału – w końcu ona po prostu miała być zaopiekowana, a starannie wyselekcjonowane informacje nie mogłyby jej zrobić krzywdy samymi w sobie. Tyle tylko, że dokładnie w ten sposób doprowadził do sytuacji, w której Navi realnie nie wiedziała, kogo powinna się obawiać dopóki było już za późno. Przestrzegał jąprzed Aurelią ale czym innym jest samodzielna świadomość niebezpieczeństwa a czym innym reagowanie na ostrzeżenia innych.
  Nie zamierzał powtarzać tego błędu.
  — Na kiedy masz zaplanowaną kolejną wizytę kontrolną? — spytał. Prawdopodobnie ich pobyt w Kalabrii teraz znacząco się przedłuży. Ich wyjazd na miesiąc miodowy na ten moment przepadnie – choć to nie było tak problematyczne, bo jemu wystarczył jeden dogodny moment i jej chęć, aby zorganizować kolejny. Niemniej należało przestawić się na obecność tutaj, we Włoszech. Na terytorium wroga. — Będziemy musieli znaleźć kogoś tutaj.

Navi Salvatore

pact with the devil

: ndz wrz 06, 2026 2:40 am
autor: Navi Salvatore
Ciąża była dla wszystkich chyba zaskoczeniem, ale jednocześnie nie obawiała się jej tak bardzo, gdy ojcem miał być Giovanni. Czuła przy tym dziwny spokój, nawet jeśli nigdy nie planowała mieć dzieci, bo wcześniej ten pomysł wydawał się być absurdalny. Co z tego, że całe życie tego od niej wymagano i oczekiwano, skoro nie uważała tego za dobry pomysł. Teraz, chociaż na początku się przeraziła, przyzwyczaiła się już do myśli o potomku. Dopóki miała wsparcie męża, nic nie było straszne.
A jego opiekuńczość w tym temacie, jedynie ją uspokajała.
Od jakiegoś czasu są różne. Czasem lżejsze, czasem silniejsze. Nic niepokojącego, carissimo — przyznała. Nie mogła powiedzieć, że po wczorajszym wydarzeniu było gorzej, a może po prostu tego nie zauważała. Może też jeszcze się nie zaczęło. Na całe szczęście, mimo całej tragedii, wszystkich emocji oraz urazów, nie odnotowała większych zmian związanych z jej wczesną ciążą.
Skupiła się więc na zadaniu oraz liście osób, które podrzucił jej Giovanni. Nie zamierzała brać wszystkiego za pewnik. Nie była też typem człowieka, który uznawał, że skoro już poślubiła kogoś ważnego, nie musi się starać. Wiedziała, że dopiero teraz zacznie się prawdziwy zapierdol, zwłaszcza, że jej mąż otwarcie przyznał, że chce ją włączyć do kręgu.
Czekało ją sporo nauki.
Zerknęła na niego znad telefonu, przysuwając croissanta ponownie do ust, by wziąć małego gryza. Miała mieć czas do wieczora, aby ogarnąć całą listę i zastanowić się czy ktoś z przedstawionych osób wydaje się jej znajomy. Akurat do twarzy miała pamięć, bo jako osoba, która nie mogła się odzywać, ale mogła obserwować, wyrobiła sobie dziwny nawyk zapamiętywania szczegółów, które innych nie obchodziły.
W porządku — odpowiedziała spokojnie, wracając spojrzeniem do ekranu, aby ponownie zacząć przesuwać palcem po telefonie, lustrująca przy tym kolejne twarze.
Jedne osoby wydawały się być całkiem nieznajome, a inne… inne jakby kojarzyła. Musiała się jednak dobrze zastanowić czy przypadkiem nikogo nie wkopie w niepotrzebne podejrzenia. Z drugiej strony chyba powinna ufać pierwszemu odczuciu. I przeczuciu.
Ją na pewno kojarzę. Jest u mnie kelnerką od jakiegoś miesiąca — powiedziała, wskazując palcem wskazującym jedną z dziewczyn przedstawionych na liście. Przesunęła też telefon w kierunku Giovanniego, zatrzymując się na zdjęciu profilowym jednej z młodych dziewczyn.
W jej restauracji przewijało się wiele ludzi, ale pracowników akurat dobrze kojarzyła. Każdego jednego. Od szefa kuchni, przez pomoc kuchenną, kelnerów i osoby sprzątające po nocy. Była zdania, że jako właścicielka powinna znać każdego, kto przykładał rękę do jej sukcesu. Dzięki temu znała twarze, które widywała niemalże codziennie.
Wzięła ostatniego gryza połówki croissanta na słodko, gdy usłyszała kolejne pytanie. Ślub miał być we Włoszech, ale później mieli wrócić na chwilę do Toronto. Stamtąd mieli lecieć dalej, w podróż poślubną gdzieś bardzo daleko. Każdy detal był zaplanowany… i teraz nie miał już większego znaczenia.
Miała być za kilka dni — przyznała, sięgając do kubka z parującą jeszcze kawą. Nie mogła pić dużo kofeiny, ale jedna filiżanka nie robiła różnicy.
Fakt, że stwierdził, że będą musieli znaleźć lekarza prowadzącego dla niego tutaj oznaczał, że zbyt prędko nie wrócą do Kanady, więc będzie musiała powiedzieć swojej menagerce restauracji, że przez dłuższą chwilę będzie mieć nieco więcej obowiązków.
Ale też większą wypłatę. Nie powinna więc narzekać.
Jak długo tu zostaniemy? — spytała, chcąc zorientować się mniej więcej w sytuacji, aby móc zaplanować swoje kolejne kroki. Ich wesele trochę pozmieniało, ale nie w sposób, w który ktokolwiek mógłby przypuszczać.

Giovanni Salvatore