pact with the devil
: wt wrz 01, 2026 9:20 pm
Przeniósł spojrzenie z zamkniętych drzwi na Navi. Miała rację. Młody funkcjonariusz nie uwierzył w pełni w ich historię i nie potrafił tego odpowiednio ukryć. Za długo przyglądał się im po każdej odpowiedzi, wracał do rzeczy, które już zostały wyjaśnione i zapisywał zdecydowanie więcej niż jego starszy kolega. Był nadambitny. Był nowy w strukturach kalabryjskiej policji. Przemawiał za tym nie tylko wiek, który nietrudno było ocenić, ale wyrywność. Zwłaszcza w tym domu. ‘Ndragheta kontrolowała policję w tym regionie, choć wiedzieli to tylko oni i sama struktura. Aspirant jeszcze się na tym nie poznał, albo nie chciał przyjąć tego do świadomości.
To mogło stać się problemem.
Propozycja Damona sprawiła, że Giovanni przeniósł na niego swoje uważne spojrzenie.
— Nie. — Nie potrzebował nawet zastanawiać się nad tą opcją, bo zabicie młodego funkcjonariusza było jednym z najgłupszych rozwiązań, jakie mogli teraz wybrać. Dopiero opuścił ich willę, wcześniej otwarcie podważał ich zeznania, a do tego wystosował wobec nich ostrzeżenie, aby nie wyjeżdżali z miasta. Jeżeli teraz zginie w wypadku, zostanie napadnięty albo po prostu zniknie, wszystkie jego podejrzenia nagle zaczną wyglądać znacznie bardziej wiarygodnie. Policja mogła ich chronić, ale nie przed głupimi ruchami.
— To potrzebuje finezji i precyzyjnego działania. Ty już swoje dzisiaj zrobiłeś — odpowiedział, unosząc nieznacznie podbródek. Nie cechował tonu swojego głosu szczególnym sarkazmem, ale wydawało mu się, że nie musiał czynić tego przytyku jeszcze bardziej oczywistym, niż było samo zdanie. Zawiódł go, fakt. Wciąż jednak był użyteczny i zdołał dowieść swojej przydatności we wcześniejszych zadaniach. — Sam się tym zajmę.
Wypuścił w końcu dłoń Navi i sięgnął po telefon. Zapamiętał nazwisko funkcjonariusza, kiedy ten przedstawiał się po wejściu do willi. Tak samo jak stopień, numer odznaki i jednostkę, do której należał. Miał więc wszystko, czego potrzebował, aby dowiedzieć się o nim znacznie więcej, nie stawiając przy tym nikogo pod jego domem i nie wzbudzając kolejnych podejrzeń.
Samo zabicie człowieka nie było szczególnie skomplikowane.
Znacznie trudniej było sprawić, aby sam zrezygnował z tego, co zamierzał zrobić, będąc przy tym przekonanym, że była to wyłącznie jego decyzja. A on przecież zajmował się podobnymi rzeczami przez większość życia. Nie potrzebował do tego broni, ludzi Damona ani kolejnego ciała, które ktoś musiałby później znaleźć.
Przesunął kciukiem po ekranie, odnajdując nazwisko człowieka, który mógł udzielić mu pierwszych informacji. Nie zamierzał grozić młodemu funkcjonariuszowi ani próbować go przekupić, zanim w ogóle dowiedział się, z kim miał do czynienia. Najpierw chciał wiedzieć, czego ten rzeczywiście szukał i jak daleko zamierzał się posunąć.
Dopiero później zdecyduje, w jaki sposób go zatrzymać.
— Myślę, że pora zakończyć ten dzień — dodał po chwili, odkładając telefon z otwartą kartą kontaktu. Kierując się jego logicznymi wytycznymi ten dzień mógł określić jako porażkę. Nie patrzył na wszystko przez pryzmat emocji, przez świadomość ślubu – tego nie uznawał szczególnie, biorąc pod uwagę to, jak się wszystko potoczyło, ale jednocześnie nie negował ich przysięgi. Nie doszukiwał się pozytywów w tym, jak to wszystko się potoczyło. Widział tylko błędy i niedociągnięcia, których dało się uniknąć, a których nie uniknęli, bo on nie był wystarczająco dobrze przygotowany.
Ślady na ciele Navi były jego winą, bo on nie ochraniał jej dostatecznie dobrze.
— Odpocznij — rzucił do Damona, kiedy wraz z Rohanem oddalali się. — Jutro masz się dowiedzieć, co z Aurelią.
Przeczucie podpowiadało mu, że pożar był zbyt prostym rozwiązaniem, żeby zamknąć temat ciotki i wuja. Ta sama kalkulacja nie pozwalała mu nawet założyć, że byli jeszcze na miejscu, kiedy to wszystko się wydarzyło.
Podniósł się z kanapy i wyciągnął dłoń w kierunku Navi.
— Też musisz odpocząć. — Pozornie ton jego głosu nie różnił się od tego, którym zwracał się do Tae. Zmiana była niemal niewydoczna, ale była w tym miękkość, którą dedykował Navi i tylko niej. Świadomie, z intencją, dostosowując się do niej i do funkcjonowania w bliskiej relacji z kimś, kogo tego potrzebował.
Navi Salvatore
To mogło stać się problemem.
Propozycja Damona sprawiła, że Giovanni przeniósł na niego swoje uważne spojrzenie.
— Nie. — Nie potrzebował nawet zastanawiać się nad tą opcją, bo zabicie młodego funkcjonariusza było jednym z najgłupszych rozwiązań, jakie mogli teraz wybrać. Dopiero opuścił ich willę, wcześniej otwarcie podważał ich zeznania, a do tego wystosował wobec nich ostrzeżenie, aby nie wyjeżdżali z miasta. Jeżeli teraz zginie w wypadku, zostanie napadnięty albo po prostu zniknie, wszystkie jego podejrzenia nagle zaczną wyglądać znacznie bardziej wiarygodnie. Policja mogła ich chronić, ale nie przed głupimi ruchami.
— To potrzebuje finezji i precyzyjnego działania. Ty już swoje dzisiaj zrobiłeś — odpowiedział, unosząc nieznacznie podbródek. Nie cechował tonu swojego głosu szczególnym sarkazmem, ale wydawało mu się, że nie musiał czynić tego przytyku jeszcze bardziej oczywistym, niż było samo zdanie. Zawiódł go, fakt. Wciąż jednak był użyteczny i zdołał dowieść swojej przydatności we wcześniejszych zadaniach. — Sam się tym zajmę.
Wypuścił w końcu dłoń Navi i sięgnął po telefon. Zapamiętał nazwisko funkcjonariusza, kiedy ten przedstawiał się po wejściu do willi. Tak samo jak stopień, numer odznaki i jednostkę, do której należał. Miał więc wszystko, czego potrzebował, aby dowiedzieć się o nim znacznie więcej, nie stawiając przy tym nikogo pod jego domem i nie wzbudzając kolejnych podejrzeń.
Samo zabicie człowieka nie było szczególnie skomplikowane.
Znacznie trudniej było sprawić, aby sam zrezygnował z tego, co zamierzał zrobić, będąc przy tym przekonanym, że była to wyłącznie jego decyzja. A on przecież zajmował się podobnymi rzeczami przez większość życia. Nie potrzebował do tego broni, ludzi Damona ani kolejnego ciała, które ktoś musiałby później znaleźć.
Przesunął kciukiem po ekranie, odnajdując nazwisko człowieka, który mógł udzielić mu pierwszych informacji. Nie zamierzał grozić młodemu funkcjonariuszowi ani próbować go przekupić, zanim w ogóle dowiedział się, z kim miał do czynienia. Najpierw chciał wiedzieć, czego ten rzeczywiście szukał i jak daleko zamierzał się posunąć.
Dopiero później zdecyduje, w jaki sposób go zatrzymać.
— Myślę, że pora zakończyć ten dzień — dodał po chwili, odkładając telefon z otwartą kartą kontaktu. Kierując się jego logicznymi wytycznymi ten dzień mógł określić jako porażkę. Nie patrzył na wszystko przez pryzmat emocji, przez świadomość ślubu – tego nie uznawał szczególnie, biorąc pod uwagę to, jak się wszystko potoczyło, ale jednocześnie nie negował ich przysięgi. Nie doszukiwał się pozytywów w tym, jak to wszystko się potoczyło. Widział tylko błędy i niedociągnięcia, których dało się uniknąć, a których nie uniknęli, bo on nie był wystarczająco dobrze przygotowany.
Ślady na ciele Navi były jego winą, bo on nie ochraniał jej dostatecznie dobrze.
— Odpocznij — rzucił do Damona, kiedy wraz z Rohanem oddalali się. — Jutro masz się dowiedzieć, co z Aurelią.
Przeczucie podpowiadało mu, że pożar był zbyt prostym rozwiązaniem, żeby zamknąć temat ciotki i wuja. Ta sama kalkulacja nie pozwalała mu nawet założyć, że byli jeszcze na miejscu, kiedy to wszystko się wydarzyło.
Podniósł się z kanapy i wyciągnął dłoń w kierunku Navi.
— Też musisz odpocząć. — Pozornie ton jego głosu nie różnił się od tego, którym zwracał się do Tae. Zmiana była niemal niewydoczna, ale była w tym miękkość, którą dedykował Navi i tylko niej. Świadomie, z intencją, dostosowując się do niej i do funkcjonowania w bliskiej relacji z kimś, kogo tego potrzebował.
Navi Salvatore