Strona 8 z 8

fast laps and mixed signals

: pt lip 03, 2026 3:18 pm
autor: Daisy Whitmore
trigger warning
przekleństwa, homofobia
Może masz po prostu dobre geny — rzuciła Whitmore, zaglądając w oczy Kiry. No bo skoro blondynka nic nie ćwiczyła, a managerka ewidentnie wyczuła pod palcami mięśnie, musiało to znaczyć, że naturalnie została obdarzona świetnym ciałem. Świadczyła o tym chociażby jej sylwetka, która była przecież idealna. Daisy nie miała tak łatwo — codziennie rano dymała na siłownie albo dłuższy spacer przed pracą, żeby jakoś spalić te wszystkie kalorie, które zjadła, gdy wieczorem objadała się czekoladą i chipsami. Bo serio, nie było w życiu lepszego połączenia niż słodkie i słone. Zaśmiała się na uwagę, że jutro nie będą w stanie pójść na siłownie. — Możesz mieć racje, wiesz? — zastanowiła się. — Ostatnio często masz rację — ciekawe było to odkrycie, do którego Daisy nagle doszła. Sama do końca nie wiedziała, o jakich dokładnie sytuacjach mówiła, ale miała wrażenie, że Kira już któryś raz powiedziała coś wyjątkowo… mądrego. A może to tylko alkohol tak bardzo zaginał jej perspektywę. A może jednak bliskość z jaką stała przy Kirze.
Spojrzenie Daisy nawet na moment nie zeszło z twarzy Kiry. Wodziło po jej zaczepnym uśmiechu i oczach, które równo śmiały się z sytuacji, w jakiej się znalazły. Whitmore trochę chwiało, dlatego gdy tylko Finch wyszła z propozycją, że uraczy jej swoją dłoń, managerka nie miała zamiaru się sprzeciwiać. Ochoczo wyciągnęła swoją i w pierwszej chwili złapała dłoń Kiry jak małe dziecko, które trzyma się matki.
Nie tak — mruknęła niezadowolona, by po chwili się wyswobodzić i porządnie spleść ze sobą ich palce. — No o wiele lepiej — bo kto normalny chodził po matkowemu? Wcale to nie było wygodne, a tak, kiedy paluszki mogły się stykać? O wiele lepiej, szczególnie, że kciuk Whitmore znowu zabłądził gdzieś na skórze Kiry i zatoczył kilka niezobowiązujących kółek.
Szło im całkiem nieźle. Droga wydawała się prosta, a wysoki, przpięknie oświetlony hotel było widać już z odległości kilku przecznic, więc nawet nie potrzebowały mapy. Jak się zaraz okazało, potrzebowały jednak świetego spokoju albo jakiegoś gazu pieprzowego, bo kiedy przechodziły obok baru po drugiej stronie ulicy, jakiś facet, który stał na papierosie je zaczepił.
Ej lesby!!! — krzyknął, wypuszczając chmurę dymu nad swoją głowę. — Jedna wizyta ze mną w kiblu i zaraz się was naprawi! — dodała, a Whitmore aż złapała więcej powietrza w płuca. Nie kategoryzowała się nawet jako osoba homoseksualna, ale tak ją oburzył komentarz mężczyzny, że aż zacisnęła mocniej palce na dłoni Kiry i odchyliła się w stronę typa po drugiej stronie ulicy.
A ciebie kto naprawi?! — krzyknęła głośno. — Bo na takie zjebaństwo to chyba nie ma już ratunku! — ale mu powiedziała! Szach-mat! Normalnie na trzeźwo w życiu nawet by się nie odezwała i za wszelką cenę unikała konfrontacji, ale w tamtym momencie? Była gotowa walczyć o prawa wszystkich lesbijek na tej planecie.
Szkoda tylko, że facet chyba też był gotowy, bo zaraz cisnął głośnym cos ty powiedziała, a potem zrzucił peta pod buta i ruszył w ich stronę.
Ups.

𖨆♡𖨆

fast laps and mixed signals

: pt lip 03, 2026 10:41 pm
autor: kira finch
Trzeba przyznać, że państwu Finch córki wyszły wyjątkowo udane. Były ładne i w miarę ogarnięte, nie miały tendencji do tycia ani żadnych wrodzonych chorób. Na razie trudno było przewidzieć, czy na starość Kirę nie złapią jakieś dolegliwości stawów, ale póki co ani matka, ani ojciec nie skarżyli się na podobne schorzenia. Okazy zdrowia, można powiedzieć. Ale czy byli jakoś szczególnie napakowani? Niespecjalnie. Oboje byli wysocy i szczupli. Geny w tym zakresie nie poszły w stronę kulturystycznych ambicji. A te duże cycki Finch musiała odziedziczyć po dalszym pokoleniu. Pewnie po którejś prababce.
Zawsze mam rację — uśmiechnęła się do niej zawadiacko. To akurat nie była prawda. Kira myliła się równie często, co inni ludzie, ale przynajmniej nie wykłócała się, kiedy tej racji nie miała. No dobra, czasami jej się zdarzało, ale nie była aż tak uparta!
Dłoń Daisy była ciepła i wyjątkowo dobrze pasowała do jej dłoni, co Finch zauważyła dopiero w momencie, gdy splotła ze sobą palce. Nie doszukiwała się w tym żadnego drugiego dna, bo właściwie dlaczego miałaby to robić? Takie gesty nie były dla niej niczym szczególnym. Czasami przecież chodziła tak po mieście chociażby z Ravy i nigdy nie miało to żadnego ukrytego znaczenia. Po prostu tak było wygodnie. I to był taki chwyt, który pomaga utrzymać równowagę, kiedy było się w stanie takim, w jakim były dzisiaj. Kira też była zawiana, ale na pewno nie tak bardzo, jak Whitmore.
Wszystko wskazywało na to, że do hotelu dotrą bez większych przygód. Przynajmniej do momentu, w którym jakiś facet nie postanowił ich zaczepić, skutecznie zaburzając spokojny wieczór i niszcząc ich dobre nastroje. Zacisnęła mocniej palce na dłoni menadżerki i już miała powiedzieć, żeby nie zwracała na niego uwagi, ale ta niepotrzebnie się odpaliła.
Daisy — mruknęła z niezadowoleniem, a widząc, że gość zbliża się do nich szybkim krokiem, uniosła wolną rękę i przycisnęła palce do nasady nosa. — Słuchaj, nie szukamy kłopotów — zaczęła, kiedy ten zatrzymał się naprzeciwko i splunął na chodnik. — Koleżanka trochę się upiła i właśnie wracamy z imprezy — wyjaśniła pokrótce, ale jej tłumaczenia chyba nie do końca spodobały się gościowi, który krzywił się ostentacyjnie, co chwila łypiąc na ich złączone dłonie.
A musicie się tak obnosić z tym swoim lesbijstwem? — burknął z pogardą. Nawet zamachnął się niekontrolowanie i Kira już myślała, że zaraz im wypierdoli po gongu na dobranoc, ale on bujnął się niekontrolowanie na piętach i wcisnął łapska do kieszeni spodni.
Jakim znowu lesbijstwem? Nic przecież nie robimy — zastrzegła natychmiast. — Tylko idziemy, trzymając się za ręce, żeby się nie zgubić. Też powinieneś poprosić jakiegoś kumpla, żeby odprowadził cię do domu — zasugerowała, co niekoniecznie było najlepszym pomysłem, bo tylko rozjuszyła go jeszcze bardziej.
Kumpla? Myślisz, że jesteś jakimś pedałem? Ale takie ślicznotki jak wy mogłyby mnie odprowadzić — obleśny uśmiech wymalował się na jego równie obleśnej gębie. Wyjął rękę z kieszeni i wyciągnął ją w kierunku twarzy Daisy. Finch zareagowała błyskawicznie - odepchnęła jego dłoń i pokiwała palcem.
Ale bez takich numerów — ostrzegła lojalnie. Może nie była napakowana, ale to wcale nie oznaczało, że nie potrafiła się bronić ani stawać w obronie ludzi, na których jej zależało.
To może koleżanka da mi swój numer? — poruszał znacząco brwiami, co podziałało na Kirę trochę jak płachta na byka. Niewiele myśląc, a raczej nie myśląc wcale, puściła dłoń Whitmore i naparła na gościa całym ciałem, zmuszając go do zrobienia kilku kroków w tył.

i'll fight for you