Strona 8 z 8

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: pn cze 29, 2026 8:56 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, agresja
Wiadomo, że by bez niej nie odpłynął, on nawet nie wsiadłby na łódź, gdyby wiedział, że jej tam nie ma. Tylko chwilę mu zajęło zanim się zorientował i sprawdził czy rzeczywiście, a Theresa była na tyle zakręcona, że dopiero jak zapytał o Pilar, to powiedziała mu gdzie ona jest.
No i jeszcze ta Maria, która go tylko wkurwiła.
Madox zeskoczył z łodzi już nabuzowany, powinien iść sprawdzić te łazienki, ale najpierw przeszedł po drodze przez parkiet, tylko że tam już zaraz zaczepiała go Maria. Znowu. I znowu mu pierdoliła...
Chociaż nie, tym razem wskazała mu po prostu jakiś kierunek, tylko zanim Madox wypatrzył swoją narzeczoną, to ona już stała przed nimi, a z nią faktycznie ten Emanuel.
- Co kur... - zaczął, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, to gość szarpnął do siebie Pilar, a zaraz ją pocałował i oczywiście, że Madox zaraz też wyrwał się do przodu i teraz to był gotowy sprzedać Emanuelowi strzała, bez żadnej dyskusji, tylko ubiegła go Stewart. Madox zatrzymał się w pół kroku. Ale nie dlatego, że uważał, że w tym była wina Pilar, tylko... pewnie znowu się w niej zakochał, że ona potrafiła tak przywalić.
Ale wtedy Maria szarpnęła go za ramię, z tym tekstem mówiłam, że cię zdradza, a Madox spojrzał na nią groźnie. Odwinąłby jej się? Może...
W końcu Madox był pierdolnięty, a tu już Maria ewidentnie oczerniała jego narzeczoną, a on jej kurwa życie uratował. Następnym razem to się pewnie lepiej zastanowi, zanim rzuci się komuś na pomoc. Pewnie i tak nie.
Teraz za to Pilar rzuciła się na Marię i jeszcze powiedziała co ta Maria zrobiła, a przecież Noriega wierzył swojej narzeczonej. Najbardziej na całym świecie ufał jej, chociaż z tymi zdradami miał czasem problem, ale wiedział, że by go nie okłamała. Nigdy.
Przez chwilę chciał ją nawet puścić, żeby obiła Marie gębę, może wytargała ją za włosy, ale kiedy tamta krzyknęła, to Madox złapał swoją narzeczoną w pasie i już przyciągnął ją do siebie, jakby nic nie ważyła, trzymał ją przy sobie mocno, na własnych plecach mogła czuć, jak dziko szalało mu w piersi serce. Był zły, wściekły. Klatka piersiowa unosiła mu się szybko i nerwowo.
Maria nie dawała za wygraną, bo zaraz spojrzała na Emanuela, wszyscy na niego spojrzeli, bo przecież miał im coś powiedzieć. Ślicznooki chłopaczek zawahał się, popatrzył po nich, a Marie pomachała dłonią, żeby mówił.
- No ja... - zaczął, ale nie był pewny, widać to po nim było, że się zastanawiał, czy naprawdę warto...
Pewnie nie, ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana, a Emanuel uwielbiał szampana i za te kilka stów, może patyczek? Mógł sobie go kupić sporo.
- Pilar do mnie przyszła, bo chciała żebym ją stąd zabrał - ale kurwa dojebał. Aż Madox drgnął za plecami Stewart, Maria wypuściła powietrze z ust z ulgą - była napalona i dobierała się do mnie - oni naprawdę myśleli, że to była wiarygodna historia?
To znaczy akurat to, że Stewart była napalona, może tak, ale poszłaby z tym do Emanuela?
Maria wbiła w nich spojrzenie.
- No widzi... - ale zanim zdążyła znowu dokończyć, to Noriega już puścił swoją narzeczoną i sam rzucił się na błękitnookiego, jak dziki kurwa zwierz. Nawet się nie kłopotał z tym, żeby dać mu w zęby, tylko zaraz powalił go na piach, przycisnął do ziemi kolanem i wtedy się zamachnął. Raz trafił chłopaka w policzek, ten sam, gdzie miał odciśniętą dłoń Pilar. Poprawił mu po niej.
- Co ty kurwa powiedziałeś? - warknął i może by go nawet zatłukł. Bo nie uwierzyłby w to, żeby jego narzeczona się do niego dobierała, nieważne jak kurewsko by była napalona. Ale kiedy zamachnął się drugi raz, to już powstrzymała go Pilar, a zaraz też pojawiła się reszta ekipy, i chłopaki ściągnęli Madoxa z Emanuela, chociaż Noriega jeszcze się zamachnął i go kopnął, gdzieś w udo, dobrze, że nie w krocze.
Theresa trzymała w garści telefon.
- Boże Pilar, przeczytałam twoje wiadomości, jak to Maria zamknęła cię w kiblu? - podeszła do Stewart, żeby pogłaskać ją po włosach. Yvonne i Letty też otoczyły Pilar - Maria co ty zrobiłaś? - rzuciła z wyrzutem blondynka. A Madox teraz to się szarpnął do Marie właśnie, ale Sam i Diego wciąż go trzymali, we dwóch.
Emanuelowi policzek zaczął w momencie puchnąć, więc kiedy zbierał się z ziemi, to nie dość, że powietrze łapał ze świstem, po tym jak Noriega go przycisnął do gleby kolanem, to jeszcze trzymał się za gębę i wyseplenił.
- Tak naprafffde, to ona mi zapłfciła, zebym tak pofiedział - wymamrotał, a zaraz pokręcił głową - jefsteście pfierdolnięci! - dodał, a zaraz się wycofał, bo Madox znowu się do niego szarpnął. Emanuel szybko zniknął gdzieś w tłumie i tylko pozostała po nim krwista plama gdzieś na piasku. A Maria?
Wyglądała jakby chciała zapaść się pod ziemię, może powinna skorzystać z tych dziur, które kopali Pilar z Madoxem i się sama tam zasypać?
- Ja... ja... - zaczęła coś, ale wtedy na horyzoncie, nie wiadomo skąd, pojawił się Ravi, a razem z nim Juan, którego ciągnął za sobą wyćpany za rękę, ten pierwszy.
- Jezu skarbie, ale miałem wizję, że coś ci się stało i takie przeczucie w sercu... - zaczął nawijać Ravi doskakując do Theresy.
- Nie mogłem go zatrzymać... Co tu się dzieje? - dodał Juan, ale zaraz jego spojrzenie przesunęło się po wszystkich i zatrzymało na Madoxie, który znowu się szarpnął, ale teraz chłopaki już go puścili.
- Spytaj się swojej jebniętej laski... - warknął Noriega.
- Chyba na za dużo sobie pozwalasz Madox - rzucił zdenerwowany Juan. Może on był trochę pizdą, ale chyba nie był taki najgorszy, bo szukał Marie po całej plaży, a teraz... Teraz mimo, że był od Madoxa zdecydowanie mniej postawny, to wyrwał się do niego gotowy bronić swojej dziewczyny. Szkoda tylko, że ona naprawdę była jebnięta.

Pregúntale a tu novia jodida 🎀༘⋆゚*

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: pn cze 29, 2026 10:06 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Nie zdradziłaby go.
Nigdy w życiu by go kurwa nie zdradziła. Nie po tym co przeszli, nie po tym, jak bardzo się kochali i jak oboje brzydzili zdradą. A już na pewno nie zrobiłaby tego z jakiś przypadkowym facetem, tuż pod nosem Noriegi. Nawet gdyby była pierdolnięta, nie wpadłaby na tak durny plan. Szkoda tylko, że Emanuel wraz z Marią o tym nie wiedzieli i zaraz kontynuowali swój po-je-ba-ny plan odwrócenia tego wszystkiego przeciwko Pilar.
Kiedy facet zaczął nawijać, jak to Pilar prosiła go, żeby ją stąd zabrał i dobierała się do niego napalona, to Stewart aż znowu skoczyła. Szarpnęła się w ramionach Noriegi i naprawdę musiał się zaprzeć, żeby ją utrzymać. I kurwa dobrze, że mu się udało, bo naprawdę by go rozszarpała. Już raz przezyli z Noriegą sytuacje, w której zostały jej włożone słowa do ust, dokładnie o zdradzie, wtedy po telefonie Galena i chyba nie było gorszego uczucia niż kiedy ktoś inny tworzył kompletnie udawaną narrację, a na niewinność nie było żadnych dowodów.
Chociaż tu może były?
Madox musiałby jej zupełnie nie znać, żeby uwierzyć w tą bajeczkę Emanuela. Przecież nie zrobiłaby tego. Nie w taki sposób. Nie kiedy chwile temu zaglądała mu głęboko w oczy i świata poza nim nie widziała. Kiedy zakopana w piachu wyznawała mu najpiękniejsza miłość. Kiedy chciała za niego kurwa wyjść. Musiałaby postradać zmysły. Okazało się jednak, że postradała je Maria wraz z Emanuelem.
A zaraz potem Madox, który w końcu ją puścił, by po chwili rzucić się na mężczyznę jak dzikie zwierze. Jak ten dzielny lew, którego nosił na piersi (albo dzikie okonie na plecach). Lew, który bronił swojego stada za wszelką cenę, on teraz bronił jej. Jej dobrego imienia i prawdy, która przecież wcale nie została wypowiedziana.
W pierwszej chwili po prostu stała. Widziała, że mu przywali i w pełnej świadomości pozwoliła mu to zrobić. Może była pojebana, ale znowu spojrzała na niego jak zaczarowana. Zadowolona wariatka, która zamiast skupić się na tym, że typ będzie mieć obitą mordę i jeszcze ich gdzieś pozwie, bardziej zafiksowała się na tym, że… on stanął po jej stronie. Że nie kwestionował tego, czy Emanuel na pewno mówił szczerze czy kłamał. Uwierzył w jej wersje i egzekwował sprawiedliosć. Jej dusza policjantki kazała się wyrwać do przodu i ich rozdzielić, ale serce dziewczyny gangstera napawało się tym widokiem. Zakochiwało w tym łobuzie jeszcze bardziej, o ile to w ogóle było możliwe.
Dopiero kiedy Marie krzyknęła jakieś jezu on go zabije Pilar nieco oprzytomniała. Bo może faktycznie nie było co ryzykować? Byli tutaj na wakacjach, mieli jakieś marne piętnaście godzin beztroski — szkoda byłoby to zmarnować na wizytę na komisariacie. I tylko i wyłącznie z tego powodu ruszyła do przodu. Złapała Madoxa za ramiona, wypowiadając jego imię wraz z cichym zostaw. Sama pewnie nie dałaby rady do wyszarpać, ale pojawili się Sam i Diego, którzy od razu pomogli jej odciągnąć Noriegę na bok. Emanuel zatoczył się od razu po wstaniu, łapiąc za twarz. A zwieńczeniem tego całe przedstawienia była Theresa, która przybiegła, potwierdzając jeszcze, że Stewart naprawdę była zamknięta w toalecie. Chociaż nie. Jednak wisienką na Torcie był Emanuel, który jeszcze do tego wszystkiego wyseplenił, że Maria tak naprawdę mu zapłaciła.
Co kurwa zrobiłaś?! — Pilar warknęła i znowu chciała wystartować do kobiety, ale tym razem przytrzymały ją Yvonne wraz z Letty. Nie robiły tego mocno, Stewart mogła im się spokojnie wyrwać, ale było to wystarczające, żeby sprowadzić ją na ziemię. — Jesteś kurwa nienormalna — ale jej powiedziała. To akurat wszyscy zdążyli już chyba zauważyć. Bo kto normalny robi takie rzeczy? Pierwsze zdradza swojego faceta, potem zamyka inną kobietę w toalecie, a jeszcze na koniec wmawia jej romans? No tylko jebnięci namyśle ludzie. Nawet miała to wszystko powiedzieć na głos, ale na horyzoncie pojawiła się ostatnia dwójka układanki w postaci Raviego i Juana. Przewróciła oczami, gdy Madox nazwał Marię jebniętą, a zaś kiedy Juan mu się postawił, to na nowo zalała ją fala złości.
On sobie pozwala? — szarpnęła się, wyrywając Lettie z uścisku, chociaż Yvonne dzielnie szarpała ją za ramię. — To twoja dupa zamknęła mnie w kiblu i zapłaciła jakiemuś frajerowi, żeby udawał, że się z nim przespałam — warknęła, a Juan aż otworzył szeroko oczy. Chwile myślał, popatrzył też na Marię, ale ona tylko pokręciła głową, do niego się nie przyznając. Oczywiście kurwa.
Pilar, czy ty naprawdę myślisz, że ja ci w to uwierzę? — odpowiedział w końcu, stając po swoje swojej kobiety. I chociaż ta była pier-do-lnię-ta do granic możliwości, tak Pilar musiała przyznać, że podziwiała to, jak bardzo Juan w nią wierzył. Jak jej ufał, a nawet nie miał do tego żadnych kurwa podstaw. Może jednak źle go oceniła. Tylko teraz tym bardziej chciała otworzyć mu oczy. A jednak to nie była jej prawda do wyznania.
Powiesz mu, czy ja mam? — rzuciła do Mari, wwiercając w nią spojrzenie. Ta jednak stała niewzruszona, cała przestraszona, przenosząc spojrzenie ze Stewart, na swojego faceta i po wszystkich dookoła. — Pytam kurwa, czy mu powiesz, czy ja mam to zrobić, Maria — tym razem już krzyknęła, znowu się do niej szarpiąc. Nawet Yvonne jej nie utrzymała i Pilar ruszyła się z miejsca. To wystarczyło, że Maria podskoczyła w miejscu. No tak, chyba widziała, do czego byli zdolni.
Dobra! — wyrzuciła ręce w górę i poprawiła włosy, po czym spojrzała jakoś smutno na Juana. — On się na mnie rzucił kochanie, to było okropne, tylko mnie pocało—
Jebała się z nim w kiblu — przerwała jej, no bo co to miało być? Kolejne kłamstwa, wyssane prosto z palca? Jak można było tak kłamać komuś w żywe oczy.
PIALR!!! — kwiknęła Maria, ale Juan chyba już widział po jej twarzy, że faktycznie coś było na rzeczy. — Kochanie, ale to nie tak jak myślisz… — zaczęła, ale on już jej nie słuchał. Oczy zaszkliły mu się w ułamku sekundy. Odwrócił się na pięcie i zaczął iść w stronę łodzi. — Poczekaj, daj mi to wyjaśnić! — a ona biegła za nim jak jakiś szczeniak z podkulonym ogonem. Trzeba było o tym pomyśleć, zanim dała się jakiemuś przypadkowemu kolesiowi. Nie wspominając o tym, że była stratna i tak kilka stów.
Moja energia kompletnie nie ogarnia tego, co się tutaj wydarzyło… — mruknął Ravi, kręcąc głową, jakby kompletnie nie dochodziło do niego, czego właśnie był światkiem. — Ale tak bardzo cię kocham, Theresa!! — szarpnął się do swojej żony i już tulił się do jej piersi. — Ja bym cię nigdy nie zdradził! — zapewnił ją, podczas gdy dziewczyny wraz z Samem i Diego też ruszyli na łódkę. Pilar natomiast odwróciła się do Madoxa. Zadarła głowę i spojrzała głęboko w jego piękne, ciemne oczy.
Ja ciebie też nie — wypowiedziała spokojnie, chociaż serce wciąż waliło jej jak oszalałe, a klatka piersiowa poruszała się w dzikim chaosie. — Nigdy — dodała, przysuwając się jeszcze bliżej. — Wiesz o tym, prawda? — czuła, że wiedział, ale kurwa… potrzebowała, żeby ją zapewnił. Musiała wiedzieć, że miała w nim poparcie, tak jak on miał w niej. Bo Pilar nawet przez sekundę nie uwierzyłaby w taką bajkę, gdyby role były odwrócone.

Nunca te traicionaría

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: wt cze 30, 2026 9:32 am
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Nie wierzył, żeby to zrobiła, może gdyby na wyspie pojawił się nagle Galen Wyatt, z którym Pilar kiedyś miała chemię, to jeszcze by się nad tym zastanowił, ale z takim Emanuelem, który nie umywał się do niego?
Więc ta cała historia, jak bardzo Stewart była napalona, i jak to się do niego dobierała, tylko go... wkurwiła. A Madox jednak nie potrafił trzymać nerwów na wodzy. Chociaż Pilar przytrzymał, mocno przy sobie, kiedy się szarpnęła, a jednak przeszło mu przez myśl, że gdyby ją puścił, to może złamała by Emanuelowi nos? Jednym ciosem.
Chociaż tym razem postanowił to zrobić on, mógł już wtedy przy barze dać mu w zęby bez żadnej dyskusji, jak na pierdolniętego przystało, a on się... opanował. Ale teraz to już nie umiał, bo przecież ten niebieskooki chłopaczek mówił o jego narzeczonej, zaraz już żonie. Wymyślał kurwa jakieś niestworzone bajki na jej temat. Madox nawet się nie zastanowił, tylko rzucił na niego, a Emanuel chyba nie zakładał takiego obrotu spraw, bo krzyknął kiedy wylądował na piachu. Miał szczęście, że to piasek, a nie deski, bo bolałoby bardziej. Chociaż i tak zabolało, kiedy dostał w mordę, a kolanem został dociśnięty do ziemi. Emanuel zaczął coś bełkotać, ale Noriega zamachnął się na niego raz jeszcze, a chłopak zasłonił się rękami. Już drugi raz nie zdążył go uderzyć, może i dobrze, bo teraz to już celował w nos i by mu go złamał, bo przecież też wiedział jak to zrobić. Złamać nos jednym, wprawnym uderzeniem. Ale kiedy Pilar go złapała, to spięte do tej pory mięśnie, od razu odpuściły, opuścił rękę sięgając do niej do tyłu. Musnął wytatuowanymi palcami jej biodro, ale kolano wbił facetowi w klatkę jeszcze mocniej, może by mu złamał żebro? Tak na pamiątkę i ku przestrodze? Ale ściągnęli go Diego i Sam. Madox jeszcze się szarpnął, ale zaraz obejrzał w kierunku Theresy z telefonem, a potem na Emanuela, który wyznał prawdę. Może był gnojem, że na coś takiego poszedł, ale z drugiej strony... ładnie, że się przyznał, bo teraz wychodziło na to, że to Maria była jakaś jebnięta. Co zaraz zresztą powiedziała jej Pilar.
Madox wbił czarne spojrzenie w swoją narzeczoną, klatka piersiowa chodziła mu w chaotycznych, szybkich oddechach. Ale może już dali by sobie z tym spokój, tylko wtedy pojawił się Juan, i jeszcze do tego pytał o co chodzi. Noriega mu wyjaśnił, i tak grzecznie jak na niego.
Tylko, że Juan stanął w obronie Marii, i kiedy wystartował do Madoxa tak, że zderzyli się nagimi torsami, to Noriega wywrócił oczami, cofnął się, bo trochę mu było nawet Juana szkoda. Z jednej strony nie skoczył za Marią, ale z drugiej chyba mu na niej zależało. Kiedy Pilar wyrwała się dziewczynom, to Madox też ruszył się z miejsca, żeby jednak ją złapać. Chociaż... Juanowi należały się wyjaśnienia, a sam Madox też był trochę ciekawy co się wydarzyło.
A kiedy Stewart bezpośrednio wyjaśniła co Maria robiła z Emanuelem w kiblu to Noriedze aż się wyrwało - ja pierdole - bo co to w ogóle była za kuriozalna sytuacja, że laska najpierw sama jebała się z kolesiem w kiblu, a potem jeszcze co? Chciała zgonić na Pilar?
Madox aż pokręcił głową, bo jego energia też tego nie ogarniała, jak można być takim człowiekiem? Zrobić coś takiego osobie, którą się niby kocha. Zamyślił się na moment, bo przypomniało mu się, jak on był ślepo zapatrzony w Rosę, a ona go zdradziła z jego przyjacielem, w dzień ich ślubu.
I dopiero Pilar sprowadziła go na ziemię, jego wciąż jeszcze ciemne spojrzenie odszukało jej piękne, czekoladowe oczy.
- Wiem - skinął nawet głową, bo wiedział, sięgnął do jej ręki, żeby spleść swoje palce z tymi jej, ułożyć sobie jej dłoń na rozgrzanym karku - ufam ci Pilar, nikomu na świecie tak nie ufam, jak tobie i wiem, że byś mnie nie okłamała - powiedział patrząc jej prosto w oczy - ale nie ufam kurwa innym facetom, zobacz co zrobił Emanuel, za hajs… I kurwa Sam, za stówę... Pojebane - pokręcił głową, a zaraz pociągnął ją za rękę w kierunku łodzi, objął ją ręką w pasie przyciągając do siebie, biodro do biodra - a ja jestem pierdolnięty na tym punkcie, bo wiesz... - wiedziała, ale chyba Madox i tak jej musiał to wyjaśnić. W końcu to powiedzieć - Rosa mnie zdradziła z moim przyjacielem, bratem. Jaki kurwa przyjaciel robi coś takiego? - to był dla młodego Madoxa cios, to że zdradziła go ukochana kobieta też, ale chyba gorsze było to co zrobił Ticiano. On chyba po tej sytuacji zaczął w ogóle wchodzić w same jakieś toksyczne relacje z kobietami, traktował je przedmiotowo. Nie zakochiwał się, opierał te jego niby związki na seksie. Może ich nie zdradzał, tych swoich pierdolniętych byłych, ale nigdy żadnej nie powiedział, że ją kocha, ale też... przed żadną się nie otworzył.
A przed Pilar tak, jeszcze w Medellin, gdzie później wyznał jej miłość. Przed Pilar otwierał się cały czas. I jak coś mu leżało na wątrobie, to też jej to mówił. Jak teraz.
- No i wiesz, ja jestem jebnięty, nie do wytrzymania czasem - aż odchylił do tyłu głowę, kiedy już szli po pomoście - to czasem trzeba wziąć poprawkę na to, że ja może nie potrafię ci dać no nie wiem... tego co Galen Wyatt, albo taki Ravi - nawet się obejrzał w kierunku Raviego, który już siedział z Theresą na łodzi i opowiadał jej o czymś żywo, a ona chichotała. Chociaż teraz Madox też się trochę postarał i pomógł Pilar wsiąść na jacht, ale oczywiście pociągnął ją trochę za mocno, tak, że już lądowała na jego klacie - ale będę się starał okej? - znowu zajrzał w jej piękne oczy. Czy Madox jej się właśnie przyznał, że on też czasem to nie jest taki pewny siebie, jakiego zawsze grał? Chyba tak. Ale Noriega wbrew powszechnej opinii nie był taki głupi, a przede wszystkim, to zdawał sobie sprawę ze swojego paskudnego charakteru, gdzie większość ludzi miała go za niezbyt przyjemnego typka. No ale co poradzić, jak on musiał taki być?
Bo jakby był dobrze wychowany jak Wyatt, albo miły i romantyczny jak Ravi, to w półświatku by go chyba zjedli. Już dawno zajebali.

Haré un esfuerzo por ti ✿˚ ༘ ⋆。♡˚

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: wt cze 30, 2026 6:33 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa, agresja w chuj
Pilar też nie rozumiała.
Sam koncept zdrady był dla niej jakiś… odklejony. Bo po co wiązać się z człowiekiem, pielęgnować relację i wyznawać sobie miłość do grobowej deski, żeby potem tak po prostu przekreślić to wszystko skokiem w bok? Nie miała wielkiego doświadczenia, ale patrząc po samej sobie, jak ona każdą wolną chwilę spędzała na myśleniu o Noriedze, fiksowaniu się jego osobą, gdzie tu niby jeszcze był czas, żeby chociaż rozważyć jakąkolwiek zdradę? Zanagazować się z kimś innym? Budowanie relacji było przecież kurewsko czasochłonne. Wymagało pracy. A przede wszystkim to zaufania i oddania.
Jak Juan miał teraz zaufać Mari?
Chociaż właściwe pytanie było, czy on w ogóle miał zamiar jej wybaczyć. Pilar by nie wybaczyła. Szczególnie, że mówili im wcześniej, że są parą już ponad siedem lat. Siedem kurwa lat i takie coś? Aż znowu wypuściła więcej powietrza spomiędzy ust, jakby to miało jej jakkolwiek pomóc przetrawić tą absurdalną informacje. Wiedziała, że Madox jej ufał, a jednak i tak odwróciła się do niego, zadarła głowę i spytała, czy on miał pełną wiadomość jej wierności i lojalności. Gdzieś w środku bała się jego odpowiedzi, tego co sobie pomyślał na tą cała aferę, biorąc pod uwagę to, jak nie uwierzył się w historię z Galenem, jednak kiedy rzucił to krótkie wiem, Pilar momentalnie się uśmiechnęła. Gdy kontynuował nawet na moment nie spuszczała z niego spojrzenia. Miał rację — nigdy by go nie okłamała. Zawsze była z nim szczera, nawet jeśli nie było to wygodne.
A nawet jakbym próbowała, to pewnie i tak byś wszystko wyczytał z mojej twarzy — prychnęła, bo taka była prawda. Madox znał ją już na tyle, przeszli tak wiele, że mógł z niej czytać jak z otwartej księgi. Widział od razu kiedy była zła, szczęśliwa i smutna, a więc bez problemu umiałby ocenić, kiedy kłamała. Za dużo patrzyła mu w oczy podczas rozmów, żeby nagle uciekała spojrzeniem gdzieś zupełnie indziej. Zacisnęła mocniej palce na jego dłoni, gdy wspomniał o tych wszystkich pojebanych facetach, który nie udał i przytrzymała go na moment w miejscu. — Ale ty zdajesz sobie sprawę, że do tego co zrobiła Maria potrzebne są dwie osoby? — wiedział to, wiadomo, że tak, ale jednak ona musiała to podkreślić. — Zdrada nigdy nie dzieje się bez czyjejś zgody. Poza tym… widziałeś kurwa jak Emanuel dostał w twarz po tym co zrobił? — prychnęła i pomagała mu ręką przed twarzą. — Spróbowałby czegokolwiek więcej, to skończyłby bez zębów — dodała zaczepnie, chociaż pewnie dużo obyło w tym prawdy. Pilar była twarda, zahartowana. Nie miała wcale hamulców, żeby przyjebać facetowi. Szczególnie, że biła się lepiej niż połowa z nich. — A Ticiano po prostu jest frajerem. Oni on ani Rosa na ciebie nie zasługiwali — to też była wszechobecna wiedza. Każdy kto znał tą historię o tym wiedział. A najgorsze w tym wszystkim było to, że dalej to robił. Nawet kurwa po ślubie. Nawet po tym, jak wyznał Marie miłość do grobowej deski. To dopiero było pojebane. Pamiętała przecież doskonale jak wtedy w klubie przed weselem obiecywał jej, że nigdy więcej już jej nie skrzywdzi, ze była dla niego całym światem. No kurwa cyrk na kółkach.
Przez przez plażę aż na pomost, a potem Madox nawet pomógł jej wejść na jacht. Słuchała go uważnie i chociaż kilka razy chciała mu się wtrącić, tak spokojnie czekała na swoją kolej. W żadnym stopniu nie zgadzała się z tym, co do niej mówił. Z tym, że nie potrafił jej dać tego, co Galen Wyatt czy Ravi. Aż zatrzymała go gdzieś przy wantach.
A co takiego dałby mi Galen Wyatt czego ty nie możesz? — spytała śmiertelnie poważnie. — Chorobę weneryczną? Po tych wszystkich laskach, które obraca na lewo i prawo? — a może samochód? Przecież nawet to kurwa Noriegi dostała. Bo co? Bo byli bardziej przy kasie niż on? Co to w ogóle był za wskaźnik czegokolwiek? Pokręciła głową z dezaprobatą. — Przecież ty dajesz mi wszystko, co mogłabym tylko zapragnąć, estupido — szarpnęła go do siebie bliżej, zadzierając głowę w górę. — Nikt, ale to kurwa nikt nie byłby w stanie się poświęcić dla mnie tak bardzo jak ty. Nikt, Madox. Nikt nie walczyłby o mnie tak bardzo, nie reflektował moich potrzeb, nie dawał mi tak dużo kurwa ogania i miłości, że… że to jest aż nienormalne — był nienormalny, to fakt. Ale dla niej w najlepszym tego słowa znaczeniu. Kurwa. Przecież ona kochała to jego narwaństwo, to jak był impulsywny, jak wyrywał się przed szereg, jak potrafił znaleźć rozwiązanie z każdej sytuacji, nawet to jak agresywny potrafił być. Bo przecież ona też była. Zjadłaby Galena Wyatta na śniadanie na dłuższą metę. Miała dla niego za mocny charakter. Tylko Noriega potrafił ją poskromić. — Nie chce, żebyś kiedykolwiek myślał, że jesteś w jakikolwiek sposób niewystarczający — musiała mu to powiedzieć. Dla niej był idealny. Brała go takiego, jakim był. Nie chciała, żeby się zmieniał, bo przecież te wady również składały się na tego faceta, w którym się zakochała i za którego chciała wyjść za mąż. — A jak już chcesz cokolwiek zmienić, to mógłbyś robić więcej tych zajebistych buñuelos, co wtedy u Almy — dodała zaczepnie, rozładowując nieco tą ckliwą, wywołującą gorąc w ciele atmosferę, która się między nimi wywiązała, bo jeszcze trochę, a znowu by się na niego rzuciła i co? Theresa musiałaby interweniować. Chociaż chyba już to robiła, bo kiedy Pilar spojrzała lekko w bok, mogła zobaczyć pijaniutką kobietę, która gapiła się na nich podejrzliwie.
Zaraz i tak Ravi zawołał ich do głównej strefy, żeby można było odpłynąć. Pracownik łódki, którego zdjęcie Pilar posłała od Gaby zaczął skakać po jachcie oddając cumy i zbierając odbijacze. Kapitan za ten czas odpalił silnik i w końcu mogli odpłynąć z wyspy, która… przyniosła im wiele dobrej zabawy ale i dziwnych, odklejonych akcji. Czyli ogólną oceną znowu było coś pomiędzy. Stewart rozłożyła się na jednym z siedzeń, łapiąc przyjemne promienie słońca, chociaż po chwili jakiś cień przemknął przed jej twarzą.
Pilar… możemy porozmawiać? — głos Mari przerwał jej święty spokój, chociaż Stewart nawet na nią nie spojrzała.
Nie — warknęła za to dość dosadnie. — Spierdalaj — nie miała zamiaru z nią dyskutować, nawet jeśli Maria teraz chciała ją przeprosić. A może wcale nie? Może chciała się jeszcze bardziej pokłócić? Nie miała zamiaru się o tym przekonywać, dlatego wskazała zaraz z miejsca i wyminęła ją, trącając ramieniem. Przeszła do leżaka, gdzie wylegiwał się Madox i bezczelnie się na niego położyła.
Weź ją kurwa ode mnie — mruknęła mu prosto do ucha, przylegając do niego całym ciałem. — Albo mnie trzymaj, bo powie jeszcze jedno słowo i przysięgam, że ją uderzę — wyznała całkiem szczerze. A Maria faktycznie spróbowała jeszcze raz. Przeczłapała do nich i tym razem zasłoniła Madoxowi słońce, robiąc kilka podejść do Pilar, ale ona twarz schowaną miała w klacie Noriegi, dłonią przesuwając po jego karku.
Wiesz, powinieneś pomyśleć o jakiejś terapii — rzuciła nagle już nie do Pilar, a w stronę Noriegi. — Taka agresja może później tylko eskalować. Ewidentnie masz jakiś problem…
Zaraz ja ci kurwa pokaże agresję — odchyliła w końcu głowę i prawie się do niej wyrwała. Maria zrobiła krok w tył, ale po jej twarzy było widać, że nie miała zamiaru odpuszczać. Chyba po prostu za punkt honoru postawiła sobie zjebać im humory już do reszty, skoro oni zjebali jej związek.
Serio mówię — cmoknęła, rozglądając się, czy inni byli w miarę blisko. — Skąd wiesz, że on ciebie za niedługo nie zacznie tłuc? — dodała, krzyżując ręce na piersi, a Pilar… cóż, jeśli Madox jej nie przytrzymał, to skoczyła prosto na nią.


bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: wt cze 30, 2026 9:54 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, agresja
Uśmiechnął się na jej słowa.
- Wszystko bym wyczytał, z twoich oczu - nawet się szarpnął do niej, żeby musnąć krótko jej wargi, w zaczepnym pocałunku - zresztą ja jestem w tym dobry, łapię te wszystkie niuanse. Jak chcesz mnie ściemniać, to robisz taką minę - nawet jej pokazał jaką, robiąc duże oczy, ale chyba trochę mu nie wyszło. Chociaż prawda była taka, że znał ją dobrze, mimikę jej twarzy, a przede wszystkim to jej spojrzenie, kiedy robiło się czarne i ogniste, kiedy błyszczało niebezpiecznie, albo robiła do niego duże, wystraszone oczy. Faktem też jest, że Madox nieźle czytał ludzi, może nie zawsze od razu się na nich poznawał, bo on wszystkim dawał szansę, ale wyłapywał różne rzeczy z ich zachowania. Dziwne, że z Marii nic nie wyłapał, ale na przykład Sam od razu wydał mu się dobry. O czym zaraz zresztą mówił Stewart - no tak, ale niektórzy faceci są przekonywujący - Madox na przykład umiał być, jak chciał. Może i bywał chamski, bezczelny, ale potrafił się też postarać i być czarujący. I Pilar też czasem to pokazał.
Nie tylko doświadczała go przecież z tej najgorszej strony.
Znowu się uśmiechnął i nawet skinął głową - liczyłem, że jednak złamiesz mu nos... Ale może następnym razem - pokazał jej czubek języka. Może nie powinien tak mówić, ale z drugiej strony czy kolesiowi się nie należało? Po tym co odpierdolił, za pieniądze. To że oni mu sprzedali po razie to i tak była niewielka kara za jego przewinienia. Na to, że Ticiano, ani Rosa na niego nie zasługiwali wzruszył ramionami. Teraz z perspektywy czasu, to może nawet powinien być wdzięczny Ticiano, bo przecież przez niego wylądował w tym miejscu, w którym teraz był, z Pilar. Ale wtedy cały świat mu się załamał. Ale też z drugiej strony ta sytuacja go zahartowała. Ukształtowała jego charakter.
O którym on zaraz opowiadał Stewart, na łodzi.
- Święty spokój? - zapytał odnośnie tego, co mógłby dać jej Galen, a czego on nie potrafił. Tylko, że przecież on doskonale wiedział, że Pilar nie lubiła spokoju, bo była uzależniona od adrenaliny w równym stopniu, co on - wiesz o co mi chodzi... - zaczął, ale Stewart już zaczęła temat tych chorób wenerycznych, na co Madox parsknął śmiechem - myślisz? Aż tyle tych lasek obraca? - zapytał, ale czy serio go to interesowało? Pewnie nie, on sobie po prostu lubił pogadać. Chociaż zaraz złapał ciemne, piękne spojrzenie Pilar, kiedy szarpnęła go do siebie, od razu objął ją ręką w pasie, i się zamknął. Słuchał jej, kiedy zapewniała go, że daje jej wszystko, czego mogła zapragnąć. Starał się. Dla nikogo się nie starał tak, jak dla niej - i rozrywki... Nikt by ci nie zapewnił takiej rozrywki - wtrącił, i chociaż sobie trochę żartował, to przecież coś w tym było, że oni razem nigdy nie potrafili się nudzić. Napędzali się do działania, wyciągali z siebie te najlepsze, a czasem najgorsze, cechy.
Ale chyba w ogólnym rozrachunku wychodzili na plus.
A przynajmniej według Madoxa tak, ale zaraz też okazało się, że według Pilar też. I chociaż to zapewnienie, że był wystarczający dotknęło go gdzieś w serduszko, a cień uśmiechu przemknął przez jego twarz, to zaraz strzelał oczami - no raczej, wszystko tutaj jest na miejscu - nawet na potwierdzenie swoich słów przesunął wytatuowanymi palcami po swoim torsie, a na koniec jeszcze uszczypnął ją zaczepnie w pośladek. Oczywiście to wszystko też obracając w żart. A kiedy powiedziała o buñuelos, to parsknął znowu śmiechem, a zaraz odchylił głowę do tyłu - kurwa... Ostatnio próbowałem, to spaliłem Riczowi taki garnek, co go kupił za w chuj siana, muszę mu odkupić, ale po prostu postawiłem go na gazie i poszedłem oglądać mecz... I takie były akcje, że prawie podpaliłem kuchnię - Madox może by był dobrym kucharzem, gdyby tylko on nie robił stu rzeczy na raz i nie zapominał, że w ogóle zabrał się za gotowanie. A najczęściej tak było.
No i teraz też, kiedy już wylądowali na leżaczkach, a Pilar z dziewczynami po drugiej stronie, to Noriega grzebał w telefonie, już sobie zamówił nowe okularki. Odłożył telefon i nawet wyciągnął się na leżaku, przeciągając jak kot. Ale i tak jednym okiem łypał w tamtym kierunku, kiedy do Stewart odezwała się Maria. Był gotowy zareagować, a kiedy jego narzeczona wstała i trąciła kobietę ramieniem, to nawet trochę się podniósł na tym leżaku, a jednak kiedy Pilar na niego wlazła, to znowu opadł na niego plecami. Objął ją ramieniem, żeby z niego nie spadła, a zaraz też zaczepił nogą.
- Może biorąc pod uwagę to, że wyciągnąłem ją zza burty, to mogę ją tam z powrotem wrzucić? - mruknął do ucha Stewart łasząc się do niej. Ale tym razem Maria zaczepiła jego, a Madox wywrócił oczami - ty też powinnaś pomyśleć... - i już chciał jej powiedzieć, że może o jakiejś terapii dla zdradzieckich kurew, ale odezwała się Pilar, a Madox ciaśniej objął ją ramieniem przytrzymując na swojej klacie. W dupie miał to co mu pierdoliła Maria. Był agresywny, ale na Stewart nigdy nie podniósłby ręki, chociaż... - jak będzie chciała, to mogę jej sprzedać jakiegoś klapsa - nawet poklepał swoją narzeczoną po pupie. Ale jej nie puścił, przytrzymał ją przy sobie - ale nie mam z tym problemu, bo Marie... mnie wychowały kolumbijskie ulice, więc jak się od nas nie odpierdolisz, to może mi się ręka omsknąć - poprawił się na leżaku i wbił spojrzenie w kobietę - a Juan już chyba nie stanie w twojej obronie, więc taka dobra rada... Nie wkurwiaj nas - Maria popatrzyła na nich i cofnęła się do tyłu, potem popatrzyła po reszcie, ale niektórzy byli zajęci sobą, a kiedy Maria złapała spojrzenie Theresy, to ta tylko wzruszyła ramionami. Widziała przecież jak Madox i Pilar pomogli jej w samolocie, jak Noriega bawił się z jej córką, chyba nie miała ich za takich złych ludzi.
Za to Marie na pewno straciła w oczach wszystkich.
- Uderzyłbyś kobietę przy wszystkich? Jesteś psychiczny... - próbowała jeszcze - przecież ta dziewczyna na pewno jest zastraszona, nie wie na co się pisze - teraz popatrzyła po Pilar i po reszcie. A Madox poluzował trochę uścisk i nawet już miał puścić tą swoją zastraszoną narzeczoną, żeby jednak to załatwiła, ale...
- Ach zamknij się Maria! Zawsze odwracasz kota ogonem, zganiasz na wszystkich dookoła i udajesz święta - rzucił Ravi, ten sam, który cały czas im powtarzał, że jest hipisem i pacyfistą, a Theresa parsknęła śmiechem - jakbym umiała się bić, to sama bym ci przyłożyła - dodała i pogroziła jej pięścią. Maria pokręciła głową.
- Jak możecie w ogóle się tak zachowywać? Przecież to nie jest normalne! - lamentowała. Tak jakby jej zachowanie było, opłacanie jakiegoś kolesia, żeby kłamał. Juan spojrzał w jej kierunku.
- Już nie rób z siebie pośmiewiska Maria - rzucił, a Letty zaraz się z nim zgodziła.
Yvonne i Diego byli zajęci sobą, a Sam chyba spał, więc... Maria nie znalazła niestety w nikim poparcia.

hecho mierda y agresivo જ⁀➴ ♡

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: śr lip 01, 2026 11:03 am
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Pilar wcale nie chciała świętego spokoju.
Nie interesowała ją monotonia i poczucie bezpieczeństwa. O wiele bardziej lgnęła do adrenaliny, przyspieszonego bicia serca i emocji, które może nie były zdrowe, ale przynajmniej sprawiały, że czuła, że żyła. I akurat dla niej, Pilar Stewart son to be Noriega, to były rzeczy, których za nic w świecie nieoddałabiy za nic. A już na pewno nie za święty spokój.
Chociaż trochę tego spokoju może faktycznie by się przydało akurat w przypadku Mari, która nie potrafiła wyczytać aluzji i tego, że ktoś nie chciał z nią rozmawiać. Pilar naprawdę była cierpliwa, szczególnie w robocie potrafiła być, ale kurwa kobieta już miała u niej tak przejebane, że naprawdę wystarczył jeden zapalnik, żeby serio się na nią rzuciła. Doskonale o tym wiedziała, dlatego położyła się na Madoxie, uziemiła. Łudziła się, że jego znajomy zapach, ciepło skóry i dotyk sprawią, że kompletnie odetnie się od napięcia. Ale napięcie kurwa przyszło za nią pod leżak i już nawijało nie tylko o samej Stewart, ale też Noriedze, a to chyba wkurwiło ją jeszcze bardziej.
Damsku bokser?
Naprawdę próbowała z niego zrobić agresora? Faceta, który bije kobiety dla sportu? Który szuka najmniejszego powodu, żeby kogoś skrzywdzić? Kurwa. Oni może i łamali trochę nosów, dużo się bili, ale przecież to nigdy nie było bezpodstawne. Nawet jebaną Ruby prawie zatłukł, bo przecież to ona chciała go zabić i wrobić w morderstwo. Nie dla zabawy. Wiec o czym ta Maria w ogóle pierdoliła? Nie miała pojęcia. Widziała jednak jedno — jak zaraz nie przestanie, to dopiero pozna pojęcie słowa agresja. Już by poznała, gdyby ręka Madoxa nie trzymała jej mocno przy sobie. Czuła, jak dociskał ją do siebie, jak każde najmniejsze drgnięcie ciała kontrastował jeszcze mocniejszym spięciem mięśni i byciem w gotowości.
Wrzućmy ją do wody, błagam — mruknęła mu prosto w ucho, gdzieś między jednym westchnięciem, a drugim. — Niech się kurwa topi — okropne to było. Od kiedy Pilar była taka złośliwa? Ale z drugiej strony, czy tu dało się inaczej? Nawet jebana matka Teresa by pewnie w końcu nie wytrzymała.
Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy Madox zaczął tłumaczyć jej, jak to wychowała go ulica i rączka mogła mu się omsknąć. Mogłaby. Przynajmniej mieliby tu święty spokój. Szkoda tylko, że Maria nawet się tym nie zraziła — dalej nawijała, wyzywała ich od psychicznych i tym jak Pilar była zastraszana. Wiedziała na co się pisze, oj wiedziała, a Maria nie miała o tym zielonego pojęcia. O niczym nie miała. Nikt tutaj przecież nie wiedział, jak wiele problemów oni mieli w Toronto, jak bardzo niebezpieczne było ich życie i… jak twarde dupy przy tym mieli. Maria oceniła ich po jednej akcji, nic o nich nie wiedząc. I chociaż inni również nie wiedzieli, to zaraz stanęli w ich obronie. Szczególnie Theresa, która akurat na własnej skórze mogła przekonać się o tym, jak dobrzy potrafili być, jak uratowali jej życie, pomogli Anie Luizie i rozgościli się u nich w domu. Jak tylko Pilar zobaczyła w jaki sposób kobieta zaciska dłonie w piąstki, to aż zaśmiała się prosto w szyję Madoxa. Było to u r o c z e. Szkoda, że Maria nie podzielała tego entuzjazmu.
Tak tak, my wszyscy jesteśmy popierdoleni, a ty jedyna normalna — wtrąciła w końcu, kręcąc głową i wiercąc się na ciele swojego przyszłego męża. — Bo to takie normalne jebać się w kiblu z jakimś przypadkowym typem, kiedy twój facet, który kocha cię nad życie cię szuka i na ciebie czeka, a potem jeszcze zapłacić mu, żeby upozorować romans kogoś innego — nawijała, nazywając rzeczy po imieniu, a twarz Mari jakoś tak… zmarniała. Spoważniała? Zaskoczyła się? Cokolwiek to było, chyba dopiero do niej dotarło, jak odklejone było to, co zrobiła. Wykonała krok w tył, szczególnie gdy Letty kazała jej nie robić z siebie pośmiewiska, popatrzyła jeszcze po wszystkich, a potem… uciekła do środka, prosto do kajuty. Pilar w sekundę odpuściła napięte ciało i jeszcze bardziej przykleiła się do Noriegi, układając mu policzek na tatuażu z lwem, wsłuchując się w bicie jego serca. Lewą dłonią przesunęła po jego brzuchu i zaczęła kręcić tylko sobie znane ścieżki po jego klatce piersiowej.
Było tak przyjemnie… że coś musiało się wyjebać! Ale tym razem wcale nie aż tak źle, bo po chwili przyszedł do nich pomocnik kapitana i oznajmił, że przepływają właśnie nad płycizna i jest okazja, żeby zarzucić kotwicę i na kilkanaście minut zostać na wodzie, żeby się pokąpać. Ravi od razu zerwał się z leżaka.
KĄPANKO!!! — krzyknął zadowolony i już zrzucał się z siebie bluzkę, biegnąć na tyły jachtu.
Ale jeszcze nie zrzuciliś... — majtek nawet nie dokończył zdania, bo mąż Theresy już wybił się na stopach, skacząc do wody na bombę. — Dobrze, w takim razie procedura awaryjna — biedny był ten chłopaczek. Cały pobladł i pobiegł wszystko do kotwicy i kapitana, żeby zatrzymać łódź. Zanim to się udało to Ravi został trochę w tyle, ale całe szczęście płynął sobie za nimi spokojnie żabką. Co chwile krzycząc do Madoxa, że czemu jego nie ratował.
Tamtą uratował i zobacz jak mu się odwdzięczyła — zauważyła bardzo trafnie Theresa, która niby chciała skoczyć z wyskoku, ale po drodze przyjebała małym paluszkiem o jakaś belkę i nim zdążyła się skulić do palca, to jej ciało się przechyliło i po prostu zatoczyła się do wody. Stewart trochę się pośmiała, a potem zaczepiła swojego narzeczonego.
Patrz to — zagadała go, a następnie stanęła na samej krawędzi łajby. Przykucnęła, przymierzyła się rękami, a w następnej sekundzie już wybiła do góry za siebie i robiąc salto wpadła do wody. Nie wyszło jej idealnie, bo zamiast wlecieć nogami ona placnęła prosto na brzuch. Trochę ją zabolało, ale czego nie robi się dla widowni w postaci swojego faceta. Na wakacjach w końcu byli, nie? Trzeba się trochę zabawić. Dlatego kiedy Madox w końcu do niej dołączył oczywiście trochę się poprzepychali. Pierwsze ona go topiła, potem on ją, a jak chciała od niego uciec to nurkował i gryzł ją po stopach. Inni też siedzieli w wodzie, chociaż zachowywali się zdecydowanie mniej dziecinnie niż ich dwójka. Nawet Juan wskoczył na chwilę, chociaż humor wciąż miał paskutny. Lettie za to pochlałapała go wodą i przez moment chyba zapomniał, że było mu źle. Na moment, bo zaraz Maria też do nich wyszła. Każdy zmierzył ją wzrokiem, a Theresa to już prewencyjnie zawołała Pilar i Madoxa do siebie i Raviego ustawiając jakiś nowy konkurs na opłynięcie łodzi dookoła, pewnie tylko po to, żeby zaoszczędzić wszystkim ewentualnego morderstwa.
I jak się czujecie przed ślubem? Macie jakieś wątpliwości? — spytała, machając rączkami, zaglądając na nich przez ramię. Pilar tylko pokręciła głową, bo akurat ona nie miała żadnych. Chciała wyjść za tego faceta, niezależnie od tego, co by się nie działo. — Musicie się nacieszyć swoim widokiem, zanim was rozdzielimy.
Co? — od razu się jej wyrwało i aż przestała płynąć. Spojrzała zaskoczona na Therese.
No co wy nie wiecie jakie są tradycje? — tym razem to ona spojrzała na nich jak na debili. — No przecież Pan młody nie może widzieć swojej przyszłej żony zaraz przed ślubem — wywróciła oczami, jakby to faktycznie była najbardziej oczywista oczywistość. — Powinno być przez cały dzień, ale myślę, że los dla was może zrobić wyjątek — świetnie kurwa, pierwsze zero seksu przed ślubem, a teraz jeszcze ich rozdzielą? No chyba ich pojebało. — Zrobimy cię na bóstwo, załatwiłam nam też masaż gorącymi kamieniami — Theresa już nawijała jak nakręcona, co to sobie będą robić tuż po powrocie na chatę, a Pilar tylko odwróciła się w stronę Noriegi, bo czy on to kurwa słyszał?
A my… — Ravi podpłynął, klepiąc go w ramie. — Spalimy sobie cygaro, napijemy się dobrego alkoholu i… możemy iść postrzelać, no wiesz na odreagowanie.
Ja chce iść postrzelać! — wtrąciła się Stewart oczywiście, bo co to kurwa miało być, że Noriega sobie będzie palić, pić i strzelać, a ona miała leżeć na łóżku z kamieniami i robić sobie paznokcie? Pojebało?
Takie są tradycje, meu querido — Theresa chlusnęła wodą w stronę Pilar. — Jak chcecie mieć takie udane małżeństwo jak nasze, to musicie nam zaufać — spojrzała przelotnie na swojego męża i się uśmiechnęła.

Esas tradiciones suyas son estúpidas 𓇼 ⋆.˚ 𓆉 𓆝 𓆡⋆.˚ 𓇼

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: śr lip 01, 2026 3:11 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Madox właściwie nie miałby problemu z tym, żeby uderzyć kobietę, jeśli rzeczywiście jej się należało...
Chociaż w większości przypadków to on tylko gadał i straszył, a jak przychodziło co do czego, to poszarpał i tyle. Ruby jednak rozwaliłby łeb, ale też miał powód, chociaż i tak mógł ją od razu walnąć, a on ją straszył, aż pękła, powiedziała mu prawdę. W zasadzie Madox dawno temu obiecał sobie, że nie uderzy kobiety, bo przecież jego stary tłukł jego matkę, i jego, u niego w domu, w którym dorastał agresja była na porządku dziennym, dużo rzeczy załatwiało się przemocą. I przecież on po przyjeździe do Kanady poszedł do policji właśnie po to, żeby kiedyś pomagać kobietom takim jak jego matka. Plany jednak szybciutko uległy zmianie, kiedy okazało się, że on lepiej niż do munduru pasował do jakiegoś... gangu.
A kiedy już wsiąknął w ten półświatkowi świat, kiedy został właścicielem klubu, gdzie bawiły się obie strony barykady, a przepływ informacji był sprawny, to przecież... musiał nauczyć się rozmawiać też z kobietami, które czasem naprawdę się prosiły. Miał pod sobą butne tancerki, bezczelne barmanki i cwane kelnerki. W Emptiness było więcej damskiego pierwiastka niż facetów. I do tego wszystkie dupy chciały mu wejść na głowę, musiał sobie jakoś radzić. Chociaż najczęściej, to właśnie tak, jak postanowił to zrobić z Marią, tak tylko straszył, bo przecież by się do niej nie podniósł.
Pilar też by nie puścił, chociaż parsknął śmiechem na jej słowa, i mogła to czuć na sobie, jego śmiech.
- Jakbym wiedział, że taka pierdolnięta, to bym nie wskoczył - mruknął jej do ucha.
A zaraz wdał się w dyskusję z Marią, o tym, jak mógłby jej przywalić, bo Kolumbijczycy byli agresywni. Chociaż to akurat prawda, że byli, jakby postawić Madoxa obok Włochów, Ruskich i Kanadyjczyków, to on był najbardziej pierdolnięty. Ale też może dlatego tak dobrze się utrzymywał.
Noriega znowu parsknął śmiechem, kiedy Pilar odezwała się do Marii - nie zapominaj jeszcze o tym, że zamknęła cię w kiblu cariño… już za samo to powinienem ją... zabić - pokazał Stewart czubek języka, już nie przejmując się wcale Marią, która zresztą zeszła do kajuty. Wytatuowane palce Noriegi też sunęły po rozgrzanej skórze jego narzeczonej, zaczepiał nimi o te tatuaże, które chowała pod skąpym bikini - jak nie weźmiemy zaraz tego ślubu... - zaczął patrząc w piękne, duże oczy Pilar. Tylko nawet nie dokończył, bo padł pomysł z kąpaniem, a Ravi zaraz się zrywał z miejsca i skakał za burtę. Zanim jeszcze kotwica została zrzucona. Zrobiło się trochę zamieszania, ale tym razem takiego wesołego, jak Ravi płynął za łodzią, a dziewczyny do niego machały.
- Już nikogo nie ratuję, skończył się dzień dobroci - Madox oparł się o barierkę zaglądając do wody, chociaż kiedy Theresa się wywaliła za burtę, to się wyprostował, ale już podpłynął do niej Ravi. Noriega to mógł sobie gadać, a prawda jest taka, że gdyby przyszło co do czego, to on przecież nie umiał stać obojętnie. Ale teraz stanął z boku i obserwował Pilar, kiedy kazała mu patrzeć. Oczywiście, że w pierwszej chwili się zaśmiał, kiedy uderzyła o taflę wody, ale zaraz bił jej brawo i nawet zagwizdał na palcach - zajebiście cariño, prawdziwa z ciebie syrenka - Madox najpierw się przymierzył do tego, żeby też zrobić salto, ale zamiast tego odwrócił się tyłem i wybił, zrobił tylko pół backflipa, bo zamiast lądować na nogach, to on ładnie wszedł pod wodę strzałką i zanurkował. Oczywiście, że od razu podpłynął do Pilar, żeby ją pozaczepiać. Pochlapali się, poprzepychali, potopili, a on nawet ugryzł ją w mały palec u stopy i tyłek, gdzie zostawił jej ślad po zębach, żeby tylko Maria nie widziała, bo zaraz go oskarży o przemoc. A kiedy Maria do nich dołączyła, to Noriega też chciał odciągnąć na bok swoją narzeczoną, nawet jej zaproponować jakieś nurkowanie, ale Theresa wpadła na konkurs w opływaniu łodzi. Tylko szybko okazało się, że to chuj, a nie zawody, bo Theresa sobie płynęła rekreacyjnie, raz pieskiem, raz żabką, a raz w ogóle tylko unosząc się na wodzie.
Madox spojrzał na Pilar, no bo zawody, to zawody, a nie...
Ale w końcu machnął na to ręką.
- Ja właściwie... - coś miał powiedzieć o tych wątpliwościach? Że jakieś ma? Że nie ma ich wcale? A może znowu rzucić jakiś żart, ale Theresa się znowu odezwała i to wcale nie wyglądała jakby żartowała - nie ma nawet kurwa takiej opcji - od razu rzucił i podpłynął do Pilar, kiedy się zatrzymała, bo on na pewno nie chciał, żeby ich znowu rozdzielali, to zawsze kończyło się źle. A zresztą oni dzisiaj i tak mieli dla siebie tak mało czasu, cały czas ktoś im się wpierdalał. Ale Theresa już nawijała, że takie są tradycje, bla bla bla, że on nie może oglądać panny młodej przed ślubem. Aż Madox odwrócił się do Pilar i uniósł jedną brew - zawsze chcę ją oglądać, do końca życia - już opłynął swoją narzeczoną i podszczypnął ją gdzieś po pośladkach i udach, zębami też. Zaraz przypłynął Ravi i zaczął nawijać, co oni w tym czasie będą robili, no i jak jeszcze pierwsza część brzmiała dobrze, to... - ja wolę na odreagowanie seks, albo mata i mordobicie, strzelanie mnie stresuje - powiedział szczerze, bo tak było, Madox chujowo strzelał, a jego przyszłej żonie wcale się nie spieszyło, żeby go nauczyć. Uśmiechnął się, kiedy Pilar powiedziała, że ona chce strzelać i ją znowu zaczepiał - a ja mogę na masaż, byle nie tajski - no to już się podzielili i chyba jednak Madox sobie poleży w łóżku z kamieniami. Tylko zaraz Theresa znowu zaczęła o tych tradycjach, a Noriega strzelił oczami - ale my nie jesteśmy tradycjonalistami, jakbym chciał w zgodzie z moimi tradycjami, to bym ją zabrał do Medellin - znowu sobie pływał koło Pilar.
- To czemu nie zabrałeś? - zapytał Ravi - to znaczy czemu postawiliście na Rio i to tak bez żadnego przygotowania? Długo jesteście zaręczeni? Nie chcieliście tradycyjnego wesela? Pewnie te kolumbijskie są zajebiste, nie? - odwrócił się do Madoxa.
- Są, ale my chcieliśmy po swojemu, zresztą to była spontaniczna decyzja - Noriega spojrzał na swoją narzeczoną prawda jest taka, że nie spodziewał się tego ślubu teraz, ale Pilar chyba też nie, i to chyba było w tym najlepsze, że oni jednego dnia postanowili się pobrać, drugiego to robili, w Rio, bo Madox nawet nie przemyślał, że oni tu będą cały dzień lecieć. Ale kto by się tym przejmował? Nie oni - kiedy się zaręczyliśmy? Dwa miesiące temu? - spojrzał na Stewart. U nich czas zawsze płynął dziko, dużo się działo, cały czas - w Meksyku - dodał jakby to miało coś wyjaśnić, ale Ravi i Theresa popatrzyli po sobie.
- My w Hiszpanii, po dwóch miesiącach znajomości, a po sześciu braliśmy ślub, tylko, że taki duży, bo Ravi ma wielką rodzinę, dużo kuzynów i dużo przyjaciół - powiedziała klepiąc swojego męża po ramieniu - więc trochę was rozumiem - uwiesiła się na ramieniu męża podtapiając go. Teraz oni się trochę pochlapali, a Madox za to zawisł na przeciwko Pilar, a jego ciemne spojrzenie odnalazło jej piękne, czekoladowe oczy.
- Chcemy mieć takie udane małżeństwo jak oni? - zapytał zerkając przed ramię - chcę, żebyś się dla mnie odwaliła, ale nie chcę siedzieć osobno i tracić kolejnych godzin - mruknął tak, żeby małżeństwo ich nie słyszało - wykręćmy się z tego jakoś... - dodał i znowu podpłynął do Pilar bliżej - chyba, że chcesz te kamienie? A ja postaram się... nikogo nie zastrzelić - z jego celem musiał się naprawdę postarać.

Intentemos librarnos de esta °.🐚⋆❀˖°🫧

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: śr lip 01, 2026 4:13 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Nie ma nawet kurwa takiej opcji.
Zgadzała się z nim.
W stu procentach podzielała jego tok myślenia i dezaprobatę dla odklejonego pomysłu Theresy. Co to w ogóle miało do brania ślubu taka separacja? Czy to właśnie nie tak, że powinni być razem z ten wyjątkowy dzień? Tworzyć te wszystkie wspomnienia wspólnie, a nie osobno? Najwidoczniej nie, według Raviego i jego żony. Pilar normalnie nie wierzyła w takie zabobony, a jednak z drugiej strony, co ona wiedziała o szczęśliwych związkach? Sama w życiu była tylko w jednym, który jakby na to nie patrzeć nie miał nawet rocznego stażu.
Zastanowiła się na moment, a zaraz uśmiechnęła szczerze, gdy Madox powiedział, że zawsze chce ją oglądać, do końca życia. Ona też go chciała. W ogóle cały ten koncept bratniej duszy wciąż był dla niej kompletnie niezrozumiały. Dalej nie potrafiła pojąć jakim cudem, szczególnie jako osoba z charakteru samotnika jak ona, potrafiła spędzać tyle czasu z drugim człowiekiem i zamiast chęci mordu czuła do niego jeszcze więcej i więcej miłości? Każdy tak miał? To było normalne? Bo dla niej jakieś niespotykane. Fakt, że miała wrażenie, że nigdy nie będzie mieć go dosyć. Że wiecznie ją uczył czegoś nowego, zabawiał, intrygował. Increíble.
Niesamowite natomiast nie było to, ze Theresa planowała dla niej jakiś masaż z kamieniami i szykowanie się, a Madox miał dostać alkohol, cygaro i jeszcze strzelanki. Wiadomo, że się oburzyła, szczególnie, że Noriega nawet nie umiał kurwa strzelać. Ale za to umiał inne rzeczy, które zdecydowanie jej również pasowały.
O świetny pomysł — machnęła ręką w jego kierunku. — Seks na odreagowanie — doprecyzowała jego słowa i uśmiechnęła się szeroko, bo jej zdecydowanie również to pasowało. Proszę bardzo, za zgodą z obu stron i wszystko fajnie! No nie fajnie jednak, bo Theresie wcale się to nie spodobało i znowu nawijała razem z Ravim o tym, że to tak nie może być, dopytywała kiedy się zaręczyli i jakie to oni mieli wielkie wesele. Stewart słuchała tego niby uważnie, ale myślami już fiksowała się na punkcie Noriegi. Nawet podpłynęła sobie do niego bliżej i zupełnie niepozornie pod wodą, sięgnęła do jego bokserek. Wsadziła mu rękę pod materiał gumki i przesunęła palce na pośladek, który zacisnęła energicznie. Tyle złego już tego dnia się stało, nie mogli mieć chwili dla siebie? Odreagować to wszystko? Według niej mogli, ale ich znajomi nie chcieli się na to zgodzić. Szczególnie, że jak się tak na nich patrzyło z boku, to serio wyglądali na szczęśliwych. Ale czy to była zasługa wstrzemięźliwości przed ślubem? Serio?
No wiadomo, że chcemy — wzruszyła ramionami, odpowiadając mu na pytanie. Tylko ono tak naprawdę było źle zadane. Bo przecież oni nigdy nie będą żyć aż tak normalnie jak Ravi i Theresa. Nigdy ich największym problemem nie będzie którym z ośmiu aut pojechać na zakupy albo jaki odcień niebieskiego naszyć sobie na torebkę. Pochodzili z zupełnie innego świata, innej rzeczywistości, ale pomarzyć sobie mogli. Szczególnie, że Madox zaraz wspomniał, że chciał, żeby się dla niego odwaliła. Popatrzyła na Madoxa, potem na małżeństwo i znowu na swojego narzeczonego.
A ile zajmą nam te całe przedślubne rytuały? — spytała w końcu, odwracając głowę w ich kierunku.
A jakieś dwie godzinki — zakwiczała Theresa. — Więcej nie mamy, bo potem musimy… no jechać już z wami w pewne miejsce — popatrzyła wymownie na Raviego i przesunęła dłonią po jego ramieniu.
Nie ma takiej opcji — wtrąciła Stewart. — Dam ci pół godziny.
Godzinę — wtrąciła Theresa.
Trzydzieści pięć minut.
Pięćdziesiąt.
Nie.
Czterdzieści pięć.
Dobra — westchnęła głośno, idąc na ten układ. Skoro i tak z dwóch godzin udało się zejść do czterdziestu, to był zajebisty wynik. A biorąc pod uwagę, że Pilar i tak przecież musiała się przygotować i przede wszystkim umyć, to nawet by się zgadzało. Plus te kurwa nieszczęsne kamienie. — Ale on nie idzie strzelać — spojrzała ostro na Raviego. — Okropnie mu to wychodzi, a ja nie będę się hajtać w szpitalu — jeszcze by sobie coś odstrzelił, albo — co gorsza — komuś innemu, na przykład Raviemu i tyle by było z wielkiej fiesty z nowymi znajomymi.
To może meczyk? — Ravi nawet się ucieszył. Klasnął w dłonie i spojrzał wymownie na Noriegę. — Akurat dzisiaj, za niedługo Brazylia gra z Norwegią. Zdążymy akurat na drugą połowę — klepnął swojego nowego kumpla w ramie. — Do tego cygaro i rum, kiedy baby będą się szykować. No co powiesz? — wyszczerzył się cały zadowolony, a Theresa już wydzierała się, że jezu skoro ona ma tylko czterdzieści minut to musi wszystko poprzekładać i dzwonić po dziewczyny, cokolwiek to znaczyło już teraz, więc trzeba płynąć. Jak prawdziwa matka zagoniła wszystkich na łódkę, a potem poszła zjebać kapitana, że jeszcze nie ruszył, podczas gdy facet wcinał sobie na spokojnie kanapki z tuńczykiem.
Łodka w końcu oddała kotwicę i skierowała się w stronę portu, gdzie czekał na wszystkich obiad (bo kurwa kiedyś trzeba coś zjeść). Dostali na talerzach jakieś klasyczne brazylijskie potrawy. Niektóre z nich nawet mocno przypominały te kolumbijskie, którymi częstowała ich ciotka Katherina w Medellin. Było też dużo ryby w różnych formach. Diego prawie udławił się ością i Yvonne w ostatniej chwili mu pomogła, bo by się chłopak udusił. Okazało się, że z zawodu była pielęgniarką. Trochę porozmawiali, Lette zarzekła się, że jakby gdzieś szli na miasto wieczorem, to ona chętnie dołączy, na co Pilar wiadomo wywaliła oczami, ale z grzeczności powiedzieli, że dadzą znać. Pojedli, popili, a na koniec załadowali się do… taksówki. Co prawda Ravi chciał prowadzić, ale przecież biorąc pod uwagę ile wypił i przyćpał, to naprawdę nie był najlepszy pomysł. W powietrzu coraz bardziej było czuć to, że… to się serio dzieje. Że już nie mieli całego dnia, a lata moment pojadą gdzieś, porwani przez swoich nowych znajomych, żeby powiedzieć sobie tak. Aż na samą myśl zacisnęła mocniej palce na dłoni Madoxa, gdy tak siedzieli z tyłu, podczas gdy Ravi nawijał z kierowcą.
Na pewno jesteś pewien? — zagadała Noriegę, zadzierając delikatnie głowę, by spojrzeć w jego piękne oczy. — Potem już nie będzie odwrotu — ostrzegła go, jakby to kurwa miało go w czymkolwiek zniechęcić lub sprawić, że znowu się zastanowił. — Loca chica już nigdy nie da ci spokoju — dodała już bezpośrednio przy jego policzku, otulając jego twarz ciepłym oddechem. Wiedziała, że czasami dogadać się z nią było ciężko, lubiła mieć swoje zdanie, umiała się niezgadzać i niekiedy bywała bardziej narwana niż on… ale on też miał swoje wady. I Pilar każdą jedną z nich kochała w jakiś chory, psychopatyczny wręcz sposób.

La chica loca nunca más te dejará en paz

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: śr lip 01, 2026 6:03 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Madox też się uśmiechnął, kiedy Pilar się z nim zgodziła, z tym pomysłem - seksu na odreagowanie przed ślubem. Patrząc na nich i jak oni się sobie oświadczyli, a potem zadecydowali o ślubie... po bajecznym seksie właśnie, to nawet nie dziwne by było, gdyby do tego ślubu też poszli z marszu prosto po tym jak by się ze sobą gdzieś dziko pieprzyli.
Tylko tutaj na przeszkodzie stała Theresa i Ravi, którzy zamierzali im trochę inaczej zorganizować ten dzień. No i z jednej strony dobrze... Bo Madox i Pilar nie mieli zbyt wygórowanych wymagań, oni pewnie mogliby to zrobić przy śmietniku, albo pod stołem. Więc to, że ktoś jednak zamierzał sprawić im do tej przysięgi piękną otoczkę było... miłą odmianą. Z drugiej, to oni przecież byli tak uparci, zawsze robili po swojemu, więc to, że ktoś tak bardzo im się do tego wszystkiego wpierdalał, było... średnie.
Ale może nie powinni narzekać?
Tylko Madox już to robił, nawijał, że może mogą się wykręcić i coś tam, a kiedy Pilar złapała go za tyłek to się jeszcze do niej połasił. Ale zaraz patrzył na Raviego i Theresę, byli... słodcy. Może tak jak Eric i Sher? Ale Pilar i Madox na pewno tacy nie byli, i on zaraz wcale nie słodko zaczepiał ją stopą pod wodą, przyciągając do siebie - trochę nuda - mruknął i pochylił się do niej tak, że kropelki z jego włosów spadły na jej mokry dekolt, ale zaraz zanurkował, ugryzł ją w biodro i opłynął. Wynurzył się za Stewart akurat jak zaczęła licytację, co do tego ile czasu potrzebują, żeby się wyszykować. Słuchał dziewczyn, zaczepiając jeszcze Pilar.
- W czterdzieści pięć minut to zdążylibyśmy jeszcze... - zaczął, ale jego narzeczona już decydowała, że on nie idzie strzelać, i bardzo kurwa słusznie, chociaż Madox zaraz wywrócił oczami, kiedy powiedziała, że okropnie mu to wychodzi - czasem dobrze, zależy... - no bo akurat jak strzelał do Daltona to poszło mu dobrze, gorzej jak u Gonzalesa na strzelnicy, dobrze, że wtedy miał przy sobie Pilar. I teraz już do końca życia będzie ją miał. Nawet miał jej powiedzieć, że to zajebiście, czy coś, ale Ravi już proponował meczyk, a to w sumie też... - zajebiście. A jak nam jeszcze do tego załatwisz masaż, to już w ogóle... Jakiś spięty jestem - nawet się przeciągnął w tej wodzie i opadł do tyłu na plecy. Może by jeszcze popływali, ale Theresa już nadawała, że nie ma czasu i trzeba było się zbierać. Tak się zbierali, że prawie zostawili Marię, bo nikt o niej nie pamiętał, ale zauważył ją pomocnik kapitana.
Obiadku też już z nimi nie zjadła, za to Juan przy stole pogadał sobie z Letty, i okazało się, że mają sporo wspólnego. Chociaż ona to też jeszcze chciała mieć z Pilar i Madoxem. Pojedli i popili, co w ogóle na ich wyjazdach nie zawsze się zdarzało, ale dzisiaj ładnie Ravi i Theresa ich pilnowali.
Władowali się do taksówki, a Madox zerknął na swój telefon, który mu się rozładował, a zresztą i tak go odłożył, kiedy Stewart zapytała go czy na pewno jest pewny, od razu wbił w nią ciemne spojrzenie, uniósł nawet jedną brew - niczego nigdy nie byłem bardziej pewny - sięgnął ręką do jej uda, żeby ją zaczepić - zawsze można się rozwieść, zobacz jak mnie z Patelem sprawnie poszło - szturchnął ją jeszcze kolanem, a zaraz się do niej wyrwał, żeby objąć ją ramieniem i przytulić do siebie - uwielbiam, kiedy ta loca chica nie daje mi spokoju - wtulił policzek w jej ciemne włosy. Theresa siedziała obok nich, niby udawała, że nie słucha, ale uśmiechnęła się pod nosem, chociaż uparcie patrzyła w okno. Madox zerknął na nią, a zaraz znowu swoje ciemne oczy zawiesił na ślicznej twarzy swojej narzeczonej - a ty jesteś pewna? Wiesz, że jak się zgodzisz, to będę ci truł dupę już codziennie i nawet jak będziesz chciała spokoju, to wszędzie za tobą pójdę, na koniec świata nawet - no tak, a już jej pokazał, że to zrobi, bo kiedy uciekła w pole, to nie dał jej nawet chwili, nigdy jej nie dawał... Chociaż... raz dał. Wtedy w łazience, jak zbierał z ulicy jej walizkę i pierdolił, że idzie do klubu. Nie poszedł. Ciężko się go było pozbyć, bo Madox był bardzo uparty. Może nawet bardziej od niej...
Biorąc pod uwagę to jak się do niej wpierdolił po Medellin mimo, że miał tego nie robić, to na pewno.
Droga minęła im szybko, a kiedy wypakowali się z taksówki, to Madox nawet nie zdążył się dobrze przeciągnąć, a Theresa już łapała za rękę jego narzeczoną i ciągnęła ją w kierunku willi.
- Pilar mamy tak mało czasu! A przecież musisz wyglądać pięknie, to twój dzień... - nawijała ciągnąć Stewart w stronę wejścia - jaką masz sukienkę? Madox jej nie widział? Nie może jej zobaczyć... - znowu opowiadała o tych przesądach. A Noriega został z tyłu z Ravim, odprowadził Pilar spojrzeniem do drzwi. Czterdzieści pięć minut.
Już czuł jak kurewsko będzie mu się to dłużyć. Jeszcze chwilę postali z Ravim w salonie i odpalili ogromny telewizor, na którym mieli oglądać mecz, ale akurat była przerwa, więc w tym czasie mogli iść wziąć prysznic.
Theresa już zabrała Pilar do siebie i Madox tylko minął się z nimi na korytarzu, kiedy Stewart poszła zabrać sukienkę. Nie widział jej, ale teraz już zaczął o niej myśleć, bo to wszystko nabierało tempa, byli już... bliżej niż dalej.
I kiedy Madox stał sobie pod prysznicem spłukując z siebie cały piach, to poczuł to jakoś dobitniej. Oczywiście, że potem kilka minut spędził przed lustrem układając włosy, jeszcze nawet dopieścił zarost, umył zęby, wklepał w twarz balsam po goleniu, poprzeglądał się z każdej strony, jak szybki prysznic mu zajmuje pięć minut, to dzisiaj mu zajął piętnaście, albo więcej. Ale w końcu zarzucił na kark tą czerwoną koszulę, która pasowała mu do nowego ulubionego zegarka, który też już miał na nadgarstku, do tego czarne, eleganckie spodnie i buciki. Wyglądał dobrze, chociaż koszuli nie zapiął, a gdy tylko zszedł do salonu, gdzie Ravi już siedział przed telewizorem kibicując Brazylii, to nawet ją zdjął. Obaj siedzieli bez koszul, z cygarami w zębach i szklankami z rumem w rękach, a przy każdej akcji podrywali się z miejsca. Chociaż Madox co chwilę zerkał na zegarek.
Minuty leciały...

Te seguiré a todas partes, incluso hasta los confines de la tierra ⋆。゚☁︎。⋆𓂃 ོ☼𓂃

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: śr lip 01, 2026 6:51 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Był pewien.
Ona również była.
Jak niczego innego na tym jebanym świecie.
Niesamowite, jak daleką drogę przeszła we własnym rozwoju. W sposobie, w jaki postrzegała świat. Jak bardzo zamknięta była na relacje, każdą jedną z nich kończąc krótkim przepraszam, nie bawię się w związki, nawet kiedy potencjał był ogromny. Bała się tego. Przekonana, że nigdy nie będzie umiała nikogo pokochać, skoro jej nie kochała nawet własna matka. Kobieta, która z góry miała to przecież narzucone. Nawet ona ją oddała, to jak Stewart kiedykolwiek mogła spodziewać się, że kiedyś ta klątwa z niej zejdzie? Że pojawi się na jej drodze ktoś, kto wypierdoli jej wszystkie priorytety przez okno i umebluje po swojemu? Nie mogła tego przewidzieć. I chyba to w tym wszystkim było najlepsze — że wzięło ich to z zaskoczenia. I tak już zostało.
Nie dawaj mi spokoju — uśmiechnęła się do niego, słysząc groźby, które bardzo się jej podobały. — Łaź za mną nawet na koniec świata. Jak smród po gaciach — to ostatnie dodała już bardziej dla Theresy, która bezczelnie ich podsłuchiwała i tylko uśmiechała się pod nosem, udając obojętność. Jednak na tą wspominkę o bąkach prychnęła niekontrolowanie, a zaraz schowała twarz w dłoniach, przyłapana na gorącym uczynku.
Taksówka stanęła na podjeździe, a Pilar nawet nie zdążyła porządnie wyjść z pojazdu, nim została pociągnięta w stronę domu przez jego właścicielkę, która nawijała już o tym, że nie było czasu, a do tego o sukience.
Mam — skinęła głową, bo akurat na to się przygotowała. — Nie widział, nie ma pojęcia na co się szykuje — rzuciła głośniej, żeby Noriega mógł to jeszcze usłyszeć i posłała mu ostatnie spojrzenie przez ramię. Jej przyszły mąż. Kurwa. Czuła to już na karku. To że ta cała zabawa w relacje, próbowanie gdzie nas to zaprowadzi miała mieć swoje zwieńczenie za ponad godzinę. Kiedy tylko obrączki wylądują na ich palcach niż nie będzie żadnego może czy zobaczymy, oni będą już zawsze.
No gdzie one są? — Theresa nawijała odkąd weszły do pokoju. Jej sypialnia była o g r o m n a. Miała całą, wielka toaletkę przy oknie i całą garderobę pomieszczenie obok. Łazienka również robiła wrażenie, a widok za oknem… bajeczny. Prosto na Jezuska.
Kto? — spytała niby od niechcenia, a jednak z pewnym zainteresowaniem.
No co ty myślisz, że sama będziesz się malować i robić włosy? — Theresa spojrzała na nią jak na wariatkę. — Pilar, słońce, to twój wielki dzień. Masz być traktowana jak księżniczka — dodała, a Stewart prychnęła. Bo akurat z księżniczkami to nie miała nic wspólnego. Nawet księcia z bajki nie, bo ten jej był prosto z czeluści piekła. — Trixie i Pixie powinny tu być za jakieś dziesięć minut. Dobra to idź się umyć, a ja tutaj wszystko rozstawie — pomachała na nią ręką i już wciskała twarz w telefon, energicznie pisząc do kogoś wiadomości.
Pilar patrzyła na nią jeszcze chwilę, stojąc jak kołek i dopiero po chwili ruszyła się z miejsca. Sama nie wiedziała, co ją tak zastanowiło: to jak Theresa się zaangażowała, czy może jednak fakt, że miała koleżanki, które nazywały się kurwa Trixie i Pixie. Finalnie poszła pod prysznic, zmywając z siebie cały brud poranka, sytuację z Marią i wszystko co złe. Gdzieś w tym wszystkim też zatęskniła za Noriegą. Wiedziała, że jest kilka ścian obok, ale jednak… kurwa, chciała go mieć przy sobie, najlepiej pod tym prysznicem, żeby mógł ją odstresować tak, jak potrafił najlepiej. I nagle otworzyły się drzwi od łazienki. Stewart przez moment pomyślała, że ściągnęła go tu myślami i jakoś się prześlizgnął obok Theresy, ale nie. To była ona we własnej osobie i w dodatku z… polaroidem w ręce.
Co ty kurwa robisz?! — krzyknęła Pilar, od razu zasłaniając się przed nią. Bo co ona, pojebało ją?
No zrób jakąś pozę fajną — nawijała, kręcąc przy tym ręką zachęcająco. — Co się tak patrzysz? Nie wiesz, że tak też się robi? Zrobimy kilka gorących fotek, a ja mu zaniosę, żeby się jeszcze bardziej na ciebie nakręcił — wytłumaczyła i chociaż Stewart w pierwszej chwili posłała jej krzywe spojrzenie, tak w sumie po zastanowieniu doszła do wniosku, że kurwa, nie był to głupi pomysł. Przecież ona uwielbiała go kusić, uwodzić. A skoro Theresa już widziała ją nago DWA razy, to co jej szkodziło?
Jesteś pojebana — ale to musiała jej powiedzieć. Pierwsze kazała się jej nie pieprzyć z Noriegą, a teraz sama chciała go nakręcać. Chyba, że o to właśnie jej chodziło? Może Theresa jednak nie była taka święta, na jaką wyglądała? Bezczelnie otworzyła drzwi do kabiny, a Stewart faktycznie oparła się o morkę kafelki i uśmiechnęła do obiektywu. Aparat strzelił fleszem, a potem wydrukował kompletnie biały kawałek kliszy. Potem zrobiły jeszcze kilka innych, bo Theresa nalegała, a potem jeszcze jedno od tyłu. To akurat był pomysł Pilar (ciekawe czemu).
No to ty się kończ myć, a ja idę… mu dać — zachichotała i zniknęła za drzwiami. I kiedy Stewart faktycznie wróciła do mycia włosów, Theresa poczłapała po schodach, wypatrując chłopaków na wielkiej kanapie z cygarami w ustach i po szklaneczce rumu w dłoni.
I jak tam, jaki wynik? — wcale jej to nie interesowało, ale podeszła bliżej i oparła się o oparcie. — Ravi, kotku, zrób mi i Pilar drineczka — zarządziła, ale nawet nie spojrzała na swojego męża, tylko spojrzenie miała wbite w Madoxa. Trochę za bardzo chyba, bo aż mogło to wyglądać przerażająco. Kiedy tylko Ravi wstał z miejsca i poszedł do kuchni, Theresa usiadła obok niego. — Mam coś dla ciebie! — rzuciła zadowolona, cała w skowronkach. — Od twojej przyszłej żony — wyjaśniła, a potem po-wo-li przystawiła mu jedno zdjęcie fotografią do dołu i przesunęła wzdłuż uda, na brzuch. — No zobacz sobie — znowu zachichotała, ale nim spojrzał, Ravi już wrócił z drinkami. Złapała je jakoś jednym przedramieniem, bo przecież w drugiej wciąż trzymała kilka zdjęć, która zaraz zaczęła rozkładać zakryte po kanapie, dalej i dalej.
Czy to jest to co myśle? — zainteresował się Ravi, a Theresa tylko pokazała mu język. — Ja swoje nosze w portfelu — pochwalił się dumnie, a potem klepnął swoją żonę po tyłku. Theresa zaśmiała się głośno i uciekła po schodach. Ravi pokręcił głową i kątem oka obserwował Madoxa z uśmiechem na miarę zadowolonego ojca.
Myślałeś już co powiesz podczas przemowy? — zagadał i upił łyka rumu. — Chociaż wiesz co ja ci powiem? Że jak ja zobaczyłem Therese, to i tak wszystko zapo… KURWA CWELU!!! Przecież to był spalony, ja pierdole!

:pilar2: