Strona 8 z 8

There is always something in the way I wanna have you to myself for once

: sob lip 04, 2026 11:03 pm
autor: River Cross
W ich dynamice niewiele się zmieniło, a przynajmniej takie można było odnieść wrażenie na ten moment. Cross trochę za bardzo się stresowała, ale chyba niepotrzebnie. Ruelle wydawała się nie widzieć absolutnie niczego dziwnego we wspólnie spędzonej nocy. Nie była nawet zaskoczona faktem, że żadna z nich o świecie nie zamieniła się w dynię. Zachowywała się, jakby to wszystko było jej kompletnie obojętne, czyli właściwie jak zawsze. Tylko czemu w takim razie ostatnim razem podeszła do tego aż tak chłodno? Jednak coś się zmieniło od ich ostatniego spotkania? A może to miał być jakiś dziwaczny test? Nie, to akurat nie byłoby w jej stylu. River po prostu musiała się przestać nad tym zastanawiać, jeśli chciała zaczerpnąć z rozpoczynającego się dnia jakąkolwiek przyjemność. Teraz powinny się liczyć dla niej pierwsze tego dnia pocałunki i bliskość ciała tanatopraktorki.
— Wymień choć jeden raz, gdy mnie przy tobie nie nosiło. — Uśmiechnęła się z charakterystyczną dla siebie dumą z każdego swojego słowa i poprawiła się na jej kolanach. Nie licząc pierwszej połowy wczorajszego dnia, Cross raczej nie ukrywała swoich intencji i nie starała się powstrzymywać przed pokazywaniem, jak bardzo jej modelka ją kręciła.
— Nie przyznajesz się do mnie? — Przesunęła wzrokiem po tekście ostatnich wiadomości i korzystając z faktu, że Ruelle nie protestowała, przejechała palcem po ekranie, żeby przescrollować się wyżej i sprawdzić, jak namolny zdążył zrobić się Caspar. Cóż, na pewno nie bardziej niż mogła to przewidzieć. Nie potrafił nie wtykać nosa w nieswoje sprawy, a raczej uważał, że przez łączącą ich przyjaźń, każda sprawa River jest też jego sprawą. Nie trafiła mu się najłatwiejsza do wypytywania i manipulowania jednostka, ale sam fakt, że Rue zaczynała się wkręcać w rozmowę z nim, zapalił wewnątrz rysowniczki ostrzegawcze lampki. To byłaby jeszcze dziwniejsza relacja niż jej samej z Fernwoodem. No i skoro tak żywo oczekiwał od niej zwierzeń, to jak miała się niby w pełni otworzyć, wiedząc, że jednocześnie próbuje się przypodobać Ruelle? Mógłby jej równie dobrze wygadać wszystkie przemyślenia, jakie miała na jej temat! Nie no, tak akurat by nie zrobił. Za dobrze go znała, żeby zakładać taką głupotę, ale i tak powinna go nieco przytemperować.
— Może jednak wypuszczę cię stąd bez śniadania? — zasugerowała i zostawiła jej telefon w świętym spokoju. Skupiła się całkowicie na samej tanatopraktorce. Palce rysowniczki wsunęły się po materiał jej własnej bluzki, ale na ciele Ruelle. Przemknęły po wcięciu na jej tali w tym samym momencie, w którym złapała zębami płatek jej ucha.
— Szybciej zdążysz się stęsknić — wyszeptała, nie zmieniając pozycji. — No i szkoda mi to wszystko teraz z ciebie zdejmować — dodała, przesuwając dłońmi wyżej po jej skórze. Zatrzymała się tuż pod żebrami i zgodnie z tym, co powiedziała, ani myślała rozbierać ją dalej. Dobrze, że do tych wszystkich krótkich, leniwych i zaczepnych pocałunków, którymi zaczęła obdarowywać jej usta, mogły być obie ubrane.

Ruelle I. Prescott

There is always something in the way I wanna have you to myself for once

: ndz lip 05, 2026 10:19 am
autor: Ruelle I. Prescott
Podchodziła dosyć neutralnie do wspólnie spędzonej nocy, bo to po prostu się stało. Żadna z nich tego nie planowała. Zwyczajnie pogrążyły się w rozmowie i zasnęły gdzieś nad ranem, gdy były już zbyt zmęczone, aby funkcjonować. W takim stanie na pewno Ruelle nie mogłaby nawet pomyśleć o tym, aby wyplątać się z ciepłych objęć rysowniczki, które ją rozleniwiły. Było jej tam po prostu zbyt wygodnie. Nie było potrzeby, aby dopisywać temu wszystkiemu jakieś niespotykane znaczenie. Nie był to w żadnym wypadku test ani próba namieszania w głowie River. Chociaż może niechcący uzyskała taki efekt.
- Wczoraj był taki wyjątkowy dzień... Nie próbowałaś się do mnie dobierać na konwencie. W ogóle prawie mnie nie dotykałaś póki tu nie trafiłyśmy - przypomniała jej, bo faktycznie poza tym umówionym spotkaniem to praktycznie zawsze kończyła z gorącymi pocałunkami na swojej skórze oraz dłońmi pod materiałem ubrań.
Nie miała nic do ukrycia i nie próbowała jej powstrzymać przed przewinięciem rozmowy, która raczej nie była zbyt ekscytująca. Chyba jedyny bardziej barwny element był wtedy, gdy Prescott wysłała chłopakowi obrazek Mike'a Wazowskiego z twarzą Sulleya w ramach pokazania mu swojej reakcji na jeden z jego tekstów.
- Pokazuję, że tak łatwo ze mnie informacji nie wyciągnie - odpowiedziała, gdy Cross zdążyła już przeczytać kilka wiadomości. - Poza tym jeszcze zacząłby sobie za dużo wyobrażać i nie dałby nam spokoju.
Przypuszczała, że wtedy już na pewno zasypałby je tysiącami pytań, na które nie miałyby nawet siły odpowiadać. Lepiej było zatem nie dawać mu amunicji do tego, aby je teraz zamęczał swoją uwagą oraz ciekawością. Może i faktycznie polubiła Fernwooda, ale nie zamierzała się na niego otwierać ani dostarczać mu dokładnie tego, czego od niej oczekiwał.
- Zła pani chce mnie głodzić - rzuciła lekko żartobliwie, odkładając telefon na blat biurka, a jej mięśnie mimowolnie napięły się lekko na ułamek sekundy, gdy tylko poczuła palce wsuwające się pod materiał koszulki.
Zacisnęła mocniej szczękę, aby nie wydać z siebie zbyt głośnego pomruku na to ugryzienie i jedną z dłoni złapała mocno jej kark, aby nie pozwolić rysowniczce na to, aby odsunęła się zbyt daleko. Chciała mieć ją blisko. Chciała leniwie ją całować, ciesząc się tymi powolnymi muśnięciami języka, które wyczuwała w każdym z nich.
- Dałybyśmy pewnie radę bez ściągania czegokolwiek - zasugerowała, bo nie musiały w końcu całkowicie pozbywać się ubrań, aby sprawić sobie przyjemność.
Na pewno nie zamierzała narzekać na podobny rozwój sytuacji. Może nawet po wszystkim zaliczyłyby ten wspólny prysznic, o którym mówiła wcześniej Cross... oraz siebie pod tym prysznicem.

River Cross

There is always something in the way I wanna have you to myself for once

: ndz lip 05, 2026 7:06 pm
autor: River Cross
Nie była pewna, czy Ruelle w ogóle dostrzegła wczoraj jakąkolwiek różnicę. Nie pokazywała tego po sobie aż do teraz, więc rysowniczka nie miała pewności, czy w ogóle dotarło do tego jej dziwnego łba, że coś było inaczej. Zmiana od ich standardowego zachowania była dość istotna, ale tanatopraktorka mogła uznać, że to nie znaczyło niczego konkretnego, jak miała w zwyczaju.
— Powiedzmy, że mój plan na wczoraj wyglądał... inaczej. — Wzruszyła ramionami ujmując to tak lakonicznie, jak tylko się dało. Nie chciała jej teraz okłamywać, ale rozkładanie na czynniki pierwsze jej wczorajszego sposobu myślenia też raczej nie zapewni im przyjemnego poranka, którym rozkoszowały się do tej pory. Prescott powinna być po prostu dumna, że cały ten plan spalił na panewce i to wszystko była jej wina. Albo zasługa?
— Tobie może jeszcze da. Dla mnie jest już za późno. A jego wyobraźnia zawędrowała dużo dalej niż mogłabyś przypuszczać. — Zdążyła się już od niego nasłuchać pretensji, jakim cudem nie stworzyły jeszcze stałego związku i za nic miał tłumaczenia River, że niespecjalnie się do tego nadają, że to byłby najgorszy związek, jaki przeżył ten świat i że Ruelle chyba umarłaby ze śmiechu, gdyby Cross jej coś takiego zaproponowała. Miała nadzieję, że po spędzeniu w ich towarzystwie nieco czasu, po prostu mu przejdzie. Dotrze do tego blond łba, że jego przyjaciółka miała zupełną rację i sobie odpuści. Zapał, z jakim wypisywał w nocy do River i dziś rano do Ruelle wyraźnie pokazywał, że chyba trochę ją poniosło w tych marzeniach. Będzie musiała znaleźć na niego inną metodę, która przy okazji nie łączy się z kolosalną kłótnią, bo bardzo nie lubiła popadać w jakiekolwiek konflikty z Fernwoodem. On był bardzo pokojowo nastawionym do życia gościem, ale przy porywczości Cross nawet Buddę w końcu trafiłby jasny chuj.
— Doprawdy? — Podsunęła dłonie wyżej docierając tuż pod piersi swojej modelki. Bez większych problemów byłaby w stanie sprawić jej przyjemność bez rozbierania jej, ale tak bardzo lubiła mieć swobodny dostęp do każdego milimetra jej ciała, że odmawianie sobie tego było chyba niezgodne z jej naturą.
— Uwielbiam, kiedy jesteś taka zdesperowana. — W jej głosie zawibrowało pożądanie, kiedy wbiła mocno palce w jej ciało, jakby już w tym momencie chciała wejść jej pod skórę i pieścić każdy z nerwów bezpośrednio. Dziewczyna nie odniosła się w żaden sposób do potencjalnej tęsknoty, co dało rysowniczce sygnał, że mogła mieć pod tym względem rację.
— To tylko przekonuje mnie, żeby ci teraz odpuścić. Nie muszę cię już słuchać, prawda? Mogę swobodnie ignorować wszystkie osiem przykazań, które zdołałaś z siebie wydusić. — Wyjęła ręce spod materiału, porzucając jej skórę wyjątkowo niedopieszczoną. Wolałaby zrobić teraz wszystko na odwrót, ale pogrywanie z Prescott zawsze sprawiało jej tak dużo przyjemności, że była w stanie się powstrzymać. Nagroda, której się doczeka z czasem, na pewno będzie tego warta.
— Chyba że poprosisz, Mała. — Odsunęła się na tyle, by móc spojrzeć jej w oczy. Pieszczotliwe określenie wywołało przyjemny dreszcz w okolicach karku. Wczoraj przecież nie dość, że przez większość dnia starała się jej nawet nie tknąć, to dbała o to, by unikać zwracania się do niej jakkolwiek inaczej niż po nazwisku. Nawet nie wiedziała, że zdążyła się stęsknić za tym mianem, które zszyło się w jej myślach z tanatopraktorką na stałe. Domyślała się, że stawiając sprawę w ten sposób właściwie przybija pieczątkę pod tym, że absolutnie do niczego teraz nie dojdzie, więc mogła sobie pozwolić na lekkie rozluźnienie zasad. Właściwie to po nocy nie miała pojęcia ani na czym stoją, ani czy powinna się nadal trzymać wyznaczonych przez swoją durną głowę granic. Musiała się nad tym wszystkim zastanowić, ale na pewno nie była w stanie zrobić tego, póki Rue znajdowała się w tym samym budynku.

Ruelle I. Prescott

There is always something in the way I wanna have you to myself for once

: ndz lip 05, 2026 8:38 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Różnica w tym jak siebie traktowały poprzedniego dnia była zbyt wyraźna, aby móc ją w jakikolwiek sposób przeoczyć. Prescott zdawała sobie z niej sprawę, ale nie bardzo wiedziała, co w ogóle mogło ją wywołać ani jaki był jej cel. Jakby nie patrzeć to przecież River nie dała jej jasnych sygnałów, co do tego, że chciała czegoś... więcej. Prawda?
- To jak on wyglądał? Pomijając fakt, że nie planowałaś przegranej w quizie o potworach - zapytała wyjątkowo ciekawa tego, co jeszcze mogłaby jej powiedzieć na ten temat Cross.
Póki mogła to próbowała ciągnąć ją za język. Sama uwielbiała udzielać lakonicznych czy nawet wymijających odpowiedzi, ale gdy chodziło o rysowniczkę to jednak starała się uzyskać coś o wiele więcej. Być może dlatego, że w jej wyobrażeniu nie przysługiwały im równe prawa... albo też ciekawość była zwyczajnie zbyt silna, aby powstrzymać się od dodatkowych pytań. Może nawet oba.
- Dekada znajomości jednak do czegoś zobowiązuje - przypomniała jej, uśmiechając się cwanie. - Co zdążył już ci nagadać o swoich wyobrażeniach?
Na ten moment wiedziała od Fernwooda jedynie tyle, że głównie znał ją z twórczości rysowniczki niż jej opowiadań, więc była ciekawa tego jakie też scenariusze był w stanie wymyślić odnośnie ich artystycznej znajomości. Na pewno mogły to być wyjątkowo ciekawe opowieści. Z tego, co wiedziała to sam tworzył komiksy, więc na pewno miał wyjątkowo bujną wyobraźnię, która była w stanie napisać konkretne sceny oraz rozwinięcia relacji poszczególnych postaci.
Przytaknęła słabym mruknięciem, gdy tylko usłyszała to krótkie pytanie ze strony swojej rysowniczki. Starała się nie wydać z siebie żadnego dodatkowego dźwięku, gdy tylko palce wbiły się w ciało tuż poniżej jej piersi, ale chyba napięcie mięśni zdradziło ją z tym, że to wszystko zdecydowanie nie było jej obojętne.
- Nie jestem zdesperowana - zaprzeczyła od razu, bo inaczej zapewne pozwoliłaby sobie na o wiele bardziej żywiołową reakcję.
Może i faktycznie pragnęła tego, aby palce River wtargnęły pod materiał jej bielizny, a może i nawet pod samą skórę, aby wniknąć ostatecznie w jej ciało, ale nie otrzymała niczego z tego, czego chciała i na co liczyła po cichu. Najwyraźniej Cross nie była tak zainteresowana.
- Nawet wczoraj nie wychodziło ci słuchanie mnie, więc nie spodziewałabym się niczego innego - odpowiedziała, starając się nie okazać rozczarowania tym, że River postanowiła się wycofać i nie dostarczać jej więcej dotyku niż faktycznie było to potrzebne.
Spojrzenie Prescott stało się nagle nieco ostrzejsze, gdy tylko usłyszała kwestię o proszeniu. Obie doskonale zdawały sobie sprawę z tego, że nie było na to jakichkolwiek szans. To nie leżało w jej naturze. Podobnie zresztą było z samą artystką. Ktoś musiał naprawdę doprowadzić je do desperacji, aby zdecydowały się wykrztusić choćby słabo brzmiące proszę.
- Caspar nie jest jedynym, który wyobraża sobie zbyt wiele - odpowiedziała jedynie, starając się zignorować to jak rozczarowana była postawą rysowniczki. - Nie spóźnisz się aby na konwent?
Nie miała pojęcia, kiedy właściwie miała się tam pojawić. Możliwe, że miała jeszcze nieco czasu do zmarnowania ze swoją modelką, ale nie chciała jej trzymać z dala od obowiązków. Zwłaszcza, że chyba przyjemny poranek powoli miał dobiegać końca.

River Cross

There is always something in the way I wanna have you to myself for once

: pn lip 06, 2026 12:37 pm
autor: River Cross
Na moment odwróciła wzrok gdzieś na bok, szukając w myślach właściwiej odpowiedzi na zadane pytanie. Lakoniczne i wymijające odpowiedzi byłby najprostsze, ale skoro do tak ciężkiej kurwicy doprowadzały ją one w ustach Ruelle, to czy nie powinna być tą mądrzejszą i ich unikać? Nie miała jednak zamiaru jej się teraz zwierzać, a znalezienie złotego środka, który byłby też daleki od kłamstw, nie było łatwe.
— Zakładałam, że rozejdziemy się w swoje strony po konwencie. No i że w jego trakcie będziemy... daleko od siebie. — Starała się ostrożnie dobierać słowa. Nie była z nich w pełni zadowolona, ale kofeina nie rozbudziła jeszcze jej umysłu w stu procentach, przez co nie była w stanie zabrzmieć mądrzej. A może to jednak kwestia tego, jak bardzo rozmiękczony był jej mózg po wszystkim, co zrobiła z nim wczoraj Prescott? Ta wersja brzmiała nawet lepiej, bo zrzucała winę na tanatopraktorkę.
— Strzelam, że dzisiaj zażąda bycia świadkiem na naszym ślubie. — Przekucie wyobrażeń przyjaciela w żart było prawdopodobnie najlepszą opcją. Od hiperboli nikomu nie stała się przecież krzywda. Mogła w ten sposób choć trochę nastawić Prescott na entuzjazm, jaki rodził się w Casparze, choć głównym celem nadal pozostawało znaczne ostudzenie zapału Fernwooda. Nie chciała dopuścić do tego, by zepsuł tę ich dziwaczną relację byciem... sobą. To akurat świetnie wychodziło River bez niczyjej pomocy.
— Mhm — mruknęła, nie wierząc jej ani odrobinkę w ten brak desperacji. Odpowiedź tanatopraktorki była bardziej niż oczywista, Cross nie spodziewała się żadnej innej. Nie miała jednak powodów, by jej zaufać. Dziewczyna nie potrafiła wyłączyć reakcji własnego ciała na bliskość artystki i wielokrotnie udowadniała, jak to wszystko na nią działa. Biorąc pod uwagę ich standardowe spotkania, wczoraj nie otrzymała od River praktycznie niczego. Rysowniczka zakładała, że ktoś tak zachłanny i samolubny jak jej modelka nie jest w stanie przejść obojętnie wobec takiego niedopieszczenia.
— Foch tak szybko? Jesteś z tych, które o poranku są najbardziej nerwowe? — Uśmiechnęła się kpiąco, bo najwyraźniej nie była zawsze w stanie powstrzymać się od odpowiedzenia atakiem na atak ze strony Rue. Mogła próbować być mądrzejszą i dojrzalszą pod wieloma aspektami, ale żeby tak w każdym? Na to zdecydowanie była za bardzo... River. Zsunęła się z jej kolan widząc, że więcej już chyba nie wskóra, bo przebijanie się przez dumę Prescott nie było tym, na co miała ochotę z samego rana.
— Dziękuję za troskę, ale jeszcze pamiętam, jak działa zegarek. Mam tam być w południe, więc ze wszystkim zdążę. — Skierowała się do kuchni, gdzie sięgnęła znowu po niedopitego energetyka. Czy faktycznie go potrzebowała? Nic tak szybko nie podnosiło jej ciśnienia jak krótka rozmowa z Ruelle. Dopiła kilka ostatnich łyków, wyrzuciła puszkę i wyjęła papierosa, zanim podeszła do okna. Przesunęła sztalugę, na której stał obraz zacienionej kobiety, żeby móc otworzyć okno.
— Podwieźć cię gdzieś? — Przysiadała na parapecie i odpaliła fajkę. Skoro to była jedna z tych rzadkich sytuacji, w której miała dostęp do jakiegoś samochodu, to mogła znów wykazać się uprzejmością i ułatwić Prescott przedzieranie się przez miasto.

Ruelle I. Prescott

There is always something in the way I wanna have you to myself for once

: pn lip 06, 2026 4:34 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie pospieszała jej. Pozwalała na to, aby faktycznie River zebrała myśli i zdecydowała się na to, co chciała powiedzieć. Zwłaszcza, że ostatnio coraz częściej optowała za tym, aby wykazać się swoistą szczerością. Tylko, że otwieranie się przed Prescott bez obecności alkoholu w organizmie wciąż wydawało się być niezwykle dziwną sytuacją.
- Czyli zaprosiłaś mnie gdzieś po to, żebyśmy były daleko od siebie? To zdecydowanie ma sens - przytaknęła, nie bardzo przejmując się tym, że jednak lekka drwina przebija przez jej wyjątkowo neutralny głos.
Nie starała się nawet być złośliwą, ale to mogło wybrzmieć samoistnie. Zresztą czy to nie było zabawne? Zwykle ludzie zapraszali gdzieś kogoś po to, aby wspólnie spędzić z nim czas, a nie być od siebie daleko. Dlatego właśnie takie tłumaczenia wydały jej się dziwne, ale jednocześnie tak bardzo w stylu Cross.
Z kolei jednak na wzmiankę o tym jak bardzo Caspara ponosiła wyobraźnia, nie mogła już powstrzymać się od śmiechu. Oparła nawet czoło o ramię rysowniczki, gdy tylko szarpnął nią pierwszy ze spazmów śmiechu. Nie chodziło nawet o to, że miałaby wziąć ślub z River. Chociaż to chyba było jeszcze bardziej absurdalne, ale już sama myśl, że faktycznie mogłaby za kogoś wyjść lub się ożenić zdawała jej się być niczym scenariusz komedii. Nie była w stanie wyobrazić sobie siebie w takiej sytuacji. Chyba, że naprawdę małżeństwo miałoby być dla niej czystym interesem, ale i to było wyjątkowo naciąganą wizją.
- Naprawdę go ponosi - stwierdziła jeszcze mrukliwym tonem tuż przy skórze na szyi River.
Może i była rozochocona przez ten dotychczasowy dotyk, ale trudno było mówić o desperacji. Nawet jeśli nie dostała od niej zbyt wiele poprzedniej nocy to nie stanowiło to dla niej większego problemu. Właśnie tego chciała minionej nocy. Miała być tą, która posiada kontrolę i daje coś od siebie. Nie miała zatem powodów do narzekania, a cały przebieg wieczoru niezwykle jej się podobał... Nawet ta dziwna zwyczajna rozmowa w łóżku była całkiem miła.
- Nie. Nie jestem z tych, co się fochają, River - odparowała, bo zdecydowanie opis ten nie był trafny.
Może i nienawidziła poranków, ale zdecydowanie nie można było na ten fakt zrzucić jej zachowania ani przypiąć mu jakiejś wyjątkowo dziwnej łatki. Nawet nie obraziła się za to, że jednak dziewczyna postanowiła zejść z jej kolan i oddalić się na odległość, która nie zezwalała jej na więcej dotyku.
- Wybacz, że nie znam twojego harmonogramu dnia - niemal prychnęła, co zdecydowanie świadczyło o tym, że nie żadnego focha.
Powiodła wzrokiem za artystką, a widok obrazu, który po przestawieniu stał się jeszcze lepiej widoczny z jakiegoś powodu zaczęło doprowadzać ją do szału. Zupełnie jakby jej wnętrze powoli było orane przez niewidzialne szpony, wyszarpujące powoli całe kawałki mięsa.
- Jak ci zależy to możesz mnie zawieźć na konwent - odpowiedziała, starając się skupiać wzrok wyłącznie na postaci River, aby nie pozwolić sobie na zerknięcie w stronę płótna, po czym uśmiechnęła się lekko. - Może dzisiaj wyjdzie ci to trzymanie się ode mnie z daleka w tym samym miejscu.
Skoro zapłaciła za dwudniowy wstęp to mogła z niego skorzystać. Zwłaszcza, że mimo wszystko było tam kilka rzeczy, które mogły ją zainteresować, więc to nie było tak, że chciała być tam po to, aby kręcić się w pobliżu Cross i jeszcze wyciągnąć ją na coś, co ta mogłaby uznać za randkę.

River Cross

There is always something in the way I wanna have you to myself for once

: pn lip 06, 2026 5:14 pm
autor: River Cross
Wywróciła oczami, zirytowana tym nikomu do niczego niepotrzebnym przytykiem. Takie właśnie były korzyści z bycia szczerą z Ruelle. Pozwala sobie na to któryś raz z kolei, a w odpowiedzi dostaje jakąś kpiącą uwagę. Skoro szaleństwo to ciągłe robienie tego samego w nadziei, że coś się zmieni, to River zdecydowanie była obłąkana i niezrównoważona.
— Masz rację, to było całkowicie bez sensu. Po co to sprawdzałam, skoro powinnam wiem, że przy każdym spotkaniu starasz się być jak najdalej — warknęła w odpowiedzi. Irytacja wymsknęła jej się spod kontroli i przez mur, który starała się między nimi stawiać, wymsknął się krótki strzał. Nie powinien nikomu zrobić większej krzywdy, ale niepotrzebnie zwrócił na siebie uwagę wszystkich przeciwników. Nici z misji w trybie skradankowym. Wzruszyła ramionami na znak, że dzisiaj już niespecjalnie ją to obchodzi. Fakt, że Ruelle zazwyczaj nie potrafiła trzymać rąk przy sobie i nie trawiła momentów, w których musi je odrywać od River, nie miał w tym wypadku nic do rzeczy.
Nie poczuła się urażona tym wybuchem śmiechu wywołanym samą wzmianką o ich potencjalnym ślubie. Chyba. Dla niej jakiekolwiek małżeństwo było poronionym pomysłem, a jeszcze żeby z Ruelle? Lubiła abstrakcję, ale istniały jakieś granice absurdu, za które nikt nie powinien się zapuszczać. Jakiś jeden, cichutki głosik zakrzyknął z głębi jej organizmu, że Prescott nie musiała reagować aż takim wyjebaniem iks de na twarzy na samą wzmiankę o wejściu z Cross w oficjalny związek, ale zdusiła go, zanim w ogóle zdążył wypowiedzieć to zdanie do końca.
Uniosła brew i rzuciła jej pełne politowania spojrzenie, gdy zarzekła się, że nie należy do tych fochających się. Takie gwałtowne zaprzeczanie tylko utwierdziły Cross w przekonaniu, że jak najbardziej była dokładnie z tych. Dało się ją urazić dużo łatwiej niż Prescott sama o sobie przypuszczała... albo to Cross miała do tego wyjątkowy talent.
— Poważnie? — Przekrzywiła głowę, nie mogąc pojąć, czy dziewczyna robiła sobie z niej jaja. Wyglądało na to, że to nie był durny żart i faktycznie miała ochotę wrócić na konwent. Przyglądała jej się przez moment w milczeniu. Ściągnęła brwi, bo wydawało jej się, że spojrzenie tanatopraktorki na moment uciekło w bok. Obróciła głowę w tamtą stronę, a jej wzrok zatrzymał się na stojącym tuż obok obrazie. Chyba jej się tylko wydawało. Spojrzała na panoramę miasta za oknem i wydmuchała w tamtą stronę dym.
— Chcesz jechać po prostu na konwent czy chcesz spędzić ze mną drugi dzień z rzędu? — zapytała w końcu wprost. Od próby domyślenia się prawdy tylko popsuje jej się humor. Którąkolwiek z odpowiedzi miałaby usłyszeć, przynajmniej będzie wiedziała, na czym sto, a żadna z opcji nie wydawała jej się być nie do przyjęcia.

Ruelle I. Prescott

There is always something in the way I wanna have you to myself for once

: pn lip 06, 2026 6:17 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie spodziewała się nawet, że ten krótki komentarz wywoła tak wielkie oburzenie u rysowniczki. W końcu sama powinna zobaczyć absurd swojego stwierdzenia, a zamiast tego zwyczajnie wybrała oburzenie ze względu na to, co padło przed chwilą z ust tanatopraktorki. Ruelle jedynie ściągnęła brwi na brzmienie jej głosu, nie bardzo potrafiąc rozszyfrować znaczenie jej kolejnej uwagi.
- O czym ty w ogóle mówisz? - zapytała prawdziwie skonsternowana, a sam ton jakiego użyła River sprawił, że mimowolnie przeszła w bardziej defensywny tryb. - Gdybym próbowała się trzymać na dystans to w ogóle bym się z tobą nigdzie nie spotykała.
Rzecz jasna, myślała wyłącznie o tym dystansie w znaczeniu bardziej fizycznym niż emocjonalnym. One nie rozmawiały o emocjach. Nie było ich między nimi chyba, że chodziło o pasję lub o cokolwiek, co uwalniało się z nich w trakcie ich seksualno-artystycznych sesji. Te jednak nie miały nic wspólnego z prawdziwymi uczuciami, które mogły być przekute w tajemnicze coś więcej między dwójką ludzi. Czyż tak nie było?
Takie fantazje bardziej świadczyły o Casparze niż o ich dwójce. Najwyraźniej to on był lubującym się w stylu chibi romantykiem, dla którego podobne fizyczne relacje musiały się przeradzać w szalone romanse i ogromną miłość o romantycznym charakterze. Dla Ruelle tak nie było. Ona nie miała z romantyzmem kompletnie nic wspólnego. Nie była w stanie zakochać się jak inni ludzie. Nie tego pragnęła, nie miała w sobie podobnych skłonności... Mogła jednak z pewnością polubić kogoś na tyle, aby chcieć z nim spędzać czas w zawyżonych ilościach.
Zaprzeczanie temu, co mówiła River w pewnym momencie stało się właściwie odruchem. Z drugiej strony to dziewczyna niezwykle często się myliła, co do swojej modelki i należało jej na to zwrócić uwagę. Szkoda tylko, że zazwyczaj przynosiło to zupełnie odmienny efekt. Takie jednak już było obcowanie z Cross poza łóżkiem, a często nawet i w nim... Po co się tak wysilała?
- Poważnie - odparła krótko, bo na pewno nie żartowałaby z tego, a najpewniej pewnie zwyczajnie odmówiłaby tej propozycji.
Przez moment naprawdę starała się unikać patrzenia na obraz. Nie potrzebowała tego. Nie musiała wcale przypominać River o tym, że obiecała jej wyjaśnienia odnośnie jego modelki. Potem było jej już nieco łatwiej skupić się na postaci Cross palącej w oknie.
- Czyli jedno wyklucza się z drugim? - odpowiedziała cwanie, bo w zasadzie to chyba obie opcje były to trosze prawdziwe.
Trudno jednak byłoby jej na głos przyznać się do tego, że faktycznie mogłaby chcieć spędzać z nią czas robiąc coś innego niż pieprząc się jak dzikie zwierzęta.

River Cross

There is always something in the way I wanna have you to myself for once

: pn lip 06, 2026 7:10 pm
autor: River Cross
Wyjaśnianie jej własnych emocji w inny sposób niż poprzez sztukę potrafiło być bardzo uciążliwe. Miała wrażenie, że gdyby po prostu o tym wszystkim narysowała lub namalowała, to do Ruelle wszystko dotarłoby od razu. Chociaż może wcale nie? Cross nie miała pewności, czy jej modelka dostrzegała w jej pracach cokolwiek poza palącym pożądaniem i nie była pewna, czy chce się upewniać, jaka jest prawda.
— Słyszałaś kiedyś, że dystansu nie przelicza się wyłącznie w metrach? — zakpiła z niej, nie mając lepszego pomysłu na wybrnięcie z tej sytuacji. W takiej rozmowie chuja z butem bardzo trudno jest nie wyjść na kretynkę, bo wszyscy jej uczestnicy z samego założenia postrzegani są jako półgłówki. Rysowniczka nie miała zamiaru jeszcze bardziej ośmieszać się przed tanatopraktorką. Narobiła tego w ciągu ostatniego dnia zdecydowanie zbyt wiele razy.
Fakt, że chciała wrócić na konwent, zdecydowanie ją ucieszył. Jeżeli chciała po prostu skorzystać z jego atrakcji, była zadowolona, że zasugerowała jej rozrywkę, która faktycznie przypadła jej do gustu i spędzi sobie miło czas. Takie to już było to dobre serduszko Cross. Jeżeli jednak Prescott zależało na tym, by spędzić czas ze swoją rysowniczką, będzie jeszcze bardziej ukontentowana, bo wreszcie dostałaby jakiś znak, że dziewczyna nie traktuje jej tak skrajnie źle i obojętnie, jak podejrzewała. Niestety tanatopraktorka zdecydowała się na trzecią opcję i rzuciła lakonicznym komentarzem, który nie dał River żadnych informacji. Patrzyła na nią przez moment z kompletnie obojętnym wyrazem twarzy.
— Nie możesz mi odpowiedzieć normalnie, co? — zapytała wreszcie głosem równie oziębłym, jak jej mina. Przygasiła papierosa i zsunęła się z parapetu.
— Ogarnij się i jedziemy. Jak czegoś ci brakuje, to sprawdź tam. — Wskazała na pudełko leżące na stoliku, który wykorzystywała do szycia. W środku rysowniczka trzymała kosmetyki, których aktualnie nie używała. Nie miała pojęcia, co miała przy sobie Prescott, ale w tamtym schowku bez problemu będzie w stanie znaleźć jakieś nieużywane szminki, tusze czy kredki do oczu. Rysowniczka zgarnęła z szafy kilka wieszaków i zniknęła w łazience.
Nie potrzebowała zbyt wiele czasu, by doprowadzić się do porządku. Prosty makijaż przez lat opanowała na tyle, że nie zabierał jej niepotrzebnych minut, co często męczyło ją w przygotowywaniu się do wyjścia z kobietami. Niejednokrotnie ze zniecierpliwienia przejmowała narzędzia od swoich dziewczyn i koleżanek, by dokończyć za nie robotę dużo szybciej. Skoro od liceum pozwalały jej się malować drag queens, to co dopiero takie nieogarnięte laski. Wyglądało też na to, że River zawsze na tego typu spędach chciała wyglądać dobrze. Czarna rozpięta marynarka opadała luźno z ramion, odsłaniając prosty, krótki top, a raczej pasek materiału, który zasłaniał wyłącznie jej piersi. Do jednej z klap przyczepiona była duża, złota broszka w kształcie krzyża, na którym nie wisiał Jezus, a naga kobieta. Czarna, krótka spódniczka ledwo wystawała spoza linii marynarki, ale nikogo raczej nie powinno dziwić, że mając takie długie nogi, miała zamiar pokazywać je przy każdej możliwej okazji. Czarne paski uprzęży oplatały jedno z jej ud tuż pod linią spódniczki, z metalowymi kółkami połyskującymi przy każdym kroku.
— Caspar udaje, że w ogóle nie przeszkadza mu, że go nie podrzucę. Zdecydowanie nie był na to przygotowany psychicznie. Gotowa? — rzuciła znad telefonu, gdy wyszła z łazienki. Zgarnęła do torby jeszcze kilka puszek energetyków, wzięła stamtąd jakieś puste pudło i skierowała się wraz z Ruelle do wyjścia, a następnie do samochodu. Dwuosobowa Mazda zdecydowanie nie byłaby w stanie pomieścić Fernwooda, który będzie musiał sobie jakoś poradzić. Dobrze, że to dorosły chłopiec. Przez to tachanie pudła nie otworzyła przed Prescott żadnych drzwi. A może to nie miało niczego wspólnego z lekkim kartonem? Trudno powiedzieć! Miały jeszcze trochę czasu, ale nieprzejmująca się specjalnie zapasem czasowym Cross wyjechała sprawnie z krętych uliczek i już kierowała się w stronę obwodnicy, po której znowu będzie mogła zapierdalać jak dzika.
koniec
Ruelle I. Prescott