clean up the rot before it digs too deep
: pn wrz 14, 2026 9:46 pm
Navarro próbowała go u t o p i ć.
Powinien był przewidzieć, że tak się to skończy.
Wystarczyło kilka minut jego nieuwagi oraz pieprzonego współczucia, na które w ogóle nie powinien sobie pozwolić. Wyciągnął ją z mieszkania, później z tonącego auta, a jeszcze kilka chwil temu siedział obok na pomoście i próbował przekonać Navarro, że nie zasługiwała na śmierć wyłącznie dlatego, że ktoś inny tak zdecydował, jakby naprawdę liczył, że którekolwiek z jego słów coś zmieni.
Zmieniły. Bo najwyraźniej uznała, że znacznie bardziej zasługiwał na nią on.
Pies policyjny przynajmniej pokazał zęby, zanim spróbował dobrać mu się do gardła; Navarro tylko chwili zaufania i przekonania, że nawet kiedy zacznie się szarpać, pierwszym odruchem Vissera nadal będzie utrzymanie jej ponad wodą. A najbardziej wkurwiające było jednak to, że miała rację. Nawet po tym, jak wyrwał jej ręce ze swojego karku, uderzył nią o wspornik i pozostawił pod pomostem, nadal obejrzał się przez ramię, sprawdzając, czy zdołała wypłynąć. Jak skończony idiota, który nie nauczył się niczego poza tym, że Bianca Navarro zawsze znajdowała jakiś nowy sposób, żeby wykorzystać miejsce, które sam dla niej zrobił.
Pierwszy pocisk zdarł korę z mijanego przez niego drzewa tuż ponad jego ramieniem, kolejny śmignął przez powietrze znacznie bliżej, zmuszając go do skręcenia w stronę, z której chwilę później dobiegło ujadanie psa.
Cały czas miał przekonanie, że potrzebowali go ż y w e g o.
Jako trup nie podałby nazwisk, tras ani miejsc, w których Sinaloa trzymała pieniądze; nie można było również wyciągnąć z niego informacji o ludziach, które potem przydałyby się w sądzie jako jedne z przesądzających dowodów. Brakującego elementu, który pomógłby posadzić wiele osób, na które polowano miesiącami czy latami, ale których nie udało się skazać ze względu na brak dostatecznych dowodów. Był bardzo ważną częścią kartelu, która mogłaby być dla federacji kluczem do rozwiązania sprawy – i z tym przeświadczeniem przemykał przez las.
Wypadł spomiędzy drzew na drogę, dostrzegając dwa radiowozy ustawione w poprzek przejazdu oraz ludzi zajmujących pozycje za otwartymi drzwiami. Kolejni wychodzili z lasu za jego plecami, z lewej strony handler ledwie utrzymywał wyrywającego się owczarka, a nad całością wisiał śmigłowiec, wzbijając z ziemi kurz i drobne liście. Mógł się poczuć jak jebana miss popularności; królowa tego balu. Normalnie celebryta.
— Ręce do góry!
Zaklął pod nosem po niderlandzku.
Powoli podniósł obie dłonie, aż młody funkcjonariusz trzymający kajdanki podszedł od tyłu, sięgnął po jego nadgarstek, a wtedy Visser wyrwał mu broń i w ciągu ułamka sekundy odwrócił sytuację. Zanim pozostali przesunęli palce na spusty, zacisnął ramię wokół szyi funkcjonariusza, obrócił go przed siebie i wyszarpnął broń z kabury. Lufę wbił pod szczękę schwytanego chłopaka, skutecznie zatrzymując zarówno szarpaninę zakładnika, jak i ludzi mierzących do nich zza radiowozów.
To był kiepski plan, ale kiepski plan był lepszy niż żaden. Jego droga ucieczki składała się z jednego policjanta, pistoletu i nadziei, że pozostali nie uznają informacji znajdujących się w głowie Robina za mniej wartościowe od życia kolegi. To niezbyt dużo, ale nadal więcej niż proponowane przez nich kajdanki.
Warkot silnika pojawił się za radiowozami, zdecydowanie zbyt szybki jak na kolejny pojazd dołączający do blokady. Kilka luf odruchowo przesunęło się w stronę zakrętu, a sekundę później stary dodge uderzył bokiem w tył jednego z samochodów, obrócił go na drodze i wbił się pomiędzy Vissera a policjantów, zatrzymując się blisko tego pierwszego. Zdarzenie było tak nagłe i niespodziewane, że potrzebował chwili, aby połączyć kropki i zorientować się, że za kierownicą siedziała Navarro.
Jej widok nie wywołał wcale ulgi – wręcz przeciwnie. Odruchowo wcisnął lufę mocniej w żuchwę przejętego policjanta, samemu zaciskając zęby w nerwach. Nie ufał jej – wcale nie dlatego, że przez ponad tysiąc dni robiła go w chuja, a on jej na to pozwalał, bo zwyczajnie go przechytrzyła. Nie ufał jej, bo ostatnim razem, kiedy próbował to zrobić, skończyło się to jej dłońmi ciasno zaciśniętymi na jego karku i świadomie próbującymi wcisnąć go pod wodę, gdy jego oddech się kończył.
Samo oszustwo potrafił jeszcze zrozumieć. Dostała zadanie, zbudowała przykrywkę i wykonała swoją robotę lepiej, niż on zdołał ją przejrzeć; nie podobało mu się to, ale przegrana pozostawała przegraną i mógł winić wyłącznie siebie, że pozwolił jej podejść dostatecznie blisko. W jeziorze nie chodziło jednak o żadną operację, rozkaz ani dowody, tylko o tę jedną krótką chwilę, w której poczuł jej ramiona wokół własnego karku i zamiast natychmiast je z siebie zerwać, przytrzymał Navarro mocniej, przekonany, że próbowała się go złapać, bo go potrzebowała. A ona wykorzystała dokładnie ten odruch, żeby spróbować go z a b i ć.
A teraz nagle siedziała za kierownicą samochodu, który wtargnął jak na jego zbawienie, chociaż mogła odjechać w przeciwną stronę. Równie dobrze mogła próbować go wyciągnąć, jak potrzebować żywego z tego samego powodu, dla którego otaczający go policjanci nie celowali w miejsca, po których trafieniu nie zdołałby już nikomu opowiedzieć o kartelu; mogło to być częścią ich planu – skoro nagle dotarła do samochodu w stanie nienaruszonym. Mogło być absolutnie wszystkim, ale nie chęcią pomocy mu. Bo nawet on nie był tak absurdalnie niespójny, żeby dziesięć minut wcześniej chcieć ją zabić, a potem ratować.
A nie, moment… Był.
Pies szarpnął handlera o krok do przodu, a jeden z policjantów obszedł maskę Dodge’a. Opcji było mało. Żadna kusząca. Visser odepchnął zakładnika z całej siły prosto na najbliższych funkcjonariuszy, szarpnął drzwi samochodu i wpadł na siedzenie pasażera. Pierwsza kula uderzyła w karoserię obok jego dłoni, druga rozbiła tylną szybę i zasypała wnętrze drobnymi kawałkami szkła.
— Jedź, kurwa — warknął. — Zanim znowu pożałuję, że to ja cię nie utopiłem. — Wybił okno, nie tracąc czasu na jego opuszczanie i posłał kilka strzałów w zgromadzenie policjantów. — I przysięgam, że jak to kolejny twój pomysł agentki Navarro na wymierzenie mi sprawiedliwości to sam się zabije i urządzę ci takie paranormal activity, że się posrasz.
fool me once, drown me twice
Powinien był przewidzieć, że tak się to skończy.
Wystarczyło kilka minut jego nieuwagi oraz pieprzonego współczucia, na które w ogóle nie powinien sobie pozwolić. Wyciągnął ją z mieszkania, później z tonącego auta, a jeszcze kilka chwil temu siedział obok na pomoście i próbował przekonać Navarro, że nie zasługiwała na śmierć wyłącznie dlatego, że ktoś inny tak zdecydował, jakby naprawdę liczył, że którekolwiek z jego słów coś zmieni.
Zmieniły. Bo najwyraźniej uznała, że znacznie bardziej zasługiwał na nią on.
Pies policyjny przynajmniej pokazał zęby, zanim spróbował dobrać mu się do gardła; Navarro tylko chwili zaufania i przekonania, że nawet kiedy zacznie się szarpać, pierwszym odruchem Vissera nadal będzie utrzymanie jej ponad wodą. A najbardziej wkurwiające było jednak to, że miała rację. Nawet po tym, jak wyrwał jej ręce ze swojego karku, uderzył nią o wspornik i pozostawił pod pomostem, nadal obejrzał się przez ramię, sprawdzając, czy zdołała wypłynąć. Jak skończony idiota, który nie nauczył się niczego poza tym, że Bianca Navarro zawsze znajdowała jakiś nowy sposób, żeby wykorzystać miejsce, które sam dla niej zrobił.
Pierwszy pocisk zdarł korę z mijanego przez niego drzewa tuż ponad jego ramieniem, kolejny śmignął przez powietrze znacznie bliżej, zmuszając go do skręcenia w stronę, z której chwilę później dobiegło ujadanie psa.
Cały czas miał przekonanie, że potrzebowali go ż y w e g o.
Jako trup nie podałby nazwisk, tras ani miejsc, w których Sinaloa trzymała pieniądze; nie można było również wyciągnąć z niego informacji o ludziach, które potem przydałyby się w sądzie jako jedne z przesądzających dowodów. Brakującego elementu, który pomógłby posadzić wiele osób, na które polowano miesiącami czy latami, ale których nie udało się skazać ze względu na brak dostatecznych dowodów. Był bardzo ważną częścią kartelu, która mogłaby być dla federacji kluczem do rozwiązania sprawy – i z tym przeświadczeniem przemykał przez las.
Wypadł spomiędzy drzew na drogę, dostrzegając dwa radiowozy ustawione w poprzek przejazdu oraz ludzi zajmujących pozycje za otwartymi drzwiami. Kolejni wychodzili z lasu za jego plecami, z lewej strony handler ledwie utrzymywał wyrywającego się owczarka, a nad całością wisiał śmigłowiec, wzbijając z ziemi kurz i drobne liście. Mógł się poczuć jak jebana miss popularności; królowa tego balu. Normalnie celebryta.
— Ręce do góry!
Zaklął pod nosem po niderlandzku.
Powoli podniósł obie dłonie, aż młody funkcjonariusz trzymający kajdanki podszedł od tyłu, sięgnął po jego nadgarstek, a wtedy Visser wyrwał mu broń i w ciągu ułamka sekundy odwrócił sytuację. Zanim pozostali przesunęli palce na spusty, zacisnął ramię wokół szyi funkcjonariusza, obrócił go przed siebie i wyszarpnął broń z kabury. Lufę wbił pod szczękę schwytanego chłopaka, skutecznie zatrzymując zarówno szarpaninę zakładnika, jak i ludzi mierzących do nich zza radiowozów.
To był kiepski plan, ale kiepski plan był lepszy niż żaden. Jego droga ucieczki składała się z jednego policjanta, pistoletu i nadziei, że pozostali nie uznają informacji znajdujących się w głowie Robina za mniej wartościowe od życia kolegi. To niezbyt dużo, ale nadal więcej niż proponowane przez nich kajdanki.
Warkot silnika pojawił się za radiowozami, zdecydowanie zbyt szybki jak na kolejny pojazd dołączający do blokady. Kilka luf odruchowo przesunęło się w stronę zakrętu, a sekundę później stary dodge uderzył bokiem w tył jednego z samochodów, obrócił go na drodze i wbił się pomiędzy Vissera a policjantów, zatrzymując się blisko tego pierwszego. Zdarzenie było tak nagłe i niespodziewane, że potrzebował chwili, aby połączyć kropki i zorientować się, że za kierownicą siedziała Navarro.
Jej widok nie wywołał wcale ulgi – wręcz przeciwnie. Odruchowo wcisnął lufę mocniej w żuchwę przejętego policjanta, samemu zaciskając zęby w nerwach. Nie ufał jej – wcale nie dlatego, że przez ponad tysiąc dni robiła go w chuja, a on jej na to pozwalał, bo zwyczajnie go przechytrzyła. Nie ufał jej, bo ostatnim razem, kiedy próbował to zrobić, skończyło się to jej dłońmi ciasno zaciśniętymi na jego karku i świadomie próbującymi wcisnąć go pod wodę, gdy jego oddech się kończył.
Samo oszustwo potrafił jeszcze zrozumieć. Dostała zadanie, zbudowała przykrywkę i wykonała swoją robotę lepiej, niż on zdołał ją przejrzeć; nie podobało mu się to, ale przegrana pozostawała przegraną i mógł winić wyłącznie siebie, że pozwolił jej podejść dostatecznie blisko. W jeziorze nie chodziło jednak o żadną operację, rozkaz ani dowody, tylko o tę jedną krótką chwilę, w której poczuł jej ramiona wokół własnego karku i zamiast natychmiast je z siebie zerwać, przytrzymał Navarro mocniej, przekonany, że próbowała się go złapać, bo go potrzebowała. A ona wykorzystała dokładnie ten odruch, żeby spróbować go z a b i ć.
A teraz nagle siedziała za kierownicą samochodu, który wtargnął jak na jego zbawienie, chociaż mogła odjechać w przeciwną stronę. Równie dobrze mogła próbować go wyciągnąć, jak potrzebować żywego z tego samego powodu, dla którego otaczający go policjanci nie celowali w miejsca, po których trafieniu nie zdołałby już nikomu opowiedzieć o kartelu; mogło to być częścią ich planu – skoro nagle dotarła do samochodu w stanie nienaruszonym. Mogło być absolutnie wszystkim, ale nie chęcią pomocy mu. Bo nawet on nie był tak absurdalnie niespójny, żeby dziesięć minut wcześniej chcieć ją zabić, a potem ratować.
A nie, moment… Był.
Pies szarpnął handlera o krok do przodu, a jeden z policjantów obszedł maskę Dodge’a. Opcji było mało. Żadna kusząca. Visser odepchnął zakładnika z całej siły prosto na najbliższych funkcjonariuszy, szarpnął drzwi samochodu i wpadł na siedzenie pasażera. Pierwsza kula uderzyła w karoserię obok jego dłoni, druga rozbiła tylną szybę i zasypała wnętrze drobnymi kawałkami szkła.
— Jedź, kurwa — warknął. — Zanim znowu pożałuję, że to ja cię nie utopiłem. — Wybił okno, nie tracąc czasu na jego opuszczanie i posłał kilka strzałów w zgromadzenie policjantów. — I przysięgam, że jak to kolejny twój pomysł agentki Navarro na wymierzenie mi sprawiedliwości to sam się zabije i urządzę ci takie paranormal activity, że się posrasz.
fool me once, drown me twice