Strona 8 z 8

All ppl make mistakes but this one shouldn't happen

: sob paź 31, 2026 6:26 pm
autor: Hunter Robertson
— Dobrze, czyli nie muszę się martwić, że wkrótce dostanę zaproszenie na ślub bo jakaś laska z Tobą wpadła. Cieszę się, że chociaż tutaj się pilnujesz. — stwierdził. Naprawdę nie chciał, żeby Ambrose przypadkiem wpakował się w jakieś bagno bo jakaś panna powie mu, że jest ojcem jej dziecka. A bo to rzadko słyszało się, że laska wpadła z jakimś ogrodnikiem i żeby nie było skandalu wrobiła w dziecko jakiegoś bogacza, żeby utrzymać odpowiedni poziom życia? Dlatego unikał takiego towarzystwa i miał nadzieję, że Rose nie będzie tacy jak oni w przyszłości, więc pewnie dlatego zabierał go na takie różne mało luksusowe wycieczki, żeby trochę odpoczął i został normalny.
— Może wracając do domu kupimy Ci okulary? Wzrok Ci się pogorszył. — rzucił, śmiejąc się. Ach te ich docinki. I tak każdy z nich wiedział, że wyglądają idealnie, więc się na siebie nie obrażali.
Najchętniej opowiadałby o tym zwycięstwie cały wyjazd, ale po co psuć im resztę wolnego czasu? Niby lubił irytować Rose, ale jakoś tym razem postanowił mu odpuścić.
— Teraz już się o tym nie przekonamy. Ale wygrałem uczciwie. — odparł, wzruszając ramionami. Nie da sobie wmówić, że oszukiwał albo jego zwycięstwo nie było fair. Po prostu przyjaciel miał pecha, że jego majtki zaczepiły się o pręt o którym oboje nie wiedzieli. — To Ci się śni w nocy? Że dobieram Ci się do majtek? — zaśmiał się, klepiąc go lekko w tyłek.
— No to byłoby dość nieprzyjemne. — rzucił, płynąc za Ambrose w stronę brzegu. Czyli koniec pływania na dzisiaj.
Wyszedł na brzeg i sięgnął po ręcznik, który wcześniej powiesił na balustradzie i wytarł nim mokre włosy.
— Zgłodniałem. Wolisz rozpalić grilla czy zająć się przygotowywaniem jedzenia? Nie będziesz cały wyjazd leżał na dupie. Przyłóż się do czegoś. — mruknął, kierując się w stronę domku. Zanim wszedł przetarł się jeszcze raz ręcznikiem i zniknął w łazience, żeby przebrać się w suchą bieliznę i luźne spodenki. Kiedy wyszedł skierował się do kuchni, żeby poczekać aż Rose doprowadzi się do porządku i będą mogli zająć się jedzeniem.

Ambrose Sinclair

All ppl make mistakes but this one shouldn't happen

: sob paź 31, 2026 8:14 pm
autor: Ambrose Sinclair
-To nic złego przytyć. Wiadomo, zacząłeś zadawać się z kimś, kto ma aspiracje na cukiernika. Nic dziwnego, że idzie ci w boczki - rzucił, nie przejmując się docinkami przyjaciela. To Rose musiał mieć w całej wymianie zdań ostatnie słowo. Jego dusza zwycięzcy nie brała pod uwagę porażki nawet podczas normalnej, kumpelskiej konwersacji. Spaczenie, które ogarnęło jego umysł przez własną rodzinę objawiało się nawet w tak prozaicznych rzeczach, jak słowna sprzeczka z przyjacielem. Nie potrafił przegrywać i prawdę powiedziawszy nawet nie chciał się tego uczyć, ponieważ w jego świecie tylko osoby na podium miały jakieś znaczenie.
-Uczciwie w twoim świecie. W tym rzeczywistym z uczciwością nie miało to niczego wspólnego. Ale ciesz się, Robertson, bo więcej okazji mieć nie będziesz - odparował, przeczesując dłonią włosy. Jak on nie lubił, kiedy były mokre. Musiał je teraz odpowiednio wysuszyć, by mieć pewność, że nie będą mu się kręciły w ten pochrzaniony sposób. Niby nikt nie mógł ich tutaj zobaczyć i Ambrose nie powinien się przejmować, ale chciał wyglądać perfekcyjnie sam dla siebie. Reprezentował zbyt wiele, by ot tak zniszczyć to dlatego, że postanowił odpuścić w dopracowaniu swojej osoby. - Nie schlebiaj sobie. Nie pojawiasz się w moich snach, więc sorry kochasiu, ale nie masz u mnie szans - rzucił, klepiąc go po ramieniu, jakby chciał mu dodać otuchy po złamanym sercu. Well, w razie konieczności, gdyby faktycznie taka sytuacja miała miejsce, przynajmniej będzie miał jakąś wprawę.
Chłopak nie patrzył na płeć brzydką w taki sposób. Ba, nijak nie wyobrażał sobie, że miałby się macać z jakimś facetem. Przecież to niemal tak, jakby człowiek macał samego siebie, biorąc pod uwagę, że niemal każdy facet posiadał to samo, w większym bądź mniejszym rozmiarze.
-Już samo to, że tutaj jestem, jest czymś. Jestem ozdobą, one nie pracują. Mówiłem ci, żebyśmy kogoś zatrudnili. Nie będę niczego rozpalał, a przygotowanie jedzenia może się źle skończyć dla twojego żołądka. Naprawdę chcesz ryzykować, że utkniesz na kiblu na kolejnych kilka dni? - przewrócił oczami. Czy Hunter naprawdę myślał, że Sinclair się weźmie do czegoś podobnego? Nie miał w tym wprawy, zresztą stronił od pracy, której nie lubił. Jedyna, od której był uzależniony, miała związek z modą.
Szybko się ogarnął, wchodząc do kuchni, która daleka była od jego prawdziwego królestwa. Miał wrażenie, że zaczynał tu spędzać zdecydowanie za dużo czasu.
-To jak, co dobrego nam zrobisz, misiaczku? - zainteresował się.

Hunter Robertson

All ppl make mistakes but this one shouldn't happen

: sob paź 31, 2026 8:36 pm
autor: Hunter Robertson
Wywrócił oczami na słowa Ambrose. On i boczki. Hudson podrzucał mu mnóstwo babeczek i różnych wypieków do spróbowania, ale nie jadł aż tyle, żeby zaraz miał przytyć, więc nie zamierzał się przejmować. Poza tym siłownię odwiedzał przynajmniej dwa razy w tygodniu, więc nie martwił się o swój wygląd.
— W takim razie nie mogę się doczekać następnego razu, żeby znowu Cię pokonać. — zaśmiał się, szturchając go ramieniem. Niech nie myśli, że dostanie taryfę ulgową. Rose nie przepadał za sportem, więc jeśli kiedyś przyjdzie im się ścigać do jakiegoś miejsca nie miał z nim szans. W większości z powodu kondycji, którą Hunter zbudował na siłowni, a której tak przyjaciel unikał żeby za bardzo się nie spocić — A kto się pojawia? Przystojniak mieszkający w twoim domu? — zachichotał, zerkając na przyjaciela. Kto się czubi, ten się lubi. Tak podobno to działa, a przyjaciel strasznie nie lubi się ze swoim nowym służącym, który pewnie nie był wcale taki zły. Po prostu Sinclair był złośliwym karłem i trudno się z nim dogadać.
— Umarłbyś z głodu gdyby nie służba i jedzenie w restauracjach. Serio. Wywiozę Cię kiedyś na bezludną wyspę i zobaczymy jak sobie poradzisz beze mnie. — powiedział, wzdychając. Rose naprawdę nie nadawał się do życia samemu. Przecież nie można mieć zawsze kogoś w pobliżu, kto zrobi coś za niego. Bogacze zawsze rozpieszczali swoje dzieci, które w przyszłości nie były nauczone dorosłego życia i w większości przypadków polegały na kimś. Przecież przyjaciel nawet nie umie po sobie posprzątać.
Nie podobało mu się to, ale ostatecznie zabrał się do roboty. Zaczął przygotowywać mięso i warzywa, które mogli przygotować na grillu. W międzyczasie sięgnął po butelkę piwa, którą powoli popijał.
— Na razie szykuję. Umyjesz warzywa na sałatkę? Czy to też zbyt wiele dla Ciebie, księciuniu? — rzucił, pokazując mu język i dalej krojąc mięso, które odkładał na bok. Szkoda, że nikt w tym czasie nie zajmował się grillem i zajmie im to więcej czasu niż by chciał.

Ambrose Sinclair

All ppl make mistakes but this one shouldn't happen

: ndz lis 01, 2026 5:15 pm
autor: Ambrose Sinclair
Ambrose już nie wiedział, czy momentami ma się śmiać, czy jednak ubolewać nad kolejnymi komentarzami przyjaciela. No bo spójrzcie na niego - nie dość, że nie chciał odpuścić, to jeszcze insynuował jakieś niestworzone rzeczy, które nie miały mieć miejsca w życiu Sinclaire'a. W takich momentach żałował, że obok nie było Valentina - to on zawsze zdobywał negatywną uwagę kogokolwiek z otoczenia, stając się idealnym obiektem, w który można było godzić kolejnymi komentarzami.
-Trochę dziwnie byłoby śnić o sobie, a jedynym przystojniakiem w moim domu jestem ja sam - stwierdził, wzruszając ramionami. Jeśli zdaniem Huntera oferma, która zamieszkała pod tym samym dachem co projektant, tylko dlatego, że jego matka została gosposią jego rodziny, była przystojna, to powinien się zastanowić, czy faktycznie nadal należy ciągnąć znajomość z kimś takim. Rose, którego stosunek do Valentina był jasny i niezmienny, w życiu nie pomyślałby, że ta pozbawiona ambicji i planów na przyszłość istota mogłaby się komuś podobać.
-Cóż, proszę bardzo, możesz próbować, ale mnie szybko znajdą, a tobie nie wróżę po tym świetlanej przyszłości - powiedział pewnie. Miał na tyle kasy, że ciężko byłoby go uprowadzić, a tym bardziej wywieźć na bezludną wyspę. Bo co, Hunter postanowiłby przemycić go w jakiejś beczce, kontenerze, czy może statkiem podwodnym? Brzmiało jak pomysł na ciekawą randkę, a nie na spełnienie gróźb.
Obserwował przyjaciela, oparty o blat. Raz po raz wtrącał jakieś uwagi, by ten nie zapomniał przypadkiem, że jest wiele rzeczy, których projektant nie lubił, a które nie powinny znaleźć się w potrawie. Jak chociażby oregano. Albo majeranek. Były śmierdzące i już samo to odstraszało.
Westchnął, kiedy został poproszony o pomoc. Bardziej nadawał się do szycia i posługiwania igłą, niż do krojenia warzyw czy przygotowywania bardziej skomplikowanych półproduktów.
-Zrobię to dla ciebie, więc możesz czuć się wyróżniony - mruknął, zabierając się za wykonanie prośby. Poleceniem tego nie nazwał, bo jeśli ktoś miał je wydawać, to właśnie on.
Ostatecznie koniec końców udało im się jedzenie przygotować i teraz nie pozostało nic innego, jak zabrać się za jego spożywanie.
-Ej, przecież mamy alkohol, co nie? Co to za kameralna impreza bez procentów? - zerknął na niego znad talerza. Była to jasna sugestia, że Hunter powinien ogarnąć im coś mocniejszego, niż tylko piwo lub herbata, którą Sinclair zrobił. To jedno wychodziło mu bezbłędnie i nawet czajnika nie wysadził w powietrze. -Tylko nam nie żałuj. Sam powiedziałeś, że jesteśmy tu sami, więc możemy się zeszmacić. Przynajmniej zapomnę o wszystkich robalach - skrzywił się na samo wspomnienie.

Hunter Robertson

All ppl make mistakes but this one shouldn't happen

: ndz lis 01, 2026 6:30 pm
autor: Hunter Robertson
— No skoro tak twierdzisz. Pewnie i tak coś ukrywasz. — zaśmiał się. Lubił drażnić Ambrose, który zaraz wkurwiał się na wszelkie teksty o homoseksualnych relacjach. Nie podejrzewał kumpla o takie zapędy, ale nie zdziwiłoby go to. Nie odkrywa się tego przecież od razu. Potrzebne są bodźce, których ten najwidoczniej nie miał w swoim życiu, ale nie powinien być taki pewien swojej orientacji bo ostatecznie wszystko się może zmienić, a póki co uparcie się oszukuje.
— No przyznaj się, że się boisz, a nie tłumaczysz się czymś takim. Myślisz, że moja matka by mnie nie szukała po całym świecie gdybym zaginął razem z Tobą? Ale ja przynajmniej załatwiłbym nam jedzenie, a ty co? Obraz byś namalował? — mruknął złośliwie, chociaż dało się usłyszeć w jego głosie, że tylko żartował. Z nim czasem tak trzeba było postępować, bo jeszcze zrobi się z niego nadęty bufon i nie będzie się nadawał do zabrania go do ludzi.
Wywracał jedynie oczami na uwagi przyjaciela. Gdyby nie był dla niego miły pewnie nawet nie brałby jego sugestii pod uwagę.
— Och jak miło. — zachichotał, kręcąc głową. Rose na szczęście nie był aż taką ciamajdą, żeby zepsuć coś tak prostego, więc jak tylko skończył z mięsem zabrali się za przygotowywanie sałatki, tym samym kończąc przygotowywanie jedzenia. Potem spędzili trochę czasu przy grillu i mogli zajadać się całkiem dobrym jedzeniem. Nie było to mistrzostwo świata, ale przynajmniej napełnili puste żołądki.
— No przecież kupiliśmy. Coraz gorzej z Twoją pamięcią, co? — rzucił, wyciągając z lodówki butelkę whisky i nalał im całkiem sporo do szklanek. Jak mieli się zeszmacić to proszę bardzo. A że on już był po jednym piwie to pewnie prędzej odpadnie niż malarz.
— Tylko nie tańcz na stole, błagam Cię. Nie wiem czy chcę to wiedzieć. — zaśmiał się, rozwalając się na kanapie z drinkiem. Naczynia zostawił w zlewie, bo nie chciało mu się już nimi zajmować tego dnia.

Ambrose Sinclair