tequila con muerte
: sob lut 07, 2026 10:03 pm
Oczywiście, że Madox musiał się bawić w Matkę Teresę Koktajli, bo jakby to chodziło o obrzydliwe kanapki to by się może wcale nie przejął, ale drinki? Mimo, że Guilia i Matteo byli trochę bezwstydni, to nie zasłużyli sobie na ohydne drinki, no a przecież to był taki jego konik. Jego zajawka, te drinki. Ostatnio coraz częściej stawał za barem i robił jakieś nowe koktajle, jakieś specjalne menu, nawet to lubił. Było to lepsze niż siedzenie w podziemiach klubu z gangusami. Mniej stresujące. Chociaż ostatnio i tak życie w podziemiach Emptiness toczyło się bardziej bez niego. Ale i tak czasem musiał tam zajrzeć, żeby wszyscy wiedzieli, kto tam jednak rządzi. W klubie.
- Pięć minut - rzucił tylko do Pilar, i musnął palcami jej talię, zanim przeszedł na drugą stronę lady i wziął się za drinka. Jak on sobie go robił, to Guilia wpatrywała się w niego jak w jakiś piękny obrazek, opierając się o ladę obok, z tym listkiem mięty przeklejonym do czoła. Może dlatego, że miał rozpiętą koszulę, a po klacie wciąż spływały mu jakieś krople tego ohydnego drinka? Albo może dlatego, że po prostu znał się na tym co robił? Matteo za to zagadywał Pilar, Madox ich słuchał, bo wyspa nie była aż tak wielka, chociaż ciemne tęczówki wpatrzone były w ten duży nóż, który trzymał z dłoni.
Kiedy Stewart powiedziała to, że pracuje w marketingu, to tylko na nią zerknął, na moment. Jako pies to nawet potrafiła się zareklamować, więc może coś w tym było. Jeden kącik jego ust drgnął do góry, kiedy powiedziała to, że on jest barmanem, a na ten entuzjazm ze strony Guili zareagował puszczeniem jej oczka. No jak to barmani mieli w zwyczaju. Szefowie klubów też zresztą.
Niby Guilia przysuwała się do niego coraz bliżej, kiedy kończył tego drinka, ale Madox i tak cały czas słuchał tej wymiany zdań między Matteo i Pilar, nie zwracając za bardzo uwagi na blondynkę, a kiedy tamten powiedział, że pokazałby jej coś na górze, to ten duży nóż, którym kroił jeszcze limonki do ozdoby, wbił z hukiem w deskę, na sztorc. Oboje na niego spojrzeli. Ale o to mu właśnie chodziło.
- Non so tu, Matteo, ma io sono fottutamente geloso della mia donna e preferirei che la lasciassi in pace - powiedział dość spokojnie, po włosku, a Matteo prychnął i zaraz spojrzał na niego jakoś krzywo. Za to Guilia westchnęła głośno znowu upijając drinka i oblizując pełne wargi, ze spojrzeniem utkwionym w Madoxie. Może jeszcze doszło by między nimi do jakiejś wymiany zdań, bo Matteo już wstał od lady, ale Stewart w porę zareagowała i już mówiła to, że muszą iść.
Dał się pociągnąć Pilar za fraki, a na odchodne jeszcze, w drzwiach, machnął parce przy kuchennej wyspie. Włoch wciąż patrzył na niego spod przymrużonych powiek i Madox nawet przez chwilę chciał mu pokazać środkowy palec, ale Pilar już go wyciągała za rękę z domu. Było nieco chłodniej niż wcześniej, ale i tak wiatr był przyjemnie ciepły.
Właściwie Madoxowi było wszystko jedno kto będzie prowadził, ale kiedy rzuciła mu kluczyki to złapał je i nawet zakręcił na palcu. Naprawdę chciał sobie tutaj pojeździć. Zupełnie inne drogi niż w Toronto, w ogóle inna kultura jazdy.
- Ohydny, jak rzygi wymieszane z alkoholem - rzucił zaraz w ogóle niekulturalnie, w odpowiedzi na jej pytanie o drinka, wieszając się na drzwiach samochodu, ale zaraz też wsiadał do środka. Zapiął pas i odpalił auto, rozłożył też dach, żeby może nie rzucali się aż tak bardzo w oczy? Chociaż w czerwonym Jeepie? I tak będą. Ale Madox przecież zawsze się rzucał. Chociaz i tak tutaj bardziej wtapiali się oboje w tłum.
Wyciągnął telefon, zerknął na wyświetlacz, a zaraz go jej dał, on przy okazji jeszcze poprawił nawiew i lusterka.
- No i świetnie - powiedział, kiedy już wytaczał tego Jeepa z podjazdu. Miał zamiar go przycisnąć, o tej porze drogi były już bardziej puste, a zresztą jechali za miasto. Rzeczywiście docisnął gazu, więc automatycznie bardziej skupił się na drodze, chociaż kiedy Pilar powiedziała o tej knajpie z tacosami, to zaraz zerknął na nią z ukosa.
- Brzmi zajebiście, zjem ich dziesięć... - zaczął, ale ona wtedy wyszła z tą alternatywą, że mogą zjeść jak będą wracać. Na chwilę się zawahał, bo jednak wciąż chciał mieć to już z głowy. Sprawdzić to, co tak go gryzło, co nie dawało mu spokoju, ale z drugiej, już wcześniej stwierdzili, że są głodni, a na myśl o tacosach to aż zaburczało mu w brzuchu. Kiedy oni ostatnio coś jedli? W samolocie, wieki temu. I skoro mogli stanąć, żeby zrobić Matteo i Guili drinki, to mogli też się zatrzymać na tacosy.
- Nie no, zjedzmy teraz, muszę czymś zabić ten ohydny posmak - nawet zacmokał dwa razy i wywalił język, wciąż czuł na nim tego drinka włoszki, aż go autentycznie wzdrygnęło, kiedy o tym pomyślał, że można zrobić coś tak okropnego. Zaraz zerknął w kierunku Stewart, bo akurat już jechali taką mniej uczęszczaną drogą, gdzieś poza Acapulco.
- Tylko mi powiedz gdzie ta knajpa - nawet się schylił, żeby przybliżyć sobie nawigację i tam ją zlokalizować. Bo przecież dwadzieścia kilometrów, przy tej narwanej jeździe to tyle co nic.
No i rzeczywiście zaraz już byli w Taco Cartel, Madoxowi się ta nazwa nawet podobała.
Pilar Stewart
- Pięć minut - rzucił tylko do Pilar, i musnął palcami jej talię, zanim przeszedł na drugą stronę lady i wziął się za drinka. Jak on sobie go robił, to Guilia wpatrywała się w niego jak w jakiś piękny obrazek, opierając się o ladę obok, z tym listkiem mięty przeklejonym do czoła. Może dlatego, że miał rozpiętą koszulę, a po klacie wciąż spływały mu jakieś krople tego ohydnego drinka? Albo może dlatego, że po prostu znał się na tym co robił? Matteo za to zagadywał Pilar, Madox ich słuchał, bo wyspa nie była aż tak wielka, chociaż ciemne tęczówki wpatrzone były w ten duży nóż, który trzymał z dłoni.
Kiedy Stewart powiedziała to, że pracuje w marketingu, to tylko na nią zerknął, na moment. Jako pies to nawet potrafiła się zareklamować, więc może coś w tym było. Jeden kącik jego ust drgnął do góry, kiedy powiedziała to, że on jest barmanem, a na ten entuzjazm ze strony Guili zareagował puszczeniem jej oczka. No jak to barmani mieli w zwyczaju. Szefowie klubów też zresztą.
Niby Guilia przysuwała się do niego coraz bliżej, kiedy kończył tego drinka, ale Madox i tak cały czas słuchał tej wymiany zdań między Matteo i Pilar, nie zwracając za bardzo uwagi na blondynkę, a kiedy tamten powiedział, że pokazałby jej coś na górze, to ten duży nóż, którym kroił jeszcze limonki do ozdoby, wbił z hukiem w deskę, na sztorc. Oboje na niego spojrzeli. Ale o to mu właśnie chodziło.
- Non so tu, Matteo, ma io sono fottutamente geloso della mia donna e preferirei che la lasciassi in pace - powiedział dość spokojnie, po włosku, a Matteo prychnął i zaraz spojrzał na niego jakoś krzywo. Za to Guilia westchnęła głośno znowu upijając drinka i oblizując pełne wargi, ze spojrzeniem utkwionym w Madoxie. Może jeszcze doszło by między nimi do jakiejś wymiany zdań, bo Matteo już wstał od lady, ale Stewart w porę zareagowała i już mówiła to, że muszą iść.
Dał się pociągnąć Pilar za fraki, a na odchodne jeszcze, w drzwiach, machnął parce przy kuchennej wyspie. Włoch wciąż patrzył na niego spod przymrużonych powiek i Madox nawet przez chwilę chciał mu pokazać środkowy palec, ale Pilar już go wyciągała za rękę z domu. Było nieco chłodniej niż wcześniej, ale i tak wiatr był przyjemnie ciepły.
Właściwie Madoxowi było wszystko jedno kto będzie prowadził, ale kiedy rzuciła mu kluczyki to złapał je i nawet zakręcił na palcu. Naprawdę chciał sobie tutaj pojeździć. Zupełnie inne drogi niż w Toronto, w ogóle inna kultura jazdy.
- Ohydny, jak rzygi wymieszane z alkoholem - rzucił zaraz w ogóle niekulturalnie, w odpowiedzi na jej pytanie o drinka, wieszając się na drzwiach samochodu, ale zaraz też wsiadał do środka. Zapiął pas i odpalił auto, rozłożył też dach, żeby może nie rzucali się aż tak bardzo w oczy? Chociaż w czerwonym Jeepie? I tak będą. Ale Madox przecież zawsze się rzucał. Chociaz i tak tutaj bardziej wtapiali się oboje w tłum.
Wyciągnął telefon, zerknął na wyświetlacz, a zaraz go jej dał, on przy okazji jeszcze poprawił nawiew i lusterka.
- No i świetnie - powiedział, kiedy już wytaczał tego Jeepa z podjazdu. Miał zamiar go przycisnąć, o tej porze drogi były już bardziej puste, a zresztą jechali za miasto. Rzeczywiście docisnął gazu, więc automatycznie bardziej skupił się na drodze, chociaż kiedy Pilar powiedziała o tej knajpie z tacosami, to zaraz zerknął na nią z ukosa.
- Brzmi zajebiście, zjem ich dziesięć... - zaczął, ale ona wtedy wyszła z tą alternatywą, że mogą zjeść jak będą wracać. Na chwilę się zawahał, bo jednak wciąż chciał mieć to już z głowy. Sprawdzić to, co tak go gryzło, co nie dawało mu spokoju, ale z drugiej, już wcześniej stwierdzili, że są głodni, a na myśl o tacosach to aż zaburczało mu w brzuchu. Kiedy oni ostatnio coś jedli? W samolocie, wieki temu. I skoro mogli stanąć, żeby zrobić Matteo i Guili drinki, to mogli też się zatrzymać na tacosy.
- Nie no, zjedzmy teraz, muszę czymś zabić ten ohydny posmak - nawet zacmokał dwa razy i wywalił język, wciąż czuł na nim tego drinka włoszki, aż go autentycznie wzdrygnęło, kiedy o tym pomyślał, że można zrobić coś tak okropnego. Zaraz zerknął w kierunku Stewart, bo akurat już jechali taką mniej uczęszczaną drogą, gdzieś poza Acapulco.
- Tylko mi powiedz gdzie ta knajpa - nawet się schylił, żeby przybliżyć sobie nawigację i tam ją zlokalizować. Bo przecież dwadzieścia kilometrów, przy tej narwanej jeździe to tyle co nic.
No i rzeczywiście zaraz już byli w Taco Cartel, Madoxowi się ta nazwa nawet podobała.
Pilar Stewart

