Strona 9 z 10

wrong timing, right feeling

: sob cze 27, 2026 9:58 am
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
To jak wyznała mu uczucia było chyba najromantyczniejsze na świecie, kiedy uciekali z Medellin, kiedy te ich oddzielne życia postanowili zmienić na wspólne, mimo wszystko. Na przeciw jego rodzicom, Truciźnie, Ticiano i Rosie. Walcząc z policją, ze zwyrolami i z całym światem. Idąc za głosem serca.
A to przecież jasno świadczyło o tym, że się kochali, i kiedy Pilar trzymała dłoń opartą na jego klatce, na tatuażu z dzielnym lwem, mogła to czuć, jak bardzo ją kochał, jak to jego młode, dzikie serce wyrywało się do niej.
A potem mogła to czuć w tym pocałunku, nie pięknym i romantycznym, nie sprawiającym, że świat nagle robił się lepszy. Bo nie robił, bo komplikował się jeszcze bardziej. Plastik wbijał im się w posiniaczoną skórę, a Madox przyciskał ją do krzesełka wsuwając palce pod materiał luźnych ubrań. I może sceneria nie była piękna jak z filmu, jak z bajki, w której na końcu bohaterowie żyli długo i szczęśliwie, bo on jej czegoś takiego nie mógł gwarantować, ale...
W tym pocałunku była najszczersza prawda, którą nosił w sobie przez osiem lat. Miłość - ta beztroska, ta która wykiełkowała w nich już dawno temu i przez te wszystkie lata rosła, rosła przysłonięta przez inne uczucia, a dzisiaj kurwa... Rozkwitła jak najpiękniejszy kwiat. Dzisiaj pokazali sobie wiele razy, jak bardzo im na sobie zależy, jak gotowi byli dla siebie do wielu poświęceń, wszystko by dla siebie zrobili.
I pokazywali to w tym nieidealnym, dzikim pocałunku. Szczerym do bólu, który rozchodził się po ich posiniaczonych ciałach.
I kiedy między kolejnymi razami, gdy ich usta łapczywie odszukiwały siebie nawzajem, Pilar powiedziała to kocham cię, Madox Noriega, to on odsunął się od niej. Serce szarpnęło do niej w piersi tak mocno, że Madox poczuł jakby miało wypierdolić w kosmos. Jego palce sięgnęły do jej pełnych warg, żeby przytrzymać ją z dala od siebie. Chciał ją całować, do utraty tchu, do śmierci, już zawsze. Czarne spojrzenie znowu ogarnięte pożądaniem, ale też błyszczące niesamowicie w tym świetle, jakimś takim młodzieńczym szaleństwem, wbijał w nią intensywnie.
- Pilar… Jak stąd uciekniemy to zostań moją... - nie dokończył, bo już trącił go w tyłek policyjny pies.
Ale co chciał jej powiedzieć?
Pewnie coś równie szalonego, jak to co oni dzisiaj robili przez cały dzień. Walczyli z Trucizną, z jego ludźmi, z ogniem i uczuciami, które tak bardzo ciągnęły ich do siebie, że to niesamowite. Takimi uczuciami, które niejednym dorosłym pewnie mieszałyby w głowach, a oni przecież byli jeszcze dzieciakami.
Dwójka dzieciaków, która teraz stała przed policją trzymając się za ręce i grając przed nimi nierozważnych.
- Twoja mama to i tak myśli, że to się nigdy nie wydarzy, a zobaczysz... zostaniesz moją żoną - mocniej ścisnął ją za rękę, a policjanci popatrzyli na nich, jakby to rzeczywiście było jakieś irracjonalne. Bo może było? Jakie osiemnastoletnie chłopaki z takim przekonaniem mówią o ślubie?
Ale Madox to był Madox, on jak w coś wchodził to w całości, nie było półśrodków - już będę uważał - rzucił jeszcze zaglądając w piękne, duże oczy Pilar, ale to i tak nie kupiło policjantów. Jednego zwłaszcza, bo już go zgarniał na przeszukanie.
Noriega doskonale wiedział co ma przy sobie, i cały czas zastanawiał się, jak teraz się tego pozbyć, więc kiedy Stewart wcisnęła mu rękę do kieszeni, to nabrał mocniej powietrze w płuca i zaraz jej się wyrwał, tylko, że ona już zdążyła zacisnąć palce na woreczku. Odwrócił się jeszcze do niej ze spojrzeniem, którym chciał jej powiedzieć, że nie powinna tego robić. Nie chciał, żeby dla niego ryzykowała.
- Nie wiem czy moja dziewczyna nie będzie zazdrosna o takie macanki - chciał jeszcze zażartować, kiedy policjant szarpnął go za sobą. Jeszcze odwrócił się do Pilar przez ramię, łapiąc jej spojrzenie. A zaraz wchodził do tego pokoiku do przeszukań.
- Ło… nigdy tu nie byłem, ale obskurnie - mruknął rozglądając się po obdrapanych ścianach. Tak naprawdę był. Tak naprawdę trzepali go już nie raz - a czego byście nie chcieli? - zapytał głupio i zaczął macać się po kieszeniach. Ta tylna jeansów była pusta, aż jego myśli momentalnie zakręciły się na Stewart. Z jednej wyciągnął paczkę prezerwatyw, z drugiej gumy do żucia i jakieś drobniaki, które rozsypały się z hukiem po stole. Policjanci popatrzyli po sobie, a potem na niego.
- Ile ty masz lat? - zapytał jeden z policjantów.
- Osiemnaście - odpowiedział od razu Madox.
- A twoja dziewczyna? - dopytał.
- Też, w listopadzie będzie miała dziewiętnaście, a ja w październiku, po wakacjach idziemy na studia - zaczął Madox, a na stoliku wylądował jego podniszczony portfel ze Spidermenem. Policjant już po niego sięgnął. A Madox przecież wiedział, że jak go sprawdzą to już po nich, mieli już go w bazie. Pilar pewnie też.
- A na co? - zapytał policjant, który siłował się już z rzepem, który zawsze łapał za mocno.
- Ja złożyłem na aktorstwo, a moja dziewczyna chciałaby iść do policji - powiedział, w sumie zgodnie z prawdą.
- Do policji? - zainteresował się ten drugi - a ty na aktorstwo? Nie wyglądasz na wielbiciela teatru - popatrzył na Noriegę. A Madox zaraz roześmiał się głośno.
- Ale lubię aktorki, to znaczy jakby moja dziewczyna pytała to nie... Ale wiadomo, że jak grasz całowanie to się nie liczy - już nawijał.
- Całowanie? - podsunął mu pod nos paczkę gumek, którą Madox położył na stole, a Noriega wzruszył ramionami. Policjant, który próbował się dobrać do jego portfela naderwał tylko ten rzep, a w końcu położył go na stole i westchnął ciężko, może nawet by poprosił Madoxa, żeby mu go otworzył, no przecież powinien... Ale albo Madox miał znowu swojego farta, albo kupiła ich ta opowieść o aktorze i polcjantce.
- Dobra zbieraj się i uważaj na te aktorki - jeden z policjantów spojrzał na niego wymownie, a drugi się zaśmiał, to był ten dobry, bo zły to był ten, który rozwalił mu portfel. Madox podniósł się z miejsca, podciągnął spodnie i znowu zaczął wszystko ładować do kieszeni.
- A dziewczynie powiedz, żeby się dobrze przygotowała do egzaminu - dodał policjant. A Noriega zasalutował.
- Powiem, dzięki - uśmiechnął się jeszcze szeroko, a potem wypadł z tego pokoiku prawie potykając się o własne nogi.
Szybciutko doskoczył do Pilar i zaraz łapał w jedną rękę torbę, a palce tej drugiej zaciskał na jej dłoni - ja pierdole, ale fart, mam taki portfel, który ma rozjebane zapięcie i trzeba... się do niego dobierać od tyłu, zresztą pokażę ci - ciągnął ją już za rękę nie do kasy, a do dworcowej łazienki, prosto do damskiej toalety, a zaraz rozejrzał się dookoła, w środku było pusto. I dobrze, Madox od razu wciągnął Stewart do jednej z kabin i dopiero kiedy byli w środku to ją puścił, torbę z pieniędzmi rzucił na zamkniętą klapę od kibla - ja jebie Pilar, jakby nie ty, to by mnie zamknęli, a potem ojciec by mnie znalazł i zabił - może trochę dramatyzował, ale mogło by tak w sumie być - pozbądźmy się tego - zadecydował i wyciągnął do niej rękę. Ale zanim podała mu woreczek, to trzasnęły drzwi do toalety, a oni mogli usłyszeć jakieś dziewczęce głosy.
- I Diego wynajmie kampera i pojedziemy do Bonaventury, bo wiesz pociągiem to chyba trzy przesiadki, a autem zajedziemy w kilka godzin... - nawijała jedna z dziewczyn.
- Ale mówiłem ci, że my z Pedro nie możemy teraz jechać, dojedziemy do was pojutrze - odpowiedziała ta druga.
- No wiem... Ale szkoda, że was nie będzie, zawsze to weselej w trasie - rzuciła pierwsza puszczając wodę z kranu. A Madox wbił spojrzenie w Pilar, bo może to była ich szansa?

También tenemos suerte, cariño ⋆.ೃ࿔*:・

wrong timing, right feeling

: sob cze 27, 2026 1:51 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Siedziała i się zamartwiała.
Tysiące myśli krążyły po jej głowie, a nawet najczarniejsze scenariusze rysowały się gdzieś pod czaszką.
Co jak nie zabrała mu wszystkiego?
Co jeśli sprawdzą jego dane?
A jeśli wrócą też po nią i wezmą ją na przeszukanie?
Jeśli otworzą torbę, którą mieli wypchaną hajsem?
Znajdą pistolet?

Nie potrafiłą przestać.
Z każdą sekundą nakręcała się coraz bardziej. Nie potrafiła trzeźwo myśleć. Jej noga mimowolnie chodziła w górę i dół bez przerwy, sprawiać, że wyglądała, jakby chorowała na nerwice albo miałą jakiś atak padaczki. Obgryzła połowę paznokci i kiedy już myślała, że ją kompletnie i do reszty po-pier-do-li, drzwi od salki policyjnej się otworzyły.
Madox wyszedł z niej o własnych siłach i w dodatku bez kajdanek na nadgarstkach. Kurwa jak dobrze. Jej serce wyrwało się do niego z takim impetem, że aż wstała z miejsca i tylko czekała aż do niej podejdzie, aż jej wszystko wyjaśni, ale on nim nawet dobrze dobiegł, już łapał w jedną rękę torbę, a w drugą jej nadgarstek.
Puścili cię? – tylko tyle zdążyła się go zapytać, nim zaciągnął ją do damskiej toalety, gdzie zaraz wylądowali w kabinie. Opadła rozgrzanymi plecami na chłodną scianę i nawet na moment nie spuszczała z niego spojrzenia. Dopiero gdy wspomniał o tym, że gdyby nie ona to by go zamknęli a ojciec zabił, wyrwała się do niego. – Martwiłam się o ciebie – wyznała, spoglądając mu głęboko w oczy. Może i byli nieustraszeni wśród innych dzieciaków, ale tutaj? Przecież nie mieliby szans z takimi policjantami. Od razu by ich zamknęli i tyle z ich pięknej, romantycznej historii. Jakiekolwiek historii tak naprawdę.
Zacisnęła palce na jego koszulce i już chciała go do siebie szarpnąć, może nawet wpić się zachłannie w jego pełne usta, ale wtedy wspomniał o tym, że powinni się pozbyć prochów, które Noriega zawędził z sejfu. Nawet nie czekała na dalsze instrukcje – po prostu siegnęła do kieszeni, złapała woreczek, a po chwili uniosła deskę i wrzuciłą go do kibla, naciskajać spłuczkę. Tak było najbezpieczniej. Nie było co zostawiać tego w koszu, bo jednak po kamerach potem wcale nie trudno by było dojść do tego, do kogo należały narkotyki.
Woda nie zdążyła jeszcze dobrze spłynąć przez kanały nim drzwi do łazienki znowu trzasnęły. Ciemne oczy Stewart nawet na moment nie schodziły z twarzy Noriegi. Oboje słuchali uważnie rozmowy, która odbywała się pomiędzy kabinami i chyba nawet myśleli o tym samym. Szczególnie, że dziewczyny wspomniały campera i dwójkę osób, która nim jednak nie jechała…
Tylko jak to odpowiednio rozegrać?
Nie mogli przejść wyjść tacy poobijani i po prostu się zaoferować, że podsłuchali ich rozmowę i chcieli się zabrać. On taki poobijany, ona poszarpana w dużo za dużych ciuchach. Trzeba było ich jakoś podejść. I chociaż zazwyczaj to on był o wiele lepszy w takie improwizacje, tym razem to ona jedynie mrunęła mu nieme pocieszaj mnie, a zaraz potem zaniosła się płaczem, chlipiąc głośno.
I co ja teraz zrobię?! – jęknęła smutno, jeszcze raz spłukując wodę w toalecie. – To jest moja ostatnia szansa, żeby zobaczyć się z babcią – odbezpieczyła zamek, po czym uchyliła drzwi wciąż nawijajać i wtulajac się do swojego chłopaka. – Jak my się teraz dostaniem do Bonaventury na czas? – chlipnęła, ciągnąć nosem i podeszła do umywalki, żeby umyć ręce. Kątem oka widziała, jak dziewczyny popatrzyły po sobie, a potem na Pilar i Madoxa, który stał za nią i ją pocieszał. – Nie no to jest przecież…
Um, wszystko okej? – spytała jedna z dziewczyn, nachylając się w stronę Stewart. A potem jakos krzywo spojrzała na Noriegę. W końcu to była damska toaleta.
Tak, dzieki – Pilar znowu pociągnęła nosem, a zaraz jeszcze przemyła twarz zimną wodą, niby żeby zamazać łzy. – Po prostu moja babka leży w szpitalu i lekarze mówią, że to ostatnie dwadzieścia cztery godziny i że to ostatni dzwonek na to, żeby się pożegnać – nawijała smutno i od razu było widać, że dziewczyny zaangażowały się w historię, bo tylko kiwały głowami i czekały na ciąg dalszy. – Wiecie, niby widzieliśmy, że to się wydarzy, ale moja mama zadzwoniła na ostatnią chwilę, więc się zebraliśmy – wskazała na Noriege z torbą. – Ale bilety do Bonaventury się skończyły, a nastepny pociąg dopiero za kilka godzin, plus czas dojazdu. Boje się, że nie zdą–
Do Bonaventury? – dopytała blondynka robiąc krok w przód. Jeszcze spojrzała wymownie na swoją koleżankę, a potem obie delikatnie skinęła głową. – Może będziemy mogły wam pomóć. Razem z moim chłopakiem wynajęliśmy kampera i za dwadzieścia minut wyjeżdżamy waśnie do Bonaventury. Może chcecie się z nami zabrać? Mamy akurat dwa miejsca.

Tal vez podamos ayudarte

wrong timing, right feeling

: ndz cze 28, 2026 7:10 am
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Na szczęście Madox wyszedł sobie jakby nigdy nic z tej salki, wypadł z niej właściwie, a zaraz już dopadł do Pilar, zaraz ciągnął ją za sobą za nadgarstek do toalety, damskiej w dodatku.
- Puścili, ale z fartem, zobacz... - wyjął swój portfel ze Spidermanem i pokazał jej rozpierdolony rzep - ten policjant mi go rozwalił i nie mógł otworzyć i chyba stwierdzili, że mnie puszczą, jeszcze im nagadałem, że idziesz do policji, a ja na aktorstwo... - może jeszcze coś by dodał, może to, że podobają mu się aktorki? Nie, to na pewno nie. Ale Pilar już rzuciła się na niego, a Madox zaraz ją łapał przyciskając do siebie. Zaraz patrzył w jej duże, piękne oczy - wiem, przepraszam, to było głupie, nie powinniśmy tak ryzykować, bo gdyby mnie sprawdzili, te dokumenty, to byłoby przejebane, a gdyby znaleźli ten koks... - nawijał jej, a jego palce sięgnęły do jej policzka odgarniając z niego ciemne kosmyki. Nie chciał jej narażać, a robił to, trochę nieumyślnie. Więc zaraz podjął decyzję o tym, żeby oddała mu prochy. Wyciągnął po nie rękę i sam pewnie chciał je spuścić w kiblu, ale zrobiła to za niego Pilar, a on tylko wbił spojrzenie w strunowy woreczek tańczący na wodzie. Nawet miał coś powiedzieć, otworzył już usta, ale drzwi łazienki trzasnęły, a oni usłyszeli te głosy, rozmowę, więc Madox ugryzł się w język, bo może nawet nie na miejscu by było, gdyby on teraz się odezwał.
Jego ciemne spojrzenie wodziło po twarzy Stewart, bo los znowu się do nich uśmiechnął, dawał im szansę, musieli tylko odpowiednio ją wykorzystać. I Madox zamierzał to zrobić, w końcu szedł na aktorstwo, a zresztą nawijkę to on miał zawsze, ale uprzedziła go Pilar, a on tylko skinął głową na jej polecenie. Przytulił ją do siebie, kiedy wyszli z toalety palce wplatając w ciemne kosmyki na jej plecach.
- Nie martw się Pilar… coś wymyślę - rzucił smutno, a jednak z jakimś takim zacięciem. I z nim też podszedł za nią do umywalki, żeby oprzeć jej dłoń na ramieniu - może spróbujemy jakimś autobusem, albo czymś? Nie poddamy się tak łatwo - może trochę dramatycznie to zabrzmiało, ale chyba nawet dobrze, bo zaraz jedna z dziewczyn pytała ich czy wszystko okej, a Madox się odwrócił. Pewnie nie powinno go tutaj być, ale przecież musiał jakoś pocieszyć swoją dziewczynę, więc zaraz sięgnął do niej ręką, żeby znowu oprzeć palce na jej ramieniu, kiedy odeszła już od umywalki. Słuchał Pilar, kiedy zaczęła opowiadać swoją bajeczkę o chorej babce i musiał przyznać, że dobrze to wymyśliła. Sam też zrobił smutną minę, chociaż jego ciemne spojrzenie przesunęło się po twarzach ich rozmówczyń, a palce mocniej zacisnęły się na ramieniu Stewart. Pokiwał głową, może nawet dodałby coś jeszcze, dla podkręcenia tej smutnej atmosfery, ale zanim Pilar zdążyła dokończyć, to jedna z dziewczyn już wyszła z propozycją, a Madox tylko spojrzał na Stewart wielkimi oczami.
- Widzisz, mówiłem ci, że Najświętsza Panienka nie pozwoli ci, żebyś nie pożegnała się z babcią - powiedział i nawet się przeżegnał wznosząc oczy ku niebu. Przegiął? Może odrobinę, ale Madox lat osiemnaście nie miał jeszcze takiego wyczucia. Dziewczyny spojrzały po sobie, ale zaraz jedna, ta która nie jechała z nimi, sięgnęła do swojego krzyżyka na szyi i ujęła go w palce.
- Będę się modlić za twoją babcię, żebyście mogły się jeszcze spotkać - powiedziała łapiąc Pilar za rękę, a Noriega zaraz pokiwał głową.
- Ja też... - na pewno, przecież on za dzieciaka do kościoła chodził jak za karę, a teraz wcale. Nie był religijny, a jego wymarzona dziewczyna przecież miała na swojej liście to, że nie mogła mu kazać chodzić do kościoła.
Blondynka, która zaproponowała im podwózkę nie odezwała się na temat tych modlitw, ale za to też złapała Pilar za rękę.
- Na pewno zdążysz do swojej babci - już obie pogłaskały Pilar po włosach, a zaraz jedna znowu się odezwała - jeszcze skorzystamy z toalety, i chcemy wpaść po jakieś zakupy do sklepu na przeciwko, i możemy ruszać, może tam się spotkajmy, co? Pod sklepem - spojrzała wymownie na Madoxa, bo chyba nie chciała przy nim korzystać z toalety, ale on zaraz skinął głową. Sięgnął do ręki Pilar i splótł jej palce ze swoimi.
- Spoko, my też coś kupimy na drogę i spotkamy się przy samochodzie? - zaproponował, a tym razem głową pokiwała blondynka, zaraz wyjaśniła im gdzie zaparkowali kampera.
Madox pociągnął Stewart do drzwi, a potem przez dworzec.
- Nie wierzę, że nam się tak trafiło... - zaczął odwracając się do Pilar i chwilę idąc tyłem, ale nawet na moment nie puścił jej ręki, a w drugiej miał torbę, którą zarzucił sobie na plecy - może po tym chujowym wczorajszym dniu, teraz będziemy mieli już tylko farta? - stwierdził, tylko, że największy fart kiedyś się kończy, ale na razie musieli skorzystać z tego, co przyniósł im los. Zaraz skierowali się do dużego sklepu, gdzie było chyba wszystko i Madox zatrzymał Pilar w miejscu - mamy dwadzieścia minut, to... co chcesz? - bo mogli trochę zaszaleć, mieli forsę, chociaż czasu nie mieli za wiele.

Creo que tuvimos suerte, cariño ִֶָ. ..𓂃 ࣪ ִֶָ🦋་༘࿐

wrong timing, right feeling

: ndz cze 28, 2026 1:12 pm
autor: Pilar Noriega
Byli okropni.
Zamiast zająć się sobą, kupić bilety, wsiąść w pociąg i już nie kusić losu, oni oczywiscie postanowili przeciąć drogę na skóry (albo właśnie na około?) i wkręcić jakąś niczego nieświadomą laskę, że babka Pilar, która nawet nie istniała umierała w szpitalu w Bonaventurze i musieli się tam dostać jak najszybciej. Dwa diabełki, które odstrzeliły takie przedstawienie, że dziewczyny się tam prawie popłakały ze współczucia.
Chociaż kiedy Noriega wspomniał o Najświętszej Panience, która na pewno nie pozwoli, żeby nie pożegnała się z babcią, to o mały włos Stewart sama się nie spłakała. Ze śmiechu. Bo akurat oni i kościół to mieli ze sobą tyle wspólnego, co Pilar z byciem damą. Czyli nic, jakby ktoś nie zajarzył. A jednak przeżegnała się, kiedy jedna z dziewczyn powiedziała, że będzie się modlić za jej babcie.
Dziękuję, to naprawdę wiele dla mnie znaczy – rzuciła smutno, po czym delikatnie się uśmiechnęła. – Wiecie, już od pół roku wiedzieliśmy, że ten dzień w końcu nadejdzie, więc gdzieś tam głowa była przygotowana, ale jednak nie pożegnać się po raz ostatni… – znowu chlipnęła pod nosem, a Madox pogłaskał ją po plecach i kiedy Pilar przemywała sobie twarz wodą, on już dogrywał z dziewczynami szczegóły, kiedy jak i gdzie powinni się spotkać, żeby razem wyruszyć camperem w drogę. Okazało sie, że za niecałe dwadzieścia minut wyruszali spod sklepu, który był po drugiej stronie dworca.
Koniecznie kupcie sobie coś… – dziewczyna zmierzyła ich jeszcze od góry do dołu spojrzeniem. – Luźniejszego – no tak, bo mieli na sobie dresy i bluzy. W dodatku Pilar te o dużo za duże. – Po południu ma być mega ciepło, to żebyście się nie ugotowali – dodała, spoglądając na nich, jakby już byli jej znajomymi. Pilar posłała jej uśmiech, skinęła głową, a po chwili już ciągnęła Madoxa dworcem do wyjścia.
Jebany fart.
Mieli dosłownie jebanego farta. Stewart tylko miała nadzieje, że on wcale nie skończy się niedługo i chociaż bezpiecznie uda im się dojechać do innego miasta. Występki jakich dokonali, może i był poważne, ale nie na tyle, żeby wystawiać za nimi listy gończe. Nikt nie będzie aktywnie ich szukać, może oprócz ojca Noriegi. Wystarczyło więc, nie rzucać sie w oczy i przede wszystkim nie dać się złapać żadnym służbą, bo akurat w systemie mogli wszystko podejrzeć.
Podniosła na niego spojrzenie, gdy spytał, co chciała robić. Dwadzieścia minut, to wcale nie było dużo, ale…
Może faktycznie kupimy jakieś ciuchy? – zaproponowała. – Nie żebym nie chciała chodzić w twoich gaciach ze spierdmanem, ale stanik byłby miły – przystanęła na moment, wyskakując przed niego i przez moment po parkingu szła tyłem. – I może jakaś sukienka? Najlepiej taka, przez którą nie będziesz mógł oderwać ode mnie wzroku – bezczelny uśmiech przeleciał przez jej twarz, a nogi przyspieszyły kroku. Chociaż oczywiście Pilar nie byłaby sobą, gdyby… – A jak starczy nam czasu to może pójdziemy na lody? – czekoladowe najlepiej w połączeniu z mango. Ich ulubione. Albo cokolwiek z czekoladą by ją zadowoliło. Zwykłe jedzenie w sumie też, biorąc pod uwagę, że nie jadła nic od wczorajszego obiadu przed wyjazdem na walki. Nawet brzuch jej zaburczał od razu, jak to powiedziała.
Może nawet któreś z nich by to jakoś skomentowało, ale Madox musiał szarpnąc Pilar do siebie, bo wpadłaby na pracownicę sklepu, która właśnie wystawiała wózki do wiaty. Zegary w Medellin wybiły już szóstą rano, wiec miasto budziło się do życia, a wraz z nim otwierały sklepy. Market, w którym sie znaleźli miał w sobie wszystko – jedzenie, meble i całą strefę z ubraniami, do której Pilar od razu pociagnęła Madoxa. Nie mieli przecież czasu się rozglądać, trzeba było złapać kilka rzeczy, przymierzyć i spadać. Chociaż Stewart przystanęła przy jakiejś dziwnej alejce i zaraz uniosła w górę różową czapkę z penisami i pokazała Madoxowi.
Patrz jaka zajebista – prychnęła, obracając ją sobie na palcu. – Kupie Tio na urodziny – dodała zadowolona i odrzuciła ją do kosza. Pięknie by go to podsumowało, po tym jakim k u t a s e m okazał się w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin. Ale przecież nie tylko, bo kiedy mieli po dziesięć lat Ticiano również interesował jedynie czubek własnego nosa. To przez niego się wtedy rozstali. Ale teraz to i tak nie było ważne, nie miało najmniejszego znaczenia.
Pilar jeszcze po drodze pokazała Madoxowi kilka odklejonych ciuchów, jak ta owłosiona bluzeczka, aż w koncu wpadli na sektor z normalnymi ciuchami. Może i nie było tu nic markowego, ale ciuchy wyglądały dobrze. Zaraz zaczęła przebierać, co trzeba. W pierwszej kolejności zgarnęła kilka stroi. W końcu skoro jechali nad morze musieli mieć w czym pływać, nie? Potem jeszcze sukienki. Gdzieś w międzyczasie też zaczepiła Noriegę, nachylając się w jego kierunku.
Miałeś mi wybrać bieliznę – mruknęła mu do ucha, czując w brzuchu przyjemne dreszcze. Nikt jej nigdy nie wybierał tak intymnych części garderoby, ale ekscytowało ja to. Chciała mu się podobać. No kurwa była młodą dziewczyną, po uszy zakochaną w facecie, z którym jeszcze dzień wcześniej się nienawidziła. Tu sytuacja była kurewsko dynamiczna, a ich miłość chociaż szczeniacka, to najprawdziwsza. – Będę tam – wskazała mu gestem ręki drzwi do przymierzalni. Tam od razu zrzuciła z siebie wszystkie ciuchy wraz z bokserkami w spiermany i zabrała się za przymierzanie strojów kąpielowych.

Quiero que te guste ˚˖𓍢ִ໋❀

wrong timing, right feeling

: ndz cze 28, 2026 9:04 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Oni już tacy byli, dwa diabełki, ale trzeba wspomnieć, że ta podróż kamperem wydawała się jednak bezpieczniejsza niż pociągiem, gdzie Madoxowi na dworcu... psy dobierały się do dupy, i to dosłownie. A przede wszystkim to oni musieli myśleć o sobie, a nie o jakiś laskach, które będą się modlić za zmyślone babcie, a nóż ta modlitwa pójdzie na jakąś inną, za którą nie ma się kto pomodlić, i wtedy to już w ogóle kolejny dobry, nieświadomy, uczynek z ich strony.
Kiedy jedna z dziewczyn powiedziała, żeby kupili sobie coś luźniejszego, to Noriega obrzucił spojrzeniem Pilar w jego dresach i koszulce, nie wyglądała źle, ale trochę jakby te ciuchy dostała po starszym bracie i kazali jej w nich chodzić.
- W sumie tak wyskoczyliśmy z domu, że nawet tego nie przekminiliśmy, ale coś się ogarnie - przyznał.
A zaraz rzeczywiście szli już przez dworzec do tego sklepu, gdzie można było kupić chyba wszystko, tylko czego oni teraz najbardziej potrzebowali?
- Dobra, to zacznijmy od ciuchów - Madox zaraz zgodził się z Pilar, ale na jej kolejne słowa wywrócił oczami - a po co ci stanik? Tak wyglądasz dobrze - oczywiście, że spojrzał na jej piersi rysujące się pod materiałem jego koszulki - ale sukienkę zdecydowanie tak - wyrwał się nawet do niej bliżej, ale kiedy Stewart powiedziała o lodach, to on już kiwał głową - głodny jestem... - dodał, bo w sumie też był, chociaż jemu nie zaburczało w brzuchu, ale za to słysząc to burczenie Pilar, to roześmiał się głośno, a zaraz szarpnął ja do siebie, żeby nie wpadła na dziewczynę z wózkami, ale za to znowu... w jego ramiona. Ciemne spojrzenie zawiesił na jej dużych, pięknych oczach i już pochylił się do niej, ale Stewart pociągnęła go za rękę w stronę sklepu. No tak nie mieli za dużo czasu...
Ale i tak znaleźli go na to, żeby obejrzeć te przypałowe rzeczy i Madox nawet założył sobie na głowę ten kapelusz z penisami - i jak? Chujowo? - parsknął śmiechem, a potem głośniej, na cały sklep, kiedy Pilar powiedziała, że kupi Tio na urodziny, aż kilka osób się na nich obejrzało - będzie mu do twarzy - pokiwał głową. A potem przechylił ją na bok, kiedy Stewart przyłożyła do siebie tą owłosioną koszulkę na wieszaku - ja pierdole... Nie wiem czy w tej bluzce odważyłbym się do ciebie dobrać - aż zmrużył powieki myśląc nad tym, ale zaraz się do niej wyrwał i złapał ją w pasie przyciągając do siebie, kiedy ruszyli dalej, na normalne ciuchy - chociaż pewnie tak... Zajebiście mnie kręcisz - mruknął jej do ucha. A kiedy stanęli przy alejce z ubraniami, to Madox od razu wrzucił do koszyka jakieś kolorowe spodenki do pływania, nawet nie musiał ich przymierzać, a do tego klapki, bo ich w sumie nie wziął. Przymierzył też jakieś okulary przeciwsłoneczne pokazując się w nich Pilar. A kiedy powiedziała mu, że miał jej wybrać bieliznę, to wbił w nią ciemne spojrzenie. Nie wybierał nigdy kobiecie bielizny. Chociaż Rosa raz go wzięła na bieliźniane zakupy, ale ona wtedy sama sobie wybrała komplety, a on tylko musiał jej potwierdzić, że wygląda dobrze i zapłacić.
- Ale ja... - zaczął, a jego spojrzenie prześlizgnęło się po jej sylwetce, zawiesił je znowu na jej piersiach - dobra - zgodził się i tylko odprowadził Pilar wzrokiem do przymierzalni. Stał chyba przed tymi wieszakami z bielizną dobre pięć minut, co biorąc pod uwagę to, że nie mieli czasu, i tak było długo. Najpierw nie wiedział jaki wziąć rozmiar, ale kiedy tak dołożył rękę do miseczki stanika, i jeszcze trochę się pozastanawiał, zwizualizował sobie pewne rzeczy, to w końcu coś wybrał. Miał nadzieję, że trafił.
Stanął przed drzwiami przymierzalni i zapukał w nie lekko.
- Pilar? - zapytał, a kiedy mu odpowiedziała, to tylko rozejrzał się na boki, czy ktoś nie patrzy, a potem bez skrępowania wbił do niej, do środka, kiedy akurat miała już na sobie jakiś kostium. Znowu zmierzył ją spojrzeniem i aż przełknął ślinkę, bo wyglądała zdecydowanie lepiej niż w jego koszulce. Oparł się o drzwi i wystawił w jej kierunku wieszaczek z... jakimś babcinym, chamskim stanikiem, w kwiatki - może być? - zapytał z poważną miną, ale kiedy Stewart spojrzała na niego jak na debila, to nie wytrzymał i parsknął śmiechem - żartuję, ale zobacz to... - zaprezentował jej koronkowy zestaw bielizny, czerwony, może nie był to żaden ekskluzywny towar, ale koronka była delikatna, a sam krój chyba w porządku - tylko to też musisz przymierzyć - mrugnął do niej jednym okiem, a zaraz sobie usiadł na siedzonku w środku przymierzalni, czyli chyba miała to robić przy nim - był taki jeszcze biały i czarny, i różowy... Zastanawiałem się nad różowym - wcale nie, ale musiał ją tak trochę pozaczepiać - no i nad takimi majtasami do tego, które wyglądały trochę jak pampers - jeszcze wskazał głową ten stanik, który jej zaprezentował jako pierwszy. A zaraz zadarł głowę do góry, żeby złapać jej spojrzenie - a ten kostium bierzesz, nie? Jest kurewsko hot - sięgnął do jakiegoś wiązania, które miała na boku, żeby za nie szarpnąć i jej je rozwiązać.

Aunque te ves sexy con todo ⋆˚✿🍒𐙚⋆˚

wrong timing, right feeling

: wt cze 30, 2026 8:46 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa, nagość
teenagers be teenagers
Jak to się stało, że jeszcze półtorej godziny temu walczyli o życie, a teraz byli w sklepie, przebierając ciuchy i jak gdyby nigdy nic robiąc zakupy? Oczywiście należało do tego dodać torbę pełną forsy i nawet pistolet, który się w niej znajdował, ale to przecież był marny szczegół.
Pilar zgarnęła z wieszaków kilka sukienek, mniej lub bardziej skąpych i dwa stroje kąpielowe. W końcu jechali nad morze — będą musieli mieć w czym się kąpać i łapać chwile beztroski. Pierwszy nie był jakiś szałowy i nawet trochę za duży, natomiast drugi leżał idealnie. Wiązany po bokach i z delikatnymi różyczkami przy miseczkach. Aż uśmiechnęła się do siebie, patrząc w lustrze, chociaż kiedy jej wzrok zjechał w dół, na brzuch, na którym malował się ogromny, siny już kurwa krwiak, to mina jej zrzedła. Wyglądało to źle. Dobrze, że chociaż na udzie miała bandaż i w chuj plasterków, które jakoś przysłaniały wydzieraną literkę T po pierdolonym Truciźnie. Westchnęła ciężko. Jak ona miała tak wyjść do ludzi? Normalnie nie obchodziło ją, jak wyglądała, ale akurat z tymi rozlanymi siniakami wyglądała, jakby była ofiarą przemocy domowej.
Tak się na tym zakręciła, że kiedy Madox znalazł się po drugiej stronie drzwi do przymierzalni, ona wystraszyła się i podskoczyła. Nawet chciała mu powiedzieć, żeby nie wchodził, ale on już sam się odłużył klamką i znalazł się w środku, zatrzaskując za sobą drzwi. Wbiła w niego ciemne spojrzenie.
Jest bardzo źle? — spytała zupełnie szczerze, spuszczając wzrok na brzuch i od niego też oczekiwała równie prawdziwej odpowiedzi. Chociaż przecież już dzisiaj jej powiedział, że wyglądało to okropnie, u niej w domu w łazience, a teraz było chyba jeszcze gorzej. Na moment nawet się zasłoniła, jakby nie chciała, żeby oglądał ją w takim stanie. Dopiero gdy wystawił w jej kierunku babciny stanik, to się zaśmiała.
Co to kurwa za spadochron? — spytała rozbawiona, łapiąc go w ręce. Nie dość, że był ogromny, to wyglądał jak dla starej baby. — Oba cycki zmieściłyby mi się w jedną miseczkę — nawet przystawiła to sobie do piersi i faktycznie, PRAWIE mieścił się i lewy i prawy. Już miała mówić, że chyba Rosa sama sobie kupowała bieliznę, bo on ewidentnie był w tym chujowy, ale okazało się, że tylko się zgrywał i po chwili prezentował jej piękny, czerwony set. — No to już lepsze — mruknęła niby obojętnie, ale tak naprawdę mógł widzieć w jej oczach, jak bardzo się jej podobało. Pilar nie miała nigdy zajebistej bielizny. Raczej ubierała się w dość ubogich sklepach, bo w domu nigdy się nie przelewało. I tutaj może nie było jakiś wygórowanych cen, jednak można je było określić jak ze średniej półki, która raczej też była normalnie poza jej zasięgiem. Ale przecież mieli w torbie tyle forsy, że mogli sobie pozwolić na co tylko chcieli. Nawet na sto takich setów. Prychnęła, gdy oznajmił, że musiała przymierzyć.
Boisz się, że wziąłeś zły rozmiar, czy po prostu chcesz popatrzeć, jak się rozbieram? — rzuciła zaczepnie i sama oparła się na moment o ścianę po drugiej stronie, przyglądając mu się uważnie. Widziała dokładnie, jak jego spojrzenie wodziło po jej ciele. Jak przesuwało się z twarzy w dół, na piersi, brzuch, biodra i uda. Podobała mu się? Kurwa, tak bardzo chciała mu się podboać. Ja jeszcze żadnemu innemu chłopakowi. — Trzeba było wziąć różowy. To mój ulubiony kolor. Zawsze chodzę w różowym — może nawet by jej w to uwierzył… gdyby jej nie znał. Pilar była zdecydowanie za mało dziewczęca na ten kolor. Kiedyś Marie pożyczyła jej różową kieckę — wyglądała w niej jak kurwa lalka Barbie z AliExpress. Czerwony zdecydowanie bardziej do niej pasował, do zadziornego charakteru i ognia, który drzemał pod skórą. — Majtki-pampersy też mogą się przydać. Wiesz, jak trzeba będzie poupychać gdzieś pieniądze, to akurat — zaśmiała się i nawet mu zaprezentowała, jakby upychali tą forsę. Pojebane to było, że ich sytuacja była tak poważna, krytyczna wręcz, wszystko mogło się wyjebać w jednej chwili, a jendak oni potrafili kompletnie beztrosko sobie teraz rozmawiać, nie przejmując się niczym, tylko sobą. Piękne to było. I głupie. Ale na szczeniacką miłość chyba nie było mocnych?
Na pewno nie, bo kiedy tylko Noriega oznajmił, że w kostiumie wyglądała kurewsko hot, przez ciało Pilar przeszła ogromna fala gorąca. Złapała więcej powietrza w płuca, a gdy jego palec zakręcił się na sznurku i go rozwiązał z jednej strony, uśmiechnęła się do niego bezczelnie. Spojrzenie utkwiła w jego twarzy, a w jej oczach można było dostrzec szalejące kurwiki.
Biorę — mruknęła, przytrzymując sobie jego dłoń, przy swoim udzie. Wbiła sobie jego palce jeszcze mocniej z skórę, delektując się jego dotykiem. Tym jak szorstkie opuszki sunęły po skórze. Po chwili sięgnęła również po jego wolną rękę i umieściła ją sobie po drugiej stronie, przy wiązaniu. — Ale chyba będziesz musiał mi pomóc, bo ciężko się go… — zaczepiła jego palce o sznurek i nakierowała go, żeby złapał go w palce, a następnie pociągnęła jego dłoń w dół, po udzie. — Ściąga — chociaż jego dłońmi wychodziło to aż za łatwo. Rozwiązany sznurek zatańczył w powietrzu, a gdy palce Noriegi zwolniły uścisk, to cały materiał po prostu opadł w dół, prosto na podłodze, między jego buty.
Nawet na moment nie puściła jego dłoni. Co więcej — rozpoczęła nimi wędrówkę po obu stronach. Pierwsze poprowadziła je na biodra, podczas gdy sama podeszłą do niego jeszcze bliżej, dosłownie wchodząc pomiędzy jego kolana. Po raz pierwszy to ona patrzyła na niego z góry, ale wcale nie z wyższością. W jej oczach były teraz zupełnie inne emocje. Kurewsko mocne i kurewsko skrajne. Drżała pod jego dotykiem. Nikt nigdy nie działał na nią w ten sposób. Była wręcz tym zjawiskiem za-fa-scy-no-wa-na. I na pewno nie chciała przerywać. Podprowadziła jego dłonie pod piersi, ale zamiast pozwolić mu ująć je przez materiał stanika, przesunęła je do tyłu, na plecy. Pierwsze do wiązania na dole, a dopiero potem na przód i do góry, na szyję. Oddech już miała ciężki, podczas gdy ten jego tańczył na jej brzuchu.
I co ja bym bez ciebie zrobiła? — spytała prawie szeptem, po-wo-li przesuwając sobie jego dłonie wraz z rozwiązanymi sznurkami do przodu, na odkryte już piersi, a gdy Noriega w końcu opuścił biustonosz na ziemie i zacisnął na nich dłonie, z gardła Pilar wyrwało się niekontrolowane… jęknięcie.
Kurwa.

¿Y qué haría yo sin ti? ˚˖𓍢ִ໋❀

wrong timing, right feeling

: śr lip 01, 2026 7:28 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, +18
Uśmiechnął się kiedy wszedł do niej do przymierzalni, ale zaraz mina mu zrzedła, kiedy Pilar zapytała czy jest bardzo źle, jego ciemne spojrzenie zjechało na jej brzuch. Na te siniaki. Zmartwił się. Wyrwał do niej, a zaraz jego szorstkie opuszki musnęły delikatnie jej posiniaczoną skórę.
- Boli cię? - zapytał chociaż widział jak zadrżała pod jego dotykiem, pewnie, że bolało, więc on już zaraz odsuwał się od niej - może powinniśmy z tym jechać do szpitala? Może jednak wrócimy i... - i już chciał nawijać, że powinien obejrzeć ją lekarz. I to nie tak, że wyglądało mu to okropnie, bo brzydko, tylko przecież... - zabiłbym go za to co ci zrobił, jebany debil... - o Truciźnie mówił - to jest aż... - i znowu nie dokończył co, bo kiedy się tak uniósł, to machnął przed Pilar tym babcinym stanikiem, a ona się zaśmiała. I chociaż jego oczy były jeszcze pełne troski o nią. Martwiły się o to, czy ją to boli, to jednak ten uśmiech...
Wyrwał się do niej, a kąciki jego ust też uniosły się ku górze - nigdy nie wiadomo co się przyda, a wtedy ty go tylko odpinasz i już... spadochron - oparł się o ściankę blisko niej i obserwował jak w ten spadochrono-biustonosz próbowała zapakować oba swoje cycki, parsknął śmiechem, ale zaraz zasłonił usta dłonią, bo jak będą się tak tutaj śmiać, to ich stąd wywalą. Zaraz zresztą prezentował jej, z dumą, ten komplet, który jej wybrał, z czerwonej koronki. Zaczepił ją kolanem, kiedy już sobie usiadł, a ona rzuciła to obojętne no to już lepsze, chociaż oczy błyszczały jej chyba tak samo, jak te jego - no właśnie nie jestem pewien, musisz przymierzyć - znowu ją zaczepiał. Nie zamierzał też wcale się stąd ruszyć, tylko już zadzierał głowę wbijając w nią coraz ciemniejsze spojrzenie. Prawie już czarne.
- Chcę popatrzeć jak się rozbierasz - przyznał bez skrępowania - chociaż z rozmiarem to też jeszcze nie wiem czy trafiłem - wzruszył ramionami. Jego oczy sunęły po jej ciele, a usta wyginały się w zaczepnym uśmiechu. Nie mógł się na nią napatrzeć. Kurewsko mu się podobało, jak żadna inna dziewczyna na świecie. Bardziej niż wszystkie aktorki, do których podbijał, i nawet z tym krwiakiem, który teraz już nie miał znaczenia - tak myślałem, że róż to twój kolor, daj to wymienię - pokazał jej czubek języka i nawet wyciągnął rękę po ten czerwony komplet, ale zamiast go zabrać, to szarpnął sznureczek od jej kostiumu, jeszcze go nie rozwiązał. Nigdy nie widział Pilar w różu, nawet jak mieli po dziesięć lat to ona wybierała błękity, fiolet, miętę, pastelowe kolory, ale i tak nigdy róż. A jemu i tak najbardziej się podobała, jak raz przyszła do domku na drzewie w piłkarskiej, czerwonej koszulce.
Opadł plecami na ściankę i znowu się zaśmiał na te majtki pampersy, w które mogliby pakować hajs, zaraz znowu zasłonił się ręką - weź... bo sobie pomyślą, że opowiadamy tu sobie kawały, czy coś... - wywrócił oczami. Może jakby mieli dziesięć lat, to by to robili, ale mieli trochę więcej. I trochę inne myśli niż dziecinne żarciki, co zresztą Madox zaraz jej udowodnił mówiąc jak w tym kostiumie wyglądała kurewsko hot, trzeba to jeszcze podkreślić. A zaraz szarpał za sznurek od majtek i teraz już tak, żeby go rozwiązać. Zadarł do góry głowę, żeby spojrzeć w jej oczy, które zaświeciły zadziornie. On też posłał jej taki bezczelny uśmieszek i już prawie... Prawie do niej wstał.
Uśmiechnął się kiedy stwierdziła, że go bierze, a gdy naparła na jego palce, tak, że wbijały się w gładką skórę to spuścił na nie spojrzenie, aż złapał w płuca więcej powietrza. Jego czarne oczy zaraz spoczęły po drugiej stronie na jej biodrze, wraz z drugą ręką, zacisnął palce na sznurku i pociągnął go w dół, tak jak go pokierowała, aż ruszył się do przodu na tym siedzonku. Wyrwał do niej bliżej. Jego ciepły oddech zatańczył gdzieś na jej brzuchu.
- Zobacz jak prosto... - te słowa ułożył w okolicach jej pępka, wraz z przyspieszonym już, gorącym oddechem. Jego oczy opadły w dół, w to miejsce między jej nogami. Dopiero kiedy przesunęła jego palce wyżej, po biodrach, to podniósł na nią spojrzenie. Patrzył na nią z dołu, ale ledwo siedział na miejscu, żeby się do niej nie wyrwać. Krótkimi paznokciami zarysował jej jasną skórę, lekko, bo czarowne prążki nikły zaraz, ale i tak... zadrżała pod jego dotykiem. Czuł te iskierki, które wędrowały jej pod skórą, które migotały w jego oczach.
Zaczepił ją trampkiem o łydkę, kiedy stanęła między jego nogami, przyciągając do siebie jeszcze bliżej. Zatrzymał palce pod jej piersiami, w które teraz się wpatrywał, aż wstrzymał na moment powietrze, a kiedy pokierowała go z tyłu na plecy, to najpierw przesunął palcem po sznurku, a potem wymacał właściwy, żeby nie zaciągnąć wiązania, tylko je rozsupłać. Udało się, bo cienki materiał wisiał już tylko na jej szyi ledwo przysłaniając jej piersi. Ale przecież zaraz poprowadziła go wyżej i... I za jednym pociągnięciem sznureczka puściła ta ostatnia granica przyzwoitości, ostatnia przeszkoda.
Madox odchylił się do tyłu, aż uderzył głową w ściankę, ale to nic, bo jego ciemne oczy złapały na moment jej kształtne piersi, a zaraz... odnalazły jej piękne, przenikliwe spojrzenie - chyba byś... chodziła w tym kostiumie - mruknął, a jego szorstkie opuszki przesunęły się wyżej, na jej piersi, na których zacisnął palce, a kiedy z jej gardła wyrwało się to jęknięcie, to... on też się do niej wyrwał. W sekundzie się podniósł, rzucił na nią jak ten dziki kot, jak jaguar. I zaraz przyciskał ją do ścianki, biodrem przypierał do tej zimnej ściany niewielkiej przymierzalni. Jego palce drażniły jej sutki, które reagowały na niego odpowiednio, a usta, te musnęły jej szyję, gardło, z którego wyrwał się kolejny jęk i ucho - ale ty mnie kręcisz... - do którego szeptał. Bo niesamowicie go tym pokazem nakręciła, do tego stopnia, że nie umiał się wcale powstrzymać, a kiedy palce jednej ręki musnęły jej obojczyk, przesunęły się po szyi i ułożył je na jej żuchwie. Kiedy zadarł jej głowę do góry, tak, że ich spojrzenia znowu się spotkały. Czarne, ogniste, błyszczące jak milion gwiazd. To usta w końcu odszukały jej pełne, gorące wargi, w które wpił się łapczywie, mocno. Tak, jakby nie liczyło się nic innego, jakby jutra miało nie być. Bo mogło go wcale nie być, mógłby skonać tutaj, przy niej. Z ostatnim oddechem, który jej oddał, z jej smakiem na języku i palcami zaciśniętymi na jej piersi.
- Zróbmy to tutaj... - mruknął na raty w jej pełne, gorące wargi, między kolejnymi spragnionymi pocałunkami...
Może by zrobili, gdyby ktoś nie zapukał w drzwi przebieralni.
- Zajęte - rzucił Madox, ale ledwo... Ledwo łapał powietrze i ledwo kontaktował, bo jego czarne oczy były wpatrzone tylko w nią.
- Już bardzo długo tam siedzicie... Inni ludzie też chcę skorzystać z przymierzalni - rzucił jakiś dziewczyński głosik za drzwiami. Czyli ktoś ich przyuważył.
Kurwa.

Me estás sacando de quicio °❀.ೃ࿔*

wrong timing, right feeling

: ndz lip 05, 2026 3:07 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Nie chciała jechać do szpitala.
Było to ostatnie miejsce, w jakim aktualnie chciała się znaleźć. Daleko od niego. Kurwa, to przecież było niemożliwe. Nie dałaby rady. Już nigdy nie chciała go mieć daleko. Osiem lat to było wystarczająco długo, żeby stęsknione serce prawie umarło.
Przeszli naprawdę wiele, a tego wieczoru to wszystko, co miało miejsce, było jebaną kulminacją. Wisienką na diabelskim torcie, z której ledwo uszli z zyciem. A teraz? Teraz stali w ciasnej przymierzalni, gotowi uciec nawet na drugi koniec świata, byleby tylko być razem. Dwójka głupców, dzieci jeszcze przecież, bo to co oni mieli w głowach, nie dało się nazwać dorosłością. Nie mieli w sobie za grosz poczuci konsekwencji i tego, jak pojedyncze decyzje mogły wpłynąć na cały ich dalszy los. Liczyli się tylko oni. Tu i teraz.
To jak jego szorstkie palce sunęły w pełnej świadomości po jej ciele. Jak odkrywały je kawałek po kawałku, bo przecież nigdy wcześniej nie miały okazji, a wcześniej w łazience… tylko zdążył ściągnąć z niej majtki. Nic więcej. Teraz stała prosto przed nim, prowadząc go do tej ostatniej bariery przyzwoitości, jaką był jej biustonosz. Biustonosz, którego sznureczki on rozwiązał bez problemu.
Jego dotyk palił. Nie przypominał nic innego, co czuła wcześniej, przy innych chłopakach, nawet przy Tio. Jasne, wtedy też to było przyjemne, skóra potrafiła mrowić, a ciało wić się pod dotykiem, napędzone nastoletnim pożądaniem, jednak tu… to był zupełnie inne poziom. Może była to kwestia tego, że pragnęła go przez tak wiele lat? Że setki razy zastanawiała się, jak jego ręce przesuwałyby się po jej skórze, jak smakowały jego usta, czy dalej nosiły na sobie czekoladowe wspomnienie tamtych pamiętnych wakacji. Odpychała od siebie myśli, że chciała Madoxa, bo wiedziała, że nie miała do tego prawa, ale teraz? Teraz to wszystko popuściło, każda jedna granica, wszystko co ją wcześniej powstrzymywało i ona nie miała zamiaru się zatrzymać.
Wbiła w niego spojrzenie, kiedy jego wzrok powędrował na jej piersi, kiedy zacisnął na nich palce, idelanie mieszcząc je w swoich dłoniach. A potem gdy drażnił jej kurewsko wrażliwe sutki, pożerając ją wzrokiem. Aż w konuc wybrzmiał spomiędzy jej pełnych warg ten jęk, który przebił ostatnie hamulce. Nawet nie zakodowała momentu, w którym się poderwał. Poczuła po prostu jak jej plecy zwężają się z chłodną ścianą z tyłu. Odbiła się od niej i nawet nie zdążyła czegokolwiek powiedzieć, bo on już całował jej szyję, gardło i żuchwę, powodując, że d r ż a ł a. A kiedy wyszeptał prosto do jej ucha, jak bardzo go kręciła, Pilar poczuła, jak przez jej plecy przechodzi silny, kurewsko gorący dreszcz.
No tienes idea de cuánto te deseo nawet nie masz pojęcia, jak bardzo cię pragnę, wyznała również cicho, puszczając te słowa w eter, bo głowę już odchylała do tyłu, ułatwiając mu dostęp. Spojrzała na niego dopiero, gdy nakierował ją na swoją twarz. Na te piękne, błyszczące oczy, w których zakochiwała się z każdą chwilą coraz bardziej, bez pamięci. Widziała jak patrzył na jej usta, jak jego dolna warga drgała z niedoczekania. — Hazlozrób to, zachęciła go, jeszcze bezczelnie na jego oczach, oblizując usta. I naprawdę nie potrzeba mu było wiele, bo w następnej sekundzie oni już odnaleźli się w pocałunku. Kurewsko intensywnym i wyczekanym. Agresywnym. Takim, który zabierał oddech z płuc i sprawiał, że kolana same się uginały. Kręciło się jej w głowie, dociskała się do ściany, żeby jakkolwiek utrzymać się w pionie, bo Madox… całował ją, jak jeszcze nikt wcześniej. Obłędnie. Jakby nie liczył się nikt poza nią. Mogłaby się uzależnić do tego uczucia.
Mogłaby też zrobić o wiele więcej, szczególnie, że z jego ust wyleciało to zróbmy to tutaj, a Pilar…
Zrobiłabym to z tobą nawet na samym dnie piekła — wszędzie. Nie było miejsca ani czasu, kiedy ktoś musiały ją do tego przekonywać. Chciała go tu i teraz. Nie wiedzieli, co czeka na nich z chwilą, w której opuszczą sklep, musieli wyciskać z chwili ile tylko się dało. Tylko, że ktoś oczywiście musiał im przerwać.
Kurwa — wydyszała, gdy dziewczyna za drzwiami po raz kolejny doprosiła się opuszczenia przymierzalni. Pilar nie chciała tak tego zostaiwać. Jego nie chciała zostawiać. Chciała mieć go blisko, przy sobie. Bała się, że jedna chwile niauwagi i znówu ich coś rozdzieli. Ale co oni mogli? Przecież też nie mogli ryzykować, że pracownica wiezie ochronę, bo wtedy ci byli już od krok od policji, a wtedy… — Idziemy — rzuciła głośniej, tak, żeby kobieta usłyszała, a potem kurewsko niechętnie odepchnęła go od siebie.
To chyba jednak bieliznę weźmiemy w ciemno — powiedziała z lekkim uśmiechem i zaczęła zbierać z podłogi rzeczy, które pospadały z wieszaków, kiedy rzucali się po przymierzalni. Co… też nie było najlepszym pomysłem, bo pomieszczenie było małe, więc za każdym razem jak Pilar nie schylała, to ocierała tyłkiem o Noriegę. I sama już nie wiedziała, kto bardziej się nakręcał: on, czy może jednak ona, bo czuła jak twardy był pod materiałem spodenek. — Wyciągnij kasę tutaj, żeby nie otwierać torby przy kasie — poradziła, zarzucając na siebie dużo za duże spodnie i bluzkę, którą wzięli od niego z domu. Wszystkie rzeczy do kupienia przewiesiła sobie przez przedramię, do tego strój kąpielowy, który był cały rozwiązany i czerwoną bieliznę. Po drodze do kas złapała jeszcze kilka sukienek, już nawet nie przejmując się przymierzaniem, kurtkę, dwie czapki i okulary przeciwsłoneczne. Ruszyli cali obładowani do kas, a kobieta, która wcześniej na nich warczała, teraz patrzyła na to wszystko z szeroko otwartymi oczami.
Musieliśmy to wszystko przymierzyć — wtrąciła się Pilar, uśmiechając do niej. — Dlatego zeszło nam tyle czasu.
Ah naturalnie, bardzo przepraszam — ekspedientce chyba aż zrobiło się głupio, bo miała ich zapewne za gówniarzy, którzy po prostu ze sobą świntuszyli w przymierzalni. I cóż, dużo się nie pomyliła, ale niech sobie żyje w słodkiej nieświadomości.
Chłopak zapłaci — wtrąciła dumnie, robiąc Noriedze miejsce przy ladzie. Pliki, które dał kobiecie były trochę pozwijane, ale ona zdawała się nie zwrócić na to większej uwagi. Po prostu popakowała im to wszystko do reklamówek i wydała resztę.
Skierowali się prosto do łazienek, a przynajmniej Pilar. Zrzuciła z siebie te dużo za duże ciuchy i zarzuciła od razu strój kąpielowy, a na to wszystko kwiecistą, czerwoną sukienkę. Wszystko pasowało jak ulał. Tylko kurwa o butach zapomnieli… no trudno. Będzie chodzić w dużo za dużych trampkach Noriegi, a potem na plaży już boso, to akurat był żaden problem.
Jak wyglądam? — zaprezentowała mu się, wybiegając energicznie z toalet i nawet wykonała pełen obrót, żeby mógł opleść ją wzrokiem w pełnej okazałości. — Czy jednak gacie w SpiderMany były lepsze? — zaczepiła go, lądując w silnych ramionach swojego ukochanego/chłopaka? Sama nie była pewna kim byli, ale na pewno już nie tylko znajomymi. Ten etap już dawno mieli za sobą. — Jezu patrz! Gofry z lodami — pokazała mu sklepik zaraz przy wyjściu i nawet nie dała mu szansy odpowiedzieć, tylko złapała go za rękę i zaciągnęła tam. Wzięli sobie od razu po dwa, oczywiście Pilar z podwójną porcją czekolady, bo przecież trzeba nabrać siły. Do tego skoczyła jeszcze do budki obok po frytki, bo wiadomo, że połączenie słodko-słone było najlepsze. I tak złapali całe dziesięć minut beztroski jedząc lody z goframi i poprawiając frytkami, śmiejąc się z miny ekspedientki. A kiedy wybiła godzina spotkania na parkingu, przeszli tam spokojnie, chociaż oboje rozglądali się jeszcze dookoła, czy aby na pewno było bezpiecznie. Słońce już dawno wzeszło, Medellin zaczęło kolejny dzień, a ludzie obudzili się do życia. Wraz z tym konsekwencje ich nocnych czynów.
Myślisz, że twój ojciec już wie, że… no wiesz? — spytała, zadzierając głowę w górę. Martwiło ją to. Wiedziała, że stary Noriega był nieobliczalny, miał bardzo szemrane kontakty. Nie chciała myśleć o tym, że może kiedyś szukać zemsty u niego, ale z drugiej strony… kurwa, tacy ludzie przecież nie wybaczają. Szczególnie, kiedy zdradza ich własna rodzina.
Ej, znajomi z kibelka!!! — wybrzmiał nagle kobiecy głosik. — Tu jesteśmy! Chodźcie, trzeba was zapakować — dziewczyna z toalety machała do nich energicznie, opierając się o wielkiego, kolorowego vana.


No tienes idea de cuánto te deseo

wrong timing, right feeling

: wt lip 07, 2026 12:37 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Byli jeszcze dzieciakami, z głowami pełnymi marzeń, gotowymi walczyć z całym światem, żeby tylko... być razem.
Teraz po tych ośmiu latach rozłąki, które stracili bezpowrotnie. Mogli stawiać czoła policji, ochroniarzom, jego ojcu. Wszystkim. Żeby tylko nie musieć znowu być osobno.
I może w ich młodzieńczych głowach to wydawało się takie proste...
Chyba tak, bo oni jeszcze między tym wszystkim znajdowali chwilę na beztroskę, na śmiechy, przymierzanie ubrań, a przede wszystkim na te ogniste spojrzenia w swoje oczy.
Palce sunące po ciele, badające jej skórę, sprawdzające gdzie pod opuszkami drżała, a gdzie się spinała. Nowe szlaki, które Madox chciał odkryć. Tak bardzo chciał, ale on przecież nie umiał w tym być spokojny, opanowany. Jego ręce błądziły po jej ciele w pełnym chaosie. Szukały jej piersi, które odkrył spod tego cienkiego materiału, na których zawiesił spojrzenie.
Bo Madox oglądał już nago inne dziewczyny, ale jej jeszcze nie. Nie umiał się napatrzeć na to jak Pilar znowu stanęła przed nim bez niczego. Na jej ciało, które wyobrażał sobie setki razy, kiedy Tio opowiadał mu jak... ze swoją dziewczyną.
A teraz ona już nie była dziewczyną Ticiano, a do tego przez te całe osiem lat oni żyli w takim błędzie. W kłamstwie wymyślonym przez jego kuzyna.
A przecież ich serca zawsze biły przy sobie inaczej, przecież już nawet te niewinne pocałunki o smaku czekolady i mango, mieszały im w głowach.
Teraz mieszały mu w niej, te jej jęki, to jak drżała pod jego dotykiem. Jak patrzyła mu w oczy, kiedy pocałunkami znaczył na jej skórze kolejne ścieżki, nowe, ale takie, w których chciał się zatracić.
Cholernie go kręciła. Jej oczy, błyszczące i piękne, jej usta, które ułożyły się w kolejne wyznanie - ¿tanto como yo? - tak bardzo jak ja?, zapytał jej od razu, te słowa układając na jej wargach. Kurwa. Co to były za usta. Chciałby je całować do utraty tchu. Jej piersi, na których zaciskał palce tak, że oddechy już im obojgu przyspieszyły. Że serca pompowały krew w jakimś zastraszającym tempie, kiedy znowu połączyli swoje usta w pocałunku. Dzikim, wyczekanym, a jednak mającym w sobie coś z tej nastoletniej słodyczy, z wakacyjnych wspomnień i smaku beztroski. Bo przecież oni w tym jeszcze znaleźli miejsce na to, żeby patrzeć sobie głęboko w oczy. Madox nawet się uśmiechnął na słowa Pilar zrobiłabym to z tobą nawet na samym dnie piekła, on też by tam to z nią zrobił. Wszędzie, żeby tylko w końcu mieć ją dla siebie - przynajmniej byłoby ciepło - mruknął w jej usta, z których skradł jeszcze kolejne pocałunki. A jego palce odnalazły już drogę między jej uda. Wystarczyło, żeby szarpnął w dół spodnie wraz z bokserkami i...
No i nic, bo zaraz ekspedientka zaczęła się im dobijać do drzwi, a później Pilar odepchnęła go od siebie z tym idziemy na ustach.
- Nakręcasz mnie, a później... - zaczął z wyrzutem, jakby to była jej wina - wszyscy się przeciw nam sprzymierzyli - dodał, żeby jednak wiedziała, że to nie przez nią, a potem nawet schylił się, żeby podnieść jakieś ciuchy z podłogi, ale... To nie było wcale dobre posunięcie, bo Pilar otarła się o jego nabrzmiałe bokserki, raz, drugi i trzeci, aż Madox oparł się o ścianę i odsunął od niej - teraz to najlepiej by było, jakbyś jednak wzięła ten spadochron i pampersa - mruknął, ale zaraz grzebał w torbie, żeby wyjąć kasę, tak jak mu poradziła, zwinął do kieszeni kilka stówek, więcej niż pewnie to wszystko kosztowało, żeby jednak nie otwierać torby przy kasie, a potem ruszyli do lady. Jeszcze po drodze Madox wybrał sobie jakiś pasek do spodni, z ozdobną klamerką. Pewnie stałby tam z godzinę, ale Pilar go pospieszyła i zaraz stali przy kasie. A Noriega uśmiechnął się do sprzedawczyni.
- Obiecałem jej zajebiste zakupy przed wakacjami, cały rok na nie odkładałem - rzucił, chociaż to przecież była kompletna ściema. Ale czy nie mogli poudawać jakiejś porządnej parki nastolatków, która cały rok odkłada na fajne wakacje?
Mogli.
A to, że zajebali ten hajs gangusowi, to już inna sprawa. Szczegóły. Madox zaraz wyjął z kieszeni forsę i odliczył określoną sumę, resztę wrzucił z powrotem do kieszeni, nawet nie sięgając po swój portfel. Dopiero jak ruszyli do łazienki to się odezwał.
- Mogłem sobie kupić portfel, jakiś dorosły, a nie ze Spidermanem, poważny - pokazał Pilar czubek języka, bardzo poważnie, a kiedy już wyszła przed nim prezentując sukienkę, to oczy aż mu zabłyszczały. Patrzył na nią z rysującym się na twarzy szerokim uśmiechem - pięknie, ale czekaj... gdzie to się odpina? - sięgnął do niej, żeby przyciągnąć ją do siebie, a zaraz wbijał jej brodę w ramię spoglądając na jej plecy - a pod spodem masz tą koronkę? - musiał zapytać i już kiedy się od niego odsunęła, żeby pozbierać ich rzeczy, to podwinął jej sukienkę, żeby pod nią zajrzeć, aż mruknął zadowolony - to lepsze niż Spidermany - puścił jej oczko. A gdy już wyszli z łazienki obładowani w reklamówki - mogliśmy jeszcze kupić ci buty - odezwał się widząc jak człapała w jego za dużych trampkach, chociaż gdzieś mam klapki, nawet zaczął grzebać po tych siatkach - i plecaki, przydałyby się plecaki - pokiwał głową - trochę chujowi jesteśmy w zakupy, ale może następnym razem będzie lepiej - wzruszył ramionami. Może nie byli mistrzami zakupów, ale już za to desery sobie skomponowali świetne, pucharki lodowe o smaku czekolady i mango, do tego po dwa gofry, Madox oczywiście z mango i śmietaną, i duże frytki. I chociaż to nie było typowe śniadanie, to... ile oni się przy tym uśmiali, ile wypaćkali tymi lodami i goframi, a przy okazji podjadali sobie frytki i bili się o ostatni kawałek gofra Stewart.
Dzieci. Beztroskie małolaty na wakacjach. Chociaż przez chwilę.
Madox jeszcze przy stoliku zmieniał trampki na klapki, bo te dla Pilar okazały się jeszcze gorsze, w ogóle nie mogła w nich iść bo jej spadały i wyglądała jak kaczka, z czego Noriega tak się śmiał, że aż śmietana poszła mu nosem i rozbolał go brzuch.
- Mówię ci, że to nie od tego jedzenia, tylko od śmiechu, tak szłaś... - jeszcze jej to prezentował, kiedy szli na parking. Dostał za to w ramię, ale zaraz łapał Pilar i przyciągał ją do siebie. Było wesoło.
Do czasu, aż nie wspomniała o jego ojcu.
- Mam nadzieję, że nie... Nie zostawiliśmy aż tak dużo śladów, no i on zazwyczaj długo śpi, a potem śniadanie... Nie wiem - wzruszył ramionami - ale i tak już stąd wyjeżdżamy, więc nie znajdzie nas, nie? - z takiego założenia wychodził Madox, że nawet jeśli ojciec się dowie, to go przecież nie znajdzie. A chyba nie będzie robił afery o te kilka patyków, które mu zajebał?
Chyba...
Może nawet jeszcze pociągnęliby ten temat, ale zauważyła ich dziewczyna, z którą mieli się zabrać, z nią i jej chłopakiem Juanem, a ona miała na imię Sofia, zaraz się poprzedstawiali. Pogadali o tym, że jadą tam do chorej babki Pilar i musieli od razu grać smutnych, chociaż te błyszczące spojrzenia, które sobie posyłali mogły ich zdradzać.
- Ja pierdole, wiecie co zrobiliśmy... Wyszliśmy z domu tacy rozespani w dresach, ona w moich i dopiero tu na miejscu kupowaliśmy ciuchy, i patrzcie na te siaty - Madox już prezentował im ich toboły.
- Nie macie plecaka? - zdziwiła się Sofia.
- No nie, bo to była szybka akcja, myśleliśmy, że już będziemy w pociągu, a potem w Bonawenturze to mamy trochę swoich rzeczy, często tam jeździmy - kłamał im jak z nut. Ale Noriega to akurat był w tym dobry.
- To czekaj... - Sofia zajrzała na tył ich samochodu, a zaraz przyniosła im podróżny plecak - to macie to - Madox chciał jej za niego dać hajs, ale wyjaśniła, że oni kupili nowe, a ten i tak chciała wyrzucić, albo gdzieś oddać, więc grzecznie podziękowali i nawet się mogli jeszcze przepakować. Z tym plecakiem i torbą wyglądali jak prawdziwi turyści, zwłaszcza, że Noriega jeszcze za samochodem wymienił dresy na krótkie spodenki i założył na nos okulary.
A później całą czwórką zapakowali się na przód vana.
I ruszyli w podróż życia. To znaczy ich to na pewno taka była. Wielka ucieczka.
Najpierw pogadali sobie z Juanem i Sofią, trochę pozmyślali, ale i tak było miło. A potem jakoś tak się do siebie poprzytulali, że... usnęli. Padli, po tej nocy pełnej wrażeń i dopiero po kilku godzinach podróży obudziła ich Sofia.
- Właściwie jesteśmy w połowie drogi, ale musimy się rozprostować, jak chcecie to zostańcie... Tak słodko spaliście - rzucił, kiedy Madox przejrzał na oczy - jak coś to zostawiamy wam klucz, my idziemy do kibla, zatankować i coś zjeść - oznajmiła wesoło. A Noriega już się przeciągnął przytrzymując przy sobie Pilar, żeby nie spadła - idziemy z wami, zapłacę za benzynę, czy coś... Zjemy coś razem - chociaż jemu to się wydawało, że przed chwilą to robili. Ile oni mogli spać?
Nie miał pojęcia, ale zaraz też wysypali się z samochodu i jeszcze wyciągali rozprostowując kości.

Parece que nos vamos de vacaciones, no que estamos huyendo de la mafia ♡

wrong timing, right feeling

: śr lip 08, 2026 4:59 pm
autor: Pilar Noriega
To co robili było głupie.
Szczeniackie.
Kurewsko nieodpowiedzialne.
Mogło skończyć się bardzo źle.
Ale czy mieli jakiekolwiek inny wybór? Czy którekolwiek z nich mogło wrócić po tym wszystkim, co się wydarzyło do normalnego życia? Do domu, gdzie na niego czekałby spragniony kary i zemsty ojciec? Ona niby miała wyrozumiała rodzinę, ale przecież Trucizna wiedział, gdzie mieszkała, policja też. Ona nie miała tak wpływowych domowników, żeby trzymać od siebie gangusów. Oboje mieli przejebane. Każdy na inny sposób.
Musieli uciekać.
Nie mieli innego wyjścia. Zaszyć się gdzieś przed konsekwencjami, z daleka od wszystkich. Nie mieli już przyjaciół. Każde jedno z nich okazało się ich zdradzić, jedni w bardziej inni w mniej drastyczny sposób. Najbardziej w tym wszystkim Pilar miała mieszane uczucia co do Marie. Niby zawsze była po ich stronie, a jednak chowała przez nimi tak wielki sekret jak to, że Tio i Rosa spotykali się za ich plecami. Dlaczego to zrobiła? Pilar naprawdę chciałaby się dowiedzieć.
Nie było jej to jednak dane i już nie będzie. Bo teraz stali na parkingu przed sklepem, ulice od dworca i pakowali się do Vana jakiś kompletnie nieznajomych osób, które spotkali w kiblu, udając, że jechali na pogrzeb babki Stewart. Kurwa. Całe szczęście, że Sofia wraz z Juanem wydawali się świetnymi ludźmi, bo to mogło się naprawdę źle skończyć. Dali im nawet plecak, do którego mogli przepakować wszystkie ciuchy, dzięki czemu w końcu zaczęli wyglądać jak prawdziwi turyści, a nie osoby, które wracały z zakupów i zabłądziły.
Droga do pierwszego postoju minęła im szybko.
Pewnie dlatego, że większość z niej po prostu przespali. Nawet nie zdążyli porządnie porozmawiać ze swoimi nowymi znajomymi, tylko wtulili się w siebie i odpłynęli do krainy Morfeusza. Pilar obudziła się pierwsza. Normalnie miała twardy sen, ale dłoń Sofii na jej ramieniu od razu podziałała na nią pobudzająco. Może nawet aż za bardzo, bo Stewart podskoczyła energicznie i przywaliła przy tym Madoxowi w nogę.
Coś ty taka nerwowa? — zaśmiała się dziewczyna. — Ktoś was goni? — świetne miała żarty. Tak dobre, że aż prawdziwe. Pilar niby się uśmiechnęła, ale w środku serce biło jej mocno. Bo może faktycznie śnił jej się ojciec Madoxa, który szukał zemsty. Może nie mówiła tego na głos, ale bała się o to. Myślała też, czy jej ciotka już uświadomiła sobie, że coś było nie tak? Przecież nawet nie zamknęła za sobą drzwi, jak wybiegła w ręczniku za Madoxem. Może Pani Flores już jej powiedziała, że była z tym łobuzem Noriegą, który pomagał jej z trawnikiem? A może policja z samego rana już zapukała do ich drzwi na przesłuchanie. Nie miała pojęcia i to sprawiało, że była lekko nerwowa. Całe szczęście Sofiia obróciła do w żart.
Spojrzała na swojego zaspanego chłopaka, lekko się prostując. Oni przecież ledwo co jedli, to może mogliby wykorzystać ten czas zupełnie inaczej? Już miała się odezwać, ale wtedy Madox powiedział, że idą razem z nimi. Pilar spojrzała na niego z lekkim zawodem, ale finalnie wygramoliła się z Vana.
O jezu — przeciągnęła się do góry, a potem nachyliła aż do samej ziemi, próbując rozprostować kości. — Która godzina? Długo spaliśmy? — rzuciła, gdy Juan zamykał Vana na klucz. Nie mieli przy sobie żadnego telefonu ani zegarka, ale całe szczęście ich znajomi już tak. Okazało się, że dochodziło południe, a oni byli już w połowie drogi nad morze. Szybko poszło, pomyślała, strzelając karkiem. Sofia złapała Juana za rękę i pokazali miejsce, w którym będą na nich czekać, a Pilar przysunęła się do Madoxa, zdzielając go z otwartej dłoni w ramię.
A mogliśmy sobie zostać w środku s a m i — wycedziła, chociaż na tamtą chwilę chciała go już chyba po prostu bardziej zaczepić niż żeby faktycznie miała do niego pretensje. — Jesteś serio głodny? Może zapłacimy za benzynę i pójdziemy się przejść? — zaproponowała. Co prawda dookoła nie było za wiele, ale za to kilka sklepików i chyba jakieś jeziorko tuż za drzewami. Skierowali się w stronę stacji benzynowej, żeby opłacić rachunek. — Trzeba też będzie kupić jakiś telefon — a ona dalej nawijała. — No wiesz, żebyśmy mieli internet, żeby można było znaleźć jakieś miejsce do spania już tam na miejscu… — wymieniała po kolei, opierając się już o ladę, grzebiąc palcem w jakiś błyskotkach dla dzieci z różowymi kamyczkami, a potem jeszcze tatuażami na wodę. Złapała jedną paczuszkę i dorzuciła na ladę. — …I może zadzwonić do Marie? — to już dodała zajebiście cicho, z jednej strony mając nadzieje, że jej nie usłyszy, a z drugiej trochę chciała wiedzieć, co on o tym myślał. I czy nie był chociaż trochę ciekawy, co się właśnie działo w Medellin.

Madox :podnieta: