Strona 10 z 10

pact with the devil

: czw wrz 17, 2026 7:54 pm
autor: Giovanni Salvatore
  Nie pamiętał, kiedy dokładnie zaczął chodzić w tamto miejsce i obserwować ludzi, bo w tamtym czasie nie wydawało mu się to niczym, co warto było zapamiętać. Ojciec często znikał w interesach, matka spędzała większość dnia w szpitalu, a posiadłość nawet wtedy była za duża dla jednego dziecka, które właściwie nie miało w niej niczego do roboty. Wychodził więc, kiedy tylko mógł, a ponieważ nikt za bardzo go nie pilnował ani nawet nie pytał, gdzie zamierzał iść, mógł znikać na kilka godzin i wracać dopiero przed pojawieniem się któregoś z rodziców.
  — Początkowo chodziłem tam, bo w domu nikogo nie było — odpowiedział, przesuwając palcem po krawędzi filiżanki. — Dopiero później zacząłem obserwować ludzi.
  Z góry widział większą część miasteczka, drogę prowadzącą w stronę szpitala i samochody pojawiające się przy posiadłości, więc po pewnym czasie zaczął zapamiętywać, kto i o której godzinie poruszał się konkretną trasą. Nie robił tego jeszcze z żadnego świadomego powodu, ale zauważanie podobnych rzeczy przychodziło mu naturalnie, a sprawdzanie, czy następnego dnia wszystko wydarzy się dokładnie tak samo, stanowiło jakieś tam zajęcie. Dość szybko odkrył też, że większość ludzi była mocno przewidywalna.
  Jego ojciec również.
  Nie wiedział co prawda wtedy, czym dokładnie się zajmował i dlaczego niektóre z jego służbowych wyjazdów różniły się od pozostałych, ale zauważał inne samochody, ludzi, którzy pojawiali się przy posiadłości późnym wieczorem oraz to, że czasami ojciec wracał z zupełnie innej strony, niż powinien. Nie zadawał pytań, bo i tak nie otrzymałby prawdziwej odpowiedzi. Zamierzał dowiedzieć się samemu, ale… zabrakło mu czasu.
  Przeniósł spojrzenie na desery, kiedy zaczęła wyjaśniać, co dokładnie nie odpowiadało jej w jednym z nich. Nie powiedziała po prostu, że jej nie smakował, tylko niemal od razu rozłożyła całość na składniki, proporcje i błędy, które według niej popełniono. Nie znał się na cukiernictwie i właściwie nigdy go ono nie interesowało, ale akurat ten sposób oceniania rzeczy rozumiał doskonale i popierał.
  — Nie musisz kopiować całości — zauważył na głos po jednej z jej wypowiedzi. — Zmienisz smaki i zrobisz go tak, żeby pasował.
  Jakby nie patrzeć to ona stworzyła menu, zatrudniła odpowiednich ludzi i sprawiła, że restauracja zaczęła faktycznie funkcjonować, nawet jeżeli sam lokal oraz wszystko, co było potrzebne na początku, zapewnił jej on. Nie traktował więc jej zainteresowania deserem jak kolejnej chwilowej zachcianki. Wiedział, że Navi znała się na tym, co robiła i wyniki restauracji potwierdzały to znacznie lepiej niż komplementy, które dostawała od klientów czy opinie, które zaczynały pojawiać się w sieci.
  — Mam ochotę — odpowiedział na propozycję tiramisu. Nie przyznałby tego na głos, ale był łasy na jej desery. Deser. Jeden i konkretyn.
  Dokończył espresso, zamówił dodatkową monoporcję na wynos, żeby mogła później rozłożyć ją sobie na części albo zrobić z nią cokolwiek, co robiło się z deserem podczas analizowania przepisu, a następnie uregulował rachunek. Nie spieszyło im się co prawda, ale kilka punktów na trasie wycieczki mieli. No i kawałek do przejścia był.
  Podejście pod zamek okazało się bardziej strome, niż zapamiętał, chociaż mogło wynikać to również z tego, że ostatnim razem pokonywał tę trasę regularnie ponad dwadzieścia lat wcześniej. No i był znacznie młodszy. Dostosował tempo chodu do partnerki, a na węższych fragmentach ulicy trzymał dłoń na jej plecach, uważając przy okazji na nierówne kamienie i każdą ewentualność, która mogłaby spowodowawć potknięcie i upadek.
  Gwar rynku stopniowo zostawał za nimi, a przy ruinach zamku było już praktycznie cicho, a poniżej wzroku rozciągało się miasteczko, dalsza część równiny oraz morze widoczne gdzieś na horyzoncie. Podszedł niespiesznie do kamiennego muru i oparł na nim przedramiona, przez chwilę próbując dopasować obecny widok do tego, który pamiętał z dzieciństwa. A zmieniło się znacznie mniej, niż zakładał, że mogłoby w takim czasie.
  Przez pewien czas milczał i pozwalał Navi spokojnie się rozejrzeć, samemu przesuwając spojrzeniem po drogach, które kiedyś obserwował przez kilka godzin bez żadnego powodu. Nie przyprowadził jej tutaj wyłącznie dla widoku. Skoro chciała wiedzieć więcej o miejscu, do którego chodził przed wyjazdem do Mediolanu, musiał w końcu powiedzieć jej również o tym, dlaczego przestał. Skoro chciał ją włączyć do swojego systemu na oficjalnych prawach, to zamierzał to zrobić porządnie.
  — Wiesz jak zginęli mój ojciec z matką? — zaczął pytaniem, przenosząc na nią spojrzenie. Mówił jej to pewnego dnia, powtarzając tak naprawdę przyjętą przez wszystkich i wszystko wersję. Wersję, która zawitała nawet w gazetach i wedle której żyły całe Włochy, z tą mieściną na czele.

Navi Salvatore