Strona 10 z 11

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: śr sie 26, 2026 11:26 am
autor: River Cross
Zmontowały naprawdę świetną ekipę. Ekipę totalnych pojebów. I to nawet nie jest żart. Każda z nich zdecydowanie była pierdolnięta. Co ciekawe, każda na inny sposób. Właśnie dzięki temu w ostateczności stanowiły taki cudowny skład. Pewnie gdyby ruszyły na tego typu przygody jeszcze kilka razy, to w końcu zgrałyby się bardzo dobrze i stanowiłyby zespół, któremu niestraszna właściwie żadna przeszkoda. Na ten moment musiały jednak przetrwać tę konkretną wyprawę, a z tym mogło być naprawdę różnie.
— Mogę... — cię rozebrać. Cross przełknęła własne słowa, uznając, że tym razem jej żart może nie siąść jeszcze bardziej niż poprzednio. Wbrew pozorom nie chciała niepotrzebnie irytować Krukonek. Dowcipkowanie było jej metodą na radzenie sobie ze stresem, ale była w stanie zrozumieć, że to nie działało w ten sam sposób na innych. Vanberg była do tego przyzwyczajona, ale pozostała dwójka nie rozumiała jej przecież aż tak dobrze. Tym razem też na żadnym etapie nie chodziło o River. Weszły do Zakazanego Lasu dla Ruelle i to na niej musiała skupić się cała wyprawa. Dlatego też Cross cofnęła się o krok, gdy Violka podeszła, żeby obejrzeć bliżej przyjaciółkę. Zakładała odruchowo, że skoro była tak świetna w pojedynkach, to pewnie też dobrze radzi sobie z magią leczniczą.
Cofnęła się o kolejny krok, gdy Krukonki odkryły, że z rany nie sączyła się krew, tylko atrament. To zdecydowanie nie był dobry znak. Przygryzła nerwowo wargę i spojrzała na Raven, jakby spodziewała się, że zaoferuje im gotowe rozwiązanie. Tym razem jednak jej przyjaciółka nie była w stanie pomóc. Oderwała spojrzenie od Krukonek, czując, że River jej się przygląda. Rozumiała z tej sytuacji tyle samo, co one, czyli niewiele. Rysowniczka miała wrażenie, że troska, którą dostrzegła w zielonych oczach, skupiała się na jej nerwach, a nie życiu Prescott. Vanberg doskonale czuła lęk gromadzący się w River i wyraźnie irytował ją fakt, że nie umiała nic na niego poradzić.
Zapatrzyła się na Krukonki, próbując wymyślić jakikolwiek skuteczny sposób na wydarcie z Ruelle klątwy, zanim dotrą do artefaktu, ale nic nie przychodziło jej do głowy. Pogrążona w myślach i obserwacji nawet nie zauważyła, kiedy Raven znalazła się tuż obok niej. Ocknęła się dopiero, gdy poczuła jej zimną rękę na brzuchu. Syknęła niezadowolona i złapała dziewczynę za nadgarstek. Vanberg zastygła. Jej pierwszym odruchem nie było paniczne wyciągnięcie ręki spod materiału ubrań przyjaciółki. Wzięła głęboki i powolny wdech, a następnie wypuściła powietrze przez nos. Dopiero gdy jej mięśnie się rozluźniły, River puściła jej nadgarstek, a ona zabrała rękę. Nie odzywały się do siebie. Wpatrywały się w siebie, jakby znowu prowadziły jakąś telepatyczną kłótnię. W końcu to Raven przerwała kontakt wzrokowy i obróciła się w stronę Krukonek.
Gotowe? Dobrze się czujesz? To idźmy dalej. To nie może być zbyt daleko, a tobie chyba powinno zacząć bardziej zależeć na czasieVanberg obróciła się w stronę Krukonek. Miała rację, powinny wziąć się do roboty. River zacisnęła szczękę, powstrzymując się od zgryźliwego komentarza i ruszyła za Ślizgonką obraną wcześniej ścieżką.

Ruelle I. Prescott

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: śr sie 26, 2026 4:05 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Na pewno żadna z nich nie była normalna. Inaczej nie dałyby rady ze sobą wytrzymać. Tylko ktoś kto był szalony porwałby się na taką wyprawę. Powinny naprawdę zawrócić póki nie stała im się prawdziwa krzywda. Tylko, że zabrnęły wystarczająco daleko, że żal byłoby im się teraz wycofać z tego wszystkiego.
- Możesz - rzuciła krótko, nie mając pojęcia w jaki sposób Rver chciała dokończyć urwane przedwcześnie zdanie.
Nie zamierzała poddawać się jej zaczepkom. Nie teraz. Nie była jak Viola, która mogłaby, pomimo skupienia na celu, przerzucać się ciągle ciętymi komentarzami i dowcipami z Raven. Zresztą, Vanberg wydawała się pomimo swojej niechęci do Ruelle traktować to wszystko śmiertelnie poważnie. Prescott czuła, że będzie musiała jej się za to odwdzięczyć. Może jej kupi zapas czekoladowych żab albo nowy zestaw do gargulków. Chyba, że dziewczynie zamarzy się coś zupełnie innego.
Krukonka wolała się nawet nie zastanawiać nad tym czy był to atrament czy może po prostu jej krew, która przybrała czarny odcień. Tak czy siak był to znak, że z jej ciałem wciąż coś się działo. Nie były to z pewnością zadowalające zmiany. Klątwa pewnie się rozprzestrzeniała w ten czy inny sposób pomimo nałożenia na nią pieczęci ochronnych. Z drugiej strony one jedynie chroniły przed tym, aby całe jej ciało nie mogło być kontrolowane przez ciemne moce.
Nie miała pojęcia, co się dzieje ani jak powinna sobie z tym wszystkim poradzić. Artefakt wydawał się być jedynym wyjściem. Przynajmniej na razie, a pozostawał od setek lat ukryty przed światem. Jakie było zatem prawdopodobieństwo, że nagle znajdzie je czwórka uczennic bez większego przygotowania?
- Jasne. Możemy iść dalej - potwierdziła.
Chyba musiały być coraz bliżej. Na razie nie widziały nic przez gąszcz poskręcanych gałęzi. Ta część lasu była wyraźnie zimniejsza. W powietrzu unosiła się mgła, która niosła ze sobą zimny chłód. Ten osiadał na skórze i na ubraniach, powoli przenikając ciało aż do kości.
Prescott miała wrażenie, że wyczuwa coś na końcu ścieżki. Miała wrażenie, że coś się kryje za tymi wszystkimi drzewami. Coś potężnego.
Jakaś magia zaczęła się w niej gotować od środka. Chciała ją rozpalić i sprawiała, że wrzała w niej krew od środka.
Zatoczyła się lekko po tym jak zakręciło jej się w głowie od tego uczucia. Atak klątwy? Chyba tak. Zgięło ją wpół. Zwymiotowała pod pobliskim drzewem czymś, co przypominało czarną maź. Żołądek bezustannie był targany ciężkimk torsjami, z którymi nie mogła sobie poradzić. Czuła się jakby ktoś próbował jej go wyrwać przez gardło lub rozszarpać. Nie była nawet świadoma tego, że Violetta znalazła się obok niej i wspierała ją, aby nie przewróciła się we własne wymioty.

River Cross

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: śr sie 26, 2026 7:13 pm
autor: River Cross
Mruknęła tylko pod nosem coś, co nie miało zbyt wiele wspólnego z jakimiś konkretnymi słowami. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi, szczególnie, że Krukonka przecież nie miała pojęcia, co jej chodziło po głowie. Odruchowo zaczęła zastanawiać się, czy jej odpowiedź byłaby taka sama, gdyby była w stanie usłyszeć jej myśli, ale dość szybko ogarnęła, że w tym momencie to było wyjątkowo kretyńskie. Ostatni raz, kiedy próbowała z nią flirtować, Ruelle też była w marnym stanie i chyba nie do końca nadążała za tokiem rozumowania Ślizgonki. Szło im to dość koślawo, a w momentach, gdy Cross zyskiwała przekonanie, że Prescott wreszcie rozumie, co się między nimi dzieje, błyskawicznie zmieniała front i gasiła rysowniczkę jak peta. W tym akurat była bardzo dobra, a to wyjątkowo niespotykana umiejętność. Nikt nie był w tym tak dobry jak ona. No może oprócz Raven, ale ona robiła to celowo.
Przynajmniej miały jakiś cel, na którym mogły się skupić. Musiały dotrzeć do tych nieszczęsnych ruin i liczyć, że nie czeka na nich tam żadne zabójcze niebezpieczeństwo, które rozerwie je na strzępy. To pewnie płonne nadzieje, ale warto było się ich trzymać. Myśli River zogniskowały się wokół tego. Obsesyjnie wręcz wymyślała w głowie kolejne scenariusze odnośnie do tego, co może się wydarzyć, kiedy już tam dotrą. Chciała być gotowa i nie przewracać się jak jakaś sierota obrzygana. Po prostu chciała okazać się przydatna. Przestała poświęcać uwagę zimnemu wiatrowi. Ignorowała ból po upadu, bo przecież nie było tak źle, bolało tylko wtedy, gdy oddychała. Szła szybkim, jednostajnym tempem i mogłaby pewnie w tym stanie dojść z buta i na drugi koniec kraju.
Usłyszała za sobą dziwny dźwięk, który wyrwał ją z pętli myśli. Zatrzymała się i dopiero wtedy zauważyła, że obok niej nikt nie idzie. Obejrzała się za siebie, kompletnie nie ogarniając sytuacji, w której się znalazły. Spojrzała na przyjaciółkę, która stała kilka kroków od Krukonek, przyglądając się im z troską. Nadal nie miała dla nich gotowych rozwiązań. Zrobiło jej się przeraźliwie zimno, gdy skupiła się na Ruelle. Dziewczyna była w naprawdę kiepskim stanie. Może jednak trzeba było zostawić tę sprawę dorosłym, a przeklętą przywiązać do łóżka i czekać na zbawienie? Zacisnęła dłonie w pięści, wbijając długie paznokcie w skórę. To uczucie bezsilności było tak obrzydliwie frustrujące.
— To... dobrze, że zwiększyły ci się objawy? Może to znak, że się zbliżamy? — Cross starała się brzmieć przekonująco, ale w ogóle nie miała pewności względem własnych słów. Sięgnęła do torby i wyjęła z niej jeden z flakonów z eliksirem wiggenowym, po czym podała go Strauss.
— Klątwy nie zablokuje, ale może chociaż trochę ulży? — zasugerowała. Jeżeli miałoby to wpłynąć na ból albo powstrzymać torsje żołądka, to chyba było warte przetestowania? Sięgnęła też po flakon z nieznaną cieczą. Odkorkowała go i powąchała ostrożnie. Zmarszczyła brwi, odsunęła buteleczkę od nosa i po chwili spróbowała jeszcze raz. Prychnęła zirytowana. No jasne, że był bezwonny. Po co mieć jakieś cechy ułatwiające identyfikację?
— No chyba że jesteś zdesperowana... — Cross zakorkowała flakon z powrotem i obróciła go kilkukrotnie w palcach. Wlewanie w Prescott eliksiru, do którego żadna z nich nie mogła być pewna, to chyba nie był najmądrzejszy pomysł świata. Ale czy wejście do lasu nim było? Też niespecjalnie. Spojrzała na przyjaciółkę, chcąc poznać jej opinię na ten temat. Vanberg jednak stała w tym samym miejscu, nadal kompletnie niewzruszona i nieoferująca podpowiedzi. Niech ją szlag.

Ruelle I. Prescott

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: śr sie 26, 2026 9:36 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Legilimencja nie znajdowała się w jej kręgu zainteresowań, więc nie miała kompletnie pojęcia na temat tego, co właściwie zdołała sobie pomyśleć Ślizgonka. Nie próbowała się wedrzeć w żaden sposób do jej głowy, a odpowiedź jaką rzuciła miała być zwyczajną zaczepką.
Miały jeden konkretny cel, który im przyświecał. Był on ważniejszy niż cokolwiek innego i musiały właśnie na tym się skupić. Nawet jeśli szanse były marne to musiały spróbować, bo co innego im pozostało? Na pewno Prescott nie była chętna do tego, aby siedzieć bezczynnie i czekać na to, aż ktoś łaskawie załatwi za nią ten problem. Zwłaszcza, że istniało ryzyko tego, że może się nie doczekać niczego podobnego.
Naprawdę nie cierpiała faktu, że była tak bezsilna wobec tej klątwy. Nie podobało jej się też, że zdawała się ona niemal całkowicie przejmować jej ciało i wpływać na jego funkcjonowanie. Gdyby tylko dopuścić ją do samego Szandora na wyciągnięcie różdżki to zatłukłaby go na śmierć za to wszystko.
- To całkiem możliwe. Powinnyśmy być bliżej i klątwa odezwała się dosyć nagle - odpowiedziała jej Strauss, która w przeciwieństwie do drugiej Krukonki mogła swobodnie mówić.
Viol podziękowała jej skinieniem głowy. Odkorkowała flakon i przytknęła go od razu do warg Ruelle, aby wlać jej w gardło eliksir wiggenowy. Może i na klątwę nie będzie miał większego wpływu, ale mógł ukoić torsje żołądka czy uśmierzyć lekko ból.
- Tylko tego nie wyrzygaj, Rue - poleciła jej jeszcze, przytrzymując przez chwilę szczękę przyjaciółki jakby chciała się upewnić, że eliksir zostanie w jej organizmie.
Przynajmniej na chwilę wszystko wydawało się być w jak najlepszym porządku. Chociaż może było to stwierdzenie zastosowane o wiele na wyrost. Nic nie było w porządku, ale sytuacja została przynajmniej częściowo uratowana.
- Nie jestem tak durna, aby pić nieznajome eliksiry, Cross... Tego uczyli na pierwszych zajęciach - przypomniała jej słabym głosem, wspierając się jeszcze przez chwilę na Strauss nim postanowiła zrobić jeszcze kilka kroków naprzód. - Ruiny powinny być niedaleko. Chodźmy.
Jej głos brzmiał dosyć słabo. Ruszyła dalej w stronę, która wydawała się być odpowiednią. Ułożona na dłoni różdżka, pod wpływem zaklęcia kierunku, zaczęła wskazywać północ. Krukonka z kolei zachwiała się i wpadła na stojącą niedaleko niej River. Automatycznie wręcz chwyciła za jej ramię i starała się nie spoglądać w oczy Ślizgonki, zakłopotana tą małą wpadką.

River Cross

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: czw sie 27, 2026 12:37 pm
autor: River Cross
Myśl o tym, że klątwa rosła na sile, gdy zbliżały się do właściwego miejsca, pocieszała ją, a jednocześnie bardzo stresowała. To całkiem niezły wyznacznik, ale skoro ciało Ruelle zachowywało się w ten sposób, gdy nawet nie widziały ruin w zasięgu wzroku, to co się stanie, gdy już do nich dotrą? Czy którakolwiek z nich będzie w stanie jej pomóc? Przynajmniej nie robiła się agresywna względem nich, ale to może tylko kwestia czasu? Cóż, coś będą musiały wymyślić. Trzeba będzie skupić się na improwizacji, bo wszystkie były zdecydowanie za durne na tę klątwę.
Obserwowała uważnie, jak Violetta pomaga przyjaciółce napić się eliksiru. Nie został automatycznie zwymiotowany, co było dobrym znakiem. Była zaskoczona, jak cholernie przykro jej się robiło, patrząc na ten obrazek. Naprawdę krajało jej się serce, kiedy obserwowała jej cierpienie. Nie spodziewała się, że będzie w tych momentach aż taka miękka. Miała nadzieję, że eliksir ulży jej choć trochę, by była w stanie dotrzeć do ruin w jednym kawałku.
— Jak chcesz. Więcej dla mnie. — Wzruszyła ramionami. Doskonałe znała tę zasadę i miała ją w głębokim poważaniu. Co złego niby mogło się stać? No dobra. Może nie była jakąś wybitną jednostką pod względem eliksirów, ale znała się na nich przecież całkiem nieźle! Może nawet najlepiej z tej pokręconej paczki? Właśnie przez to czuła się całkowicie usprawiedliwiona, gdy odkorkowała buteleczkę i bez zbędnych ceregieli wlała ją sobie do gardła. Przejechała językiem po wargach, starając się zebrać z nich resztki smaku. Nie było go tam zbyt wiele. Był wyjątkowo trudny do określenia. Coś przypominał, ale co konkretnie? Wrażenie było bardzo ulotne, nie potrafiła się go złapać. Spojrzała na samą siebie, oczekując, że zaraz wyrośnie jej trzecia ręka albo rozsadzi jej żołądek. Nic takiego się nie działo. Przyjrzała się swoim dłoniom, zacisnęła je kilkukrotnie, grzecznie czekając na efekty i nagle.... nie no, wcale nie. Nadal nic. Czyżby trafiła na coś źle uważonego? Felerny egzemplarz, który nie przyniesie jej absolutnie żadnych korzyści? Z dwojga złego lepiej w tę stronę. Coś jednak podpowiadało jej, że to była bardzo dobra decyzja. Spojrzała na przyjaciółkę, która wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, ale zabrakło jej słów. To akurat zdarzało się bardzo rzadko. Wyszczerzyła się do Vanberg, chcąc podnieść ją na duchu. Nie zadziałało. Nie szkodzi. Na pewno zaraz jej przejdzie, przecież nie potrafiła się na nią długo złościć. Była taką dobrą przyjaciółką, a Cross tak bardzo ją kochała! Musi jej koniecznie to powiedzieć. Ale lepiej później.
Ruszyła dalej za resztą zgodnie z kierunkiem wskazywanym przez różdżkę. Skoro były niedaleko, to najważniejsze. Naprawdę nie mogła doczekać się, aż będą na miejscu. Plan był przecież zadziwiająco... dobry. Może nie do końca określony, ale na pewno dobry. Nie uszły zbyt daleko, zanim Krukonką nie miotnęło ponownie. Złapała ją odruchowo, nie chcąc, by tym razem to ona zaliczyła glebę.
— Trzeba było mówić wprost, że chcesz się przytulić. No nie rób takiej miny, tylko chodź. Sama mówiłaś, że to niedaleko. — Uśmiechnęła się raz jeszcze i objęła ją w pasie. Przycisnęła przeklętą do swojego boku, który najwyraźniej bolał ją dużo mniej niż wydawało jej się przed momentem. Pozwoliła Krukonce wesprzeć się na sobie tak, jak będzie jej wygodnie. Przynajmniej wreszcie poczuła się faktycznie potrzebna. Nie zauważyła nawet reakcji Vanberg, która westchnęła coraz bardziej tym wszystkim zirytowana. Na pierwszy rzut oka zdawała się zachowywać stoicki spokój, ale jedno spojrzenie Cross wystarczyłoby, żeby rozpoznać, że w blondynce aż się gotowało. Nie obróciła się jednak w jej stronę, zbyt zajęta swoją przeklętą dziewczynką. Raven spojrzała na Violkę, jakby szukała u niej jakiegoś wsparcia i zrozumienia. To była raczej kiepska sojusznika, biorąc pod uwagę, że pewnie stała po stronie Prescott, ale może też uważała tę relację za wyjątkowo kretyńską? Ślizgonka wiedziała, że czasem strategia prowadząca do zwycięstwa wymaga kilku poświęceń.

Ruelle I. Prescott

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: czw sie 27, 2026 3:04 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Zostało im mieć jedynie nadzieję, że to wszystko było jedynie chwilowe. Może to był krótkotrwały atak, który miał im dać znać, że znajdowały się na dobrym tropie. Najwyraźniej jakakolwiek magia, która znajdowała się w powietrzu, oddziaływała w dosyć brutalny sposób na ciało Krukonki. Tyle dobrego, że miała przy sobie trzy dziewczyny, które były przygotowane na wiele różnych trudności i potrafiły jej pomóc. Choćby w nikłym stopniu.
Na razie eliksir wiggenowy wciąż znajdował się w jej żołądku. Trudno ocenić czy nie ulegnie to zmianie za jakiś czas, ale na ten moment mogła stwierdzić, że było jej lepiej. Z drugiej strony chwilę wcześniej zwymiotowała jakąś czarną breją, więc może pozbycie się tego z organizmu miało na nią zbawienny wpływ.
- Chcesz wygrać wyścig do śmierci czy jak? - fuknęła jeszcze na nią, gdy zobaczyła, ze Cross mimo wszystko wlała w siebie ten dziwny specyfik.
Naprawdę liczyła na to, że nic się nie stanie i nie okaże się za jakieś pół godziny, że jednak był to jakiś jadzik dla Kuzco dla River, a coś, co mogło im jakoś pomóc. Z dwojga złego nie stanie się też absolutnie nic. Z tym, że jednak przy magicznych miksturach ta opcja występowała wyjątkowo rzadko.
Uświadomiła sobie nagle, że naprawdę nie chciała, aby dziewczynie coś się stało. Zwłaszcza, że znajdowały się w lesie z jej powodu. Z drugiej strony... Czy na pewno Ślizgonka nie była tak niezrównoważona, aby w tak durny sposób nie igrać ze swoim życiem? Nie miała pojęcia. Gotowało się w niej ze złości. Spojrzała jeszcze w kierunku Raven, licząc na to, że może dziewczyna znajdzie w sobie siły na to, aby zwrócić uwagę swojej przyjaciółce, ale najwyraźniej ona też nie miała nic do powiedzenia w tej kwestii. Być może ona już dawno się poddała.
Naprawdę czuła się osłabiona po tym wszystkim. Nie planowała wpaść w ramiona River. Tylko, że klątwa jak zawsze musiała ją popchnąć w takim, a nie innym kierunku.
- Ja... Ty tak na serio? - zapytała tylko zamiast się w jakiś sposób odgryźć, bo głos Ślizgonki zabrzmiał bardziej jak szczera propozycja niż drwina, co było wyjątkowo dziwaczne.
Trudno było się dziwić niezadowoleniu Vanberg, która wkurzała się na głupotę swojej przyjaciółki. Tylko, że Violka, na którą spojrzała mogła jedynie wzruszyć ramionami.
- Przypilnujmy lepiej, żeby tym dwóm głupkom nic się nie stało - powiedziała jeszcze do Ślizgonki, kładąc jej dłoń u dołu pleców. - Potem możesz im suszyć łby.
Strauss czuła się już zdecydowanie lepiej w wężowym towarzystwie. Może nawet miały prawdziwe szanse na to, aby się zacząć dogadywać z Raven? To było całkiem prawdopodobne, bo nie miały, aż tak rozbieżnych od siebie charakterów. Może nawet po tym wszystkim umówią się na piwo w Hogsmeade?
Wędrówka przez gąszcz poskręcanych gałęzi martwych drzew w końcu dobiegła końca. Tym razem nic nie próbowało na ne wyskoczyć i ich zabić. W końcu z majaczącej przed nimi mgły zaczął wyłaniać się zarys tego, czego szukały. Stare goblińskie runy. Szare, otoczone zaschniętą roślinnością, która zaczęła się piąć po popękanych murach lub wyrastać ze szczelin. Były nareszcie na miejscu. Tylko, że wciąż musiały odnaleźć wejście do na wpół zburzonej budowli, co mogło okazać się dodatkowym wyzwaniem. Na razie jednak miały przynajmniej jeden punkt do odhaczenia na liście celów do zrealizowania.

River Cross

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: sob sie 29, 2026 6:15 pm
autor: River Cross
Wywróciła oczami, słysząc, jak bardzo Krukonka zaczęła dramatyzować. Nie było aż tak źle, na pewno. Nie mogła mieć w życiu aż takiego pecha, prawda? Od początku miała dobre przeczucia względem tego eliksiru, a po wypiciu go i stwierdzeniu, że nie padła trupem na miejscu, tylko się to pogłębiło.
— Spokojnie, nic mi nie jest. Cokolwiek to jest na pewno okaże się przydatne — zapewniła spokojnym tonem, nie dając się wyprowadzić z równowagi. Nie rozumiała, czemu Ruelle na nią w tym momencie warczy, ale uważała, że to przesadzona reakcja. Wiedziała przecież, że narobiłaby tylko kłopotu, gdyby stała jej sie jakaś krzywda. Wystarczał fakt, że miały na głowie jeden pronlem. Nie naraziłaby się aż tak skrajnie. Miała sprawdzone źródło i totalnie ufała temu czarodziejowi, który nigdy nie powiedział jej jak ma na imię i prowadzi głównie sprzedaż wysyłkową, za każdym razem zmieniając sowę. Facet był w końcu bardzo miły.
— Oczywiście, że serio. Przytulanie się jest przyjemną czynnością, zdajesz sobie z tego sprawę? A przynajmniej uważam, że nasze byłoby przyjemne — wyjaśniła jej wciąż bez żadnej kpiny w głosie. Nie widziała teraz powodu, żeby ją okłamywać. W ogóle nigdy już nie powinna tego robić, bo może zostało im bardzo niewiele rozmów? Nie, na pewno nie. Za pół roku też znajdzie się okazja, ale to nie zmieniało faktu, ze uznała, że tym razem nie powinna się wykręcać żartami. Nie do końca rozumiała, jakim cudem udało jej się to powiedzieć i jednocześnie nie spłonąć ze wstydu, ale to nie było istotne.
Tylko ja mam im suszyć łby? Czyli nie podzielasz mojej opinii? Szkoda. Raven nie odsunęła się, kiedy Krukonka położyła jej dłoń na plecach, jakby był to między nimi najnormalniejszy gest świata. Spodziewała się jednak usłyszeć coś innego, a przez jej spokojną twarz przemknął cień zawodu. Może akurat co do Strauss się pomyliła? Mylenie się nie było czymś, do czego Vanberg była przyzwyczajona.
Ruiny na pierwszy rzut oka wydawały się puste. Nie kręciło się tu żadne stworzenie, ani tym bardziej gobliny. Trudno powiedzieć czy to bardzo dobry czy bardzo zły znak. Ślizgonki rozejrzały sie dookoła, zastanawiając się, od czego powinny zacząć. Żadna z nich nie miała doświadczenia w chodzeniu po takich miejscach, ani w szukaniu zaginionych artefaktów.
Proponuję najpierw sprawdzić, czy zabezpieczenia... River!Raven zaczęła spokojnie, chcąc przedstawić reszcie plan działania, ale została rozproszona. Krzyknęła za przyjaciółką, która odsunęła się wreszcie od Ruelle i ruszyła od razu w stronę niewielkiego, kwadratowego budynku i kawałka zniszczonego muru. Może to jakaś stara zbrojownia? Magazyn? Koszary? Cholera wie, co takie gobliny budowały, to rownie dobrze mógł być sklep z pasmanterią.
— Wejdźmy do środka. Totalnie wygląda to na miejsce, gdzie należy rozpocząć poszukiwania zaginionego artefaktu Gryffindora — rzuciła, obracając głowę w stronę trójki, która została gdzieś w tyle. Co one się tak wlokły wszystkie?

Ruelle I. Prescott

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: sob sie 29, 2026 11:06 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie pocieszało jej to, że Cross nie miała kompletnie nic na potwierdzenie swojej teorii na temat tego, że był to dobry eliksir poza jakimś swoim instynktem. Zupełnie jakby nie docierało do niej to, że samo przeczucie mogło być błędne, bo nie stały za nim żadne konkretne argumenty.
- Na razie - syknęła, nie zamierzając dać się tak łatwo udobruchać. - Równie dobrze może się nic nie wydarzyć albo coś złego uderzy w ciebie z opóźnieniem. Nie musi to być nic dobrego.
Całe szczęście, że miały przy sobie antidota. Cała nadzieja w tym, że jednak, gdy już zdecydują się na podanie któregokolwiek z nich Ślizgonce to nie będzie za późno. W końcu i taki negatywny scenariusz był również prawdopodobny.
- Nie przepadam za przytulaniem... - przyznała szczerze, bo jednak nie była fanką tego, gdy ktoś naruszał jej przestrzeń osobistą.
Może i faktycznie zdołała się przekonać o tym jak przyjemnie mogła się czuć przyciśnięta do boku Cross, ale nie zamierzała się do tego przyznać na głos. Zresztą, wszystko było kwestią okoliczności. W tym momencie na pewno nie panowały odpowiednie okoliczności.
- Jakiej dokładnie opinii? - zapytała jeszcze nieco skonsternowana Strauss, skupiając na o sekundę za długo spojrzenie na kroczącej obok niej blondynkę. - River to twoja kumpela. A Rue... Cóż... Chyba nie jestem dobra osobą do tego, aby komukolwiek suszyć głowę. Hipokryzja czy coś.
Wzruszyła jeszcze ramionami niepewna, co ma jeszcze powiedzieć. Dopiero wtedy Viol uświadomiła sobie, że jej dłoń wciąż znajduje się na plecach Raven. Cofnęła ją pospiesznie i odchrząknęła krótko. Zapewne chciała uniknąć w ten sposób niezręczności, a jedynie bardziej ją pogłębiła.
Ruiny zdecydowanie wyglądały niepozornie ze względu na stan, w którym się znajdowały. Nie robiły wrażenia ogromnych budowli, w których czaiłaby się jakaś potężna magia. Niemniej Prescott dalej czuła coś pradawnego i silnego. Siły, która wdzierała się powoli w jej ciało i burzyła je od środka. Nie była w stanie inaczej opisać tego uczucia.
Ruelle jedynie zaklęła cicho w momencie, gdy Ślizgonka porzuciła ją, aby rezolutnie podejść do ruin. Nie miały pojęcia jakie mechanizmy zostały zastosowane przez gobliny. Na razie nie dostrzegała żadnych posągów, które zostałyby zostać ożywione przez naciśnięte złej płytki przy wejściu albo wykonanie innego nieostrożnego gestu.
- Przypilnuję ją - rzuciła jeszcze Violetta, wybiegając do przodu, aby dołączyć do Cross.
To ona znała się na magii pojedynkowej, więc w razie potrzeby mogłaby najlepiej osłonić nieostrożną River. To jednak sprawiło, że Prescott została sama z blondynką, która jej wyjątkowo nie znosiła. Czy mogło być coś bardziej niezręcznego?

River Cross

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: ndz sie 30, 2026 5:28 pm
autor: River Cross
Spojrzała na nią szczerze zaskoczona. Deklaracje Krukonki niespecjalnie pasowały do tego, co robiła. Czas spędzony w sali od eliksirów pokazał, że lubiła bliskość obcego działa z własnej, nieprzymuszonej woli, a noc w jednym łóżku, że była przylepą nawet w błogim stanie nieświadomości. A teraz stwierdzała, że jednak nie była fanką przytulania? Czyżby Cross coś źle zrozumiała? Ale jak miała źle intepretować takie zachowanie? Sprawiało wrażenie jednoznacznego.
— Poważnie? To bardzo szkoda. — Brzmiała, jakby naprawdę było jej z tego powodu smutno. Teraz nie planowała się od niej odsuwać, bo była jej podporą, by doszła do ruin nie tracąc niepotrzebnych nadmiarów siły, ale wyglądało na to, że na tym się czułostki zakończą. Nie będzie jej przecież przytulała, skoro Ruelle tego nie chciała. Cóż, przynajmniej wyszło na to, że miała dobre przeczucie i warto było być szczerą. Dowiedziała się o niej czegoś istotnego.
Powinny trzymać się od siebie z daleka. To wszystko tylko im zaszkodzi wyjaśniła swoje zdanie. Nie miała żadnych wątpliwości, że River po tym wszystkim będzie w marnym stanie. Jeżeli nie udałoby im się odczynić klątwy na czas, sytuacja będzie jednoznacznie zła. Z drugiej strony, nawet jeżeli dadzą radę, to pewnie wrócą do funkcjonowania jak wcześniej. Vanberg widziała, że jej przyjaciółka nie jest na to gotowa, bo narobiła sobie przesadnych nadziei. I kto będzie musiał potem ją poskładać do kupy? Oczywiście Raven.
Szczycisz się, jak śmiało stawiasz czoła zagrożeniom, a peszy cię coś takiego? Interesujące. Blondynka uniosła nieco podbródek, z uwagą przyglądając się reakcji Krukonki. Gdyby nie ta gwałtowna reakcja i odchrząknięcie, to pewnie nie skomentowałaby tego w taki sposób. Nie spodziewała się jednak, że zmieszanie Strauss było tak proste. Vanberg obserwowała ją uważnie jeszcze przez dłuższy czas, jak ruszyły w drogę i wcale się z tym nie kryła.

Rozdzielenie się to zawsze świetny pomysł. Najgłośniej przyklasnąłby temu każdy Mistrz Gry. Dobrze, że żadnego ze sobą nie wzięły. Wszyscy widzowie horrorów już mogą zacierać rączki, bo wiadomo, że zaraz odkurwi się jakiś szajs, bo kto normalny rozdziela się w takiej sytuacji? Otóż nikt. Cross jednak nie traciła ducha. Podeszła do budynku na pewniaka.
— A one tam zostały? No dobra, V. We dwie też to przecież ogarniemy — rzuciła niezrażona, gdy dotarło do niej, że nagle znalazła się względnie sam na sam z tą drugą Krukonką. Zatrzymała się przy drzwiach do budynku i wyjęła różdżkę. Nie była aż tak nierozsądna, by nie rzucić kilku zaklęć i nie sprawdzić, czy nie było tu poukrywanych pułapek. O dziwo nie było. Stuknęła więc różdżką w drzwi, które otworzyły się z cichym skrzypnięciem. Śmiało weszła do środka. Jak się okazało, pierwsze myśli były skuteczne. To musiało robić za jakiś magazyn. Nad nimi znajdował się fragment zdemolowanego piętra, na którym chyba była sypialnia. Na przeciwko wejścia znajdowała się opuszczona krata, a za nią rozciągała się ciemność. Ślizgonka od razu podeszła bliżej, rozświetlając różdżkę.
— To na bank jest tam. Nie uważasz? — Spojrzała na Strauss, ruchem głowy wskazując długi korytarz ciągnący się za kratą. Prowadził w dół i był wyryty w głąb ziemi. Pociągnęła nosem i poczuła dobiegającą stamtąd woń wilgoci.
— Idziemy same? Chociaż chyba trzeba się po nie wrócić, co? — zapytała jeszcze.

W tym samym czasie na zewnątrz panowała wyjątkowo niezręczna atmosfera. Vanberg odprowadziła dziewczyny wzrokiem, zaciskając nerwowo szczęki. Coraz bardziej irytowało ją, że River jej nie słucha. I co to w ogóle miało znaczyć, że nagle Strauss rwała się do pilnowania jej? A ona niby co? Miała pilnować Prescott? Przeniosła na nią spojrzenie zielonych oczu, w których trudno było dostrzec cokolwiek poza chłodem.
A ty nie masz żadnych przeczuć? Nie ciągnie cię w żadną stronę? Jeżeli klątwa cię woła, to za nią podążmy. Im szybciej to załatwimy, tym lepiej dla każdej z nas, nie uważasz?zapytała, poprawiając chwyt na różdżce. Nie żeby miała zamiar tłuc przeklętą. Chyba. Po prostu uznała, że w takiej sytuacji i w takim miejscu warto być cały czas w gotowości i zachować czujność.

Ruelle I. Prescott

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: pn sie 31, 2026 4:57 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Próbowała sobie wmówić, że nie podoba jej się jakoś szczególnie ta bliskość. Była po prostu potrzebna, bo przed chwilą jeszcze słaniała się na nogach nim eliksir wiggenowy zaczął działać. Jeszcze przez chwilę jednak musiała się na czymś wesprzeć. Czy też na kimś. Na pewno to dziwne ciepło, które rozchodziło się po jej ciele również było efektem wypicia kojącej mikstury.
- Dobrze się czujesz? Zachowujesz się inaczej - zauważyła na głos, ale nie sądziła, aby River była tego świadoma.
Co ona u ciężkiego licha wypiła? Eliksir Gregory'ego? Czy tak on wyglądał? Prescott miała zdecydowanie zbyt dużo pytań i za mało odpowiedzi. Nie podobało jej się jednak to, co działo się z Cross. Nie przywykła do tego, aby Ślizgonka zachowywała się w ten sposób, a dodatkowo wydawała się być wyjątkowo rozproszona przez swoją rezolutność. To mogło się dla niej skończyć wyjątkowo nieprzyjemnie w takim miejscu jak Zakazany Las.
- Czy ja wiem... Myślę, że na pewno powinny ogarnąć między sobą parę kwestii - odpowiedziała nieco niepewnie Strauss, przyglądając się tej obgadywanej dwójce.
Na pewno byłoby prościej, gdyby Ruelle zwyczajnie zaufała swojej przyjaciółce, gdy ta mówiła jej, że River na nią leci. Zamiast tego uważała, że Viol ją wkręca i wykorzystywała okazję do rzucenia jakimś żarcikiem związanym z miotlarstwem. Na zapewnienia o szczerości odpowiadała tylko, że na pewno druga Krukonka nie ma racji i coś sobie ubzdurała. Trudno się z nią rozmawiało na podobne tematy.
- Zapomniałam się, jasne? - odpowiedziała, może nawet zbyt defensywnie.
Violetta starała się przez jakiś czas skupić głównie na ich otoczeniu, usilnie unikając patrzenia na kroczącą obok niej Ślizgonkę. Czuła się teraz nieco niezręcznie, ale nie chciała dać po sobie tego poznać. To nie był moment na to, aby dać się rozproszyć temu, że miała przy swoim boku atrakcyjną blondynkę, która wpatrywała się w nią zdecydowanie zbyt intensywnie tymi ślicznymi, zielonymi oczami.
Ratowanie skóry Cross wydawało się być odpowiednim zajęciem dla kogoś, kto szczycił się tytułem mistrzyni pojedynków. Na tym polu na pewno mogła się wykazać o wiele lepiej niż przy rozmowie z Vanberg. Zwłaszcza, że ze względu na swoje przyjaźnie miały raczej odmienne zdanie na temat tego, co działo się w duecie Prescott-Cross.
- Jasne, że poradzimy, ale może lepiej nieco na nie zaczekajmy, co? - zapytała ją jeszcze Strauss, przyglądając się omszałym znakom oraz płaskorzeźbom na ścianach. Nawet, gdyby znała język goblinów, to i tak nie byłaby w stanie rozszyfrować napisów, które były znacznie podniszczone.
Krukonka na pewno chętnie rozejrzałaby się po całym budynku, ale uwagę River przykuła krata znajdująca się w jednej ze ścian i ciągnąca daleko w dół. Szkoda, że nigdzie nie widziały mechanizmu. Może on także uległ zniszczeniu?
- Pewnie się o tym przekonamy. Nie chciałabym jednak iść bez dziewczyn - odpowiedziała, bo wybieranie się gdziekolwiek bez Prescott i Vanberg byłoby szaleństwem.

Tymczasem druga para ślizgońsko-krukońska była wystawiona na niezbyt komfortową interakcję. Całe szczęście Ruelle czuła się już nieco lepiej, ale wciąż daleko jej było od pospiesznego i żwawego marszu w kierunku budowli, w której zniknęły ich koleżanki. W dodatku jeszcze była wystawiona na zbyt uważne spojrzenie Raven, która raczej nie była jej przychylna.
- Dla twojej informacji: nie. Czuję po prostu jakąś potężną magię wiszącą w powietrzu, ale zdaje się kumulować wokół mnie i dobiegać z każdej strony. Niezbyt pomocna ta klątwa - odpowiedziała oschle, samej również chwytając różdżkę pewniejszym chwytem.
Nie umiała odpowiednio wytłumaczyć tego uczucia. Wiedziała, że jest ono na pewno nieprzyjemne. Przytłaczało ją i miała wrażenie jakby próbowało ją zgnieść. Im szybciej się od tego uwolni, tym lepiej. Oby tylko nic jej wcześniej nie wykończyło.
W końcu dotarły do wnętrza budynku i dołączyły do przyglądających się kracie dziewcząt. River dalej była w swoim zdecydowanie zbyt radosnym stanie. Jak długo jeszcze będzie ją trzymał ten dziwny eliksir?
- Coś znalazłyście? - zapytała, spoglądając głównie na Viol, która z oczywistych względów wydawała się teraz dużo bardziej rozgarnięta.
- Krata strzegąca tunelu. Wolałabym uniknąć jej rozwalenia o ile to możliwe, a nie widzę nigdzie mechanizmu - odpowiedziała jej druga wychowanka Ravenclawu.
- Zatem unosimy - podsumowała Prescott, a przyjaciółka przytaknęła jej mruknięciem i obie przygotowały różdżki.
Obrót i trach. Rzucone przez dwie osoby zaklęcie lewitujące miało na tyle mocy, aby unieść masywną żelazną kratę i pomóc im w bezpiecznym przejściu na drugą stronę. Musiały jedynie przetrzymać je wystarczająco długo aż wszystkie nie znajdą się już w tunelu.

River Cross