Rozdział III. Too late, still you.
: pt wrz 18, 2026 7:41 pm
trigger warning
przekleństwaAle może teraz dostali drugą szansę?
Wiedział o co prosiła go Pilar, o to, żeby nie szedł znowu tą drogą. Nie wchodził w buty swojego ojca, ale czy miał jeszcze wybór? Czy miał jakieś wyjście? Nic nie powiedział, ale szarpnął się do niej, żeby ugryźć ją w palec. Jakby chciał jej tym gestem przekazać, że nie powinna się o niego martwić.
Pewnie powinna, bo Madox był narwany. Najpierw robił, a później myślał. I ile razy potem żałował, to wiedział tylko on sam.
Nie żałował jednak zupełnie tego co się stało tego wieczoru.
Że po raz kolejny odkopali te uczucia, które między nimi były, od dzieciaka, odkąd mieli po dziesięć lat i dzielili się lodami o smaku czekolady, a potem mango. Mogli się oszukiwać, ale przecież serca mówiły same za siebie, to jak patrzyli sobie w oczy, jak nie mogli się sobą nasycić i nacieszyć, chcieli więcej...
Ale Madox nie chciał, żeby mu powiedziała czego od niego oczekiwała, bo gdzieś tam pod skórą bał się, że odpowiedź będzie prosta, że powinien kurwa ją zostawić. Odejść.
Nie umiałby tego zrobić. A kiedy go ugryzła, to znowu się do niej wyrwał.
- Dzikuska - mruknął w jej pełne, gorące usta, a potem już znowu leżeli na podłodze, całując się zachłannie, ocierając o siebie, i pewnie niewiele było im potrzeba, żeby się na siebie znowu nakręcili...
Tylko, że za drzwiami wybrzmiały znajome głosy Amry i jej opiekunki. Madox zadarł głowę, żeby spojrzeć w tamtym kierunku. Serce w piersi waliło mu w jakimś szalonym rytmie. Obijało się o pierś Pilar, kiedy na nim leżała, musiała to czuć. A potem to jak się spiął i znowu patrzył w jej piękne, duże oczy. Jakoś tak mimowolnie wstrzymał powietrze, wypuścił je dopiero kiedy opiekunka zabrała dziewczynkę, chyba równo z Pilar, a kiedy się do niego przytuliła, wtuliła w niego, to on też zacisnął palce na jej gładkiej skórze, nie chciał jej puszczać. Nie chciał, żeby szła, ale kurwa... Ich córka miała zły sen, powinna być przy niej. Odchylił do tyłu głowę, uderzając potylicą o podłogę, a zaraz podniósł ją do góry, żeby na nią spojrzeć.
- Jak dziecko... - mruknął ten, który zachowywał się bardzo po dorosłemu, ale tak ją zaczepiał, bo zaraz sięgał do niej ręką, przesunął palcami po jej karku odgarniając z niego ciemne kosmyki. Wiercił się pod jej pocałunkami, bo wiedział, czuł kurwa, że jeszcze trochę i nie będzie potrafił jej wypuścić - czuć, całować... pieprzyć - dokończył po niej, wbijając w nią coraz ciemniejsze spojrzenie. Bo mógłby to z nią zrobić znowu. Znowu i znowu, do jebanego ranka, albo póki nie wróci Galen Wyatt.
Za dwa dni.
Wywrócił oczami, znowu opadając plecami na podłogę, uderzając głową w deski. Prześladowały ich te dwa dni.
Kiedy Pilar pociągnęła go do siebie, to spiął mięśnie nie brzuchu, tak, że zarysowały się pod tatuażem z napisem Medellin i usiadł. Poprawił ją na sobie, znowu się o nią ocierając i znowu do niej łasząc.
- Wymyślimy... - szepnął przytulając policzek do jej dekoltu - nie chcę cię zostawiać - zadarł do góry głowę, żeby spojrzeć w jej duże, błyszczące oczy, ugryzł ją znowu w palec, kiedy sięgnęła do jego policzków, jego dłonie zaciskały się na jej biodrach, znowu chciał jej narzucić wspólny, dziki rytm - chciałbym zamieszkać... w tobie - i z nią, z nimi.
Kurwa.
Dobrze, że coś strzeliło nad ich głowami, bo by jej nie puścił, bo jego wytatuowane palce zaczepiły za jej pośladki, za uda, kiedy z niego schodziła - wróć tu... - jeszcze się jej prosił, a kiedy zaczęła zbierać swoje ciuchy, to znalazł jej koronkowe majtki, zaciągnął się ich zapachem, a potem wpakował je sobie do ust, trzymał w zębach czerwoną koronkę, ale Pilar była nieugięta, więc w końcu zebrał się z podłogi. Znalazł swoje bokserki, żeby wciągnąć je na tyłek, jej koronkowa bielizna wisiała mu na szyi.
Odwrócił się w jej kierunku słysząc to pytanie.
Kiedy znowu cię zobaczę?
Podciągnął jeansy, ale jeszcze ich nie zapiął.
Co miał jej powiedzieć? Jutro... Kurwa jak on by chciał. Nigdy... Tak może powinien jej powiedzieć? Tak może byłoby najrozsądniej.
Ale Madox Noriega nigdy nie kierował się rozsądkiem, zawsze sercem, a to jego szarpało się do niej. Skrzyżował ręce na piersi, uwydatniając swoje tatuaże, oparł się o parapet. W tym świetle wpadającym z podwórza, ciemnych, rozpiętych jeansach, spod których wystawały jego bokserki, z czarnymi tatuażami na smagłej skórze i czerwoną koronką na szyi wyglądał... diabelsko.
- A kiedy chcesz? - odpowiedział pytaniem na jej pytanie. Za pięć minut w ogrodzie? Za dwie godziny w parku? Kiedy tylko chciała...
Gotowy byłby do niej przyjść na każde jej zawołanie. A teraz może znowu by się do niej wyrwał, ale ona zrobiła to pierwsza. Złapał ją od razu, palce wbijając w jej uda, poprawił ją na sobie, a potem docisnął do siebie mocniej. Całował ją zachłannie, do utraty tchu, jakby jutra miało nie być.
Mogłoby go nie być, świat mógłby się zatrzymać w tym momencie, kiedy czuł na sobie smak jej pełnych ust, kiedy czuł ją, skóra przy skórze, serce przy sercu.
- Ja ciebie też. Kurewsko - nie tak jak wtedy gdy mieli po dziesięć lat i dopiero odkrywali co to miłość. Nie jak wtedy, gdy mieli po osiemnaście i wierzyli, że już zawsze będą razem. Zupełnie inaczej...
Tak, że bał się, że jeśli ona stąd teraz wyjdzie, to ją straci.
- Nie... - mruczał jeszcze w jej usta i wcale nie chciał jej puścić, musiała włożyć w to, żeby się od niego odepchnąć, żeby ją postawił na ziemi, trochę siły. A kiedy mu uciekła, to jeszcze wyrwał się za nią, kopnął w drzwi. Jeszcze przeszedł się po gabinecie Galena jak dziki kot w klatce, jeszcze walczył ze sobą, czy za nią nie iść... Prawie poszedł, ale w końcu się ubrał i jak gdyby nigdy nic wyszedł z gabinetu, pożegnał jeszcze kucharkę, którą spotkał w kuchni, kiedy zbierał swoje buty i motocyklową kurtkę. W dupie to miał, mogła powiedzieć wszystko Galenowi. Mogła się sprzedać, że jego żona nie była już wcale jego...
Bo była Madoxa. A w kieszeni spodni miał tego dowód w postaci jej koronkowych majtek.
Majtek, które Haddie znalazła na drugi dzień, gdy sprzątała jego rozjebane wszędzie ciuchy.
- Co to jest Madox?! - warknęła na niego, kiedy Noriega przewracał się w jasnej pościeli na drugi bok. Zerknął na nią podnosząc z głowy poduszkę.
- Majtki... Ale ty rzadko zakładasz, to może nie wiesz - mruknął i oparł sobie na głowie poduszkę. Mógł ich nie zabierać, bo teraz jego myśli znowu kręciły się wokół Pilar i tego co chciałby z nią robić. A tak to wystarczyłaby może naga pupa Haddie, żeby chociaż na moment zapomniał...
Zapomniałby?
- Ale czyje? - blondynka nie dawała za wygraną.
- No na pewno nie moje, nie wlazłbym w nie - odrzucił poduszkę na bok i znowu na nią spojrzał.
- Zdradzasz mnie? Zdradzasz mnie i dlatego wczoraj nie chciałeś... - zaczęła wpatrując się w niego tymi wielkimi, niebieskimi oczami. Madox tymi swoimi strzelił w sufit, wygrzebał się z pościeli i usiadł na brzegu łóżka.
- Pojebało cię? - wyciągnął do niej rękę i chciał ją do siebie pociągnąć, ale Haddie mu uciekła.
Tylko czy mógł jej na to pozwolić?
Czy sobie mógł na to pozwolić, żeby córeczka naczelnika więzienia zerwała z nim? Kiedy to dzięki niej złapał te wszystkie kontakty? Działał z więźniarką i był chroniony. Doskoczył do niej - mam dzisiaj dużo roboty, ale... jakieś piętnaście minut mam wolne - przesunął wytatuowanymi palcami po biodrze blondynki wsuwając czubki palców pod materiał jej cienkiej, piżamowej koszulki...
Jakieś pół godziny później stał w wypożyczalni samochodów przy rodzinnym, dużym SUVie w kolorze krwistej czerwieni. Zajrzał do środka.
- A wstawisz mi tu fotelik Pablo? - zapytał odwracając się do faceta z wąsem, który zaraz pokiwał głową, a potem chciał zapytać po co mu to.
No bo jednak Madox i fotelik? Madox i taki samochód? Kiedy on ostatnio woził się sportowymi furami. Mężczyzna jednak nie zdążył się odezwać, bo Madox już patrzył w wyświetlacz telefonu, a potem wybrał numer, który ktoś mu przysłał w wiadomości.
Oparł się o jakieś stylowe Porsche czekając aż ktoś odbierze.
Jeden sygnał... Drugi...
Nie kurwa. Nie powinien tego robić.
Trzeci...
Zawiesił palec nad czerwoną słuchawką, a wtedy odebrała.
- Pilar... ile ci zajmie spakowanie siebie i Amry - wypalił, a kiedy w telefonie usłyszał ciszę, to zaraz dodał - nie no, nie porwę was, po prostu... Jutro was odstawię, co ty na to? Zanim Wyatt wróci - wyjaśnił przeglądając się w błyszczącej masce Porszaka, a Pablo pokazał mu fotelik, który zamontował. Madox pokiwał głową i pokazał mu okejkę.
- Ja będę u was za dziesięć minut, i masz jeszcze taką opcję, że wkładasz małą w samochód i wywozisz w tej chwili, bo jak już tam będę, to wejdę tam i was uprowadzę, do jutra... - nie żartował. Groził jej?
Może odrobinę. Ale przede wszystkim chciał jej chyba pokazać, że jeszcze miała wybór i mogła przed nim uciekać, ale on nie zamierzał się tak łatwo poddać, a zaraz zasłonił się ręką, jakby chciał jej zdradzić jakiś sekret - wypożyczyłem dla Amry fotelik, a mój kumpel który prowadzi wypożyczalnię patrzy na mnie jakby mnie popierdoliło... Pewnie myśli, że będę tam woził jakieś karły - no tak, bo patrząc na Madoxa to było bardziej prawdopodobne niż dzieci.
- Dobra Pablo, jutro odstawię ci samochód - rzucił przekładając telefon do drugiego ucha. Złapał klucze, które rzucił mu kumpel, a zaraz pakował się do samochodu - dziesięć minut, wystarczy? - zapytał, kiedy już odpalił silnik, a potem wyjechał z placu wypożyczalni. Dziesięć minut to była opcja, w której zakładał, że w mieście będą korki i złapią go po drodze światła. W najlepszym wypadku mógł u niej być w pięć, ale Pilar nie musiała tego wiedzieć. Miała tylko pięć minut, żeby podjąć decyzję i ewentualnie... uciec.
Pilar, ¿cuánto tardarás en hacer las maletas? ⋆✴︎˚。⋆