Strona 10 z 10

She's the serpentine, she's my collar

: sob sie 29, 2026 6:50 pm
autor: River Cross
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

She's the serpentine, she's my collar

: sob sie 29, 2026 8:59 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


River Cross

She's the serpentine, she's my collar

: sob sie 29, 2026 9:37 pm
autor: River Cross
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

She's the serpentine, she's my collar

: sob sie 29, 2026 10:13 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


River Cross

She's the serpentine, she's my collar

: sob sie 29, 2026 10:40 pm
autor: River Cross
Zamrugała, święcie przekonana, że właśnie się przesłyszała. Pewne spojrzenie, jaki wlepiała w nią dziewczyna, dawało jasno do zrozumienia, że usłyszała bardzo dobrze. O ile wcześniej mogła się jakkolwiek łudzić, że w końcu nadąży za jej sposobem myślenia i znajdzie tor, po którym wędrował jej umysł, to teraz oficjalnie mogła ogłosić porażkę. To, co Prescott miała we łbie, było po prostu nie do pojęcia przez nikogo normalnego.
— Śmiało — warknęła, czując narastającą w niej irytację. Robiła drugi raz dokładnie to samo. Po wczoraj jej było mało? Kilkanaście godzin temu Cross starała się wyciągnąć z niej informację, że traktuje to, co jest między nimi, jako coś dużo lepszego niż to, co miała ze wszystkimi innymi. Uderzyła ją wtedy bardzo dotkliwe, kompletnie się z tego wymiksowując. Ich późniejsza rozmowa trochę uspokoiła serce rysowniczki tylko po to, by teraz zadrżało nerwowo ponownie? Najwyraźniej. Szczerze nie znosiła tych porównań, a jej modelka przecież doskonale zdawała sobie sprawę. Mimo tego strzelała w nią po raz kolejny. A może właśnie z tego powodu, a nie pomimo?
Zakładała, że wszystko to, co wydarzyło się od momentu obudzenia, było dla obu równie przyjemne. Wkręcały się nawzajem w tę grę, wciągały śmiało pod powierzchnie, nie martwiąc się, że tej drugiej może zabraknąć tlenu. Nie zakładała, że w którymkolwiek momencie jej muza mogła patrzeć na to inaczej. Nie brała jej irytacji na poważnie, bo przecież niejednokrotnie warczała na nią w łóżku tylko po to, by ją bardziej sprowokować. Policzek okazał się otrzeźwieniem,.
Poczuła się, jakby ktoś obudził ją bardzo gwałtownie z głębokiego snu. Miała wrażenie, że wokół niej kadr pękł jak uderzony lustro i rozsypał się z głośnym hukiem. Ciosy wymierzane prosto w ego i serce artystki to najwyraźniej było za mało, musiała do tego dorzucić przemoc. Mięśnie rysowniczki odruchowo się napięły, była gotowa oddać jej dwa razy mocniej. Tak przecież powinna zrobić. Wiedziała, jak się bić, by to drugie pożałowało, że się znalazło w tej sytuacji. A nad Prescott miała przecież przewagę fizyczną. Bardzo jednak nie chciała tego robić. Zeskoczyła z łóżka jak oparzona.
— Pojebało cię do reszty? O czym ty niby teraz bredzisz? — krzyknęła, czując, że jeżeli nie właduje zbierającej się w niej furii w głos, to jednak puszczą jej hamulce i jednak jej odda. A naprawdę bardzo tego nie chciała.
— Nazywasz mnie w rozmowie z nią po imieniu, więc ewidentnie nie trzymasz aż tak daleko naszego pierdolenia. — Wymówiła ostatnie słowo z ewidentną pogardą. Do ciężkiej kurwicy doprowadzało ją, że ujmowała to teraz w taki sposób.
— Nie odmawiałaś mi i nawet nie próbuj robić ze mnie idiotki i wmawiać mi, że było inaczej. A teraz... — przerwała wrzaski, bo nie miała również ochoty dokańczać tego zdania. Wypowiedzenie tego na głos było jej mocno nie w smak. Miała wrażenie, że wtedy ten cios stanie się całkowicie realny i nie będzie mogła udawać, że to się nie wydarzyło.
— Zdecyduj się, czego, kurwa, ode mnie chcesz! — pytanie wystrzeliło z niej szybciej niż zdążyła pomyśleć. Pożałowała zadania go w tej formie, gdy tylko usłyszała własny głos. Nie powinna dawać się jej na srebrnej tacy, podkładając się pod milion możliwości dowalenia jej teraz tak dotkliwe, jak to tylko możliwe. Trudno. Nie będzie się przecież wycofywać z własnych słów.

Ruelle I. Prescott

She's the serpentine, she's my collar

: ndz sie 30, 2026 12:21 am
autor: Ruelle I. Prescott
Wydawałoby się, że miały już za sobą ten etap. Zwłaszcza po minionym wieczorze, gdy już przechodziły przez podobną rozmowę. Wiedziała już, że Cross była w niej zakochana, a mimo wszystko sięgnęła po tak prymitywną i bolesną zagrywkę. Naprawdę była okropna. Czemu właściwie artystka tak sobie ją upodobało? Kręciło ją piękno i okrucieństwo?
- Dziękuję za rekomendację - dodała jeszcze twardym tonem, który nosił w sobie znamiona determinacji.
Można byłoby uwierzyć, że była skłonna już w tym momencie umówić się na seks ze wspomnianym artystą, aby ocenić czy był lepszy w łóżku od jej własnej artystki, ale powstrzymywało ją tylko to, że nie zna jego nazwiska ani danych kontaktowych. Chociaż pewnie znalazłaby go gdzieś na liście obserwujących czy obserwowanych na instagramie rysowniczki.
Irytacja w niej buzowała, a ujście znajdowała rzecz jasna w najbardziej jadowity sposób. Niweczyła przy tym wszelkie możliwe ustalenia i wnioski jakie można było wysunąć z tego, co zadziało się jeszcze kilkanaście, czy może wciąż jeszcze kilka, godzin temu.
Czerpała z tego wszystkiego ogromną przyjemność, co do tego nie było wątpliwości, bo jej ciało samo to przejawiało. Wszystko też było w jak najlepszym porządku dopóki tylko nie pojawił się ten durny telefon. Było to dla niej tym bardziej niedopuszczalne ze względu na to, że Cross doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co było istotne dla tanatopraktorki. Nie chciała w żaden sposób gorszyć swoich rodziców. Nie chciała im dawać powodów do tego, aby mieli ją za kogoś innego niż obraz malujący się w ich wyobrażeniach. Dlatego nie powiesiła nigdzie otrzymanego przez nią plakatu. Mieli mieć ją za idealną studentkę i praktycznie aseksualną istotę. Gdyby tylko zdradziła się w jakiś sposób, że prowadzi rozmowę z matką, gdy między jej udami pewna dziewczyna usilnie próbowała ją doprowadzić do orgazmu to wszystko obróciłoby się wniwecz.
Widziała to jak wszystko gotowało się w rysowniczce. W zasadzie to nawet liczyła na to, że ta ją uderzy. Przynajmniej mogłyby się obie wyżyć w jakiś fizyczny sposób, bo ten werbalny kompletnie im nie wychodził Tak byłoby szybciej i prościej. Jakby nie patrzeć to fizyczność była tym, co najlepiej im wychodziło.
- Chyba wyraziłam się jasno - odwarknęła, zsuwając się z łóżka po to, aby zebrać z podłogi swoje rzeczy.
Nie mogła toczyć tej batalii nago. Zbyt wyraźne stało się w tym momencie, że na pewno poranna idylla była skończona i nie miała co liczyć na prysznic czy wspólny posiłek. Tyle dobrego, że zapobiegawczo spakowała komplet świeżej bielizny, bo przynajmniej nie musiała jej użyczać od artystki lub całkowicie z niej rezygnować.
- Ma to dla ciebie aż takie znaczenie? - krzyknęła w jej stronę, wciągając na siebie pospiesznie spodnie. - Mogę jej chyba powiedzieć, że idę spotkać się z River, z którą chodziłam do liceum. To nie jest jednoznaczne z tym, że spotkam się z dziewczyną, która zerżnie mnie tak mocno, że zapomnę jak się nazywam.
Nie widziała nic zdrożnego w tym, że użyła imienia dziewczyny. Jej istnienie nie było żadnym sekretem. Nie była podstarzałym biznesmenem z żoną, którego istnienie powinna skrzętnie ukrywać. Mówiła tyle ile trzeba. Nie chciała się zagubić w matni kłamstw.
- Nie odmawiałam ci? Joder. Odsuwałam cię od siebie, a potem wyraźnie ci powiedziałam, że masz przestać. Ty jednak uparłaś się, że musisz mnie wyruchać, gdy rozmawiam przez telefon ze swoją matką - odparowała, przeciągnąwszy jeszcze koszulkę przez głowę, a następnie poderwała się z łóżka. - Może twoje nie miałyby nic przeciwko temu, żeby patrzeć jak mnie posuwasz, ale moją chcę trzymać od tego z daleka.
To nie był widok ani wiedza przeznaczone dla rodzica. Tę część swojego życia chciała zachować tylko dla siebie. Ewentualnie także dla innych osób, które mogłyby brać udział w ich perwersjach, ale na pewno nie byłby to żaden krewny. Oni znajdowali się poza sferą jej życia seksualnego.
Nawet nie wiedziała, co dokładnie chodziło River po głowie. Cholera jasna, nigdy tego nie wiedziała. Te kłótnie na pewno niczego jej nie ułatwiały. W tej chwili płonęła przez River z zupełnie innych powodów. Spoglądała na nią płomiennym wzrokiem. Włosy wciąż miała w nieładzie po tym jak wciągnęła na siebie pomięty t-shirt.
- Czego od ciebie, kurwa, chcę? - powtórzyła ostrym tonem, a następnie zrobiła zamaszysty ruch ręką. - Może tego, żebyś wiedziała, że istnieją jakieś granice, które powinnaś uszanować jeśli dalej chcesz mnie rżnąć w swoim łóżku i przenosić na swoje pieprzone obrazy!
Nie panowała już nad tym, co mówiła ani w jaki sposób. To wszystko po prostu się z niej wylewało. Nie wymagała od niej zbyt wiele. To był warunek, który był nienaruszalny. Nie miały chyba zbytnio o niczym rozmawiać. Nie sądziła, aby cokolwiek im to przyniosło.

River Cross

She's the serpentine, she's my collar

: ndz sie 30, 2026 12:46 am
autor: River Cross
Gdyby po prostu się pobiły, może by im ulżyło. Skoro potrafił się brutalnie traktować w łóżku i często potem czuły się lepiej, to może teraz to też by zadziałało? Nie, raczej nie. Cross przecież czuła się źle po tym, co zrobiła z nią zeszłego wieczoru, zanim zdążyły porozmawiać. Nie przyniosło jej to ulgi. Mało tego. Czuła się nie w porządku, kiedy w trakcie ostatniej kłótni ją popchnęła i zaczęła rozważać danie jej w pysk. Jakby się złamała i jej oddała, to zżarłaby ją wściekłość na samą siebie. Musiała nad sobą zapanować, chociaż w środku się gotowała. Nikt tak szybko nie potrafił jej wyprowadzić z równowagi i zamienić cudownego poranka w jakiś emocjonalny koszmar. Jej modelka była wyjątkowo zdolna.
— Czemu znowu mnie pytasz, czy ma to dla mnie znaczenie? Nie zauważyłaś jeszcze, że wszystko, co z tobą związane, ma dla mnie znaczenie? Nie no, jasne, że, kurwa, nie zauważyłaś — prychnęła pogardliwie. Jej skrajna niedomyślność była już dobrze artystce znana. Ubodło ją, że Prescott znowu sprowadziła ją do jakiejś prostej, czy wręcz prostackiej roli. Tylko chodziły razem do liceum. Tylko się rżnęły.
Zacisnęła szczękę tak mocno, że aż zaczęło ją to boleć. Wyraźnie poprosiła, by Prescott nie robiła z niej idiotki, a ona dokładnie to zaczęła robić. Kłócenie się o to, kto kiedy powinien się odsunąć, to był jakiś kretynizm. W zachowaniu Ruelle nie widziała prawdziwego sprzeciwu. Skupiła się na droczeniu się i tym, jak było jej przyjemnie. Nie wyczuła granicy postawionej na poważnie. Może dziewczynie trudno było to zrobić, gdy zaciskała w rozkoszy zęby na własnej skórze i wypychała biodra do przodu, domagając się więcej?
— Nawet nie próbuj ich obrażać — warknęła, celując w nią palcem. Miała ochotę wbić go jej w oko. Albo najlepiej prosto w mózg. Próba wciągania do kłótni matek i robienia z nich wariatek była zdecydowanie ciosem poniżej pasa. Cross trudno było w ogóle uwierzyć, że Prescott mogłaby się posunąć do czegoś takiego. Wolała ją powstrzymać, zanim powie w nerwach coś, czego później bardzo by żałowała.
Krążyła nerwowo po sypialni, licząc chyba, że będzie w stanie rozchodzić złość. W ogóle jej to nie pomagało. Kumulowało się w niej tyle emocji, że podejrzewała, że zaraz ją rozsadzi. Zatrzymała się przy płótnie, gdy dziewczyna ponownie na nią warknęła. Zachowywała się tak, jakby wczorajsza rozmowa w ogóle nie doszła do skutku.
— Wyjebane mam, co wyniknie z tych obrazów —krzyknęła i na dowód własnych słów zacisnęła palce na płótnie. Podniosła je, kopnęła sztalugę, która się przewróciła i pierdolnęła płótnem o jedną z nóg, robiąc tym samym dziurę w tkaninie i niszcząc kompletnie niezaczęty obraz. Nie przyniosło jej to nawet jednej trzeciej satysfakcji, na którą liczyła.
— Znowu sprowadzasz mnie tylko do rżnięcia się. To w takim razie pierdol się i... — Wskazała ręką w stronę drzwi, chcąc ja po prostu za nie wyrzucić. Czekanie na to, aż dziewczyna ogarnie sie do końca, byłoby nie do zniesienia.
— A jebać to — warknęła, wymijając ją szybkim tempem. Zgarnęła tylko pierwsze lepsze buty i trzasnęła za sobą drzwiami, zostawiając ją samą we własnym mieszkaniu.
koniec

Ruelle I. Prescott