Strona 1 z 1

Here we are now, entertain us

: wt lis 25, 2025 3:02 pm
autor: Bowie Vance
hello, how low?
I'm worse at what I do best
outfit
   Nie miał zielonego pojęcia jak jego życie mogło w tak krótkim czasie spierdolić się, a potem spierdolić bardziej, jednocześnie naprawiając to, co spierdoliło się wcześniej. Nie nadążał za tym, kurwa, i nawet już nie próbował. Niedługo miał lecieć z Jaydenem do Korei na mistrzostwa i naiwnie myślał, że odetchnie, kiedy znajdzie się ponad dziesięć tysięcy kilometrów stąd. Może i tak by się stało, gdyby nie to, że to on był problemem.
   W sieci, jeśli coś staje się wiralem, jest praktycznie nie do usunięcia. Tak właśnie było z filmikiem, który nagrał i udostępnił znajomy Jaya, uprzednio odurzając go prochami, pieprzony tchórz. Dalej nie wyjaśniło się czemu dokładnie zrobił to na tamtej imprezie, a Bowie nie siedział temu zjebowi w głowie. Baudet obiecał, że się tym zajmie, więc odpuścił. Przynajmniej tymczasowo.
   Warkot jego motoru ustał, kiedy szybciej niż powinien wjechał na plac i zahamował gwałtownie, niemal od razu zeskakując z maszyny, ściągając kask i wsuwając między wargi szluga. Nie licząc tej feralnej imprezy sprzed kilku dni, publicznie nie pokazywał się od niecałych trzech tygodni, co w jego przypadku było dosyć długim okresem czasu. Uznał, że nie chce chować się w domu, a doszedł na tyle do siebie, żeby chcieć gdzieś wyskoczyć. Lubił szybką jazdę, więc kiedy dostał cynk o nielegalnych wyścigach, nawet się nie zastanawiał. Jaydenowi napisał tylko, że wychodzi, nie wdając się w szczegóły. Musiał odetchnąć.
   Oparł się o Ducati i zaciągnął dymem, lekko pochylony, lustrował spod ciemnej grzywki otoczenie i tłum, który się zebrał. Brał udział w wyścigach kilka razy jako uczestnik, ale nie dziś. Dzisiaj chciał wrzucić na luz, pogadać z ludźmi, zaliczyć afterek i wrócić na chatę zanim wzejdzie słońce jak prawie grzeczny chłopiec. Wyrzucił peta, zgniótł go obcasem buta i pociągnął krótko nosem, wbijając wzrok w kolesia, którego kojarzył z wcześniej. Wdali się w pogawędkę, dołączyło jeszcze kilka osób i wśród warkotów maszyn, pisku opon i smrodu palonej gumy przegadali kilkanaście minut. Nawet dostał małpkę, z której hojnie się poczęstował, na koniec ocierając lśniące od trunku wargi wierzchem dłoni. To tyle z detoksu po imprezie. A niech tam, dwie doby wystarczą.
   一 Jasne, znowu Em? 一 rzucił, a gdy dostał potwierdzenie tylko skinął głową i zerknął na dziewczynę nieopodal, która przyciągnęła na siebie jego uwagę. Blond, wysokie i chude były w jego typie, w przeciwieństwie do kolesi, których wolał większych i brunetów. Przyglądał się jej chwilę, ale ostatecznie zrezygnował i skupił się na rozmowie, kontynuując socjalizowanie się.
   Kilkadziesiąt minut później parkował swój motor pod klubem, obok innych, które też dopiero co zjechały z wyścigu. Wszedł do środka bez większego problemu, bywał tu już wcześniej. Może nie powinien w obecnych okolicznościach się tu pokazywać, ale jak zwykle miał wyjebane na to, co powinien. Zerknął na wyświetlacz telefonu, a potem schował go do kieszeni i z grupą znajomych dobił do baru, żeby coś zamówić. A może jednak trochę się przejmował, skoro tym razem wziął sobie tylko colę? Odwracając się, o mało co nie zderzył się z widzianą wcześniej blondyną. Ich ramiona otarły się o siebie, a butelka, którą trzymał w dłoni niebezpiecznie zakołysała i po szkle stoczyło się kilka kropel słodkiego napoju. Vance potrząsnął dłonią, żeby strzepnąć je na podłogę i zacmokał pod nosem, wbijając spojrzenie w nieznajomą, plecami opierając się o brzeg lady.
   一 Widziałem cię na spocie 一 zagadał, unosząc butelkę żeby się napić. Łokieć wolnej ręki oparł na blacie i przekręcił się nieznacznie w stronę dziewczyny. 一 Komu kibicowałaś? 一 zapytał i dopiero wtedy upił łyka coli, chociaż nie spuszczał z niej zaciekawionego spojrzenia. To, że dziewczyna mogła brać udział w wyścigu jakoś nie przyszło mu do głowy, to samo jak to, że mogłaby robić tam cokolwiek ambitniejszego, poza towarzyszeniem komuś innemu.

kira finch

Here we are now, entertain us

: wt lis 25, 2025 6:39 pm
autor: kira finch
010.
drinking /ˈdrɪŋkɪŋ/
noun
the action or habit of consuming alcohol.
"he was ordered to cut down his drinking"
Z reguły jej życie wyglądało jak jebana sinusoida. I tak było i tym razem. Nawet kiedy startowała nocnym wyścigu, wylosowując wcześniej całkiem niezłą, czwartą pozycję, to skończyła jako druga, tuż za pierdolonym G-Forceem z teamu Dark Apex. Znowu druga. To stawało się coraz bardziej frustrujące. Oczywiście, że po fakcie wiedziała, co mogła zrobić lepiej, kiedy powinna docisnąć gaz na prostej, zamiast zwalniać na śliskim odcinku. Tylko co to teraz zmieniało? Zupełnie nic.
Kira nie zamierzała jednak rezygnować z dobrej zabawy. Razem z Boostem, Revy i Sonicem udała się na after. Musiała się jakoś odreagować. Zwykle robiła to na trasie, ale dzisiaj jazda samochodem za bardzo ją wkurwiała. Do tego stopnia, że odstawiła swoje Ferrari i zabrała się do klubu z Boostem.
W drodze z baru miała już znacznie lepszy humor. Pewnie przez te kilka kolorowych szotów, które przechyliła na szybko i drinka, którego dzierżyła w dłoni, próbując przesunąć się w bok, żeby nie zostać zmiażdżona przez wzbierający tłum. Wtedy szturchnęła łokciem jakiegoś chłopaczka, na którego może nawet zwróciłaby jakąś uwagę, gdyby w ogóle zwracała uwagę na facetów.
Sobie — odparła natychmiast, prostując się przy ladzie. — Kibicowałam sobie — powtórzyła, jakby chciała zaznaczyć, że wcale nie udała się na wyścig w roli kibica. Kiedyś, owszem, wspierała innych street racerów swoją obecnością, ale od kilku lat to na nią stawiano zakłady. — Żółte Ferrari F12tdf. Mam nadzieję, że nic na nie obstawiałeś — parsknęła pod nosem na wspomnienie o swojej porażce.
Zwycięstwa wyścigów zgarniał całą pulę, ale równie ważna była możliwość pozbawienia innych uczestników jakichś w fikuśnych gadżetów. Kira straciła dziś breloczek do kluczy w kształcie głowy dobermana. Nie należała do sentymentalnych osób, jednak tę zawieszkę dostała od siostry, bo przypominała Nyx — trzyletnią dobermankę Finch.
Odwróciła się tyłem do baru, w taki sposób, aby móc wyłożyć na blat oba łokcie i obserwować kręcącą się w pobliżu zgraję. Ktoś wpadł na kogoś, ktoś inny wypuścił butelkę z piwem, ale brzdęk roztrzaskanego szkła został zagłuszony przez dudniącą w głośnikach muzykę.
Też jeździsz? — zagaiła, bo chociaż naturę miała podłą, to nigdy nie stroniła od nowych znajomości. Usiłowała nawet sięgnąć w najodleglejsze zakamarki umysłu i przypomnieć sobie, czy przypadkiem skądś nie kojarzyła gościa, ale z twarzy był podobny zupełnie do nikogo.


Bowie Vance

Here we are now, entertain us

: ndz gru 07, 2025 3:29 am
autor: Bowie Vance
   Dzisiaj był na wyścigach bardziej ciałem, niż duchem. Umysł przyćmiony minionymi wydarzeniami był wyjątkowo zajęty jak na kogoś takiego, jak Bowie. Spontaniczny wypad, krótki odcinek trasy, pokonany szybko, za szybko, warkot silników, adrenalina i poślizg, który opanował w ostatniej chwili, bardzo nieodpowiedzialnie, bardzo satysfakcjonująco. Potrzebował się oderwać, od problemów, od ciemnej jezdni pod kołami maszyny, od wszystkiego. Nie dochodził kto się dziś ścigał ani kto wygrał wyścig. Nie obstawiał, po prostu egzystował w najprostszy z możliwych sposobów.
   Uśmiechnął się automatycznie, słysząc odpowiedź dziewczyny. Zaimponowała mu tym, jasne. Może i próbowałby ją wyrwać, nie byłoby to w jego przypadku niczym dziwnym. Musiałaby powiedzieć mu wprost, że woli cycki, a on i tak bezczelnie zapytałby czy mógłby popatrzeć. Może dostałby w ryj, a może nie. Wychodził z założenia, że lepiej zaryzykować i przegrać, niż nie zrobić nic. Bezczynność to cicha śmierć.
   Czemu więc ostatecznie nie miał zamiaru tego zrobić? Wyglądało na to, że wybrał zgrywanie porządnego faceta i może wejdzie mu to nawet w krew. Bo może było warto, może postanowił trzymać się swoich kruchych obietnic, skoro dostał drugą szansę. Bo może doszedł do wniosku, że warto. Nie zmieniało to faktu, że dalej uważał laski za kółkiem szybkich aut za piekielnie seksowne.
   一 Nie tym razem 一 przyznał, przekrzywiając lekko głowę i przyglądając się jej jeszcze wnikliwiej. 一 Może następnym. O ile masz zamiar bardziej się postarać 一 dokończył, rzucając jej coś w rodzaju wyzwania. A może, kto wie, kiedyś zmierzy się z nią w jednym z kolejnych wyścigów, a wtedy tym bardziej chciałby, żeby dała z siebie więcej. Im lepszy rywal, tym słodsza wygrana.
   Pociągnął łyka napoju, automatycznie zerkając w stronę, z której dobiegł dźwięk tłuczonego szkła, chociaż nie zainteresowała go to jakoś specjalnie, więc szybko skupił uwagę ponownie na dziewczynie. Dudniąca mu w uszach muzyka też nie przeszkadzała w kontynuowaniu rozmowy. Był prawie pewien, że go nie rozpoznała, co akurat w tych okolicznościach było mu na rękę. Uwielbiał atencję, wcześniej, bo obecnie wolał trzymać się w cieniu. Przynajmniej narazie.
   一 Czasami. Jak mam kaprys 一 przyznał bez bicia, bo tak już miał, że wszystko w życiu robił dla kaprysu. Dzisiaj było tak samo, gdyby nie impulsywnie podjęta decyzja, to w ogóle by go tutaj nie było. Nie miał większego planu na dzisiejszy wieczór, nie miał planu na życie. Chociaż… Ostatnio się to trochę zmieniło, bo przystał na plan Jaydena, na wylot do Korei, na bycie z nim. Nie miał pojęcia czy to się dobrze skończy, ale znowu 一 chciał zaryzykować.
   一 Bowie 一 przedstawił się i wyciągnął do blondynki dłoń, umyślnie używając imienia, a nie ksywki, która mogłaby być kojarzona z wcześniejszymi wyścigami i jego wygranymi. Dalej uparcie chciał pozostać w tej kwestii anonimowy, na co pewnie przyklasnąłby jego stary, któremu dalej w jakiś sposób zależało na opinii, której syn mógł swoimi wybrykami zagrozić. Trochę hipokryzja, ale starzy chyba tak już mieli. 一 Skąd to zamiłowanie do szybkiej jazdy? Jakiś kink? 一 rzucił, unosząc lekko jedną z brwi. Był ciekawy, zbierał takie informacje i o dziwo miał do nich całkiem dobrą pamięć, chociaż nigdy nie należał do najbystrzejszych osób. Czasami jednak miał swoje pięć minut.

kira finch

Here we are now, entertain us

: wt gru 09, 2025 9:10 pm
autor: kira finch
Faceci nagminnie próbowali ją podrywać. Nie było to niczym dziwnym — przywykła już do tych natrętnych spojrzeń i niesubtelnych komentarzy. Ale nie był to dla niej żaden powód, by komukolwiek dawać w twarz. Kira po prostu nie zwracała na to uwagi. Zwykle kończyło się na krótkim "sorry, nie jestem zainteresowana", po czym odchodziła, zostawiając adoratora zdezorientowanego i lekko urażonego. A nic nie było bardziej zabawnego od urażonej, męskiej dumy. Do rękoczynów doszłoby jedynie wtedy, kiedy któryś z gagatków spróbowałby się do niej dobierać, jednak do tej pory nie musiała używać siły, żeby zgasić kogoś jak peta.
Postarać się? — powtórzyła po nim z wysoko uniesionymi brwiami. — No tak, następnym razem zepnę dupę, żebyś trzymał za mnie kciuki — rzuciła z łobuzerskim uśmiechem. Tyłek miała niczego sobie, ale takie ćwiczenia jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziły.
Zamoczyła usta w drinku, posyłając chłopakowi zaintrygowane spojrzenie. A więc też jeździł. Okej, w tym momencie miał jej uwagę. Pozostawało jeszcze jedno, ważne pytanie.
Czym jeździsz? — w oczach Kiry dało się dostrzec wyraźne zainteresowanie. Miała niezdrowego fioła na punkcie samochodów, a im szybsza fura, tym lepiej. Niektórzy mogliby ją spostrzegać jako typową blacharę i pewnie tak było, gdyby nie jeden istotny szczegół — Finch biła ich o głowę w umiejętnościach. I wartością samochodu również.
Nie mogła przypasować twarzy chłopaka do żadnego nazwiska. Pewnie dlatego, że z twarzy podobny był zupełnie do nikogo. Tylko skąd to dziwne wrażenie, że już go gdzieś widziała? Może przewinął jej się na social mediach wśród polecanych znajomych? Albo dostrzegła go w tłumie, w trakcie jakiegoś innego wyścigu? Możliwości było sporo, ale nic sensownego nie przychodziło jej na ten moment do głowy.
K-Rush — ona w przeciwieństwie do niego, przedstawiła się ksywką, której używała w undergroundowym świecie. Tak było bezpieczniej. — Niech zgadnę, twój stary był fanatykiem Davida Bowiego? — parsknęła śmiechem i pewnie uścisnęła jego dłoń. — Mam pierdolca na punkcie adrenaliny i odwala mi, kiedy robi się zbyt nudno — odparła zgodnie z prawdą. Kira żyła dla szybkiej jazdy i ryzyka, a kiedy wokół robiło się zbyt spokojnie, ona zaczynała wariować.
Wystarczyło, że już na co dzień była grzeczną dziewczynką, która nie wychylała się za bardzo, żeby nie podpaść przełożonym. A jak już im podpadała, ojciec od razu o tym wiedział. Trzeba wspomnieć, że Paul Finch, jako gruba szycha wśród prawników w prowincji Ontario, starał się z całych sił, żeby przypadkiem nikt nie zhańbił jego nazwiska. Niestety jego najmłodsza córka miała tendencję do ciągłego pakowania się w kłopoty. I robiła to celowo, z niebywałą satysfakcją.
No, a co z tobą? — zamoczyła usta w alkoholu. — Skoro jeździsz, to musisz mieć ku temu jakieś powody — dodała, bo nikt nie brał udziału w wyścigach ot tak. Zawsze kryło się za tym coś więcej — adrenalina, pieniądze, czy choćby szacunek w oczach innych uczestników.

Bowie Vance

Here we are now, entertain us

: pn gru 29, 2025 3:24 pm
autor: Bowie Vance
   Vance może i był odrobinę zbyt natrętnym podrywaczem, szczególnie kiedy sobie wypił, ale na pewno nie był groźny i rozumiał wyraźny sprzeciw, lgnąc głównie do tych, którzy tego chcieli, bo to właśnie atencja drugiej strony dawała mu przyjemność i miał wtedy motywację by odwdzięczać się tym samym. Obecnie i tak był na zupełnie innym etapie, próbując chyba pierwszy raz w życiu być w porządku wobec kogoś, na kim myślał, że mu zależało.
   Zaśmiał się krótko na jej słowa i kiwnął głową, ciekawy czy w ogóle będzie jeszcze następny raz i czy sprawy tak się ułożą, że sprawdzą swoje umiejętności oboje uczestnicząc w wyścigu. Niczego nie wykluczał, życie potrafiło być przewrotne.
   Uniósł szklankę do ust i napił się, a w odpowiedzi na jej pytanie najpierw pokręcił nieznacznie głową.
   一 Pokażę ci następnym razem 一 rzucił, posyłając jej też lekki uśmiech. W wyścigach brał udział anonimowo, bo był rozpoznawalny i chociaż Kira go nie znała, to ktoś z grona jej znajomych już mógł, a Bowie miał na jakiś czas naprawdę dosyć plotek. Dokopanie się do filmów i wyłapanie go na nich pewnie nie zajęłoby długo obeznanej osobie, a już jeden taki, chociaż akurat niezwiązany z nielegalnymi wyścigami, film krążył po siedzi pogarszając jego reputację, bo zważając na to, że do tej pory i tak nie była zbyt dobra, komentarze były raczej przeciwko niemu. Chociaż teraz naprawdę nie był niczemu winny, wyjątkowo.
   Wzmianka odnosząca się do imienia znowu lekko go rozbawiła, chociaż Kira wcale się jakoś specjalnie nie myliła. Każdy miał jakiegoś idola, czy tam inspirację. David Bowie był dla jego ojca kimś w tym rodzaju, tylko może jeszcze bardziej intensywnie, biorąc pod uwagę, że znał go osobiście i dalej przyjaźnił się z jego synem, reżyserem filmowym Duncanem Jonesem. Bowie czuł się przy nim zawsze odrobinę niezręcznie i nie był pewien czy przez imię, czy jednak coś innego.
   一 Coś w tym stylu, tak 一 przyznał, zerkając na dziewczynę kątem oka. Oczy rozbłysły mu niemal od razu, kiedy wyznała mu powód, dla którego lubiła szybką jazdę. Wyglądało na to, że mieli trochę wspólnego, chociaż czy to nie były powody, dla których większość osób to robiła? No dla wielu pewnie dochodziła jeszcze kasa, ale on akurat jej nie potrzebował. Miał pod dostatkiem przychodów z innych źródeł.
   Jego ojciec średnio dbał o swoją własną reputację, chociaż w pewnych obszarach pilnował, aby nikt z rodziny nie przekraczał granic, na przykład jeżeli chodziło o czyny nielegalne, bo zależało mu na dalszym rozwijaniu kariery i o ile rozwiązłość, pijaństwo i prowokacje, ściągające na niego uwagę były ok, tak konflikty z prawem już nie. Jego matka za to uważała, że jest ponad to wszystko, szczególnie odkąd została guru sekty, przypominającej ruch hipisowski z lat sześćdziesiątych. Wybaczali mu dużo, chociaż ojciec coraz częściej powtarzał mu, żeby się zachowywał, szczególnie na imprezach publicznych, gdzie kamery rejestrowały wszystko. Rzadko go słuchał.
   一 Lubię robić na przekór, kocham adrenalinę i szybką jazdę, dreszczyk emocji. Nienawidzę się za to nudzić i chociaż w zasadzie powinienem siedzieć dzisiaj na chacie, to jestem tu, żałując, że na wyścig wpadłem tylko jako obserwator 一 przyznał całkowicie zgodnie z prawdą. 一 Jeżeli chcesz przejechać się na motorze do The Kingsway, włamać na czyjąś posesję, wykąpać nago w basenie i zwiać, zanim włączy się alarm, to prawdopodobnie ci nie odmówię 一 wytłumaczył swój punkt widzenia. To fatalny pomysł, nie powinien, stary by się wściekł, sąsiedzi by się wściekli, ale właśnie to wszystko najbardziej go kręciło.

kira finch

Here we are now, entertain us

: pt sty 02, 2026 5:04 pm
autor: kira finch
Ona też pozostawała anonimowa. Nie bez powodu przedstawiła się Bowiemu z wyścigowej ksywki, którą nadali jej undergroundowi znajomi. W sieci również występowała pod pseudonimem, wrzucając jakieś fotki sprzed i po wydarzeniach. Nigdy nie nie wstawiała tych bezpośrednio z wyścigów, żeby psy nic na nią nie miały. Zakrywała nie tylko twarz, ale również numery rejestracyjne. Nie szukała na siłę kłopotów, z których i tak najczęściej wyciągał ją ojciec - prawnik. Co z tego, że Kira sama w sobie była kłopotem i przyciągała problemy jak lep na muchy.
Następnym razem? — powtórzyła po nim, unosząc pytająco brew. — To znaczy, że następnym razem widzimy się na linii startu? — zainteresowała się, bardzo ciekawa umiejętności, którymi dysponował Bowie. Czy był wystarczająco dobry, żeby zmierzyć się z nią w wyścigu? Nie przypominała sobie, aby kiedykolwiek wcześniej rywalizowała. Wyglądała na tyle charakterystycznie, że z pewnością dostrzegłaby go pośród innych uczestników. No chyba, że tak dobrze się maskował.
Nie miała pojęcia, że ojciec chłopaka był jakąś znaną osobistością. Jej nazwisko było rozpoznawalne w mieście właśnie ze względu na Paula Fincha, który zajmował się kontrowersyjnymi sprawami, których raczej nikt nie chciał się podejmować. Bronił seryjnych morderców, gwałcicieli i pedofilów, wzbudzając w tym naprawdę spore emocje pośród zwykłych ludzi. Kirze nie było nic do tego. Nie utożsamiała się z jego działaniami, skupiając na własnym życiu. Ale bywało, że plotki opiewały złą sławą również ją i jej siostry, jakby co najmniej to one dopuściły się jakichś paskudnych czynów.
Zaskoczona jego sugestią, wymownie spojrzała na to, co trzymał w dłoni. Szklanka butelka coli. Czyli nie pił, więc mogli pojechać jego motocyklem w świat, skoro oboje byli uzależnieni od adrenaliny i robieniu wszystkim na przekór. Duet doskonały, można by rzec.
Mam lepszy pomysł — powiedziała, dopijając swojego drinka, po czym swobodnie wyciągnęła rękę i odstawiła szklankę na barowy blat. — Zamiast szukać po mieście domu z basenem, rozejrzyjmy się po okolicy. Na pewno w North Mills nie brakuje wyjebanych w kosmos chat, których właściciele właśnie balują na Bora-Bora. Lepiej zostaw motor, bo jak będziemy spierdalać, to przynajmniej nie wychwyci nas żaden monitoring — dodała, poprawiając skórzanką kurtkę na ramionach, a jej oczach błysnęło światło podwieszonych pod sufitem kolorowych lamp. — To jak będzie? Spadamy stąd? — uniosła brwi w wyrazie wyzwania, dając mu do zrozumienia, że była więcej niż chętna, żeby coś zbroić.
Finch kochała takie akcje — dreszcz ryzyka, wbijająca się w żyły adrenalina, poczucie, że robi coś zakazanego, a jednocześnie ekscytującego. Każda niepewna sytuacja była dla niej jak narkotyk. Odurzała się takimi momentami jak pierdolona ćpunka.

Bowie Vance

Here we are now, entertain us

: wt sty 20, 2026 6:28 pm
autor: Bowie Vance
  Mierzył ją przez chwilę uważnym spojrzeniem, jakby zastanawiał się czy przyjąć wyzwanie. Pomimo starań nie pakowania się w kłopoty, trudno było mu pozostać zbyt długo tak niezgodnym ze swoim charakterem. Wszystko, co robił i tak średnio działało, a wciskanie Jaydenowi, i sobie samemu przy okazji, kitu coraz bardziej go męczyło. Zastawił pułapkę na kogoś innego i sam w nią wpadł, ponadto dalej był na to ślepy jak kret.
  Sięgnął dłonią do karku i pogładził się lekko, jakby poczuł spięcie w tamtym miejscu.
  一 Jasne, czemu nie 一 mruknął w odpowiedzi, podejmując wyzwanie. Skoro dziewczyna go nie kojarzyła, to znaczy że jednak całkiem sprawnie się pilnował, chociaż ten jeden raz. Imię i nazwisko jego ojca było znane, ale syn gwiazdy rocka już mniej, chyba że w tych kręgach największych fanów. Czasami, jak ktoś poznał jego nazwisko, to pytał czy to ten Vance?, ale nie zdarzało się to jakoś zatrważająco często. Na wyścigach na wszelki wypadek zwyczajnie się zasłaniał, z resztą do wyścigów potrzebował mieć odsłonięte tylko oczy, więc tylko je było na ogół widać. Najbardziej charakterystyczne było chyba tylko auto, dlatego o nim nie powiedział. Może i przesadzał, większości osób nie obchodziło kim był, ale wystarczyła jedna, która się przyczepi i gdzieś to ogłosi, a stary pewnie wyładowałby się za to na nim, ale nawet Bowie nie znał wszystkich powodów, dlaczego akurat w tym temacie był taki cięty.
  一 Hm? 一 mruknął, słysząc o lepszym pomyśle. Bowie umyślnie zaproponował konkretną dzielnicę, bo akurat ją znał, wiedział od razu który basen mogliby sobie na chwilę przywłaszczyć, gdzie nie ma działających kamer i psów pilnujących posesji, a wejście nie sprawia wielkiego kłopotu. Nie miał jednak zamiaru tego wyjaśniać, tylko słuchał jej propozycji z zainteresowaniem, obserwując mimikę twarzy, gdy mówiła. Była dosyć ekspresyjna, co mu się akurat podobało. Nie był nigdy jakoś szczególnie domyślny i lepiej sobie radził z odczytywaniem czyichś emocji, gdy je dostrzegał w minach lub ruchach.
Chyba nawet bardziej spodobała mu się mniej bezpieczna opcja, bardziej ryzykowna i nieobliczalna. Dlatego się uśmiechnął, co już można było uznać za zgodę, chyba od razu było po nim widać, że dał się przekonać, jeszcze zanim otworzył gębę.
  一 Świetnie, w takim razie nie ma na co czekać 一 rzucił i dopiero wtedy to poczuł dreszcz ekscytacji, za którym tęsknił od dawna, nawet bardzo dawna, jak na niego. Chwilę później wyszli z klubu, a Bowie zapiął kurtkę, uprzednio chowając telefon do wewnętrznej kieszeni. Kierowali się głównie przeczuciem, zdając na zwykły przypadek i Vance nie czuł się nawet przez chwilę niepewnie. Jego życie głównie składało się z przypadków, same jego narodziny nie były planowane, chociaż ostatecznie chciane, tak jak ich mała, nocna wycieczka. Przez chwilę rozmawiali jeszcze o wyścigach, potem autach i innych zawodnikach, o dziwo mając całkiem podobną opinię na ich temat.
  一 Wybierz numer 一 mruknął, kiedy mniejsze domki i kamienice ustąpiły coraz większym posiadłości, gdy znaleźli się na jednej z bogatszych ulic miasta. Chyba nigdy wcześniej tu nie był, chociaż większe prawdopodobieństwo, że był, ale nie pamiętał. Te wszystkie małe pałace są do siebie takie podobne.

kira finch