Strona 1 z 1

ain't my fault

: wt gru 09, 2025 2:27 pm
autor: audrey harrison
001.
Nic nie wskazywało na to, że Audrey Harrison zakończy marvelowski konwent pizdą pod okiem i zdartymi knykciami. Chciałoby się powiedzieć, że to była prawdziwa walka na śmierć i życie, ale w rzeczywistości została wciągnięta w jakąś żałosną bójkę i to nawet nie z własnej winy! Dlatego, kiedy jakaś dziewczyna zaczęła ją szarpać za opaskę Wandy Maximoff, a potem przywalił jej łokciem prosto w twarz, niewiele myśląc, odwinęła się i poczęstowała ją pięścią. Wprawdzie nigdy nie reagowała w podobny sposób i stroniła od rozwiązywania spraw w taki sposób, ale przecież musiała się bronić, do czego wykorzystała tajemne sztuki, jakie przekazali jej starsi bracia. Bo co innego miała zrobić? Dać się tak szarpać i pozwolić, żeby zniszczono jej strój, nad którym tak ciężko pracowała, do ostatniej chwili dopracowując wszystkie detale? No chyba nie!
Nic nie powiem, dopóki nie przyjdzie moja siostra — powiedziała w pokoju przesłuchań, bo tak się złożyło, że w pewnym momencie na wydarzeniu tematycznym zjawiła się policja. I zamiast rozgonić towarzystwo, zaczęli łapać niewinne dzieciak i zaganiać ich na pakę radiowozu. To samo stało się z Addie, mimo że ta nawet nie zaczęła uciekać. A może powinna, bo akurat tej siksie z kucykami Harley Quinn na pewno się upiekło!
A twoja siostra to... — krępy funkcjonariusz znów zajrzał w notatki. — Harrington? Harris?
Harrison — poprawiła go natychmiast. Szczerze zaczynała wątpić, czy pracują tu jacyś kompetentni ludzie. Chyba June powinna się przebranżowić. — Mówiłam już. I mówiłam, że nie mam nic wspólnego z tym, co się stało — zastrzegła, napierając plecami na metalowe oparcie krzesła i krzyżując ręce na piersiach. Opaska Wandy przekrzywiła się na głowie Audrey, co ani trochę nie dodawało jej powagi. Właściwie to wyglądała teraz jak obrażona małolata. Brakowało jedynie podartych podkolanówek i zawziętego milczenia. Tylko Harrison nie zamierzała siedzieć cicho, skoro była całkiem niewinna! Co innego, gdyby faktycznie nawaliła, bo zaczęła kogoś zaczepiać, a to pociągnęłoby za sobą lawinę zdarzeń. Ale sęk w tym, że ona naprawdę nic nie zrobiła i jedyną osobą, która mogła jej uwierzyć, była właśnie June.
Harrison — funkcjonariusz cmoknął głośno i spojrzał na swojego kolegę. — Kojarzysz kogoś takiego, Frank?
Harrison, Harrison... — Frank zaczął myśleć na głos. — Taka zgrabna blondyneczka? Śledcza chyba? Nie wiem, czy jest w jakimś konkretnym wydziale, ale poprosiłem Ruby z dyspozytorni, żeby ją tutaj ściągnęła.
Fuj — odezwała się Audrey, która przysłuchiwała się całej rozmowie. — Zgrabna blondyneczka? Serio? Faceci nigdy nie przestaną seksualizować kobiet, prawda? — przewróciła oczami, bo myślała, że ma do czynienia z kimś cywilizowanym, ale otaczali ją sami barbarzyńcy. — Na mnie też macie jakieś epitety? Tylko przypominam, że jestem nieletnia — wymądrzała się w najlepsze, w oczekiwaniu na przybycie siostry.


June Harrison

ain't my fault

: śr gru 17, 2025 12:15 am
autor: June Harrison
To miał być spokojny dzień. Dzień wolny od pracy i jakichkolwiek zmartwień. June nie miała najmniejszego zamiaru wychodzić nawet z domu. Planowała spędzić go oddając się wyłącznie przyjemnym, relaksującym czynnościom. Od czasu awansu pracowała bardzo dużo i choć obiecała sobie, że nie będzie zabierać tego wszystkiego ze sobą do domu, to jednak jakoś jej to niespecjalnie wychodziło. Miała nagle na głowie dużo więcej niż zwykle, a przy tym coraz mniej czasu dla siebie, dla rodziny, znajomych, no i oczywiście dla Nicholasa, z którym w końcu zaczęła się spotykać - już nie jako kumpela-sąsiadka, ale jako potencjalny materiał na coś więcej.
Nie narzekała jednak, bo szczerze uwielbiała to co robiła, a przeniesienie na nowe stanowisko i przydzielenie (w końcu!) do jakiejś poważnej sprawy tchnęło w nią nową energię. Zresztą sama tego chciała i przez tyle lat wyczekiwała.
Tak jednak każdy kiedyś potrzebuje resetu i właśnie dziś był ten dzień. Albo miał być.
Jeden telefon i wszystko diabli wzięli. Jeden telefon wystarczył, by rzuciła wszystko - mówiąc “wszystko” mam na myśli głównie wizję długiej kąpieli z bąbelkami (zarówno z tymi w wannie, jak i w kieliszku) - i ruszyła na komisariat. Miała nadzieję, że to tylko jakieś zwykłe nieporozumienie, bo Audrey nie była typem nastolatki, którą podejrzewałaby o wdawanie się w bójki i właściwie do tej pory nie sprawiała ani rodzicom, ani jej, żadnych problemów.
Według dyspozytorki, z którą rozmawiała, młoda miała czekać w jednym z pokojów przesłuchań, gdzie June udała się zaraz po przybyciu na miejsce. Gdy weszła do środka, jej wzrok od razu spoczął na siostrze, jakby próbowała się upewnić, czy wszystko w porządku - pomijając oczywiście widoczne ślady w postaci podbitego oka (nie mogła się powstrzymać, by nie syknąć z bólu, tak jakby to ona sama zaliczyła bliskie spotkanie z pięścią jakiejś nastki), licznych zadrapań oraz poszarpanego stroju.
Co tu się dzieje? Możecie mi do cholery powiedzieć na jakiej podstawie ją tu w ogóle trzymacie? — warknęła do dwójki funkcjonariuszy siedzących naprzeciwko młodszej Harrison. Stanęła po środku, tuż przy stoliku i oparła się o niego dłońmi, pochylając się nad niezbyt szczegółową notatką ze zdarzenia. Jeden z mężczyzn natychmiast się oburzył i zabrał papiery. June w międzyczasie posłała Audrey porozumiewawcze spojrzenie, mówiące: “tylko ani słowa”.
No chyba mam prawo wiedzieć? — ponagliła, już nieco podniesionym głosem, na co mądrala kitrający ten pożal się boże raport wywrócił oczami i burknął coś pod nosem.
Harrison, tak? Po co te nerwy? Zaraz się wszystko wyjaśni — zaczął zaraz ten drugi, na co June odepchnęła się od zimnej, metalowej powierzchni i podeszła bliżej siostry. Krzyżując ręce na piersiach, wbiła zniecierpliwiony wzrok w policjantów.


audrey harrison

ain't my fault

: śr gru 17, 2025 3:35 pm
autor: audrey harrison
Czas dłużył się niemiłosiernie. Audrey zdążyła policzyć wszystkie drobne pęknięcia w obrzydliwej tapecie, która pokrywały ściany pokoju przesłuchań (było ich dokładnie osiemdziesiąt jeden) oraz odrysować w myślach wszystkie zmarszczki dyżurującego policjanta. Ale nie Franka, tylko tego drugiego, którego imienia nie poznała, bo Frank zwracał się do niego bezosobowo.
Na widok starszej siostry prawie poderwała się z miejsca, ale obaj funkcjonariusze zgromili ją spojrzeniem, więc Audrey jedynie skrzyżowała ramiona i łypnęła na nich spode łba.
To twoja siostra? — upewnił się Frank, spoglądając podejrzliwe na starszą Harrison.
A nie widać? — wtrąciła pospiesznie ta młodsza, mimo że miała być cicho. — Raczej nie wzywałabym obcej baby, żeby mnie stąd zabrała — przekręciła oczami, mocno poirytowana sytuacją. Już nawet nie chodziło o to, że siniak pod okiem pulsował nieprzyjemnie, a dlatego, że została niesłusznie zatrzymana i przywieziona na komisariat! Bo gdzie w tym momencie była siksa z kucykami Harley Quinn? Pewnie w domu, bo miejscowa policja nie potrafiła nawet schwytać prawdziwych winowajców!
Moment, już wszystko tłumaczę — odezwał się nie-Frank, czyli ten drugi, czyli trochę milszy i niepatrzący na jej siostrę jak na obiekt pożądania. Poprawił się na krześle i zaczął coś skrupulatnie notować w swoim kajeciku.
Audrey zdmuchnęła włosy z twarzy i odchyliła się w taki sposób, aby móc spojrzeć na siostrę. Próbowała wyczuć, czy już miała przejebane, czy dopiero, jak wrócą do domu. A poza tym chciała dać jej oczami do zrozumienia, że niczego nie zrobiła i że znalazła się w tym pokoju niesłusznie!
W centrum kultury odbywał się konwent tych takich śmiesznych, komiksowych ludzików — zaczął Franck, jeszcze zanim jego kolega skończył zapiski. — No i doszło tam do zamieszek — dodał poważnym tonem, na co Addie wybałuszyła na niego oczy. Zamieszek? Serio? Zabrzmiało to tak, jakby chodziło o zamach terrorystyczny, a nie szarpaninę dwóch nastolatek. Ale Frank nie przestawał wygadywać bzdur. — Organizatorzy wezwali policję, bo nie mogli zapanować nad chaosem, więc wezwali nas. No i złapaliśmy tą oto młodocianą kryminalistkę.
Wcale tak nie było! — wyrwało się młodszej Harrison z nieukrywanym wyrzutem. Cholerny Frank wszystko przeinaczył! — Jakaś dziewczyna zaczęła mnie szarpać, chciała zerwać mi z głowy opaskę, a potem trąciła łokciem w twarz. Celowo! No to jej oddałam, jak zaczęła tak wymachiwać tymi łapami. Co miała zrobić, June? Stać i czekać aż mnie stłuką na kwaśne jabłko? — rozłożyła bezradnie ręce, bo przecież działała w samoobronie. I miała nadzieję, że siostra to zrozumie. Zresztą, przecież znała ją nie od dziś i wiedziała, że Audrey nie przejawia żadnej agresji i daleko było jej do wdawania się w bójki.

June Harrison

ain't my fault

: pn gru 29, 2025 3:38 am
autor: June Harrison
Niestety nie znała dobrze policjantów, którzy zgarnęli Audrey i uparli się, by ją maglować. Na szczęście nie mogli zrobić wiele bez obecności adwokata, czy też opiekuna nastolatki. Ufała, że siostra ma na tyle oleju w głowie, by nie puścić pary z ust, dopóki June nie zjawiła się na komisariacie. Gdy tylko weszła, próbowała telepatycznie dać młodszej do zrozumienia, że za nic w świecie nie powinna się odzywać nieproszona - z lekko wybałuszonymi oczami, ścisnęła usta i lekko pokręciła głową. Pozostało tylko mieć nadzieję, że Audrey zrozumie tę niemą sugestię.
A kogo się spodziewaliście? — odezwała się, lekko zniecierpliwiona i znów szybko przeniosła wzrok na młodą Harrison. Tym razem uniosła dłoń, przekazując jej wyraźnie, że powinna siedzieć cicho. Oczywiście wierzyła w jej niewinność, tym samym rozumiejąc jej poirytowanie, ale wiedziała też, że takimi odzywkami sobie nie pomoże.
June słuchała przez chwilę wyjaśnienia funkcjonariusza. Z trudem powstrzymała się od głośnego parsknięcia śmiechem, gdy wspomniał o “śmiesznych, komiksowych ludzikach”. Potem było już tylko gorzej.
Młodocianą kryminalistkę? Czy ty się sły- — urwała nagle, gdy młodsza weszła jej w słowo. Nic nie mogła już na to poradzić. Westchnęła tylko ciężko i cierpliwie jej wysłuchała, jednak bez komentarza.
Gdzie trzymacie tę drugą dziewczynę? Macie już jej zeznania? Może wycofa zarzuty? — spytała od razu, wzrokiem skupiona już na mężczyznach. Żaden z nich nie odezwał się od razu. Frank - ten bardziej bojowo nastawiony, dobrał się nagle do papierów i zaczął studiować zapiski kolegi, a ten drugi - nie mogąc znaleźć sobie lepszego zajęcia - wodził oczami po pomieszczeniu, tak jakby w tym momencie ta ohydna tapeta była ciekawsza niż cała rozmowa. Zmieszał się wyraźnie, napotykając w końcu pytające spojrzenie June.
Nie, bo tak się składa, że ona…
Och, zamknij się, Bobby!
Zwiała? Wspaniale, czyli nie macie nic? — rzuciła kpiąco i z szybkim machnięciem ręki w stronę drzwi, zwróciła się w końcu do Audrey — Idziemy.
Nie tak prędko, paniusiu! — zatrzymał ją od razu poddenerwowany Frank, który z tego wszystkiego aż poczerwieniał na twarzy. Komuś najwidoczniej mocno zależało na statystykach.
Czy moja siostra wygląda wam na kogoś kto wszczynał by bójki? Wydaje mi się, że jest ofiarą tej całej sytuacji, a wy złapaliście niewłaściwą osobę. Audrey została zaatakowana i po prostu się broniła. Czego nie rozumiecie? — zrobiła krótką pauzę, łypiąc to na jednego, to na drugiego policjanta — Nic tu po nas — mruknęła po chwili, kończąc swój wywód, zniesmaczona tą dwójką półgłówków, którzy najwyraźniej nie mieli do roboty nic lepszego od łapania niewinnych dzieciaków na konwentach.


audrey harrison

ain't my fault

: wt gru 30, 2025 11:17 pm
autor: audrey harrison
Gdy tylko usłyszała, że dziewczyna, która próbowała zerwać z jej głowy opaskę Wandy Maximoff po prostu dała nogę, Audrey aż wyrzuciła ręce w powietrze. Naprawdę? Czyli znalazła się tutaj wyłącznie dlatego, że nie było innych dowodów? Albo dlatego, że nie potrafiła biegać wystarczająco szybko? Ta myśl była równie absurdalna, co frustrująca. Harrison nawet przez moment nie rozważała ucieczki przed policją. Po pierwsze — sport nigdy nie należał do jej mocnych stron. Po drugie — została zatrzymana szybciej, niż w jej głowie uformował się choćby cień sensownego planu. A poza tym ucieczka oznaczałaby przyznanie się do winy, a Audrey nie miała sobie absolutnie nic do zarzucenia!
Hola hola, dokąd to? — Bobby ściągnął groźnie brwi. To znaczy, chyba myślał, że wygląda groźnie, ale w mniemaniu młodszej Harrison wyglądał po prostu śmiesznie, bo zrobiła mu się taka wielka, tłuściutka zmarszczka między oczami. — My tu mamy jeszcze zeznania do spisania!
Spojrzała ze zdezorientowaniem najpierw na policjantów, a później na siostrę. Ona oczywiście również była policjantką, ale przede wszystkim była jej siostrą. I chyba Audrey trochę zgłupiała, bo nie miała pojęcia, co zrobić. Wstać z krzesła i opuścić pokój przesłuchań? A może zostać, bo co, jeśli June będzie miała przez nią jakieś problemy? Naprawdę nie chciała, żeby tak się stało. Jeszcze jak rodzice dowiedzą się o wszystkim, to już w ogóle klops. Każą jej wrócić do Kingston i tyle będzie po jej nauce w Toronto.
Nie myśl sobie, że tak to zostawimy — zagroził Frank. — Niech idą, Bob. Nie myśl sobie, że komendant nie dowie się o twojej nagłej interwencji, Harrison — dodał, a Audrey serce podeszło do gardła. Ok, komendant brzmiał dużo gorzej niż rodzice!
Odsunęła niepewnie krzesło i ruszyła za siostrą, która przepuściła ją w drzwiach. Przez chwilę szły korytarzem w całkowitym milczeniu, aż w końcu młodsza Harrison przystanęła w miejscu, chwytając June za przedramię.
Nie chcę, żebyś miała kłopoty — wypaliła, zaciskając usta w wąską linię. — Ja naprawdę nic nie zrobiłam. Przysięgam! Ale nie wiem, może powinni spisać te zeznania? Co, jeśli twój szef o wszystkim się dowie i zawiesi cię przeze mnie w pracy, to na zawsze zniszczy twoją karierę? — westchnęła ciężko, pisząc w głowie najczarniejszy z możliwych scenariuszy. Może zabrzmiało to nazbyt dramatycznie, ale nic nie mogła poradzić, że aż tak się przejęła.
Zwykle kipiała optymizmem na sto procent, a nawet sto trzy, ale teraz wcale nie było jej do śmiechu. Najwyraźniej Frank i Bobby zdołali ją zastraszyć, ale chyba nie można było się temu dziwić? Addie miała dopiero siedemnaście lat i do tej pory problemy z prawem były jej obce. Właściwie to słyszała o przestępcach tylko z opowieści June, a teraz oskarżono ją o bycie kryminalistką!

June Harrison

ain't my fault

: wt sty 06, 2026 6:16 am
autor: June Harrison
Może nie kojarzyła tej dwójki zbyt dokładnie, ale już po tej krótkiej i jakże frustrującej interakcji, dobrze wiedziała, że trafiły na najgorszy typ policjantów - czyli tych, którzy lubili tylko udawać, że coś robią, a tak naprawdę zbijają bąki na służbie, po czym pod koniec dnia przypomina im się, że nie zrobili nic pożytecznego. Tym pewnie też nie grało coś w kwartalnych statystykach, więc postanowili czepiać się kogo popadnie - w tym biednej Audrey - byle tylko wyrobić normę. Harrison zerknęła na niewielkie plakietki z nazwiskami, które mieli na mundurach i zrobiła mentalną notatkę. Panowie F. Wilson oraz R. Murphy zadarli z niewłaściwą osobą. June co prawda była kimś, kto normalnie unikałby konfliktów - szczególnie w pracy, ale jeśli ktoś sam się uparcie prosił o drakę, to dokładnie to dostawał. Potrafiła pokazać pazury, a zwłaszcza teraz, gdy nie chodziło już o nią, a jej młodszą siostrę, która była dla śledczej oczkiem w głowie.
Jak to kurwa dokąd? Zabieram ją w końcu do domu, została po-bi-ta. Nie zapomnij o tym napisać — mówiła dosyć spokojnym tonem, biorąc pod uwagę okoliczności. Złowieszcza mina Roberta Murphy’ego, nazywanego pieszczotliwie przez kumpla “Bobby’m”, nie robiła na niej najmniejszego wrażenia. Podobnie zresztą jak groźby Franka. — Bardzo proszę, powiadom komendanta. Możesz sobie dzwonić nawet do papieża, nie mogę się doczekać. — odparła od razu, w międzyczasie spoglądając na nastolatkę wyczekująco. Zauważyła, że ta wygląda na prawdziwie zdezorientowaną, może nawet przerażoną, więc skinęła jeszcze głową na potwierdzenie, że czas się już stamtąd zbierać. Puściła Audrey przodem, a sama wychodząc, spojrzała jeszcze raz przez ramię w stronę mężczyzn.
Dobrze wam radzę, darujcie sobie. Jeśli dotrze do mnie jakakolwiek skarga, to macie przesrane, a komendant pozna wszystkie szczegóły tego bezpodstawnego zatrzymania. Z radością mu o tym opowiemy — zagroziła, posyłając im fałszywy uśmiech i oczywiście nie odmówiła sobie trzaśnięcia drzwiami tak mocno, aż te zadrżały w futrynie.
Wzięła głęboki oddech, nim ruszyła dalej. Chciała jak najszybciej znaleźć się z powrotem w mieszkaniu i dopilnować, że młoda też tam trafi, w nienaruszonym - bardziej niż dotychczas - stanie. Przystanęła jednak, czując dłoń na przedramieniu i widząc zmartwienie w oczach siostry.
Addie — westchnęła, wyciągając dłonie, by pogładzić jej lekko potargane włosy po czym złapała ją delikatnie za podbródek — Zaufaj mi, dobrze? Nie będę mieć żadnych kłopotów. Obiecuję - żadnych kłopotów. Ani ja, ani ty.
Mówiła powoli i łagodnie, starając się zapewnić siostrę o tym, że sytuacja jest opanowana, kryzys zażegnany i nie było już powodu do zmartwień. Sama była absolutnie przekonana, że te dwie ameby z pokoju przesłuchań nie zrobią niczego co mogłoby jej zaszkodzić. To akurat jedni z wielu tych, co dużo szczekają, ale nic z tego nie wynika. Nie dziwiło jej jednak to, że zdołali nastraszyć Audrey.
Jak się czujesz? Nie stało ci się nic poza tym, o czym tam wspomniałaś? Może powinnam zabrać cię do szpitala? Czy może zimny okład na podbite oko wystarczy? — dopytała troskliwie i na moment przyciągnęła ją w ramiona — Szkoda, że nie zwinęli tamtej dziewczyny, bo chętnie bym sobie z nią pogadała.


audrey harrison

ain't my fault

: wt sty 06, 2026 5:37 pm
autor: audrey harrison
Bez wątpienia miała najlepszą siostrę na świecie. Przekonała się o tym w chwili, gdy była stuprocentowo pewna, że za moment spadnie na nią solidny ochrzan. Serce waliło jej jak oszalałe, a w głowie już układała kolejne tłumaczenia, które i tak brzmiały żałośnie. Tymczasem nic takiego się nie wydarzyło. June zamiast gniewu okazała spokój. Delikatnie ujęła jej podbródek i zmusiła, aby Audrey spojrzała jej w oczy, po czym cicho zapewniła, że wszystko będzie w porządku i że obejdzie się bez żadnych kłopotów. Młodsza Harrison potrzebowała kilku sekund, żeby w pełni zrozumieć znaczenie tych słów. Czy to naprawdę oznaczało, że rodzice o niczym się nie dowiedzą? I June nie spotkając pracy żadne konsekwencje?
Najwyraźniej tak.
Audrey wypuściła powietrze z płuc, o którego wstrzymaniu nawet nie zdawała sobie sprawy. Wargi zadrżały jej niespokojnie, jakby za moment miała się rozpłakać. Nie ze strachu, a z nadmiaru emocji.
Jesteś pewna? — zapytała cicho, tak na wszelki wypadek. Nie chciała, żeby siostra mydliła jej oczu. Jeśli wynikną z tego jakieś nieprzyjemności, to musiała o tym wiedzieć. Wolała być przygotowana na najgorsze. Nawet jeśli oznaczało to powrót do Kingston.
Pytanie o obrażenia trochę wybiło ją z rytmu. Zapomniała uronić łezki, spoglądając na swoje dłonie. Próbowała dostrzec na nich jakieś ślady walki. Knykcie były lekko zdarte, ale kości całe. Przynajmniej tak jej się zdawało, skoro mogła normalnie ruszać ręką.
Nic mi nie jest — odparła, dopiero teraz przypominając sobie o podbitym oku. Przyłożyła palec do policzka i syknęła mimowolnie. — Do szpitala? Ale po co? — uniosła wzrok na siostrę. — Myślisz, że powinnam tam pojechać? Że ta dziewczyna coś mi przestawiła w głowie i teraz będę głupia? — przejęła się nie na żarty. Nie chciała być głupia. Wprawdzie w szkole nie miała najlepszych wyników w klasie, ale radziła sobie bardzo dobrze. — Lód powinien wystarczyć — dodała, już swobodniej, bo pierwsze emocje zaczęły opadać. — O której kończysz zmianę? Mogę sobie tutaj gdzieś na ciebie poczekać? Albo nie wiem, pomóc ci segregować dokumenty? — zaproponowała nieśmiało. Wizja samotnego powrotu do domu jakoś nie napawała ją entuzjazmem.
Prawda była taka, że Audrey wcale nie chciała tam wracać. Na co dzień nie była jakąś przylepą. Umiała zająć sobie czas i przywykła do tego, że June częściej bywała w domu niż faktycznie w nim była, jednak teraz młodsza Harrison czuła dziwną i zadziwiającą potrzebę bycia blisko. Nic dziwnego, tamci policjanci nieźle ją nastraszyli.
Na wzmiankę o dziewczynie, która tak ją urządziła, wzruszyła jedynie ramionami. Najwyraźniej miała więcej szczęścia, skoro udało jej się zwiać. Trudno, stało się. I tak już nic nie poradzą na ten niefortunny zbieg wydarzeń.

June Harrison

ain't my fault

: śr sty 21, 2026 12:28 am
autor: June Harrison
Nie widziała powodu dla którego miałaby się złościć na siostrę. Sytuacja była dla niej jasna - Audrey została zaatakowana i po prostu się broniła. Nie było też podstaw ku temu, by nie wierzyć w jej wersję zdarzeń, jako że - jak na nastolatkę - młodsza Harrison była raczej bezproblemowa i nie nadwyrężała zaufania ani cierpliwości June. Nie była małym, nieporadnym dzieciakiem, które trzeba było niańczyć. Dobrze się uczyła, nie zadawała się z żadnymi typami spod ciemnej gwiazdy i nie wymagała specjalnego nadzoru - co też, zapracowanej ostatnio policjantce, było bardzo na rękę. Czasem oczywiście zdarzało jej się mieć wyrzuty sumienia, właśnie z powodu pracy. Zarzucała sobie, że może nie jest odpowiednią osobą, by mieszkać z Addie i nad nią czuwać, że może nie poświęca jej wystarczająco dużo czasu i uwagi. Z drugiej strony, do tej pory żyło im się razem dobrze - June na pewno nie mogła narzekać. Wiedziała też, że po prostu nie było innego wyboru. Reszta rodzeństwa była równie zajęta pracą i innymi sprawami albo zwyczajnie nie wydawali jej się wystarczająco odpowiedzialni, by przyjąć pod swój dach nastolatkę - nawet takiego aniołka, jakim była Audrey. Jedynym godnym zastępstwem byłby pewnie Jax, ale on przecież praktycznie mieszkał w remizie! Odpada.
Widok dziewczyny w tamtej chwili, łamał jej serce. Zdawała się być wręcz bliska płaczu - jak błędnie domyślała się June - ze strachu. Pełna zatroskania mina - drżące usta i rozszerzone, niebieskie oczy, które wpatrywały się w starszą siostrę z nadzieją, że rzeczywiście to co mówiła było prawdą i uda się im obu uniknąć kary za to co się wydarzyło. Pewnie nawet gdyby policjantka miała mieć z tego tytułu jakieś nieprzyjemności w pracy, to i tak nie przyznałaby tego przed nią - Audrey przeszła już wystarczająco dużo stresu tego dnia.
Na sto procent — potwierdziła z uśmiechem i wskazała na jej podbite oko — Jeśli chcesz, możemy zachować w tajemnicy to w jaki sposób się tego nabawiłaś. Wymyślimy jakąś zabawniejszą historyjkę — może dawała jej tym niezbyt dobry przykład i nie powinna nakłaniać jej do kłamstwa, ale przecież nic wielkiego się nie stało. Zamartwianie tym rodziców nie miało większego sensu. Na sam koniec, zaznaczyła — Ale tylko ten jeden raz!
Za chwilę przygryzała lekko wargę w rozbawieniu, przyglądając się nastolatce z pobłażaniem. Pokręciła tylko głową powoli, przecząco, nie chcąc jej słowotoku nawet komentować.
Wracamy do domu, mam dzisiaj wolne. Czeka już na mnie wanna! Zresztą, Tobie też przydałaby się kąpiel, młoda damo — zrobiła krótką pauzę, mierząc ją wzrokiem — A potem możesz spuścić mi łomot w jakiejś grze albo możemy po prostu legnąć na kanapie i po raz setny obejrzeć „Igrzyska śmierci”, jeśli chcesz — zaproponowała, gdy już opuszczały komisariat, mając cichą nadzieję, że może w ten sposób zdoła odciągnąć jej myśli od wszystkich nieprzyjemności jakie ją tego dnia spotkały. Poza tym, zdecydowanie zbyt rzadko zdarzały im się takie wieczory, które mogły spędzić razem i coś wspólnie porobić.
Wychylając się lekko na ulicę, June próbowała zasygnalizować nadjeżdżającej z naprzeciwka taksówce, by się zatrzymała. Zanim to się jednak stało, usłyszała jeszcze za sobą okropny, wysoki skrzek wrzask. Zaintrygowana, rozejrzała się, by odkryć jego źródło.
Tam jest! Tato, to ona! — zmarszczyła czoło. Szybko udało jej się namierzyć wzrokiem, wskazującą palcem w ich stronę, siksę z zakrwawionym nosem i jej napakowanego tatusia — No! Na co czekasz?! Bierz ją!
Pięknie, kurwa, pięknie.


audrey harrison

ain't my fault

: czw sty 22, 2026 12:00 am
autor: audrey harrison
Nigdy nie sprawiała większych problemów. To był warunek konieczny postawiony przez rodziców, kiedy pozwolili jej uczyć się w Toronto — nie wpadać w kłopoty i nie kłopotać starszego rodzeństwa. Starała się dotrzymać słowa. Nie opuszczała lekcji, nie wpadła w złe towarzystwo i nie zawalała obowiązków, oglądając się za chłopcami. I dziewczynami. W dodatku miała głęboko zakorzenioną myśl, że June naprawdę ma dużo pracy, więc nie zawracała jej głowy głupotami. I nigdy nie dawała jej powodów, żeby w nią zwątpiła. Chodziła jak w zegarku i pomimo że nie musiała, zawsze stawiała się na czas w ich mieszkaniu, meldując siostrze swoją obecność. Nawet, kiedy ta była w pracy.
Najważniejsze z tego wszystkiego było to, że June uwierzyła w jej niewinność i nie wszczęła awantury na policyjnym korytarzu. Wtedy Audrey też musiałaby zacząć krzyczeć, bo tak działał jej system obronny (jako najmłodsza w rodzinie niejednokrotnie musiała udowadniać swoje racje podniesionym głosem, bo nikt jej nie słuchał), a wtedy obie najadłyby się wstydu.
Zmarszczyła brwi, ostentacyjnie podciągając koszulkę do nosa. Kąpiel? Czy to oznaczało, że śmierdziała? A nie, pewnie chodziło o makijaż Wandy Maximoff.
Ale ja pierwsza zajmuję łazienkę — zastrzegła natychmiast. Chociaż może, żeby odkupić swoje winy, których nie było, powinna puścić siostrę przodem? — I obejrzymy Igrzyska Śmierci od początku — dodała, bo przecież bez sensu oglądać serię wybiórczo. Tak robi się tylko z Harrym Potterem! Najlepiej z pominięciem Księcia Półkrwi, bo to była najnudniejsza ekranizacja. Książka zresztą też.
Opatuliła się szczelniej kurtkę, kiedy czekały przed budynkiem na taksówkę i wtedy usłyszała ten piszczący krzyk. Audrey aż podskoczyła w miejscu, wybałuszając na June oczy. I wtedy ją zobaczyła. Tamtą dziewczynę z konwentu w przebraniu Harley Quinn! Co ona tutaj robiła? Skąd wiedziała, że policja zgarnęła Harrison i przywiozła ją dokładnie na ten komisariat, skoro rzekomo zwiała? Musiała obserwować ją z ukrycia. I Addie musiała w trakcie szarpaniny wygrażać się, że popamięta, bo jej siostra pracuje w TPS Headquarters.
Kurwa — wymsknęło jej się nieświadomie. — To znaczy, kurczę — zreflektowała się szybko. Nigdy nie przeklinała, a już na pewno nie przy rodzeństwie i rodzicach.
Barczysty mężczyzna podszedł do nich szybkim krokiem, ciągnąc za sobą córę z rozkwaszonym nosem.
Pani jest matką tej pannicy? — zapytał, wskazując podbródkiem na Audrey. O nie, teraz to June dopiero się wkurzy po tym, jak mięśniak zasugerował, że jest stara.Pani widzi, co pani córka zrobiła mojej? — w tym miejscu wykonał zamaszysty ruch ręką, wskazując na nos Harley Quinn, prawie trącając ją w umorusaną krwią twarz. Szkoda, że nie trafił.

June Harrison