Strona 1 z 3

dinosaurs eating people

: sob gru 13, 2025 5:14 pm
autor: audrey harrison
002.
Przez lata przemierzała ulice Toronto z aparatem przewieszonym przez ramię i wytartym na rogach notesem, w którym skrupulatnie zaznaczała kolejne dzielnice — zielony triceratops przy starej piekarni pachnącej drożdżówkami w Parkdale, tyranozaur ukryty między magazynami na południu miasta i uśmiechnięty stegozaur niedaleko szkoły w East End. Wszystkie murale łączył ten sam charakterystyczny styl — miękkie linie, pastelowe kolory i dziwna łagodność w spojrzeniach prehistorycznych stworzeń. Audrey nie miała wątpliwości, że wyszły spod ręki jednego artysty. Z czasem odnajdywanie kolejnych dinozaurów stało się to jej małą obsesją, dlatego dokumentowała ich istnienie i próbowała zrozumieć, dlaczego pojawiały się właśnie tam, a nie gdzie indziej. Była właściwie przekonana, że ma już komplet. Że żaden dinozaur w Toronto nie zdoła jej więcej zaskoczyć.
Do wczoraj.
Wieczorem, zupełnie przypadkiem, zajrzała na forum zrzeszające fanatyków miejskiej sztuki. Przeglądała z kubkiem gorącej, zimowej herbaty w dłoniach, nie spodziewając się niczego nowego. I wtedy, między zdjęciami i nudnymi wpisami, zobaczyła coś, co sprawiło, że aż wyprostowała się na krześle.
Nowe lokalizacje z dinozaurami, których nie miała w swoim notesie. Dinozaury, które — przynajmniej teoretycznie — nie powinny już istnieć. Ale najwyraźniej miejski artysta nie próżnował.
Nie zastanawiała się długo. Od razu napisała do Lucasa z pytaniem, czy następnego dnia pracuje. A jeśli nie, to ma dla niego propozycję nie do odrzucenia. Gdyby jednak próbował się wykręcać, dorzuciła argument ostateczny — świeżutki pakiet kart z Pokemonami, które dorwała jakiś czas temu na konwencie.
Tym samym konwencie, na którym zupełnie niechcący wciągnięto ją w bójkę. Efekt? Solidne limo pod okiem, noc na komisariacie i powiadomienie o incydencie starszej siostry, która była śledczą i musiała ratować ją z sytuacji, w którą Addie wpakowała się nie ze swojej winy. Karty przeleżały od tamtej pory nietknięte, czekając na odpowiedni moment. Właśnie na takie okazje.
Harrison co prawda fiksowała się na punkcie mangi i anime, ale Pokemony nigdy nie należały do jej ulubionych serii. Lucas natomiast… Cóż, Audrey była niemal pewna, że dla nowych dinozaurów — i takiego dodatku — da się wyciągnąć go z domu bez większego oporu.
Umówili się w parku na północy Toronto. To właśnie tutaj prowadziły wskazówki do nowej lokalizacji muralu. Twórca dinozaurów zawsze jakieś zostawiał, ale nigdy nie pisał wprost, gdzie dokładnie je ukrył, tym samym tworząc dla swoich fanów miejską grę.
Mam coś dla ciebie — powiedziała, kiedy zobaczyła Millera przy wejściu do parku. A potem wyciągnęła pakiet z kartami. — Za fatygę — wyjaśniła i zachęcająco poruszyła błyszczącą folią. — No otwórz i zobacz, co ci się trafiło — ponagliła go i nie czekając na jego reakcję, wcisnęła mu pakiet w dłoń, po czym poprawiła sobie na głowie żółtą czapkę z fioletowym pomponem i zerknęła w aparat cyfrowy, żeby sprawdzić ustawienia. — Dzisiaj szukamy Stegozaura. Tylko nie mam informacji, czy to będzie ogromna grafika czy raczej coś mniejszego, dlatego musimy się dobrze rozglądać. Przejdziemy przez park i ruszymy w stronę osiedla — przedstawiła plan działania, który powinien być dość zrozumiały. Chociaż Lucasem to akurat nigdy nic nie wiadomo.

Lucas Miller

dinosaurs eating people

: ndz gru 14, 2025 4:05 pm
autor: Lucas Miller
14.


Lucas lubił dinozaury.
Jeszcze jako dzieciak zbierał liczne figurki, miał nawet zajebisty album, w którym kolekcjonował wszystkie naklejki z gazet. Chuj, że jednego wieczoru Drake przez przypadek zalał go całego browarem, kiedy robili imprezę pod nieobecność rodziców, a biedny Miller siedział sobie w kącie z komiksem, zapominając, że zostawił go na stole. Próbował go odratować, krzyczał i nawet płakał jak baba, jednak nic to nie dało. Album do wyjebania.
I chociaż na tym skończyły się jego kolekcjonerskie przygody z dinozaurami, tak kiedy Audrey zaproponowała mu polowanie na murale, od razu się zgodził. Nie dość, że oznaczało to świetnie spędzone popołudnie, to w dodatku w doborowym towarzystwie.
Na miejscu pojawił się na czas, chociaż zamiast pojechać hulajnogą musiał butować jak ten ostatni frajer — sam nie wiedział co się stało, ale chyba akumulator. Przeszedł kawałek i nawet nie musiał się za bardzo rozglądać, bo drobna blondyneczka z wielkim pomponem na głowie od razu rzuciła się w oczy. Wyrzucił rękę w górę, wymachując tak energicznie, że przy okazji przywalił w ramie jakiejś kobiecie, która właśnie przechodziła z dzieckiem. Przeprosił grzecznie i już po chwili stał przed Harrison.
Dla mnie? — zdziwiła się na jej słowa i fakt, że cokolwiek dla mnie miała. — Myślałem, że dopiero będziemy szukać skarbów — jakby wiedział, że wymieniali się prezentami, też by jej coś kupił, a takto stał jak ostatni debil z pustymi rękami. Chociaż kiedy jej spojrzenie padło na paczuszkę kart Pokemonów w jej drobnych dłoniach, od razu się uśmiechnął. — No co ty mówisz?! — oczy zaświeciły mu się w ułamku sekundy. Lucas k o c h a ł Pokemony. Zbierał te przeklęte karty już kilka dobrych lat i kilka już nawet udało mu się sprzedać za całkiem konkretne sumki, chociaż większość i tak zostawiał na potem.
Ej to dawaj, otwieramy razem — od razu rozerwał papierek i zaczął przeglądać, oczywiście ustawiając się ramię w ramię z Audrey, żeby mogła dobrze wiedzieć. W środku znajdowało się kilka zwykłych kart — Pikachu, Squirtle i Bulbasaur — razem z kilkoma błyszczącymi kartami typu Aerodactyl V i Giratina V, które już wyglądały całkiem nieźle. Ale jedna karta przykuwała wzrok najbardziej: holograficzny Charizard. — A JACIESZ PIERDOLE — oczy mu zabłyszczały, ale to tak mocno, że na krótką chwilę kompletnie zmieniły kolor oczu. Spojrzał na blondynkę z niemałym entuzjazmem, a potem złapał ją za ramię. — Ty wiesz po ile to chodzi?! Musze jeszcze sprawdzić w domu rocznik, ale to można opchnąć za dobre pięć koła nawet! — to był taki moment, kiedy wychodził z niego prawdziwy nerd. Bo kto normalny znałby z głowy stawki za konkretne karty? Cóż, na pewno nie Harrison, bo jej mina jasno mówiła o tym, że nie miała pojęcia, co Lucas jej tutaj prawił, chociaż ewidentnie cieszyła się z jego szcześcia.
Kurwa, Harrison, za tego Charizarda znajdę ci tego Stegozaura chociażbym miał skonąć — obiecał, spoglądając jej głęboko w oczy. No kurwa zrobiła mu dzień tym prezentem. Nie, ona zrobiła mu cały TYDZIEŃ. Zaklaskał w dłonie, już o wiele bardziej zmotywowany i rozejrzał się po parku. — Dobra, to gdzie zaczynamy? Mamy jakieś wskazówki? To bedzie na budynku, czy jest szanse, że jest zrobione też, nie wiem, na jakimś drzewie na przykład? — dopytał, bo w sumie nigdy wcześniej nie brał udziału w takich poszukiwaniach, jedynie znał temat z opowieści Harrison o wcześniejszych znaleziskach i całej tej zajawce.

audrey harrison

dinosaurs eating people

: ndz gru 14, 2025 4:36 pm
autor: audrey harrison
Gdyby Aubrey miała totalną fazę na Pokemony — taką samą, jak w przypadku dinozaurów, gwiazdozbiorów czy Igrzysk Śmierci — pewnie zatrzymałaby wszystkie karty dla siebie i ewentualnie wymieniła się z Lucasem tylko na powtórki. Jednak Pokemony nigdy jej specjalnie nie kręciły, a poza tym zbliżały się święta, ten wyjątkowy okres, kiedy każdy chciał być trochę milszy dla innych, a Harrison pomyślała, że taki drobny prezent sprawi mu radość. Nie była pewna, czy to naprawdę go ucieszy, ale kiedy zobaczyła, jak jego oczy rozbłysły na widok błyszczącej folijki z kartami, wiedziała, że trafiła w dziesiątkę.
Znała te podstawowe stworki z anime, bo kto mógł nie kojarzyć Pikachu, jednak wśród kart były też Pokemony z tych nowych generacji, o których istnieniu Audrey nie miała pojęcia. I tak oto ze stu pięćdziesięciu nagle zrobiło się ich tysiąc i weź je tu wszystkie spamiętaj! To znaczy, pewnie dałaby radę, przecież źródła mówiły, że gatunków dinozaurów mogło być nawet trzy razy więcej, a jej wystarczało, że tylko spojrzała na jakiegoś prehistorycznego gada i już wiedziała, jak się nazywał.
Serio aż tyle? — uniosła wysoko brwi, kiedy Lucas wyskoczył z ceną holograficznego Charizarda. — I co teraz? Zostawisz go sobie czy sprzedasz? A może poczekać, aż wartość karty wzrośnie? — zainteresowała się, ale ani trochę nie żałowała, że nie zostawiła sobie paczki stworków dla siebie. Pewnie i tak rzuciłaby je w kąt i nie sprawdziłaby nawet, że w ogóle można je spieniężyć.
A kiedy Miller skończył już się ekscytować jak dzieciak, spojrzała na niego pobłażliwie.
Mural na drzewie? — zaśmiała się, jednak bez złośliwości. — To byłoby trochę dziwne, nie sądzisz? To musi być jakiś budynek. Ale wcale nie jest powiedziane, że nie trzeba będzie łazić po drzewach, żeby go dostrzec. Poczekaj, miała tu... — urwała, wyciągając z kieszeni puchowej kurtki telefon i zalogowała się na forum dla fanatyków dinozaurów. — Wskazówką jest budynek z taką śmieszną kopułą, widzisz? To oznacza, że Stegozaur znajduje się gdzieś w pobliżu, ale nie bezpośrednio. Tylko nie wiadomo, jakiej jest wielkości. Może być ogromny, jednak równie dobrze może być całkiem mały. Nie taki mały-mały, że nie można go zobaczyć gołym okiem, ale no nie wiem, wielkości człowieka. I zwykle są ukryte w ustronnych miejscach. Chodźmy szybciej, wszystko ci pokażę! — złapała Lucasa za rękaw kurtki i pociągnęła go w kierunku przeciwnego wyjścia z parku.
Śnieg skrzypiał pod nogami i Audrey czasami musiała się przytrzymać ramienia Millera, żeby nie fiknąć koziołka na oblodzonym chodniku, ale w końcu dotarli do furtki, która prowadziła na jedną z ruchliwszych ulic.
Tam jest dzielnica mieszkalna! — wskazała na rząd domów jednorodzinnych, które ulokowane były za galerią handlową, remizą strażacką i klubem nocnym. — Artysta podpisuje się jako Dino Scribe i nigdy nie tworzył niczego na domach, więc to musi być jakiś mur. Albo ściana na tyłach sklepu? Wypatruj kopuły — poleciła, przystając przy pasach, aby poczekać na zielone światło i przejść na drugą stronę ulicy.

Lucas Miller

dinosaurs eating people

: ndz gru 14, 2025 7:50 pm
autor: Lucas Miller
Najlepiej jest poczekać — odpowiedział na jej pytanie praktycznie od razu. Z kartami kolekcjonerskimi było tak, że przez dziewięćdziesiąt procent czasu zyskiwały na wartości wraz z biegiem czasu. Jasne, zawsze istniało prawdopodobieństwo, że coś się po drodze wypierdoli i nie będzie takiej karty można sprzedać za wymarzoną kwotę, jednak Lucas siedział w tym już na tyle, by wiedzieć, że karty jak ta z Charizardem będą tylko rosnąć i rosnąć na wartości. — Może sprzedam za rok albo dwa. Albo jak będę potrzebować gotówki — bo przecież taki scenariusz też trzeba było wziąć pod uwagę. W kinie wcale nie zarabiał jakiś wielkich kokosów, a czasami człowiek potrzebował zastrzyku gotówki.
Schował wszystkie karty do kieszeni, oczywiście ostrożnie, przy okazji marudząc coś pod nosem, że nie miał przy sobie żadnej folijki, żeby od razu tę najbardziej wartościową schować w bezpieczne miejsce i upewnić się, że nic się jej nie stanie. W końcu ich stan ten potem świadczył o wartości ceny.
I popierdoliłby sobie o tym pewnie jeszcze dłużej, gdyby Audrey nie zaczęła szarpać go za rękaw i ciągnąć w stronę drugiego końca parku.
No dobra, czyli szukamy kopuły — powtórzył jeszcze po niej. Faktycznie, na telefonie Harrison miała kilka całkiem przydatnych wskazówek, gdzie tego muralu szukać, chociaż jak Miller tak rozglądał się dookoła tych wszystkich budynków dookoła, to nigdzie nie widział żadnej kopuły.
Przeszli przez pasy, by finalnie znaleźć się na osiedlu mieszkalnym. Miller jeszcze upewnił się, że karty Pokemonów leżały ładnie w kieszeni i zaczął wytężać wzrok.
Nigdzie nie widze nic jak z tej twojej wskazówki… — mruknął pod nosem, próbując nadążyć nad tempem, jakie narzucała im Audrey. Kurwa, dziewczyna niby miałą krótkie nóżki, a przebierała nimi jak mały samochodzik. — A tak w ogóle co zrobimy jak już ją znajdziemy? — zainteresował się. — Dostaniesz za to jakąś nie wiem odznakę czy nagrodę? Czy po prostu będziemy pławić się we własnej chwale za samo znalezienie? — dopytał, bo jednak Lucas bywał ciekawski, czasami aż za bardzo. Lubił rozumieć co działo się dookoła niego i jakie dokładnie miał zadanie, a najbardziej to lubił nagrody. Może dlatego tak się podekscytował, że mogli za to dostać jakiś order z ziemniaka czy inny chuj.
Jedziesz na święta do domu? — zapytał, gdy mijali kolejne budynki. Spojrzał na nią jedynie przelotnie, bo przecież sama Harrison mówiła, że miał rozglądać się po nawet najmniejszych zakamarkach. Tylko on kurwa nic nie widział. Nic a nic. Ani muralu, ani nawet tej zasranej kopuły.
Miał nawet zaproponować, żeby może faktycznie weszli na jakieś drzewo i spojrzeli na wszystko z góry, ale wtedy z bloku obok zaczęła wychodzić jakaś baba z psem i Lucas nie zastanawiając się zbyt długo, złapał Harrison za rękę i czym prędzej pociągnął w stronę otwartych drzwi.
Dzień dobry — rzucił jeszcze w stronę kobiety, jakby był jej ulubionym sąsiadem i wciągnął Audrey do środka. Rozejrzał się dookoła, próbując zlokalizować windę, a potem ruszył w jej strone.
Mówiłaś, że z góry może być lepiej widać — przytoczył jej własne słowa, podczas gdy palcem wskazującym już przywoływał windę. — Więc spróbujemy wejść na dach i stamtąd popatrzeć. Co myślisz? — zapytał i wbił spojrzenie w jej jasne oczy. Oczywiście mogło się okazać, że wyjście jest zamknięte, ale zawsze warto spróbować, nie?

audrey harrison

dinosaurs eating people

: ndz gru 14, 2025 9:31 pm
autor: audrey harrison
Mogła przypuszczać, że im dłużej pozostawało się w posiadaniu danej karty, tym większej nabierała ona wartości. A to, że Lucas nie chciał pozbywać się Charizarda przy pierwszej lepszej okazji, wydawało się logiczne. Wolał zachować go na moment prawdziwego kryzysu, a to czyniło kartę czymś więcej niż zwykłym przedmiotem kolekcjonerskim. W pewnym sensie stanowiła zabezpieczenie, które należało wykorzystać dopiero wtedy, gdy wszystkie inne opcje zawiodą. Czas działa na jego korzyść, a cierpliwość mogła przynieść znacznie większy zysk niż pochopna decyzja.
Audrey przeszła przez ulicę, ostrożnie rozglądając się na boki, żeby przypadkiem nie wpaść pod koła jakiegoś rozpędzonego szaleńca, który nic nie robił sobie z sygnalizacji świetlnej. Mama zawsze powtarzała — przezorny zawsze ubezpieczony. A że Harrison, jak na marzycielkę przystało, często chodziła z głową w chmurach i słuchawkami w uszach, więc naprawdę musiała uważać, żeby nikt jej nie rozjechał.
Nikt nie powiedział, że będzie łatwo — przypomniała Millerowi, kiedy tak maszerowali między budynkami. — Trzeba dobrze się przypatrywać — zaznaczyła, bo on to chciałby wszystko od razu. — Gdyby Dino Scribe umieszczał swoje rysunki w jakichś oczywistych miejscach, to nie byłoby żadnej frajdy — Audrey owinęła się szczelniej szalikiem i poprawiła zwisający na szyi pasek od aparatu. — Przejdziemy dookoła i wtedy na pewno znajdziemy kopułę. Musi gdzieś tutaj być — pokiwała głową, aby umocnić wypowiedziane słowa. Dino Scribe nigdy nie zwodził celowo swoich fanów i nie wprowadzał ich umyślnie w błąd. Nawet jeśli jego wskazówki były ukryte, to później wszystko spinało się w całość i miało absolutny sens! — Każdy, kto znajduje jego dzieła, fotografuje je i wstawia na forum w ramach dowodu. Ale nie każdym to się udaje, więc satysfakcja jest o wiele większa. Wyobraź sobie, że jednego Pterodaktyla znalazłam tylko ja i jeszcze jeden user. Wtedy administracja, po wcześniejszej konsultacji z Dino Scribem przypina nam do profilu takie czaderskie odznaki w kształcie dinozaurów. Poczekaj, pokażę ci — i znów wyciągnęła telefon, żeby zwizualizować Lucasowi, jak to dokładnie wyglądało.
Oczywiście Audrey nie szukała prehistorycznych gadów dla odznak, a dla siebie. Potem przez cały dzień chodziła dumna jak paw, bo nie dość, że oderwała się od komputera i zrobiła kroki, to jeszcze znalazła coś, co znajdowali tylko nieliczni!
Na pytanie o święta, pokiwała głową. Naturalnie, że zjeżdżała do rodzinnej miejscowości. Miała siedemnaście lat, niby gdzie i z kim miałaby je spędzać?
Tak, wszyscy się zjeżdżamy. Cała ósemka — wyjaśniła z uśmiechem. W sumie to był jeden z czynników, które połączyły ją z Lucasem, bo on też miał dużą rodzinę. Nie tak dużą, jak Harrison, ale wciąż sporą. — Ty pewnie jedziesz do Whitby, prawda? Myślisz, że wszyscy z twojego rodzeństwa przyjadą do domu?
Miller wspominał kiedyś, że jego brat często był w rozjazdach, a najstarsza siostra pracowała w policji, zupełnie jak prawie najstarsza siostra Audrey, więc pewnie różnie to z nimi bywało.
Zdziwiła się szczerze, kiedy chłopak zaproponował, żeby wejść do bloku i wspiąć się na dach. W zasadzie to nie był taki głupi pomysł, tylko jak on sobie to właściwie wyobrażał?
A takie wejścia nie są zamknięte na cztery spusty? — zapytała, ale niewiele myśląc, weszła do klatki i stanęła przy windzie. — Nie zabezpieczają jej jakoś? Chyba muszą, bo tak to każdy właziłby sobie na dach — stwierdziła, wchodząc do winy i już jechali na najwyższe piętro.
Budynek miał dziesięć pięter i faktycznie na tym ostatnim znajdowała się klapa prowadząca na dach, ale drabina wisiała bardzo wysoko, więc niby jak mieli ją sięgnąć?
No i co dalej, mądralo? — zagadnęła, podpierając ręce na biodrach. — Nawet jak mnie podsadzisz i uda mi się dosięgnąć szczebla, to chyba klapa ma kłódkę.

Lucas Miller

dinosaurs eating people

: śr gru 17, 2025 8:07 pm
autor: Lucas Miller
Słuchał jej uważnie, bo chociaż Miller nie był jakimś wielkim fanem dinozaurów, to kochał ludzi z pasją. Kiedy ktoś miał prawdziwą zajawkę i opowiadał o niej z ekscytacją, Lucas mógł słuchać tego przez dobre godziny. Na okrągło i non stop, aż do porzygu. I też z taką uwagą własnie słuchał Audrey. Przyglądał się zdjęciom, które ochoczo pokazywała mu na telefonie. Niektóre murale wyglądały naprawde świetnie i Miller był pod niemałym wrażeniem całego tego projektu. Miał facet (albo laska!) łeb do tego, by w ogóle wymyślić taką grę terenową i zareklamować to na tyle, żeby ludzie faktycznie w to grali.
Kiedy pokazała mu swoją spersonalizowaną odznakę, uśmiechnął się szeroko.
Ej zajebista! — skomentował, wyrywając Harrison telefon, żeby mógł przyjrzeć się jej z bliska. — Też sobie muszę znaleźć jakieś forko fanatyków Pokemonów — dodał już bardziej do siebie niż do niej. Miller nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiał, ale skoro istniały takie miejsca dla ludzi, którzy kochali dinozaury, to może i dla pokemoniarzy? Może mógłby znaleźć sobie tam nawet jakiś ziomków? Zapisał ten pomysł na później, bo oni już rozprawiali o świętach.
Ja na pewno będę, nie wiem jak reszta — zastanowił się, bo chociaż wcześniej raczej wszyscy zbierali się wspólnie na święta, tak teraz Lucas nie był już tego taki pewien. Wcale by się nie zdziwił, gdyby Zaylee postanowiła spędzić święta z Evina i może nawet z Samem? Do tego Drake szlajał się Bóg jeden wiedział gdzie i chyba zapowiadało się na to, że prawdopodobnie będą z Bonnie urzędować w dwójkę. — Chociaż w drugi dzień jadę z Charlotte do jej rodziców — aż złapał w płuca więcej powietrza. Lucas raczej nie miał problemów z poznawaniem rodziców swoich dziewczyn, jednak starzy Charlotte byli dość… specyficzni. Jej ojciec był prawnikiem a matka nauczycielką i niby spoko, ale jednak Miller był życiowo głupi i mało perspektywiczny, co nie podobało się jej rodzicom.
Może i zabezpieczają, ale jak nie sprawdzimy, to się nie dowiemy — odpowiedział na jej słowa dotyczące wyjścia na dach. W tego typu budynkach często dało się to jakoś obejść, bo chociaż nie chciano, żeby ludzie wchodzili na dach, to jednak dostęp musiał jakiś być, gdyby cokolwiek się zepsuło.
Kiedy wysiedli z windy, Lucas od razu skierował się w stronę wyjścia na dach. Spojrzał w górę na zwinięte schody.
Tam jest taki haczyk, widzisz go? — przyciągnął do siebie Audrey i skierował jej głowę w odpowiednie miejsce. — Ano i wydaje mi się, że ta kłódka nie jest dociśnięta do końca, trzeba zobaczyć — oznajmił. Innego wyjścia nie było, bo jednak Miller wszystko brał na oko i dopóki Audrey się tam nie wdrapie i za nią nie szarpnie, to chuja będą wiedzieć.
Odsunął się nieznacznie, a potem przykucnął na tyle, by Harrison mogła mu wejść na plecy. Kiedy już to zrobiła, przytrzymał ją za łydki i bardzo ostrożnie wyprostował się do pionu.
Jesteś? — upewnił się, bo Lucas to akurat był mały gentelman i za nic nie chciałby dopuścić do tego, by Audrey runęła z impetem na podłogę. — Jak chcesz, to przytrzymaj się mojej głowy — podszedł powoli do zaczepionej dramy i ustawił tak, by dziewczyna teraz mogła jej spokojne sięgnąć.

audrey harrison

dinosaurs eating people

: pt gru 19, 2025 6:19 pm
autor: audrey harrison
W sieci było mnóstwo forów o różnej tematyce, więc na pewno istniało też takie, na którym zrzeszali się fani Pokemonów. Wprawdzie Addie nie zagłębiała się w temat, ale gdyby Lucas faktycznie chciałby się gdzieś zarejestrować, to mogłaby podpytać znajomych z internetu i poprosić, żeby polecili jakieś strony bezpieczne dla dzieci. No co? Nie chciała, żeby przyjaciel wpadł w złe towarzystwo, a on — jak na golden retriever przystało — był zbyt ufny i zbyt podatny, więc na pewno łatwo było nim manipulować.
Jak już zaliczysz rodzinny zjazd i świąteczny obiad u przyszłych teściów, to po świętach możemy pójść do oceanarium. Ja pewnie przyjadę już dwudziestego szóstego, bo June ma służbę, więc potem nie za bardzo będę miała jak wrócić — poinformowała, bo chociaż miała prawo jazdy, to nie miała własnego samochodu i na dłuższe trasy była uzależniona od siostry. A w Toronto od komunikacji miejskiej.
Zadarła wysoko głowę i zmuszona przez Millera, spojrzała przez wskazane przez niego miejsce. Dostrzegła haczyk, ale ten wciąż był zbyt wysoko, żeby go sięgnąć. Nawet Lucas, mimo że był wysoki, nie dałby rady. Przynajmniej nie w pojedynkę. Ale z Harrison na ramionach, to już inna bajka.
Tylko trzymaj mnie mocno! — zawołała, kiedy już znalazła się na jego ramionach. Może to głupie i kompletnie nierozsądne, ale ufała Lucasowi. Ktoś powiedziałby, że nie powinna, jednak on nigdy jej nie zawiódł. Nawet gdy zacisnęła palce zbyt mocno na jego włosach, co wiązało się z cichym syknięciem, wcale nim nie zachwiało, a to z kolei pozwoliło Audrey wyciągnąć ręce i przesunęła wspomniany wcześniej haczyk, który pod naciskiem puścił prawie od razu.
Teraz przesuń się trochę w lewą stronę — poprosiła, gdy Miller zrobił krok w prawo, klepnęła go w głowę. — W to drugie lewo, gamoniu. Wtedy dosięgnę do kłódki — wyjaśniła i po tym, jak Lucas wykonał polecenie, szarpnęła za klapę. Kłódka puściła, a klapa otworzyła się tak gwałtownie, że ledwo zdążyli odskoczyć od zsuwających się schodków. A właściwie to Lucas zdążył, bo Addie była od niego uzależniona. — Huh — sapnęła, bezwiednie owijające ręce wokół jego szyi. — Niewiele brakowało — ścisnęła go mocniej. I dopiero odgłosy krztuszenia się sprawiły, że pospiesznie zabrała dłonie. — Przepraszam! Nic ci nie jest? — upewniła się, poklepując przyjaciela po ramieniu. — No już, postaw mnie na ziemię — nakazała, a kiedy Miller schylił się wystarczająco, aby sięgnęła nogami podłoża, zeskoczyła z jego pleców.
Jeszcze zanim zaczęła się wspominać po stopniach, poklepała Lucasa po plecach, chcąc dodać mu otuchy. Może i zrobił się najpierw czerwony, a potem blado-zielony, ale przecież nic mu nie będzie! Na dach zdecydowała się wspiąć jako pierwsza, bo przynajmniej jak osunie jej się noga, to będzie mieć miękkie lądowanie.

Lucas Miller

dinosaurs eating people

: ndz gru 21, 2025 1:16 pm
autor: Lucas Miller
No przecież trzymam! — rzucił zdyszany, zaciskając palce mocniej wokół jej łydek. Lucas może nie był największym mięśniakiem pod słońcem — nie chodził na siłownie co drugi dzień, nie ładował stu kilo na klatę — jednak swoje potrafił, a już z pewnością był w stanie bez problemu utrzymać Audrey na swoich ramionach. Słuchał uważnie jej poleceń i nawet wspiął się na palcach, gdy dziewczyna wystawiła ręce do góry, by uporać się z uchwytem. I to z całkiem niezłym skutkiem.
Drabina osunęła się z hukiem, rozwijając aż do samej ziemi, a Miller w ostatniej chwili odskoczył z Harrison na bok, żeby przypadkiem nie dostać metalem prosto w nogę. Jak na razie szło im gładko. Za łatwo jak na Lucasa. Dlatego spodziewał się, że kłódką wcale już tak prosto nie będzie. I chociaż zawodowo pojebał strony — pewnie dlatego, że nie mógł wystawić rąk przed siebie i sprawdzić, która z nich układała się w literkę L — to finalnie udało się uporać nawet i z zamkiem, bez większych obrażeń. No chyba, żeby liczyć sposób, w jaki Audrey zacisnęła palce na jego szyi, tracąc na moment równowagę.
Du-sisz mni-e — sapnął, ledwo łapiąc powietrze. Poklepał ją trzykrotnie po kolanie, jakby co najmniej byli na ringu i Miller oświadczał swoją kapitulację. Jeszcze trochę i faktycznie by go udusiła. — Bez kitu, Harrison, ale ty masz chwyt — wydyszał, gdy już odstawił ją na ziemię, a sam na moment złapał się za szyje. Przejechał palcami przy krtani, sprawdzając, czy nie było tam przypadkiem śladów tego podduszania. Rzucił jej jeszcze przelotne spojrzenie, lekko rozbawione, a jednak trochę pełne podziwu. Kto by pomyślał, że taka drobna kruszyna miała w sobie tyle siły? Cóż zdecydowanie nie Miller.
To co, panie przodem — rzucił, chcąc przepuścić ją przodem. — Chociaż nie, czekaj — finalnie złapał ją za fraki i jednak odciągnął od drabiny. — Trzeba jeszcze otworzyć klapę. No i sprawdzić, czy jest bezpiecznie — oznajmił, sam łapiąc za chłodne, metalowe pręty. Drabina była kompletnie niestabilna — chwiała się na boki i trzeszczała, jakby zaraz miała rozsypać się w drobny mak. A jednak kiedy ciężar Lucasa już w pełni się na niej osadził, wcale nie runęła z impetem.
Spokojnie wdrapał się na samą górę i jednym pchnięciem otworzył klapę. Świeże powietrze w sekunde uderzyło go w twarz razem z energicznym podmuchem wiatru, który bujnął jego krótką grzywą. Wyjrzał na dach — nie było tam nic specjalnego; kilka kostek z wentylacją, ptasie gówna i kilka gołębi, chillujących przy krawędzi.
Czysto! — oznajmił, wdrapując się do samego końca, a następnie zrobił miejsce dla Audrey. Kiedy była już przy samej górze, jak na prawdziwego Millera przystało wystawił do niej dłoń, gdyby chciała skorzystać z jego pomocy.
Znajdowali się na jakimś szóstym piętrze, więc widoki wcale nie chwytały jakoś bardzo za serce, jednak z tej perspektywy było widać zdecydowanie więcej niż parteru.
No to teraz tylko znaleźć kopułę — otrzepał ręce z brudu i podszedł do krawędzi, rozglądając się na boki i wytężając wzrok. — Widzisz coś?

audrey harrison

dinosaurs eating people

: pn gru 22, 2025 10:38 pm
autor: audrey harrison
Nie chciała zrobić mu krzywdy! Zresztą Audrey sama nie przypuszczała, że miała w sobie aż tyle siły, ale najwyraźniej wizja upadku wyzwoliła w niej jakieś niesamowite moce. Nawet wystawiła wierzch dłoni i ułożyła palce w taki sposób, jak robił to Spider-Man, żeby upewnić się czy nie strzela z pajęczyny. Wprawdzie ostatnio nie ugryzł ją żaden radioaktywny pająk, ale równie dobrze mogła o tym nie wiedzieć.
Już zaczynała się wspinać, ale wtedy poczuła mocne szarpnięcie. Fuknęła pod nosem jak kot, posyłając Lucasowi niezadowolone spojrzenie.
Hej! — obruszyła się, chcąc skomentować jego zachowanie, ale skubaniec argumenty miał niezłe. Zdecydowanie bardziej nadawał się do otwarcia klapy, bo Harrison jeszcze do końca nie opanowała swoich mocy, które dopiero co odkryła. Może po prostu była dobra w podduszaniu ludzi? Musiała później jeszcze raz wypróbować ten trik na Millerze, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości.
Kiedy okazało się, na dachu było czysto, wyruszyła na swoją wspinaczkę, a przy końcu skorzystała z pomocy przyjaciela i złapała jego rękę. Na górze rozejrzała się po dachu poprawiając aparat zawieszony na szyi.
Tylko nie podchodź zbyt blisko — poprosiła, dostrzegając, jak Lucas zbliża się do krawędzi. Dach nie był do końca odśnieżony i łatwo było się poślizgnąć. Brawura Millera aż prosiła się o tragedię. — Poczekaj, przyjrzyjmy się temu lepiej — sięgnęła po lustrzankę i używając odpowiedniego przycisku, przybliżyła obraz. — Z lewej nic nie ma, z tyłu też nie... — mruczała pod nosem, aż w końcu dostrzegła na ekranie kopułę między niższymi budynkami. — Tam! Po prawej stronie! — wskazała palcem. — Wygląda jak kościół — dodała i faktycznie na samym szczycie kopuły widniał metalowy krzyż. — Ale wciąż ani śladu po stegozaurze — Addie zmarkotniała nagle, bo miała nadzieję, że z dachu uda jej się zrobić doskonałe ujęcie malunku.
Odwróciła się na pięcie i wróciła do klapy. Szarpnęła za uchwyt, jednak nic się nie stało. Spróbowała ponownie. Dalej nic.
Świetnie! — rozłożyła ręce na boki. — Co teraz zrobimy? Zostaniemy tu na zawsze, a przynajmniej do momentu aż ktoś nas nie znajdzie i nie wezwie policji. Nie mogę znowu trafić na psiarnię, siostra mnie zabije! — dodała dramatycznie i spojrzała na Lucasa, któremu mina szybko zrzedła.
Audery przesunęła się w bok, robiąc mu miejsce, ale kiedy ten tylko pociągnął uchwyt, klapa od razu puściła. A Harrison posłała przyjacielowi rozbawione spojrzenie.
Ha! Mam cię! — klepnęła go w ramię, dumna z faktu, że zdołała mu napędzić niezłego stracha. No dobra, może nie wystraszyła go aż tak, ale na pewno wyszło jej to całkiem nieźle, stąd satysfakcjonujący uśmiech, który zagościł na jej twarzy. — No na co czekasz? Zbierajmy się stąd, zanim ktoś nas złapie — popchnęła go lekko, zmuszając do ruszenia tyłka i zejścia z drabiny.

Lucas Miller

dinosaurs eating people

: sob gru 27, 2025 11:06 pm
autor: Lucas Miller
Zajebiście!!! — klasnął w dłonie, kiedy Audrey w końcu udało się znaleźć jakiś punkt zaczepienia, którym okazał się kościół. Lucas kompletnie zapomniał ze sobą aparatu i całe szczęście, że chociaż Harrison była na tyle ogarnięta, by zabrać swój. Spojrzał w odpowiednim kierunku, kiwając w zamyśleniu głową i mrużąc oczy, bo Miller zdecydowanie nie był dalekowidzem. — To dawaj, żeby zaraz nie zrobiło się ciemno! — wydawało się, że znaleźli jakiś punkt odniesienia i teraz mogli chociaż wiedzieć, co robić dalej i dokąd iść. Pozostało więc zejść na dół i pokonać dystans między nimi i kościołem. Tylko, że po drodze wypłodził się pewien problem, a mianowicie zamknięta klapa.
Lucas przez chwilę po prostu patrzył na Audrey, kiedy odpaliła cały ten dramat o zastaniu na dachu na zawsze i wylądowaniu na policji. Przez ułamek sekundy nawet mu przeszło przez głowę, że mogła mówić serio, i to było chyba najgorsze w tym wszystkim. Zdążył już zobaczyć oczami wyobraźni, jak tłumaczy się jakimś obcemu typowi w mundurze, czemu łazili po cudzym dachu, a ona obok robi niewinną minę i świeci oczami. Naprawdę się przestraszył. Ale tylko na chwile chwilę. Bo kiedy klapa puściła i Harrison odwróciła się z tym swoim zadowolonym uśmieszkiem, Miller jedynie prychnął i pokręcił głową w niedowierzaniu.
Jesteś nienormalna, mam nadzieję, że o tym wiesz — rzucił, ale bez większej złośliwości, raczej z miękką zaczepką. Ulgą nawet. Dał się nawet popchnąć w stronę drabiny i jeszcze raz zerknął w kierunku kopuły, która teraz była już wyraźnie zapamiętana. Kościół. Ta, super. Jakby to nie było wystarczająco podejrzane miejsce na chowanie czegokolwiek.
Zszedł pierwszy, bo po tym całym balansowaniu i duszeniu nie miał ochoty testować wytrzymałości tej drabiny jeszcze raz na Audrey. Dopiero kiedy oboje znaleźli się z powrotem na piętrze, odetchnął z ulgą. Korytarz był puściutki, jakby nic się tu przed chwilą nie wydarzyło, co w sumie trochę go bawiło. Spróbował podwinąć drabinę, jednak z chujowym skutkiem. Po minucie skapitulował.
Dobra, jebać to — mruknął, ciągnąć Audrey schodami w dół — Spadamy stąd — Nie czekał na windę, bo miał wrażenie, że im szybciej wyjdą z tego bloku, tym mniejsze szanse, że ktoś zada głupie pytania, albo wpadną na tą dziwną sąsiadke z psem, którą mijali przy wejściu. Dopiero na zewnątrz, zwolnił krok i spojrzał na Audrey.
No dobra, mamy kościół, mamy kopułę, a stegozaura dalej jak nie było tak nie ma — podsumował, bardziej do siebie niż do niej. Ruszył w stronę wybranego przez nich budynku, ale nie najkrótszą drogą. Zamiast tego szedł wzdłuż ulicy, rozglądając się po ścianach, bramach i płotach. Zatrzymał się przy jednym z murów i spojrzał wzdłuż niego, jakby próbował zgadnąć, gdzie ktoś mógłby malować coś tylko trochę na uboczu. — Stawiam na coś z tyłu. Albo przy murze cmentarnym, albo gdzieś obok plebanii, tam gdzie normalnie nikt się nie kręci — powiedział, wzruszając ramionami. Nie znał się na muralach, ale chyba miał całkiem niezłe wyczucie miejsc, w których ludzie chowali rzeczy, bo przecież nikt tam nie zagląda. Ruszył dalej, wolniej, dokładniej się rozglądając. Co jakiś czas zerkał na Audrey, sprawdzając, czy czegoś już nie wypatrzyła, albo czy nie ma tej swojej miny, która oznaczała, że jest blisko. — Jakby co, to możemy obejść wszystko dookoła. Jak gdzieś tu jest, to zaraz go znajdziemy. A jak nie… to przynajmniej będziemy wiedzieć, gdzie go nie ma — proste? No kurwa pewnie, że proste!

audrey harrison