Strona 1 z 1

Hello my friend

: ndz gru 14, 2025 2:43 am
autor: Danielle Graham
look

Danielle może i nie była fanką świąt, ale potrafiła docenić je na swój własny sposób. Gdzieś tam w mieszkaniu miała kilka małych dekoracji, ale też nie planowała nie wiadomo jak wielkich uroczystości. Nie planowała tak naprawdę niczego, bo znając życie trafi się zaraz jakaś sesja do zrobienia i tyle będzie z jej wolnych dni. Nie nastawiała się na nic tak naprawdę i kolejne dni przyjmowała takie jakie były.
Z byłym mężem łączyła ja czysta przyjaźń, więc kiedy okazało się, że będzie miała wolniejszy wieczór to postanowiła do niego napisać i wyciągnąć go na świąteczny jarmark. Zarówno jemu jak i jej przydałoby się po prostu wyjście z domu i odprężenie. Umówiła się z nim przed wejściem na jarmark by się mogli łatwiej odnaleźć, bo w takich miejscach to przecież były same tłumy i byłoby naprawdę ciężko się zlokalizować. Dani nawet nie brała aparatu ze sobą, bo to nie było sensu. Jeśli miała sobie porobić jakieś zdjęcia to to nie było idealne miejsce do tego.
Spędziła praktycznie cały dzień obrabiając zdjęcia w studiu. Należał się jej porządny odpoczynek, więc wróciła do siebie, ogarnęła się i pojechała dużo wcześniej na spotkanie niż powinna. Przynajmniej po drodze zgarnęła kawę dla siebie i dla Michaela, chociaż nie była pewna czy ten akurat będzie takową chciał o tej porze. Najwyżej sama wypije. Na pewno się nie zmarnuje. Zresztą zazwyczaj kończyło się tak, że jeśli już wybierała się na jarmark to zostawiała trochę pieniędzy, bo niektóre rzeczy kusiły aż za bardzo, a jedzeniem pachniało na każdym kroku i człowiek mimo wszystko robił się głodny. Poza tym przydałoby się sprawić jakieś male prezenty byłym teściom, bo może i nie była już oficjalnie rodziną to nadal lubiła teściów. Utrzymywała ze wszystkimi stały kontakt i miło by było gdyby faktycznie coś skromnego dostali od pani fotograf. Przynajmniej Michael jej pomoże zdecydować co ma ostatecznie kupić!

Michael Graham

Hello my friend

: śr gru 17, 2025 9:35 am
autor: Michael Graham
# 007
Zdziwił się na to niespodziewane zaproszenie — nie dlatego, że pochodziło od Danielle, a ze względu na miejsce spotkania. Niespecjalnie przepadał za bożonarodzeniowymi świętami, raczej unikając tego radosnego klimatu, niż podśpiewując kolędy. Może i wyznał kiedyś swojej byłej żonie, oczywiście między wierszami, podczas wstępnego upojenia alkoholowego, że brakuje mu rodzinnych spotkań, tej sympatycznej, niepodszytej dramatem atmosfery, ale na pewno nie zamierzał się do tego przyznawać na trzeźwo. Od kiedy dołączył do wojska dekadę wcześniej, nigdy nie spędził grudniowych świąt z rodziną, zawsze starając się, aby misje wyjazdowe pokrywały się z tym niezwykle radosnym czasem. Kiedy związał się z Danny, odwiedzali York Mills poza tym najgorętszym okresem, by dać świadectwo przykładnej celebracji, lecz była ona daleka od ideału. W tym roku wszystko było inne, bo zarówno wytrącił sobie z ręki argument o pracy, jak i zrezygnował ze złotej obrączki, dającej iluzję bezpieczeństwa przed zmasowanym atakiem pytań rodzicieli, co zdecydowanie Grahama przerażało (i do tego także nie zamierzał się szczególnie przyznawać).
Zjawił się w Downtown chwilę przed umówioną porą, lecz zapomniał o wszechobecnych korkach na ulicach i musiał zaparkować nieco dalej, klnąc pod nosem, że trzeba było zamówić ubera i nie bawić się w te idiotyzmy. Szedł przyspieszonym krokiem, przeciskając się przez tłum, szarą masę, sunącą niczym te święte krowy bez oglądania na postronnych. Z wciśniętymi głęboko w kieszenie czarnego płaszcza dłońmi, chował połowę twarzy za miękkim, wełnianym szalikiem o barwie stonowanego szkarłatu. Dotarłszy pod bramę głównego wejścia, wyciągał głowę, szukając pośród ludzi tej, z którą miał spędzić dzisiejszy wieczór. Szczęśliwie Danielle była znacznie wyższa od przeciętnych Koreanek, co ułatwiało wychwycenie ciemnej czupryny otulonej szarością bluzy.
Tu się chowasz — przywitał ją z uśmiechem, momentalnie wprowadzając na twarz rozpromieniony uśmiech. Nie byli standardową dwójką rozwodników, która wolałaby unikać swego towarzystwa. Po tych paru wspólnie spędzonych latach pozostawała jego przyjaciółką, zresztą jedną z niewielu, przed którymi nie miał żadnych tajemnic. Objął ją, zamykając w chwilowym uścisku, po czym wskazał brodą na paszczę lwa, zwaną świątecznym jarmarkiem. — Gotowa stoczyć bój? Poszukujemy dziś czegoś konkretnego? — Spacerowanie w tłumie leżało daleko, na szarym końcu rozrywek, jakimi chciał się oddawać w wolny wieczór, potrzebował więc celu. Jakiegokolwiek, choćby bzdurnego, acz przedstawionego w zmyślnym opakowaniu, co dałoby ułudę sensu. — Widzę, że masz wkupne. Doskonale wiesz, jak sobie zapunktować — zaśmiał się, przyjmując kubek z kawą. Może i pora była późna, ale nie istniały okoliczności, które zmusiłyby Grahama do odmowy kofeiny, uzależnienie robiło swoje.

Danielle Graham

Hello my friend

: pt gru 26, 2025 9:11 pm
autor: Danielle Graham
Oboje nie byli fanami świąt. Może Danielle mniej, ale ktoś musiał ej dzisiaj towarzyszyć i padło na byłego męża. Nie widziała się z nim już trochę to raz, a dwa Judy by nie zabrała, bo znając życie dziewczyna będzie niczym kulka energii i Dani prędzej się zmęczy tym wszystkim. Odkąd przeprowadziła się do Kanady święta nie były już takie same, a tęsknota z rodzinnym Bangkokiem była wielka. No, ale życie nie wybiera i może w przyszłym roku odważy się pojechać w rodzinne strony.
Zwykle święta spędzała z rodziną Graham, a w tym roku planowała coś zupełnie innego. Wszystko miało być inne jak już nie nosiła obrączki na placu. Bycie z Michaelem było dużym przyzwyczajeniem i wygodą, od której musiała się odczepić teraz.
Za to nie spodziewała się, że w tym miejscu będzie aż tak wiele ludzi. W domach im się nudzi czy coś? Mogliby iść pooglądać telewizję czy coś a nie łazić jakby nie znali swojego celu. To chyba faktycznie był zły pomysł y tu się spotkać. No, ale już się powiedziało a to trzeba było powiedzieć b.
-Ciężko to nazwać chowaniem - uśmiechnęła się szeroko i przylgnęła do przyjaciela, którym stał się przez te lata Michael. Oczywiście uważając na kawy! -Na to nigdy nie jestem gotowa. Poszukujemy prezentu dla Twoich rodziców. Może w te święta nie wpadnę z wizytą ale przydałoby się coś kupić - stwierdziła wzruszając ramionami. Miała wpaść przed samymi świętami z wizytą, obdarować prezentami, wypić kawę i pogadać. Mimo rozwodu nadal miała z nimi dobry kontakt. Michaelowi i jego rodzicom zawdzięczała naprawdę wiele i nie miała oporów o tym przypominać za każdym razem. -Znam Cię Graham i wiem co lubisz - zamachała śmiesznie brwiami. Jej samej nie przeszkadzało picie kawy późnymi porami. Ile razy było tak, że robiła sobie kawę po północy by siedzieć godzinami nad obróbką zdjęć. -Rodzinka nadal zadaje mnóstwo pytać co do rozwodu? - musiała wiedzieć na co się przyszykować gdy będzie się wybierać do państwa Graham w odwiedziny.

Michael Graham

Hello my friend

: wt sty 06, 2026 11:35 am
autor: Michael Graham
Wobec tego będę cię osłaniał i jakoś to przetrwamy — zaśmiał się na wizję pobojowiska, przez które mieli zacząć się zaraz przedzierać. — Zresztą wiesz, że będą zachwyceni, że w ogóle się zjawisz. Śmiem twierdzić, że lubią cię bardziej ode mnie. — Państwo Graham, zresztą podobnie, jak Ruby, wyrazili żal, że przez ten cały rozwód nie będą mieć okazji, by spotykać się z synową. Byłą synową, co Michael starał się powtarzać, by zakotwiczyć w ich świadomości pewien zamknięty etap. Sielanka — która zresztą nigdy nie istniała — już więcej nie wróci. Nie było już sensu powtarzać tych samych kłamstw, zwłaszcza teraz, kiedy zamieszkał znów na stałe w Toronto, a sama Danielle zasługiwała na normalne życie na własnych warunkach, a nie wieczne odgrywanie roli i stanowienie przykrywki dla jego nieumiejętności dogadania się z rodzicielmi.
Co ja bym bez ciebie zrobił? — zacmokał z udawanym niezadowoleniem i pokręcił głową. W towarzystwie Danny ciężko było utrzymywać grobową powagę, czy w ogóle czymkolwiek się trapić. Czuł się przy niej swobodnie, luźno, jakby z możliwością odetchnięcia pełną piersią.
Na szczęście odpuścili, chwała im za to. — Ale znając życie i państwo Graham, temat miał wysoką szansę powrotu, zwłaszcza w święta. — Zakładam, że kiedy się spotkacie, to padnie parę mało subtelnych pytań. Na pewno od Ruby. — Posłał kobiecie porozumiewawcze spojrzenie. Mimo iż siostra spędziła ostatnie lata za granicą, tak zdążyła się do Danielle przyzwyczaić i przywiązać. — Nie wiem, jak z nią rozmawiać. Z rodzicami też. Zresztą nie powinieniem cię tym obarczać, to moja wina, że wszystko się tak zagmatwało. — Czy którekolwiek z Grahamów faktycznie robiłoby mu wyrzuty, że nie ożenił się z miłości, a dla zwykłego pragmatyzmu? Ruby może nie, ale rodzice byli starej daty i zrozumienie niektórych kwestii przychodziło im z trudnością. Czy chodziło o fakt stanowienia porażki, życiowych problemów tam, gdzie ludzie zakładali, że wszystko powinno pójść dobrze? Upił łyk kawy, a gorycz i ciepło rozlały się po przełyku.
Tam widzę jakieś bibeloty. Może będzie coś, co spodoba się mamie — wskazał brodą w kierunku, gdzie nie tylko dostrzegł stoiska z rękodziełem, ale też nieco mniejszy tłum ludzi. — Co u ciebie słychać? Poza przedświątecznym szałem. Cisną cię w redakcji? — zainteresował się, bo nie do końca orientował się w funkcjonowaniu magazynu modowego. Oczywiście, że jej słuchał, kiedy opowiadała o pracy, o sesjach, sławnych ludziach i rozwydrzonych gwiazdach, a sam świąteczny okres zmuszał do działania na innych obrotach, lecz i teraz wolał dopytać, zamiast się domyślać.

Danielle Graham