Strona 1 z 3

we make a really bad team

: ndz gru 14, 2025 12:06 pm
autor: Lando Mangione
Wybryki Carrie i Lando stawały się coraz bardziej oczywiste dla reszty osób zaangażowanych w sztukę w teatrze. Fakt, że nie potrafili się ze sobą dogadać, szkodził wszystkim, bo kiedy między nimi nic nie działało, cały występ tracił na znaczeniu.
Zawodzili, gdy na ich barkach spoczywała duża odpowiedzialność.
Ale kto mógł przewidzieć to, że ta dwójka nie dogada się ze sobą? Na papierze tworzyli dobry duet. Dwoje młodych, atrakcyjnych ludzi, którym zależało na wybiciu się. Oboje musieli coś udowodnić, a jednak na razie jedynym, co potrafili dowieść, to jak nieprofesjonalni potrafią być, skoro pozwalali na to, żeby ich życie prywatne tak mocno odbijało się na zawodowym.
Nie reżyser, a właścicielka teatru miała dość tego cyrku i postawiła im ultimatum – albo zaczną się ze sobą dogadywać na scenie, albo zrezygnuje z obojga i zastąpi ich kimś innym. Powiedziała im, kiedy mogą skorzystać z teatru, żeby się ze sobą dotrzeć i nie brzmiało to tak, jakby to miało być opcjonalne. Mieli tu przychodzić i wziąć się do roboty, ćwicząc, dopóki w sposób przekonujący nie zagrają zakochanych w sobie osób.
To oznaczało jeszcze więcej czasu spędzonego z Carrie – c u d o w n i e.
Jak można się domyślić, Lando przyszedł tu dziś niechętnie. Uzbrojony w jedyną rzecz, która mogła uczynić to doświadczenie łatwiejszym. Uznał, że alkohol może dobrze zrobić im obojgu, by jakoś to przetrwać i nie cierpieć tak bardzo. Może nawet pomoże im w tym, by znaleźć wspólny język na scenie? Bo nie, Mangione nie nastawiał się na żadną cudowną odmianę, dzięki której mogliby zostać przyjaciółmi prywatnie, ale jeśli chociaż dogadają się na scenie, może to pozwoli im zatrzymać role?
Ich udział w tej sztuce wisiał na włosku.
Poza tym, jakby zaczęli dogadywać się ze sobą w kwestiach zawodowych, może też łatwiej będzie im współpracować jako psi rodzice? To coś, co by się przydało, skoro byli na siebie skazani…
Czekając na Carrie, Lando chwilę krążył po scenie i nawet zaczął pić bez niej, upijając ze dwa łyki alkoholu. W końcu padł na scenę i położył się na niej z rękoma rozłożonymi na boki, spoglądając na sufit nad sobą, skąd zwisały stare dekoracje z poprzednich przedstawień. Butelka z alkoholem stała obok niego.

Carrie Pillbury

we make a really bad team

: ndz gru 14, 2025 8:47 pm
autor: Carrie Pillbury
Mieli przechlapane.
Dotarło to do niej w momencie, w którym kolejny wieczór słownych przepychanek zakończył się srogą reprymendą ze strony właścicielki teatru, mającej najzupełniej w świecie dość dwójki aktorów, którzy od samego początku zachowywali się jak para rozwydrzonych dzieciaków. Carrie była tym szczerze zaskoczona, bo nawet jeżeli miała świadomość tego, że nie są w stanie całkowicie ukryć wzajemnej niechęci, tak jakaś jej część łudziła się, że przynajmniej na scenie radzą sobie c a ł k i e m dobrze. Nie idealnie, ale d o b r z e.
Okazało się jednak, że była w błędzie.
Perspektywa samotnego ćwiczenia nie była jej ani trochę na rękę, ale w końcu zrozumiała powagę sytuacji i zdecydowała się zacisnąć zęby i wziąć sobie słowa starszej kobiety do serca, aby ponownie nie popełnić tego błędu. Nie miała pojęcia, czy uda im się odnieść sukces, ale mimo to planowała dołożyć wszelkich starań, by później z czystym sumieniem powiedzieć, że zrobiła wszystko, aby ten wątek wypalił.
To zaś oznaczało, że dzisiejszego wieczora musiała pojawić się w teatrze. Z tego powodu wzięła nawet specjalnie wolne w barze, mając zamiar już stuprocentowo skupić się na tym, na czym naprawdę jej zależało. Przez myśl przemknęło jej również to, że mogła okazać się nieco szalona, bo wkładała całe swoje zaangażowanie w coś, za co nawet jej nie płacono. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
I najwyraźniej przez myśl przemknęło jej dokładnie to, o czym pomyślał Lando, ponieważ ona też nie dotarła tu dziś z pustymi rękoma. W jej torebce znajdował się alkohol, który miał im pomóc w przełamaniu lodów.
Z tym, jak się okazało, Mangione radził sobie całkiem dobrze bez niej. — Wyglądasz jak żywy przykład rezygnacji. Powinnam wiązać z tym jakąś nadzieję? — zapytała, kiedy jej spojrzenie spoczęło na jego sylwetce. Dotarła do bocznych schodków, które prowadziły na scenę i powoli się na nią wskrabała. Gdy dotarła w pobliże Lando, sama także wygrzebała alkohol ze swojej torebki i delikatnie zamachała butelką przed szatynem. Niema sugestia, że jednak nie potępiała jego sposobu myślenia. — Pamiętasz, jak mnie zapytałeś, czemu cię nie lubię? Myślisz, że to by pomogło? — zapytała, decydując się usiąść niedaleko niego ze skrzyżowanymi nogami.
Byli w podbramkowej sytuacji, a ona chyba skłonna była chwytać się wszystkiego.

Lando Mangione

we make a really bad team

: ndz gru 14, 2025 9:25 pm
autor: Lando Mangione
Lando również był przekonany o tym, że jednak byli na tyle profesjonalni, że ich spór nie wpływał na to, jak grali. Choć sam czuł, że ich wspólnym występom czegoś b r a k u j e to mimo to myślał, że jest dość dobrze, aby to zostało uznane za akceptowalne.
Niestety, pomylił się. Oczekiwano od nich więcej, czemu wcale się nie dziwił. Przecież wiedział, że sam potrafił więcej, więc czemu ktoś miałby zaakceptować to, że dawał z siebie mniej? Dlatego nawet się nie spierał, gdy został pouczony. I może też dlatego wywiesił białą flagę i zgodził się na to indywidualne próby z Carrie, żeby przepracowali swój problem i nauczyli się współpracować na scenie.
Coś przecież musieli zrobić. Lando zależało na zatrzymaniu tej roli i udowodnieniu, że nie tylko był dobry, ale też współpraca z nim wcale nie była trudna. I właśnie, myśl o tym, gdzie ostatnio zawiódł, zmotywowała go do tego, by jednak pokazać coś innego, a to oznaczało, że nie mógł wojować z Carrie i być t r u d n y.
Nie miał jednak pojęcia, czy rzeczywiście zdołają osiągnąć sukces na tym polu. W końcu dotychczas wystarczyła nawet drobnostka, żeby zaczęli skakać sobie do gardeł. Jak mieli nauczyć się tego unikać? Nad emocjami cholernie trudno się panuje…
I właśnie dlatego Lando uznał, że bez alkoholu może być ciężko. Ten być może trochę przytłumi ich nerwy i pozwoli im odnaleźć wspólny rytm na scenie. Prawdę powiedziawszy miał go za ich o s t a t n i ą deskę ratunku. Nie brzmi to najlepiej, ale czasami po prostu nie da się inaczej.
W tej układance brakowało tylko jednego… Carrie. Lando leżał sam w teatrze i czekał na jej przyjście, które w końcu zasygnalizowało skrzypnięcie starych drzwi, które się otworzyły. Mangione nie musiał podnosić głowy, żeby domyślić się, że to pewnie Pillbury w końcu się zjawiła. To zresztą zaraz i tak się wyjaśniło. – Nie słyszałaś, że od teraz jesteśmy w pakiecie? – albo zostaną razem, albo razem wylecą. Musieli więc postarać się o to, żeby nie doszło do tego drugiego.
Widząc alkohol w jej ręku, Lando uśmiechnął się do siebie. To zabawne, że pomyśleli o tym samym.
Dalsze leżenie nie było praktyczne, dlatego brunet zdecydował się podnieść do pozycji siedzącej. – Teraz to warto spróbować wszystkiego… To lepsze niż nic – stwierdził, po czym zaczął odkręcać swoją butelkę, bo zanosiło się na cięższą rozmowę. Do niej potrzebował alkoholu.

Carrie Pillbury

we make a really bad team

: pn gru 15, 2025 8:23 pm
autor: Carrie Pillbury
Przeliczyli się. Oboje ostatkiem sił próbowali łudzić się, że cokolwiek wychodziło z ich współpracy, nie było aż tak złe, aby można było uznać to za nieakceptowalne. Chcieli zadowolić się półśrodkami, ponieważ oboje wpływali na siebie nawzajem tak demotywująco. Z jakiegoś powodu, zamiast zaangażować się w pełni, woleli sobie odpuścić.
Tak było prościej, niż bezustannie narażać się na wybuchające między nimi konflikty.
A jednak byli tutaj. Musieli jakoś to wszystko uporządkować i w końcu wziąć się w garść. Musieli też znaleźć sposób, aby w pełni wyeksponować swoje umiejętności, bo to przecież nie tak, że żadne z nich nie umiało grać. Potrafili to robić osobno, zatem musieli także nauczyć się robić to razem. Posiadali przecież tę przewagę, że każde z nich posiadało jakiś talent.
Szkoda tylko, że aby go wyeksponować, musieli uciekać się do takich środków, jak alkohol. Carrie jednak naprawdę bała się, że bez niego nie przełamią się, a może po prostu wystarczyło, że raz zrobią to dobrze, aby się odblokowali? Miała taką nadzieję, ponieważ naprawdę bała się, że zawiodą i oboje zostaną skreśleni.
A to oznaczałoby, że jej rodzina miała rację.
Wypuściła głośniej powietrze. Stanowienie p a k i e t u z Lando nadal nie brzmiało zachęcająco. Nieznacznie poprawiła się na swoim miejscu, a później też odkręciła butelkę. Nim upiła chociaż łyk, najpierw omiotła szatyna spojrzeniem. — Cóż… Naprawdę myślę tak, jak mówiłam ostatnio. Czasami potrafisz być strasznym chamem i mam wrażenie, że masz się za lepszego ode mnie. Tak jakby twoja przeszłość z automatu sprawiała, że nie jestem w stanie dorosnąć ci do pięt — stwierdziła, nie robiąc tego jednak z żadną pretensją. Tym razem po prostu dzieliła się z nim tym, co jej przy nim doskwierało. A skoro to samo w sobie nie było szczególnie komfortowe, przy okazji zdecydowała się upić kilka łyków alkoholu. To miało wspomóc jej odwagę.
Opuściła butelkę na wysokość kolan, ale nie zakręciła jej. Zakładała, że ta dość prędko przyda jej się ponownie. — I nie wiem, może to dlatego? No bo powiedz mi, Lando, czemu można byłoby się w tobie zakochać? — przechyliła głowę na bok. Nie twierdziła, że było to n i e m o ż l i w e, choć gdyby zapytał ją o to w bardziej nerwowych okolicznościach, pewnie tak właśnie by powiedziała, ale chciała poznać jego perspektywę.
Chciała zobaczyć w nim coś, czego nie widziała do tej pory i co być może pomogłoby jej w przełamaniu się nie tylko względem niego, ale przede wszystkim względem jego postaci. Żeby to zrobić, nie musieli przecież wcale stać się przyjaciółmi. To raczej i tak nie było wykonalne.

Lando Mangione

we make a really bad team

: pn gru 15, 2025 10:26 pm
autor: Lando Mangione
To, co dotychczas wyprawiali, było nie do zaakceptowania. Prywatnie mogli się nie znosić i kąsać ile chcieli, ale w pracy? W pracy powinni być p r o f e s j o n a l i s t a m i. Lando na chwilę o tym zapomniał, ale rozmowa z właścicielką teatru była niczym kubeł zimnej wody, po którym otrząsnął się i teraz był skoncentrowany na tym, aby naprawić to, co zdążył spieprzyć.
Na szczęście na to jeszcze nie było za późno, skoro z Carrie wciąż nie wylecieli i dostali szansę na to, żeby ogarnąć się i nauczyć ze sobą współpracować. W tym celu musieli nauczyć się ze sobą rozmawiać, a taka szczera rozmowa, podczas której wyrzucą sobie to, co ich bolało, mogła im to ułatwić. Pod warunkiem, że podejdą do niej właściwie i nie będą oburzać się przez to, co usłyszą od tego drugiego.
Dlatego teraz wysłuchał Carrie ze spokojem, nie przerywając jej i nie czepiając się tego, co mu zarzucała. – To nie tak, że mam się za lepszego. Ale chcę, żebyś tak myślała – przyznał się do tego, że celowo dawał jej coś takiego odczuć, nawet jeśli to miało niewiele wspólnego z prawdą. Robił to, bo dzięki temu czuł się lepiej i nie miał się za kompletną porażkę, którą przecież był. To jego kariera była katastrofą, podczas gdy kariera Carrie dopiero się zaczynała i patrząc na to, co potrafiła, mogła osiągnąć sukces, czego jej zazdrościł. To zaś budziło w nim najgorsze odruchy.
Ale przyznał się do tego i odebrał moc tym zagrywkom. Musiał to zrobić, nawet jeśli ten przypływ szczerości wprawiał go w dyskomfort.
– Szczerze? Nie mam pojęcia – przyznał, uśmiechając się nerwowo. – Zadajesz cholernie trudne pytania, Pillbury, i nawet jakbym umiał odpowiedzieć i spróbowałbym to zrobić, pewnie wyszedłbym na narcyza – dodał i parsknął śmiechem, po czym sam upił kilka łyków alkoholu ze swojej butelki. – Chociaż ty i tak mnie za niego masz, więc nic by to nie zmieniło – mówił to bez pretensji w głosie. Rozumiał, czemu mogła tak myśleć i nie zamierzał się z nią o to teraz spierać, skoro byli tu po to, aby wyjaśnić sobie co nieco i nauczyć się przebywać w swoim towarzystwie, bez skakania sobie do gardeł i zabijania się wzrokiem.
No i skoro poprosił o szczerość, to ją dostał.
A przy okazji Carrie udało się trafić w czuły punkt. Już nawet nie tym, jak go oceniała, a pytaniem o to, czemu można by było się w nim zakochać, bo zdał sobie sprawę z tego, że nie mógł znaleźć powodu. I ta myśl go przerażała, dlatego zaczął ją zapijać, biorąc większe łyki alkoholu.

Carrie Pillbury

we make a really bad team

: śr gru 17, 2025 8:59 pm
autor: Carrie Pillbury
Carrie swojej szansy na sukces nie była już ani trochę pewna. Mało tego, zaczęła szczerze obawiać się tego, że nigdy jej nie dostanie, ponieważ raz już przecież zawiodła, a teraz zawodziła po raz kolejny, nie będąc w stanie odepchnąć od siebie tej niechęci, którą względem niego odczuwała.
Nie zachowywała się profesjonalnie. Nie myślała o tym, w jakim położeniu stawiała właścicielkę teatru czy resztę ekipy, ponieważ kiedy miała obok siebie Lando, liczyło się wyłącznie to, aby skutecznie mu dopiec. Nie potrafiła tego uzasadnić, jednak przy nim kompletnie odbierało jej rozum. Co gorsza, uwidaczniało się to na najgorsze możliwe sposoby.
Ściągnęła ku sobie brwi, słysząc jego wyznanie. Tym udało mu się szczerze ją zaskoczyć, ponieważ Carys nie dostrzegała powodów, dla których mógłby chcieć, aby tak go postrzegała. Czemu tak bardzo zależało mu, żeby miała o nim złe zdanie? — Nie rozumiem — przyznała, nawet nie próbując ukrywać przed nim własnej konsternacji. — Dlaczego? — zapytała wprost. Jeśli zdobył się na dostatecznie dużo szczerości, aby jej o tym powiedzieć, być może byłby w stanie także jej to wyjaśnić.
Wypuściła głośniej powietrze, a później wbiła w niego uważne spojrzenie. Oczekiwała i n n e j odpowiedzi, przepełnionej realnymi powodami, a wszystko to dlatego, iż naprawdę wydawało jej się, że Lando znał swoją wartość. Czasami miała nawet wrażenie, że znacznie ją przeceniał, więc teraz musiała przyznać mu rację. Wzruszyła tylko ramionami, gdy wytknął jej to, jak go postrzegała.
Ani trochę się przy tym nie pomylił.
Wstawaj — zarządziła, po czym sama podniosła się z miejsca. Jeśli nie dotrzymał jej kroku, posłała mu naglące spojrzenie. — Skoro nie jesteś w stanie tego powiedzieć, będziesz musiał mi to pokazać — oznajmiła, a żeby samej sobie nieco u p r z y j e m n i ć konieczność przebrnięcia przez to, także pociągnęła kilka większych łyków alkoholu. Być może nawet większych niż początkowo planowała, ale sama myśl o tym, że Mangione miałby znaleźć się bliżej niej napawała ją dziwnym uczuciem zdenerwowania.
A do tego przecież musiała jakoś się przyzwyczaić, ponieważ w tej sztuce nie mieli stronić od fizycznego kontaktu. Wiedziała to, bo swoją rolę znała już na pamięć i teraz najwyraźniej zamierzała to z nim przećwiczyć.

Lando Mangione

we make a really bad team

: czw gru 18, 2025 9:29 pm
autor: Lando Mangione
Carrie działała na Lando niczym czerwona płachta na byka. Wystarczy, że pojawiała się w zasięgu jego wzroku, żeby zaczął się denerwować. Było to irracjonalne, bo czemu pozwalał na to, żeby miała aż taką kontrolę nad jego emocjami i to nawet nie musząc wiele zrobić? Bo czasami to było tak, że wypowiedziała jedno słowo, a w Mangione już coś zaczynało się gotować. To g ł u p o t a.
A jednak nie potrafił sam nad tym zapanować. Nie bez odpowiedniej motywacji, a tym było dobitne przypomnienie o co toczyła się gra i jak niepewna była jego pozycja.
Choć można powiedzieć, że był jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób w gronie aktorów z tej sztuki, to nadal nie sprawiało, że był nie do ruszenia. W końcu był jedynie upadłą gwiazdą, której zastąpienie nie powinno być zbyt wielkim wyzwaniem. Poradziliby sobie bez niego, upadłych gwiazd w Toronto pewnie nie brakuje.
Mangione to wiedział, dlatego prędko po rozmowie z właścicielką teatru wziął się w garść i znalazł w sobie motywację, aby jakoś załagodzić konflikt z Pillbury i nauczyć się z nią współpracować. Jeszcze nie wiedział, jak to miało wyglądać, ale miał nadzieję, że w końcu razem to rozgryzą i nie wylecą na zbite pyski.
– To nie oczywiste? – zapytał z goryczą w głosie, po czym uśmiechnął się blado. Trudno mu było tak się otworzyć, więc jeśli Carrie nie domyśli się, co miał na myśli, będą mieli spory problem. Już pierwsza część wyznania była dla niego sporym wyzwaniem, drugiej raczej nie będzie w stanie z siebie wydusić.
Popatrzył na nią z uniesionymi brwiami, jakby czekał, aż zaraz powie, że tylko się wygłupia. Ale skoro tego się nie doczekał, Lando wypuścił głośniej powietrze i w końcu podniósł się, by potem pójść w ślady Carrie i napić się jeszcze. Wziął kilka łyków, po czym odłożył swoją butelkę na podłogę, skoro ta najwyraźniej miała mu teraz przeszkadzać. – To co robimy? – skoro chciała coś przećwiczyć, musiała naprowadzić go na odpowiednią scenę, a jeśli miała na myśli coś innego, to również musiała mu podpowiedzieć, co zamierzała z nim teraz zrobić.
Cokolwiek to było, Lando chciał tego spróbować. Skoro ona dała szansę jego pomysłowi, on miał teraz to samo zrobić dla niej.

Carrie Pillbury

we make a really bad team

: sob gru 20, 2025 6:54 pm
autor: Carrie Pillbury
Wpatrywała się w niego ewidentnie zagubiona, ponieważ kompletnie nie rozumiała, dlaczego cokolwiek próbował przed nią udawać. Nie musiał przecież niczego jej udowadniać, ponieważ i bez tego Carrie miała świadomość tego, że Lando po prostu radził sobie lepiej.
Nie poprowadził swojej kariery w najlepszym kierunku, jednak najwyraźniej miał prawo się pogubić. Być może zgubiło go to, jak paskudny miał charakter, co musiała dostrzec nie tylko ona, ale cały szereg innych osób. No bo właśnie, ilekroć myślała o nim w ten sposób, dochodziła do wniosku, że to właśnie jego zachowanie musiało wyprowadzić go na manowce, bo nawet teraz, kiedy ich zadaniem było uratowanie upadłego teatru, Lando wydawał się po prostu t r u d n y.
Wygodnie zapominała o tym, że identycznie zachowywała się ona.
Wzruszyła więc tylko ramionami, dochodząc do wniosku, że pozostawienie tego tematu będzie najzwyczajniej w świecie b e z p i e c z n i e j s z e. Już teraz nie czuła się komfortowo, a z każdą kolejną chwilą to uczucie mogło się pogłębić. Carrie zaś bała się tego, jak mogło to na nich zadziałać, ponieważ to byłoby coś nowego. Coś, co też mogłoby wszystko im popsuć.
Postanowiła więc chwycić się czegoś, co przynajmniej pozornie nie groziło aż tak wielką katastrofą. Coś, co musieli wyćwiczyć do perfekcji, aby nawet najbardziej wprawione oko było pod wrażeniem tego, jak dobrze swoje sceny zagrali. Carrie przekonała się już o tym, jak trudne wydawało się zagranie zakochanej w Lando, ale to wcale nie znaczy, że planowała wywiesić białą flagę. Nie, zamiast tego zamierzała znaleźć sposób na to, aby odnieść w tym aspekcie sukces. — Zaczynamy od początku — oznajmiła, planując przećwiczyć głównie te fragmenty sztuki, które dla ich dwójki były najbardziej emocjonujące. Między nimi nie zamierzała też odmówić sobie kilkukrotnego sięgnięcia po alkohol, zwłaszcza w obliczu tego, że im dłużej próbowali, tym bardziej skazane na porażkę jej się to wydawało.
Wypuściła głośniej powietrze, po raz kolejny sięgając po butelkę, która była już niemal do połowy pusta. To z kolei przekładało się na to, że Pillbury odrobinę szumiało już w głowie. — To się nie uda — oznajmiła, po czym palcami jednej dłoni przeczesała włosy. Przez krótką chwilę milczała, dopiero po chwili przenosząc spojrzenie na Lando. — Może powinniśmy spróbować z przedostatnią sceną? — zasugerowała, mając wrażenie, że policzki wręcz paliły ją od czerwoności, którą zrzucić zamierzała oczywiście na to, ile wlała w siebie alkoholu, bo przecież na pewno nie chodziło o to, że w tej scenie zmuszona byłaby go p o c a ł o w a ć.

Lando Mangione

we make a really bad team

: sob gru 20, 2025 9:21 pm
autor: Lando Mangione
Zupełnie nie miała racji, ale czy to coś nowego? Od razu założyła, że jest tym z ł y m i przypisywała mu najgorsze cechy, nawet nie biorąc pod uwagę tego, że jest zwykłym człowiekiem i mógł po prostu pobłądzić.
A właśnie to się stało, gdy jego kariera nagle wystrzeliła. Nikt nie przygotował Lando na tak duży i nagły sukces, który go zgubił, ponieważ uderzył mu do głowy. Mangione stał się zbyt pewny siebie i swojej pozycji, myśląc, że teraz może więcej. Pierwszy raz w życiu znalazł się w tak dogodnej pozycji i próbował to wykorzystać, nie biorąc pod uwagę tego, jak kruche to może być. Musiał upaść, by dotarło do niego, że woda sodowa uderzyła mu do głowy.
Nie jemu pierwszemu i nie ostatniemu. Był po prostu kolejną osobą, która nie była gotowa na sukces, który był zbyt nagły. Na pewno na takiego chłopaka znikąd, który nigdy wcześniej nie miał takiej władzy, pieniędzy i nie był tak popularny.
Musiał to wszystko stracić, żeby zrozumiał, jak kruche to jest i ile rzeczy mógł zrobić lepiej.
Tak samo krucha była ich współpraca, choć… Jej już nie groziło posypanie się. To stało się już dawno temu. Teraz musieli pozbierać wszystkie kawałki i poskładać je w całość, żeby jakoś to działało. Nie będzie już idealnie, nic sklejonego takie nie jest, ale mogło być dość dobre, żeby w końcu stało się a k c e p t o w a l n e, a to na początek miało wystarczyć.
Szkoda tylko, że to było tak trudne i szło im fatalnie. Aż Lando musiał ponownie sięgnąć po swój alkohol, który zdołał opróżnić przed Carrie. Nie miał już nic, więc powinni wreszcie się spiąć, żeby się udało. Inaczej albo na dziś będą musieli sobie odpuścić, albo Mangione będzie musiał zrobić wycieczkę do monopolowego, co wydawało się bardziej potencjalną opcją, bo teraz już nie chciał odpuścić. Za bardzo się zawziął.
– Musi się udać – skomentował lekko zirytowany, też już zrezygnowany, ale… Nie chciał odpuścić. – Przedostatnią? – zapytał, starając się przypomnieć sobie, co się w niej działo. Oświeciło go całkiem szybko, co zresztą powiedziała jego mina, z której można było wyczytać lekkie zakłopotanie. Tak, on też dziwnie czuł się z myślą, że ma ją pocałować. – Dobra, przedostatnia – powiedział bardziej zdecydowany i zatrząsł swoimi ramionami oraz zakręcił głową, starając się rozgrzać, bo przed chwilą lekko się spiął. Ale w końcu musieli to zrobić i przełamać się. Może to będzie ich p r z e ł o m e m?
– Jedziemy z tym – oznajmił po cofnięciu się kilka kroków, by ustawić się w odpowiednim miejscu. Nie mógł zacząć przed nią.

Carrie Pillbury

we make a really bad team

: sob gru 20, 2025 10:50 pm
autor: Carrie Pillbury
Nie rozumiała go, bo kiedy w ogóle miała spróbować go zrozumieć?
Od samego początku toczyli ze sobą wojnę. Carys nie potrafiła tego wyjaśnić, a jednak było w nich coś, co sprawiało, że wzajemnie się napędzali. Nie potrafili sobie odpuścić, przez co przy sobie nie byli w stanie złapać oddechu.
I nie, wbrew temu, co mogło wydawać się Lando, Pillbury nie była jedynym prowodyrem konfliktów w tej relacji, ponieważ on radził sobie z tym zadaniem równie dobrze. On także dawał jej odczuć, że nie była wystarczająco dobra, a ilekroć tak się przy nim czuła, chciała zgotować mu to samo.
Mogli więc sobie tego nie zaplanować, ale nie zmienia to faktu, że znaleźli się w błędnym kole, z którego nie sposób było się wydostać. Carrie nie liczyła zatem, że któregoś razu cudownie uda im się zrozumieć, a ich relacja w końcu wkroczy na odpowiednie tory. Wiedziała, że na tej płaszczyźnie byli już przegrani, ale jednocześnie miała nadzieję na to, że przynajmniej uda im się dowieść, że nie zawiodą aktorsko.
Szkoda tylko, że z każdą kolejną chwilą ta nadzieja wydawała się coraz bardziej złudna, a ona sama nabierała coraz większego przekonania, że to n i g d y się nie uda. Starała się, ale jednocześnie czuła, że zawodzili, dlatego po raz pierwszy tego wieczora przez jej umysł przemknęła myśl o tym, że być może prościej byłoby się poddać.
Zanim by się na to zdecydowała, potrzebowała pewności, że spróbowali w s z y s t k i e g o.
Właśnie dlatego zaproponowała mu przećwiczenie kolejnej sceny. Nie tyle przez wzgląd na ten pocałunek, ale raczej przez to, że przepełniona była emocjami. Była więc czymś, w czym mogli zawieść najbardziej, albo też czymś, co w końcu aktorsko ich rozbudzi.
Nim jednak do niej dobrnęli, Carrie uważnie przyglądała się temu, jak Lando poddawał się p r z y g o t o w a n i o m. Obserwowała każdy jego grymas i gest, z jakiegoś powodu dochodząc do wniosku, że prezentował się przy tym komicznie. To zaś przywołało na jej twarz uśmiech - całkiem szczery i nie tak złośliwy jak te, na które decydowała się przy nim dotychczas. — Zawsze się tak szykujesz? — zapytała, robiąc dwa kroki w jego stronę. Grymas na jej twarzy przybrał nieco bardziej zaczepnego, ale nadal dość pogodnego wyrazu.
Gdyby nie był tak wredny, może uznałaby, że był przy tym całkiem uroczy.

Lando Mangione