Strona 1 z 2

game on, geek out

: ndz gru 14, 2025 10:17 pm
autor: audrey harrison
003.
Audrey Harrison od zawsze wiedziała, że jej serce bije w rytmie klawiatury, a nie gwizdka nauczyciela WF-u. Była geekiem z krwi i kości — świat fantasy był dla niej bardziej realny niż szkolna bieżnia, na której linie zawsze wydawały się krzywe. Zajęcia sportowe były jej osobistym horrorem, powracającym z nieubłaganą regularnością. Już sam dźwięk słów "proszę się przebrać" wywoływał w niej dramat egzystencjalny. Szatnia pachniała dezodorantem i spoconą pachą, a Audrey, stojąc pośrodku z torbą pełną książek i tabletem graficznym, zupełnie nie potrafiła odnaleźć się wśród roześmianych koleżanek.
Bieganie było najgorsze. Nie dlatego, że nie potrafiła biegać. Potrafiła, w teorii. Problem polegał na tym, że jej myśli zawsze były szybsze od nóg. Podczas gdy inni skupiali się na okrążeniach, Audrey zastanawiała się, czy dałoby się zaprogramować algorytm optymalizujący wysiłek fizyczny albo, czy Katniss Everdeen z Igrzysk Śmierci też miałaby taki problem z testem, jaki pan Wright zafundował im na ostatniej lekcji geografii. Po prostu jej ciało pozostawało w tyle za umysłem, który zapętlał się w ciekawszych tematach.
Gry zespołowe były osobnym rozdziałem tej tragedii. Piłka zawsze leciała nie tam, gdzie powinna, a Audrey miała wrażenie, że istnieje niewidzialna zasada fizyki mówiąca, że każdy rzut wykonany przez nią musi automatycznie zakończyć się porażką. Kiedy inni krzyczeli "podaj!", ona analizowała trajektorię lotu i dochodziła do wniosku, że i tak jest już za późno.
Po południu, bo przecież to oczywiste, że zajęcia z wychowania fizycznego musiały odbywać się w środku dnia, gdzie później trzeba było spędzić w szkole jeszcze cztery kolejne lekcje, Harrison wskoczyła w swój standardowy strój do ćwiczeń — szary dres i t-shirt z dinozaurem i napisem "I'm Rexy and I know it" i ze spuszczonym na kwintę nosem udała się na salę gimnastyczną.
Rozgrzewka! — zawołała pani Pierce tonem, który nie pozostawiał miejsca na negocjacje. — Od razu dobieramy się w pary. Odliczamy po kolei. Jedynki do jedynek, dwójki do dwójek!
Audrey westchnęła cicho. Odliczanie. Mechanizm losowy. Najgorszy możliwy system doboru. I kiedy rzuciła na końcu swoje "dwa", pozostałe dziewczęta zdążyły znaleźć partnerki, zanim ona zdążyła się dobrze rozejrzeć. Jej wzrok zatrzymał się na Shanae Wyatt. Znały się, choć dotychczas niewiele ze sobą rozmawiały. Miały łączoną jeszcze jedną lekcję. Chyba angielski?
Shanae była jedną z tych osób, które zauważa się od razu, ale Harrison nie przyznałaby się za nic w świecie do tego, że już zdarzało jej się patrzeć na nią ukradkiem. I to niekoniecznie dzisiaj.
Hej? — odezwała się w końcu niepewnie. — Wygląda na to, że algorytm zdecydował, żebyśmy były razem — powiedziała, zanim zdążyła ugryźć się w język. — To znaczy nie, że razem-razem. Razem na rozgrzewce. To znaczy... No wiesz — wzruszyła lekko ramionami, niby obojętnie, ale czuła, jak policzki płoną jej od paplania głupot.

Shanae Wyatt

game on, geek out

: pn gru 15, 2025 11:29 am
autor: Shanae Wyatt
# 001
Były momenty, kiedy zastanawiała się, czy dobrze wybrała, decydując się na ogólny kierunek szkoły średniej, przygotowujący na uniwersytet. Czy nie zakładała, że jej życiem będzie sport, że to w tańcu się odnajduje i zamierza przy tym wytrwać na długie lata? To wersja idealnego planu, który bardzo chciała, aby się ziścił, lecz rzeczywistość mogła być bardziej brutalna. Kariera cheerleaderki wymagała wysokiej sprawności fizycznej przez kolejne dwie dekady, lecz jeśli wydarzyłaby się jakaś kontuzja, wszystko zostałoby zaprzepaszczone. Ojciec zgodził się na przeprowadzkę i przyjęcie programu sportowego, o ile jedynaczka pozostawi sobie furtkę do czegoś więcej — co w jego rozumieniu wiązało się z biznesem i finansami. Shanae zgodziła się entuzjastycznie, nie oglądając na potencjalne problemy z zaliczaniem przedmiotów (zwłaszcza matematyki), ale to miał być problem dla jutrzejszej niej, nie na teraz. Inną, wiążącą się z tym problematyczną kwestią były bloki zajęciowe, okrojone z czasu spędzanego na sali gimnastycznej na rzecz wspomnianej matematyki, czy innej chemii. Czym to skutkowało w nastawieniu Wyatt? Chciała w pełni wykorzystać każdą lekcję wuefu.
Weszła na salę pełna mobilizacji, poprawiając talię czarnych legginsów z wysokim stanem. Dolny brzeg t-shirtu z drobnym logo Nike na piersi zawinęła z boku w supeł, co zarówno podkreślało linię klepsydry, co zapobiegało nieszczęsnemu podwijaniu się koszulki. Dlaczego spóźniła się przy łączeniu w pary, dlaczego nie dobrała sobie kogoś, kto stał tuż obok, co natychmiast załatwiłoby cały problem? Bo kiedy tylko rozległo się polecenie, któraś jedynka przemknęła obok, usilnie chcąc znaleźć się przy koleżance, zachwiała się i nadepnęła na sznurówkę Shanae, nawet się za siebie nie oglądając. Wyatt przykucnęła odruchowo, by zwinnym ruchem zawiązać but z powrotem, a kiedy się już miała się podnieść i rozejrzeć za potencjalną parą, usłyszała głos zbliżającej się Audrey.
Merde — mruknęła pod nosem, nie chcąc, by dotarło to Harrison. Wymusiła za to przymilny uśmiech i wsparła dłonie na biodrach. — Doskonale. Chwała… algorytmowi. — Czy jakiejkolwiek innej opatrzności, która odebrała im decyzyjność. Nie zraziła się plątaniną słów, ludziom zdarzało się gubić, a Harrison, to chyba nawet w szczególności. Kojarzyła blondynkę z innych lekcji, nigdy przesadnie się za nią nie oglądając. Dzieliła je przepaść towarzyska i ta związana z zainteresowaniami, niewiele więc mogła o niej powiedzieć, poza tym, że beznadziejnie ruszała się na boisku. Bycie z nią w jednej parze nasuwało na myśl tylko jeden wniosek — nie będą to efektywne ćwiczenia.
Zaczynamy od przysiadów. Chwytacie się za ręce i dziesięć powtórzeń, byle równo! — mówiła wuefistka, a jej głos niósł się po całej sali, wybijając na tle szumu dziewczęcych rozmów.
Shanae daleko do nieśmiałości, z reguły była tą, która motywowała innych, ciągnęła za uszy, zachęcając do mobilizacji, do włożenia wysiłku we wspólną pracę i teraz wcale nie było inaczej. Wyciągnęła obie ręce, oczekując, że Audrey zrobi to samo bez żadnego ociągania. Nie byłaby sobą, gdyby z góry postawiła na partnerce (tylko do rozgrzewki, ma się rozumieć) kreskę, wolała założyć, że ta wysili się choć trochę.
Będę liczyć — od razu przejęła pałeczkę, jeszcze pobieżnie przesunąwszy wzrokiem po tekście na koszulce Audrey. Uśmiechnęła się lekko, nawet rozbawiona grą słów, wcześniej nie zwróciwszy szczególnej uwagi na ubrania Harrison. — Raz. Dwa. Trz… Audrey, spóźniasz się. — Przystanęła, nieco mocniej ściskając jej dłonie, by zmusić ją do skupienia. — Encore — rzuciła miękkim francuskim akcentem, zarówno zdecydowanie, jak i próbując brzmieć zachęcająco. Tym razem szukała wolniejszego tempa, byleby udało się wreszcie zsynchronizować.

audrey harrison

game on, geek out

: pn gru 15, 2025 2:56 pm
autor: audrey harrison
Audrey nienawidziła sportowych zajęć z pasją równą tej, z jaką inni potrafili je kochać. Na przykład Shanae Wyatt. A Harisson? Cóż, algorytm, opatrzność czy jakakolwiek inna siła wyższa musiała jej dziś wyjątkowo nie znosić, skoro sparowała ją właśnie z nią. Z Shanae Wyatt, która wyglądała tak, jakby urodziła się w ruchu i najlepiej funkcjonowała tylko wtedy, gdy coś robiła szybciej, intensywniej i lepiej. Jakby żyła tylko po to, żeby zostać zawodowym sportowcem.
Złapała jej dłonie z wyraźnym opóźnieniem, bo mózg Audrey potrzebował dodatkowej sekundy na przetworzenie polecenia. Były ciepłe i pewne, a uścisk zdecydowanie zbyt mocny jak na coś, co miało być tylko przysiadami. Ugięła płytko kolana, ale bardziej z ostrożności niż z braku chęci i natychmiast straciła rytm.
Przepraszam — mruknęła odruchowo. Od razu poczuła się obserwowana i odnosiła wrażenie, że Shanae ją oceniania. Nawet jeśli w rzeczywistości próbowała brzmieć zachęcająco. Zwłaszcza wtedy.
Na encore zareagowała lekkim uniesieniem brwi, zaskoczona obcym akcentem i tym, że w ogóle został skierowany do niej. Audrey uczęszczała na lekcje francuskiego i sporo rozumiała. Przynajmniej na tyle, żeby wyłapywać znaczenie, rozpoznawać struktury zdań, a nawet poprawnie odpowiadać na pytania podczas sprawdzianu. Problem polegał na tym, że nigdy nie używała tego języka poza szkolną ławką. Francuski istniał w jej głowie jako kolejny przedmiot do zaliczenia, coś, co trzeba było odbębnić i odhaczyć w planie lekcji. Szczerze mówiąc, nigdy nie przypuszczała, że może się jej do czegokolwiek przydać. A już na pewno nie w takiej chwili.
Spróbowała jeszcze raz. Tym razem wolniej, skupiając się na tym, żeby kolana zginały się w tym samym momencie co kolana Shanae, a plecy nie uciekały do przodu. W głowie i tak myślała jedynie o tym, żeby się nie przewrócić.
Dobra, chyba teraz? — rzuciła niepewnie, podnosząc się z przysiadu ułamek sekundy za wcześnie i natychmiast to korygując. Zacisnęła palce mocniej na dłoniach partnerki. — Naprawdę się staram — dodała ciszej, z czymś pomiędzy frustracją a zawstydzeniem, bo choć wuef był dla niej koszmarem, nie znosiła zawodzić. Nawet — a może zwłaszcza — kogoś takiego jak Shanae Wyatt.
Ciężar przesunął się o centymetr za daleko, a to wystarczyło, aby kolana zadrżały, a ciało nagle przestało słuchać tych wszystkich nerwowych poleceń, które Audrey wydawała mu w myślach. Najpierw poczuła to w kostce. Głupi, zdradliwy moment, w którym stopa nie stanęła tam, gdzie powinna.
Ja... — zaczęła, ale nie dokończyła. Palce wyślizgnęły się z dłoni Shanae, a świat gwałtownie przechylił się pod złym kątem. Audrey machinalnie spróbowała złapać równowagę, jednak to tylko pogorszyło sprawę. Kolana ugięły się za mocno, plecy poleciały do przodu i sekundę później czuła pod sobą twardą podłogę sali gimnastycznej.
Upadek nie był spektakularny. Raczej głupi. A na pewno głośny, bo od razu przykuła nim spojrzenia rówieśniczek. Przez chwilę po prostu leżała plackiem, wpatrując się w jasne linie parkietu, jakby liczyła, że jeśli nie podniesie wzroku, to wszystko zniknie. Jej policzki obalała gorąca fala wstydu. Najgorsze było to, że nawet nie musiała patrzeć, żeby wiedzieć. Wiedziała, że Shanae to widziała. Wiedziała, że pewnie wszyscy widzieli.

Shanae Wyatt

game on, geek out

: wt gru 16, 2025 11:26 am
autor: Shanae Wyatt
Starała się, naprawdę? A może usilnie to się starała spieprzyć Shanae jedyną godzinę, kiedy mogła nabrać siły na resztę dnia? Nie, Harrison nie była kimś, kto chciałby zrobić komuś na złość. Może i miała opinię nerda, ale nie złośliwej mendy, która podjęłaby się sabotażu. Starała się, co było widać i za co Shanae była jej wdzięczna, przez kilka przysiadów podsycając nadzieję, że jeszcze wyjdą na prostą. Dawno nie miała okazji ćwiczyć z kimś, kto był tak bardzo w tyle i całą pewnością stanowiło to wyzwanie, jakiego się nie spodziewała.
Francuski był dla Wyatt drugim językiem, którym rodzina posługiwała się na co dzień. Zresztą gałąź od strony Galena pochodziła częściowo z Europy, więc naturalnym było mówić tak podczas wspólnych spotkań. Po francusku padały też czasem komendy na treningach, kiedy kolejne figury w układzie wywodziły się z baletu. Arabesque, passé, à la seconde, płynne przejścia, widowiskowe akcenty, pozwalające poczuć zadowolenie i kontrolę nad własnym ciałem — to uczucie, jakiego tancerka w życiu nie chciałaby stracić.
Synchronizacja szła im opornie. Audrey nie tylko się spóźniała, ale jej reakcje były nieregularne, niepewne, trudne do chwycenia wspólnego rytmu, mimo usilnych starań Wyatt. Wtem mogła przysiąc, że czas nagle spowolnił tylko po to, by mogła uważnie obserwować upadek Harrison, a później też własną bezczynność. Wybałuszyła mocno oczy, nie rozumiejąc, jak można być tak ewenementem w dziedzinie ruchu, by wywalić się bez specjalnej gimnastyki, mając podparcie, mocny chwyt i siedemnaście lat, co wskazywałoby na względną koordynację, bo przecież miną kolejne lata, zanim mięśnie się zastaną. A jednak Audrey bardzo zależało na mistrzostwie w tej dziedzinie, na co Shanae nawet zaklęła w duchu. Czekała przez krótki moment, czując, jak dłonie jeszcze mrowią fantomowym wrażeniem traconego uścisku.
Wyciągnęła za nią ręce, chciała chwycić ją w locie, zamortyzować upadek, dokładnie tak, jak to miało miejsce na treningach cheeru, gdzie każdy każdego wspierał, tyle że Harrison miała chyba talent do porażek. Powiodła wzrokiem po reszcie sali, wuefistka nie zwróciła na nie uwagi, krążąc pośród uczennic z drugiej strony. Podobne wypadki zdarzały się stale, zwłaszcza na zajęciach dla mało, bądź średniozaawansowanych. Zerkały za to inne licealistki, część zaniepokojona, część nawet niepowstrzymująca kpiącego uśmiechu. Minęła sekunda, druga, trzecia i Wyatt przykucnęła obok blondynki, chwytając ją za ramię, by pomóc wstać.
Hej, żyjesz? — spytała z czystej przyzwoitości, bo przecież taki upadek nie mógł być groźny. Przechyliła głowę, sprawdzając, czy twarz Audrey wygląda względnie normalnie, a nie przestawiła sobie nosa po bliskim spotkaniu z parkietem. Na widok spąsowiałych policzków, zrobiło jej się żal kujonki. Nie dość, że sama była beznadziejna, to jeszcze ciągnęła innych w dół.
Dość! — Wybrzmiał świdrujący w uszach gwizdek. — Deska, podpór z przodu. Na sygnał przybijacie piątki. Prawa ręka do prawej i lewa do lewej.
Powiedz, że przewidziałaś kolejne ćwiczenie i po prostu wolałaś od razu do niego przejść — siliła się na uśmiech, zostając już na podłodze, zamiast zmuszać Audrey do wyprostu. Miała szczerą nadzieję, że to pojedyncza wpadka, a dalsze zadania pójdą im o wiele sprawniej. Wsparła się na łokciach, wskazując swojej partnerce brodą, by zrobiła to samo, zamiast iść śladem niektórych koleżanek i robić pełen plank. — Tak ci będzie łatwiej. Tylko tym razem do rytmu, co? — Drobna wskazówka i jeszcze drobniejszy przytyk, którym chciała zachęcić Harrison do skupienia. Pierwszy gwizdek wybrzmiał jeszcze zanim zdążyły się ułożyć, za to na drugi Wyatt bez problemu wyciągnęła prawą dłoń, czekając na przybicie.

audrey harrison

game on, geek out

: wt gru 16, 2025 1:22 pm
autor: audrey harrison
Audrey wbiła spojrzenie w podłogę, licząc w myślach, że może, jeśli nie ruszy się od razu, wszyscy zajmą się sobą. Nie zajęli. Dostrzegała kątem oka poruszenie i usłyszała kilka cichych chichotów, które i tak bolały bardziej niż stłuczone kolano. Ale nie pozostało jej nic innego, jak na pytanie Shanae po prostu kiwnąć szybko głową, choć nie była do końca pewna, czy "żyję", które wymamrotała pod nosem, obejmuje również godność.
Nic mi nie jest — machnęła niedbale ręką. Lepiej było robić dobrą minę do złej gry, niż użalać się nad własnym niepowodzeniem. Przynajmniej nie musiała podnosić się z parkietu. — Dokładnie tak. Od przekroczenia progu sali gimnastycznej czekała, żeby teatralnie wyrżnąć orła. Chyba mnie rozgryzłaś — przytaknęła, siląc się na łobuzerski uśmiech, z czego wyszło jej jakieś krzywe uniesienie kącików ust, bo Harrison niewiele miała z cwaniactwem. Po prostu nie chciała wyjść przy Wyatt na jakiegoś mięczaka.
Gwizdek pani Pierce przyszedł jak wyrok. Deska. Oczywiście. Audrey westchnęła w duchu i podążając za sugestią Shanae, podparła się niezdarnie na łokciach. Starała się naśladować ruchy dziewczyny, chociaż jej mięśnie protestowały. Mimo to nie dawała niczego po sobie poznać. A przynajmniej tak sobie wmawiała.
Według Wyatt, teraz miało być łatwiej. Jednak Audrey szybko przekonała się, że "łatwiej" wcale nie oznacza łatwo. Łokcie ślizgały się po parkiecie, a ramiona drżały już po kilku sekundach, jakby ktoś podłączył je do niewidzialnego prądu. Skupiła wzrok na dłoniach dziewczyny, bo to było prostsze niż myślenie o reszcie ciała. O brzuchu, który nie chciał się napiąć tak, jak powinien i o plecach, które na pewno układały się krzywo.
Gdy Wyatt wyciągnęła rękę, ale Harrison zbyt długo się wahała, dlatego pierwsza piątka wyszła spóźniona, a ona ledwie musnęła palce partnerki.
Zaraz się poprawię — zapewniła, posyłając jej przepraszające spojrzenie. Druga piątka była głośniejsza, aż za bardzo, a wibracja uderzenia przeszła jej przez przedramię prosto do barku. Zacisnęła zęby, wciągając powietrze nosem. Przecież to tylko plank. Dziewczyny obok robiły go bez wysiłku.
Z każdą kolejną piątką było tylko gorzej. Rytm znów zaczynał uciekać, dłonie spadały za wolno albo za szybko, a mięśnie brzucha paliły tak, że Audrey miała ochotę po prostu opaść na podłogę i znów udawać, że tak właśnie miało być.
Zerknęła na Shanae, próbując wyczytać z jej twarzy cokolwiek, co potwierdziłoby to, co Audrey myślała o sobie samej od początku zajęć. Zamiast tego skupiła się z powrotem na podłodze, licząc kolejne sekundy do końca ćwiczenia. Nawet obiecywała sobie w myślach, że jeśli tylko przetrwa deskę, to może i przez resztę lekcji będzie znacznie gorze, ale przynajmniej to miała już za sobą.
Kolejny gwizdek rozbrzmiał po sali, co zwiastowało nowe ćwiczenie.
A teraz taczki! — zadecydowała wuefistka. — Jedna łapie drugą za nogi i prowadzi ją do na drugi koniec, aż do ściany! I potem zamiana!
Audrey skrzywiła się na samą myśl tego durnego wymysłu, ale finalnie podniosła się z podłogi, przystając obok Wyatt.
Mogę zacząć — zasugerowała z wymuszonym entuzjazmem. Co mogło pójść nie tak w złapaniu Shanae za nogi i przeprowadzeniu jej na koniec sali gimnastycznej? No cóż. Zapewne w s z y s t k o.

Shanae Wyatt

game on, geek out

: czw gru 25, 2025 11:08 am
autor: Shanae Wyatt
Lekki ton Harrison, to wreszcie coś, co dawało okruch nadziei, że dziewczyna się nie załamie, tylko podejmie dalsze wyzwania. A przynajmniej w to wolałam wierzyć, bo przecież postawienie na niej kreski wiązało się z poddaniem, a ja nie mam w zwyczaju ot tak odpuszczać. Dziewczyna nie miała w sobie za cent równowagi, co było dziwne, biorąc pod uwagę, jak zgrabne miała ciało. Nie, żebym miała okazję, by się przyjrzeć i ocenić krytycznym okiem, zwłaszcza pod warstwą szarych dresów i luźnej koszulki, ale takie wrażenie sprawiała.
Très bien — odparłam też żartobliwym tonem. — Tak długo, jak nie trzeba cię odstawić do pielęgniarki, damy radę. — Oczywiście, że odprowadziłabym ją do gabinetu, kontuzji nie można bagatelizować, ale byłoby zdecydowanie lepiej, gdyby obyło się bez przypału.
Deska była torturą, wymagała ode mnie mocniejszego skupienia, żeby wyłapać rytm Audrey, zamiast zakładać, że dostosuje się do mojego. Un, deux, trois, odliczałam w głowie, ale nie liczyłam klaśnięć, tylko próbowałam utrzymać równy oddech. I kiedy już miałam tę mglistą nadzieję, że moja szanowna partnerka wreszcie załapała, o co chodzi w ćwiczeniu, wszystko znów zaczęło się sypać. Czy to piekło się nigdy nie skończy?
To chyba nie jest twój dzień, co? — zażartowałam, starając się utrzymać względną neutralność i nie zdradzać narastającej irytacji. Jak można było nie ogarniać prostych poleceń, nie wychwycić i utrzymać rytmu? No można i Harrison chyba ustawiła sobie za punkt honoru, by to udowodnić.
Na hasło taczki momentalnie zrzedła mi mina, kiedy w głowie od razu zobaczyłam milion sposobów, jak malowniczo można spieprzyć to zadanie. ”Mogę zacząć”, brzmiało trochę jak wyrok, któremu nie warto się poddawać, bo co mogło pójść nie tak? I tak musiałyśmy przejść przez to ćwiczenie i dwukrotnie przebiec salę.
Dobra, dasz radę! — Rozświetliłam twarz szerokim uśmiechem, jednym z tych, którymi obdarowuję kibiców na boisku, motywując resztę do walki. Niezachwiana wiara w sukces, to niezbędny elementem dopingu. Szukanie mocnych punktów tam, gdzie nie istniały żadne, to umiejętność sama w sobie, ale pokazywanie innym, że jest, o co walczyć i do czego dążyć w przekonujący sposób, to coś, czego uczyłam się od lat i naturalnym było do niego sięgnąć w sytuacji niewątpliwego kryzysu.
Upewniłam się, że dół koszulki nadal jest mocno związany, a materiał nie będzie podjeżdżał na twarz podczas ćwiczeń i poprawiłam brzeg opiętych ciasno legginsów. Ułożyłam się na podłodze, rozkładając nieco nogi i przysuwając blisko ręce. Ćwiczenie nie miało być wyścigiem, nikt nie dostawał za nie punktów, ale zależało mi na osiągnięciu mety w przyzwoitym czasie. Odczekałam moment, aż Audrey chwyci mnie za nogi, dość niezgrabnie, z trudem osiągając balans, co natychmiast dało się wychwycić. Oj tak, to będzie długi spacer.
Złapanie równowagi i utrzymanie prostych kolan, to stosunkowo łatwe zadanie, tak, jak i utrzymanie masy ciała na rękach, skoro mam nad sobą dużą kontrolę, wypracowaną przez lata wytrwałych ćwiczeń. Wydawało się łatwe, kiedy zrobiłam kilka pierwszych kroków, starając się nie pędzić za szybko, dostosować do kroków Harrison, zbyt niepewnych, by zaufać bez wahania. Szło nam na tyle dobrze, że nieco przyspieszyłam — pół kroku, krok i… Twarde lądowanie na lakierowanym parkiecie gwarantowało uderzenie brodą o podłogę, bo oto jedna z nóg wyślizgnęła się Audrey z chwytu. Upadek był krótki i głuchy, drobne potknięcie, po którym od razu byłam gotowa do dalszej drogi, nie zamierzając się poddawać tu, ani na żadnym innym etapie. Ból pulsował rytmicznie, mając przeszkadzać mi tylko przez krótki moment.
Jest nieźle, idziemy dalej — rzuciłam przez ramię do partnerki, czekając, aż ta podejmie kolejną próbę. Wściekanie się o byle pierdołę, było głupie, nawet jeśli cierpliwość z wolna mi się kończyła, czego nie zamierzałam dać po sobie poznać. Czy przy przelotnym spojrzeniu odniosłam wrażenie, że gapi mi się na tyłek? Nie, to na pewno nie to.

audrey harrison

game on, geek out

: czw gru 25, 2025 7:48 pm
autor: audrey harrison
Najwyraźniej zgrabne ciało nie zawsze szło w parze z równowagą. Gdy na co dzień nie uprawiało się żadnego sportu, trudno było naprawdę poznać własne możliwości, a jeszcze trudniej zaufać własnemu ciału. Audrey miała wrażenie, że jej kończyny żyją własnym życiem, jakby nie do końca należały do niej. Każde ćwiczenie wymagało od niej trzykrotnie większej uwagi, a drobne potknięcia przypominały jej, jak niewiele wiedziała o granicach własnej sprawności.
Myśl o wizycie u pielęgniarki była trochę jak błogosławieństwo, o ile nie skończyłoby się to poważnym urazem. Ale jakby zwichnęła kostkę albo wybiła palce, to może wtedy Harrison nie musiałaby brać udziału w tej szopce i dostałaby zwolnienie na kolejne zajęcia wychowania fizycznego? I dlaczego w ogóle rozważała taką opcję?
To nie jest mój dzień — zgodziła się bez mrugnięcia okiem. — Ani miesiąc. Ani nawet mój rokani życie, dodała, ale już w myślach. Zwykle podchodziła do wszystkiego z większym entuzjazmem, ale ten znikał, kiedy tłem stawała się hala gimnastyczna, a wokół wybrzmiewał głos pani Pierce.
Mimo to odetchnęła w duchu, kiedy Shanae obdarowała ją pokrzepiającym uśmiechem. Audrey przeczuwała, że dziewczyna robiła to wyłącznie z grzeczności, ale i tak doceniała jej zaangażowanie. W końcu to od nich dwóch zależało, jak wuefistka oceni ich rozgrzewkę. Zwykle ta nie miała wpływu na dalszą część zajęć, ale pani Pierce nie wybaczała niedociągnięć. Dlatego Harrison obrała sobie za punkt honoru, że przynajmniej porządnie chwyci nogi Wyatt i doprowadzi ją do samej ściany. To nie mogło być aż takie trudne.
A jednak było trudne. Zwłaszcza, kiedy noga niezgrabnie wyślizgnęła się z uścisku i dziewczyna z głuchym łoskotem odbiła się od parkietu. Audrey aż wykrzywiła usta w grymasie.
Cholera, przepraszam — westchnęła ciężko, kiedy Shanae zarzekała się, że mogą kontynuować dalszą przechadzkę. — Jesteś pewna, że nic ci nie jest? — dopytała jeszcze, ponownie łapiąc ją za łydki. Czy gapiła jej się na tyłek? Być może, ale to nie celowo! Samo tak wyszło. Poza tym Wyatt miała taki świetny tyłek, ze nie dało się nie zerknąć raz czy dwa. I tak w ogóle to Audrey rzuciła tylko okiem i to przez ułamek sekundy!
W żółwim tempie w końcu doczłapały się do drugiego końca sali. Co z tego, że były ostatnie, to nie były żadne zawody. Najważniejsze, że im się udało. Jakimś cudem, ale jednak.
Nie wiem, co się stało — odezwała się znowu. — Nagle twoje nogi wyślizgnęły mi się i... — urwała i popatrzyła na nią. Ich spojrzenia skrzyżowały się, a Harrison momentalnie spuściła wzrok, czując, jak policzki zaczynają palić ją żywym ogniem. — To teraz moja kolej. Postaram się nie wić jak wesz na grzebieniu i nie wybić ci zębów. I sobie też nie — skinęła głową, chcąc umocnić wypowiedziane słowa. Akurat tutaj możliwości były dwie, bo albo mogła wierzgać nogami i przypadkowo trafić Shanae w twarz, albo osunąć się na rękach i przygrzmocić twarzą o parkiet. Żadna z tych wizji nie wyglądała zbyt optymistycznie.
Harrison uklękła i zerknęła przez ramię, dając jej do zrozumienia, że była gotowa. To znaczy nie była i wolałaby, aby ta rozgrzewka w końcu się skończyła. Już wolała zagrać w zbijaka, gdzie pewnie stałaby się łatwym celem numer jeden i przynajmniej szybko zeszłaby na ławkę.

Shanae Wyatt

game on, geek out

: czw sty 15, 2026 10:02 am
autor: Shanae Wyatt
Każdy przez to czasem przechodzi — wzruszyłam ramionami, sięgając do neutralnego tonu. A może pocieszającego? Nie jestem wredną, złośliwą mendą, choć niektórzy złośliwcy mogliby tak czasem uznać i nie, wcale nie bawi mnie cudza krzywda. No, chyba że jest to oglądana na youtube kompilacja wypadków, upadków i innych przypałów, które ktoś dziwnym trafem sfilmował i wrzucił do sieci, ale takie kopanie bezbronnego wykraczało poza mój standardowy humor. Nawet zrobiło mi się jej żal, bo w sumie rzeczywiście, kiedy sięgałam pamięcią do lekcji wuefu, to Harrison zawsze trzymała się gdzieś na uboczu, nigdy specjalnie nie błyszcząc. Inaczej miała się sprawa z angielskim, gdzie chyba była nieco aktywniejsza, ale w tamtym momencie ciężko mi było przywołać podobną sytuację i dać Audrey jakiekolwiek uznanie.
I kiedy wszystko wskazywało na to, że do końca lekcji będziemy snuły się za resztą — z czym się już pogodziłam, nie stawiając wysokich oczekiwań co do tych zajęć — coś z wolna przeciągało strunę, jakby testując moją cierpliwość. Gdybym była religijna, zaraz zawołałabym o pomstę do nieba i wszystkich bogów, domagając się sprawiedliwości. Tyle że niewiele we mnie z duchowości (chyba że mówimy o sprawdzaniu apki z horoskopem, która subtelnie wskazuje, na co powinnam zwracać uwagę danego dnia) i wzywanie opatrzności na interwencję nie jest w moim stylu. Co mi pozostało, poza tłumieniem złości w sobie?
Nie przejmuj się — rzuciłam może trochę za szybko i zbyt ostro, ale chciałam czym prędzej uciąć potencjalną lawinę. Te ciągłe przeprosiny zaczynały mi działać na nerwy, bo co innego być totalną łamagą, a co innego przepraszać za swoje istnienie. Tego było już zdecydowanie za wiele! Tak, znów zrobiło mi się źle, kiedy zauważyłam, jak Audrey odwraca pospiesznie wzrok, jak zaróżowione od wysiłku policzki przybierają coraz to ciemniejszą barwę. I co miałam zrobić? Przyjąć jej taktykę i zacząć przepraszać? Absolutnie bez sensu, ale milczeć też nie było fair. Gardło mi się ścisnęło, a słowa utknęły gdzieś na końcu języka, czyniąc oczyszczenie atmosfery niemożliwym. Trudno, może do jutra zapomni.
Byłam ostrożna, a przynajmniej starałam się, kiedy przyszedł czas na zamianę. Kiedy jestem rozdrażniona, na nic się zadają kolejne żarty. Wolę się wtedy skupić na celu i jego realizacji, to mnie uspokaja bardziej, niż metody oddechowe, czy liczenie do stu. Bez strachu stanęłam za Harrison, cierpliwie (jak na obecny stan) czekając, aż ta się ułoży i oznajmi gotowość. Chwyciłam stabilnie jej nogi, nie pozwalając, by się wyślizgnęły, jednocześnie uważając, by nie dostać w twarz, gdyby wierzgała. To też nie należało do najłatwiejszych zadań, ale jej nie pospieszałam, powoli i metodycznie pokonując odległość dzielącą nas od przeciwległej strony sali. Poszczególne upadki i zachwianie nie stanowiły przeszkody, a przystanek miał być przerwą na nabranie sił. A przynajmniej tak wolałam to interpretować.
Każda dwójka bierze piłkę. Kilka prostych podań i zaraz zaczynamy grę. — Kolejny gwizdek zwiastował zmianę ćwiczenia, jak i rychły koniec rozgrzewki. Podział na drużyny miał mnie uwolnić od Harrison.
Przyniosę — wzniosłam rękę, zatrzymując Audrey, jakby ta uznała, że się tym zajmie. Oczami wyobraźni widziałam ją już biegającą po całej sali za toczącą się po podłodze piłką, która wypada jej z uścisku, jeszcze zanim ustabilizuje chwyt. Nie czekając na odpowiedź, przebiegłam się do kosza i wróciłam z piłką, ustawiając się naprzeciw Audrey. Podanie i przejęcie nie wydawało się trudnym zadaniem, lecz moja partnerka (wuefowa!) potrafiła wszystko skomplikować. Podrzuciłam jej piłkę, lekko, tak, aby doleciała do niej sprawnie, bez ryzykownego rzucania się na boki.
Który sport lubisz najbardziej? — spytałam w którymś momencie, chcąc jakoś załagodzić wynikłe między nami napięcie. — Albo raczej, czy lubisz jakikolwiek? — uśmiechnęłam się lekko, bo to, że boisko nie jest dla Harrison ulubionym miejscem na spędzanie czasu, było dość oczywiste.

audrey harrison

game on, geek out

: czw sty 15, 2026 12:08 pm
autor: audrey harrison
Pewnie, że każdy miewa gorsze dni. Takie, kiedy wszystko idzie nie po naszej myśli, a rzeczy najprostsze nagle urastają do rangi wyzwań. Audrey jednak miała wrażenie, że jej gorsze dni zawsze wypadały wtedy, gdy pojawiała się na zajęciach z wychowania fizycznego. Jakby w trakcie tych dwóch godzin cały wszechświat sprzysięgał się przeciwko niej, udowadniając, że sala gimnastyczna to ostatnie miejsce, w którym los zamierzał okazać jej łaskę. To nie było fair. Zwyczajnie sobie na to nie zasłużyła. A może jednak? Może los karał ją za to, że podpowiadała na matmie Dougowi Nuggetowi? Albo za to, że kilka dni temu podczas lekcji biologii przykleiła pod ławką gumę do żucia? Tak, to na pewno za to tak ją pokarało.
Nic dziwnego, że za każdym razem, kiedy popełniała jakiś fakap, przeprosiny dla Shanae wylatywały z jej ust automatycznie. A przecież chciała w jej oczach wyglądać cool. Tylko w takim momentach o byciu cool mogła jedynie pomarzyć i były to marzenia dawno ściętej głowy. Przynajmniej nie wyrżnęła orła, kiedy doszło do zamiany i teraz to Wyatt prowadziła ją za nogi na koniec sali. Kto w ogóle wymyślał takie bezsensowne ćwiczenia? Niby w czym miały one pomóc? Chyba w wyłącznie w upokarzaniu ludzi pokroju Harrison.
W pierwszym odruchu chciała zaproponować, że przyniesie piłkę, ale oczami wyobraźni również widziała, jak to się skończy. Piłka wypadłaby jej pod nogi, a ona nadepnęłaby na nią niezdarnie, kręcąc przy tym kostkę. I to w najlepszym wypadku. Dlatego z wdzięcznością spojrzała na Shanae, która już ruszyła w kierunku kosza. Chwała jej za to, stopy Audrey były jej za ten gest dozgonnie wdzięczne!
Ku własnemu zdziwieniu, udało jej się złapać piłkę bez większego trudu. Harrison zamrugała kilkakrotnie, zszokowana tym wyczynem i odrzuciła ją do Wyatt. Trochę krzywo i zbyt lekko, bo dziewczyna musiała wykonać krok w przód, aby jej dosięgnąć, ale nic się nie wydarzyło. Nie rozkwasiła jej nosa i nie sprawiła, że musiała wyciągnąć się na podłodze, aby złapać piłkę. To był naprawdę ogromny progres!
Lubię pływać — odparła, wystawiając ręce w przód w gotowości do przyjęcia. — Bo e-sport chyba się do tego nie zalicza? — uśmiechnęła się niepewnie. Była naprawdę niezła w Fifę i NBA, ale tylko na konsoli. Ostatnio ograła swojego przyjaciela TopSpin, kiedy stworzyli własnych tenisistów i przez pół nocy rywalizowali między sobą o tytuł najlepszego zawodnika. — A ty? — zapytała, rzucając jej pikę. Ta poszybowała wyżej niż dalej, ale Wyatt z łatwością poradziła sobie ze złapaniem jej oburącz. — Podejrzewam, że każdy — dodała, co pewnie zabrzmiało złośliwie i pretensjonalnie, dlatego Audrey pospiesznie pokręciła głową, dając do zrozumienia, że wcale nie miała tego na myśli. — Chodzi o to, że we wszystkich jesteś dobra — zreflektowała się, bo naprawdę tak uważała. Wydawało jej się, że czego Shanae się nie tknęła, to o razu zamieniała w złoto. Pewnie jej pokój zdobiły medale i puchary za osiągnięcia w różnych dziedzinach sportowych, od gier zespołowych po te indywidualne. Z kolei jedyny medal, jaki Harrison posiadała w swojej kolekcji, to był ten z podstawówki za udział w zorganizowanych zawodach, ale te dostawały wszystkie dzieciaki, które w ogóle stawiły się szkolnym wydarzeniu.

Shanae Wyatt

game on, geek out

: czw sty 15, 2026 7:15 pm
autor: Shanae Wyatt
Zdziwiłam się, szczerze! Kiedy Harrison za pierwszym razem chwyciła piłkę i podała ją z powrotem całkiem sprawnie, aż wybałuszyłam do niej oczy i pokiwałam głową z uznaniem. Wcale nie prześmiewczo i wcale nie nad wyraz, tylko z zadowoleniem. Czyżby zdążyła się rozgrzać i nabrać jakiejś wprawy, a może to sama moc piłki i obawa przed oberwaniem w twarz? Tego już drążyć nie miałam zamiaru, wystarczyło mi, że chyba nastąpił jakiś przełom. Mówi się, żeby nie chwalić dnia przed zachodem słońca, czy że jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale hej — progres to progres!
Tak, definitywnie jest to sport — odparłam ze śmiechem, kręcąc głową z niedowierzaniem. Audrey wydawała się być trochę nie z tego świata, żyjąca we własnym kokonie, do którego nikt inny nie ma dostępu, to znaczy na pewno nie ja, bo nawet nie wiedziałam, gdzie są drzwi i jak zapukać. Zaskoczyła mnie z tym pływaniem — pozytywnie zaskoczyła, bo to znaczy, że sięga po jakikolwiek ruch. Mogła przecież wspomnieć o bierkach, czy innych grach komputerowych, a po tym byłabym pewna, że nie mamy żadnych wspólnych tematów. — Mais non! — zaprzeczyłam trochę z wyrzutem, ale nadal z uśmiechem, bo nie odebrałam tego jako złośliwość. Fakt, że ludzie, którzy się za bardzo w sporcie nie obracają, mają poczucie, że ci, którzy dbają o swoją sprawność, świetni są we wszystkim. Byli też tacy, co to zarzucali innym ideał, sądząc, że to lekceważąca obelga, ale sama Harrison przecież się zreflektowała. — W sumie to byłoby całkiem niezłe, gdyby przez opanowanie kosza, od razu wiedziało się, jak grać w siatkę i futbol — wyrwało mi się po nasunięciu na myśl, głupia abstrakcja, która czasem mnie nachodziła, podważając prawdziwe realia świata. Czysto teoretyczne rozważania, jak myśl, że jedne ubrania mają charakter, a inne tylko metkę, czy że kawa smakuje lepiej tylko dlatego, że jest droga, albo rozkmina, czy lustra pamiętają twarze, które się w nich przeglądają. Potrząsnęłam szybko głową, jakby miało to pomóc z wyrzuceniem z niej niechcianej myśli i wróciłam do Audrey, po raz kolejny podając jej piłkę. — Głównie tańczę. Dopinguję — uściśliłam, żeby sobie nie pomyślała, że chodzi o walca, albo tango, choć te też udało mi się poznać. Głównie przez maman, która ubzdurała sobie, że muszę się idealnie zaprezentować na snobistycznym balu debiutantek, a przecież byłoby widać, jeśli zaczęłabym na miesiąc przed imprezą, więc uczyłam się ich dawno temu. — Wolę akrobatykę od ćwiczeń siłowych, czy kontuzjogennych. — A za takie uważałam wszelkie sporty typu sztuki walki, czy cokolwiek, co wymaga przepychania się z innymi. Wprawdzie pozycja flyerki, czy tumblerki może skutkować urazami, ale tylko wtedy, kiedy popełni się błąd, a do tego wystarczy przecież nie dopuszczać, ot co!
Kolejna piłka poszybowała zdecydowanie za wysoko i zbyt daleko. Tak, trochę się zapomniałam przy pogaduszkach, ale przecież każdemu się zdarza i wcale nie chciałam być złośliwa.
Pardon! — rzuciłam do Audrey, kiedy zmusiłam ją do przebieżki. Jeśli do tej pory odnosiła wrażenie, że jestem chodzącym ideałem w każdym sporcie, to czar pewnie prysł. Wykorzystałam moment, żeby poprawić węzeł na koszulce, który z wolna się gdzieś luzował. — Dawaj, możesz mi się odwdzięczyć. — Rozłożyłam ramiona, gotowa na przyjęcie długiej piłki.

audrey harrison