uważaj czym rzucasz.
: pt gru 19, 2025 8:07 pm
Ivy Harrison
Uwaga nie było ostatnio jej konikiem ale czy to wymaga tłumaczeń? Dawniej jej nazwisko na pasku wiadomości leciało w kategorii sukcesu w sporcie lub jego braku gdy przegrała. Teraz? Widząc przy tym historię, którą dopisała sobie prasa i telewizji, nic tylko załamać ręce i się pochlastać. Trochę miała taki zamiar gdy doszło do rozmowy z wciąż bądź co bądź mężem. Primose był zawsze dla niej kimś poważnym, odpowiedzialnym i ułożonym w kwestii rozstrzygania pewnym spraw. Ale tutaj nie była pewna niczego, nie umiała się od niego dowiedzieć czegokolwiek, nawet nie potrafiła z nim porozmawiać. Wszystko więc w niej kumulowało się podwójnie, złość i niewiedza a w tym wplątanie w to wszystko z racji samego bycie jego żoną? To chyba logiczne, że doszło do wybuchu z jej strony, do mocnych słów i kłótni wręcz, która przeszła w rzucanie szkłem i talerzami. Niestety przy okazji takich akcji musiała rozciąć sobie dłoń i całe szczęście, że była to tylko dłoń lewa, a nie ta którą władała na korcie. Nawet pomimo zakończenia kariery, nie chciała sobie popsuć jej, jasne? To wszystko ją przerosło w nadmiarze, cała sprawa z mężem, rozwód który chodził po jej głowie oraz sam fakt, że musiała porzucić kort na rzecz kontuzji. To był już wulkan emocji z którym nie zamierzała walczyć czy konfrontować się. Pech jednak chciał, że rzucając szkłem sama siebie w tym wszystkim uszkodziła, czego powagi nie była świadoma. Dopiero krople krwi na marmurowej posadzce w korytarzu, wprawiły ją w stan gotowości. Nie mogła prowadzić ani prosić mężusia, postawiła więc na taksówkę. Plan był prosty i zakład szybkie szycie w szpitalu, chociaż tego od ręki być pewna też nie mogła, nie znała nawet rozmiaru swego urazu bo szybko zakryła dłoń czystym ręcznikiem. Z wszystkich tych rzeczy ostatnie co miała w planach to płacić za uwalenie samochodowej kanapy krwią, jeszcze czego!
Była w emocjach to na pewno trzeba jej oddać, ale to wszystko waliło się razem, to całe życie które budowała, ten facet który miał być tym jedynym i wymarzonym. Zadusiła się w życiu, które dotąd miała jasno ustalone i dyktowane pod tenis, którym to żyła. Chwile jej zajęło dotarcie do szpitala, ale na szczęście tego wieczoru chyba nie było aż takich korków. Sama nie wzięła nic oprócz swojej bagatelnie drogiej torebki, w której liczyła się z tym, że ma swoje dokumenty. Już jej historii wystarczyło na ten cały Boży dzień, a przecież miało być tak prosto, być dorosłym w sensie. Na informacji w samym szpitalu trochę spędziła, zanim została pokierowana na odpowiedni oddział, gdzie ktoś miał zająć się jej raną.
- Dobry wieczór! Ja tutaj z rozcięciem wewnętrznej części dłoni. Pani stwierdziła, że jest za głębokie i potrzeba szyć... - wyrzuciła z siebie już milej, bo nie chciała być suką także w szpitalu. Jedyną osobą na którą przelewała swój jad aktualnie był mąż, ale to mógłby się domyślić każdy kto ich znał czy rozpoznawał. Jakby nie patrzeć sama widziała już od jakiegoś czasu te dziwne spojrzenia, teraz czekała jedynie na pytania co jej mężuś, że tak to ujmę - odjebał. Była jednak tutaj dla siebie, a nie dla niego także chociaż na chwilę miała chęci odpocząć od tego syfu...
Uwaga nie było ostatnio jej konikiem ale czy to wymaga tłumaczeń? Dawniej jej nazwisko na pasku wiadomości leciało w kategorii sukcesu w sporcie lub jego braku gdy przegrała. Teraz? Widząc przy tym historię, którą dopisała sobie prasa i telewizji, nic tylko załamać ręce i się pochlastać. Trochę miała taki zamiar gdy doszło do rozmowy z wciąż bądź co bądź mężem. Primose był zawsze dla niej kimś poważnym, odpowiedzialnym i ułożonym w kwestii rozstrzygania pewnym spraw. Ale tutaj nie była pewna niczego, nie umiała się od niego dowiedzieć czegokolwiek, nawet nie potrafiła z nim porozmawiać. Wszystko więc w niej kumulowało się podwójnie, złość i niewiedza a w tym wplątanie w to wszystko z racji samego bycie jego żoną? To chyba logiczne, że doszło do wybuchu z jej strony, do mocnych słów i kłótni wręcz, która przeszła w rzucanie szkłem i talerzami. Niestety przy okazji takich akcji musiała rozciąć sobie dłoń i całe szczęście, że była to tylko dłoń lewa, a nie ta którą władała na korcie. Nawet pomimo zakończenia kariery, nie chciała sobie popsuć jej, jasne? To wszystko ją przerosło w nadmiarze, cała sprawa z mężem, rozwód który chodził po jej głowie oraz sam fakt, że musiała porzucić kort na rzecz kontuzji. To był już wulkan emocji z którym nie zamierzała walczyć czy konfrontować się. Pech jednak chciał, że rzucając szkłem sama siebie w tym wszystkim uszkodziła, czego powagi nie była świadoma. Dopiero krople krwi na marmurowej posadzce w korytarzu, wprawiły ją w stan gotowości. Nie mogła prowadzić ani prosić mężusia, postawiła więc na taksówkę. Plan był prosty i zakład szybkie szycie w szpitalu, chociaż tego od ręki być pewna też nie mogła, nie znała nawet rozmiaru swego urazu bo szybko zakryła dłoń czystym ręcznikiem. Z wszystkich tych rzeczy ostatnie co miała w planach to płacić za uwalenie samochodowej kanapy krwią, jeszcze czego!
Była w emocjach to na pewno trzeba jej oddać, ale to wszystko waliło się razem, to całe życie które budowała, ten facet który miał być tym jedynym i wymarzonym. Zadusiła się w życiu, które dotąd miała jasno ustalone i dyktowane pod tenis, którym to żyła. Chwile jej zajęło dotarcie do szpitala, ale na szczęście tego wieczoru chyba nie było aż takich korków. Sama nie wzięła nic oprócz swojej bagatelnie drogiej torebki, w której liczyła się z tym, że ma swoje dokumenty. Już jej historii wystarczyło na ten cały Boży dzień, a przecież miało być tak prosto, być dorosłym w sensie. Na informacji w samym szpitalu trochę spędziła, zanim została pokierowana na odpowiedni oddział, gdzie ktoś miał zająć się jej raną.
- Dobry wieczór! Ja tutaj z rozcięciem wewnętrznej części dłoni. Pani stwierdziła, że jest za głębokie i potrzeba szyć... - wyrzuciła z siebie już milej, bo nie chciała być suką także w szpitalu. Jedyną osobą na którą przelewała swój jad aktualnie był mąż, ale to mógłby się domyślić każdy kto ich znał czy rozpoznawał. Jakby nie patrzeć sama widziała już od jakiegoś czasu te dziwne spojrzenia, teraz czekała jedynie na pytania co jej mężuś, że tak to ujmę - odjebał. Była jednak tutaj dla siebie, a nie dla niego także chociaż na chwilę miała chęci odpocząć od tego syfu...