Strona 1 z 4

i'm not a violent dog, i don't know why i bite

: sob gru 20, 2025 1:13 pm
autor: helena peregrine
20
Obie były bardzo zajęte. Helena długo nie potrafiła znaleźć sensownej chwili, żeby zobaczyć się z Teddy, a jej napięty grafik wcale w tym nie pomagał. I jedyne, o czym potrafiła myśleć w ostatnim czasie, to poszukiwania Holdena. Chociaż poczuła ulgę, że to akurat Swanson objęła śledztwo po Judy, wciąż miała wrażenie, że wraz z rozwiązaniem pierwszej zagadki, dla niej samej to było coś osobistego.
Wie, że nie powinno – że nie myśli przez to z odpowiednim dystansem do tego tematu, ale i tak nawiedza ją głos zmieniony w modulatorze, który usłyszała zaraz przed wybuchem. Śni jej się praktycznie co noc.
Chciałem cię uprzedzić, Vagabond, ale nie chciałaś się ze mną grać.

To było wyczerpujące – i dość wyraźnie odbija się to podkrążonymi oczami i parszywym humorem, które trzymały się Peregrine przez ostatnie tygodnie. Od jakiegoś czasu jeśli może, skrzętnie omija mocniej zaludnione miejsca, a w szczególności banki, sąd, biura korporacji – przez to ostatnie odmówiła już kilku potencjalnym klientom swojej działalności white hatowej.
Park wydaje się wystarczająco neutralnym miejscem. Ogród przykryła gruba warstwa śniegu odbijająca światło latarni; o tej porze dnia i roku na pewno nie cieszy się popularnością. A w dodatku miejsce znajduje się mniej więcej pośrodku pomiędzy remizą i policją.

Łudzi się trochę, że spotkanie z Darling pomoże jej chociaż na chwilę zapomnieć o tym wszystkim. O tym, że w czasie kiedy ona miotała się między śladowymi dowodami i wciąż nierozpoznaną tożsamością Jane Doe, Holden miał dużo czasu, by przygotować swój następny ruch. O tym, że z każdym upływającym dniem coraz bardziej spodziewała się, że za chwilę coś wybuchnie – jeśli tym razem nie będzie to budynek, to być może ona sama. I o tym, że ich ostatnia wizyta w jej domu rodzinnym, wbrew bardzo udanemu przebiegowi, otworzyła coś, co Helena od miesięcy bardzo usilnie próbowała zaryglować gdzieś wewnątrz siebie.

Gdy widzi Teddy z daleka, jej usta układają się w delikatny, lekko zmęczony uśmiech, ale w piersi znów zagnieżdża się coś ciężkiego. Coś, co najlepiej jest przecież zignorować i liczyć na to, że w pewnym momencie samo zniknie.
Hej, nieznajoma — rzuca, gdy strażaczka znajduje się w zasięgu jej wzroku. Ciężar nie znika, ale wchodzi w sprzeczność z silniejszym uderzeniem serca. Peregrine była zbyt zajęta śledztwem, by uświadomić sobie, że tęskniła za Darling, kiedy się nie widziały.

teddy darling

i'm not a violent dog, i don't know why i bite

: sob gru 20, 2025 4:02 pm
autor: teddy darling
019.
Dużo się działo. Kiedy wróciła do pracy, nie spodziewała się, że zastanie tam nową strażaczkę, choć w rzeczywistości wcale nie była ona całkiem nowa. Okazało się, że to ktoś, kogo znała sprzed lat. Teddy poznała Riley dekadę temu podczas wspólnych szkoleń i od tamtej pory ich drogi się rozeszły. Teraz los sprawił, że znów miały współpracować, a wspomnienia sprzed lat powoli odżywały w jej pamięci, wywołując mieszankę zdziwienia, sentymentu i dziwnego napięcia. Nie pomagał również fakt, że Davis wskoczyła w jednostce na miejsce RJ-a.
Po wizycie w Whitby kilkakrotnie proponowała Helenie spotkanie, lecz ta za każdym razem zasłaniała się obowiązkami. I wcale nie było w tym nic dziwnego — Helena nie była zobowiązana wobec niej w żaden sposób, więc Teddy nie mogła oczekiwać, że rzuci wszystko i będzie na każde jej zawołanie. Ich grafiki po prostu się nie pokrywały. Kiedy Darling miała wolne chwile, starannie dzieliła je pomiędzy rodzinę i znajomych, dbając, żeby każdy poczuł się uwzględniony.
Nawet jej się znaleźć moment, żeby wybrać się na jarmark świąteczny w towarzystwie przyjaciółki. Atmosfera światełek, zapach pieczonych jabłek i cynamonu sprawiły, że obie poczuły się jak dzieciaki w przedświątecznym szale. O jeden kubek podejrzanie mocnego trunku sprawił, że tak, trochę nieplanowanie, trafiły do loftu Teddy, a ich spotkanie skończyło się czymś więcej niż tylko wspólnym napiciem się wina. Tak po prostu wyszło. Darling nie miała nic na swoje usprawiedliwienie, a na pewno niczego nie żałowała.
W końcu Peregrine również znalazła dla niej wolną chwilę i Teddy nawet gdyby chciała, nie potrafiła stłumić wewnętrznej ekscytacji. Cieszyła się na to spotkanie, zastanawiając, czy kiedy znów ją zobaczy, jej żołądek dalej będzie wykonywał te śmieszne fikołki, nad którymi nie umiała zapanować.
Cześć — uśmiechnęła się natychmiast, kiedy tylko dostrzegła Helenę przy wejściu do ogrodu botanicznego. Wnętrzności momentalnie zawiązały się w supeł. — Co się stało, że w końcu wyszłaś z czeluści komisariatu i łaskawie znalazłaś dla mnie czas, pracoholiczko? — podeszła bliżej i pochyliła się, muskając ustami jej zmarznięty policzek.
Podświadomie wiedziała, co tak usilnie trzymało Peregrine na komisariacie i że to sprawa zamachowca nie dawała jej spokoju. Najchętniej poprosiłaby ją, żeby trzymała się od tego z daleka, ale kim była, żeby cokolwiek jej radzić? Nie miała takiej siły sprawczej, nawet jeżeli miałoby to przemienić się w cichą obsesję.

helena peregrine

i'm not a violent dog, i don't know why i bite

: sob gru 20, 2025 5:05 pm
autor: helena peregrine
Nie ma zamiaru roztrząsać tego, co Teddy robiła, kiedy się nie widziały. Chociaż ich relacja od początku była intensywna i szybko postępująca, daleko im było do etapu, na którym Helena miałaby jakiekolwiek prawo do zazdrości.
Nie jest tak, że o niej nie myślała, kiedy się nie widziały. Wręcz przeciwnie – chciała przede wszystkim wiedzieć, czy Darling jest bezpieczna, pomijając oczywiście zagrożenia wynikające z zawodu. Próbowała taż odgonić myśli, które uderzyły w nią ponownie po powrocie do pracy – te, które odegnała w szpitalu. Nie odnosiła w tym jednak sukcesów.
Z każdym mijającym dniem tylko bardziej spodziewała się, że Holden w końcu wychyli głowę i zaatakuje. Nie sądziła, żeby czekał na jej ruch.

Ale mimo wszystko uśmiech Darling sprawia, że kąciki jej ust wyrywają się ku górze. Ściąga z głowy kaptur, by móc dobrze ją słyszeć; zapach jej szamponu sprawia, że coś we wnętrzu Heleny jak zwykle zaplata się w supeł. Pod tym względem nic się nie zmieniło od ich ostatniego spotkania. — Być może potrzebowałam spaceru i świeżego powietrza, Darling – mówi wzruszając ramionami, a potem przytrzymuje dłonią jej policzek i muska niespiesznie jej usta, zanim zdąża się odchylić. — A może się stęskniłam? — unosi do góry brwi, jakby to była zagadka nie do rozwiązania. Nawet udaje jej się brzmieć dosyć nonszalancko, chociaż w spojrzeniu wciąż dominuje przede wszystkim zmęczenie – a zaraz za nim ukrywa się niemal paranoiczne zmęczenie.

Wszystko okej? — pyta. Mogłaby powiedzieć po prostu: co u ciebie?, ale to nie jest jej pierwszy instynkt. Przygląda się przy tym Teddy.
Kiedy widziały się ostatnio, nie chciała jeszcze poruszać tematu RJa; uznała, że jeśli Darling będzie chciała o tym rozmawiać, sama zacznie temat – choć z drugiej strony, nie było zbyt dużo przestrzeni, by o tym rozmawiać podczas tamtego spotkania. Minęło co prawda kilka tygodni, ale żałoba nie jest przecież krótkim procesem; sama Helena jeszcze nie do końca przetworzyła fakt, że podczas jej pierwszej misji w terenie ktoś zginął – a nawet go nie znała. Nie chce jednak pytać o to wprost, wychodząc znowu z podobnego założenia – jeśli Teddy poczuje potrzebę, by o tym wspomnieć, to tak zrobi.

teddy darling

i'm not a violent dog, i don't know why i bite

: ndz gru 21, 2025 1:14 am
autor: teddy darling
Nie odnosiła dziwnego wrażenia, żeby nad jej ramieniem wisiało jakiekolwiek zagrożenie. Dni mijały względnie spokojnie, głównie rytmie pracy i drobnych codziennych spraw, a jeśli wydarzenia z tamtego popołudnia pojawiały się w jej myślach, to wyłącznie jako zacierające się wspomnienie. Nie czuła się obserwowana, nie doszukiwała się ukrytych znaczeń w przypadkowych spojrzeniach obcych ludzi ani nie nasłuchiwała kroków za plecami. Jeśli już o kimś myślała podczas ich rozłąki, była to właśnie Helena. Zastanawiała się, czy wszystko układa się po jej myśli, czy praca nie pochłania jej zbyt mocno i czy znajduje przynajmniej chwilę na złapanie oddechu. Nie znały jeszcze tak dobrze, ale Teddy była właściwie pewna, że Peregrine obrała sobie za punkt honoru, żeby dopaść zamachowca.
Mhm — wymruczała, odwzajemniając muśnięcie ust, a potem zmrużyła oczy i przechyliła głowę. — Tęsknisz tak od święta? — zapytała. Nie chciała zabrzmieć złośliwie ani pretensjonalnie, chociaż trochę ugodziło ją, że Helena nie umiała znaleźć jednej krótkiej chwili na jeszcze krótsze spotkanie. Nawet Darling zdołałaby wyrwać się z remizy na głupie pół godziny, byle tylko się z nią zobaczyć. Najpierw zaprasza ją do swojego rodzinnego domu w Whitby, pieprzy się z nią w swoim pokoju z młodzieńczych lat, a później milczy prawie jak grób, od czasu do czasu odpisując na smsy? Teddy nie chciała być źle zrozumiana, seks był fantastyczny, ale chyba była za stara na wymijające odpowiedzi i uniki. A przecież po tych tragicznych wydarzeniach w banku uzgodniły, że nie będą się wzajemnie odpychać.
W porządku — przytaknęła skinieniem głowy, aby umocnić wypowiedziane słowa. — To znaczy, no wiesz, w remizie atmosfera dalej jest przygnębiająca, ale chyba wszyscy potrzebujemy czasu, żeby tak naprawdę wrócić w pełni do siebie — wyjaśniła, bo nie dało się ukryć, że nastroje wśród załogi wciąż pozostawały grobowe, a wiszące w korytarzu zdjęcie zmarłego kolegi niczego nie ułatwiało. Któregoś dnia Jett chciał je ściągnąć, ale kapitan skarcił go i dał dobitnie do zrozumienia, że od zawsze w taki sposób honorują poległych na służbie strażaków. — Ale to chyba ja powinnam zapytać, czy wszystko okej — stwierdziła, jeszcze przez chwilę przyglądając się jej zmęczonej twarzy, na której widać skrajne wyczerpanie. — Opowiesz mi, co się dzieje? — dopytała, wprawiając nogi w ruch, aby mogły przejść się po ogrodzie.
Troska o Helenę wynikała zupełnie naturalnie. Teddy od dziecka miała w sobie mnóstwo empatii, zwłaszcza wobec osób, które były jej bliskie, a w dość krótkim czasie Peregrine zaskarbiła sobie specjalne miejsce w jej sercu.

helena peregrine

i'm not a violent dog, i don't know why i bite

: ndz gru 21, 2025 9:43 pm
autor: helena peregrine
Zanim odpowie na pytanie, bierze głęboki wdech. — Wiem że to tak nie wygląda, ale myślałam o tobie.Dużo. Tyle tylko, że myśli o Darling wplatały się w śledztwo; Helena myślała przez krótki optymistyczny moment, że zdoła szybko złapać Holdena i pozbyć się wiszącego w powietrzu niepokoju, który sprawia, że Peregrine ma poczucie winy i z myślą o spotkaniu z Teddy, i z myślą o przedłużającym się czasie, w którym jest zawieszona w dylemacie miedzy złym i gorszym – i jeszcze trzeba zgadywać, które jest które. Czasami Helena chciałaby na krótko zniknąć i wrócić odrobinę mądrzejsza, gotowa na podjęcie decyzji.
Cały problem polegał na tym, że czuje się ostatnio jak w młodości – wiecznie zagrożona. Przez większość jej życia nigdy nie było wiadomo, co się wydarzy z ojcem – musiała być zawsze w gotowości, zawsze spodziewać się najgorszego, żeby w czas ochronić Tony'ego i najlepiej też siebie.
Nie wiedziała, co Holden od niej chciał, jak daleko się posunie, jaki jest jego ostateczny cel – i przez to ma wrażenie, że znów powinna spodziewać się najgorszego, żeby ochronić ludzi, na których jej zależy. A Teddy zalicza się do tego grona.

Kiwa ze zrozumieniem na słowa Teddy. Pamięta, że ta opisywała swoich współpracowników jako rodzinę, więc taka strata z pewnością odciska się na zespole. Gdy ta odwraca pytanie, Heleny brew drga lekko, a ta na chwilę bezradnie wkłada ręce do kieszeni kurtki, jednocześnie podążając ze strażaczką wzdłuż alejki.
Jest... intensywnie — zaczyna niemrawo, bo nie wie od czego zacząć rozsupływanie swoich rozterek w zrozumiałe zdania. Intensywnie to jednak trafne słowo. Dużo pracowała, źle spała, a w dodatku budziły się w niej stare nawyki. Znów w każdym miejscu szybko wyszukuje najlepszą potencjalną drogę ucieczki. Przestała słuchać muzyki na słuchawkach, żeby zawsze nasłuchiwać, czy przypadkiem ktoś za nią idzie. To były małe wybory, które podejmowała instynktownie i dopiero po jakimś czasie w ogóle zauważyła, jak mocno zużywa w ten sposób energię – cały czas w gotowości, wyczulona na otoczenie. Bo już nawet nie chodziło o to, że pracowała więcej niż zwykle – była przyzwyczajona do pracy. Nie potrafiła jednak przestać. — Śledztwo wciąż trwa. Teoretycznie nie powinnam o nim w ogóle opowiadać, ale na pewno jest dalej niż bliżej. — Helena kopie delikatnie kamyk, który znalazł się na jej drodze, a potem podnosi wzrok, by rozejrzeć się czujnie po parku, zanim nie kieruje spojrzenia na Teddy. Rozterka w jej spojrzeniu sugeruje, że ma coś na końcu języka; potrzebuje jednak chwili, żeby to z siebie wyrzucić.

teddy darling

i'm not a violent dog, i don't know why i bite

: ndz gru 21, 2025 11:35 pm
autor: teddy darling
Wierzyła jej. Nie miała powodów, żeby tego nie robić. Ona również łapała się na tym, że jej myśli coraz częściej uciekały do Heleny. Wracała wspomnieniami do ich wspólnych, intensywnych momentów i kreśliła w głowie kolejne spotkania. Wiedziała też, że pomimo upływających tygodni Pergrine wciąż obwiniała się za śmierć RJ-a. I chociaż Teddy wielokrotnie powtarzała, że to co, się stało nie było jej winą, to zdążyła poznać ją na tyle dobrze, aby zrozumieć, że to poczucie winy nigdy nie zniknie, a ona sama nie spocznie, dopóki nie schwyta zamachowca.
Wiem, że masz dużo na głowie — powiedziała zwyczajnym tonem, bez zbędnych pretensji. Nie mogła od niej niczego wymagać nie tylko dlatego, że nie były razem, ale dlatego, że Darling także całe dni i noce spędzała w pracy.
Westchnęła pod nosem, opatulając się szczelniej szalikiem. Zima w Toronto była bezlitosna i chociaż śnieg przyjemnie skrzypiał but butami, to mróz szczypał i zaróżowiał policzki. Teddy skrzyżowała ręce na piersiach, krocząc wzdłuż alejki, ale nie podziwiała roślin. Swoją uwagę skupiała na Helenie. Chciała powiedzieć, że widzi, jak bardzo ta sprawa spędza jej sen z powiek, ale nie miała pojęcia, jak to ująć. Pewnie najlepiej wprost.
Nie musimy o tym rozmawiać — wtrąciła natychmiast. To chyba był odpowiedni moment, żeby chociaż przynajmniej na moment odciągnąć ją od natłoku obowiązków. — Nie da się nie zauważyć, że to wszystko daje ci nieźle w kość — dodała, zaciskając usta w wąską linię. — Helena — zatrzymała się nagle i wyciągnęła rękę, chwytając za przedramię i również zmuszając do przystanięcia w miejscu. — Może nie znam się na tym, więc nie powinnam się wypowiadać, ale nie sądzisz, że jesteś zbyt zaabsorbowana tym śledztwem? — podpytała niepewnie i spojrzała w oczy Peregrine, doszukując się jakiejś reakcji. — Dbasz o siebie? Jadasz regularnie? Sypiasz w ogóle? — to, co mówiła Darling wynikała ze zwykłej troski. Martwiła się o nią, co zresztą Helena mogła dostrzec w jej spojrzeniu.
Stały przez chwilę w milczeniu, aż w końcu Teddy przechyliła głowę i zamrugała kilkakrotnie. Peregrine wyglądała tak, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie była do końca pewna czy może. Albo czy na pewno chce.
O co chodzi? — puściła jej rękę i ukryła dłonie w kieszeni płaszcza. Nie zamierzała jej ponaglać, ale chyba nikt nie lubił, kiedy coś niewypowiedzianego wisiało w powietrzu. Darling szczerze tego nie znosiła. Zaraz snuła scenariusze, które ani trochę nie były po jej myśli. Tą niepewną miną Helena zaszczepiła w niej właśnie taki niepokój.

helena peregrine

i'm not a violent dog, i don't know why i bite

: pn gru 22, 2025 11:57 pm
autor: helena peregrine
Nie sądzisz, że jesteś zbyt zaabsorbowana tym śledztwem?
Helena zatrzymuje się z dziwnym wyrazem twarzy. Prosta odpowiedź to tak. Wie o tym. Gdyby komendant wiedział o wszystkim co się wydarzyło, z pewnością odsunąłby ją od sprawy. A w zasadzie gdyby wiedział o wszystkim, najprawdopodobniej zostałaby zwolniona.
Nie mam innego wyjścia — mówi niechętnie. Bo wcale jej się to nie podoba. Nie prosiła się o to. Najchętniej naprawdę trzymałaby się od tego z daleka, ale to nie było tak proste. Zagryza na chwilę wargę. — Staram się. I jadam – odpowiada miękko, chociaż niechętnie na jej kolejne pytania. Pomija to, na które nie może odpowiedzieć twierdząco.

Zaraz posyła strażaczce poważnego spojrzenia. Znów słyszy to z tyłu głowy – chciałem cię uprzedzić, Vagabond, ale nie chciałaś się ze mną grać. Ten zmodulowany głos. — Teddy, tamtego dnia w zamian za lokalizację bomb, zamachowiec wyłudził ode mnie... prywatne informacje — zdradza. Nie tylko śmierć RJa trzyma Peregrine przy śledztwie – popełniła wtedy zbyt dużo błędów. Wszystkie ciągną się za nią jak uporczywy, lepki cień. — Informacje, którymi może bardzo mi zaszkodzić. — To nie jest tak, że nie chce ujawnić całej prawdy – chociaż być może wciąż trochę obawia się pokazania Teddy wszystkiego; jak dotąd za każdym razem otwieranie się przed nią budziło więcej, niż Helena się tego spodziewała. Chociażby zabranie jej do Whitby okazało się skokiem na głębszą wodą, niż początkowo zakładała.

Zupełnie nie potrafi ułożyć sobie tego w głowie. Pytanie Darling jedynie podkreśla rozdarcie, które czuje Helena.
Przez chwilę, gdy proponowała Teddy to spotkanie, była już zdecydowana. A potem ją zobaczyła. Teraz znowu nie ufa swoim myślom. Znowu nie jest pewna, czy bardziej samolubne jest podzielenie się tą decyzją, czy podjęcie jej samotnie.
Nabiera głębokiego wdechu, gdy nagle z bocznej alejki za plecami Teddy ktoś wyłania się szybkim krokiem i skręca ich stronę. Dolną część twarzy ma schowaną za kominiarką i Helenie wydaje się, że patrzy prosto na nią. W rękach niesie kubek na wynos z kawiarni.

I coś w jej głowie się przestawia.
Serce bije jak oszalałe. Chciałem cię uprzedzić, Vagabond, ale nie chciałaś się ze mną grać. Przed oczami migają cyfry odmierzające czas do zera. Ciało reaguje samo, bo myślami jest zupełnie gdzieś indziej. Kiedy indziej.

Zaciska palce na rękawie napastnika i gwałtownie skraca dystans, a potem szarpie mocno w dół i podcina nogi, posyłając go prosto na ziemię. Kawa frunie w powietrze, kilka dużych kropel parzy ręce Heleny, ale ona nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Jej ciężki oddech miesza się z echem melodii na pianino i plastikowym zapachem serwerowni. Rzuca się w dół i fatyguje ręce mężczyzny za jego plecami, przyciskając je całym ciężarem swojego ciała.
Gdzie jest Kurt? — cedzi przez zęby.
Miarowe tykanie odlicza kolejne sekundy. Patrząc w bok, na kubek po kawie, jest przekonana, że widzi napis: Holden. I serduszko.

teddy darling

i'm not a violent dog, i don't know why i bite

: wt gru 23, 2025 12:36 am
autor: teddy darling
Nie tylko komendant policji, dla której pracuje Helena nie znał szczegółów sprawy. Teddy również niewiele wiedziała. A to w niczym nie pomagało. Bo jakkolwiek nie starała się zrozumieć, odnosiła wrażenie, że Peregrine ją zbywa. Ta niewiedza zaczynała ją frustrować, ale nie przywykła do wiercenia ludziom dziury w brzuchu. Wychodziła z założenia, że Helena nie może jej wszystkiego powiedzieć. Albo po prostu nie chciała. I to było w porządku, miała do tego pełne prawo. Ale to nie zmieniało faktu, że Darling stanie się nagle bardziej spokojna.
Wciągnęła powietrze i już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, jednak Peregrine ją uprzedziła. Wyznanie, że zamachowiec wyłudził od niej prywatne informacje sprawiła, że strażaczka uniosła wysoko brwi.
Co to znaczy? — zapytała, przyglądając się uważnie jej twarzy. Cały czas miała wrażenie, że coś przed nią zatajała, jednocześnie borykając się z wewnętrznymi rozterkami. Teddy nie miała pojęcia, czego powinna się spodziewać i czy w ogóle powinna się czegoś spodziewać.
Tym razem nie otrzymała żadnej odpowiedzi, nawet tej wymijającej, bo nagle oczy Heleny uciekły gdzieś w bok. Darling spojrzała przez ramię, ale wszystko potoczyło się później tak szybko, że nawet nie zdążyła zareagować. Zanim wykonała jakikolwiek ruch, spacerowicz z kubkiem kawy leżał już na ośnieżonej alejce, a Peregrine dociskała go swoim ciężarem do ziemi.
Przez chwilę Teddy stała jak wryta. Minęło dobre pół minuty, zanim oprzytomniała i chwyciła Helenę pod ramiona, żeby odciągnąć ją na bok.
Hej! — krzyknęła, kiedy ta zaczęła się szamotać. — Uspokój się! — poprosiła, ale to też nie zadziałało. — Helena! — wykrzyczała jej imię, zwiększając uścisk. W końcu silne ramiona strażaczki zdołały ściągnąć ją z mężczyzny. — Hej, spójrz na mnie — powiedziała już nieco spokojniej. Ujęła twarz Peregrine w swoje dłonie i spojrzała jej prosto w oczy. — Nic się nie dzieje, słyszysz?
Wariatka! — krzyknął poszkodowany, z trudem podnosząc się na równe nogi. Zachwiał się i wskazał na leżący nieopodal kubek. — Ta cholerna szajbuska wylała mi kawę!
Teddy niewiele myśląc sięgnęła do kieszeni swojego płaszcza i wyciągnęła z niego dwudziestodolarowy banknot, po czym wcisnęła go mężczyźnie w dłoń.
Bardzo mi przykro — wymamrotała ze szczerą skruchą, poklepując go po ramieniu. — Jest pan cały? Doszło do nieporozumienia. Proszę kupić sobie nową kawę — posłała mu pokrzepiający uśmiech, na co ten prychnął pod nosem i znów ruszył w stronę kawiarni.
Darling odprowadziła go wzrokiem, aż wreszcie spojrzała na Helenę.
Co jest, do kurwy? — zapytała, zmniejszając między nimi dystans. — Co to miało być? — rozłożyła bezradnie ręce, dalej do końca nie wierząc w to, co się właśnie wydarzyło.

helena peregrine

i'm not a violent dog, i don't know why i bite

: wt gru 23, 2025 1:35 am
autor: helena peregrine
Przez chwilę tkwi we wspomnieniu. Poderwana do góry, przeżywa moment, w którym wybuch grzmotnął nią o ścianę. Nie dociera do niej zupełnie rozmowa Darling z nieznajomym. Łapie się za lewy bok i naciska drżącą dłonią, jakby jej rana wcale nie zrosła się do cienkiej, różowej blizny. Odsuwa się o kilka kroków, i mamrocze pod nosem z szeroko otwartymi oczami. Całe jej ciało się trzęsie, gdy widzi błękitne oczy Darling. Sceny przeszłości i teraźniejszości wciąż mieszają się ze sobą, gdy spogląda na nią z przerażeniem. Mamrocze pod nosem coś o tym, że robiła co mogła. Że nigdy nie powinni jej tu wysłać.
Zmienia dłoń, którą uciska bok na lewą, by prawą unieść do oczu. Zaskakuje ją brak krwi.

Nie krwawi. Nic się nie dzieje.
Nic się nie dzieje. Nic się nie dzieje.

Przez chwilę jeszcze nie rozumie, co takiego się stało; wciąż drży i oddycha ciężko, z wysiłkiem. Gdy unosi wzrok na Teddy, w jej spojrzeniu widzi podobną dezorientację.
Mija kolejnych kilka sekund, zanim przypomina sobie, gdzie jest. Co działo się przed chwilą. Co musiało się dziać, kiedy ją odcięło.

Kurwa mać. — W jej głosie wybrzmiewa czysta trwoga. Nie może uwierzyć, że to znowu się stało. Że to stało się na oczach Teddy. Cofa się o dwa kroki i defensywnie przyciska ręce do brzucha, jakby spodziewała się ciosu. — Próbowałam ci powiedzieć. — Wielokrotnie. I Darling zawsze zapewniała ją, że nie boi się sparzyć. Helena nigdy do końca nie wiedziała, czy traktowała te rozmowy jako zwykłe przekomarzanki, czy rozumie, że za Peregrine ciągnie się wielki, gówniany bagaż. Być może rozumiała to, ale nie spodziewała się, tego, jak to wygląda. Teraz wie. A Helena pęka. — Poznałaś mnie w jakimś dziwnym, jedynym w moim życiu stabilnym momencie, Darling — jej głos drży z napięcia, kiedy to mówi. Jej spojrzenie staje się dziwnie zdeterminowane. Bo chyba jedyny sposób, w jaki może to powiedzieć, to wściekła. Przede wszystkim na siebie.
Odkąd przeprowadziła się do Toronto, wszystko się przez chwilę układało. Miała oszczędności. Stabilną pracę, w której zaczęła odnosić sukcesy. Swoje miejsce. A potem jeszcze poznała Teddy. Teraz to wszystko wydaje się być jedynie domkiem z kart, który układała z uporem tylko po to, by kopnąć w stół i wszystko zburzyć. Jakby znowu oszukiwała się, że cokolwiek w swoim życiu rozwiązała. Jakby odpowiednim wysiłkiem i pracą nad sobą mogła wymazać swoją naturę. — Teraz pierdolony psychopata może sprzedać policji informacje o mojej nielegalnej działalności, a do tego...tracę kontakt z rzeczywistością. Nie może się zdobyć na to, żeby dokończyć, zamiast tego wciągając ze świstem powietrze i machając w stronę miejsca, w którym wciąż leży pusty kubek po kawie, turlając się po udeptanym śniegu na okrężnej osi. — Wszystko czego się nie dotknę, zmienia się w chaos. Nieważne jak bym się, kurwa, nie starała, najwyraźniej poukładane życie nie jest dla mnie. – Frustracja pulsuje jej w piersi. I nie jest w stanie spojrzeć teraz na Darling. Nie ma na tyle odwagi. — Zależy mi na tobie za bardzo, żeby wciągać cię w to gówno — kończy gorzko.

teddy darling

i'm not a violent dog, i don't know why i bite

: wt gru 23, 2025 3:34 pm
autor: teddy darling
Potrzebowała poznać prawdę, aby zrozumieć, z czym dokładnie borykała się Peregrine. Bo to, że wracały do niej demony sprzed kilku tygodni było zupełnie normalne. Teddy również nawiedzały wspomnienia z tamtego popołudnia. Sporadycznie wracały też piski w uszach, które pojawiały się w najmniej spodziewanych momentach, a zdjęcie wiszące na ścianie w remizie przypominały, że podczas zamachu ktoś stracił życie. Ale wszystko, o czym mówiła Helena wydaje się zbyt poważne, aby móc przejść obok tego obojętnie.
Tylko Darling wcale nie czuła strachu. Nie bała się ani wtedy w szpitalu, kiedy zapewniała ją, że jest w stanie udźwignąć naprawdę wiele, ani teraz, kiedy Peregrine dostała nagłego napadu szału, przenosząc się w głowie do wydarzeń w banku. Pewnie dlatego, że Teddy trudno było przestraszyć. Ale zniechęcić już nieco łatwiej. Zwłaszcza, kiedy któryś raz z rzędu powtarza się jedno i to samo.
Po to chciałaś się spotkać? — zapytała w końcu, przestępując z nogi na nogę, jakby szukała niewidzialnego punktu oparcia. — Chcesz powiedzieć, że wolisz zakończyć to… — zawahała się, bo nie wiedziała, jak nazwać to, co je połączyło. Jak określić uczucie, które było zbyt skomplikowane, by zmieścić je w jednym słowie? — To wszystko w trosce o moje bezpieczeństwo? — dodała, zaciskając usta w wąską linię. Nikt nie lubił czuć się odtrącanym, a jednak przekonywanie Heleny na siłę, że sobie poradzą, wydawało się teraz równie bezsensowne. Nie mogła jej zmusić do własnych racji, zwłaszcza gdy Peregrine tak uporczywie trzymała się swoich.
Teddy wciągnęła głośno powietrze. Chciała złapać jej wzrok, ale Helena unikała jej oczu, jakby każde spojrzenie mogło zranić albo zdradzić coś, czego nie chciała ujawnić.
Dlatego nie chciałaś mnie widzieć wcześniej? — dopytała, starając się zachować spokój, choć w głębi duszy czuła, że zasługuje na pełną szczerość. Nie chciała, by nagle okazało się, że praca była tylko wygodną wymówką.
Darling czuła w sobie narastające rozjuszenie. Wynikało to z faktu, że Peregrine przez dłuższy czas zatajała przed nią prawdę, a teraz próbowała odsunąć na bok, choć sama była w pełni zdolna o siebie zadbać. Nie potrzebowała, aby ktokolwiek decydował za nią. A co najważniejsze, chciała być równie oparciem dla Heleny. Z drugiej strony nie chciała się narzucać. Stojąc na rozstaju dróg, czuła się zawieszona między tym, co mogła wziąć w swoje ręce, a tym, co powinna odpuścić. Każdy krok wydawał się ryzykowny, a teraz każda decyzja wymagała odwagi, której chwilowo jej brakowało. Myśli Teddy krążyły, szukając odpowiedzi, podczas gdy serce szlochało w milczeniu, pragnąc zarówno bliskości, jak i przestrzeni.

helena peregrine