champagne isn’t his thing
: sob gru 20, 2025 6:28 pm
18
Wrong crowd.
Wrong drink.
Wrong drink.
Madox zupełnie tutaj nie pasował.
Nawet teraz kiedy stał w tym swoim dobrze dopasowanym smokingu, który przecież wypożyczył na tę okazję, a spod którego wciąż widoczne były te jego tatuaże, nikogo by nie oszukał, że on tutaj pasuje, że on tutaj w ogóle dobrze się czuje. Bo nie czuł się wcale, wręcz przeciwnie miał dziwne wrażenie, że ta muszka pod szyją zaciska się coraz mocniej na jego szyi, uniósł wydziaraną dłoń, żeby ją poprawić, poluzować, przejechał palcami po tych krótkich, jasnych włosach, które on teraz przecież posiadał. Nie chciał się dzisiaj rzucać w oczy, a i tak chyba to robił. A przede wszystkim to wcale nie chciał tutaj być, już prawie się wykręcił, ale Winston nalegał, a tak się składa, że facet zostawiał pokaźne sumy w klubie Noriegi. Zawsze zamienili te kilka słów, no i Madox też częstował go rumem prosto z Kolumbii, w zamian dostając te wszystkie drogie butelki, które mógł sobie później ustawiać za barem razem z podarunkami od Debbie.
Chciał to odbębnić i się stąd zwinąć, wznieść jakiś toast tym drogim szampanem, może wypić ze trzy kieliszki, a później się ulotnić. Zniknąć. Złoży życzenia Winstonowi i będzie mógł stąd uciekać, jechać do Stewart, jeśli mu pozwoli, albo do klubu. Wracać do siebie, do swojego brudnego świata.
Tylko jak na złość Winstona nigdzie nie było, zamiast tego Madox porozmawiał już z kilkoma parami, których wcale nie znał, uśmiechając się przy tym sztucznie. A szampana wypił już chyba z pięć kieliszków. Zjadł też kilka tych wykwintnych przystawek, których nazwy nawet nie umiał zapamiętać.
Teraz też stał zafascynowany przed wysoką wieżą ułożoną z kieliszków, sięgała prawie pod sufit i Madox zastanawiał się jak będą nalewać szampana tam na górze. Musieli to robić z drabiny, albo z jakiegoś balkonu? Przechylił na bok głowę, a jego palec przesunął się po szkle jakiegoś kieliszka znajdującego się na dole tej piramidy. Dość stabilne, ale znając szczęście Noriegi, gdyby on próbował czegoś takiego w swoim klubie, to potem musiałby te szkła sprzątać przez tydzień. Ale Emptiness to jednak była mordownia, nie to co tutaj, te pary poruszały się miedzy stolikami w swoim jakby zwolnionym tempie. A później w takim zwolnionym tempie Madox zobaczył Winstona, który stał ze swoją żoną po drugiej stronie tej szklanej piramidy i już ruszył w jego kierunku, ale odwrócił się chyba zbyt gwałtownie, szybciej niż poruszali się ci wszyscy ludzie i wpadł na jakąś brunetkę, która od tego impetu, z którym on w nią wlazł zachwiała się niebezpiecznie na tą kieliszkową piramidę. Aż Madox musiał złapać ją za przedramię i odciągnąć na bok.
- Santa madre - mruknął i zrobił wielkie oczy zerkając na szkło, które zadzwoniło niebezpiecznie. Tydzień sprzątania i wszędzie szkła, jak nic. Na szczęście kieliszki się utrzymały, a Noriega odetchnął z ulgą i dopiero jego spojrzenie padło na twarz kobiety, która przed nim stała.
- Charity? - zapytał z tym swoim dziwnym akcentem i uniósł jedną brew. W zasadzie kogo jak kogo, ale jej mógł się tutaj spodziewać. Może nawet chciał powiedzieć coś jeszcze, ale przekręcił głowę na bok, żeby odszukać wzrokiem Winstona, tylko on znowu gdzieś zniknął, rozpłynął się w powietrzu.
- Mierda, gdzie on kurwa jest? - rzucił pod nosem, bardziej do siebie niż do niej, i dopiero teraz znowu na nią spojrzał, zmierzył wzrokiem - co tutaj robisz? - chyba jego ulubiona kwestia ostatnio. Chociaż z drugiej strony, to przecież ona w tej pięknej sukni, pełnym makijażu i z diamentami otulającymi szyję i wiszącymi w uszach, pasowała tutaj zdecydowanie lepiej, niż Noriega w tym swoim wypożyczonym smokingu, ze spinkami do mankietów z pchlego targu.
glina cherry